U przyjaciół we Lwowie

Nieczęsto zdarza się, by Polski Teatr „Studio” miał okazję odwiedzić kraje, będące kiedyś częścią Związku Radzieckiego. Zwykle z naszymi przedstawieniami jeździmy do Polski lub innych państw Unii Europejskiej. Tym bardziej ucieszyło nas zaproszenie do Lwowa – miasta o polskim losie jakże podobnym do naszego Wilna. Otrzymaliśmy je od przyjaciół z miejscowego Polskiego Teatru Ludowego, z którymi od lat spotykamy się na festiwalach teatrów polonijnych. Tym razem mieliśmy okazję odwiedzić ich rodzinne miasto, a udaliśmy się tam z „Zabawą” Sławomira Mrożka.
Podróż busem z Wilna, przez Polskę, do Lwowa trwała ponad 15 godzin. Ten czas umilaliśmy sobie m. in. śpiewając stare przedwojenne lwowskie piosenki, co pomogło wprowadzić się w odpowiedni nastrój. Rolę gospodarza pełnił Zbigniew Chrzanowski, dyrektor Polskiego Teatru Ludowego, który zorganizował nam noclegi w hotelu o wysokim standardzie, zwiedzanie miasta, błyskawicznie rozwiązywał wszystkie problemy, o ile takowe się pojawiły, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni. W ogóle w trakcie naszego pobytu ze strony ekipy miejscowego teatru mogliśmy odczuć wielką troskę, sympatię i zainteresowanie, co tworzyło prawie że rodzinną atmosferę.
O wyjątkowej urodzie Lwowa mieliśmy okazję przekonać się podczas krótkiej wycieczki z przewodnikiem, który przybliżył nam w encyklopedycznym skrócie podstawowe informacje historyczne dotyczące miasta, jak również opowiedział parę ciekawostek i zapomnianych historii z dawnych lat. W historycznej części miasta podziwialiśmy średniowieczne świątynie, przepiękne kamienice i gmachy użyteczności publicznej z XIX i XX wieku. Szkoda, że zabytki te nie znajdują się pod należytą opieką: nadgryzione przez czas fasady wielu wołają wręcz o rychłą restaurację. Odwiedziliśmy również budynek Teatru Wielkiego
Drugiego dnia swój czas poświęciliśmy głównie na przygotowanie sceny przed spektaklem, gdyż światła i scenografia grają dużą rolę w naszej „Zabawie”. Wieczorny występ spotkał się z pozytywnym przyjęciem publiczności i chyba przypadł do gustu lwowskim miłośnikom Melpomeny. Po przedstawieniu wraz z aktorami i przyjaciółmi Teatru Ludowego spędziliśmy wspólny wieczór, pełen żartów, ciekawych anegdot, wspólnych wspomnień z minionych lat. Przecież nasze zespoły teatralne współpracują od dawna, a większość aktorów zna się od dziesięcioleci. W drodze rewanżu zaprosiliśmy Polski Teatr Ludowy do Wilna, licząc na ich występ na organizowanej przez nasz teatr, a przewidzianej na październik kolejnej edycji Wileńskich Spotkań Teatralnych.
Ostatni dzień pobytu we Lwowie – to przede wszystkim pożegnanie z naszymi przyjaciółmi z Teatru Ludowego oraz wizyta na Cmentarzu Orląt, gdzie przed monumentem Obrońców Lwowa złożyliśmy kwiaty. Z ciężkim sercem wyjeżdżaliśmy z tak serdecznej gościny, obiecując sobie, że wrócimy tu jeszcze niejednokrotnie, bo przecież jeśli żyć nie w Wilnie, to – jak śpiewali Szczepcio i Tońcio w filmie „Włóczęgi” z 1939 r. – „tylko we Lwowie”...
Wiktor Gliński,
aktor Polskiego Teatru „Studio” w Wilnie