Honory – po latach zniewagi

drukuj
Henryk Mażul, 25.03.2017
Fot. Joanna Bożerodska

Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych

1 marca 1951 roku w więzieniu na warszawskim Mokotowie, po pokazowym procesie strzałami w tył głowy wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach niepodległościowego IV Zarządu Głównego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Ofiarami egzekucji zostali: jego prezes – podpułkownik Łukasz Ciepliński, major Adam Lazarowicz, major Mieczysław Kawalec, kapitan Józef Batory, kapitan Franciszek Błażej, kapitan Józef Rzepka oraz porucznik Karol Chmiel. 

Właśnie ten dzień z inicjatywy prezydenta Polski śp. Lecha Kaczyńskiego, poczynając rokiem 2011, został ustanowiony jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Dla oddania czci i honoru wszystkim tym, którzy po zakończeniu II wojny światowej i po znalezieniu się Polski w strefie sowieckich wpływów podjęli się walki z komunistyczną władzą, nasadzaną na wszelkie możliwe sposoby przez agentów NKWD i ich polskich popleczników. Walki desperackiej, prowadzonej w podziemiu i w oddziałach partyzanckich. Walki po śmierć – cichą, samotną, bezimienną, skazaną na wieczne zapomnienie. Walki trwającej, aż do 1963 roku, kiedy to 21 października w obławie we wsi pod Lublinem rażony kulą padł Józef Franczak "Lalek" – ostatni z żołnierzy niezłomnych, walczących o to, by Polska była Polską.
Szacuje się, że polskie podziemie antykomunistyczne podczas swego apogeum liczyło w swych szeregach około 180 tysięcy osób, z których ponad 20 tysięcy jako partyzanci walczyli z bronią w ręku. Strzegli oni ludności wiejskiej przed rabunkami i prześladowaniami NKWD oraz administracji okupacyjnej, wyzwalali z więzień przetrzymywanych tam aresztowanych, piętnowali kolaborantów i likwidowali zdrajców. Zrzeszenie WiN, będące ruchem oporu i tajną organizacją społeczno-polityczną, miało na celu krzepienie na duchu rodaków przed sowieckim zniewoleniem oraz dokumentowanie wszystkiego, co niosła sowietyzacja Polski.
Bilans strat antykomunistycznego podziemia w Polsce Ludowej był tragiczny. W latach 1944-1963 ponad 5 tysięcy osób skazano na karę śmierci przez sądy wojskowe, 21 tysięcy zamęczono w więzieniach, około 8-10 tysięcy zginęło na polu walki. Dla większego zhańbienia przez długie lata komunistyczna propaganda nazywała stawiających opór wobec sowietyzacji i komunizacji Ojczyzny "zaplutymi karłami reakcji", "zdrajcami", "bandytami, działającymi na zlecenie imperialistów i podżegaczy wojennych", szykanowano członków ich rodzin, spychając również poza margines społeczny.
Jak wiadomo, zdecydowana większość działających podczas II wojny światowej na terenie Wileńszczyzny formacji AK po połowicznym sukcesie operacji "Ostra Brama", polegającej na wyprzedzeniu wojsk sowieckich w wyzwoleniu Wilna z rąk faszystów i zamanifestowaniu w ten sposób, kto tu jest prawdziwym gospodarzem, została (nierzadko podstępnie) skłoniona przez pozornych sojuszników w walce z Niemcami do złożenia broni. Te jednak z nich, które zdołały przebić się z okrążenia z Puszczy Rudnickiej, kontynuowały zbrojny opór, teraz już z żołnierzami z gwiazdkami na czapkach, w czym szczególnie się wsławił dowódca oddziału, porucznik Jan Borysewicz "Krysia", poległy w potyczce pod Kowalkami koło Naczy 21 stycznia 1945 roku. Jego sponiewierane ciało w celu zastraszenia miejscowej ludności enkawudziści wozili pokazowo po okolicy, po czym ukryli zbezczeszczone zwłoki. A tak skrzętnie, że po dziś dzień nie wiadomo gdzie, przez co bohater ma jedynie symboliczny grób na cmentarzu w Ejszyszkach.
Wiekopomną chwałą w zbrojnych staraniach o Ojczyznę wyzbytą sowieckiego panowania okryli się żołnierze V i VI Wileńskich Brygad AK, walczący w latach 1945-1947 na Białostocczyźnie, Podlasiu i Pomorzu. Przykład nieugiętości szczególnej dali w tym m. in.: dowódca Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", Danuta Siedzikówna "Inka", Feliks Selmanowicz "Zagończyk". Ujęci przez komunistyczne władze po bestialskich torturach w więzieniach zostali skazani na karę śmierci, a miejsca ich tajemnego pochówku przez długie lata nie były znane.
Wyklęci ze świadomości społecznej bohaterowie antykomunistycznego podziemia dopiero ostatnimi czasy odzyskują należną cześć. Ich niezłomna postawa, wynikająca z przekonania, że być zwyciężonymi i nie ulec – to zwycięstwo znajduje coraz większy szacunek. Przypominają o swym istnieniu dzięki odnalezieniu w całej Polsce dołów śmierci, zrzucając kłamliwe brzemię trwającej kilkadziesiąt lat czarnej propagandy. Ten powrót z niebytu wyznacza dziś szczególny przebieg obchodzonego 1 marca Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych i niezliczone, powstałe głównie z inicjatywy urodzonych po roku 1989 młodych Polaków formy ich upamiętnienia w postaci: wydawnictw, koncertów, marszów, biegów, rajdów, konkursów plastycznych, przeglądów filmowych, audycji radiowych czy publikacji internetowych.
Wielce chwalebne, że upamiętnienie czynu żołnierzy niezłomnych ma też miejsce poza Polską, w tym też od lat kilku – wśród rodaków na Litwie, w czym rok bieżący nie stanowił wyjątku. Z inicjatywy Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Wilnie i koła Związku Polaków na Litwie "Wileńska Młodzież Patriotyczna" znalazło ono niejeden przejaw. 1 marca ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Litewskiej Jarosław Czubiński wraz z pracownikami tej placówki dyplomatycznej złożył kolejno wieńce na grobie spoczywającego na wileńskiej Rossie Sergiusza Zyndram- Kościałkowskiego "Fakira" – ostatniego poległego w walce wileńskiego żołnierza niezłomnego oraz w kwaterze wojskowej na cmentarzu parafialnym w Ejszyszkach, uchodzącej m. in. za symboliczny grób legendarnego dowódcy AK na Wileńszczyźnie porucznika Jana Borysewicza "Krysi".
Dwukrotnie miejscem upamiętnienia żołnierzy, dla których wojna nie skończyła się 8 maja 1945 roku, a którzy za swą wiarę i wolność zapłacili najwyższą cenę – własnego życia, stał się jakże gościnny dla nas wszystkich stołeczny Dom Kultury Polskiej, a konkretnie – jego duża sala. 23 lutego odbyła się tu projekcja pierwszego fabularnego filmu o żołnierzach niezłomnych "Historia Roja" w reżyserii Jerzego Zalewskiego, a 1 marca została wyświetlona taśma dokumentalna Arkadiusza Gołębiewskiego "Inka. Zachowałam się jak trzeba". 
Pierwszy z nich został poświęcony starszemu sierżantowi Mieczysławowi Dziemieszkiewiczowi – 20-letniemu chłopakowi, który nie mogąc się pogodzić z sowiecką okupacją Polski, sformował własny oddział i podjął się desperackiej walki, trwającej aż do 1951 roku, nim został zastrzelony w obławie. Film drugi ukazuje natomiast bohaterstwo ledwie 17-letniej Danuty Siedzikówny "Inki" – sanitariuszki dowodzonej przez Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę" V Brygady Wileńskiej AK. Po wykonaniu 26 sierpnia 1946 roku wyroku śmierci wydanym przez komunistyczny rząd, miejsce jej pochówku pozostawało nieznane aż do 12 września 2014 roku, kiedy to zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka odnalazł szczątki dzielnej dziewczyny, dzięki czemu mogła mieć uroczysty pogrzeb.
W obu przypadkach projekcję filmów poprzedziły prelekcje. Tę o ruchu oporu na Białostocczyźnie wygłosił Piotr Łapiński – historyk Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku, panoramiczne ujęcie tematu "Polskie podziemie niepodległościowe" przedstawił natomiast Kazimierz Krajewski z Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie. Niestety, zaraz potem nie doszło do zapowiadanego koncertu znanego śpiewaka i gitarzysty Andrzeja Kołakowskiego, opatrzonego jakże wymowną nazwą "Oskarżeni o wolność". Artysta nie mógł przybyć 1 marca do Wilna, gdyż musiał być obecny tego dnia w Warszawie, gdzie podczas ceremonii honorowania kombatantów oraz osób zasłużonych dla pielęgnowania pamięci o najnowszej historii Polski, a w szczególności – o żołnierzach wyklętych z rąk prezydenta Andrzeja Dudy otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
28 lutego przy wsparciu Ambasady RP w Wilnie i Wojska Litewskiego piękną inicjatywę już po raz trzeci ponowili członkowie koła Związku Polaków na Litwie "Wileńska Młodzież Patriotyczna", organizując na terenie wileńskiego parku na Zakrecie III Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych "Tropem Wilczym", któremu patronuje wspomniany Sergiusz Zyndram- Kościałkowski "Fakir". Kto się zgłosił do udziału, mógł wybrać do pokonania jeden z trzech dystansów: albo ten liczący 1963 metry (nawiązujący długością do 1963 roku, kiedy to właśnie zginął ostatni żołnierz wyklęty – Józef Franczak "Lalek"), albo 5.000 bądź 10.000 metrów.
O wyraźnie wzrastającej popularności imprezy, z czego zresztą podczas jej uroczystego otwarcia nie krył radości prezes "Wileńskiej Młodzieży Patriotycznej" Rajmund Klonowski, świadczy coraz bardziej liczna obsada. O ile w pierwszej chęć rywalizacji wyraziło ledwie 50 osób, w roku ubiegłym takowych było już bez mała 200, a w roku bieżącym doszła kolejna dwusetka. Zgodnie z przypuszczeniem, najwięcej uczestników zgromadził najkrótszy z dystansów, zdominowany przez uczniów szkół polskich oraz młodzież harcerską, a najbardziej tłumny (ponad 40-osobowy) występ zanotowali uczniowie Wileńskiej Szkoły im. Sz. Konarskiego na czele z dyrektorem Walerym Jaglińskim oraz kilkoma nauczycielami. Dystanse dłuższe preferowali natomiast nierzadko zbratani z bieganiem wyczynowo.
Oblodzone tego dnia alejki parku na Zakrecie oraz przenikliwy ziąb bynajmniej nie zmniejszyły "temperatury" rywalizacji. Każdy z uczestników, oprócz ufundowanych przez Stowarzyszenie "Wolność i Demokracja" numerów oraz kamizelek startowych z nadrukiem najbardziej znanych postaci antykomunistycznego podziemia, po przybiegnięciu na metę otrzymywał pamiątkowy medal i mógł raczyć się oferowaną przez Wojsko Litewskie gorącą herbatą. 
Zdobywcy miejsc na podium zgarnęli natomiast dodatkowe nagrody, a te najokazalsze za zwycięstwo na dystansie 1963 metrów przypadły: Julii Ewelinie Jaczun oraz Dariuszowi Czernigowskiemu (oboje – Gimnazjum im. St. Kostki w Podbrzeziu). W biegu na 5.000 metrów jako pierwsi minęli linię mety Karolina Sawko z Gimnazjum im. St. Kostki w Podbrzeziu oraz Grzegorz Siemaszko ze Szkoły Podstawowej w Jęczmieniszkach, a na najdłuższym z dystansów triumf święcili Dalia Lukošienė z Szawel oraz Jarosław Siemaszko z Gimnazjum "Verdenė" w Podbrzeziu. 
Z powyższego bardziej niż wymownie widać, że rywalizację wyraźnie zdominowali biegacze z podwileńskiego Podbrzezia, co bynajmniej nie jest dziełem przypadku. Tam bowiem lokuje się specjalizująca się w lekkiej atletyce filia Szkoły Sportowej Samorządu Rejonu Wileńskiego, a wychowankowie Vytautasa Gražysa mają na swym koncie niejedno zwycięstwo na miarę nawet całej Litwy. Warto dodać, że sam trener tego dnia towarzyszył swym podopiecznym bynajmniej nie jako kibic, gdyż wystartował w biegu na 10.000 metrów i zdołał uplasować się w rywalizacji mężczyzn na zaszczytnym miejscu trzecim.
Bez wątpienia prestiżu imprezie poprzez występ na dystansach dodali zastępca ambasadora RP na Litwie Maria Ślebioda oraz II sekretarz wydziału konsularnego Łukasz Kaźmierczak, a na domiar jej międzynarodową renomę spotęgowali przybyli z położonego nieopodal Żelazowej Woli Sochaczewa: Damian Smus, Jakub Kołacz, Adrian Kowalski, Marcin Sobieraj oraz Jakub Aksamit. Po biegu, przypominającym nie tyle pogoń za ułamkami sekund, ile sam udział, nie kryli zgodnego podziwu dla "przywiązania rodaków na Litwie do patriotyzmu". O czym zresztą przekonali się naocznie, startując już parokrotnie w organizowanej w Dniu 11 Listopada przez harcerzy Wileńskiego Hufca Maryi im. Pani Ostrobramskiej sztafecie z Zułowa na Rossę, a w roku ubiegłym – w biegu, mającym tu, na Zakrecie, uczcić niezłomnych żołnierzy wyklętych. Mieli powód, by nie posiadać się z radości na widok aż tylu młodych. Chcących uzmysłowić czyny i hart ducha bohaterów tamtych dni, którym potomni dopiero po długich latach zniewagi zwracają honory, dziejową sprawiedliwość oraz należne miejsce w historii.
Fot. Joanna Bożerodska i autor

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 8/2017

8/2017

PATRIOTYZM NIEJEDNO MA IMIĘ

  • W hołdzie tym, co kulom się nie kłaniali
  • Wolności wierni
  • "Jeszcze Polska nie zginęła"

POLITYKA
Na bieżąco

  • Jak Litwini postrzegali polskie odrodzenie?

OŚWIATA

  • Polonistyka wybroniona! I co dalej?
  • Absolwenci jubileuszowego roku
  • "Setkami" okraszona matura

MUZYKA

  • Osiecka śpiewana też w Wilnie

LITERATURA

  • "Banita boski to mój los"
  • Na 120. rocznicę śmierci Adama Asnyka

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

O szlachetności

TU I TAM BIJĄ POLSKIE SERCA

  • "Jasna Góra" w Naddniestrzu

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku"

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie