Notatki gospodarcze

Mija rok, smutny rok...

...kolejny rok politycznych intryg i ekonomicznych afer. Zgodnie z tradycją, wypada dokonać przynajmniej minimalnego bilansu wydarzeń w naszym kraju. Szczerze mówiąc, nie jest to łatwe, bo choć bardzo staram się naprężyć szare komórki, pamięć podsuwa mi niewiele dobrego. Owszem, zwiększono o kilkadziesiąt litów minimalną gażę, jakieś okruchy dodano do emerytur i na tym zdaje się zamykać lista „dobrych” uczynków naszych władz.

Natomiast kosztem podatników i dzięki nieuczciwym operacjom gospodarczym, z dnia na dzień rosła (i nadal rośnie) liczba milionerów w rządzie i Sejmie. Wielu dygnitarzom udało się załatwić sporo przywilejów sobie, dzieciom, wnukom i rodzinie. Poszczególne ministerstwa nie wykorzystały wielu unijnych milionów, więc można powiedzieć, że je zmarnowały. Średni i drobni przedsiębiorcy coraz częściej bankrutują i likwidują swoje spółki. Niektórzy biznesmeni noszą się z zamiarem utworzenia specjalnego departamentu, który by ich wspierał i jakoś pomagał finansowo.

Pech w mijającym roku nie ominął koncernu „Mažeikiu nafta”, nad którym, jak się wydaje, wisi jakieś fatum. Wykryto finansową aferę związaną z prywatyzacją produkującego alkohol przedsiębiorstwa „Alita”, w wyniku której straciliśmy ponad 40 mln litów.

U schyłku roku głośno było o różnego rodzaju prestiżowych i kosztownych delegacjach posłów na Sejm oraz panów ministrów, „pozłacanej” toalecie w urzędzie prezydenta i innych mniejszych lub większych nadużyciach prominentów. Jednak gdy w wigilijny wieczór zabłyśnie pierwsza gwiazdka, z „czystym” sumieniem (w co nie wątpię) przełamią się oni z bliskimi opłatkiem, ktoś może nawet pójdzie na pasterkę. Gdy zaś spadnie ostatnia kartka z kalendarza, przy suto zastawionych stołach, pełnymi kieliszkami szampana wzniosą toast za nowe „sukcesy” w Nowym Roku.

Niech żyją przywileje! Przybywa nam milionerów i liczba milionów na ich kontach. Okazało się np., że dotąd niczym się nie wyróżniający poseł na Sejm Algimantas Matulevičius, były pracownik rajkomu i dyrektor fabryki zabawek, deklaruje dziś majątek wartości 36 milionów. Nie wspomnę już o grubszych rybach. Dla wielu z nich niepodległość stała się prawdziwą kopalnią złota. Sporo aktualnych posłów po raz pierwszy przekroczyło próg Sejmu w bardzo skromnych, a nawet nieco sfatygowanych garniturach, a już za kilka lat z rękawa posypały im się miliony. Ale w związku z tym, iż jeden mniej tych milionów uciułał, a inny więcej, to ci „ubożsi” zaczęli mówić o korupcji swoich kolegów, o ich rozdętych przywilejach itp. To dzięki temu przed kilkunastu miesiącami z rąk tych sfrustrowanych „poległ” marszałek Sejmu Arturas Paulauskas, bo rzekomo nie potrafił zorganizować pracy w kancelarii. Były tam nadużycia finansowe, a pracownicy kancelarii nadużywali stanowisk służbowych. Utworzono nawet specjalną grupę roboczą z Algirdasem Sysasem na czele, która miała dokonać korekty aktów prawnych i zredukować cały szereg przywilejów dla posłów. Na marszałka Sejmu wybrano Viktorasa Muntianasa, który na wstępie zadeklarował, że w ramach oszczędności rezygnuje nawet z ochrony osobistej. Wyglądało na to, że zaczną się trząść poselskie fotele. Jednak nic z tego. Zarówno Sysas jak i jego robocza grupa zapadli w zimową drzemkę, a Muntianas nie tylko nie zrezygnował z ochrony, ale też dość energicznie rozgląda się za bogatszą rezydencją w Turniszkach.

Z różnego rodzaju przywilejów korzystają nie tylko politycy i urzędnicy, ale i ich przyjaciele. Okazało się, na przykład, że Ministerstwo Rolnictwa i Ochrony Środowiska czyni starania, by liderom partii, której przewodzi pani minister Prunskiene, zwiększyć emerytury i zapewnić bardziej pogodną starość. Słowem, ilość przywilejów i przypadków nadużycia stanowisk rośnie.

Nie chcemy unijnych pieniędzy. Litwa wśród innych krajów unijnych nadal jest państwem słabo rozwiniętym gospodarczo, a niektóre jej regiony znajdują się wprost na skraju ubóstwa. Paradoks, bo fundusze europejskie na wspieranie rozwoju regionalnego są przed nami otwarte, ale nie umiemy z nich skorzystać.

Unia Europejska asygnuje pieniądze na rozwój naszej przedsiębiorczości. Przewidziane są także fundusze na dźwignięcie przemysłu, rolnictwa, na wspieranie drobnej i średniej przedsiębiorczości, rozwój nowych technologii itp.

Europejski Fundusz Socjalny wspiera finansowo projekty związane z rozwiązywaniem problemów socjalnych. Dofinansowywane są projekty związane z rozwojem rybołówstwa. Ogółem z czterech funduszy europejskich w latach 2004-2006 mogliśmy pozyskać aż 4,2 mld litów. Jednak, jak się okazało, wykorzystaliśmy z tego zaledwie 21 proc., czyli 905 mln litów.

Ministerstwa, które są upoważnione do starania się o fundusze i ich rozdział, nie potrafiły pozyskać tych pieniędzy ani też należycie z nich skorzystać. Niektóre wprawdzie twierdzą, że jeszcze zdążą nadrobić straty, bo dla spóźnialskich termin prolongowano o rok, ale są to tylko mrzonki. Skoro nie potrafiliśmy tego zrobić w ciągu dwu lat, to gdzie są gwarancje, że teraz uwiniemy się w ciągu roku.

Posłużę się konkretnymi przykładami. Ministerstwo Rolnictwa i Ochrony Środowiska spożytkowało zaledwie 10 proc. możliwych do pozyskania funduszy. Ministerstwa Finansów oraz Szkolnictwa i Oświaty tylko po 12 proc., Ministerstwo Rolnictwa – 15 proc. O dziwo, najbogatsi okazali się emeryci oraz rodziny wielodzietne. Może właśnie dlatego minister pracy i opieki socjalnej Vilija Blinkevičiute stwierdziła, że w jej resorcie wszystko gra, bo z funduszy europejskich wykorzystała dotąd zaledwie 7 procent przeznaczonych na jej resort pieniędzy. W rezultacie straciliśmy prawie miliard litów. Jak piłkę kopiemy od siebie miliardy w momencie, gdy tak wiele jest do zrobienia w sferze socjalnej, ochrony zdrowia i wielu innych. Wszak brakuje nam domów opieki dla staruszków (gdzie byliby godnie traktowani), domów noclegowych, dobrze wyposażonych szpitali i przychodni. W szkołach mnóstwo niedożywionych dzieci. Wiele z nich po prostu nie chodzi do szkoły, bo nie ma butów i ubrania, a rodziców nie stać na zakup zeszytów i książek. Nie mamy pieniędzy na tworzenie nowych stanowisk pracy, szkolenie osób nie posiadających zawodu.

Unia Europejska wydziela też spore pieniądze na integrację na rynku pracy osób z różnych grup socjalnych. Szczególny nacisk kładzie się na naukę i zatrudnienie osób niepełnosprawnych. Pracodawcy, którzy zatrudniają takie osoby, są również wspierani finansowo. Nie mniej ważnym problemem na rynku pracy są młode kobiety po urlopach macierzyńskich. Wiadomo, że po dłuższej przerwie nie jest łatwo wrócić do pracy. Często trzeba się dokształcić. Czasem też życie zmusza do zmiany zawodu. Na te cele z funduszy europejskich mogliśmy mieć 70 mln litów.

Dziś życie wyjątkowo szybko się zmienia w każdej dziedzinie, szczególnie dotyczy to nauki, techniki oraz gospodarki. Z dnia na dzień zmieniają się i doskonalą technologie stosowane w przemyśle, budownictwie. Na dokształcenie w tych dziedzinach mogliśmy łyknąć z funduszy unijnych ponad 225 mln litów. Przykro, ale gros tych pieniędzy wykorzystaliśmy nieprawidłowo albo wcale. A jakie tego konsekwencje? Za nieodpowiednio wykorzystane pieniądze będziemy musieli zapłacić sporą karę pieniężną, bo Bruksela za analfabetyzm każe sobie płacić.

Inną konsekwencją będą obcięte dotacje na następne lata. Za parę miesięcy Unia ponownie będzie rozpatrywać dofinansowanie na lata 2007-2013. Jedno jest już wiadome, że tym razem otrzymamy znacznie mniej, bo już udowodniliśmy, że nie umiemy tych pieniędzy wykorzystać.

Departament zamiast sprzyjających warunków. Na Litwie działa ponad 60 tysięcy przedsiębiorstw, 99,46 procent z nich to średnie i drobne, w których pracuje od 1 do 250 osób. Ogółem zatrudniają one 514 900 osób, z tego ponad 120 tysięcy pracuje w małych, liczących do 10 osób, spółkach. A takich spółek w kraju mamy prawie 77 proc. Statystycznie na tysiąc mieszkańców przypada u nas około 17 przedsiębiorstw, podczas gdy w Unii Europejskiej 51, natomiast w USA – 70, czyli cztery razy więcej niż na Litwie. Od 2002 roku liczba przedsiębiorstw w naszym kraju stale się zmniejsza. W ciągu ostatnich kilku lat ubyło ich 11 tys. i to jest niepokojące zjawisko. Stabilna jest tylko liczba instytucji kontrolujących przedsiębiorstwa, a mamy ich 152. Praktycznie więc każdy przedsiębiorca może co drugi dzień gościć jakąś kontrolę.

System podatkowy też przedsiębiorców nie oszczędza. Minimalne wynagrodzenie z 430 litów wzrosło do 600, tymczasem nieopodatkowane minimum to nadal 290 litów. Wysysa pieniądze także podatek od nieruchomości. Ich ceny rosną w zawrotnym tempie i w takim też tempie rośnie wspomniany podatek, a dochody zostają na tym samym poziomie.

Sejm postanowił pomóc przedsiębiorcom. Dyskutuje, czy aby przy rządzie nie utworzyć specjalnego Departamentu ds. Drobnej i Średniej Przedsiębiorczości. Powstanie kolejna biurokratyczna machina, tak jakby podatnicy mieli za mało obiboków do wyżywienia. A przecież recepta na wspieranie przedsiębiorczości jest dziecinnie prosta. Stworzenie bardziej sprzyjających warunków działalności, zredukowanie liczby instytucji kontrolujących, obniżenie podatków i stóp kredytowych, no i umiejętne wykorzystanie unijnych funduszy.

Odciążono nas o 40 mln litów. W 2003 roku sprywatyzowano spółkę akcyjną „Alita”. Uczyniono to naszym, szemranym sposobem. Najpierw zwycięzcą przetargu został włoski przedsiębiorca L. Bosco, który zaoferował za przedsiębiorstwo 92,2 mln litów. Gdy już miało dojść do parafowania umowy, wynik przetargu unieważniono. Mówi się, że na żądanie ówczesnego premiera Algirdasa Brazauskasa. Ostatecznie „Alita” została sprzedana za 57 mln litów rodzimemu konsorcjum „Invinus”. Już na wstępie straciliśmy więc prawie 40 mln.

Ci, którzy o tym decydowali tłumaczą, że Bosco nie stawił się na podpisanie umowy. Ale kulisy tej sprawy są ponoć inne. Mówi się, że był jakiś anonimowy list z informacją, jakoby Bosco miał być związany z kowieńskim światem przestępczym. To ponoć w wyniku tego anonimu były premier Algirdas Brazauskas kazał unieważnić wyniki przetargu. Po pewnym czasie okazało się, że nowy przetarg wygrało konsorcjum „Invinus”, które jakimś cudem z czwartego miejsca wśród oferentów wysforowało się na pierwsze. Dziś okazuje się, że poza wspomnianymi 40 milionami będziemy musieli dla Bosco wypłacić odszkodowanie za unieważnienie, a właściwie zerwanie przetargu. I to jeszcze nie wszystkie straty, bo Bosco prócz 92,2 mln za spółkę, oferował jeszcze 15 mln na rozwój przedsiębiorstwa.

Firma „Invinus” faktycznie przejęła „Alitę” za darmo. Tuż przed prywatyzacją założył ją ówczesny dyrektor „Ality” Vytautas Junevičius wraz z kumplami. W wyniku prywatyzacji spółka „Alita”, zgodnie z aktami prawnymi, przejęła od „Invinus” wszystkie prawa i obowiązki, w tym obowiązek spłacenia do 2011 roku 60 mln kredytów zaciągniętych na zakup akcji „Ality”. Wygląda to tak: zarządzająca państwową spółką grupa towarzyska przejęła ją na własność praktycznie za darmo, w dodatku na dłuższy czas została zwolniona od podatków.

Jest w tej sprawie jeszcze jeden aspekt. Plama na wizerunku państwa, na temat którego nasi rządzący zawsze mają pełne gęby frazesów. Afera z „Alitą” narobi smrodu, bo wystrychnęliśmy na dudka obcokrajowca. Jest wprawdzie jeszcze cicha nadzieja, że ktoś za to wszystko zostanie ukarany, ale śmiem wątpić. Dotychczas właściwie żaden polityk z wysokiej półki nie został rozliczony z żadnych przekrętów. Wyjątek stanowił Rolandas Paksas, ale ten, jak się okazało, zapłacił raczej nie za grzechy własne, tylko właśnie za to, że zbyt dociekliwie traktował cudze. W tym związane z procesem prywatyzacji „Ality”. Jego usunięcie z urzędu prezydenta może być nauczką dla tych polityków, którzy zbyt gorliwie usiłują ujawniać afery swoich sprytniejszych kolegów.

Julitta Tryk

Wstecz