Ks. Dariusz Stańczyk - honorowym obywatelem rejonu wileńskiego

Zasługom dane świadectwo

Zdarzają się ludzie, wokół których - jak wokół głównej osi w złożonych mechanizmach - wszystko zaczyna się obracać, żyć, tętnić - wszędzie, w każdym miejscu, gdziekolwiek się znajdą. Którzy potrafią rozruszać, ożywić, pobudzić do działania najbardziej zaśniedziałe środowisko. Do takich należy właśnie ks. Dariusz Stańczyk, człowiek i kapłan o nieprzeciętnej energii, zdolnościach i ogromnym uroku osobistym.

Od samego początku, gdy przyjechał na Wileńszczyznę przed 12 laty z Diecezji Radomskiej, stał się zjawiskiem. I chociaż nasza Ziemia Wileńska zrodziła wielu wspaniałych kapłanów, trudno mu dorównać tą niespożytą energią i zapałem, z jakimi się zabiera do każdej sprawy. Często w ciągu jednego dnia bywał w kilku miejscach. Wszędzie go pełno: na wsi i w mieście, na imprezach polskich i tam, gdzie potrzebna jest obecność i słowo kapłana.

Słowo... To bodajże najsilniejszy „instrument”, którym potrafi operować i... zwyciężać. Świadectwem tego są jego konkretne czyny. Odrodzenie harcerstwa - tego, w historycznym pojęciu, nawiązanie świetnego kontaktu z młodzieżą. Zawdzięczając mu wielu chłopców i dziewcząt wie, że można świetnie się bawić i treściwie spędzać czas wolny bez alkoholu i innych „używek”, że każdy życzliwy gest z naszej strony kiedyś do nas powróci jak bumerang, wynagrodzony w dwójnasób. Że trzeba się cieszyć życiem dziś, teraz i dziękować Bogu za każdy „dzień, który dał nam Pan...” Że człowiek, nawet najuboższy, może wiele dać innemu: uśmiech, uścisk ręki, budujące słowo. Takim bliskim kontaktom z młodzieżą, rozbudzeniu w niej uczuć patriotycznych jak najbardziej sprzyjały liczne pielgrzymki rowerowe, w tym do Rzymu, Katynia i in., o których w swoim czasie pisaliśmy.

Kalwaria Wileńska, Taboryszki, Szumsk, Kowalczuki - w każdej kolejnej parafii ks. Dariusz zaznaczył swą obecność wielką pracą, nie tylko na niwie duchowej, wyniki której przeminąć nie mogą: wznosił kapliczki, krzyże, rozpoczął budowę kościoła w Kowalczukach. A organizowane przez księdza pielgrzymki do Kalwarii Wileńskiej, uroczystości kościelne, które gromadziły rzesze wiernych, w tym młodzież.

W ciągu zaledwie kilku lat tak bardzo wrósł w naszą rzeczywistość, że stał się po prostu jednym z nas - wilniukiem i kresowiakiem. W nieoficjalnych rozmowach lubi nawet czasami „zaciągnąć” z wileńska albo, łobuzersko się uśmiechając, kończyć konwersację „szumskim” akcentem: „I wsio!”. Takiego go uznaliśmy, przyjęliśmy, pokochaliśmy...

Tak więc uroczystość, która miała miejsce 29 kwietnia w wileńskim Domu Kultury Polskiej, była logiczną koleją rzeczy: co społeczność polska Wileńszczyzny już dawno uznała „duchowo”, Samorząd Rejonu Wileńskiego postanowił dać temu jawne świadectwo - zapisać ks. Dariusza Stańczyka do grona honorowych obywateli najliczniejszego polskiego rejonu. Czyli poprzez ten akt uznać wszystkie zasługi kapłana i wyrazić mu za to wdzięczność.

Nic więc dziwnego, że do DKP tak licznie stawili się ci, którzy pragnęli osobiście uścisnąć prawicę księdza i mu podziękować: byli parafianie, harcerze, przedstawiciele władz samorządowych, polskich organizacji społecznych, zaszczycił zebranych swą obecnością również ambasador RP na Litwie Jerzy Bahr. Dyplom i odznakę honorowego obywatela rejonu wręczyła księdzu Dariuszowi mer Leokadia Janušauskiené. Była moc kwiatów, moc życzeń i uścisków, a całość uroczystości, poprzedzonej Mszą św. w kościele Ducha Świętego, przeplatał koncert, wyreżyserowany z wielkim uczuciem przez aktyw z Ławaryszek z panią Haliną Kisielową na czele. Przed widownią wystąpiły zespoły: „Rodzinka” z Ławaryszek, „Cantate” z Szumska, harcerze i dzieci z parafii podwileńskich.

Redakcja „Magazynu Wileńskiego” pod wszystkimi życzeniami dla księdza Dariusza się podpisuje, a od siebie dodaje: wiele wytrwałości, Księże, w pokonywaniu różnych przeszkód, stawianych na Twej drodze. Powodzenia i spełnienia wszystkich zamiarów!

Wstecz