Jego Wysokość SŁOWO

Nie ma mocnych

Temat do dzisiejszego odcinka „pod- powiedziała” mi pewna notatka w „Kurierze Wileńskim”, zatytułowana „Zgoda co do nazwisk” oraz Olimpiada Literatury i Języka Polskiego, która się, jak co roku, w marcu odbyła. Chodzi konkretnie o listę uczestników Olimpiady. Ponieważ ta piękna impreza odbywa się pod egidą Ministerstwa Oświaty Litwy, rzeczą zrozumiałą jest, że wszelkie związane z nią dokumenty pisane są po litewsku. Nazwiska uczestników również. W porządku, jeśli chodzi o ministerstwo. Czy jednak w porządku jest Komisja Języka Litewskiego, powstała w 1990 roku przy Prezydium Rady Najwyższej RL, która w ciągu tylu lat uparcie chce dokonać rzeczy niemożliwej, czyli nagiąć język polski do zasad języka litewskiego?

Ze wspomnianej wyżej notatki dowiedzieliśmy się, że w dniach 18-19 marca br. w Warszawie na posiedzeniu polsko-litewskiej komisji rządowej do spraw mniejszości narodowych, jak podają nieoficjalne źródła, „w trakcie litewsko-polskich negocjacji osiągnięto porozumienie, co do pisowni polskich nazwisk w litewskich dowodach osobistych”. Porozumienie to polegać miało na tym, że w dowodzie obok litewskiej wersji polskiego nazwiska miała być pisana pełna jego polska wersja ze wszystkimi obowiązującymi w polskiej pisowni znakami diakrytycznymi. Przeczytałam i sceptycznie pokręciłam głową. Czyżby?

No i rzeczywiście, kolejny raz się przekonałam, że informacje z nieoficjalnych źródeł (podobnie zresztą jak i z oficjalnych) nie zawsze się sprawdzają. Już w następnym numerze redakcja sprostowała wiadomość. Żadnego porozumienia nie osiągnięto. Dobrze to czy źle? Nie wiem. Z jednej strony ta druga, polska wersja (prawdopodobnie w nawiasach) to chociażby jakiś dowód, że człowiek nazywa się Pieńkowski czy Pękowski, a nie Penkovski, Sienkiewicz, a nie Senkevič, a na imię ma Władysław, Łucja, a nie Vladislav, Liucija. Z drugiej zaś... To polskie, często bardzo odmienne od litewskiego nazwiska nie będzie przecież ważne, ot, tylko dla własnej satysfakcji.

Na temat pisowni polskich nazwisk w ciągu ostatnich 13 lat pisałam niejednokrotnie. Jednym z argumentów, z którymi się stykałam, był ten, że w języku litewskim zlitewszcza się wszystkie nazwiska obce, więc dlaczego ma być robiony wyjątek dla polskich? Przykłady: Žakas Širakas, Džordžas Bušas. No tak, ale to zupełnie co innego. Panowie Jacques Chirac i George Bush mają w dowodach tożsamości swoje prawdziwe nazwiska i nie muszą się wcale przejmować, jak się je na Litwie pisze.

Oto mam przed sobą kartkę papieru z okaleczonymi imionami i nazwiskami uczestników Olimpiady. Razem z jurorami – czterdzieści sześć zniekształconych imion i nazwisk. Tylko dwie osoby miały nazwiska o tak szczęśliwym układzie liter, że się im zgodziła pisownia polska i litewska: Olek Suchodolski i Agata Zamara. Jeśli chodzi o takie nazwisko, jak Geben, z litewskiego zapisu nie można wywnioskować jego prawdziwego brzmienia i pisowni. Może być przecież Geben, Gieben, Giebień, Gebień, Gebeń i jeszcze kilka wersji. Wszystkie one w języku litewskim otrzymają tę samą postać graficzną: Geben. Całkowicie pomijam aspekty moralne i prawne tej brutalnej przemocy nad prawami mniejszości narodowych na Litwie, przemocy, która rani godność ludzką i narodową. Pominę, bo niniejsza rubryka poświęcona jest zagadnieniom językowym.

Język litewski nie jest ani lepszy, ani gorszy od polskiego. Jest po prostu inny. Ma tak odmienny system fonetyczny, tak różniącą się od polskiej ortografię, że tego się pogodzić w żaden sposób nie da. Zacznijmy od samogłosek. W języku polskim mamy ich 8: a, e, y, i, o, u, ą, ę. Wszystkie oprócz samogłoski i są twarde i nie zmiękczają następującej po nich spółgłoski. Dla jej zmiękczenia potrzebna jest albo miękka samogłoska i, albo znak diakrytyczny (´). W ten właśnie sposób napiszemy imię i nazwisko Wiesław Boćkiewicz. Spółgłoski w i k zmiękczyliśmy przy pomocy miękkiej samogłoski i, spółgłoskę c zmiękczył znak diakrytyczny. Natomiast w języku litewskim sprawa ma się zupełnie inaczej. Tylko 3 samogłoski (a, o, u ) są twarde. Samogłoski e, y, i są miękkie. Nosowych nie ma. Nie ma też znaków zmiękczenia. Samogłoska e jako miękka siłą rzeczy zmiękcza poprzedzającą spółgłoskę. Tak więc nasz Wiesław Boćkiewicz nie może być inaczej zapisany po litewsku, jak Veslav Bockevič, Anna Niedźwiecka jako Ana (lub Ona) Nedzvecka. W języku litewskim ie jest dyftongiem, więc nie może zmiękczać spółgłoski. Zauważmy przy tym, że samogłoska e bez kropki wymawia się niemal jako ia, co dodatkowo zniekształca nazwisko, czy też jakikolwiek inny wyraz polski, zapisany w litewskiej transliteracji. Wiele problemów przy zapisach polskich nazwisk alfabetem litewskim stwarza brak samogłoski y. Owszem, litera y istnieje, jednakże wymawiana jest miękko jako i długie, które, podobnie jak e, zmiękcza poprzedzającą spółgłoskę. Mamy więc w wymowie nie Byszewski, tylko Biszewski, nie Cybulski, tylko Cibulski, nie Myszko, tylko Miszko itd. Mamy też problem z nosowymi samogłoskami. Jak wiadomo, w języku litewskim ich nie ma, więc ą, ę oddawane są jako om, en. Tak więc nazwiska o różnych rdzeniach, takie jak Sękowski, Siękowski, Senkowski, Sieńkowski, Seńkowski po litewsku mają tę samą postać graficzną: Senkovski, a fonetyczną – Siankowski.

Kłopoty też sprawiają spółgłoski. Nie ma znaku graficznego dźwięku l. Litera l jest zapisem dźwięku ł i dlatego nazwisko Bielawski przybiera postać Beliavski. Nie ma również graficznego znaku litery ł, wskutek czego Małyszko otrzymuje postać Mališko, albo Mališka, ponieważ w języku litewskim nazwiska nie kończą się na a. Piękne polskie imię Wiesława przybiera nową, wątpliwe, czy przyjemną dla nosicielki tego imienia, postać: Veslava. Brak takich liter, jak ć, ź, ś, ń, dź również sprawia, że wiele imion i nazwisk podlega zniekształceniu. Kraśko staje się Kraską, z Bieńczyckiego robi się Benčicki, z nader popularnych na Wileńszczyźnie nazwisk Śnieżko i Pieślak powstaje Snežko i Pesliak. Nie muszę dodawać, że z punktu widzenia języka polskiego w każdym z tych nazwisk są po dwa błędy. Nie wiem, czy Grzybowscy, Dobrzyńscy mogą spokojnie patrzeć na swoje nazwiska pozbawione rz, bo mnie od takiego widoku zawsze się ciśnienie podnosi. A co ma mówić taki na przykład Przyszlak, którego Uchwała Rady Najwyższej RL o pisowni imion i nazwisk w dowodzie osobistym obywatela RL zmieniła w Pšišliaka?

Aktualna do dziś, mimo wielokrotnych próśb i sprzeciwu osób zainteresowanych, w tym polskich deputowanych do Sejmu RL, ta kontrowersyjna Uchwała z 1991 roku głosi, że imię i nazwisko pisze się w dowodzie osobistym litewskimi znakami piśmiennymi według wymowy i bez ugramatycznienia (bez końcówek litewskich) lub według wymowy i z ugramatycznieniem (z końcówkami litewskimi). Nie wiadomo tylko, jakimi literami można zapisać „według wymowy”, jeśli w alfabecie litewskim wielu liter, a i głosek również, jakie są w polskim, po prostu nie ma ?

Wygląda na to, że poruszamy się w jakimś błędnym kole. Pomysłodawca doktryny „litewskich znaków piśmienniczych” Komisja Języka Litewskiego twierdzi, że obchodzi ją tylko aspekt językowy, a za decyzję odpowiadają prawnicy. Ci z kolei mówią, że obowiązują ich wskazówki językoznawców, którzy stoją na straży utrzymania języka litewskiego w czystości. Jednakże inne kraje jakoś sobie z tym radzą. W Niemczech, choć nazwiska pisane są w zasadzie zgodnie z niemieckimi zasadami pisowni, na życzenie obywatela zachowuje się pisownię cudzoziemską wraz ze wszelkimi znakami diakrytycznymi. I jak dotychczas, język niemiecki ma się zupełnie nieźle. W Austrii dzieje się podobnie i nie ma problemu ani z komputerami, ani z konstytucją, na co się, jak pamiętamy, strona litewska usprawiedliwiając swoją pozycję, powoływała. A tak naprawdę to chodzi o brak dobrej woli i wszyscy doskonale wiemy, co jest jej źródłem. Ale ja się polityką nie zajmuję i udaję, że nie wiem, dlaczego odbywa się ten podwójny (obdarzani jesteśmy nie tylko nowymi imionami, ale i nazwiskami) „chrzest” Polaków litewskich. Udaję też, że nie czytałam broszurki pana Pranasa Kniukšty „Język litewski na Wileńszczyźnie”, w której to autor tłumaczy nam, kim jesteśmy.

W gruncie rzeczy sprawa jest poważniejsza, niż by się na pierwszy rzut oka zdawało. Przypuśćmy na chwilę, że się któregoś pięknego poranku nasi „chrzciciele” obudzą i powiedzą: „A niech ci Polacy mają te swoje nazwiska”. I co? Obawiam się, że niewielu z tego dobrodziejstwa skorzysta. Zbyt dużo czasu upłynęło. Ludzie mają przecież masę wszelkich dokumentów – metryki urodzenia, świadectwa dojrzałości, metryki ślubne, dyplomy, legitymacje, różne papiery, potwierdzające prawa własności, prawa jazdy, wreszcie wszelakie dokumenty rodziców, gdzie będzie figurować inne nazwisko. Czy wystarczy im sił, by się ubiegać o zmianę tego wszystkiego? Poza tym ile to może kosztować?

Już prawie jesteśmy w Unii Europejskiej i pewne wspólne zasady chyba powinny obowiązywać wszystkie państwa członkowskie. Wydaje się jednak, że na Komisję Języka Litewskiego nie ma mocnych. Nadal będzie nas chrzcić, czekając, aż wreszcie przestaniemy się upierać. Tylko czy się doczeka? Na kresowiaków też nie ma mocnych.

Łucja Brzozowska

Wstecz