Podglądy
Chcemy do Unii
Ponad 90 procent głosujących w unijnym referendum opowiedziało się za przystąpieniem naszego kraju do Unii Europejskiej. Frekwencja wyniosła około 60 procent. Dane te świadczą o tym, że 1 maja przyszłego roku Litwa zostanie członkiem Unii.
„Dziękuję wam: Litwini, Polacy, Rosjanie, przedstawiciele wszystkich narodowości, że w najważniejszych chwilach dla państwa potraficie wziąć na siebie odpowiedzialność za jego przyszłość” – powiedział prezydent Litwy Rolandas Paksas zwracając się do narodu w chwili, gdy ukazały się pierwsze, wstępne wyniki referendum.
Dwa dni trwania referendum obfitowały w wielkie emocje. Warunki referendum na Litwie były najbardziej rygorystyczne wśród 10 państw kandydujących do UE. Najwięcej obaw wzbudzała frekwencja, dlatego siedmiotygodniowa przedreferendalna kampania informacyjna była skierowana w wielkiej mierze na zachęcanie ludzi do udziału w referendum, a nie tylko na popularyzację idei Unii.
Poza tym, dążąc do uzyskania ponad 50-procentowego kworum, Główna Komisja Wyborcza nakazała uaktualnienie list wyborczych. Wykreślono z nich ponad 100 tys. osób, które nigdzie nie są zameldowane. Po raz pierwszy GKW uznała też, że w dniach referendum można będzie przypominać wyborcom o ich obywatelskim prawie wyrażenia swej opinii, że nie będzie to uznawane za agitację. W efekcie ten ważny dla kraju weekend upłynął pod znakiem nawoływania do udziału w referendum. Przez dwa dni w radiu i telewizji politycy, znani działacze, artyści, sportowcy i naukowcy zachęcali ludzi do aktywnego głosowania, przypominali, jak ważne są wyniki referendum dla przyszłości kraju. Do udziału w referendum zachęcała też największa litewska sieć supermarketów TV Market. Zorganizowała ona dość kontrowersyjną akcję, podczas której ten, kto pokazał potwierdzającą udział w referendum nalepkę, mógł za jednego centa kupić pół litra piwa, czekoladowy batonik lub opakowanie proszku do prania. Ta akcja przyczyniła się do zwiększenia frekwencji, ale wywołała też wiele emocji. Jedni uważają, że to naprawdę niesmaczny chwyt, demonstrujący, że Litwina można kupić za centa. Inni twierdzą, że w tak decydującej chwili dla państwa, wszystkie mieszczące się w ramach prawa chwyty są dozwolone.
Członkostwo kraju w Unii poparły wszystkie liczące się litewskie organizacje polityczne i społeczne oraz Kościół katolicki, który, między innymi, wystosował list otwarty do wiernych, wzywając ich do aktywnego udziału w referendum i powiedzenia „tak”. Szczególną aktywnością w kampanii informacyjnej wykazała się młodzież i dzieci, które w sposób otwarty apelowały do rodziców, cioć, wujków, dziadków, by głosowali za członkostwem Litwy w Unii Europejskiej, bo oni chcą być Europejczykami. Za jednoznacznym poparciem unijnych dążeń opowiedzieli się też Polacy. „Wileńszczyzna na pewno zyska na wejściu kraju do Unii. Nie tylko wzrosną możliwości rozwoju gospodarczego naszego regionu, który pod względem ekonomicznym jest najbardziej zaniedbany, ale wzmocni się też ochrona praw mniejszości narodowych, w tym polskiej, gdyż prawa mniejszości są w Europie bardziej respektowane niż na Litwie. Po zlikwidowaniu granic znajdziemy się z Polską w jednej przestrzeni polityczno-gospodarczej i to też stanowi powód, by głosować za przystąpieniem Litwy do Unii Europejskiej” – podkreślał przed referendum przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, poseł Waldemar Tomaszewski. Polacy, którzy zazwyczaj podczas wyborów wykazują się niezbyt dużą aktywnością, tym razem nie zawiedli. W rejonach wileńskim i solecznickim frekwencja wyniosła ponad 50 proc., a blisko 80 proc. głosujących powiedziało, że chce być w Unii.
Litewscy eurosceptycy, którzy są zrzeszeni w nielicznych i mało znaczących organizacjach, wypowiadając się przeciwko Unii, akcentują, że niesie ona takie zagrożenia jak wzrost cen, podatków i utrata suwerenności kraju.
Awantura o nie istniejącą ulicę Piłsudskiego
Sekretarz Litewskiej Partii Konserwatywnej „Związek Ojczyzny” Jurgis Razma zaapelował do premiera o podjęcie odpowiednich kroków, by jedna z ulic w Pikieliszkach nie została nazwana imieniem marszałka Józefa Piłsudskiego.
W pismie wystosowanym do Algirdasa Brazauskasa przypomniano, że samorząd rejonu wileńskiego zamierza jedną z ulic Pikieliszek, gdzie znajduje się XVIII-wieczny dworek marszałka, nazwać jego imieniem. Dworek w Pikieliszkach jest złożonym Piłsudskiemu darem Ziemi Wileńskiej i pełnił funkcję jego letniej rezydencji.
„Wyrażam nadzieję, że zostaną podjęte odpowiednie kroki, które uniemożliwią urzeczywistnienie tej decyzji” – napisał Razma w liście do premiera. Wyraził przekonanie, że polsko-litewskie umowy pozwalają stronom w różny sposób interpretować historię, co – według niego – jest wystarczającą podstawą, by uznać nazwanie ulicy imieniem Józefa Piłsudskiego za rzecz absolutnie nie do przyjęcia dla Litwinów.
Starościna gminy Rzesza, do której należy wieś Pikieliszki, Anna Kotwicka poinformowała, że „jeszcze w ubiegłym roku większość mieszkańców ulicy, przy której znajduje się dworek marszałka, zwróciła się z prośbą o nazwanie jej imieniem Piłsudskiego. Prośbę mieszkańców przekazano do samorządu rejonu wileńskiego”. Dotychczas ulica ta nie miała nazwy, a we wsi nazywano ją Aleją, Palisadą, Majątkiem Piłsudskiego.
„Jeżeli żadna z instytucji nie będzie miała zastrzeżeń do nazwy ulicy Józefa Piłsudskiego, nie widzę powodów, by Rada nie zatwierdziła tej nazwy. Żyjemy w państwie demokratycznym i powinniśmy uszanować wolę obywateli. Poza tym nie sprzeciwialiśmy się, gdy mieszkańcy naszego rejonu prosili o pogańskie nazwy ulic: np. Perkuno, Saulés” – powiedziała mer rejonu wileńskiego Leokadia Janušauskiené.
Wiadomość o tym, że mieszkańcy Pikieliszek chcą nazwać jedną z ulic imieniem Józefa Piłsudskiego, rozzłościła Litwinów. W jednym z programów radiowych, który poruszył ten temat, stwierdzono jednoznacznie, że ta propozycja jest obraźliwa. Przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, poseł Waldemar Tomaszewski uważa zaś, że „sprawa Pikieliszek jest kolejną prowokacją konserwatystów i liberałów, którzy robią wszystko, by zniechęcić Polaków do władzy i Litwinów.
„Sprawa Pikieliszek jest też zemstą liberałów i konserwatystów na nas, na partii polskiej, bo nie poparliśmy ich w samorządzie miasta Wilna – uważa Waldemar Tomaszewski.
Minister spraw wewnętrznych podał się do dymisji
Minister spraw wewnętrznych Litwy Juozas Bernatonis podał się do dymisji. Powodem dymisji był skandal, który wywołał minister. Oskarżył on nadkomisarza policji litewskiej Vytautasa Grigaravičiusa o rzekome tolerowanie bezprawnego zbierania przez funkcjonariuszy resortu informacji o najwyższych urzędnikach kraju. Miały one dotyczyć, między innymi, zarówno urzędującego jak i byłego prezydentów, premiera, przewodniczącego Sejmu.
Grigaravičius odrzucił oskarżenia ministra. W jego obronie stanęła opozycja, opinia publiczna i policjanci, którzy na znak protestu i solidarności z nadkomisarzem pełnili służbę bez czapek policyjnych.
Specjalnie powołana sejmowa komisja, która badała tę sprawę, orzekła, że minister bezpodstawnie oskarżył nadkomisarza. Działań Juozasa Bernatonisa nie poparła też większość rządzącej Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, której jest posłem i wiceprzewodniczącym. Podczas posiedzenia prezydium partii Juozas Bernatonis przyznał, że „popełnił błąd, który przede wszystkim niekorzystnie wpłynął na prestiż partii”.
Polak sądzony za nielegalny przemyt ponad miliona dolarów
Wileński sąd okręgowy na początku maja rozpoczął rozpatrywanie sprawy karnej 46-letniego obywatela Polski Macieja B., oskarżonego o nielegalny wwóz na Litwę 1,2 mln dolarów. Podejrzewa się, że pieniądze te pochodzą z działalności przestępczej.
Maciej B. wraz z córką Anną został zatrzymany w Wilnie 10 stycznia br. obok wileńskiego oddziału banku „Parex”, gdzie – jak wynika ze wstępnych ustaleń – pieniądze miały być przelane na konto jednego z łotewskich obywateli. Podejrzani zostali zatrzymani podczas rewizji samochodu. Aresztowani nie ukrywali, że przemycili pieniądze na Litwę wcześniej tego samego dnia, nie składając odpowiednich deklaracji służbom granicznym. Maciej B. przyznał się do winy i postanowił składać zeznania.
Według danych litewskiej policji skarbowej, już kilkakrotnie z Polski na Litwę przewożono nielegalnie pieniądze, skąd przez bank były przekazywane na Łotwę. Podejrzewa się, że w ten sposób prane są pieniądze, uzyskane w Polsce z działalności przestępczej. W ten sposób na Litwę trafiło już 14,5 mln dolarów. Największa jednorazowo przemycona kwota wyniosła 1,7 mln dolarów.
Litwa broni się przed polską wieprzowiną
Rząd Litwy, motywując to obroną rynku przed tanim importem polskiej wieprzowiny, określił w kwietniu minimalną wysokość cła na import kilograma wieprzowiny, które trzeba będzie zapłacić przy wwozie jej na Litwę. Litwini zachowali dotychczasowe 30-procentowe cło na wieprzowinę, ale nie może ono wynosić mniej niż 1,93 lita za kilogram.
Jak poinformował doradca premiera do spraw rolnictwa Vidmantas Butkus, „minimalną wysokość cła rząd ustalił w celu obrony litewskich hodowców, po tym, gdy rząd polski postanowił subsydiować eksport wieprzowiny do państw nie należących do Unii Europejskiej, w tym do Litwy”. Według Butkusa, minimalna litewska stawka stanowi równowartość polskiej dopłaty.
O ochronę rynku przed tańszą polską produkcją wystąpiło litewskie zrzeszenie hodowców trzody chlewnej. Twierdzą oni, że cena skupu mięsa wieprzowego od ubiegłego roku niepokojąco zmalała i wynosi 2,80 - 3 lity za kilogram, a chcąc ją zrealizować bez strat, cena powinna wynosić 3,60 Lt. Tymczasem polską wieprzowinę, już po zapłaceniu cła, proponuje się po 2,60. Pod koniec marca litewskie MSZ poprosiło Warszawę o konsultacje w sprawie ochrony litewskiego rynku przed polską wieprzowiną. Jak poinformowało ministerstwo, odpowiedź nie nadeszła.
Nie wszyscy pozytywnie oceniają decyzję rządu. Dyrektor generalny jednej z litewskich masarni „Mažeikiu mésiné” Remigijus Petraitis dla dziennika „Verslo žinios” powiedział: „Wspólna strefa gospodarcza Unii Europejskiej już nie jest za górami. Musimy przygotowywać się do ostrej konkurencji, bo zginiemy”.
W ubiegłym roku Polska wyeksportowała na Litwę 60 ton wieprzowiny, do Estonii 698 ton i 1,4 tys. ton na Łotwę.
Aleksandra Akińczo