Od Birż do Chicago
(Przyjaciel Leonard Gogiel)

Urodził się Leonard w rodzinie polsko- litewskiej w 1938 roku w Birżach. Ojciec jego Leonardas Gogelis, malarz, uczył się i przyjaźnił z wybitnym twórcą Petrasem Kalpokasem, ale ze względu na stan zdrowia nie mógł szerzej zaistnieć. Matka – Janina z Olszewskich była znaną farmaceutką w Birżach, a później już jako wdowa – w Wilnie. Rozważnie zadbała o to, żeby syn w obu kulturach czuł się jak ryba w wodzie. Niestety, jego studia lituanistyczne na wydziale historyczno-filologicznymn Uniwersytetu Wileńskiego po roku z górą przerwał donos na studenckie kółko literackie, w którym uczestniczył. Oskarżono go o rzekomo antysowiecką działalność, skutkiem czego odbył przymusowy pięcioletni „staż” pracy w łagrach Mordowii.
Poznałem Leonarda jako chórzystę w Polskim Zespole Artystycznym Pieśni i Tańca „Wilia” w Wilnie. Miał miękki ciepły baryton, a bezbłędny słuch muzyczny był dobrą oporą dla całości chóru. Ponadto Leonard pisał piosenki, różne inne teksty okolicznościowe na uroczystości zespołu. Tworzył również wiersze sobie a muzom, które ogłaszał w wileńskiej prasie.
Był lubianym przyjacielem, nigdy nikomu nie sprawił przykrości, nikogo nie obraził, na ile mógł, starał się we wszystkim być pomocny.
Stosunkowo wcześnie rozpoczął starania z rodziną (matka, żona i syn) o wyjazd do Polski. W tamtych latach szło to nadzwyczaj żmudnie: jedyną odpowiedzią przez wiele lat była niemotywowana odmowa. Wreszcie chyba i władzom cierpliwość pękła – wydano wizy.
Następny etap życia rozpoczął się w Trójmieście. Po śmierci żony na zaproszenie znajomych w USA znalazł się Leonard w Chicago. Pisał nadal wiersze. Aktywnie społecznie zamieszczał artykuły w tamtejsze prasie po polski i po litewsku. Wraz ze zmianami ustrojowymi w Polsce odcięła mu się droga powrotu do kraju.
Rozpoczętych trzykrotnie w różnych miejscach na różnych uczelniach studiów nie udało się zakończyć. Niemniej rozeznania w dziedzinie humanistyki mógłby pozazdrościć mu niejeden doktor nauk. Do ojczystych dwóch języków wyniesionych z domu doszedł jeszcze angielski. Utwory rozproszone są w prasie czy antologiach. Jedyna zwarta pozycja Jego pióra – to „Ścieżka spod Ostrej Bramy. Wiersze” Chicago, 1989.
…Przepisujemy się, acz z wiekiem nieco rzadziej. Nie znaczy to bynajmniej o zapomnieniu. Wyczuwam nostalgię Przyjaciela po krajach mu bliskich. Toteż pragnę wierzyć, że Mu się uda jeszcze jedna życiowa pielgrzymka – ta powrotna.
Wojciech Piotrowicz
* *** * * * * * * *
Leonard Gogiel
Wiosna 2013
Wiosno
Nie bądź okrutna
Wybuchaj zielenią parków
Na gałęziach drzew pączkami
Nie pociskiem bombą szrapnelem
Bieg ku tobie wiosno
Nie maraton bostoński
Z wybuchami petard
Gdy asphalt krwią się czerwieni
Nie płótnem pierwszomajowym
Wiosno
Nie dręcz ludzi
Ulewami piorunem powodzią
Nie zalewaj ściekami z kanałów
Jeziora co nie jest Bałtykiem
Kraju co nie jest rajem
Ziemi nieobiecanej
Wiosno
Bądź ludzka
Wiosną bądź ludów
Sztandarami wolności
Planetę owiń błękitną
Kraje duże i małe
Rosję
Czeczenię
Dagestan
Królestwo Wuja o koźlej brodzie
Wiosno
Nie bądź drutem kolczastym
Co duszę ściska przebija serce męczonych
Drutem
Bazy
Guantanamo
24 kwietnia, 2013
Ku wiośnie
Ku wiośnie
Wiosłuję
Przez zimę której nie było
Wiosła ma
Połamane
Skrzydła są podcięte
Rozbitek ja nędzny
Titanic mój dawno zatonął
Ikar jestem niedoszły
Co chciał się rwać ku słońcu
Wiosłuję przez oceany
Ku brzegom starych ojczyzn
W głębiach drzemie zamek
Z jantaru rozbity
Strzegą go wajdelotki
Jak mam do niego dotrzeć
Jantar
Gintar
Morze dalekie Bałtów
Jura
Jurata
Już tam hen
Biją dzwony
Dzwony Wilna
W przedwiośnie
Na Kaziuka
Gintar (właściwie gintaras) – bursztyn (lit.)
Jūra – morze (lit.)
22 lutego, 2013
Hibernation
Ja niedźwiedź
Z puszcz litewskich
Z matecznika wyszedłszy
Idę zimy szukać
Śnieżnej takiej głębokiej
Niejadłszy niepiwszy
W zaspach ogromnych muszę się przespać
Styczeń dwutysięczny trzynasty
W grodzie ponurym gangsterów
Darmo szukać bieli
Zieleń parków płowieje
Wiewiórki szare drapią się na drzewa czarne
Trzeba w śnieg uwierzyć –
Powiedziałby Leśmian
Ja bym śniegi te widział we śnie
Ja twój łosik krnąbrny Ojczyzno daleka stracona
Z Akademii Smorgońskiej niedouk
Zapomniawszy jak trzeba tańczyć
po żmudzku
Gdzie knieje me rodzime
Matecznik mój Puszcza Bieżańska
Gdzie styczeń tamten biały
Ksiądz Mackiewicz chłopów prowadził do boju
Przestworza bielusieńkie aż po Sybir
Śnieg biały serca były czerwone
Nie te kolory Ojczyzno już nie państwowe twoje
Chce łosik w sen głęboki zapaść
Warczy tak srogo mową niepaństwową
Nie budźcie mnie ludzie
W szarym obcym kraju
Ja we śnie szukam śniegu
Ja śpię ja śpię
Asz miegu
Asz miegu – ja śpię (lit.)
Łokis – niedźwiedź (lit.)
9 lutego, 2013
Przemijanie
Życie moje
Ekspres ku nieistnieniu
Rodzice dali bilet na jedną stronę
Mknie tętni pędzi, leci szalony
Sekundy na wagę złota
Przemijać nie chcę
Wracać nie mogę
Mijać pragnę
Wciąż tylko mijać
Mijać ojczyzny moje
Dawne i te przybrane
Litwa Kaszuby wyspa słoneczna
Zatrzymaj się czarnulki krzyczą
Stop come here sou English
Pokochamy za paręset dżejów
Nie odwracam się lecę i lecę
Na plecach ciąży ten bagaż
Klepsydra pod pachą ile jeszcze
Ziarenek tam pozostało
Niespełnione miłości
Niedokonane czyny zbrodnie niedopełnione
Raj utracony
Epoki mijam imperia mocarstwa
I wciąż mi nie jest dosyć
Zawołam do Tego, kto mnie stworzył
Za mało Boże za mało
Nie zdążyłem zrobić co chciałem
Nawet pokochać naprawdę
Pozwól Boże powtórzyć
Zobaczysz lepszy będę
Jednego życia za mało
Dona mihi vitam atternam
Tam zaś daleko daleko
Z grobu matka woła
Synu wracaj do ziemi
Tej ziemi
Gubię się w wiecznym mijaniu
Dokąd i po co lecę
W końcu potracę zmysły
Potrzaskam klepsydrę cholerną
Jak więzień rwie okowy
Ziarenka rozlecą się w kosmos
Cały się zmienię
Odmienię
Przemienię się w Księcia Małego
Wniebogłosy zawołam na Wszechświat cały
Gdzieżeś ty co na mnie czekałaś
Wszystkie te tysiąclecia
Gwiazdozbiory milczą
Wóz się odwraca do mnie osią
Niedźwiedzica Wielka Griżuło ratai
Rozpływają się drogi mleczne
Ptasia ścieżka
Za miliardami miliardów galaktyk
Gdzie już nic a nic nie przemija
Pustka odwieczna bez końca
Zabłąkała się błędna planeta
Dla której słońca zabrakło
Czy jeszcze tam kwitniesz na niej
Nie zwiędłaś czekając na mnie
Odezwij się wreszcie
Różo
Różyczko
Kocham cię ja twój książę
Malusieńka
Maleńka
Jedyna
Grįžulo ratai – Niedźwiedzica Wielka (lit.)
Ratai – wóz (lit.)
Mleczna Droga – po litewsku paukščių
takas (ptasia ścieżka)
9 lutego, 2013
Słońce w grudniu
Ostatni promień zachodu
Aksamitną falą ciepła
Uderza w jaskinie grot Xtabi na cyplu Negril
Noc zapada upalna
Kumkają po drzewach jaszczurki
Grona bananów zwisają
W piach pustej plaży
Kraby się zaryły
Z nieba zwisają dojrzałe grona gwiazd
Co za grudzień
O nie
To nie jest to z tamtej ojczyzny
Upał grudniowy
Serce mi pali
Błyskiem odbłyskiem odgłosem
Tamtych groźnych grudniów
Z dalekich mroźnych stron
Jamajko
Kamieniu drogi
Z Karaibów cudownych głębin
Pozostań na parę chwil
Trzecią moją lub czwartą ojczyzną
Zanim uderzy we mnie
Przygniecie mnie
Jakiś mroźny okrutny styczeń
Jak nie będę miał gdzie wrócić
Przyjdę do ciebie Jamajko
Przytulisz pielgrzyma z mroźnych krain
Promieniem ciepłym
Grudniowego swojego słońca
14 listopada, 2012