Życie kulturalne
Powrót „Rigoletto”
W Narodowym Teatrze Opery i Baletu premiera goni premierę. Niedawno - baletu „Rosyjski Hamlet” jednego z najsłynniejszych reżyserów i choreografów Borysa Eifmanna. Nowy dyrektor teatru, Gintautas Kevišas zapowiedział zmiany i je realizuje, również jeśli chodzi o ulepszanie wystroju widowni, zaplecza i hallu. Ceny biletów, rzecz naturalna, poszły w górę, najdroższe kosztują 300 Lt. Dyrektor mówi, że nie tylko sztuka się liczy, ale i możliwość pokazania się w „wielkim świecie”. Tak czy inaczej, kolejna premiera odbyła się z wielką pompą.
Opera „Rigoletto” po raz pierwszy w Wilnie ujrzała światła rampy w 1872 roku, a przywiozła ją do nas włoska trupa Crottiego. A dodać warto, że pierwsze przedstawienie dzieła Verdiego odbyło się w 1851 roku w Wenecji, zyskało pełne powodzenie. Każdego kompozytora nie opuszcza myśl, czy jego dzieło będzie nadal żyło po premierowych przedstawieniach. Verdi miał to szczęście, że jego „Rigoletto”, niezmiennie od czasu powstania, elektryzuje publiczność całego świata. Jeśli chodzi o Wilno, w 1976 roku odbyła się na scenie teatru na Pohulance premiera tej opery, o której kompozytor powiedział: „Jestem rad z siebie i sądzę, że nie napiszę nigdy nic lepszego”. Premiery są świadectwem tego, że każdy realizator dzieła klasycznego w miarę swej fantazji stara się odczytać intencje twórcy. Na przykład, reżyser kłajpedzkiego Teatru Muzycznego Raimundas Banionis w tym roku „przeniósł” akcję opery do wytwornego jachtklubu, a tytułowego bohatera usadowił w wózku inwalidzkim. Z kolei Gintaras Arnas na scenie wileńskiej dowodzi, że książę Mantui to wcale nie łobuz, a bohater pozytywny, który w gruncie rzeczy niczego złego nie zrobił, zaś Rigoletto jest nośnikiem zła i dlatego cierpi. Zminimalizowana scenografia z przewagą czerni i bieli, zagrymowani aktorzy do tego stopnia, że ich twarze przypominają maski, nienaturalne gesty wykonawców, kostiumy stylistycznie zaczerpnięte z lat 30-tych XX wieku, najlepsi litewscy soliści operowi, z Broniusem Tamašauskasem, który śpiewał podczas wileńskiej premiery 1976 roku - tak w telegraficznym skrócie prezentuje się „Rigoletto”-2003.
* W Instytucie Polskim w Wilnie odbyło się spotkanie z redaktorem naczelnym kwartalnika „Lithuania” prof. Leonem Brodowskim z Warszawy. Okazja - wydanie 44., pożegnalnego, numeru „Lithuanii”, tym razem poświęconego 10-letniej współpracy wojskowej Polski i Litwy.
* Z okazji 140. rocznicy Powstania Styczniowego Instytut Polski w Wilnie zorganizował spotkanie z drem Dariuszem Szpoperem z Uniwersytetu Gdańskiego. W Wilnie odbyła się prezentacja jego najnowszej książki „Pomiędzy caratem a snem o Rzeczypospolitej. Myśl polityczna i działalność konserwatystów polskich w guberniach zachodnich Cesarstwa Rosyjskiego w latach 1855-1862”. Autor należy do grona najwybitniejszych znawców tematyki, dotyczącej polskich i litewskich zrywów niepodległościowych.
* Leszek Mądzik, reżyser Sceny Plastycznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego jest dość częstym gościem Wilna. Niedawno mieliśmy okazję oglądać jego fotografie w ratuszu, zrobione podczas licznych wojaży Sceny Plastycznej po świecie. Ostatnio natomiast pokazał w kościele bernardyńskim spektakl swego autorstwa oparty na motywach muzyki Arvo Parto.
* Książka znanej piosenkarki i aktorki Madonny „Angielskie róże” cieszy się ogromnym zainteresowaniem małych czytelników w wielu krajach świata. Np. w Stanach Zjednoczonych jest najchętniej kupowaną bajką. W Wilnie natomiast spotkała się z minimalnym zainteresowaniem. Zalega półki księgarń oto już dwa miesiące, ku niezadowoleniu wydawców i księgarzy, którzy liczyli na sukces dziełka.
Halina Jotkiałło