Nieromantycznie o romantycznym

drukuj
Alicja Dzisiewicz, kustosz Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece UW, 16.09.2018
Okazały porcelanowy nocnik damski

Wilno w czasach Mickiewicza

XIX-wieczne rodzaje WC

Do lat 70. XIX wieku na planach budynków wileńskich nie ma zaznaczonych ubikacji. Prawdopodobnie tak się dzieje dlatego, że są to osobne drewniane "domki", wyniesione na zewnątrz budynku i na swój cel przeznaczone tylko czasowo.
Do załatwiania potrzeb naturalnych ludzie wykorzystywali też różne naczynia, a jeżeli potrzeba naszła niespodziewanie, sprawę załatwiano w dowolnym, chociaż nieco odosobnionym miejscu pod otwartym niebem. Jak się zdaje, ówczesnym nie brakuje fantazji i desperacji z tą czynnością związanej. Stanisław Morawski opisuje zażarte obrady na sejmiku w Olicie, kiedy to kandydat partii Sapiehów musiał się ukryć w obawie przed rozniesieniem go na szablach przez kandydatów partii Paców: "Oboźny rzuca się w bramę tego samego domu i wrotami siebie zasłania. Szlachta tłokiem waląca (…), a pełna miodu i wina, czuła po długiej biesiadzie potrzebę lekkiego wypróżnienia się i ulżenia sobie. Gdzież to zrobić dogodniej, jeżeli nie w bramie? Każdy więc z nich robił to pod bramą, każdy lał, co mógł, na oboźnego, który się był jak zając przyczaił. Wszystko na świecie musi mieć swój koniec. Skończyła się i powódź!... Wyszedł stamtąd oboźny, żywy wprawdzie, ale tak mokry, jak by się w Niemnie wykąpał!" [6, str. 498].
Franciszek Malewski w "Dzienniku więziennym" opisuje swą celę w Berlinie: "Moja izba […]. Półki przybite, łóżko, kanapa, dwa krzesła, stół, stołek z dzbankiem i z miską, szklanka, lichtarz i drewniany aparat do pewnego użytku…" [14, str. 311-312]. Ten "aparat" – to drewniany kubełek albo wiaderko. Takie naczynie niewątpliwie było też znane w ówczesnym Wilnie i mogło podobnym celom swobodnie służyć.
Absolutnie niezbędnym naczyniem bogatszych mieszkańców Wilna był elegancki urynał, czyli nocnik. Korzystanie z nocników wymagało pomocy służących, odpowiedzialnych za ich opróżnianie i czyszczenie, a czasami i podsunięcia pod szeroką sukienkę, by pani mogła niezauważalnie dla innych sprawić pilną potrzebę. W XVIII wieku został wymyślony specjalny nocnik damski, nazwany od nazwiska słynnego "króla kaznodziei i kaznodziei króli" Louisa Bourdaloue’a (1632-1704). 
Wymieniony kaznodzieja wsławił się wspaniałymi, ale tak długimi kazaniami, że ludzie po prostu nie mogli wytrzymać i gdy jedna z uczestniczek w czasie mszy dla załatwienia pilnej potrzeby elegancko skorzystała z przyniesionej sosjerki (mogła to zrobić, bo panie w XVIII – na początku XIX wieku nie nosiły majteczek), pomysł zaowocował stworzeniem bourdaloue – nocnika o zwężonej formie, który do dzisiaj jest często mylony z podobnym w kształcie, ale nieco mniejszym naczyniem – sosjerką.
Możni miast europejskich często korzystali z wygodniejszej odmiany WC domowego, które było wykonane w kształcie krzesła albo przenośnej skrzyni z otworem na siedzisku i miejscem na dole na podstawiony nocnik albo inne naczynie. W końcu XIX wieku mógł to być puder – klozet (ubikacja torfowa) – fekalia w pojemniku przesypywano pudrem (torfem), co pozwalało kompostować odchody i zabijać nieprzyjemny zapach. 
Technologia dobra, ale raczej droga, dlatego w romantycznym Wilnie takie meble były raczej rzadko spotykane. Potwierdza to, pisząc co prawda o polskich terenach, Karolina Nakwaska (w latach 1843-1844 ukazał się jej poradnik dla kobiet Dwór wiejski t. 1–3): "U nas także łatwiej obaczyć srebrne lub przynajmniej malowane porcelanowe nocne naczynie, niż wygodne krzesło, gdziebyś i rozwolnienia się nie bała". W swym poradniku radzi, by stojące w domu nocniki zamykać w nocnych szafkach a nie chować pod łóżkiem albo – co gorsza – wystawiać na widok publiczny w przedpokoju. Z czego można wnioskować, że wielu ówczesnych miało możliwość wzajemnego podziwiania kolekcji naczyń nocnych.
W pamiętnikach można znaleźć opisy zabawnych sytuacji, których "bohaterem" jest właśnie nocnik. Również za sprawą Stanisława Morawskiego, który w Kilka lat młodości mojej w Wilnie tak pisał: "Stolnikowa, nadzwyczaj dbała o życie, regularna i chuchana przez suto opłacanych lekarzy, doszła przy ich staraniu do tego, że w zwyczajnym stanie zdrowia o dziewiątej rannej miała zawsze otwarty żołądek. W tym celu podawano jej do łóżka umyślnie na to sporządzone porcelanowe naczynie, w które ekspediowała się, siedząc w łóżku kołdrą przykryta. Że do południa żadnych wizyt nie przyjmowała nigdy, stąd cała jej pokojowa służba, której było dosyć, rozłaziła się po mieście i nie pilnowała rankami domu. Raz, jak na licho, prowincjał ojców bernardynów, poważny starzec, ale kodeksów światowych nieświadomy człowiek, przybywszy do Wilna, chciał osobiście czołem uderzyć przed tak zacną panią i przyszedł właśnie o tej kanonicznej i statecznej porze, kiedy stolnikowa sucha i lekka jak piórko, na porcelanowym zasiadała tronie. Nie znalazłszy nikogo ze służby w przedpokoju, szedł sobie dalej i dalej i doszedł na koniec do samej sypialni. Można sobie wyobrazić przerażenie, wstyd, ambaras stolnikowej. Ksiądz jednakże niczego się nie domyślił, a co szczęśliwsza, niczego nie zwietrzył. A nie domyślił się naprawdę dlatego, że siedział przy jej łóżku przez trzy z górą kwadranse w fotelu, a stolnikowa siedziała akurat tyleż czasu na porcelanie i rada nierada prowadziła z nim rozmowę. Jedno tylko poczciwe księżysko odchodząc zdziwienie oświadczył, że mu się jakoś stolnikowa wyższą wydała z urody, niż była dawniej" [6, str. 66-67].
Nocniki mogły być wykonane z najróżniejszych materiałów, czasami pięknie ozdobione, dlatego nic dziwnego, że zwykły śmiertelnik mógł nie znać prawdziwego przeznaczenia naczynia i popełnić gafę: "Książę biskup wileński (…) bardzo lubił polowanie. Na jednym z nich, zapędziwszy się za sarną czy zającem, w gęstym i pełnym powałów lesie zabłądził (…) dostał się na koniec do jakiegoś zupełnie nieznajomego zaścianka (…). Mieszkał tam chłopek bogaty (…). Książę, wciskając mu do ręki talarka, prosił, ażeby żona chłopa zarżnęła chodzącą po dziedzińcu kurę i krupnik mu z niej zrobiła (…) tymczasem zasnął chwilę na sianku.
Budzą go: "Jegomość! Jegomość! Już kura gotowa". Prałat zgłodniały już wraca do izby. Zapach rosołu rozkosznie mu w kiszkach załechtał. Prowadzą go do alkierza. Tam stół czystym obrusem nakryty, na nim czysta łyżka cynowa, nóż i widelce. Brawo! Uszczęśliwiony biskup chwali porządek domowy i zasiada do stołu. A chłop z triumfem i miną, która się mówić zdawała: "Poczekaj no, kumie, nie to jeszcze będzie", stawi przed nim rosół z kury, w czym, myślisz? W glinianej misie? Nie. W cynowej? Nie W czymże?... W białym fajansowym u… [urynale].
Poczciwy chłopek, chcąc coś mieć w domu nie glinianego, coś od waszecia, żeby się czasem popisać przed gośćmi i dostatkiem, i kredensem, będąc w Wilnie zobaczył w oknach sklepu rozmaite fajanse i postanowił kupić sobie wazę. Przeglądał, przeglądał; żaden mu fason tak do gustu nie przypadł, jak fason nocnego naczynia. Kupił więc to, myśląc, że to waza. Biskup często opowiadał tę swoją przygodę" [6, str. 438-439)].
Co w mieście robiono z zawartością nocników? Od razu – do wiaderka, następnie miała być wylewana do latryn, ale często trafia… na ulicę lub do rzek (np. w Poznaniu specjalnie na wylewanie nocników przeznaczona jest lewa strona mostu rzeki Warty). W niektórych ówczesnych miastach czas opróżniania nocników na ulicę był oficjalnie ogłaszany i trwał zazwyczaj od godziny 22 zimą, a od 23 – latem. Przechodnie, którzy wiedzieli o zwyczaju wylewania nocników także z okien wyższych pięter, musieli uprzedzać o swej obecności na ulicy wykrzykując formułkę "Idzie się!".
Józef Frank wspomina: "Hickman, student medycyny (…), wracając do zdrowia po przebytej gorączce kataralnej, chciał wylać przez okno zawartość naczynia nocnego, a ponieważ okno było wysokie, więc by je otworzyć, wszedł na kufer, ale stracił równowagę, wypadł z drugiego piętra i zabił się na miejscu. To nieszczęście stało się d. 21 grudnia 1821 r. w klasztorze Pijarów, gdzie ten młodzieniec miał mieszkanie" [2, T III, str. 238].
Ofiarą "okiennej kanalizacji" miał szansę stać się też Stanisław Morawski, który wspomina: "Któregoś dnia, wracając do domu spotkałem się z Pelikanem przy Szwarcowym zaułku. (…) Kucharki, przekonane, że nikogo tam nie ma na bruku, wylewały sobie z drugiego piętra szczęśliwie różne niepotrzebne płyny przez okno. O dziesięć może od nas kroków z oficyn domu Franka wysunął się naprzód potężny rondel, a potem przewróciły go jakieś po łokieć dobrze tłuste, obnażone ręce i pomyje, jak katarakta z Niagary, polały się na ulicę" [6, str. 332].
We wszystkich ówczesnych miastach odbywały się bale. W pięknie ozdobionych salonach wirowały wystrojone pary, skrami sypały klejnoty, ale ubikacji dla pięknie wystrojonej publiczności na początku XIX w. nie było! Taka sytuacja mogła skończyć się smutno. W maju 1822 w Wilnie wydano bal dla cesarza Aleksandra i jego braci – Konstantego i W. Ks. Michała. Wtedy to "…zdarzył się bardzo nieprzyjemny przypadek pewnej młodej panience. Od dawna już czując potrzebę usunięcia się na chwilę z towarzystwa, zwlekając z tym długo i niewiedząc jak i dokąd wyjść, biedna panienka nie wytrzymała i ślad swojej niezaradności zostawiła na środku salonu. Chociaż lokaje w tejże chwili to usunęli i skropili posadzkę i meble perfumami, nie ukryło się to jednak przed cesarzem" [2, T III, str. 265].
S. Morawski opisuje natomiast weselszy przypadek, opowiedziany przez krewną z Warszawy: "Książę Adam Czartoryski, generał ziem podolskich, był bardzo za młodu wesołek i pustak (…) i na maskaradach tysiąc psot dokazywał.
Raz, zamaskowany i mając jakąś tam wielką lubieżną prowadzić intrygę, spotkał się na Sali z hetmanem Branickim, zamaskowanym także i również zaaferowanym. Chodzili ze sobą czas jakiś. Wtem Branickiemu uczuć się dała silna potrzeba wymagająca wyjść natychmiast z Sali. A nie chciał być poznany. Zwierza się tedy Czartoryskiemu o swoim cas piteux [żałosnym przypadku] i prosi go, żeby razem z nim wyszedł. Wychodzą, mróz był trzaskający, księżyc jasno świecił. Znajdują na dziedzińcu jakiś spokojny kącik. Wtedy jeszcze tak nazwanych cabinets d’aisance [ubikacji] nie było. Branicki zdejmuje maskę, oddaje ją do potrzymania koledze, rozbiera się i przysiada. Czartoryski stał przed nim i nudząc się dostrzegł, że ten kącik niejednemu już dał podobny przytułek, czego liczne po ziemi, a już mrozem skrzepione, zostawały świadki. Trzymając tedy w ręku maskę Branickiego z potężnym i krzywym nosem, przychodzi mu na myśl wrzucić nieznacznie w sam koniec tego zakrzywionego nosa kawałek malutki zmarzłego ludzkiego wymiotu. Pomyślał i zrobił. Branicki, któremu to i do głowy nie przyszło, ubrał się, włożył maskę i obaj z powrotem na salę weszli. Póki szli dziedzińcem i nie opalonymi schodami, mróz wszelką zostawił łatwość. Ale jak tylko weszli do Sali i ciepło z mrozem walczyć zaczęło, Branicki tak niewątpliwie własnym nosem uczuł ciepła tego działanie, że się okropnie zaląkł, czy kostiumu swojego przypadkiem nie zmazał i czy wszystkim na Sali nie zaraził już powietrza! Nikt jednak z otaczających tego czuć nie mógł, bo cała rzecz leżała w wielkim, ale hermetycznie zamkniętym nosie jego maski. Obejrzawszy siebie na wszystkie strony, kiedy nic podobnego nie znalazł, a swąd haniebny coraz gwałtowniej dokuczać mu zaczął, zrozpaczony, że przerwać musi ułożoną już uczciwie intrygę, pędem wrócił do domu i tam dopiero prawdziwą troski swojej odkrył przyczynę. Nazajutrz strzelał się z Czartoryskim w tej samej Sali. Ale oba strzały skiełzem szczęśliwie poszły i żadnego nie miały skutku…" [6, str. 406-407].
Czasami kupa stawała się wyrazem arcybrzydkiego pańskiego "żartu": "B. Słonimski marszałek szlachty (…) opowiadał, jak W. Książę Konstanty, przejeżdżając przez Słonim, był u niego na śniadaniu i wsiadając do powozu, rzekł mu na odjezdnem: – Zostawiłem dla pana upominek.
P. B. (…) pośpieszył do apartamentu, zajmowanego przez księcia i tam na środku pokoju na podłodze znalazł przyczynę smrodu, który poczuł wchodząc do pokoju" [2, T III, str. 255].
Niektóre latryny w klasztorach, na uniwersytecie, w koszarach miały możliwość podłączenia się do kanałów wileńskich: "Kanał, czyli skrzynia kloakowa w koszarach Św. Ignacego, murowana, z której z pływ rurami wyprowadzany, z pod ściany na ulicę do Tatarskiej Bramy, która idzie śrzodkiem ulicy obok z rurą XX. Dominikanów, ciągnie się aż za Bramę Tatarską i kończy u brzegu Rowu krążącego koło Garbarzów" [7, str. 168].
Ślad jednego z WC na uniwersytecie znalazłam u cytowanego powyżej S. Morawskiego: "Panna Szostowicka, córka uniwersyteckiego kasjera (…) braciszkom akademikom dawała najniewinniejsze skądinąd rendez-vous w korytarzach Świętego Jana do najmniej estetycznych miejsc prowadzących…" [6, str. 315].
Co służyło za papier toaletowy? Wysoko urodzone osoby w Europie w omawianym czasie do tego celu używały pięknych, skropionych perfumami tkanin i eleganckiego papieru, a w Wilnie takie rozkosze prawdopodobnie też dało się spotkać. W ówczesnych poradnikach dla dobrze urodzonych dam można znaleźć rady, żeby uważać na to, co wkłada się do worka z papierami, trzymanymi w osobnej komórce i przeznaczonymi do wiadomego użytku: należało pamiętać o tym, by do worka nie wkładać ważnych i miłych sercu kartek, a także listów od przyjaciół. Ludzie prości natomiast najczęściej korzystali z tego, co w tej chwili było pod ręką i do celu wiadomego się nadawało. W ruch szły: szmatki, trawa, siano, piasek, mech, woda, śnieg, kamyki, w ostateczności nawet ręce. Od XVIII wieku w roli najpopularniejszego papieru toaletowego zaczynają występować gazety. 
Pierwszy fabryczny papier toaletowy pojawi się w 1857 roku w USA, a pierwszy papier w rolce – dopiero w 1879 [15]. Pierwsze waterklozety w Wilnie ustanowiono w ostatnim 20-leciu XIX wieku w nowo budowanych domach przy al. Giedymina, ul. Wileńskiej i na Antokolu, aczkolwiek do dziś dnia wcale nie wszyscy mieszkańcy Wilna mogą się pochwalić posiadaniem tego udogodnienia [12, str. 72].

Zamiast zakończenia. Toaleta przyszłości
Temat ubikacji nie jest tematem, że tak powiem "często poruszanym", gdy mówimy o ROMANTYZMIE i MICKIEWICZU. Z jakiego rodzaju WC Wieszcz korzystał – źródła o tak przyziemnym temacie milczą. Jednak myślę, że na podstawie opisanych wspomnień i anegdot możemy odtworzyć wygląd miejsc wygodnych, z których korzystali ówcześni, a więc mógł i ON.
Z biegiem lat niektóre rzeczy się nie zmieniają – człowiek od zawsze musiał i – wszystko wskazuje na to, że będzie nadal korzystać z WC. Pierwsze spłukiwane ubikacje zostały odkryte podczas wykopalisk archeologicznych w dolinie Indusu. Znalezisko liczy sobie 4 500 lat! Problem skorzystania z ubikacji do dzisiaj zostaje jednak jednym z najbardziej palących problemów. 
Światowe organizacje podają, że obecnie na świecie co trzecia osoba nadal nie ma dostępu do toalety, a naturalne potrzeby pod otwartym niebem załatwia 24 proc. całej populacji. Na świecie więcej osób ma dostęp do telefonu komórkowego niż do sanitariatów. W Indiach rozpowszechniane dziś hasło brzmi: "Nie ma narzeczonej bez ubikacji", tzn. kobiety są namawiane do udzielenia zgody na wyjście za mąż dopiero wtedy, gdy narzeczony zapewni przyszłej żonie możliwość korzystania z ubikacji. 
"Ubikacjową" sytuacją w świecie opiekuje się powstała w 2001 roku w Singapurze Światowa Organizacja Toaletowa (ang. World Toilet Organization (WTO). Należy do niej 235 organizacji toaletowych z 58 krajów z całego świata (dane z marca 2011). 19 listopada obchodzimy jako Światowy Dzień Toalet [16]. We Włoszech można zwiedzić Muzeum Kupy, a w Paryżu – Muzeum Kanalizacji.
Jak będzie wyglądało WC przyszłości? W 2011 roku założona przez Billa i Melindę Gatesów fundacja zorganizowała konkurs "Odkryj toaletę na nowo". Cel: stworzenie projektu toalety niewymagającej podłączenia do kanalizacji, elektryczności i dziennym utrzymaniu do 5 centów. Zwyciężyli specjaliści z Caltechu. Ich toaletę zasilają fotowoltaiczne panele, które dostarczają energię do elektrochemicznego reaktora zdolnego wyprodukować z nieczystości wodę do spłukiwania lub irygacji oraz wodór, możliwy do gromadzenia w ogniwach paliwowych. Toaleta, oprócz światła słonecznego i ekskrementów, potrzebuje tylko soli kuchennej, którą utlenia się do uzyskania chloru i dezynfekowania wody [17].

PRZYPISY:
1. https://lt.wikipedia.org/wiki/Vilnius (z dnia 25 07 2018)
2. Józef Frank, Pamiętniki d-ra Józefa Franka Profesora Uniwersytetu Wileńskiego, T. 1-3, Wilno 1913
3. Józef Ignacy Kraszewski, Wilno: od początków jego do roku 1750, T I- III, drukiem i nakładem Józefa Zawadzkiego, 1840
4. Adam Honory Kirkor, Wilno i koleje żelazne z Wilna do Petersburga i Rygi oraz do granic na Kowno, Wilno 1862
5. https://pl.wikipedia.org/wiki/Iwan_R%C3%BCckman (z dnia 31 07 2018)
6. Morawski Stanisław, Kilka lat młodości mojej w Wilnie, PIW 1959
7. Iwona Junicka, Kultura higieniczna Wilna w latach 1795-1915, Gdańsk 2009
8. Pocevičius Darius, 100 istorinių Vilniaus reliktų, Kitos knygos 2016
9. Aelita Ambrulevičiūtė, Marius Skerniškis, Gediminas Kulikauskas, Lina Kulikauskienė, Halė: Vilniaus turgaus istorija, Aukso žuvys 2016
10. Čaplinskas Antanas Rimvydas, Vilniaus istorija. Legendos ir tikrovė, Charibdė 2015
11. Jurkštas Jonas, Senojo Vilniaus vandenys, Vilnius 1990
12. LRT audycja…https://www.lrt.lt/mediateka/irasas/1011175246/gyvoji-istorija-2014-10-10-16-03 (z dnia 31 07 2018)
13. Od śmietnika do pojemnika, czyli krótka historia kosza na śmieci, w Przegląd Komunalny, 2018 nr 5
14. Henryk Mościcki, Z filareckiego świata. Zbiór wspomnień z lat 1816-1824, Warszawa 1924
15. https://pl.wikipedia.org/wiki/Papier toaletowy (z dnia 31 07 2018)
16. https://pl.wikipedia.org/wiki/Światowa Organizacja Toaletowa (z dnia 31 07 2018)
17. Małe Wielkie odkrycia. Najważniejsze odkrycia, które odmieniły świat, Steven Johnson. Tłumaczył Bartosz Czartoryski, Kraków 2015 w:
https://books.google.lt/books?id=qS4FCwAAQBAJ&pg=PT138&lpg=PT138&dq=Odkryj+toalet%C4%99+na+nowo&source=bl&ots=qWDc0-1OlJ&sig=peF3JFWXfkvkSPnTJ6Jw6Pld2iU&hl=lt&sa=X&ved=2ahUKEwjp87iytLzcAhXBK5oKHRn1DQMQ6AEwAXoECAkQAQ#v=onepage&q=Odkryj%20toalet%C4%99%20na%20nowo&f=false (z dnia 31 07 2018)

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2018

100 LAT TEMU POLSKA POWSTAŁA, BY ŻYĆ

  • Niczym jutrznia po nocy niewoli 
  • Niepodległa przede wszystkim wymodlona! 
  • Wspólne serc bicie nad sercem Marszałka 

ZUŁÓW – MIEJSCE URODZIN MARSZAŁKA

  • Kolebka Wielkości 

POLITYKA

  • Na bieżąco 

ŻYWI – UMARŁYM

  • Kamień do pamięci skłaniać! 
  • Koszalińskie Spotkania z Wysockim 

WILNO W CZASACH MICKIEWICZA

  • Ksawera, córka Deyblów 

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O lęku skończoności 

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku" 

SPORT

  • W duchu olimpijskiego braterstwa 

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ

  • Azerbejdżan – Kraina Ognia 

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie