70. rocznica Zbrodni Katyńskiej
Ciągle krwawiąca rana

Po agresji sowieckiej 17 września 1939 r. w niewoli znalazło się około 250 tys. polskich jeńców, w tym około 10 tys. oficerów. Na początku października władze sowieckie zdecydowały o zwolnieniu szeregowców pochodzących z tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Ponadto, w przybliżeniu 25 tys. jeńców zatrudniono przy budowie drogi Nowogród Wołyński – Korzec – Lwów.
Ogółem, do końca 1939 r. zwolniono około 85 tys. szeregowych żołnierzy. W październiku i listopadzie tego roku, na mocy stosownych porozumień, Sowieci wydali Niemcom 42 491 jeńców. W zamian strona niemiecka przekazała 13 757 wziętych do niewoli przez Wehrmacht jeńców pochodzących ze wschodnich terenów Rzeczypospolitej, z których Sowieci zatrzymali tylko oficerów i policjantów, pozostałych zwolniono.
Resztę jeńców zgrupowano w trzech dużych obozach specjalnych. Kadrę oficerską zgromadzono w obozach w Starobielsku i Kozielsku. Policjantów, pracowników straży więziennej, żandarmów, funkcjonariuszy wywiadu i kontrwywiadu ulokowano w Ostaszkowie. System trzech obozów specjalnych przetrwał w niezmienionym kształcie aż do ich likwidacji wiosną 1940 r.
Wszystkie trzy obozy specjalne mieściły się w zabudowaniach poklasztornych. Obóz w Kozielsku w obwodzie smoleńskim znajdował się około 250 km na południowy wschód od Smoleńska, obóz starobielski na Ukrainie położony był około 250 km na południowy wschód od Charkowa, trzeci obóz specjalny w Ostaszkowie mieścił się na wyspie Stołbnyj jeziora Seliger.
Obozy nie były należycie przygotowane na przyjęcie tak dużej liczby jeńców. W pomieszczeniach panowała ciasnota, wilgoć i zaduch. Jednak z czasem warunki się poprawiały, gdyż siłami jeńców remontowano i dobudowywano baraki i pomieszczenia gospodarcze. Przed zimą uwięzionym wydano koce oraz zapewniono słomę do sienników. Sowieci prowadzili wśród jeńców intensywną pracę agitacyjno-propagandową, co miało służyć ich reedukacji w duchu ideologii komunistycznej.
W przedsięwzięciu tym główną rolę odgrywali oficerowie z wydziału politycznego. W indywidualnych rozmowach i grupowych pogadankach starali się przekonać uwięzionych o wyższości ustroju sowieckiego nad burżuazyjnym. Jeńcom zalecano czytanie prasy sowieckiej, organizowano pokazy filmów propagandowych. Polskich oficerów zmuszano do wysłuchiwania wulgarnej krytyki stosunków wewnętrznych, polityki zagranicznej i kultury w przedwojennej Polsce. Na porządku dziennym były oszczerstwa i wyzwiska pod ich adresem, kpiny z postawy Wojska Polskiego we wrześniu 1939 r. Jednocześnie zachwalano zdobycze i osiągnięcia polityczne i socjalne Związku Sowieckiego. Wielu oficerów polemizowało lub ignorowało prymitywne argumenty agitatorów, czym narażali się na częstsze przesłuchania, a nawet na izolację od pozostałych jeńców.
O tym, że znakomita większość oficerów nie uległa namowom enkawudzistów, w głównej mierze zadecydowała postawa starszych oficerów, którzy dbali o dyscyplinę, organizowali obchody świąt państwowych i religijnych. Organizowano potajemne kółka samokształceniowe w zakresie języków obcych i sztuki wojennej oraz różnych dyscyplin wiedzy pozawojskowej. Ważna dla podtrzymania żołnierskiego morale była możliwość korespondencji z rodzinami, jaką jeńcy otrzymali w listopadzie 1939 r. Jednak władze obozowe starały się przeciwdziałać wszelkim przejawom niezależnych inicjatyw jeńców, mających na celu podtrzymanie ducha polskości.
Przez cały czas w obozach trwały intensywne prace tzw. oddziałów specjalnych oraz skierowanych dodatkowo wysokich funkcjonariuszy NKWD. Celem ich działalności było przede wszystkim pełne rozpracowanie przebywających tam oficerów i przygotowanie dokumentacji na ich temat. Enkawudziści mieli śledzić i przeciwdziałać „zorganizowanym formom oporu” i „wszelkiej działalności kontrrewolucyjnej”, prowadzić ciągłe przesłuchania jeńców w celu ujawnienia ukrywających się wśród nich oficerów wywiadu i kontrwywiadu, członków partii politycznych, uczestników wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., organizatorów „wrogiej ludowi pracującemu działalności w pańskiej Polsce”.
Przesłuchania jeńców miały na celu sporządzenie ich dokładnej charakterystyki, na której podstawie władze sowieckie miały podjąć decyzję o ich dalszym losie, a także wytypowanie osób do ewentualnego wykorzystania przez wywiad sowiecki. Jednak kilkutygodniowe przesłuchania prowadzone przez oficerów NKWD z reguły nie przynosiły efektów w postaci pozyskania jeńców do współpracy z Sowietami.
Władze ZSRS były świadome, że ci pozostawieni przy życiu ludzie nigdy nie pogodzą się z sowieckim zaborem Polski i przy pierwszej okazji staną się najgorliwszymi bojownikami o jej niepodległość. Aby temu zapobiec, ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria w dniu 5 marca 1940 r. przedstawił na forum Biura Politycznego KC WKP(b) notatkę, zawierającą propozycję wymordowania polskich jeńców wojennych przetrzymywanych w trzech obozach specjalnych NKWD. Najwyższe władze Związku Sowieckiego, eliminując fizycznie jeńców Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, miały nadzieję pogrzebać na zawsze ideę niepodległej Polski.
Wyrokowi śmierci na polskich jeńców jeszcze tego samego dnia potaknęli członkowie Biura Politycznego KC WKP(b). Podpisy „za” złożyli: Józef Stalin, Kliment Woroszyłow, Anastas Mikojan, Wiaczesław Mołotow, zgodę wyrazili również nieobecni Michaił Kalinin i Łazar Kaganowicz. Konkretne decyzje w sprawie mordowania Polaków miała podejmować powołana do tego celu specjalna „trójka” w składzie: Wsiewołod N. Mierkułow – pierwszy zastępca komisarza ludowego spraw wewnętrznych, Bachczo Z. Kobułow – zastępca komisarza ludowego spraw wewnętrznych, Leonid F. Basztakow – naczelnik 1 Wydziału specjalnego NKWD ZSRS.
Podjęta również 5 marca 1940 roku uchwała Biura Politycznego KC WKP(b) skazała na najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie kolejne 11 tys. osób: „członków różnorakich kontrrewolucyjnych organizacji, byłych obszarników, fabrykantów, byłych polskich oficerów, urzędników i uciekinierów”, znajdujących się w więzieniach tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi.
Jednogłośne przyjęcie wniosku Berii o fizycznej likwidacji polskich jeńców i części więźniów dało początek szeroko zakrojonej akcji „rozładowania” obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. W marcu 1940 r. w Moskwie odbyło się szereg narad z udziałem wysokich funkcjonariuszy NKWD oraz kierownictwa obozów jenieckich. Rozstrzygano na nich kwestie techniczne jak m. in.: wysyłki skazanych na miejsce egzekucji, sposób ich konwojowania i ukrycie przed jeńcami rzeczywistego celu akcji. Do obozów jenieckich przybyły z Moskwy grupy wysokich rangą funkcjonariuszy NKWD. Przysłano tam również pociągi z wagonami więziennymi do przewozu jeńców oraz koparki do przygotowania masowych grobów. Zarządy poszczególnych obozów zostały zobowiązane do sporządzenia odpowiednich akt ewidencyjnych jeńców.
Jak wyglądał przebieg mordu? W Kozielsku osoby, które znalazły się danego dnia na listach śmierci, zgłaszały się na zbiórkę, były poddawane rewizji, otrzymywały prowiant na drogę i w konwoju jechały zamkniętymi ciężarówkami na stację kolejową. Następnie jeńcy przesiadali się do zakratowanych wagonów, którymi dojeżdżali na stację Gniezdowo koło Smoleńska. Stamtąd w specjalnych więziennych karetkach (czornyj woron) byli przewożeni do Lasu Katyńskiego. Tam odbywała się kolejna rewizja i egzekucja strzałem w tył głowy lub kark. Ciała zamordowanych wrzucono do masowych grobów. Pewna grupa jeńców (m. in. księża) została zamordowana w piwnicach wewnętrznego więzienia NKWD w Smoleńsku. W miejscu ukrycia zwłok posadzono młode sosny.
Jeńców z obozu starobielskiego, po rewizji, przewożono koleją do Charkowa. Z dworca kolejowego trafiali do wewnętrznego więzienia w obwodowym zarządzie NKWD. W nocy pojedynczo wyprowadzano ich do piwnicy. Po rewizji i skrępowaniu rąk trafiali do pomieszczenia bez okien, gdzie dokonywana była egzekucja poprzez strzał w kark. Tej samej nocy, zwłoki wywożono do Parku Leśnego nieopodal Piatichatek. Tu na strzeżonym terenie wrzucano je do przygotowanych uprzednio głębokich wykopów.
Podobna procedura obowiązywała w Ostaszkowie. Po rewizji jeńcy wyruszali pieszym konwojem do stacji kolejowej Soroga. Stamtąd transportowano ich do Kalinina, tam samochodami byli przewożeni do wewnętrznego więzienia obwodowego zarządu NKWD. Jeńców pojedynczo doprowadzano do tzw. „czerwonej świetlicy”, gdzie weryfikowano ich dane personalne. Następnie krępowano im ręce i wprowadzano do wytłumionego wojłokiem pomieszczenia, gdzie byli mordowani strzałem w potylicę. Zwłoki ofiar ładowano na ciężarówki i wywożono do lasu w pobliżu Miednoje, gdzie wrzucano je bezładnie do wykopanych wcześniej dołów.
W sumie z trzech obozów: w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, zamordowano 14 587 osób. Egzekucje trwały od początku kwietnia do trzeciej dekady maja. Z powyższych obozów ocalało – z różnych względów – jedynie 395 osób, które skierowano do obozu Pawliszczew Bór, a następnie do Griazowca. Rozstrzelano również 7 305 osób przebywających w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. W sumie na podstawie decyzji Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 r. zamordowano 21 857 polskich jeńców wojennych i więźniów.
Pomimo starannego ukrycia przez sowieckich oprawców samego faktu zbrodni, jak też miejsc pochówku jej ofiar, ta wyszła częściowo na jaw już w 1943 r. Masowe groby w Katyniu odkryli przypadkowo polscy robotnicy przymusowi, o czym powiadomili władze niemieckie, które rozpoczęły tam prace ekshumacyjne. Informację o odkryciu masowych grobów Niemcy podali do publicznej wiadomości 13 kwietnia 1943 r. W odpowiedzi na komunikat radia berlińskiego radio moskiewskie i dziennik „Prawda” zakomunikowały stanowisko rządu radzieckiego obwiniające o zbrodnię Niemców, którzy mieli jej dokonać w 1941 r.
Chociaż Niemcy potraktowali tę sprawę instrumentalnie i propagandowo, działania przez nich inspirowane dowiodły niezbicie, że zbrodnia została dokonana w 1940 r., zatem jej sprawcami mogli być tylko Sowieci. Odkrycie dołów katyńskich odsłaniało jedynie część prawdy, ponieważ w dalszym ciągu stanowiło tajemnicę, co stało się z jeńcami z pozostałych dwóch obozów.
Dopiero schyłek epoki gorbaczowowskiej, przynoszący politykę „głasnosti” (jawności) doprowadził do prawdziwego przełomu w sprawie wyjaśnienia Zbrodni Katyńskiej. Podczas wizyty prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego w Moskwie w kwietniu 1990 r. prezydent Michaił Gorbaczow przekazał mu część odnalezionej w archiwach dokumentacji. Były to głównie imienne listy śmierci z obozów w Kozielsku i Ostaszkowie. Kolejną część dokumentów na polecenie prezydenta Borysa Jelcyna przekazano stronie polskiej w 1992 r. Na początku lat dziewięćdziesiątych przeprowadzono również ekshumacje masowych grobów w Charkowie i Miednoje, ponad wszelką wątpliwość lokalizując miejsca pochówku jeńców ze Starobielska i Ostaszkowa.
Ciągle nie znamy okoliczności mordu ani miejsca spoczynku ofiar Zbrodni Katyńskiej przetrzymywanych w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. Tylko udostępnienie wszystkich dokumentów przez stronę rosyjską, a więc ujawnienie całej prawdy o sowieckich zbrodniach z wiosny 1940 r. może jednoznacznie wyjaśnić okoliczności, sprawców, dokładną liczbę i tożsamość zamordowanych Polaków.
Marcin Markiewicz
, pracownik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku