Raz jeszcze na Pokuciu…

drukuj
Jerzy Duda , 26.02.2020
Stanisławów. Widok na kolegiatę

XIV TOM KRESOWEJ ATLANTYDY STANISŁAWA SŁAWOMIRA NICIEI

W czternastym tomie Kresowej Atlantydy prof. Stanisław Sławomir Nicieja powraca do miasta kresowego, które już wcześniej opisał, do Stanisławowa. Autor tak uzasadnił tę decyzję: …Rozpoczynając przed dziesięciu laty pracę nad serią tych książek wybrałem na początek pięć dużych kresowych miast: Lwów, Stanisławów, Tarnopol, Brzeżany i Borysław… Tym właśnie miastom był poświęcony tom pierwszy kresowej opowieści. Podobnie jak po ukazaniu się wcześniejszych dzieł Profesora, na jego adres napłynęła lawina listów, e-maili, rozdzwoniły się telefony. Wielu mieszkańców Stanisławowa poczuło się "pokrzywdzonymi", okazało się bowiem, że w rodzinnych archiwach znajdują się informacje, unikatowe fotografie, materialne pamiątki, ukazujące znacznie szerzej dzieje miasta i jego mieszkańców.
W III tomie Potopu Henryk Sienkiewicz napisał: …Nazwiska rycerzy, prześwietne czyny, wielkie poświęcenia zginęły w pamięci, bo nie zapisał ich kronikarz, nie wyśpiewała lutnia…1. Nie było zatem wyjścia. Powrót do Stanisławowa stał się koniecznością. Autor poświęcił temu miastu niemal połowę czternastego tomu, bo Śląsk Opolski i Opole – to miejsca, gdzie po wojnie osiadła największa grupa Polaków, wyrzuconych z Ziemi Stanisławowskiej. Właśnie mieszkańcy tej Ziemi stanowili rdzeń późniejszej polskiej inteligencji na tzw. ziemiach odzyskanych.
Stanisławów, zamieszkały obecnie przez prawie ćwierć miliona mieszkańców, leżący na przedpolach Czarnohory, Gorganów i Huculszczyzny, po przejęciu miasta przez Ukrainę w 1944 roku, najpierw był Stanisławiwem, a od 1962 roku – Iwano- Frankiwskiem.
Przywilej lokacyjny miasto uzyskało 7 maja 1662 roku, a był to prywatny gród Potockich. Andrzej Potocki nadał mu nazwę na cześć swojego ojca, wielkiego hetmana koronnego Stanisława Rewery Potockiego i swego dwuletniego synka Stanisława, który w wieku 22 lat zginął w czasie Odsieczy Wiedeńskiej. Powszechnie mówiono, że jest to miasto Rewery. Warto przypomnieć, że powstały w 1908 roku klub piłki nożnej walczył na boiskach krajowych jako Rewera Stanisławów2. 
Wchodzące w skład Korony Polskiej miasto w 1772 roku zostało włączone do Austrii. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości jeszcze przez dwa lata (1918-1919) było siedzibą władz Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Od 1919 miało status miasta wojewódzkiego Rzeczypospolitej. W latach 1944-1996, znajdując się w granicach ZSRR, pełniło rolę miasta obwodowego Ukraińskiej Republiki Ludowej.
Główną świątynię katolicką miasta – kolegiatę u schyłku XIX wieku rozsławił Henryk Sienkiewicz, umieszczając tu scenę pogrzebu Michała Wołodyjowskiego, Hektora Kamienieckiego. Kazanie, wygłoszone nad jego trumną przez księdza Kamińskiego, rozpoczynające się słowami: …Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz… weszło do kanonu polskiej literatury. Do dziś wchodzący do stanisławowskiej kolegiaty Polacy proszą o wskazanie miejsca, gdzie stał katafalk bohatera, ze wzruszeniem spoglądają na ambonę, skąd padły słowa pożegnania. W kolegiacie, w czerwcu 1909 roku absolwent Politechniki Lwowskiej Władysław Sikorski – przyszły generał i premier Polski wziął ślub z Heleną Zubczewską.
Złote lata Stanisławowa pod zaborem austriackim przypadły na okres 1870-1914. Była to zasługa wybitnego burmistrza Ignacego Kamińskiego (1819-1902), wizjonera i charyzmatycznego przywódcy, który doprowadził najpierw do odbudowy miasta po wielkim pożarze w 1868 roku, a potem dbał o to, aby jego rozwój miał wszelkie cechy nowoczesności. Miasto utonęło w ogrodach i parkach, a na prywatnych parcelach budowano piękne wille, gdyż rozpoczął się proces wypierania dotychczasowej dworkowej zabudowy na rzecz okazałych budowli. Tę przebudowę prowadzili wybitni architekci, a wśród nich: Jan Tomasz Kudelski, Wiktor Budzyński, Fryderyk Janusch, Mojżesz Garfunkel. Duży wpływ na urbanistykę miasta miał Julian Oktawian Zachariewicz – budowniczy gmachu Politechniki Lwowskiej, a także Teodor Talowski – twórca słynnego kościoła św. Elżbiety w Lwowie.
Imponującą budowlą w Stanisławowie był dworzec kolejowy (nie ustępujący wielkością lwowskiemu), wzniesiony według projektu Ernesta Baudisha. Podziw budziły kamienice świetnie prosperujących przedsiębiorców: Stanisława Chowańca, Karola Hauswalda, Izaaka Horowitza. Stanisławów miał wielkie szczęście, pożoga ostatniej wojny nie unicestwiła jego zabytków, jak to się stało w nieodległym Tarnopolu.
Wielką wartością wszystkich miast są nekropolie, poprzez spoczywających tam ludzi swoiste kroniki, opisujące dzieje lokalnej społeczności. Cmentarz w Stanisławowie powstał w 1782 roku, cztery lata przed Cmentarzem Łyczakowskim. Od nazwy ulicy zyskał nazwę Sapieżyńskiego. Do najstarszych pomników, które dotrwały do roku 1980, należały dwa, stojące na mogiłach oficerów księcia Józefa Poniatowskiego – Antoniego Falkowskiego i Jana Kopystyńskiego. 
Wzorem lwowskiego Łyczakowa stworzono tam kwatery powstańców listopadowych, powstańców styczniowych, uczestników kresowych konspiracji. Szczególnie zasłynął Pomnik Legionisty, sławiący poległych w latach 1914-1918 polskich legionistów, przy którym odbywały się uroczyste apele patriotyczne. W 1942 roku Ukraińcy za zgodą władz niemieckich pomnik rozwalili, jego replika do dziś zdobi natomiast cmentarz w Nowym Sączu. 
Po ostatecznym usunięciu z miasta Polaków w 1946 roku rozpoczął się proces dewastacji nekropolii. Połamano krzyże, część cmentarza przeznaczono na budowlę hotelu, a z końcem lat siedemdziesiątych buldożery zrównały ziemię, zniszczono kaplicę cmentarną. Powstał park miejski, w którym pozostało 11 nagrobków, w tym najpiękniejszy z nich – Maurycego Goławskiego, Piewcy Podola.
Stanisławów był ważnym centrum edukacyjnym. Działało tam kilkadziesiąt szkół różnych stopni, od podstawowych po seminaria. Przeważały te z polskim językiem nauczania, ale były także szkoły żydowskie, ukraińskie, niemieckie. Nauczyciel jednej ze szkół Janusz Stachowicz tak o tym pisze: …Szkoła była polska, ale Polacy stanowili w niej mniejszość. Prócz nich bowiem mieliśmy licznych uczniów narodowości żydowskiej, trochę Ukraińców, nieco Rosjan z Wołynia, w każdej klasie kilku Niemców i wreszcie przedstawicieli egzotycznej nacji – Karaimów z Halicza. Owe sześć narodowości dostarczały ciekawego materiału poznawczego… 
Spośród dziesięciu gimnazjów największą renomą cieszyło się Gimnazjum im. Franciszka Józefa. O poziomie tej szkoły może świadczyć statystyka: w 1894 roku do trzech klas przyjęto 72 uczniów, w 1902 tylko 29 z nich przystąpiło do matury, trzech uzyskało dyplom z wyróżnieniem, a wśród nich: Ludwik Kolankowski (1882-1956), historyk, rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i Józef Reinhold (1884-1928), prawnik, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, twórca systemu profilaktyki kryminalnej. "Cesarskie" gimnazjum ukończył także Ignacy Daszyński (1866-1936), wybitny polityk, premier Polski. 
W Stanisławowie rozpoczęła się światowa kariera Jana Stanisława Zbyszko Cyganiewicza (1880-1967), legendarnego polskiego siłacza, Herkulesa Galicji. Wsławiony pokonaniem najsilniejszego Austriaka Adolfa Spechta rozpoczął marsz po arenach świata, a triumfalny na tyle, że do dziś żaden z zapaśników nie zbliżył się do jego rekordu – 1.093 zwycięskich walk. W Wisowej, gdzie się urodził, przed szkołą noszącą jego imię, stanął pomnik, projektowany i wykonany przez artystę Stanisława Samborskiego.
Prawdziwą apokalipsę przeżył Stanisławów w połowie 1941 roku. Szef gestapo Hans Krüger – ten sam, który dokonał mordu na lwowskich profesorach, rozpoczął precyzyjnie zaplanowaną eksterminację stanisławowskiej inteligencji, aresztowanych nauczycieli, adwokatów, lekarzy przewożono do Czarnego Lasu i tam rozstrzeliwano, zmuszając przedtem do wykopania grobów dla siebie. Męczeńską śmiercią zginęli m.in. dyrektorzy stanisławowskich szkół: Władysław Drabik, Aleksander Ilczyszyn, Sławomir Umański; lekarze: Jan Gutt-Mostowy, Adam Hickiewicz, Stefan Kochaj. 
Miejsce ich kaźni, przez całe dziesięciolecia okryte było tajemnicą, dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych minionego wieku, dzięki uporowi dawnych mieszkańców miasta, udało się doprowadzić do odkrycia grobów. W ośmiu dołach o wymiarach 10 x 12 metrów leżały ciała setek ofiar. W 2016 roku po uporządkowaniu terenu, w 75. rocznicę okrutnej zbrodni odsłonięto monument, poświęcony pamięci pomordowanych.
W 1941 roku w Stanisławowie mieszkało około 30 tysięcy Żydów. W dzień święta Hoszana Rabba rozpoczęła się ich zagłada; śmierć w tym dniu poniosło kilka tysięcy przedstawicieli biblijnego narodu wybranego, pozostałych spędzono do getta, właściwie – do obozu śmierci, gdyż tam się dokonał los.
Znaczną część rozdziału Autor poświęca przypomnieniu wybitnych postaci z miastem związanych. Stanisławów był prawdziwym tyglem wielu narodów, religii i wyznań. Polacy, Rusini, Żydzi, Ormianie, Węgrzy, Rumuni, Austriacy, Karaimowie i Niemcy przez pokolenia wnosili ogromny wkład w kształtowanie wielkości miasta. Najsławniejszym był niewątpliwie Franciszek Karpiński (1741-1825), znany Polakom z najpiękniejszych kolęd, a dalej Maurycy Gosławski (1802-1834) – poeta, wzruszająco sławiący swoją ziemię:
…Błogosław dobrym niebom, jeżeli ich wola
Dała ci żyć pod słodkim powietrzem Podola,
Jakie miłe życie! Czego dusza 
zapragnie, płynie ci obficie.
Ach, ile tu powabów, uciech i słodyczy!
Oko ich nie przepatrzy i myśl nie przeliczy...
Inni pisarze o rodowodzie stanisławowskim – to sławny Jan Lam (1838-1886), autor Wielkiego świata Capowi i Głów do pozłoty oraz Stanisław Wasylewski (1885-1953), laureat w 1937 roku Złotego Wawrzynu Literatury Polskiej, który napisał m.in. piękną opowieść o ludziach Śląska Opolskiego, monumentalne dzieło Śląsk Opolski.
Ze Stanisławowa ruszyli w świat wybitni uczeni, m.in.: Wiktor Eckhaus (1930-2000), światowej sławy matematyk, Manfred Lachs (1914-1993), przewodniczący Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.
Wydarzeniem dla dawnych mieszkańców miasta było wydane w 2008 roku dzieło urodzonego w Stanisławowie, znakomitego pisarza i dziennikarza Tadeusza Olszańskiego Kresy Kresów. Stanisławów. 
Kolejnym bohaterem tomu jest położony nad Strypą Buczacz, miasto uznawane za podolską perłę rokoka. Najsławniejszą osobą związaną z tym miastem był Mikołaj Bazyli Potocki (1706-1782), jeden z najbogatszych, ówczesnych polskich magnatów, prawdziwe królewiątko, któremu częstokroć towarzyszyło liczące około trzech tysięcy żołnierzy nadworne wojsko, również w wywoływaniu ciągłych krwawych burd i gorszących skandali. Są zapisy mówiące, że ów królewiątko strzelał do kobiet, którym wcześniej kazał wchodzić na drzewa i udawać kukułki. 
Gdy się bez reszty unurzał w rozpuście, odczuwał przemożną potrzebę ukorzenia się przed Bogiem i w ramach pokuty budował kościoły, m.in. w Podkamieniu, Buczaczu, Horodence. Jak nie dostawał rozgrzeszenia, zmieniał wiarę i obrządek. Jedną z największych wzniesionych przezeń świątyń jest prawosławna Ławra Poczajowska, prawdziwa perła architektury wołyńskiej.
Wielki wpływ na rozwój intelektualny Buczacza miało Collegium Buczackie przy klasztorze bazylianów – założona oczywiście przez Mikołaja Bazylego Potockiego okazała budowla swoją wspaniałością przechodząca wszelkie oczekiwania. Najwybitniejszym absolwentem szkoły był Kornel Ujejski (1829-1897). Jego chorał Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej należał do kanonu lektur szkolnych, był traktowany na równi z hymnem narodowym. Muzykę do chorału napisał Józef Nikorowicz. W sierpniu 1944 roku ów chorał stał się sygnałem do rozpoczęcia Powstania Warszawskiego.
Legendarną postacią, związaną z historią miasta, jest ksiądz infułat Ludwik Rutyna (1917-2010). W 1944 roku otrzymał święcenia kapłańskie we Lwowie. W 1945 roku jako ekspatriant trafił do Kędzierzyna- Koźla, gdzie przez 33 lata był proboszczem miejscowej parafii św. Zygmunta. Po zakończeniu służby kapłańskiej, w 1990 roku za zgodą arcybiskupa Alfonsa Nossola powrócił do rodzinnego Buczacza, podjął się odbudowy miejscowego kościoła (fundacja Mikołaja Bazylego Potockiego), przez władze sowieckie zamienionego na kotłownię i magazyn, po zakończeniu heroicznego dzieła odbudowy powrócił do Opola.
Buczacz ma także swojego noblistę. Jest nim Szmuel Josef Agnon (1888-1970), którego napisana w 1932 roku najsłynniejsza powieść Nocny gość jest nostalgicznym obrazem świata galicyjskich Żydów w przededniu katastrofy.
Łowcą nazistów nazywano pochodzącego z Buczacza Szymona Wiesenthala (1908-2005), architekta, który po zakończeniu II wojny światowej poświęcił się ściganiu zbrodniarzy wojennych, walnie się przyczyniając do ujęcia m.in. Adolfa Reichmanna, jednego z głównych organizatorów zagłady Żydów w latach II wojny światowej, i Franza Stangla, komendanta obozów zagłady w Treblince i Sobiborze.
Fascynujący jest wątek poświęcony generałowi Zygmuntowi Berlingowi (1896-1980). Wprawdzie generał urodził się w Limanowej, ale ojciec jego wywodził się z szeroko na Pokuciu rozgałęzionej, znanej rodziny Berlingów. Ten różnie przez polityków i historyków oceniany wódz wojskowy, wedle zdeklarowanego antykomunisty Stefana Kisielewskiego zasługuje na pozytywną ocenę: …Wszak fakt, że ten z legionowych wywodzący się formacji oficer, pozostał w Rosji i potrafił znaleźć wspólny język z komunistami, dla Polski ma większe znaczenie polityczne i praktyczne niż działalność najbardziej bohaterskich oficerów polskich na Zachodzie… Warto uważnie wczytać się w tę część tomu, by wydać własny na ten temat osąd.
Poszczególne osobne rozdziały poświęcił Autor położonym na Pokuciu miejscowościom, że wymienię: Zabłotów, Ilińce, Trójcę i Chlebiczyn.
Przez karty XIV tomu Kresowej Atlantydy przewijają się setki postaci, a każdą z nich opisał Profesor z wielką sympatią, nie zważając, czy to dotyczy laureata Nagrody Nobla, generała, rektora, profesora czy najzwyczajniej szewca, kamieniarza, kolejarza. Wszystkie one tworzą barwny obraz zaginionego, fascynującego Podola, Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej. Na uwagę szczególną zasługuje fakt, że w poszukiwaniu najdrobniejszych nawet informacji Autor sięga po wspomnienia dawnych mieszkańców utraconej ziemi, nie opublikowane, znane jedynie w niewielkim kręgu rodzinnym, czasem lokalnym. Dzięki Kresowej Atlantydzie wchodzą one do powszechnego obiegu, stając się ważnym przyczynkiem historycznym pomocnym przy tworzeniu dzieła, odtwarzaniu historii Kresów Wschodnich. Wymienić tu warto nazwiska niektórych autorów wspomnień m.in.: Irenę Wilder, Józefa Stachowicza, Stanisławę Keck, Edwarda Laskowskiego, Helenę Sobolewską, Artura Fiałkowskiego.
Nie wątpię, że kto przeczytał tom XIV, z wielką niecierpliwością oczekuje na kolejne, poświęcone Kresowej Atlantydzie.

1 Henryk Sienkiewicz – Potop. Tom III. (Warszawa 1998). Str. 396.

2 Zbigniew Gowarzewski i inni: Lwów. Wilno. Kolekcja klubów (Katowice 1997). Str. 117.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 3/2020

PAMIĘCIĄ PRZYZYWANI

  • Honory – po latach zniewagi

POLITYKA

  • Na bieżąco

OŚWIATA

  • Deklaracja ma być realizowana

CZŁOWIEK – CZŁOWIEKOWI 

  • W Wilnie otwarto dziecięce hospicjum

NASZA WIARA

  • Jan Paweł II i krzyż

Z NAKAZU TRADYCJI

  • Kiermasz Kaziukowy w Wilnie-2020

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

  • Krótkie szczęście małżeństwa Sierakowskich

MUZYKA

  • "Sercem Polak, a talentem – świata Obywatel"
  • Nie miał w Polsce równych

POD ZNAKIEM HISTORII

  • Powtórna okupacja bolszewicka
  • Byłem tam po 53 latach
  • Polski obóz w Pahiatua

NA ZEW GÓR

  • Mount Everest zdobyty zimą!
  • Wielka przygoda i wyzwanie

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie