O Stowarzyszeniu "KRESY we Francji" rozmawiamy z jego prezes – Marią Krystyną Orłowicz

drukuj
Rozmawiał Leszek Wątróbski, 18.08.2020
Zdjęcia ze zbioru M. K. Orłowicz

Pani rodzina pochodziła z Kresów…
…a konkretniej – ze Stanisławowa. Ojciec był tam dyrektorem poczty, a matka – historykiem, absolwentką Uniwersytetu Lwowskiego. Rodziców wygnali Sowieci z ich domu i miasta. Dali im noc na pozbieranie się i spakowanie. Wieźli ich potem w otwartym wagonie przez trzy tygodnie do Przemyśla. Była wtedy późna jesień. Codziennie rano budzili się pod pierzyną śniegu. Zabrali ze sobą kozę, która żywiła ich i moich braci w czasie tej podróży. Starszy miał wówczas 4 lata, młodszy 1,5 roku. Skierowani zostali na ziemie zachodnie, nazywane wówczas odzyskanymi. Zamieszkali w Nysie koło Opola, gdzie przyszłam na świat.
Byłam wychowywana w duchu wielkiego patriotyzmu. Nauczająca historii mama miała duże trudności, bo nie mogła uczyć źle. Ojciec, podobnie jak matka, podjął pracę w swoim zawodzie. Był najpierw głównym inspektorem, a następnie dyrektorem poczty, z której go wyrzucili po moim wyjeździe na stypendium do Paryża. Imał się wtedy wszystkiego, bo zależało mu na utrzymaniu rodziny. Tata zmarł w roku 2003. Ostatnie 6 lat spędził u mnie, w Paryżu, był z najbliższą rodziną, bardzo zadowolony.
Kiedy zamieszkała Pani we Francji?
Jeszcze przed wyjazdem do Algierii robiłam we Francji wymianę pedagogiczną. Pracowałam wówczas we wrocławskim liceum nr 8. Była to wymiana pomiędzy naszym wrocławskim liceum a Liceum Fénélon w Paryżu. Wyjeżdżały spore, jak na tamte czasy, grupy młodzieży. 
W międzyczasie starałam się o stypendium językowe. Mimo wielu trudności udało mi się je wreszcie zdobyć. Dostałam 11-miesięczne stypendium na paryskiej Sorbonie. Studiowałam tam metodologię nauczania języków obcych.
Na stałe do Francji przyjechałam dopiero po Algierii. Tam też poznałam swego męża, który był Polakiem, pracującym dla Amerykanów, a mieszkającym na stałe we Francji. Decyzja zamieszkania we Francji nie przyszła mi łatwo. Co innego bowiem bywać, raz na jakiś czas, a co innego tam zamieszkać.
Kiedy zaczęła się Pani aktywność polonijna?
Po przyjeździe do Francji założyłam rodzinę. Urodziły nam się tu dwie córki. Obie mówią pięknie po polsku. Obie ukończyły główną szkołę polską w Paryżu, jako drugą równoległą do francuskiej. Tu się też wychowały. Uważam, że dobrze spełniłam swój obowiązek przekazania polskiej kultury, języka oraz świadomości narodowej swoim dzieciom.
Miałam 10-letnią przerwę w pracy, którą wykorzystałam na wychowanie córek. Potem pomogłam siostrze zakonnej – organizatorce kolonii dla dzieci polskich w Lourdes. I tak zaczęła się moja wieloletnia współpraca z nazaretankami. Stałam się ich "rękami, pracującymi za klasztorną bramą".
Moją opiekunką duchową była siostra Teresa Jasionowicz, ówczesna przełożona nazaretanek w Paryżu. Pracowałam dla licznie przybywających do Francji rodaków. Zaczęłam prowadzić kursy języka francuskiego, głównie dla Polaków. Z siostrą Miriam – nazaretanką, wynajęłyśmy sale we francuskim Liceum St. Sulpice w Paryżu. Uczyłam tam początkowo sama. Potem zatrudniałam sukcesywnie jedenastu nauczycieli języka francuskiego z najlepszymi kwalifikacjami. W lutym 1991 zarejestrowaliśmy szkołę języka francuskiego Ecole "Nazareth" – dla obcokrajowców. Zostałam jej dyrektorem. 
Nasze Stowarzyszenie "Nazareth Famille" prowadziło prywatną szkołę, która powstała ze wspólnej inspiracji z zaprzyjaźnionymi siostrami nazaretankami. To były lata dziewięćdziesiąte XX wieku, kiedy Polacy masowo napływali do Francji. I których trzeba było trochę podkształcić językowo, aby przyspieszyć integrację. Szkoła ta istniała przez okres 23 lat, służąc natchnieniem do pomocowej działalności dla naszych rodaków na Wschodzie – m.in. w Stanisławowie.
Od początku naszej działalności, pragnęliśmy szczególnie podtrzymywać więzi z Rodakami na Białorusi, Litwie, Czechach i w Rosji. Tam właśnie kierowaliśmy, wypracowane przez lata, duże pieniądze. Na moje, niestety, nieszczęście nie umiałam ich wysłać na Ukrainę. Nasze dary szły więc na Białoruś i Litwę. Wspieraliśmy w ten sposób tamtejsze polskie ośrodki oświatowe. 
Wasze Stowarzyszenie "KRESY we Francji", firmujące się nazwą Association des Polonais des Confins en France "KRESY", rozpoczęło działalność w roku 2007, a zarejestrowane zostało oficjalnie w październiku 2008…
Od samego początku zajmujemy się podtrzymywaniem i promocją dziedzictwa kulturowego i historycznego Kresów polskich, rozwijaniem kontaktów z Polakami i organizacjami polonijnymi kulturalnymi i charytatywnymi, działającymi na dawnych ziemiach Królestwa Polskiego i wreszcie organizacją wystaw, kolokwiów, seminariów i spotkań dotyczących historii i kultury Kresów.
Prowadzimy też współpracę i wymianę międzynarodową w ramach rozwoju kultury kresowej, organizujemy wycieczki do znanych z historii miejsc.
A kiedy udała się Pani po raz pierwszy na Ukrainę – do ukochanego Stanisławowa?
Pojechałam tam dopiero w roku 1999 – przez Lwów, a potem dalej, aby zobaczyć dom rodzinny. Drugi raz odwiedziłam Ukrainę własnym samochodem w roku 2006. Zrobiliśmy wówczas ponad dwa tysiące kilometrów. Trasę tę powtórzyliśmy kolejny raz w roku ubiegłym. Tym razem pojechaliśmy tam wraz z członkami Stowarzyszenia "Kresy".
Wróćmy jednak do Pani działalności na rzecz Kresów. Jak się ta przedstawiała?
Stowarzyszenie "Nazareth Famille" zorganizowało w Paryżu trzy wystawy fotograficzne poświęcone Kresom. Po ostatniej z nich wpadliśmy na pomysł założenia Stowarzyszenia "Kresy we Francji". Ludzie bowiem chcieli się spotykać, dzielić zaszłościami rodzinnymi.
"Kresy" we Francji? Toż to niby, gdzie przysłowiowy Rzym, a gdzie Krym...
Dla mnie było to wielkie wyzwanie. Zastanawiałam się, co będę robić w Paryżu z Kresami? Na szczęście okazało się, iż te Kresy mają w sobie taką moc, że nawet pod wieżą Eiffla potrafią czarować.
Jesteśmy bardzo dobrą organizacją, choć liczebnie niewielką. Należy do nas ponad 40 osób – w tym częściowo z Polski. W takiej grupie zawsze lepiej się pracuje. Członkowie wiedzą dobrze, czego chcą i jakie cele stawiają przed sobą.
Założyliśmy też własną stronę internetową. Pracujemy teraz nad kolejną drugą stroną. Pierwszą wieńczy bowiem rok 2019.
Które podejmowane przez Was inicjatywy z minionych lat uznaje Pani za najważniejsze?
Były to bezwarunkowo 4-dniowe obchody dziesięciolecia naszego Stowarzyszenia. Zorganizowaliśmy je w roku 2017. Nasz jubileusz miał część oficjalną, która odbyła się w salonach Ambasady RP w Paryżu. Zostaliśmy przyjęci przez Ambasadora, pana Dariusza Wiśniewskiego. Zaprezentowałam wtedy diaporamę, obrazującą różnorodność działalności Stowarzyszenia. Były też promocje książek naszych członków: Sabiny Stanisławy Chobian-Chéron "Wędrowne maki", którą napisała po powrocie z Uzbekistanu, dokąd została wywieziona. Książka druga, pióra Witolda Mołodyńskiego nosi tytuł "Z pamięci bieszczadnika. Bieszczady w latach 1918-1939".
Była również część artystyczna w postaci koncertu pieśni kresowych w wykonaniu zespołu "Górale" z Dourges na północy Francji. Przez pana Ambasadora wydane zostało wreszcie przyjęcie dla uczestników jubileuszu.
Drugiego dnia zaprosiliśmy naszych gości do Centrum Dialogu, prowadzonego przez polskich pallotynów przy ulicy Surcouf w Paryżu.
Kolejnego, trzeciego dnia, braliśmy udział w uroczystym nabożeństwie w polskim kościele Wielkiej Emigracji w stolicy Francji. Ofiarowaliśmy wówczas przepiękny obraz Matki Bożej Łaskawej, będący kopią obrazu ze Lwowa. Wnieśliśmy go do kościoła w uroczystej procesji. Nabożeństwo odprawił rektor PMK ks. Bogusław Brzyś przy współudziale naszego kapelana ks. Leszka Wojciechowskiego oraz wielu innych duchownych.
Czwartego, ostatniego dnia naszych obchodów jubileuszowych, uczestniczyliśmy w sesji naukowej w Bibliotece Polskiej w Paryżu, założonej w roku 1838 przez Adama Jerzego Czartoryskiego, Juliana Ursyna Niemcewicza, Karola Sienkiewicza z fundacji Wielkiej Emigracji. Było trzech prelegentów: hrabia Stanisław Ledóchowski, Mariusz Olbromski – ówczesny dyrektor Muzeum Iwaszkiewiczów w Stawisku i prof. Lech Szajdak z Poznania. W naszych uroczystościach brało udział pięć delegacji z Polski.
Spotkań i wystaw poświęconych Kresom organizujecie Państwo zapewne więcej? Proszę o kilka przykładów z ostatnich lat…
Pragnę podkreślić, że staramy się organizować imprezy naukowe i artystyczne, otwarte zarówno dla środowiska polonijnego, jak też dla Francuzów, zainteresowanych naszą kulturą i historią.
Warte wspomnienia są wydarzenia, organizowane i prezentowane przez nasze Stowarzyszenie w salonach Ambasady RP czy Polskiej Akademii Nauk w Paryżu. W roku 2015 odbyły się tam trzy piękne koncerty artystów z Żytomierza, a w roku 2018 – projekcja filmu "Złączyć się z narodem", opracowanym przez polskich filmowców, a mówiącego deportacji Polaków do Kazachstanu. Na obie te imprezy brakowało chętnym miejsc.
W ubiegłym 2019 roku zorganizowaliśmy dwa duże spotkania. Pierwsze – w Centrum Dialogu z dyrektorem Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Zbigniewem Chrzanowskim. Była to konferencja multimedialna. Na drugie złożyła się natomiast wystawa, związana z obchodami 100-lecia odzyskania Niepodległości Polski, połączona z wykładem multimedialnym "Wojna polsko-rosyjska 1919-1920", przygotowana przez płk. Tadeusza Krząstka w Stacji Naukowej PAN w Paryżu. Ta 20-planszowa dwujęzyczna wystawa dokumentowała wydarzenia i postacie z nimi związane, a adresowana była do Polonii, Polaków francuskojęzycznych oraz Francuzów interesujących się Polską. 
Pierwsza wystawa miała miejsce w 2018 roku, również w Stacji PAN-u w Paryżu, została opatrzona nazwą "Twórcy Niepodległości Polski". Wystawy te następnie chętnie prezentowały inne ośrodki polonijne również na północy Francji.
W ubiegłym 2019 roku zorganizowaliśmy ponadto wspólne pielgrzymki na Litwę i Ukrainę szlakiem historyczno-religijnym. O większości naszych poczynań często opowiadałam w Telewizji Polonia – w programie "Halo, Polonia".
A jakie macie plany na rok 2020?
Liczymy, że – wedle pierwotnych założeń – przygotujemy m.in. kolejną ekspozycję. Dwie wcześniejsze poświęcone były marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu (2018) i Niepodległości (2019) – z okazji 100-lecia naszej państwowości. Jej projekt jest już gotowy. Ale wobec obecnej sytuacji przeniesienia funduszy z Senatu do gabinetu premiera i koronawirusa musimy czekać. Chcielibyśmy zaraz po wystawie wydać album, zawierający najważniejsze wątki wymienionych ekspozycji.
Oczekujemy również na decyzje ewentualnego wsparcia drugiego naszego wyjazdu na Ukrainę – na Ziemię Żytomierską – do Krzemieńca, Łucka, Równego…
Na 3 kwietnia br. mieliśmy zaplanowaną – wspólnie z Instytutem Polonika w Warszawie oraz naszym wieloletnim przyjacielem – dr. Janem Skłodowskim (autorem tego wspaniałego albumu) dwujęzyczną konferencję naukową pn. "Zapomniane uczelnie Rzeczypospolitej". W części artystycznej miał natomiast wystąpić Chór Górników Polskich z Douai na północy Francji. To wydarzenie uzyskało wsparcie Ambasadora RP.
Staramy się zawsze podkreślać naszą więź i współpracę z Polonią północy, która trwa już lat 12. To ważne, abyśmy się jednoczyli. Niestety, Polonia francuska jest ogromnie rozproszona. Szkoda!
Będziemy też opracowywać folder, prezentujący zakres i sens działalności naszego Stowarzyszenia. Plany nam się mnożą. Jeden z nich zakłada np. z końcem sierpnia br. wyjazd na Białoruś, organizowany przez Warszawski Oddział Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", z którym zresztą od lat współpracujemy.
Niestety, w chwili obecnej są to jedynie plany. Zobaczymy, jaki będzie bieg wydarzeń. Wypada życzyć sobie i wszystkim, abyśmy po koronawirusowej "zawierusze" jak najprędzej powrócili do normalnej komunikacji międzyludzkiej, do naszych spotkań i realizacji zamiarów.
Zainteresowanych zapraszamy na naszą stronę internetową: www.wix.kresyenfrance.com/kresy.
A ja dziękuję Pani za rozmowę.
Zdjęcia ze zbioru M. K. Orłowicz

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 9/2020

SZKOLNICTWO

  • Pierwszowrześniowe realia i nadzieje

NASZA WIARA

  • Konsekracja kościoła w Grzegorzewie
  • Jan Paweł II a świat nauki

POLITYKA

  • Na bieżąco

2020 – ROKIEM BITWY WARSZAWSKIEJ

  • Generał o pokrętnym losie

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Ponary – wileńska Golgota
  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

LITERATURA

  • Ostrzem pióra – w socjalizm

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewscy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O samolubstwie

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie