I wysiadł Marszałek na przystanku "Niepodległość"…

drukuj
Henryk Mażul, 24.11.2016
Fot. Jerzy Karpowicz

98 lat temu Polska odzyskała byt państwowy

Bez mała sto lat temu próżno było szukać Polski na mapie Europy. Rozszarpana przez trzech zaborców przez 123 lata niewoli żyła jednak nieugiętą wiarą w swą wolność. Wiarę tę znaczyły liczne krzyże powstańczych zrywów lat 1831 i 1863, brzęk kajdan wiezionych na bezkresny Sybir więźniów, czerń sukien wkładanych przez kobiety na znak narodowej żałoby. Zdawało się, że porozbiorowa noc potrwa w nieskończoność. A tymczasem… I wojna światowa zdecydowanie odmieniła bieg wydarzeń, zachwiawszy potęgą carskiej Rosji, Niemiec i Austro-Węgier. Nastał dobry moment, by Orzeł Biały mógł nareszcie zrzucić okowy. 

Historyczne przesilenie nastąpiło 10 listopada 1918 roku, kiedy to uwolniony przez Niemców z więzienia w Magdeburgu przybył do Warszawy komendant Legionów Polskich Józef Piłsudski. Nazajutrz, 11 listopada, na żądanie wszystkich partii politycznych, będąca zalążkiem władzy państwowej Rada Regencyjna złożyła mu naczelne dowództwo nad tworzącą się armią polską, zwracając się z prośbą o utworzenie rządu narodowego. Wieczorem wojsko polskie zajęło Zamek Królewski i wywiesiło tam biało-czerwony sztandar. Wolność, o której marzyło i śniło kilka pokoleń Polaków, stawała się faktem dokonanym, powodując powszechną euforię. Tak to wymownie zaprocentowała przelana krew i budzący podziw hart ducha polskiego żołnierza-legionisty.
By uczcić tych wszystkich, kto padł na polach walki oraz heroicznie wykuwał zręby młodego Państwa Polskiego, każdego roku w dniu proklamowania niepodległości, w żołnierskiej kwaterze wileńskiej Rossy, gdzie zgodnie z testamentową wolą Marszałka wśród tych, którzy "Wilno jako prezent pod nogi rzucili", spoczywa Jego serce, odbywa się wielce wymowna w swej treści uroczystość. Łącząca w patriotycznym splocie przedstawicieli rezydującego w Wilnie korpusu dyplomatycznego Rzeczypospolitej Polskiej, posłów na Sejm RL z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin, polskich radnych w samorządzie miasta Wilna i przyległych do niego rejonów, kierownictwo naszych organizacji społecznych ze Związkiem Polaków na Litwie na czele, młodzież szkolną, kombatantów i harcerzy. Nie braknie też, oczywiście, rodaków z Macierzy, chcących oddać hołd głównemu architektowi niepodległości Państwa Polskiego.
Tego roku w południe dnia tej znamiennej daty tradycji ponownie stało się zadość. Tłumnie przybyli na uroczystość rodacy zwartym pierścieniem otoczyli płytę Matki i Serca Syna, przy której honorową wartę zaciągnęli kombatanci i harcerze, powodując jakże wymowną więź pokoleń. Z tych, kogo na zew serc przywiodła tu pamięć, by uczcić 98. rocznicę tak ważnego narodowego święta, obchodzonego wszędzie tam, gdzie biją polskie serca. 
Biel i czerwień na sztandarach, szarfach i zniczach, ustawianych przez harcerzy na grobach spoczywających tu legionistów na krótko przed początkiem uroczystości, jakże wymownie powieliło przyodzianych w biało-czerwone kamizelki ponad 150 uczestników, organizowanej już po raz 22. przez Wileński Hufiec Maryi im. Pani Ostrobramskiej harcerskiej sztafety z Zułowa, gdzie mały Ziuk przyszedł na świat, na wileńską Rossę. A pierwsze, co zrobili po pokonaniu ponad 67 kilometrów, to opasali całą żołnierską kwaterę przyniesioną biało- czerwoną flagą o długości 123 metrów, nawiązującą wymiarami do tyluż lat mrocznej porozbiorowej niewoli.
Odtwarzany z nagrania łomot werbli znaczy początek składania wieńców i kwiatów przy grobie Matki i Serca Syna, co w pierwszą kolej czynią pracownicy ambasady i konsulatu RP w Wilnie. Za nimi natomiast w tymże celu ustawiła się kolejka na tyle tasiemcowata, że ceremonia ta nie zdołała się zmieścić nawet w pół godziny. Gdy dobiegła końca, rozległy się tak bliskie sercu tony Mazurka Dąbrowskiego, wspomagane śpiewem zgromadzonych. Do nich z okazyjnym przemówieniem – zgodnie z tradycją – zwrócił się ambasador RP na Litwie Jarosław Czubiński.
"Będąc bezgranicznie oddani Polsce, zapłaciliśmy jako Naród ogromną cenę za pragnienie wolności, ale po 123 latach prześladowań i cierpienia nasi przodkowie jednak tę upragnioną wolność zdobyli" – zaznaczył na wstępie mówca, oddając hołd tym, kto pragnienie wolności Ojczyzny nierzadko krzyżami mierzył. Naszym obowiązkiem jest pamiętać o nich i czynić wszystko, by być godnymi chwalebnej spuścizny przodków.
"Możemy być dumni z naszego narodu! Jest nas blisko 60 milionów! Żyjemy na całym świecie. Mieszkamy przede wszystkim w Polsce, ale też 20 milionów Polaków rozrzuconych jest po wszystkich państwach kuli ziemskiej. Stanowimy liczącą się siłę w krajach naszego zamieszkania, uczestniczymy we władzach i dzięki temu wpływamy na rozwój spraw tam, gdzie jesteśmy" – kontynuował polski dyplomata. Podkreślił, że bycie Polakiem w dzisiejszym trudnym, zglobalizowanym i skonfliktowanym świecie – to ogromna odpowiedzialność, dlatego musimy "dbać o naszą Ojczyznę, o nasz wizerunek jako Narodu, o naszą pozycję wśród innych, a duma z naszej przeszłości, osiągnięć naszej kultury, wierności polskiej tradycji i wartościom kultywowanym przez pokolenia Polaków jest tym, co nas łączy".
"Być Polakiem za granicą jest to wyzwanie szczególne i z pełnym przekonaniem należy stwierdzić, że to Państwo właśnie jesteście prawdziwymi przedstawicielami Polski, najlepszymi ambasadorami. Waszą postawą, Waszymi życiowymi wartościami, umiejętnością życia w społeczeństwie, stabilną i dostatnią rodziną, sukcesem życiowym i zawodowym, tym wszystkim dajecie Państwo otaczającemu Was środowisku najlepsze świadectwo tego, że dobrze jest być Polakiem" – nie krył uznania ambasador Jarosław Czubiński.
Po wyrażeniu radości z tak licznego przybycia rodaków w to szczególne miejsce, jakim jest wileńska nekropolia, ks. Mirosław Grabowski – proboszcz stołecznej parafii pw. św. Rafała Archanioła na potwierdzenie tego, że w dziejach Narodu zawsze odczuwaliśmy opiekę Boga i Maryi, zaprosił do wzniesienia modlitwy "w intencji Kościoła, świata, Polski i nas samych".
Dalszą, już świecką część uroczystości, kontynuowała pod batutą Jacka Jackowskiego 20-osobowa Orkiestra Dęta "Pałuki" z Gąsowa, goszcząca na Wileńszczyźnie poprzez powiązanie uchodzącego za stolicę Pałuk Żnina z Jaszunami, a "pomost" ten przerzucili urodzeni właśnie w Żninie bracia Jan i Jędrzej Śniadeccy – byli profesorowie Wileńskiej Alma Mater, pogrzebani na rodowym jaszuńskim cmentarzyku.
Trzeba było widzieć, z jakim przejęciem młodzież dęła w trąby albo biła w bębny podczas instrumentowego wykonania legionowych melodii. Krzysztof Superczyński, grający na bębnie, a mający w składzie zdominowanej przez młodzież orkiestry dwóch synów – Igora i Alberta, głosem pełnym przekonania twierdził, że jej obecność w tak ważnym dla Polski dniu na wileńskiej Rossie jest wspaniałą lekcją patriotyzmu.
Zdanie to podzielali też zgodnie Bożena Sołek-Muzyka – dyrektor Gimnazjum w Jugowie oraz druh Artur Konrad Torbiński, przewodzący 710. Drużynie Wędrowniczej "KEDYW" im. gen. Stefana "Grota" Roweckiego z Legnicy. Z inicjatywy redaktor TVP Wrocław Grażyny Orłowskiej-Sądej od kilku lat w szkołach i gimnazjach na Dolnym Śląsku realizowany jest program "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia", polegający na odwiedzaniu i porządkowaniu nekropolii na Kresach Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Wraz ze swymi wychowankami byli już na niejednym, nierzadko opuszczonym cmentarzu na Ukrainie. Teraz, wyposażeni w kartony zniczy, przybyli na wileńską Rossę, by zapalić światełka pamięci na grobach spoczywających tu żołnierzy, poległych w obronie Ojczyzny.
Ta liczna obecność młodzieży szczególnie krzepi na duchu starsze pokolenie rodaków. To ona przecież ma nieść w przyszłość pamięć o chlubnych dziejach Ojczyzny-Polski. W czym – jak twierdzi druh Tomasz Grablewski – drużynowy 29. Wileńskiej Drużyny Harcerzy "Konary" im. harcmistrza Ryszarda Kaczorowskiego – wizyty "u Piłsudskiego" mają wymowę szczególną. 
Osobiście przemierzał tego roku dystans z Zułowa na Rossę już po raz czwarty. Że wypadło to czynić w zimowej scenerii, bowiem śniegu w rodzinnym gnieździe Marszałka było po kostki, co wymagało zdwajania wysiłku? Jest w tym cokolwiek zahartowany, gdyż ma za sobą wraz z innymi harcerzami bieg sprzed Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie do Ostrej Bramy, a zaraz potem – z Zułowa na Rossę. Dwa lata temu natomiast, gdy rzeczona sztafeta miała jubileuszowy 20. numer porządkowy, jej trasa wiodła z Dyneburga na Łotwie ku granitowej płycie Matki i Serca Syna, zahaczając o Dukszty Stare i Zułów. W porównaniu z tym sztafetowe dobiegnięcie bezpośrednio z Zułowa na Rossę przypomina dlań bardziej spacerek niż maratońską próbę. Jednako wszak mierzone satysfakcją z faktu uczczenia bohaterskich czynów przodków.
Dwa najbliższe lata sprzęgną się z odzyskaniem przez Rzeczpospolitą niepodległości w sposób nad wyraz wymowny. 5 grudnia roku przyszłego minie bowiem 150 lat od przyjścia w Zułowie na świat Tego, który "dał Polsce wolność, granice, moc i szacunek", a rok 2018 będzie znaczył setną rocznicę Jej powrotu na mapę Europy po 123-letniej porozbiorowej nieobecności. Poniekąd obowiązkiem każdego Polaka jest zatem, by nadać obchodom obu dat ze wszech miar godną oprawę.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 5/2019

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • Patriotyzm nas uskrzydla
  • Przemawiał mową natchnionych dźwięków

POLITYKA

  • Na bieżąco

PIERWSZA W EUROPIE I DRUGA NA ŚWIECIE

  • Triumf polskiej myśli politycznej

Z NAKAZU PAMIĘCI

  • Gdy stary album "głos zabiera"
  • HENRYK: "Dzwonię dla pokrzepienia serc"

W POLONIJNYM BRATNIM KRĘGU

  • Nasi z Ostojićeva

SPORT

  • "Złota Ela"

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku"

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O celu życia

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie