Honory – po latach zniewagi

drukuj
Henryk Mażul, 15.03.2020
Fot. Henryk Mażul

Wilno uczciło Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Już po raz dziesiąty w Polsce i poza nią obchodzono Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z inicjatywą uhonorowania w ten sposób wszystkich tych, którzy po zakończeniu II wojny światowej i po znalezieniu się Polski w strefie sowieckich wpływów podjęli się desperackiej walki z komunistyczną władzą, nasadzaną na wszelkie możliwe sposoby przez agentów NKWD i ich polskich popleczników, wystąpił w roku 2010 śp. prezydent Polski Lech Kaczyński. Za jego datę obrano 1 marca, kiedy to w 1951 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie strzałem w tył głowy dokonano egzekucji na siedmiu pierwotnie żołnierzach AK, a później antykomunistycznego podziemia, członkach Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość": prezesie IV Zarządu Głównego WiN – podpułkowniku Łukaszu Cieplińskim, majorach Adamie Lazarowiczu i Mieczysławie Kawalcu, kapitanach Józefie Batorym, Franciszku Błażeju, Józefie Rzepce oraz poruczniku Karolu Chmielu – ostatnich ogólnopolskich koordynatorach walki z nową sowiecką okupacją.

Szacuje się, że polskie podziemie antykomunistyczne podczas swego apogeum liczyło w szeregach około 180 tysięcy osób, z których ponad 20 tysięcy walczyło orężnie w oddziałach partyzanckich. Bronili oni ludności wiejskiej przed rabunkami i prześladowaniami NKWD oraz administracji okupacyjnej, wyzwalali z więzień przetrzymywanych tam aresztowanych, piętnowali kolaborantów i likwidowali zdrajców. Czynili to od wkroczenia wojsk sowieckich na tereny Polski w roku 1944 aż po 21 października 1963 roku, kiedy to podczas obławy w podlubelskim Majdanie Kozic Górnych został zastrzelony ostatni polski partyzant – Józef Franczak "Lalek".
Jak wiadomo, zdecydowana większość działających podczas II wojny światowej na terenie Wileńszczyzny formacji Armii Krajowej po połowicznym sukcesie operacji "Ostra Brama", polegającej na wyprzedzeniu wojsk sowieckich w wyzwoleniu Wilna z rąk Niemców i zademonstrowaniu w ten sposób, kto tu jest prawdziwym gospodarzem, została (nierzadko podstępnie) skłoniona przez wojska sowieckie do złożenia broni.
Te jednak z nich, które zdołały się przebić z okrążenia do Puszczy Rudnickiej, kontynuowały walkę, teraz już z żołnierzami z gwiazdkami na czapkach, w czym szczególnie się wsławił dowódca oddziału, porucznik Jan Borysewicz "Krysia", poległy w potyczce pod Kowalkami koło Naczy 21 stycznia 1945 roku. Jego sponiewierane ciało w celu zastraszenia miejscowej ludności enkawudziści wozili pokazowo po okolicy, a po czym ukryli zbezczeszczone zwłoki. A tak skrzętnie, że po dziś dzień nie wiadomo gdzie, przez co bohater ten ma jedynie symboliczny grób na cmentarzu w Ejszyszkach.
Bilans walk antykomunistycznego podziemia w Polsce Ludowej był tragiczny. W latach 1944-1963 ponad 5 tysięcy osób skazano na karę śmierci poprzez sądy wojskowe, 21 tysięcy zamęczono w więzieniach, 8-10 tysięcy zginęło z bronią w ręku. Dla większego zhańbienia przez długie lata komunistyczna propaganda nazywała stawiających opór wobec sowietyzacji i komunizacji Ojczyzny "zaplutymi karłami reakcji", "zdrajcami", "bandytami", szykanowano też członków ich rodzin.
Wyklęci ze świadomości społecznej bohaterowie antykomunistycznego podziemia dopiero ostatnimi laty odzyskują należną im cześć. Ich niezłomna postawa, wynikająca z przekonania, że być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo, znajduje coraz większy szacunek, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Wyznaczone w dniu 1 marca Święto Żołnierzy Wyklętych ma ze wszech miar sprzyjać honorowaniu tych, kto zginął w samotnej walce, aby Polska była Polską, a komu odmówiono prawa do godnego pochówku, wymazywano imiona i nazwiska ze świadomości następnych pokoleń.
Wielce chwalebne więc, że upamiętnianie męstwa Niezłomnych ma też miejsce poza Polską, w tym też u nas, a do inicjowanych przez Ambasadę RP w Wilnie obchodów czynnie włączyła się Wileńska Młodzież Patriotyczna, organizując rokiem 2015 począwszy na terenie wileńskiego parku na Zakrecie Biegi Pamięci Żołnierzy Wyklętych, opatrzone kryptonimem "Tropem Wilczym". Kto zgłasza się do udziału w nich, może wybrać jeden z trzech dystansów: ten liczący 1963 metry (nawiązujący do 1963 roku, kiedy to właśnie zginął ostatni żołnierz wyklęty – Józef Franczak "Lalek") albo 5 000 bądź 10 000 metrów. Nie trzeba mówić, że dwa ostatnie dystanse są pomyślane dla zawodników bardziej wytrenowanych, nierzadko uprawiających biegi wyczynowo. 
Wielką radość organizatorów, do których obok Fundacji "Wolność i Demokracja", Ambasady RP w Wilnie, Wileńskiej Młodzieży Patriotycznej i Wojska Litewskiego dołączyło się tego roku Stowarzyszenie "Sporto renginiai", stanowi fakt stale rosnącej frekwencji, czego jakże wymownie dowodzi rekordowa obsada szóstego z kolei biegu w liczbie około 700 osób. Jak powiedział mi główny strateg poczynania Evaldas Martinka – szef Stowarzyszenia "Sporto renginiai" – musieli nawet przed czasem zamknąć listę chętnych z racji naszykowania 700 koszulek i tyluż medali pamiątkowych, wręczanych każdemu na linii mety. 
Cieszy, że najkrótszy z dystansów wyraźnie zdominowała różna wiekiem młodzież naszych szkół, w czym szczególnym przykładem do naśladowania służą stołeczne Gimnazja im. Szymona Konarskiego oraz im. Jana Pawła II. Jak zauważył dyrektor tej pierwszej placówki oświatowej Walery Jagliński, już nie pierwszy raz zresztą wkładający dres, by stanąć na linii startu, ich tegoroczne 90-osobowe grono przedstawiało się zaiste rodzinnie, gdyż niejednej latorośli towarzyszył ojciec albo mama. "Jan Paweł II" wystawił tym razem 85-osobową ekipę na czele z nauczycielem wuefu Marianem Pawiłowskim. A wszyscy uczestniczyli poniekąd w żywej lekcji historii; biegli nie tyle dla zwycięstwa, ile dla oddania hołdu bohaterom, którzy mimo bycia na straconej pozycji nie zdradzili własnych ideowych przekonań.
Nim na trasę jako pierwsi wyruszyli chętni rywalizacji na najkrótszym z dystansów, słowo powitalne do uczestników skierowała ambasador RP na Litwie Urszula Doroszewska, odnotowując, że złożona przez żołnierzy wyklętych ofiara z własnego życia nie poszła na marne. Dziś Polska wraz z Litwą – jako suwerenne państwa – budują rzeczywistość, opartą na zasadach demokracji. Szefowa polskiej dyplomacji z radością odnotowała współudział organizacyjny Wojska Litewskiego. Które tym razem poza osobistym udziałem w biegu częstowało też zawodników i kibiców gorącą herbatą oraz prezentowało sprzęt wojskowy.
Lubujący się w statystykach wpadliby z pewnością w zakłopotanie, by zliczyć tych, kto wileńskim "Tropem Wilczym" biegnie nie po raz pierwszy. Na owej liście można wymienić chociażby wspomnianych dyrektora Walerego Jaglińskiego i nauczyciela wuefu Mariana Pawiłowskiego, przewodniczącego Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą Dariusza Żyborta bądź Waldemara Szełkowskiego, na co dzień nauczyciela historii Wileńskiego Gimnazjum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego, a społecznie – prezesa Klubu Rekonstrukcji Historycznej "Garnizon Nowa Wilejka", który zresztą wraz z kilkoma kolegami, przyodzianymi w polskie mundury żołnierskie sprzed II wojny światowej pokonał dystans 1963 metrów, a potem wtajemniczał każdego chętnego w mistrzowskie władanie prawdziwą szablą.
Bardziej natomiast ze sportem na "ty" będący wcale nie zadowalają się jedynym sporadycznym zwycięstwem. Porównując wyniki ubiegłoroczne z tegorocznymi w biegu na 1963 metry, łatwo da się zauważyć, że najwyższy stopień podium ponownie zdeptał Dariusz Kryżanowski, absolwent Gimnazjum im. Stanisława Moniuszki w Kowalczukach, a obecnie – student trzeciego roku wychowania fizycznego Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie. Zagadywany o trudy zwycięstwa mówił, że poszło z tym łatwiej niż poprzednio, gdyż pogoda była bardziej łaskawa i oszczędziła startującym oblodzonych alejek w parku na Zakrecie, co zresztą pozwoliło osiągać na mecie zdecydowanie lepsze czasy.
O ile startujący na najkrótszej z tras w wielu przypadkach traktowali występ raczej zabawowo, czego dowodem – biegnący z pieskiem na smyczy, pchający spacerówkę z siedzącą tam pociechą albo bardziej truchtający niż przebierający nogami "na pełnym gazie", dwie pozostałe trasy zostały zdominowane przez tych, kto traktuje przygodę ze sportem bardziej wyczynowo. A niejeden, kto zjechał tu z całej Litwy, wiedziony chęcią odniesienia kolejnego zwycięstwa w preferowanych biegach długodystansowych, już na starcie postrzegany w roli faworyta. Tak chociażby jak specjalizująca się w pokonywaniu maratonów (notabene uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, mistrzostw świata i Europy) Vaida Nekrošienė-Žūsinaitė, która zapamiętale goniąc za ułamkami sekund nie dała zresztą rywalkom najmniejszych szans w biegu na 10 000 metrów. Gwoli pełnego uhonorowania zwycięzców dodam, że wśród mężczyzn na najdłuższym dystansie triumfował Aivaras Čekanavičius, a najbardziej okazałe okazyjne pamiątkowe nagrody w biegu na 5 000 metrów zgarnęli Daiva Bielevičiūtė oraz Gediminas Pajėda. 
"Wojna się nie skończyła […]. Nigdy nie zgodzimy się na inne życie, jak tylko w całkowicie suwerennym, niepodległym i sprawiedliwie urządzonym Państwie Polskim […]. Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości państwa" – pisał w roku 1945 ostatni dowódca Armii Krajowej, generał Leopold Okulicki "Niedźwiadek". Wielu z jego podkomendnych usłuchało dowódcy i nie złożyło broni po zakończeniu II wojny światowej. Kontynuowali walkę o prawdziwie wolną ojczyznę.
Takaż walka nie była też obca Litwie, która podobnie jak Polska, zgodnie z ustaleniami konferencji w Teheranie i Jałcie, znalazła się w strefie wpływów Kremla. Tu ikoną dość licznego kojarzonego z partyzantką antykomunistycznego podziemia jest Adolfas Ramanauskas "Vanagas", ujęty w roku 1956 i rok później rozstrzelany. Jego szczątki znaleziono dopiero w roku 2018 w tzw. sierocej części Cmentarza Antokolskiego i uroczyście pogrzebano 6 października tegoż roku. 
Bieg "Tropem Wilczym" stanowi więc doskonałą okazję, by przywrócić po latach zniewagi należną pamięć również wszystkim, kto zaraz po wojnie kojarzył przyszłość Litwy z Pogonią a nie z czerwoną gwiazdą i złożył za to ofiarę własnego życia.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 9/2020

SZKOLNICTWO

  • Pierwszowrześniowe realia i nadzieje

NASZA WIARA

  • Konsekracja kościoła w Grzegorzewie
  • Jan Paweł II a świat nauki

POLITYKA

  • Na bieżąco

2020 – ROKIEM BITWY WARSZAWSKIEJ

  • Generał o pokrętnym losie

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Ponary – wileńska Golgota
  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

LITERATURA

  • Ostrzem pióra – w socjalizm

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewscy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O samolubstwie

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie