Ten Ojciec był Bożym Darem

Pięć lat temu, w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego, świat zatrzymał się w modlitewnej ciszy, żegnając odchodzącego do Domu Ojca papieża Jana Pawła II.
Byliśmy i jesteśmy pewni, że jest w Niebie, ale po ludzku ogarniał nas smutek, bo odchodził „Pasterz Dobry” i chyba przez jakiś czas czuliśmy się jak owce bez pasterza. Różnych emocji w tym czasie było dużo i nie sposób je opisać, bo trzeba by zajrzeć do każdego ludzkiego serca, każdy bowiem czuł osobiście, że Ojciec Święty – to w jakiś sposób jego ojciec…
Tę wyjątkową atmosferę sprzed pięciu lat odświeżyło nam smutne, niestety, przeżycie z tegorocznej wigilii Bożego Miłosierdzia, gdy usłyszeliśmy, że w Smoleńsku rozbił się samolot z Prezydentem Rzeczypospolitej i delegacją z Polski na pokładzie. Ta tragiczna śmierć dziewięćdziesięciu sześciu wspaniałych przedstawicieli Państwa Polskiego, którzy lecieli, aby uczcić naszych Rodaków zamordowanych ludobójczo w Katyniu, znów sprawiła, że wszyscy żyjemy modlitwą i tak wyjątkowo stanowimy jedno.
Z pewnością rodzi się w sercach pytanie: co Opatrzność Boża chce nam powiedzieć i jakie dobro wyprowadzić z tego krzyża? Myślę, że czas i oczy wiary w odpowiedzi nam pomogą, tymczasem pochylamy się z modlitwą nad bólem śmierci i nad rodzinami tych, którzy tak po ludzku przedwcześnie odeszli…
Dziś jednak z perspektywy pięciu lat możemy i powinniśmy zastanowić się, jakie znaczenia miał dla nas pontyfikat Jana Pawła II, który, co jest w kontekście tych wydarzeń niezwykle wymowne, ustanowił niedzielę w oktawie Wielkanocy uroczystością Bożego Miłosierdzia. Ten fakt dla nas, wilnian, ma szczególne znaczenie, bo przecież to tu właśnie zostało przez posługę świętej siostry Faustyny ogłoszone orędzie Jezusa Miłosiernego, a skoro tak, to właśnie my mamy wyjątkowy obowiązek pochylić się z zadumą nad pontyfikatem „papieża Bożego Miłosierdzia”. Jak ten czas ocenić? Jaką miarą? Trudne pytania, gdy ma się w pamięci głębię osoby Jana Pawła II, wielkość tego, czego dokonał i spuścizny, jaką pozostawił. Spróbujmy jednak tak po ludzku i z wiarą zatrzymać się nad niektórymi wymiarami tego wyjątkowego pontyfikatu w historii Kościoła i historii każdego z nas.
Jan Paweł II w swej pierwszej encyklice „Redemptor Hominis” („Odkupiciel człowieka”) napisał, że: „W Jezusie Chrystusie drogą Kościoła jest każdy człowiek”. Tę troskę o człowieka, jego godność, cechuje każde działanie papieża-Polaka. Ta myśl niech nam pomoże w szukaniu odpowiedzi na pytanie o znaczenie osoby Jana Pawła II.
Papież pielgrzym
Ten rys papieskiego pontyfikatu był wyjątkowo czytelny przez wszystkie jego lata. Słowa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię każdemu stworzeniu” zostało przez naszego papieża zrealizowane w sposób doskonały i niepowtarzalny. Pytamy jednak, jaką miarą zmierzyć wartość tych pielgrzymek. Niektórzy liczą odwiedzone kraje, przebyte kilometry, liczbę języków, w jakich przemawiał, i to pewnie ma swoje znaczenie historyczne i jest jakąś miarą wartości, ale czujemy, że daleko nie najistotniejszą.
Miarą wartości papieskich pielgrzymek jest człowiek, konkretna osoba, bo papież odwiedzał każdego z nas osobiście i czujemy, że gdy przemawiał, to mówił konkretnie do mnie i dotykał tego, co w moim życiu, sumieniu i sercu jest ważne i aktualne. W każdym kraju wchodził w sprawy najbardziej istotne i tak jak niegdyś Mistrz z Nazaretu rzucał światło Ewangelii na szarą codzienność, aby pomóc odnaleźć drogę, a tam, gdzie trzeba, naciskał, by tę drogę prostować.
Sam pamiętam, jak drżało mi serce, gdy jako młody maturzysta stałem w tłumie innych młodych pod szczytem jasnogórskim i słyszałem jak papież mówił: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Czułem całym sobą, że papież nie mówi do tłumu, ale do mnie, do każdego z tych, co tam byli, z osobna.
Już z dzisiejszych opracowań życia Jana Pawła II możemy się dowiedzieć, że w czasie pielgrzymek Ojciec Święty potrafił twardo upominać przywódców państw, gdy ci źle traktowali ludzi poddanych ich władzy. Jego drogą był człowiek i dlatego spotykał się z każdym, do kogo tylko mógł dotrzeć z orędziem Ewangelii, która jest przecież szkołą najpiękniejszego człowieczeństwa. Nie pielgrzymował, by spotkać tłumy, ale jechał do człowieka. To takie istotne, by to orędzie troski o każdego człowieka odczytali wszyscy, a szczególnie ci, którzy z racji wykonywanych obowiązków i zadań są za innych odpowiedzialni – ludzie pełniący jakąkolwiek władzę…
Papież jedności i przebaczenia
Nie ma precedensu wydarzenie, które dokonało się w czasie tego pontyfikatu, a jakim było spotkanie wszystkich wielkich religii i wyznań w Asyżu. Ten papież nie bał się wejść do synagogi i meczetu i przy każdej możliwej okazji przypominał, że religia nigdy nie powinna być źródłem podziału, lecz przeciwnie, znakiem miłości do Boga powinna być miłość do ludzi i szacunek do każdego człowieka bez względu na religię, narodowość czy kulturę, nie zapominając jednak, że to nie oznacza rezygnacji z własnej tożsamości.
Nie zapomnimy też widoku Ojca Świętego odwiedzającego w więzieniu człowieka, strzelającego do niego na placu św. Piotra 13 maja 1981 roku.
Tylko ten papież, jako jedyny spośród wielkich tego świata, potrafił w roku jubileuszowym powiedzieć, że przeprasza za wszystkie błędy ludzi Kościoła uczynione w historii i dziś. Szkoda, że ten tak zwany dzisiejszy świat nie zrozumiał czy też nie chciał tego gestu zrozumieć i wykorzystał go raczej do płytkiego tryumfowania, że wreszcie Kościół przyznał się do błędów. Szkoda, iż nie zrozumiano, że papież – znów jako pierwszy – pokazuje temu światu drogę do pojednania, która nie biegnie przez pokazywanie palcem innym ich przewinień, ale potrafi uznać swoje błędy i powiedzieć „przepraszam”. Trzeba się modlić, by świat ten przykład papieża zrozumiał.
Każdego roku, pierwszego stycznia mieliśmy szczęście wczytywać się w słowa papieskie z listu na Światowy Dzień Pokoju. Obyśmy umieli wcielić w życie jego myśl, tak często pojawiającą się w tych listach, że najważniejszym lekarstwem na problemy współczesnego świata jest miłość…
Papież ludzi młodych
Nie było pielgrzymki, w czasie której Ojciec Święty nie miał zaplanowanego spotkania z młodzieżą. To była konsekwencja jego duszpasterskiego wyczucia i doświadczenia, która wyrażała się w słowach: „Wy jesteście nadzieją Kościoła”. Papież kochał młodzież i dlatego, jako dobry ojciec, stawiał jej wysokie wymagania. Pamiętam, jak w czasie spotkania z młodymi na Westerplatte mówił: „Każdy z was ma swoje życiowe Westerplatte, jakiś wymiar wartości i zadań, których nie może zaniedbać, wobec których nie może zdezerterować…”
Już jako młody duszpasterz Karol Wojtyła rozumiał, że z młodymi trzeba być, trzeba im towarzyszyć, trzeba im pomagać w odnajdywaniu właściwych dróg i szukaniu Bożej motywacji dla bycia wiernym. Tego towarzyszenia nigdy nie zaniedbał jako biskup, kardynał, a także jako papież. On swoim życiem pokazał, że podeszły wiek nie przeszkadza być duchowo młodym i dlatego wszędzie gdzie był, tak doskonale nawiązywał kontakt z młodymi.
To ważne, aby wychowawcy i ci, którzy w jakikolwiek sposób pracują z młodzieżą, zrozumieli to przesłanie Ojca Świętego, nauczającego, jak istotne jest, by pomagać dzieciom i młodzieży szukać Chrystusa, który zawsze prowadzi dobrze. Jakie to ważne dziś, gdy chce się znów zdejmować krzyże i w imię fałszywie pojętej tolerancji wychowywać do tolerowania postaw niegodnych człowieka, jego godności i powołania…
Papież chorych i cierpiących
Człowiek posiada swą godność nie ze względu na swoją młodość czy zdrowie, ale ze względu na podobieństwo do Boga, wpisane w każdego bez względu na wiek lub stan fizyczny. Ojciec Święty mocno przypominał to współczesnemu światu, który mimo rozwoju w różnych dziedzinach zaczyna tworzyć „cywilizację śmierci”. Wyraża się to między innymi w dążeniu do wprowadzenia prawa, dopuszczającego eutanazję bądź też legalizującego aborcję. Papież tak często i mocno uczył, że życie człowieka jest wartością świętą od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci.
To dlatego Jan Paweł II wszędzie, gdzie był, pochylał się nad ludzkim cierpieniem, przygarniał do serca chorych, odwiedzał szpitale i przypominał, że ludzkie cierpienie ma sens, który odczytujemy w krzyżu. To znamienne, że Chrystus uczynił dla świata najwięcej nie wtedy, gdy jako sprawny i fizycznie silny nauczał i czynił cuda, ale właśnie wówczas, gdy był przybity do krzyża i w cierpieniu umierał. To właśnie wtedy odkupił świat.
Dzisiejszy świat reklamuje młodość i sprawność, a jednocześnie wstydzi się starości i umierania, tak jakby to nie było normalną i naturalną historią ludzkiej egzystencji. Takiemu spojrzeniu na człowieczeństwo stawiał sprzeciw Ojciec Święty, ucząc o głębokiej wartości ludzkiego cierpienia, a także starości. Sam swoim życiem zaświadczył, że w starości i cierpieniu jest się pełnowartościowym człowiekiem i tak pięknie uczył nas, jak dźwigać krzyż cierpienia, gdy ono przyjdzie.
Nie zapomnimy nigdy papieża, który jedzie na wózku, ma problemy z mówieniem, nie umie zapanować nad trzęsącą się ręką, a jednocześnie wciąż jest wspaniałym Ojcem i do końca Dobrym Pasterzem. Szanujmy starość i cierpienie, bo wtedy jesteśmy najbliżej Zbawiciela…
Papież modlitwy
Na pewno niejeden raz zadawaliśmy w sercu pytanie o źródło tak wspaniałego człowieczeństwa, głębokiej mądrości, niezwykłej wrażliwości i wielu innych pięknych cech, jakie skupiał w sobie Jan Paweł II. Bez żadnej wątpliwości składa się na to wiele elementów. Papież miał wspaniałych rodziców, dobrych przyjaciół, był gruntownie wykształcony i miał ogromne ludzkie doświadczenie. To wszystko jednak nie daje pełnej odpowiedzi...
Myślę, że najgłębszy rys osobowości Ojca Świętego, to ten, że był człowiekiem wiary. Ta wiara, którą żył i która prowadziła go we wszystkim, co robił, karmiła się i brała swoją siłę z modlitwy. Nie było ani cienia sztuczności, ani aktorstwa, gdy obserwowaliśmy papieża pielgrzyma, który po prostu rozmawiał z Bogiem.
Pamiętam scenę tak kłopotliwą dla realizatorów telewizyjnych, gdy papież w Kalwarii Zebrzydowskiej po prostu modlił się modlitwą brewiarzową, co zmuszało kamerzystów do pokazywania wciąż tego samego obrazu przez około pół godziny. Wszyscy rozumieli wtedy, że to nie ma znaczenia dla papieża. On nie grał w programie telewizyjnym, on po prostu się modlił.
Dziś, dzięki ludziom bliskim Ojcowi Świętemu, którzy dzielą się swymi wspomnieniami z czasów, gdy mu towarzyszyli, wiemy, że modlitwa była jego stałym i najważniejszym pokarmem. Papież powiedział kiedyś, że XXI wiek albo będzie wiekiem religii, albo go nie będzie wcale… Sądzę, że każdy z nas rozumie te słowa. Tylko religijność, która prowadzi do głębokiego szacunku do człowieka w imię miłości mającej swe źródło w Bogu, może uporządkować ten świat, w którym człowiek, niestety, tak wiele zepsuł i wciąż psuje.
Ta religijność – to nie jakaś wiedza teologiczna, lecz głęboka więź ze Stwórcą poprzez modlitwę. Siła tego papieża pochodziła z głębi jego ducha w sposób doskonały zjednoczonego z Bogiem przez modlitwę. Niewielu z nas być może wie, że Jan Paweł II miał przeżycia mistyczne, co znaczy, że wznosił się na najwyższe szczyty życia duchowego i to bez żadnej wątpliwości było źródłem podstawowym głębi i wielkości tego wspaniałego pontyfikatu.
Kończąc ten artykuł, który nie jest, bo nie może być żadnym podsumowaniem, a raczej jest tylko skromnym wspomnieniem i osobistą refleksją, pragnę zadać sobie i czytelnikom ważne pytanie: „Co my robimy z tym, że Bóg nam dał tak wspaniałego Pasterza? Co ja osobiście zrobiłem w życiu, aby papież, który patrzy na mnie z okna w Domu Ojca, był ze mnie dumny?
Pamiętajmy, że ten Ojciec był Bożym DAREM, a dziś wciąż wyznacza nam zadania…
ks. Wojciech Górlicki