O, kimże jesteś, Jezusie Chrystusie?

drukuj
S. Anna Mroczek, 27.04.2017

Wbrew mijającym latom i wiekom całym Jezus nie przestaje wzbudzać ciekawości swą osobą, a jeszcze bardziej – osobowością. Wydawać by się mogło, że już tak wiele o Nim powiedziano, zapisano, a jednak dalej intryguje, inspiruje, zdumiewa. I nie chodzi tu wcale o doszukiwanie się nieznanych dotąd faktów, wzbudzanie sensacji, tylko raczej o analizowanie Jego postaw i reakcji w wydarzeniach dobrze nam znanych z Ewangelii. Okres świętowania Paschy wydaje się temu sprzyjać…

Był zapowiadany 
Pierwszym, który przedstawił Go światu, był Symeon: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą" (Łk 2,34). Tym samym zapowiedział, że będzie to osoba wybitna i kontrowersyjna.
Św. Jan Chrzciciel, który miał wielki autorytet w Izraelu, zapowiadał Go jako przepastnie mocniejszego od siebie: "Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem" (Łk 3,16).

Obecny na ustach wielu 
Jezus z pewnością nie należał do tych, którzy boją się wychylać. "Oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego" (Łk 4,20-22). Pełni zdumienia mówili: "Dobrze uczynił wszystko" (Mk 7,37). 
Był chodzącym pytaniem, na które każdy miał swoją odpowiedź: "Jedni uważali Go za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków" (Mt 16,14). Nie przeszkadzało to jednak wcale, by niedługo potem ci sami ludzie krzyczeli za Nim: "Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy" (Mt 12,24).
Dzisiejszy świat pewnie nie żałowałby Mu jeszcze wielu innych etykiet, bo przecież dzieci brał w objęcia (Mk 10,16), miał ucznia, którego miłował (J 20,2), w drodze zaczepił cudzołożnicę Samarytankę (J 4), no i nie gardził stołem grzeszników i celników (Mk 2,13-17).

Sam o Sobie
Miał wysoką świadomość swej życiowej misji. Jeszcze będąc dzieckiem, upominał swych ziemskich opiekunów: "Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" (Łk 2,49). Wielokrotnie mówił o swej misji jako dojrzały człowiek: "Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie!" (J 18,6). Bez cienia pruderii objawiał o sobie wzniosłą prawdę ludziom, którzy byli w stanie ją unieść: "Jestem cichy i pokorny sercem" (Mt 11,28), "Jam jest Drogą, Prawdą i Życiem" (J 14,6), "Jam jest chleb życia" (J 6,35), "Ja jestem światłością świata" (J 8,12). Swoją boskość objawił przed cudzołożną Samarytanką, czego pojąć nie mogli nawet Jego uczniowie! "Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. (…) Jestem nim Ja, który z tobą mówię" (J 4,25-26). To samo uczynił na przesłuchaniu Piłata, choć wiedział, że tym samym wydaje się na śmierć. "Więc Ty jesteś Synem Bożym? Odpowiedział im: Tak. Jestem Nim" (Łk 22,70).

Intrygujący (nie mylić z intrygantem)
Apostołowie, tak wiele z Nim przebywający, co i raz mocno się zdumiewali: "Kimże On jest?" (Mt 8,27). Nawet Jan Chrzciciel, który drogi Mu torował, też nie był pewien: "Czy Ty jesteś Tym, który miał przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" (Mt 11.3). Cyniczny "Herod na widok Jezusa również bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim" (Łk 23,8).
Dzisiejszy świat też łamie sobie głowy fenomenem Jezusa, On zaś raczej wolałby kruszyć nasze skamieniałe serca. 
Kim właściwie ON był? 
To trudne pytanie. Może więc łatwiej dochodzić do sedna zasadą dedukcji, wykluczając, kim na pewno nie był… 
Z pewnością nie był "maminsynkiem", który uzależnia się od matczynego zdania. Niejednokrotnie Maryja publicznie doświadczała wręcz chłodu emocji od swego Jedynaka. Niemniej swą synowską odpowiedzialność za Matkę pełnił do końca. Jeszcze z krzyża zawołał: "Oto Matka Twoja" (J 19,27).
Cichy i pokorny Jezus, w gorliwości o chwałę Bożą, nie bez emocji rozwala bazar w świątyni. Napadany, stosuje uniki, a kiedy idą na Niego frontalnie, jeszcze próbuje zatrzymać agresję pytaniem: "Dlaczego mnie bijesz?" (J 18,23).
Spotkanemu w drodze potrzebującemu człowiekowi natychmiast udziela pomocy, tym samym narażając się zwierzchniej władzy religijnej narodu; mimo to nie wycofuje się, nie uzdrawia ukradkiem. Na oczach wszystkich zwraca się do chorego: "wyciągnij rękę" (Łk 6,10). Gdy objawia swe Boskie Synostwo, przyjmuje na siebie apogeum nienawiści. Dla faryzeuszy nie żałuje ostrych epitetów: plemię żmijowe, groby pobielane, itp. Można by zapytać: po co ich rozjusza? Sam ściąga na Siebie krzyżowy ogień spojrzeń i języków. Przecież nie był awanturnikiem!? Bardziej jednak zależało Mu wykrzesać życie ze skamieniałych serc swych rodaków niż ratować własne. W tym celu potrafił nawet włożyć przysłowiowy "kij w mrowisko", aby tylko sprowadzić ich wysokie mniemanie o sobie na właściwy poziom. "Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman" (Łk 4,25-27). Wiadomo, że to Mu się nie opłaciło, ale przecież Jezus nie kierował się w życiu koniunkturą, ale misją zbawienia świata, poczynając od swego narodu.
Jego stosunek do opinii publicznej był wyjątkowo wolny, nie zabiegał o "ulizany", głodny głaskania profil, nie pracował na tzw. "wizerunek". Obraz cudzołożnicy łzami obmywającej Jego nogi (Łk 7,36-39) sprowokował, by na jaw wyszły zamysły nie tylko Szymonowego serca, lecz wielu. Pruderyjnie nie stronił przed chwałą – "Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą!" (Łk 19,40). Nie gonił też za popularnością; gdy usłyszał: "Wszyscy Cię szukają" (Mk 1,38), rzekł do nich: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem" (Mk 1,39). Dzisiaj powiedzielibyśmy: potrafił nawet być asertywny!

Pozostaje nieznany, karykaturowany, nieuchwytny, po prostu – INNY! 
Pomimo że "mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny" (Mt 11,19), a po owocach daje się rozpoznać, to Jezus dla ludzi pozostaje nieprzewidywalny; nikt nie potrafi wtłoczyć go w ramki swoich myślowych schematów. Jeszcze po Zmartwychwstaniu zmaga się z ludzkimi zawodami odnośnie własnej osoby: "A myśmy się spodziewali" (Łk 24,21). Tym samym uczy, jak udźwignąć ciężar ludzkich zawodów wobec nas, jak wytrzymać napięcie, gdy wszyscy są przeciw, nie tłumaczyć się, nie szukać zwolenników, lecz niczym samotny żagiel spokojnie trwać w nie zawsze sprzyjającym środowisku. Jego czystość jest jak lustro, które ujawnia brud naszych myśli, słów i gestów. Jezus pozostaje więc zdumieniem świata, niezdobytą Górą, ostatecznym "Centrum" odniesienia wszystkiego i wszystkich. 
Może chciałbyś Go spotkać? Niebawem wybiera się bowiem właśnie do "naszych Galilei"…

PS Marzenie mego życia ciągle pozostaje niezaspokojone: w ziemskich ciemnościach być Jego "światłem odblaskowym"; swym istnieniem – niczym świętojański robaczek – przypominać światu o prawdziwej Światłości!

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2017

99 LAT TEMU POLSKA ODZYSKAŁA NIEPODLEGŁOŚĆ

KOLEBKA WIELKOŚCI

  • Imponująca monografia o Zułowie

MARTWYM – WIECZNOŚĆ. ŻYWYM – CODZIENNOŚĆ

  • Zaduszki – święto desperacji czy nadziei?
  • Troską powodowana powinność
  • "Serce ustało, pierś już lodowata"

POLITYKA

  • Na bieżąco

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • Katorżnik i żołnierz Chrystusa
  • "Idzie poeta – niebieski wycieruch!"

OŚWIATA

  • Laury dla najlepszych
  • Sam Konwicki nam patronuje
  • Nie zmieniły się nasze cele

VIII WILEŃSKIE SPOTKANIA SCENY POLSKIEJ

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O wolności

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

 

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie