Autorzy "niech żyją nam"!

drukuj
17.01.2020

Nie jesteśmy aż tak biegli w statystyce, by zliczyć, ileż to artykułów pojawiło się dotąd na łamach naszego miesięcznika za lat 30 jego istnienia. Tych mniej lub bardziej rozbudowanych, różnotematycznych, traktujących jak o historycznej naszej bytności na ziemi praojców, tak też o dniu dzisiejszym, znaczonym sukcesami, problemami, nadziejami na lepsze jutro.
Obok etatowych osób z dziennikarskiego składu treści "Magazynu Wileńskiego" ubogacali szacowni Autorzy, użyczając na domiar nierzadko swych piór wielokrotnie. Bardziej wybitny nasz Czytelnik skojarzy ich z nazwiskami już niestety śp. Haliny Jotkiałły, Julitty Tryk, Jerzego Surwiły, z pozostającymi na liście żyjących: Łucją Brzozowską, dr Haliną Turkiewicz, Janiną Lisiewicz, Aleksandrą Akińczo, siostrą Anną Mroczek, dr. Janem Ciechanowiczem, dr. Leszkiem Wątróbskim, fotografikiem Jerzym Karpowiczem.
Możemy mieć satysfakcję, że mające pierwodruk w rozsypanych po poszczególnych numerach naszego pisma, a układające się w całe cykle artykuły, zyskiwały później bardziej trwały, gdyż książkowy wymiar. Tego zaszczytu dostąpiły chociażby językowe felietony Łucji Brzozowskiej, opatrzone rubryką "Jego Wysokość Słowo", mające dziś zresztą już dwa wydania pt. "Zadziwiające losy wyrazów", wyprawy niezmordowanej Alwidy Bajor "Śladami Sienkiewiczowskiego "Potopu" (tytuł książkowy "Szlakiem bohaterów "Potopu" Henryka Sienkiewicza") czy wydana drukiem w roku ubiegłym, ubogacona licznymi ilustracjami edycja "Trochę Wilna z Mickiewiczem w tle" pióra Alicji Dzisiewicz, na co dzień kustosz wileńskiego Muzeum Adama Mickiewicza.
Czyniąc dziękczynny ukłon w pas każdemu z tych, kto ubogacał bądź ubogaca nasze treści autorskim przyczynkiem, oddajemy głos żeńskiemu trio: Paniom Alwidzie Bajor, Alicji Dzisiewicz oraz dr Halinie Turkiewicz. By w "chwili szczerości" zechciały podzielić się refleksją o współpracy z naszą redakcją.

Bliski stosunek serdeczny

Czy kiedyś powstanie "Księga Pamiątkowa "Magazynu Wileńskiego"? 
Tak na dobrą sprawę, powinna by była powstać obecnie – z okazji jego jubileuszu, wyjątkowego święta ludzi, którzy go stworzyli i tworzą obecnie, acz – z tamtego grona przetrwała ich garstka. To ludzie znakomici w swej profesji, zapiekli w swej pracy, częściowo romantycy zabłąkani w XXI wieku, częściowo realiści ze zdrowym podejściem do normalnego życia i zwariowanego świata.
Wiele tym ludziom zawdzięczam. Przez długie lata czuwali (i robią to nadal) nad przygotowaniem moich tekstów, książek do druku.
Dzięki Wam kochani, drodzy Koledzy! Osobliwie Wam, Henrykowi Mażulowi, Krystynie Ruczyńskiej, Sławkowi Subotowiczowi – serdeczne dzięki za Wasz ogromny bezinteresowny trud, poświęcony ukazaniu się mojej książki "Szlakiem bohaterów "Potopu" Henryka Sienkiewicza" (2016). Wdzięczna Wam jestem, że byliście, że jesteście… Ile to już lat? Bodaj ponad 40 i 4.
Bo warto tu nieuświadomionym Czytelnikom przypomnieć, że "wszyscyśmy z niego"… Nie, nie Wieszcza mam tym razem na myśli, ale nasz wileński dziennik, redakcję mieszczącą się niegdyś w budynku przy ulicy Mostowej 14. Wszyscy tam pracowaliśmy, w redakcji o wściekle krwistej nazwie: ja – w kulturze, Krystyna Ruczyńska – w korekturze, Heniek Mażul – w… dziale rolnym. Młody, dobrze zapowiadający się poeta pochylony – dajmy na to – nad tekstem o hodowli świń. Wesoło…
– A te świnie – to kto fotografował? – wtrąca dziś Walery Charin, nasz, z tamtych czasów fotoreporter. Ty, oczywiście, ty – mówię. A krowy też – pamiętasz? – w Zułowie – śmieje się. Jechaliśmy z tobą (snuje nić wspomnień) do Zułowa, bo chciałaś "do Marszałka", a tam była trzoda chlewna… W tym samym miejscu, gdzie stała kolebka Ziuka. W miejscu "tragicznym", bo, jak się okazało, z tego bydełka dziewięć krów wlazło pod pociąg. Takie tam były "samobójczynie". 
Z tych zułowskich "wycieczek" wykluła się potem moja, wydana w wydawnictwie "Magazynu Wileńskiego", pierwsza (1995) książka pt. "Piorun, jezioro czerwone", ilustrowana zdjęciami wspomnianego Walerego Charina. W ostatnich latach tenże Walery jest częstym gościem u "swoich", w redakcji "Magazynu Wileńskiego", mieszczącej się w Domu Prasy, by spotkać się znowu z Krystyną i Henrykiem i wspominać o "dziejach tamtych lat" – z Mostowej 14.
A potem nakładem tegoż wydawnictwa ukazała się moja książka "Mickiewicza młodości kraje" z ilustracją (okładka: Anioły pod Malczewskiego) Roberta Bluja, z której to wydaniem było wiele hałasu o nic, ale się skończyło "nie jak zawsze", bo dobrze.
"Jak zawsze" skończyło się z książką o Wacławie Korabiewiczu pt. "Kilometr" – zmakietowało się (nieoceniony Sławomir Subotowicz) i – nie wydało się (z braku – jak zwykle – środków).
O wydanie innych już się nie ubiegałam.
Leciały na łamach "Magazynu Wileńskiego" moje "kilometrowe teksty" – bohaterowie (uważam – niezwykli) – Józef Mackiewicz, Czesław Miłosz, Sergiusz Piasecki, ks. Michał Sopoćko, powstańcy 1863 roku…
Było… Jest... Mam nadzieję, że coś jeszcze będzie… Ważne, że jest, że trwa (mimo trudnych czasów) historyczny już dziś tytuł "Magazyn Wileński". Ważne, że łączy mnie z tymi ludźmi bliski stosunek serdeczny.
…I cóż? W ciasnym (a może też w gronie szerszym) zaintonujmy im "Sto lat".
Alwida Bajor
 

Tytułem dygresji

Co ma robić początkujący autor, który chce wypróbować swoje siły? Gdzie tekst, który napisze, może być ogłoszony drukiem? Gdzie jest twój Czytelnik, którego zainteresuje poruszony przez ciebie temat? Podobne dylematy dręczyły mnie od początku pracy w Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece UW, gdzie zachłanne studiowanie życiowych i twórczych perypetii Poety przerosło w świadomość tego, że mogę sama pewne rzeczy przemyślane i ciekawe na temat "mojego Adama" powiedzieć. 
Postanowiłam wziąć się do pracy i przelać nieco zebranej informacji (oczywiście tej najważniejszej i najciekawszej) na papier. Tak powstał mój pierwszy artykuł. Nosiłam się z tekstem czas jakiś, aż wreszcie zdecydowałam się przekazać moje próbne dzieło na ręce wielce szanownej, a wtedy jeszcze anonimowej dla mnie Redakcji "Magazynu Wileńskiego". Zamarłam w oczekiwaniu: czy się spodoba, czy wydrukują, czy kogoś zainteresują moje rozważania na temat tego, co dla mnie było ważne i godne napisania o Adamie Mickiewiczu – obiekcie moich badań?
Redakcja godnie milczała, przeżuwając moje pierwsze dzieło, aż wreszcie się na łamach najpoważniejszego na ziemi wileńskiej polskiego "Magazynu Wileńskiego" ukazał artykuł: "Drzewa Mickiewicza" – rok 2007, nr 4 (279). Mój tekst dotarł więc do Czytelnika!
Przyjaźń została zawarta, a Redakcja przestała być anonimowa, upersonifikowała się: panowie Henryk Mażul i Sławek Subotowicz, panie Helena Ostrowska i Krystyna Ruczyńska – zawsze rzeczowi, kompetentni, pomocni, serdeczni. Nabrałam się odwagi i chrapki na więcej, a "Magazyn Wileński" zyskał w mojej osobie wdzięczną autorkę kolejnych artykułów, do których materiały starannie nanizywałam fakt za faktem po wyszperaniu kolejnych informacji o tyle ciekawych – według mego zdania, że chciałam się nimi podzielić z Czytelnikami "MagWilu" – tak teraz magazyn nazywałam.
Po latach przejrzałam wydrukowane artykuły. Wybrałam dwanaście z nich. Poprzekładałam, spojrzałam krytycznie: tu trochę dopisać, tam zmienić, brakuje wstępu… Może z tego wyjść książka! Moja książka! Odkryciem podzieliłam się z przyjaciółmi z Redakcji. Oczy się zapaliły, głowy się pochyliły nad zmienionym tekstem, wyczarowana została piękna szata graficzna i 17 lipca 2019 roku książka "Trochę Wilna z Mickiewiczem w tle" została przedstawiona szerokiej publiczności.
Jestem serdecznie wdzięczna znawcom spraw ziemi wileńskiej, którzy pracują w Redakcji i są na co dzień pośrednikami między Autorem i Czytelnikiem. Za ich codzienny trud, za to, że służą dobrą radą i pomagają Autorowi i Czytelnikowi się odnaleźć, wreszcie – za wkład w materializację mego marzenia – za nieocenioną pomoc w wydaniu mojej pierwszej książki.
Przy okazji gratuluję pięknej rocznicy, życzę, by grono przyjaciół "Magazynu Wileńskiego" – Autorów i Czytelników – stale się zwiększało!
Alicja Dzisiewicz,
kustosz Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego

Siejmy rozumne, szlachetne i wieczne

Jak ten czas leci! Tak, zdawałoby się, niedawno znany i ceniony nie tylko na Wileńszczyźnie "Magazyn Wileński" obchodził swoje ćwierćwiecze, dzisiaj zaś jawi się nam jako "Trzydziestolatek". Jeżeli wiek pisma porównywać z życiem człowieka, trzydzieści lat to jeszcze czas młodości i nabytego już doświadczenia, to czas twórczego wigoru i mądrej refleksji, to czas wstępnych podsumowań i inspiracja do kolejnych poczynań, patrzenia z nadzieją w przyszłość. Oby tego wszystkiego nie zabrakło Jubilatowi, chociaż zdajemy z tego sprawę, że nie tylko przychylne wiatry towarzyszą mu w drodze.
Nie ukrywam, że "Magazyn Wileński" jest mi szczególnie bliski. Spośród trzydziestu lat istnienia pisma dwadzieścia upłynęło mi w większej zażyłości z Redakcją, gdyż od roku 1999 jestem nie tylko czytelniczką tego pisma, lecz także autorką artykułów.
Współpraca z miesięcznikiem zaczęła się jakby przypadkowo, od spotkania w kwietniu 1999 roku z Panią Redaktor Heleną Ostrowską na imprezie poetyckiej, zorganizowanej przez ówczesną Sekcję Literatów Polskich przy Związku Pisarzy Litwy (prezes Aleksander Sokołowski). Wygłosiłam wówczas referat o motywach rustykalnych we współczesnej polskiej poezji Litwy. 
Po wysłuchaniu Pani Redaktor uprzejmie zapytała, czy nie dałoby się tego zamieścić na łamach "Magazynu Wileńskiego". Chętnie na to przystałam, zupełnie nie przypuszczając, że zapoczątkuje to dłuższą współpracę, która pozwoli mi uzyskać dodatkową możliwość dzielenia się wiedzą i refleksjami na tematy literackie. Na co dzień, co dla wielu nie jest tajemnicą, prowadzę zajęcia, głównie z literatury polskiej XX-XXI wieku, dla studentów polonistyki. Do niedawna miało to miejsce w murach byłego już dzisiaj LEU, natomiast od jesieni 2018 roku jest kontynuowane w Akademii Edukacji Uniwersytetu Witolda Wielkiego (Wilno, ul. Szewczenki 31). 
Jako że literatura polska jest szczególnie bogata, miewam często niedosyt, że tak niewiele z ciekawych jej wątków można przybliżyć na wykładach. "Magazyn Wileński" jest więc taką dodatkową trybuną, popularyzującą godne uwagi nazwiska i zjawiska. Tematów w tej materii nigdy, na szczęście, nie brakuje. Świetną okazję do pisania o literaturze stwarzają m.in. jubileusze pisarzy, zarówno tych z "górnej półki", jak i tych "naszych", czy to międzywojennych regionalistów, czy też współczesnych polskich poetów Litwy. 
Z większą łatwością zabiera się głos na łamach pisma, kiedy ma się nadzieję, że ten głos jeszcze do kogoś trafia. Na Wileńszczyźnie, jak mi się wydaje, mamy wielu takich czytelników, którym są bliskie wartości, promowane na łamach "Magazynu Wileńskiego". Niejeden być może sądzi, że są już dzisiaj niemodne, ale tak się jakoś składa, że właśnie te niemodne są najbardziej trwałe i perspektywiczne. 
Jeszcze jeden atut, wynikający z mojej współpracy z pismem: niech sporadyczna, ale możliwość obcowania z życzliwymi, oddanymi sprawie ludźmi, przywiązanymi zarówno do tego, co bliskie, "swojskie", jak i do tego, co prowadzi ku wyższym uniesieniom duchowym, co się ociera o sferę sacrum. 
Grono redaktorskie w ostatnich latach, niestety, nieco się uszczupliło. Z wdzięcznością wspominam Panią Helenę Ostrowską, której serdeczność i uczynność przydają się dzisiaj już w innych okolicznościach. Zawsze obecną w Redakcji gościnną atmosferę zapewniają dziś głównie Henryk Mażul i Krystyna Ruczyńska, z którymi najczęściej zdarza mi się obcować. Niezwykle cenna, jak mi się wydaje, jest wielka bezinteresowność tego małego zespołu. W czasach, które przyzwyczaiły nas do ciągłego pośpiechu, do wielkiej gonitwy (czy zawsze za tym, co istotne?), Redaktorzy "MW" potrafią oderwać się od biurka, porozmawiać z przybyszem nie "na niby" o większych czy mniejszych sprawach, co w wielu placówkach, ba, czasem nawet w rodzinach, nie jest oczywistością.
Życzmy zatem, żeby Jubileusz 30-lecia także stworzył okazję do kolejnego refleksyjnego wytchnienia, do zaczerpnięcia oddechu i, przy błogosławieństwie Bożym, dalszego twórczego żeglowania ku temu, co mądre, dobre i wieczne. 
Z wdzięcznością 
Halina Turkiewicz

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 1/2020

TRZY DEKADY "MAGAZYNU WILEŃSKIEGO"

  • Ech, te lata, lata niczym na pniu słoje
  • Autorzy "niech żyją nam"!

KALENDARZ NA I PÓŁROCZE 2020

POLSKOŚCIĄ SILNI

  • Spotkanie opłatkowe ZPL
  • Tradycyjny noworoczny koncert "Wilii"
  • Nauka polskiego jest dziś najważniejsza

NASZA WIARA

  • Lekcja patronów roku 2020
  • Wileńskim Śnipiszkom – w hołdzie

POLITYKA

  • Na bieżąco

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

  • Krótkie szczęście małżeństwa Sierakowskich

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Moje Soplicowo
  • Syberyjskie zesłańcze wspomnienia

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O mściwości

ROK 2019 SIĘ PRZYPOMINA

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie