Spełnili żołnierską powinność

drukuj
Henryk Mażul, 26.07.2018
Fot. Henryk Mażul

74. rocznica operacji "Ostra Brama"

74 lata temu, na przełomie pierwszej i drugiej dekady lipca 1944, w Wilnie i na Wileńszczyźnie miały miejsce zaiste historyczne wydarzenia. W godzinach wieczornych szóstego dnia tego miesiąca w ramach akcji "Burza" rozpoczęła się bowiem operacja "Ostra Brama". Z udziałem partyzantów Wileńskiego i Nowogródzkiego Okręgów AK polegała ona na wyzwoleniu Wilna z rąk faszystowskich, nim to uczynią nacierające formacje Armii Czerwonej, i zademonstrowaniu, kto tu jest prawowitym gospodarzem miasta wraz z dookolnymi terenami.

Nieco karkołomny w istocie zamysł wieńczył połowiczny sukces. Żołnierzom z orzełkami na rogatywkach udało się samodzielnie wyprzeć wroga z prawobrzeżnej względem Wilii części miasta, podczas gdy w całości, zważywszy niezwykle zacięty opór Niemców, oczyszczono je dopiero po tym, gdy z pomocą pośpieszyli żołnierze sowieccy.
Niestety, przelana krew i oddane przez młodych bohaterów życie nie przeważyły szali historii. Czekała ich zdrada, poniewierka i prawie pięć dziesięcioleci trwająca walka o pamięć, którą władze komunistyczne starały się wymazać ze świadomości rodaków po dwóch stronach granicy, która przedzieliła ziemię, o jaką walczyli w ciągu lat okupacji hitlerowskiej żołnierze AK.
Nim to nastąpiło, godnie spełniający żołnierską powinność żołnierz polski 13 lipca 1944 roku stoczył pod Krawczunami ostatnią walkę o Wilno z wycofującymi się stąd elitarnymi formacjami Wehrmachtu pod dowództwem generała Reinera Stahela. Mimo zdecydowanie nierównych sił, gdyż te wraże liczyły aż około 3 tys. osób, dowodzony przez porucznika Czesława Grombczewskiego ps. "Jurand" oddział I Wileńskiej Brygady AK ze zgrupowania majora Mieczysława Potockiego ps. "Węgielny" wykazał nie lada męstwo, powodując znaczne straty wroga w żywej sile. Po stronie polskiej ofiarę z życia złożyło natomiast 79 akowców, w tym też dowódca – Czesław Grombczewski ps. "Jurand".
Za czasów Litwy sowieckiej kolejne rocznice tej bitwy zbywano milczeniem, a taki stan rzeczy odmienił jej rozbrat ze Związkiem Sowieckim wiosną 1990 roku. Przywracania pamięci o bohaterskim czynie żołnierza polskiego podjął się Wileński Rejonowy Oddział Związku Polaków na Litwie, ustalając dobry zwyczaj, by co roku 13 lipca o godzinie 15 gromadzić się przy pomniku, ustawionym w miejscu, gdzie został śmiertelnie trafiony kulą dowódca Czesław Grombczewski.
Tego roku tej chlubnej tradycji stało się zadość już po raz 23., a niezwykła w swej treści uroczystość, zgromadziła jak rodaków z bliższych i dalszych okolic Wileńszczyzny, tak też tych przybyłych z Macierzy dla uczczenia 74. rocznicy operacji "Ostra Brama". Wartę przy pomniku zaciągnęli jak zawsze harcerze. Nie trzeba mówić, że obecność druhów i druhen w zdobionych lilijkami szarych mundurach nosi znamię szczególnie symboliczne, gdyż rokuje nadzieję, że młode pokolenie nie pozwoli ulecieć pamięci o bohaterskich czynach przodków.
Najbardziej poczesne miejsce przeznaczono kombatantom, których listę, niestety, coraz bardziej dotkliwie przerzedza czas. By oddać honory poległym oraz pozostającym przy życiu, stawili się też: ambasador nadzwyczajny i pełnomocny RP na Litwie Urszula Doroszewska, attache obrony Ambasady RP Mirosław Wójcik, europoseł Waldemar Tomaszewski, posłowie na Sejm RL z ramienia AWPL-ZChR, kierownictwo naszych organizacji samorządowych oraz społecznych.
Uroczystość zainaugurowało składanie wieńców i kwiatów. Msza św. w intencji poległych, celebrowana przez księdza Józefa Aszkiełowicza, proboszcza w Butrymańcach i Podborzu, księdza Henryka Naumowicza, proboszcza w Duksztach Pijarskich oraz ks. profesora Tadeusza Krahela z Białegostoku, okazyjne wystąpienia, apel pamięci, koncert na patriotyczną nutę – wszystko to znowu i znowu kazało się cofnąć pamięcią do tych dyszących krwią i prochem dni, uświadomić, jak znaczącą ceną wypadło okupić wolność. 
Ta pamięć obliguje też poniekąd do spotkania się tu za rok (tym bardziej, że minie wtedy 75. rocznica operacji "Ostra Brama"), by po raz kolejny oddać hołd tym, kto walczył do ostatniej kropli krwi. Wierząc, że wolność krzyżami się mierzy i że to one a nie nakreślone gdzieś w Jałcie przez tzw. Wielką Trójkę granice będą decydowały, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy Ojczyzna.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2018

100 LAT TEMU POLSKA POWSTAŁA, BY ŻYĆ

  • Niczym jutrznia po nocy niewoli 
  • Niepodległa przede wszystkim wymodlona! 
  • Wspólne serc bicie nad sercem Marszałka 

ZUŁÓW – MIEJSCE URODZIN MARSZAŁKA

  • Kolebka Wielkości 

POLITYKA

  • Na bieżąco 

ŻYWI – UMARŁYM

  • Kamień do pamięci skłaniać! 
  • Koszalińskie Spotkania z Wysockim 

WILNO W CZASACH MICKIEWICZA

  • Ksawera, córka Deyblów 

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O lęku skończoności 

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku" 

SPORT

  • W duchu olimpijskiego braterstwa 

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ

  • Azerbejdżan – Kraina Ognia 

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie