Działania wielokulturowe i ponad podziałami

drukuj
Rozmawiał Leszek Wątróbski, 21.08.2017

Rozmowa z Markiem Pantułą z Przemyśla, honorowym członkiem Towarzystwa Polskiej Kultury "Jasna Góra" w Naddniestrzu

Co łączy Cię z Naddniestrzem?
…jestem honorowym członkiem Towarzystwa Polskiej Kultury "Jasna Góra" w Naddniestrzu. To dla mnie wielki zaszczyt, bo nasi rodacy tam mieszkający są w jakimś stopniu izolowani geopolitycznie przez Europę. A dzieje się tak dlatego, że Naddniestrze jest nieuznawane przez innych, przez co rodzi bardzo wiele problemów i ograniczeń.
Kiedy i jak zaczęła się Twoja przygoda z tamtejszą Polonią?
To było 6 lat temu. Pewnej nocy, bo miałem metafizyczny sen. Śnili mi się Polacy z Naddniestrza. Nie fizycznie, tylko symbolicznie. I kiedy się zbudziłem, to cały czas myślałem wyłącznie o nich, chociaż nie miałem ku temu żadnych powodów. 
Naddniestrze nie było wówczas jeszcze tak dobrze znane. Nie miałem też żadnych związków rodzinnych z tamtymi stronami. Pojechałem do mojego przyjaciela i zapytałem go, czy wie, dokąd teraz pojadę. Kiedy mu powiedziałem, że wybieram się do Naddniestrza, był bardzo zdziwiony. 
Nie dziwiłem się mu zbytnio, gdyż moja decyzja pozbawiona była zupełnie podstaw racjonalnych. W owych czasach funkcjonowały tam przecież zaostrzone przepisy. Obecnie jest już zdecydowanie lepiej. Republika Naddniestrzańska otwiera się powoli na Europę. Tam dużo, a nawet może wszystko, zależy od polityki z Rosją. 
Kiedy udało Ci się zmaterializować swój sen?
W roku 2010. Wtedy nawiązałem współpracę z prezesem Towarzystwa Polskiej Kultury "Jasna Góra" w Naddniestrzu – panią Natalią Siniawską-Krzyżanowską, która jest naszą wspaniałą rodaczką, a która urodziła się w sienkiewiczowskim Raszkowie w Naddniestrzu, gdzie rozgrywa się akcja z "Pana Wołodyjowskiego" Henryka Sienkiewicza. 
Wśród Polonii naddniestrzańskiej szczególnie wyróżnia się zdolna młodzież. Właśnie z nią pracuje prezes Towarzystwa Polskiej Kultury "Jasna Góra" pani Natalia Siniawska-Krzyżanowska. Jest tam zespół "Koraliki", prowadzony takoż przez panią Natalię, która ukończyła ostatnio psychologię. Brakuje tam tylko nauczyciela języka polskiego. Złożyliśmy wprawdzie w ubiegłym roku projekt w tym zakresie, a choć ten otrzymał dofinansowanie, na nasz apel nikt jednak z Polski się nie zgłosił, by podjąć się nauczania w roku szkolnym 2017/2018.
Naddniestrze – to Europa. Właśnie dlatego powinniśmy się nim jeszcze bardziej zainteresować. Naddniestrze nie jest nadal uznawane przez żadne państwo na świecie. Wyjątek stanowią podobne twory – takie jak: Abchazja i Osetia Południowa. Naszym, szczególnie Polaków w kraju i na świecie, obowiązkiem jest zainteresować się tamtejszymi rodakami, by pomóc w powrocie do swych korzeni. Oni przecież chcą podtrzymywać i podtrzymują kulturę polską. Chcą też nauczyć się języka polskiego. Jest to życzenie wszystkich tam mieszkających: i starszych, i młodych. Coraz więcej osób zapisuje się więc do Towarzystwa Polskiej Kultury, odnajduje swoje korzenie. Pamiętam, jak jeszcze dwa lata temu Towarzystwo liczyło około 200 osób. Dziś, włącznie z dziećmi, jednoczy prawie 600 członków oficjalnie zarejestrowanych.
Natalia Siniawska-Krzyżanowska jest postacią charyzmatyczną. Wszystko, co tam robi dla podtrzymywania kultury oraz tradycji polskiej, jest autentyczne i prawdziwe. A to znaczy, że jest ideowe, wyzbyte interesu. Zostałem zauroczony tą autentycznością, spontanicznością i hierarchią wartości, którą coraz rzadziej spotyka się w Europie Zachodniej bądź w Polsce. Tu bowiem cywilizacja wartości, zdaniem jednego ze współczesnych niemieckich filozofów, powoli umiera. Wartości, o których rozmawiamy, znajdują się jeszcze na wschodzie Europy, co stanowi pewien paradoks. 
Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z Natalią Siniawską-Krzyżanowską?
Było bardzo egzotyczne. Po pierwsze, umówiła się ze mną na moście na Dniestrze. Myślałem, że tam jest tylko jeden most. Jak się później okazało, takowych jest kilka. Pojechałem, biorąc namiar z mapy na most położony najbliżej Raszkowa. Udawałem się tam z projektem, z artystami polskimi. To był nasz pierwszy projekt, który został pozytywnie zaopiniowany w urzędzie marszałkowskim i otrzymał dofinansowanie. Działo się to w roku 2011. Projekt ten nosił nazwę "Polscy artyści Polakom w Naddniestrzu". 
Okazało się, że most, na którym się umówiliśmy, znajduje się 200 km dalej na południe. Zdecydowaliśmy się jednak przekroczyć granicę i nie jechać dalej. A tam już na nas czekano, na granicy wszyscy (także pogranicznicy) byli uprzedzeni o naszym przyjeździe. Zjawiła się też osobiście pani prezes Natalia Siniawska-Krzyżanowska. 
Tak wyglądało nasze pierwsze spotkanie na ziemi naddniestrzańskiej w Raszkowie. Tam pani prezes przedstawiła swoje marzenie – zbudowanie Domu Polskiego. Jej pomysł bardzo mi się spodobał. 
I co było dalej?
Za pieniądze darczyńców z Polski, postanowiliśmy kupić działkę w Raszkowie i powołać do życia Dom Polski, z polską tradycją i kulturą u podstaw. Nabyliśmy teren o powierzchni 16 arów, na którym od strony zachodniej można było podziwiać piękny, leniwy Dniestr, a od strony wschodniej – piękny i dostojny kanion raszkowski, do którego prawie sięga nasza parcela. Nasza, to znaczy wszystkich Polaków, mieszkających w Polsce i poza nią. 
Chcę to bardzo stanowczo podkreślić, że dom ten jest naprawdę nasz, wszystkich Polaków rozsianych po całym świecie, do którego bardzo gorąco zapraszamy! Zbudowany został w stylu mołdawskim, ale też trochę w polskim, bo są tam np. zapiecki, takie jak w czasach Marii Konopnickiej. I te zapiecki wraz z komnatami posiadają dusze. Może dlatego warto tam przyjechać i trochę sobie pomieszkać. 
Jak duży jest ten dom? 
Dom Polski w Raszkowie składa się z dwóch części. Pierwsza – ta główna ze wspomnianymi już zapieckami i trochę zabytkowa. Część druga – to kuchnia letnia, do której dobudowaliśmy pokoje noclegowe. Tak, aby można było tam się umyć i wygodnie przez parę dni zamieszkać.
Pokoi gościnnych mamy trzy w budynku głównym. Myślimy teraz o zrobieniu poddasza w nowej części, w którym byłyby jeszcze dwa pokoiki. W starym domu musimy teraz szybko wymienić dach oraz podłogi. Chcemy go też całościowo wyremontować. Do zakończenia tych prac potrzebujemy jeszcze 40 tys. zł (ok. 10 tys. euro). Nie są to pieniądze duże, bo ten dom po zakończonym remoncie będzie naprawdę ładny i funkcjonalny. Jako współautor jego powstania wraz z panią Natalią Siniawską-Krzyżanowską, uważam, że to będzie perełka Europy Wschodniej.
Przy Domu Polskim tworzymy ogród sztuki, gdzie mają się odbywać nasze spotkania z kulturą i artystami polskimi. W naszym ogrodzie odbył się już nawet pierwszy wernisaż "Polacy z Naddniestrza". Zaprezentowaliśmy tam nieco fotografii poświęconych miejscowej Polonii. Wystawa zgromadziła nawet sporą, jak na tamte warunki, grupę naszych rodaków.
Co jeszcze ciekawego zobaczyć można w Raszkowie?
Chociażby cmentarz z przełomu XVII i XVIII wieku, gdzie pochowani są wyłącznie nasi rodacy. Mamy tam ponadto kościół rzymskokatolicki, będący najstarszą świątynią w całej Mołdawii, gdyż liczy sobie ponad 400 lat. Legenda mówi, że Wołodyjowski – choć to postać fikcyjna – właśnie tam wziął ślub z Baśką.
W Raszkowie są wreszcie resztki wspaniałej renesansowej synagogi z freskami. Podobną do niej zobaczyć można tylko w Jerozolimie. Pozostały już wprawdzie tylko ruiny, ale freski, póki co, jeszcze się zachowały. Jest wreszcie prawosławna cerkiew. Dawniej były też jeszcze cerkiew ormiańska i greckokatolicka. A wszystko to znajduje się w pobliżu naszego Domu Polskiego. 
Na terenie pobliskiej Rybnicy mamy drugi kościół rzymskokatolicki. Jest tam również wąwóz Horpyny. Wioskę Słoboda-Raszków nadal niemal stuprocentowo zamieszkują Polacy. Jest to bliźniacza wioska, oddalona o 6 kilometrów od Raszkowa. Nasi rodacy zamieszkali tam po Powstaniu Listopadowym. Byli to zesłańcy polityczni, stronnicy konfederacji barskiej oraz osoby, które wyjechały z kraju "za chlebem". Obecne statystyki, dotyczące naszych rodaków w Naddniestrzu, podają w przybliżeniu liczbę ok. 8-10 tys. na blisko 500 tys. ogółu tamtejszych mieszkańców. 
Jakie projekty udało się Wam już zrealizować?
Projekty, które zainicjowaliśmy, to ubiegłoroczne Dni Henryka Sienkiewicza, połączone z publicznym czytaniem Trylogii. Chcemy, aby raz w roku miał tam miejsce festiwal poświęcony naszemu nobliście, na który do Raszkowa przyjeżdżaliby artyści, ludzie kultury, sztuki i nauki, aby się odbywały tam spotkania, koncerty, wernisaże czy prelekcje. Niech zagoszczą tam również dni filmu i książki polskiej. A wszystkiemu ma towarzyszyć wielokulturowość.
Prowadzimy również akcję medyczną. Polega ona na przyjazdach do Naddniestrza polskich lekarzy i na profilaktycznych badaniach jak polskich, tak też mołdawskich rodzin. Przez dwa ostatnie lata wykonaliśmy już takie badania w Słobodzie-Raszków, Raszkowie i Tyraspolu. Badanym zakładamy kartoteki, wszystko jest robione profesjonalnie. Efektem tych akcji medycznych była operacja 3-letniego dziecka z polskiej rodziny w Słobodzie-Raszków, któremu groziło kalectwo fizyczne i psychiczne. To była bardzo specjalistyczna operacja. Zupełnie bezinteresownie, z dobrej woli podjęła się jej dr Maria Łydka z Rzeszowa. Zabieg się powiódł i w ten sposób uratowaliśmy małego człowieka.
W tym zaś roku u nas, w Przemyślu, przebywała przez miesiąc pani Halina Krzyżanowska z Raszkowa w Naddniestrzu. Lekarze ortopedzi Krzysztof Popławski i Piotr Czyżewski dokonali pomyślnej operacji jej barku.
Wiem, że zawodowo jesteś rehabilitantem i terapeutą osób niewidomych...
...z różnymi schorzeniami chorobowymi. Mam 56 lat. Interesuję się i żyję filozofią. Od lat 18 zajmuję się Polakami, mieszkającymi w Europie Wschodniej. Jestem twórcą festiwalu transgranicznego osób niepełnosprawnych pod nazwą Bukowińskie Spotkania ze Sztuką, gdzie leczymy je np. muzykoterapią. Zabierałem tam ze sobą polskich artystów, którzy koncertują specjalnie dla nich. Bukowińskie Spotkania ze Sztuką odbywają się na Ukrainie i w Rumunii oraz od pewnego czasu – w Mołdawii. Podobne rzeczy, pod różnymi nazwami, organizujemy teraz w Naddniestrzu. 
Kocham też góry. Pozwalają one, szczególnie dzisiaj, oddalić się od naszej nieco zwariowanej cywilizacji. Przebywanie tam nie stanowi żadnego rodzaju ucieczki czy poszukiwania spokoju. Jestem osobą, która swoją wolność odnaleźć może także w tłumie, wobec którego potrafi skutecznie się zdystansować. Góry są niejako moją samotnią obok samotni wewnętrznej. 
Dziękując za rozmowę, życzę powodzenia w rozbudowie Domu Polskiego oraz w budzeniu tożsamości narodowej tamtejszych rodaków.
Fot. Marek Pantuła i autor

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 9/2017

9/2017

ZACZĄŁ SIĘ ROK SZKOLNY – PILNY, PRACOWITY

NASZA WIARA

  • Jubileusz koronacji obrazu Matki Boskiej Trockiej
  • Wileńscy franciszkanie odzyskali też klasztor!
  • "Serce Polski" w Ameryce
  • Zapoczątkowana przez "tezy" Lutra

POLITYKA

  • Na bieżąco
  • Jak Litwini postrzegali polskie odrodzenie?

PRZESZŁOŚĆ ZOBOWIĄZUJE

  • Najtrwalszym budulcem – pamięć
  • Konkurs "Znam historię Polski"
  • Oratorium Ponarskie – też na DVD

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku"

SPORT

  • Do mety, z siodełka widzianej
  • Ekstrawagant przy szachownicy

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie