Adwent – synonimem oczekiwania

drukuj
Rusłan Wilkiel, ks. proboszcz parafii pw. Odnalezienia Krzyża Świętego w Kalwarii Wileńskiej, 11.12.2019

Bracie, Siostro! Przeżywamy Adwent, czemu towarzyszą rekolekcje w parafiach, stanowiące zapewne dla większości pewien luksus w przedświątecznym zabieganiu. Tym bardziej, że tegoroczny Adwent, jak zawsze – tak szybko mija. Jeśli jednak nie pozwolimy sobie przynajmniej na ten luksus, że nie znajdziemy kilku minut na głębszą codzienną modlitwę – rozmowę z Bogiem, jeśli nie zawalczymy o godzinę na Mszę niedzielną, jeśli unikniemy spowiedzi przedświątecznej – to nawet do przeciętności nie dociągniemy. Nie tylko zresztą podczas Adwentu, ale też w codzienności po świętach Bożego Narodzenia.

Tak na dobrą sprawę przez całe życie jesteśmy ludźmi Adwentu, kojarzonego z oczekiwaniem. Chcemy czy nie, zawsze przecież na kogoś albo na coś czekamy: dziecko – na zabawkę, nastolatek – na ukończenie "ukochanej" szkoły, zakochany – na randkę, rodzice – na dzieci, kleryk – na święcenia, chory – na zdrowie, bezrobotny – na pracę, żona – na drogie perfumy (albo chociażby na jakąś uwagę) ze strony męża, zrozpaczony – na nadzieję, babcia – na wnuka, wnuk – na spadek po babci, ksiądz – na parafian, parafianie – na księdza, starzec – na śmierć, embrion – na narodzenie... 
Czy zdajesz sprawę, na co w swoim życiu czekasz? Owa wiedza jest zapewne czymś ważnym! Czy aby wiesz, na co tak naprawdę czeka twój dorastający lub dojrzały syn? Czy zauważasz, że ostatnio jest jakiś smutny? Może zapadł na jakąś chorobę? A może na ciebie, ojcze, czeka? Tak jak kiedyś, kiedy, będąc maleńkim, wypatrywał w oknie ciebie, wracającego z pracy. Wtedy biegł, prosił: "Tato, tato, pobaw się ze mną". 
Ty mu jednak już wtedy odpowiadałeś na odczepnego: "Kupiłem ci komputer, baw się z nim, bo tata po pracy zmęczony" i wygodnie siadałeś sam albo z sąsiadem z kuflem piwa przy telewizorze, nie mając niby czasu dla swej pociechy. A jej być może akurat nie wiedzie się w nauce na studiach, nie rozumie jakiegoś przedmiotu i kilka razy już oblał egzamin, choć boi się przyznać, bo myśli, że ty go nie obejmiesz, nie pocieszysz, ale po raz kolejny skrzyczysz, zaczniesz wyliczać, ile włożyłeś w jego naukę, ile pokładałeś (teraz już zawiedzionej) nadziei.
Matko, twoja córka przestała czemuś z przyjaciółkami się spotykać. Jeszcze niedawno była żywą dziewczyną, a teraz ciągle sama, ciągle w domu, nie chce ćwiczyć gry na pianinie. Wcześniej nawet w konkursach muzycznych brała udział, a dzisiaj, jeśli gra, to tylko jakieś smutne utwory. Zauważasz to? Może zakochała się? Jakaś blada i nerwowa? Czyżby tak wygląda zakochany młody człowiek? A może to miłość bez wzajemności? 
Nie chcesz tymczasem jakoś skojarzyć, że być może już doszło do jej przyjaciółek o tym, jak zdradzasz męża, czyli jej ojca, i jak nawet w porze obiadowej coraz częściej cuchniesz alkoholem. Koleżanki wiedzą o tym, niedwuznacznie szepcą, co sprawiło, że zerwała z nimi. Twoja zdrada, co gorsza, uchodzi też uwagi męża, bo zabiegany, bo do późna pracuje, a na domiar każdą wolną chwilę spędza przy budowie domu. I nie przeczuwa biedak, że w tym "gniazdku" zamieszka ktoś inny a nie jego szczęśliwa rodzina.
Dzieci, młodzieży! Wy najwięcej oczekujecie od życia. Nieraz was i nas wszystkich zachwycają gwiazdy telewizji, jakieś idole pop, rep, rock muzyki, wciskający natrętnie kit, że nic zdrożnego mieć kilka dziewczyn naraz albo być gejem, we wszystko wątpić, ufać tylko "jasnowidzom" lub jakiejś abstrakcji, byle nie Bogu, który jest Ojcem. Ci ludzie z pozornego świecznika twierdzą, że wasi rodzice są niemodni, niewspółcześni, że księża – to ciemnota. Niektórzy z nich nawet chwalą się, jak to potrafili rozbić inne rodziny, mając w nosie los porzucanych dzieci. Piętnując byle skandal z molestowaniem nieletnich przez księży, sami przekonują, że normalką jest "ślub" mężczyzny z mężczyzną, poczęcie w sztuczny sposób dziecka, a później jego wychowywanie w takiej "rodzinie". Wpajają nam, że Chrystus wcale nie ustanawiał żadnych sakramentów, aczkolwiek ciągle domagają się, by Kościół błogosławił ich jednopłciowe związki. 
Niejeden tym jazgotem daje się zagłuszyć do stopnia, że nie słyszy, jak wchodzi spłakana od bólu w kręgosłupie matka i w zmęczonych spracowanych rękach dwie ciężkie torby ze sklepu na święta, a nogą jeszcze próbuje drzwi domknąć. Wystarczy, by jednak dotknęła cię nieuleczalna choroba albo paraliż, a żaden z tych "jasnowidzów", żadna z tych pseudogwiazd, żaden z tych, wśród których szpanując określałeś własnych rodziców mało wdzięcznym epitetem "stary" lub "stara", nie przyjedzie i nie będzie przy tobie czuwał, leki podawał, pampersy zmieniał, tylko ten "stary" i "stara", a może jeszcze ta "ciemnota", czyli ksiądz, przyjedzie cię wyspowiadać, żeby "stary" znowu stał się twoim tatą, ą "stara" – twoją mamą oraz poda Tego, którego imię bez szacunku tyle razy wymawiałeś, czyli Chrystusa w komunii.
To tylko kilka przykładów. Tak strasznie, że do tego się przyzwyczajamy, że staje się to poniekąd normą naszego życia, że wchodzi w rutynę.
Bracie, Siostro! Na co więc czekacie w związku z kolejnym Bożym Narodzeniem? Na co czekają wasi bliscy? Może "starą jak świat" normą stanie się to, że kolejny raz będziemy jakoś nieswojo czuć się nawet w wieczór wigilijny przy stole, bo ojciec zawstydzi się poprowadzić modlitwę, bo syn coś tam niewyraźnie burknie do wszystkich, łamiąc opłatek, i szybko wymknie do kolesiów z zimnym piwem na zimnej ulicy, bo córkę trudno będzie namówić do świątecznego odwiedzenia babci, bo może na pasterkę nikt oprócz matki czy babci się nie wybierze. Na niewiele zda się drugi dzień świąt, kiedy, zgrywając szczęśliwą rodzinę, udamy się do kościoła, niczym te pseudogwiazdy, które, gdy dopiero śpiewają na żywo, słychać, jak fałszują i nie trafiają w nuty.
Człowiek Adwentu – Jan Chrzciciel przypomina każdemu z nas: "Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki". Ci starsi wiekiem jeszcze zapewne pamiętają, jak swego czasu w pośpiechu asfaltowano drogi, którędy miał niebawem okazyjnie przejeżdżać wysoko postawiony ówczesny partyjny dygnitarz. Jest to parodia przygotowania drogi, bo taka niczemu nie służy, jest nietrwała i kosztowna, po paru dniach albo najwyżej tygodniach w jezdni robią się dziury, a za kolejne remonty wypada zapłacić nie mniej niż za drogę nową.
Gdy Bóg woła, aby przygotować drogę Chrystusowi, nie czyni tego dla własnej próżności, ale chce, żeby ta droga służyła nam. Dlatego powinna być zbudowana solidnie i rzetelnie, by mogła przetrwać liczne deszcze, roztopy, napór pokus i ciężar grzechów. To właśnie taką drogą przychodzi do nas Jezus. Przychodzi, aby wszystko zmieść, uprzątnąć niczym zawadzające śmieci bądź zaspy śniegu. To On dokonuje tego, co najważniejsze, to Jego przyjścia wyczekujemy jak zbawienia. Bez Niego nic nie możemy uczynić. 
Drogę dla Jego przyjścia musimy jednak przygotować sami. Nikt nas w tym nie wyręczy. Co stanowi tę drogę? Przede wszystkim nasza wiara, zaufanie do Boga, tęsknota za Nim, umiłowanie nie mody, ale prawdy, dobra, wierność przykazaniom i nauce Bożej. Droga przy tym nie jest celem samym w sobie. Celem jest Bóg, Jego działanie w moim życiu. W moim kapłaństwie, w twoim małżeństwie, w twojej młodości, w twojej starości.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 6/2020

MĘSTWO POLSKIEGO ŻOŁNIERZA

  • Honory dla rotmistrza Pileckiego
  • Błękitna Armia – jego tworem
  • Uskrzydlona husaria

NASZA WIARA

  • W szkole JPII – lekcja ojcostwa

POLITYKA

  • Na bieżąco

OŚWIATA

  • Matura z "koroną"

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

  • Krótkie szczęście małżeństwa Sierakowskich

LITERATURA

  • "Światowiec z Borzęcina"

MUZEALNICTWO

  • Utracona szansa

FILM – TEATR

  • Superman socjalizmu

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

SPORT

  • Siał postrach wśród rywali

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O agresywności

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie