Komentarz gospodarczy
Chleba naszego "świątecznego"...
Ale nam się tego latka porobiło. Niebo uderzyło piorunami i burzami, ludziom pourywało dachy domów, zniszczyło obejścia, zasiewy, gradem pobiło samochody. I jakby do wtóru niebiosom uderzyły nasze władze. Najpierw z wielką pompą i po długich debatach symbolicznie zwiększono wypłaty, emerytury i renty, a potem dla równowagi zaczęto podnosić ceny i grzebać obywatelom w kieszeniach w poszukiwaniu rezerw.
Mamy prawie o 50 proc. droższy przejazd (w zależności czy kupujemy bilety w kiosku, czy w autobusie), zdrożały też wszystkie bilety miesięczne. Tak więc za te minimalne podwyżki płac i emerytur bardzo drogo zapłacimy. Samorząd bowiem likwiduje dopłaty do kosztów ogrzewania i gorącej wody (średnio 60 litów miesięcznie), a Ministerstwo Ochrony Zdrowia skreśla z listy leków refundowanych właśnie te, których ludzie najbardziej potrzebują. Odtąd niektórzy do leków będą dopłacać miesięcznie od 50 do 300 litów. W ten sposób ministerstwo zaplanowało oszczędności rzędu 20-30 mln. W dodatku wiceminister Rimantas Šadžius cynicznie klaruje, że w podwyżkach nie widzi żadnego kryminału. Wszak to „normalne, że bogaci jadają w „Stikliai”, a biedota gdzie indziej”. Teraz podobnie będzie z leczeniem, dla zamożnych lepsze leki. W prawdziwie demokratycznym kraju minister głoszący takie rewelacje natychmiast pożegnałby się ze swoją teką. Zresztą podczas sondażu telewizyjnego na ten temat 92 proc. respondentów opowiedziało się za jego dymisją. Niestety, nasi ministrowie są jak święte krowy, nietykalni. Podobnie jak inni politycy. Zupełnie niedawno pewnemu panu, który zdefraudował pieniądze z banku „Tauras”, została przyznana emerytura państwowa i to tylko dlatego, że przed 15 laty podpisał się pod Aktem Niepodległości. Wystarczy więc raz zrobić coś dobrego, a potem można już bezkarnie kraść.
Wyjątek czy pusty dzwon? Nowy minister gospodarki Kęstutis Daukšys dość oryginalnie rozpoczął swoją kadencję. Na wstępie przyznał się, że jest niewystarczająco rozeznany w tej dziedzinie... dlatego liczy na kompetencję i doświadczenie pracującego w ministerstwie zespołu. Następnie dość odważnie stwierdził, że duża inflacja może być przeszkodą do wprowadzenia euro. Zapewnił też, że większą uwagę podczas swojej kadencji będzie zwracał na inwestycje oraz rozsądny podział pieniędzy z funduszy unijnych. Obiecał także poświęcić więcej uwagi średnim i drobnym przedsiębiorcom. Jego zdaniem, to właśnie oni wypracowują państwu najwięcej dochodów, dlatego należy im stworzyć maksymalnie przychylne warunki do rozwoju przedsiębiorczości. Minister napomknął także o mikrokredytach dla osób rozpoczynających działalność przedsiębiorczą.
Mówiąc o wykorzystaniu pieniędzy z funduszy unijnych, Daukšys stale podkreśla, że najważniejszym zadaniem ministerstwa jest sprawiedliwy i rozsądny ich podział. Nie wolno tych pieniędzy po prostu przejeść. Należy je zainwestować w rozwój produkcji, nauki i myśli technicznej.
W roku bieżącym na wsparcie przedsiębiorczości wyasygnowano 365 mln litów, tymczasem zgłoszeń było na ponad miliard litów. Teraz wielu przedsiębiorców skarży się, że na próżno wydali pieniądze na projekty. Nowy minister proponuje więc im, by nie pisali pełnych projektów, tylko skrótowe szkice, które będą przedstawiali do przeglądu specjalnej agencji. Taki skrót projektu nie wymaga żadnych nakładów, bo może go sporządzić każdy przedsiębiorca. Dopiero, gdy agencja orzeknie, że projekt ma szansę, wówczas można sporządzić wyczerpującą i droższą jego wersję.
Kęstutis Daukšys planuje też więcej pieniędzy inwestować w system szkolenia specjalistów. Zdaniem ministra, na Litwie coraz bardziej brakuje wziętych inżynierów, budowlańców itp. Najlepsi za chlebem wyjeżdżają za granicę, a brak wykwalifikowanych pracowników... może zmniejszyć przypływ funduszy unijnych. Roztaczając na spotkaniu z dziennikarzami swoje plany, nowo mianowany minister niejednokrotnie podkreślał, że ma zamiar nie tylko poważnie pracować, ale też przestrzegać Konstytucji i ustawodawstwa. Obiecał też, że nie będzie mylił interesów prywatnych z państwowymi. Wyjątek na naszej scenie politycznej czy kolejny pusty dzwon? Niedługo się przekonamy.
Czy przesunąć wiek emerytalny? Starzenie się społeczeństwa jest coraz większym problemem w krajach rozwiniętych. Spadek urodzeń i wzrost długości życia przysparzają sporo kłopotów natury społecznej i ekonomicznej. Powstaje dylemat: przez długie lata wypłacać ludziom emeryturę czy przesunąć wiek emerytalny? W USA np. nie ma określonego wieku przejścia na emeryturę. Ludzie pracują tak długo jak chcą i mogą. Nieraz do 70 lat, a po przejściu na emeryturę, dla własnej przyjemności, coś sobie studiują. Psycholodzy uważają, że wycofanie się z aktywności zawodowej nie tylko u młodych, ale też u osób starszych wywołuje depresje, a nawet skraca życie. Wielu ludzi po prostu nie umie sobie zorganizować życia na emeryturze. Nie są wprawdzie tak sprawni i wydajni jak dawniej, ale chcą mieć jakieś zajęcie. Jest to problem, z którym i my wkrótce będziemy musieli się zmierzyć. Pracodawcy również będą musieli zaakceptować pracowników w zaawansowanym wieku. Zresztą personel giełdy pracy twierdzi, że już dziś przy wyborze pracownika pracodawcy coraz częściej kierują się nie wiekiem, lecz kwalifikacjami i doświadczeniem kandydata.
W pierwszym półroczu tego roku na giełdę pracy zgłosiło się 16 tysięcy osób w wieku przedemerytalnym, 9 proc. z nich znalazło pracę. Jest to dobry znak. Zresztą młodzi bardzo chętnie wybierają zawód np. menedżera, nie marzy im się natomiast fach ślusarza, hydraulika albo tokarza. W każdym bądź razie niewykluczone, że na Litwie wiek emerytalny niebawem zostanie przesunięty o 5 lat. Jednak u nas robi się to nie tyle w trosce o zdrowie psychiczne emerytów, ile z oszczędności... jak zawsze na obywatelu. Po co wypłacać 60-latkowi emeryturę, niech sam na siebie zarabia.
Zdrowo... lecz drogo. Przed czterema laty rolnicy zachęceni dopłatami do ekologicznych gospodarstw skierowali swoje wysiłki na zakładanie takich upraw i hodowli. Okazało się jednak, że sklepy niechętnie przyjmują ekologiczną produkcję, bo jest droższa. Dlatego w tym roku prawdopodobnie nie konsumenci, a świnie będą jadły ekologicznie czyste ziemniaki, marchew, buraczki itp. – twierdzą rolnicy.
Tymczasem sprzedawcy bronią się twierdząc, że winni są sami rolnicy. Po pierwsze, nie zawsze mają „Ekoagro” – certyfikat na taką produkcję, brak im też innych dokumentów. Po wtóre, ekologiczna produkcja musi być odpowiednio pakowana i na to również potrzebne jest zezwolenie „Ekoagro”. Najwięcej jednak zastrzeżeń handlowcy mają wobec objętości dostaw takiej żywności. Najczęściej są to małe i nieregularne partie.
W 2004 roku na Litwie było zarejestrowanych 1 178 ekologicznych gospodarstw rolnych, a ich ogólna powierzchnia wynosiła 43 tys. ha, o 20 tys. ha więcej niż w roku 2003. Obecnie rolnicy otrzymują dodatkowe dopłaty do zasiewów ekologicznych. Za hektar uprawianych ekologicznych warzyw rolnicy dostają 1900 Lt dopłat, za hektar zbóż – 1400, sadu lub plantacji owoców aż 2600, ziół – 1600 litów.
Państwo więc dopłaca (z funduszy unijnych), rolnicy dwoją się i troją, by wyprodukować ekologiczną żywność, a zbytu na nią nie ma. Wyjściem byłyby tu chyba nie supermarkety, lecz małe, np. prowadzone przez rolnicze spółdzielnie, sklepiki z taką żywnością. Co prawda, na razie nasze biedne społeczeństwo kupuje żywność najtańszą, ale to się będzie zmieniało. Ludzie zrozumieją, że w trosce o dobry smak i jakość na rzecz zdrowej żywności warto nawet zrezygnować z innych wydatków.
By orchidee kwitły cały rok. Podczas gdy niektórzy rolnicy powoli wracają do zdrowej żywności, naukowcy pracują nad genetycznie zmodyfikowaną. Gdy przed paroma laty UE zniosła zakaz produkcji takiej żywności, nasi naukowcy oraz Ministerstwo Rolnictwa zaczęli coraz poważniej zastanawiać się nad nową produkcją. Ministerstwo jest zdania, że to znacznie tańsza produkcja, jednak nie wiadomo czy konsument ją zaakceptuje.
Nasze społeczeństwo panicznie obawia się genetycznie zmodyfikowanej żywności, choć tak naprawdę nie wie, co to jest. Naukowcy twierdzą, że taka żywność powstaje, gdy jakieś geny z jednego produktu sztucznie wszczepia się do innego. W ten sposób otrzymujemy ponoć krzyżówkę lepszego gatunku niż oryginał. Zdaniem naukowców, w ten sposób można uzyskać doskonalsze rośliny, warzywa i owoce, a co najważniejsze, bardziej odporne na różne choroby. Sceptycy uważają, że nie można przewidzieć skutków konsumpcji takich hybryd ani ich wpływu na światowy ekosystem.
Europa w kwestii akceptacji nowej żywności jest podzielona, Amerykanie prawie jednogłośnie opowiadają się „za”. Natomiast na Litwie aż 70 procent obywateli opowiada się przeciwko takiej żywności. Wiadomo jednak, że w tej kwestii będziemy musieli zaakceptować przepisy unijne. Zresztą już dziś w sklepach jest sporo zmodyfikowanej żywności, takiej, którą zaakceptowała UE. To jeden gatunek soi, siedem gatunków kukurydzy i sześć rzepaku. Tylko te zmodyfikowane produkty mogą wchodzić w skład sprzedawanej żywności, a na jej etykietkach musi figurować symbol (GMO) oraz napis informujący, że jest to produkt zmodyfikowany.
Eksperci przewidują, że w ciągu najbliższych 5 lat genetycznie zmodyfikowane rośliny będzie uprawiać 25 krajów świata, w sumie około 10 mln rolników. Obecnie najwięcej takich roślin uprawia się w Ameryce Północnej, Argentynie, Brazylii i w Chinach. Na Litwie takie hybrydy na razie są hodowane tylko w próbówkach, w ramach eksperymentów. Prowadzą je spółka „Fermentas”, Instytut Biotechnologii oraz Instytut Warzywnictwa i Sadownictwa w Babtai. W tym ostatnim odkryto nowy gen chroniący porzeczkę przed chorobami wirusowymi. Instytut w Babtai jest też na dobrej drodze do zastosowania genów, które sprawią, że rośliny będą kwitły o wiele dłużej niż naturalnie, np. orchidea – przez cały rok.
Chleb zdrożeje. W związku ze wzrostem cen na paliwo, energię elektryczną, przedsiębiorcy zaczynają głośno mówić, że zdrożeje jeden z podstawowych produktów – chleb. Na taką podwyżkę ludzie reagują wyjątkowo boleśnie. Można bowiem obejść się bez owoców, sera, słodyczy, nawet mięsa, ale bez chleba się nie da. Nie na próżno od wieków ludzie w różnych językach codziennie modlą się: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”
Ceny chleba rosną nie od dziś. O ile wzrosną tym razem, jeszcze nie wiadomo. Wstępnie mówi się o 4-7 procentach. Co prawda „Kauno duona” zapowiedziała, że nie ma zamiaru podwyższać cen chleba. Kierownictwo spółki jest zdania, że wyższe ceny obniżą w tej kwestii, gdyż ludzie będą więcej spożywać ziemniaków. Nie wypowiedziała się jeszcze spółka „Vilniaus duona”, jednak większość z dziesięciu przedsiębiorstw zaopatrujących Litwę w pieczywo już zapowiedziało podwyżki.
Wszystko wskazuje na to, że wkrótce wielu obywateli będzie musiało oszczędzać nawet na chlebie, grubszą kromkę odkładając na święto, a w pacierzu będziemy mówić: „Chleba naszego świątecznego daj nam dzisiaj...”
Julitta Tryk