"Kaziuk", wracaj na jawie…!

drukuj
Henryk Mażul, 12.03.2021
Fot. Henryk Mażul

Tradycyjny wileński kiermasz przeniesiono do Internetu

Od lat kilkunastu dobra tradycja nakazywała, by marcowe numery naszego miesięcznika zdobiły reportaże z barwnego kaziukowego jarmarku, jaki w okolicach kalendarzowych imienin patrona Litwy, w nawiązaniu do bogobojnego żywota królewicza Kazimierza Jagiellończyka, od zamierzchłych czasów odbywa się w grodzie nad Wilią. W roku bieżącym, tej tradycji nie stało się jednak zadość, a wszystkiemu winna koronawirusowa pandemia. To właśnie wciąż rozległa jej skala zaważyła na niepodjęciu przez ojców miasta decyzji o przekształceniu na trzy dni Wilna w nie znający precedensu na całą Europę pod względem rozmachu kiermasz, przypisany ulicom, położonym w centrum jak też na Starówce.

Po tym, gdy w trosce o zdrowie jak tłumów kupujących, tak też sprzedających stołeczny samorząd zrezygnował z pierwotnego pomysłu przesunięcia terminów kiermaszu z marca na kwiecień w obliczu niewiele dobrego wróżącej perspektywy z pandemią, potaknięto pomysłowi zorganizowania "Kaziuka" wirtualnego. Innymi słowy, kupujący z pomocą Internetu przez rok cały będą mogli dobijać targu ze sprzedającymi. 
Nie ma potrzeby mówić, że ta zdalna forma, mająca służyć ratowaniu choć w ten sposób kaziukowej tradycji, w żadnym stopniu nie oddaje jakże barwnej atmosfery wielkiego handlowego show. Atmosfery, stanowiącej poniekąd magnes, by między straganami przewalały się nieprzebrane tłumy. Nie tyle zresztą po to, by nabyć palmy, wyroby z gliny, skóry, słomy i wszystkiego, co wyczarowuje inwencja twórcza mistrzów rękodzieła, ile dla urządzenia uczty zrośniętym z człowiekiem zmysłom: wzrokowi, słuchowi, smakowi czy dotykowi.
Cóż, tegoroczny kiermasz wystawiony został na próbę nie lada. Tych prób w swym liczonym na cztery wieki rodowodzie "Kaziuk" ze straganami miał zresztą jakże wiele. Gdy Wilno wraz z Rzeczypospolitą Obojga Narodów znalazło się pod zaborem, stanowił przysłowiową sól w oku władz carskich, postrzegających go jako manifestację polskości i katolicyzmu. Z wielką niechęcią po bujnym rozkwicie między I a II wojną światową, kiermasz ten był traktowany przez władze komunistyczne za czasów Litwy sowieckiej. A choć spychany na margines, oparł się wszelkim zakusom. Aż wreszcie, z odzyskaniem przez Litwę niepodległości w roku 1990, przywrócił sobie naprawdę godną renomę. Czego jakże wymownym przejawem demonstrowane "ekspansywne" terytorialne nastawienie.
O ile bowiem w początkach swego odrodzenia stłoczony był do wileńskiej Starówki, a na tyle, że jego uczestnicy czuli się niczym śledzie w beczce, o tyle w roku ubiegłym, wzorem ostatnich lat, szpalery mniej lub bardziej wyszukanych straganów handlowych ciągnęły się po obu stronach najbardziej reprezentacyjnej w Wilnie alei Giedymina (mostem Zwierzynieckim poczynając, a placem Katedralnym kończąc), ulicami Wróblewskiego, Barbary Radziwiłłówny, Zamkową i Wielką aż do placu Ratuszowego, zbaczając na ulicę Niemiecką, jak też na tereny wzdłuż dzielnicy Zarzecze po lewej stronie nurtu Wilenki. 
A wszystko po to, by zmniejszyć tłok, wytwarzany z jednej strony przez sprzedawców, ciągnących tu ze swymi wyrobami z Litwy, jak ta długa i szeroka, oraz z zagranicy: z Łotwy, Estonii, Polski, Białorusi, Ukrainy, Rosji, Węgier, Włoch czy nawet z Finlandii. Z drugiej strony natomiast – jak już nadmieniłem – ciżbę powodują chcący się zanurzyć w niepowtarzalne jarmarczne klimaty, wśród których nie brakuje też przybywających całymi turystycznymi autokarami rodaków z Macierzy, by nadziwić się fenomenem wileńskiego jarmarku na przednówku wiosny, a przy okazji nabyć to i owo na własność. 
Z wielkim smutkiem wypada odnotować, że tego roku Wilno w początkach marca nie rozkwitło tak koniecznymi na "Kaziuku" palmami. Wielka ich mistrzyni Stanisława Rynkiewicz z położonych tuż za stołecznymi rogatkami Wojewodziszek, wyczarowująca wraz z córkami Aliną i Renatą osadzone na patykach arcypiękne twory z wszelakich wysuszonych i ufarbowanych kwiatków, ziół i kłosów, również minionej zimy, jak swego czasu babcia bądź nawet prababcia, nie siedziały w długie wieczory z założonymi rękoma, tylko wiły, wiły, wiły. W cichej nadziei, że być może nastąpią poluzowania w koronawirusowej pandemii, pozwalające w imieniny patrona Litwy podzielić się tym pięknem z każdym, kto zechce wyłożyć w zależności od wielkości palmy kilka, kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt euro. Każdemu takiemu gotowe były na domiar złożyć ofertę, od której mnogości wręcz oczopląsu dostać można.
Niestety, "morowe powietrze", z jakim heroicznie zmaga się cały świat, rozwiało te nadzieje. Bardziej biegłe w Internecie córki pani Stanisławy nie dały jednak za wygraną, otwierając za namową stołecznego samorządu wirtualny kramik. By tam trafić, wystarczy wejść na profil facebookowy "vilniaus.verba / palmawilenska", a już można wybrać dzieła ich pracowitych rąk i polotu twórczej fantazji, po czym natomiast – o ile przypadną do gustu – wejść w odpłatne posiadanie z wykorzystaniem przesyłki pocztowej.
Owszem, doskonale wiedzą, że zdalna forma handlowania za nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z ewentualnym nabywcą, wtopionego w jarmarczną jazgotliwą atmosferę, choć przecież – jak naucza przysłowie – lepszy rydz niż nic. Jestem bardziej niż pewien, iż pod podobną konstatacją podpisze się oburącz każdy z mistrzów rękodzieła, który spędził długie godziny nad poczynaniem własnych wyrobów, upatrując w nich właśnie na "Kaziuka" chodliwy towar, choć określenie to jest tu zapewne niezbyt na miejscu.
Chcąc po części wypełnić powstałą z winy pandemii lukę w ciągłości wileńskich jarmarków w naturalnej postaci, nieco przekornie pragniemy uraczyć Czytelników naszego miesięcznika zestawem zdjęciowych migawek z ich ostatnich lat. Wspartych nośnym zawołaniem: "Kaziuk", wracaj na jawie już za rok!", czemu – jak znam rzeczywistość – gotowe są zgodnie zawtórować tłumy po obu stronach kiermaszowych lad.
Fot. autor

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 4/2021

NASZA WIARA

  • Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy
  • Droga krzyżowa współczesnego Kościoła

POLITYKA

  • Na bieżąco

TRADYCJĄ SILNI

  • A w Poznaniu "Kaziuk" – mimo wszystko

JUBILEUSZE, ROCZNICE

  • Poczwórne szczęście naraz
  • Ostatnia wileńska plejada
  • 110 lat Muzeum Wieszcza w Wilnie

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Mieszkałem w majątku Pokrajczyzna
  • Kanadyjskie Towarzystwo Dziedzictwa Polskiego
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O okrężnej drodze

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie