"Wy myślicie, że i ja nie Pan"...

drukuj
Opracował Jerzy Wojtkiewicz, 13.09.2021

Na 200. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida

Cyprian Kamil Norwid, a właściwie Cyprian Ksawery Gerard Walenty Norwid, urodził się na Mazowszu, w położonym między Wyszkowem a Radzyminem majątku swojej matki Laskowo-Głuchy 24 września 1821 roku. Jego ojcem był Jan Norwid o rodowodzie szlacheckim herbu "Topór" – plenipotent Radziwiłłów, a później administracji namiestnictwa. Matka, Ludwika ze Zdzieborskich, była trzecią z kolei jego żoną, z którą doczekał się poczwórnego potomstwa.

Ród Norwidów wywodził się ze starodawnej rodziny ziemiańskiej, pochodzącej ze Żmudzi. Jan Norwid przyszedł na świat 27 czerwca 1784 roku w okolicach Telsz, gdzie jego ojciec Szymon miał swoje rodzinne majątki.
Samo nazwisko Norwid kryje ciekawość, bowiem wedle litewskiej etymologii słowo to może oznaczać "ten, który chce widzieć". W swojej autobiografii Cyprian Kamil pisał tak:
N o r w i d y, a pierwotnie N o r w i t h y, na Litwie i Żmudzi, Norwity, w wymawianiu mazowieckim przez d stwardniałe, datują od wycieczek normandzkich na brzeg mórz północnych. Unia dała im w głównej linii rodu herb Topór, mający jeszcze przed uchwałą koszycką przywilej k s i ą ż ę c i a (dux), koronę książąt i purpurę (czego jednak nie używa się). Żadnego wielkiego dostojnika w rodzie Norwidów nie było zwykła amarantowa szlachta – i tylko dwa słowa o nich kronikarze mówią: "służyli rycersko" tudzież: "starożytni".
Przyszły poeta swoje wczesne dzieciństwo spędził na mazowieckiej wsi, w której się urodził. Został ochrzczony w pobliskiej miejscowości Dąbrówka, gdzie w kwietniu 1825 roku zmarła jego matka Ludwika – tam też została pochowana. Owdowiały rodzic wraz z dziećmi przeniósł się na włości swej prababki – miecznikowej Hilarii Sobieskiej, której mąż był potomkiem króla Jana III Sobieskiego. 
Sam poeta częstokroć akcentował fakt koligacji Norwidów z Sobieskimi. Nie wiadomo jednak, czy historia o pokrewieństwie Norwida z królem Sobieskim nie jest mitem, stworzonym przez samego poetę na "potrzeby pochodzenia". Dla tych potrzeb miał też ponadto stwierdzić: Nie jestem Słowianinem (niewolnikiem) – pochodzę z Normandów – tyle wieku, zupełnie tyle, jestem Polakiem, ile Anglikiem i Francuzem; jestem z pochodzenia i krwi maltański kawaler – nawet za Mikołaja I nie byłem niewolnikiem.
Hilaria Sobieska jednak wkrótce odeszła w zaświaty i już w roku 1830 rodzina Norwidów przeniosła się do Warszawy, gdzie właśnie wiedzie początek droga edukacyjna Cypriana, gdyż wraz z bratem Ludwikiem rozpoczęli naukę w drugiej klasie Gimnazjum Praktyczno-Pedagogicznego przy ul. Leszno. Kłopoty zdrowotne powodowały, że przerywał jednak często naukę i ostatecznie zakończył szkolne zgłębianie wiedzy już w klasie piątej. 
Po śmierci w więzieniu za długi ojca w roku 1835 dziećmi zaopiekował się ojczym matki – Ksawery Dybowski. Ponieważ Cyprian zdradzał ciągoty plastyczne, w wieku 16 lat rozpoczął studia malarskie w Warszawie, które później kontynuował za granicą. Przez dwa lata pobierał również prywatne nauki u znanego wówczas malarza i kolekcjonera sztuki Jana Klemensa Minasowicza. Ciągoty do pędzla, ołówka, a nawet – do rzeźbiarskiego dłuta zachowa zresztą przez całe życie, dokształcając się ambitnie na tej płaszczyźnie artystycznej.
Od 1840 roku, wykorzystując zdolności w rysunku, Norwid rozpoczyna pracę w Wysokiej Heroldii Królestwa Polskiego, o czym mówił żartobliwie: W HEROLDII polskiej, niby to będąc urzędnikiem, więcej czytałem w biurze, niż co robiłem, i przychodziłem głównie, aby śp. Dziad mój, pułkownik Michał Janina Sobieski, który w tejże Heroldii był radcą stanu, widział mię przy stoliku biurowym. Chciał on ażebym wyszedł na "porządnego człowieka" – ale mu się to nie udało!
Ze względu na dalsze koleje losu poniekąd kamieniem milowym w życiorysie Norwida zalega rok 1840, gdyż wtedy to właśnie na łamach "Piśmiennictwa Krajowego" ukazuje się debiutancki utwór poety "Mój ostatni sonet", skierowany do obdarzonej przezeń uczuciem miłosnym Brygidy Dybowskiej, córki swego opiekuna. W tymże roku na łamach innych pism ukazują się kolejne wiersze, zdradzające jeszcze pokrewieństwo z rodzimymi czy też obcymi koryfeuszami romantyzmu. Nieobca jest też Norwidowi tradycja czarnoleska, gdyż w kilku młodzieńczych utworach nawiązuje do myśli oraz idei Mistrza Jana. Apoteozując w jednym z wierszy wieś, czerpie natchnienie zarówno ze swoich stron rodzinnych jak też z jego "Pieśni XII". 
By poznać piękno zniewolonej zaborcami polskiej ziemi, w roku 1841 wybiera się na objazdową wycieczkę po "kongresówce", w okolice Lublina, Sandomierza, odwiedza Czarnolas, dociera nawet do Gór Świętokrzyskich, w okolice Sieradza i Wielunia. Po powrocie do Warszawy puszcza się w amory i nawet się zaręcza z niejaką Kamilą Lemańską, którą po latach określi jako jedyną kobietę, prawdziwie go kochającą. 
Nie ustaje też w dalszym poszukiwaniu literackich spełnień, coraz bardziej krystalizując własne credo, czego znamiennym wyznacznikiem – zamieszczony w marcu 1842 roku w "Pamiętniku Literackim" wiersz "Pióro", niebawem uznany za programowy utwór poety. To prozaiczne narzędzie do zasiewania papieru literami – zdaniem autora – nabiera w rękach twórcy magicznej wręcz mocy:
(…) O, pióro! Tyś mi żaglem anielskiego 
skrzydła
I czarodziejską zdrojów Mojżeszowych 
laską! 
Wiersz zapowiada również niezbędność pióra zaangażowanego, wrażliwego na cierpienia jednostki czy narodu, niezależnego od woli i trzosu jakichkolwiek mecenasów. Wśród przychylnych głosów krytyki zdarzały się również takie, które zawarte w utworze przemyślenia porównywały do deklaracji Wieszcza Adama, złożonej w balladzie "Romantyczność". Notabene wiersz ten został również opublikowany w wileńskim "Athenaeum" Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Nasilająca się rusyfikacja i cenzura ze strony zaborcy w niemałym stopniu zaważyły na decyzji Norwida o opuszczeniu Polski i pogodzenia się z losem emigranta (jak się później okazało, na całą resztę żywota). Że nie była to decyzja łatwa, wymownie dowodzi wiersz "Pożegnanie", w którym znalazły się m.in. te oto strofy:
Żegnam was, o lube ściany
Skąd dziecinne strzegąc łoże,
Chrystus Pan ukrzyżowany
Promieniami witał zorze.
A i dalej, choć dokoła
Pasożytne pną się zioła,
Z ziół i pustek krzyż brązowy
Błogosławi mi na drogę.
Wypada tu odnotować, że krzyż – najważniejszy symbol wiary chrześcijańskiej i dosłownie, i przenośnie, jak w życiu, tak w twórczości będzie towarzyszył Norwidowi stale i zawsze.
Przez pewien czas po wyjechaniu z Warszawy, nie opuszcza jednak Polski, odwiedzając w ponownej wycieczce niejedno miasto i miasteczko, by się zachwycać przeszłością historyczną oraz obyczajami tamtejszych mieszkańców. Zamieszczane w stołecznych czasopismach jego juwenilia stronią od romantycznych marzeń, od zamykania się w sobie. Przemawia z nich czasem niechęć do miasta, do sztuki salonowej. Poeta skłania się raczej ku idealizowaniu i głoszeniu pochwały wsi, prostoty wiejskiego człowieka i jego odwiecznej spójni z Matką-Naturą.
W połowie czerwca 1842 roku Norwid rusza natomiast poza granice Rzeczypospolitej. On – wielki koneser malarstwa i rzeźby – pragnie zapamiętale poznawać arcydzieła kultury Zachodu, w czym pomocna ma być trasa, wiodąca przez Drezno, Marienbad, Pragę, Monachium czy Norymbergię. Z Berlina, gdzie spędził kilka miesięcy i poznał wielu znanych artystów i polityków – krótko mówiąc ówczesną śmietankę towarzyską, udaje się do Włoch, by podjąć tam studia rzeźbiarskie, a przy okazji zwiedzać, zwiedzać, zwiedzać, co miało też zapewne stanowić ucieczkę od tęsknoty za rodzinnym krajem, skąd na domiar złego dościgła go wieść, że pozostawiona tam narzeczona poślubiła innego.
Że to niewiele skutkowało, wymownie potwierdza "Moja piosnka I":
Źle, źle zawsze i wszędzie, 
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie (…)
Nic nie rokuje przerwania tej "czarnej nici". Nawet poezja, nawet ulubiony Kochanowski nie przynosi ukojenia:
Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie;
Złotostruna nie opuść mnie lutni!
Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę – ta serce uleczy!
I zagrałem…
            i jeszcze mi smutniej.
Na początku 1845 roku poeta osiada w Rzymie. Nadal zajmuje się rzeźbą, doskonali się w rysunku. Wieczne Miasto jest idealnym miejscem na zgłębianie jakże mu nieobcej istoty chrześcijaństwa. Tu też 27 marca 1845 roku przystąpił do sakramentu bierzmowania, przybierając imię Kamil, by choć w ten sposób łączyć się z narzeczoną. Odtąd do dni ostatnich będzie w każdym calu dwuimienny.
Jest zapewne coś symbolicznego w tym, że właśnie podczas tego obrzędu spotyka w świątyni Marię Kalergis, która odtąd stanie się dla niego kimś, kim dla Wieszcza Adama – Maryla Wereszczakówna. Nowy obiekt lokowania namiętnych miłosnych uczuć uchodziła za kobietę niezwykłej urody, za osobowość znaną na europejskich salonach i podziwianą przez niejednego artystę i poetę, bo też była uosobieniem poezji i muzyki, znakomicie grała na fortepianie. 
Wcześnie wydana za mąż za bogatego, choć zbyt prozaicznego jak na nią Greka – Jana Kalergis mimo urodzenia córki wzięła z nim rozwód, pałając miłosnym uczuciem do Adama Potockiego, w czym na przeszkodzie stanęła matka hrabiego. Norwid, wbrew z góry skazanym na porażkę uczuciom, stracił dla lubej zupełnie głowę, nie szczędząc poetyckich epitetów i próbując podążyć jej tropem wojażowania po Europie, co prócz kosztownego zabiegu trąciło też czasem opłakanymi w skutkach konsekwencjami. 
Gdy w roku 1846 znalazł się w Berlinie, został oskarżony przez władze pruskie o kontakty z emisariuszami polskiego ruchu niepodległościowego i musiał spędzić miesiąc w więzieniu, gdzie nabawił się częściowej głuchoty. Ponieważ nie przystał na proponowaną współpracę z zaborcami, miał mu odtąd towarzyszyć status emigranta politycznego, równoznaczny  z utratą finansowego wsparcia z kraju i koniecznością utrzymywania się z własnej pracy. W tej nowej sytuacji pierwsze lata spędza w Belgii i Włoszech, gdzie zastała go Wiosna Ludów.
Przeżywając jej klęskę, snuł gorzkie refleksje na temat narodu. Lansował model patriotyzmu, który sprowadzałby się do ofiarnej pracy, wymaganej przez rzeczywistość, w jakiej przyszło żyć. Przemyślenia, zainspirowane przez Wiosnę Ludów, podyktowały temat szeregu utworów, które uznawane są za traktaty poetyckie, jak np. "Wigilia", "Psalmów-psalm" i in. 
Z refleksji nad poznawanymi dziełami sztuki zrodził się tak istotny utwór jak "Promethidion. Rzecz o dwóch dialogach z epilogiem". Jest to oryginalny traktat estetyczny, wzorowany na formie dialogów platońskich. Polemizuje tu Norwid z romantyczną koncepcją sztuki, wywodzonej z natchnienia, gdyż wyprowadza jej rodowód z pracy, która jest uszlachetniona miłością. Wszelki czyn twórczy ma być związany z doświadczeniem życiowym i nim podyktowany. stanowiąc szczyt powołania człowieka.
Na początku 1849 roku z Włoch udaje się do Paryża, gdzie zakotwiczył się na trzy lata, a co za tym idzie, zyskał możliwość poznania Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Fryderyka Chopina w ostatnim roku ich życia, w salonie Herweghów zetknął się z Iwanem Turgieniewem oraz Aleksandrem Hercenem. Mimo wielce ożywionej rzeczywistości nie mógł się odnaleźć w stolicy Francji. 
W niemałym stopniu dlatego, że jego twórczość, pierwotnie przyjmowana entuzjastycznie, przestała znajdywać uznanie wśród czytelników oraz krytyków. Samotność pogłębiała na domiar niechęć wiązania się z polskimi stronnictwami emigracyjnymi, które nie szczędziły wysiłków we wzajemnym zwalczaniu się. W tej sytuacji nie pozostawało nic innego jak klepać biedę, a stan depresyjny pogłębiały miłosne zawody (odrzucone oświadczyny przez Marię Trębicką) oraz kłopoty zdrowotne w postaci postępującej głuchoty i ślepoty.
Nie widząc na kontynencie europejskim przysłowiowego światełka w tunelu, za radą hrabiego Władysława Zamojskiego 29 listopada 1852 roku popłynął statkiem do Stanów Zjednoczonych. Znalazłszy się w Nowym Jorku, otrzymał dobrze płatną pracę w pracowni graficznej, polegającej na przerysowywaniu dla drzeworytników plansz, mającej ilustrować  katalog wystawy światowej. Nie na długo tu się jednak ustatkował. Wieść o wybuchu wojny krymskiej, która miała podciąć skrzydła carskiej Rosji, co wróżyło Polsce szansę wydostania się spod carskiego jarzma, pchnęła go w czerwcu 1854 roku z powrotem do Europy. Ta Polska przecież, mimo kłopotów zdrowotnych, przyzywała go – podwójnego emigranta – nie lada tęsknotą, czego wyraz zza oceanu dał w przepięknym wierszu "Moja piosnka II":
Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie 
Dla d a r ó w Nieba…
                     Tęskno mi, Panie…

Do kraju tego, gdzie wina jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą…
                     Tęskno mi, Panie

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są – jak odwieczne Chrystusa wyznanie
"B ą d ź  p o c h w a l o n y!"
                       Tęskno mi, Panie… (…)
Początkowo wraz z księciem Marcelim Lubomirskim zamieszkał w Londynie, utrzymując się z przygodnych prac artystyczno-rzemieślniczych, a po czym przeniósł się do Paryża, gdzie takoż parał się wykonywaniem prac plastycznych albo też imał się innych, dalekich od swoich zainteresowań robót. W stolicy Francji spędzi resztę życia, wyjeżdżając czasem do Fontaineblau, do poety-przyjaciela Józefa Bohdana Zaleskiego. Póki pozwalają możliwości finansowe, utrzymuje kontakty towarzyskie z miejscową Polonią, jak też z artystami francuskimi. Wśród swoich szczególnie bliscy mu byli: wymieniony Zaleski i Teofil Lenartowicz, bez względu na to, że ich twórczość, zwłaszcza liryka ostatniego nie przystawała do intelektualnego, wręcz surowego, ascetycznego modelu poezji Norwida. 
Tę zresztą ciągle ma pod piórem, przekładając na różne formy, że wymienię tu poemat "Quidam" oraz "Vade-mecum", chociaż mimo prób i protekcji ani jednego, ani drugiego nie udało się wydać. Takiż smutny los spotkał ponadto "Czarne kwiaty", łączące cechy eseju i pamiętnika. Czytelnicy i krytycy byli bowiem w poglądach niewzruszeni, że te trudne w odbiorze, gdyż zmuszające do myślenia strofy, nie są w stanie zaskarbić ich względów. 
Pewną popularność Norwid zdobył jedynie jako mówca i deklamator, a także twórca szkiców oraz akwarel, których sprzedaż stanowiła główne źródło utrzymania wielopłaszczyznowego artysty. Wygłoszony wiosną 1860 roku w Czytelni Polskiej cykl wykładów o niedawno zmarłym Juliuszu Słowackim podreperował nieco jego sytuację finansową. Tym bardziej, że pośpieszył mu akurat z pomocą kuzyn Michał Kleczkowski, który ustanowił niewielką miesięczną rentę pieniężną.
Z wielkim entuzjazmem przyjął wieść o wybuchu Powstania Styczniowego. Choć ze względu na stan zdrowia nie wziął w nim bezpośredniego udziału, w dziesiątkach listów i memoriałów zgłaszał różne projekty polityczne, nie znajdujące wprawdzie odzewu i aprobaty. Rychła klęska tego niepodległościowego zrywu stanowiła dlań wielkie przeżycie.
Czarna nić, którą, pisząc o swoim losie, przywoływał w jednym z młodzieńczych wierszy, "oprzędła" go z nową mocą. Cierpiał nędzę, coraz mocniej trapiła go gruźlica. W 1877 roku przeżył wielkie rozczarowanie i osobistą tragedię z powodu nieudanej podróży do Florencji. Z tym wyjazdem wiązał nadzieję na poprawę stanu zdrowia, wysłał tam już swój dobytek, ale książę Władysław Czartoryski nie udzielił obiecanej pożyczki. W dodatku część rzeczy z paryskiego mieszkania zostaje sprzedana za długi.
W tej sytuacji wspomniany kuzyn Norwida, Michał Kleczkowski umieścił go w Domu św. Kazimierza na przedmieściu Ivry na peryferiach Paryża, przeznaczonym dla polskich sierot i kombatantów. Regulamin przytułku ograniczał swobodę poety i utrudniał jego kontakty z Paryżem, co spotęgowało samotność, izolację i zgorzknienie. Nie zaniechał jednak twórczych poczynań. W ostatnich latach życia powstały m.in.: dramat "Miłość czysta u kąpieli morskich", nowele "Stygmat", "Ad leones!", "Tajemnica lorda Singelworth". Stale też rysował i malował.
Zmarł w przytułku nad ranem 23 maja 1883 roku. Został pochowany na cmentarzu w Ivry, a w ostatniej drodze towarzyszyło mu ledwie 30 osób. Pieniądze na pogrzeb u przyjaciół i krewnych uzbierał Michał Zaleski, weteran Powstania Styczniowego, który czuwał nad poetą w ostatnie dni życia. Po pięciu latach, wraz z upłynięciem terminu opłaty za mogiłę, jego szczątki doczesne o mało nie zostały wrzucone do wspólnego dołu. 
Jeśli tak się nie stało, zasługa Władysława Mickiewicza, syna Wieszcza, który spowodował ich przeniesienie do zbiorowego grobu domowników Hotelu Lambert na cmentarzu Montmorency pod Paryżem. W roku 2001 urna z ziemią z grobu Norwida, omodlona uprzednio przez papieża Jana Pawła II, została symbolicznie sprowadzona do Krakowa i umieszczona w wawelskiej Krypcie Wieszczów.
Tak dobiegła kresu droga życiowa uznawanego obok Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego czwartego największego polskiego poety okresu romantyzmu, który jednak zarówno stylem jak też poruszaną tematyką zdradzała pewną odmienność. Nic więc dziwnego, że współcześni mu czytelnicy, będący pod wrażeniem utworów Mickiewicza i Słowackiego, jak też krytycy nie wyrażali dla niej akceptacji.
Jego strofy, w przeciwieństwie do klasyków romantyzmu, nie wyrażały w sposób bezpośredni dążeń narodowowyzwoleńczych. O ile romantycy przeciwstawiali porozbiorowej niewoli czyn zbrojny, o tyle Norwid rozważał sprawę niewoli narodu w sensie filozoficznym. Zdecydowanie odrzucił postawę tertyjską, związaną z ideami poświęcenia życia dla ojczyzny i zemsty na wrogu. Przeciwstawiał tym hasłom z jednej strony organicznikowską ideę pracy dla ojczyzny, z drugiej – moralność chrześcijańską i płynący z niej system wartości. 
Same pojęcia "ojczyzny" i "narodu" wolał zastępować pojęciem "społeczeństwa" lub przeciwstawiał naród społeczeństwu. Krytykował mesjanistyczne koncepcje wyjątkowości Polski i jej dziejowej misji. Odrzucał bezmyślny czyn zbrojny, prowadzący do klęski i wykrwawienia narodu. W miejsce romantycznego kultu czynu, proponował poszanowanie dla myśli, która winna poprzedzać czyn.
Był zdania, że naród powinien najpierw wyzwolić się od własnych słabości i wad, od przestarzałych form myślenia. Miłość ojczyzny łączyła się u niego z miłością do całej ludzkości. Norwid wierzył w człowieka i umiał uczcić ofiarę i bohaterstwo. Przykładem tego może służyć wiersz "Bema pamięci rapsod żałobny", poświęcony Polakowi, wodzowi powstania węgierskiego. Treścią utworu był pogrzeb bohatera, ukazany za pomocą obrazu o niepospolitych wartościach artystycznych.
Kult bohaterstwa, niezależnie od pochodzenia, wyznania czy rasy człowieka łączy się u Norwida z jego niezłomną wiarą w postęp idei braterstwa  i ostatecznego zwycięstwa prawdy humanistycznej. Wyraził to poeta w wierszu "Do obywatela Johna Browna", poświęconego obywatelowi Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, który walczył o zniesienie hańbiącego ludzkość niewolnictwa Murzynów.
Norwid krytykował współczesność jako "wiek kupiecki i przemysłowy", epokę interesu i praktyczności, kultu pieniądza i desakralizacji sztuki. Symbolem życia powierzchownego i nieautentycznego stał się dla niego XIX-wieczny salon, czego dał wyraz m.in. w wierszu "Nerwy".
Wielki humanizm poety, jego specyficzne pojmowanie i odczuwanie spraw wojny wyraziły się we wszystkich utworach, które napisał zainspirowany Powstaniem Styczniowym. Z atmosferą tego niepodległościowego zrywu związany jest jeden z najbardziej znanych utworów Norwida – "Fortepian Szopena", nawiązujący do sytuacji, kiedy z okien pałacu Zamoyskich wyrzucono na bruk fortepian Chopina, co zrobiło wielkie wrażenie na poecie. Ten fakt w jego wyobraźni urósł do symbolu natury powszechnej. 
Norwid uważał Chopina za twórcę, któremu udało się zerwać z wszelkim naśladownictwem i stworzyć sztukę narodową, a zarazem ogólnoludzką. Jego imię stawia Norwid obok imion Dawida – starożytnego poety-psalmisty żydowskiego i Fidiasza – genialnego rzeźbiarza greckiego. Rozważania o muzyce Chopina połączył w wierszu z refleksjami na temat sztuki i piękna jako najwznioślejszych wartości życia. 
Wyraził żal, że ludzkość nie zawsze potrafi docenić doskonałość, ale zarazem też wiarę, że kiedyś to nastąpi. Niezwykła jest w tym utworze obrazowość, połączona z pierwiastkami muzycznymi. To właściwie pasmo obrazów – zmiennych, ruchomych i różnych w nastroju. Zharmonizowanie treści z walorami artystycznymi postawiło ten utwór w rzędzie poetyckich arcydzieł.
Wiele rozważań na temat istoty wszelkiej sztuki i piękna znalazło się w poemacie "Promethidion". Norwid pragnął, aby sztuka polska stała się zaiste narodową. Uważał, iż aby to nastąpiło, twórcy muszą korzystać z tego, co stworzył lud. Marzył o polskim stylu plastycznym, o narodowej architekturze.
Będąc poetą-myślicielem, Norwid tworzył wynikającą z głębokich przemyśleń poezję rozumną, która bardziej odwoływała się do umysłu, a nie do uczuć, skłaniając ewentualnego czytelnika do myślenia, co dalece nie przez wszystkich było akceptowane. W będącej jak gdyby wielkim traktatem moralnym twórczości Norwid raz po raz wyrażał złożoność świata i człowieka. Utwory zdradzały poza tym umiłowanie przyrody, zachwyt dla piękna natury, wielki kult sztuki. Jako że był samobytny, nie brakło głosów posądzających go o kosmopolityzm. Dopiero później zrozumiano, jak bardzo przeżywał on problem moralny narodu w sensie jednostki i ogółu, jak wielkie miał poczucie odpowiedzialności za naród i ludzkość.
Twórczość Norwida stała pod znakiem świadomego odrzucania poetyki romantycznych wieszczów i ich epigonów, odkrywania nowych wartości artystycznych w oparciu o tradycję. Wielkie poczucie odpowiedzialności za każde słowo powodowało nadzwyczajną zwięzłość wypowiedzi. Jego bujna wyobraźnia tworzyła wiele neologizmów albo też zmieniała znaczenie wyrazów w przekonaniu, że przywraca im pierwotny sens. Innymi wyróżnikami jego twórczości były: plastyczne obrazowanie, znakomita zdolność oddawania ruchu, wieloznaczność przenośni, oryginalność rytmu.
Odmienną i specyficzną cechę norwidowskiego stylu poetyckiego stanowią przemilczenia i niedomówienia. Niedokończony obraz, urwane zdanie, opuszczone słowo miały silniejszą wymowę od najdłuższych wypowiedzi. Norwid rozwinął całą teorię przemilczeń i po mistrzowsku ją stosował. Ta nowatorska teoria wyraźnie wyprzedzała dotychczasowe pojmowanie kunsztu poetyckiego. 
Poniekąd programowo zmuszał więc czytelnika do świadomej i aktywnej lektury, rozjaśniania "ciemności" tekstu, dopowiadania tego, co przemilczane. Efektem takiej strategii było jednak odrzucenie Norwida przez współczesnych i oskarżenie jego twórczości o niezrozumiałość i mętność. Dlatego też większość utworów Norwida pozostała w rękopisach, a on sam został właściwie doceniony dopiero w okresie Młodej Polski.
Prekursorstwo względem mu współczesnych pojawiło się takoż w wielu innych dokonaniach artystycznych: m.in. nowatorstwa w zakresie wiersza, w zwięzłości, wieloznaczności, we wprowadzeniu do poezji języka potocznego, w odnowieniu składni, w podnoszeniu szczegółu do rangi wielkiej przenośni. Ze szkicowości i niewygładzania formy uczynił Norwid kategorię estetyczną, co zbliżało jego twórczość do współczesnej sztuki literackiej. Poeta świadomie próbował zacierać granice między gatunkami literackimi, co obecnie staje się powszechną dążnością. Innymi słowy, twórczość Norwida była zapowiedzią przemian w poezji XX wieku.
To, za co nam współcześni kornie chylą czoło przed autorem tak wielu niezrównanych strof, jakże dotkliwe było mu oszczędzone za życia. Rzec można, że z wielkim bólem pisał do szuflady, gdyż doczekał się ledwie jedynego wyboru twórczości – wydanych w roku 1863 w Lipsku "Poezji", unaoczniających gatunkowo-tematyczną różnorodność jego pisarstwa.
Ziemski żywot pośmiertny w przypadku Norwida zaczął się, niestety, nie od razu. Do świadomości odbiorców literatury polskiej jego dorobek literacki zaczyna wkraczać dopiero na początku XX wieku. Za swego rodzaju "odkrywcę" twórczości Norwida uważany jest młodopolski poeta i publicysta Zenon Przesmycki (Miriam), który w założonej przez siebie modernistycznej "Chimerze", poznawszy się na ich wartości, opublikował rozproszone utwory artysty, ocalając je od zniszczenia i zapomnienia. 
Później wysiłek Przesmyckiego kontynuowali tak wybitni znawcy literatury, jak m.in.: Stanisław Pigoń, Wacław Borowy, Stanisław Cywiński, a w późniejszym okresie – przede wszystkim Juliusz Wiktor Gomulicki, którego staraniem w latach 1971-1976 ukazały się drukiem jego "Pisma wszystkie", a w 11 tomach przywołano cały dorobek literacki poety wraz z jego listami oraz reprodukcjami dzieł plastycznych.
W roku 1985 na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim został powołany do życia Ośrodek Badań nad Twórczością Cypriana Norwida, za którego sprawą ukazało się dotąd kilkanaście poważnych prac, ocalających od zapomnienia jak życiorys autora tak też to, co mu wyszło spod pióra. Towarzystwo Naukowe KUL-u , zaprosiwszy do współpracy najwybitniejszych polskich norwidologów, pracuje ponadto nad kolejną edycją "Dzieł wszystkich", na które ma się złożyć 17 tomów.
Bez wątpienia do popularyzacji spuścizny poetyckiej Norwida przyczynili się kompozytorzy i piosenkarze, oprawiając ją muzycznie, w czym zasługi nieocenione poniósł w pierwszą kolej Czesław Niemen, a poza tym uczynili to: Wanda Warska, Stan Borys, Przemysław Gintrowski, "Budka Suflera", Maciej Maleńczuk.
Oddając należny hołd, jego imieniem nazwano liczne placówki oświatowe, a na trasie Kraków – Warszawa – Gdynia kursuje norwidowski pociąg. Przypadająca we wrześniu br. jego dwusetna rocznica urodzin stała się natomiast powodem do ogłoszenia przez Sejm i Senat RP roku 2021 – Rokiem Cypriana Kamila Norwida.
Odtrącany przez mu współczesnych autor "Czarnych kwiatów" wierzył, że z czasem jego twórczość zyska łaskę potomnych, co jakże wymownie sformułował w znanym wierszu "Klaskaniem mając obrzękłe prawice":
Syn – minie pismo, lecz ty spomnisz, 
wnuku (…), 
a w przedśmiertnym liście do bratowej wyraził przekonanie, że Cyprian Norwid zasłużył na dwie rzeczy od społeczeństwa polskiego: to jest ażeby oweż społeczeństwo nie było dlań obce i nieprzyjazne, co wcale nie stanowiło zabiegania o sławę, wielkość i władzę nad duszami, a jedynie wołanie o miłość – skryte pragnienie każdego człowieka, także artysty.
I tak właśnie się stało. Dzisiaj Norwid jest znany, choć ta wymagająca w odbiorze poezja wciąż nie gromadzi tłumów wielbicieli. Czy aby zresztą one są potrzebne? Czy pośmiertnym triumfem Norwida nie jest chociażby to, że jego dzieło wraca może w mniej licznych, ale jakże pozytywnych wysokich kontekstach, że do tego dzieła odwoływali się i odwołują liczni artyści, myśliciele, teologowie tej miary, co św. Jan Paweł II, notabene gorący orędownik twórczych spełnień poetyckiego tułacza.
Tak oto okrzyknięty za życia dziwakiem i skazany na samotność autor "Promethidiona" bierze odwet po śmierci. Bardzo, oczywiście, szkoda, że zbyt późno doceniamy ludzi wrażliwych, głęboko myślących, wyprzedzających swój czas. Zamiast im się przysłuchać, uważamy takowych za pomylonych. Bo też tak wygodniej, gdyż wówczas mniej widoczna jest nasza małość…

* * *

Cyprian Kamil Norwid
WIERSZE

MOJA PIOSNKA I

Źle, źle zawsze i wszędzie
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie...

*
Nie rozerwę, bo silna,
Może święta, choć mylna,
Może nie chcę rozerwać tej wstążki;
Ale wszędzie – o! wszędzie,
Gdzie ja będę, ta będzie:
Tu w otwarte zakłada się książki,
Tam u kwiatów zawiązką,
Owdzie stoczy się wąsko
By jesienne na łąkach przędziwo:
I rozmdleje stopniowo,
By ujednić na nowo,
I na nowo się zrośnie w ogniwo.

*
Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie.
Niech mi puchar podadzą i wieniec!...
I włożyłem na czoło,
I wypiłem, a wkoło
Jeden mówi drugiemu: "Szaleniec!!"

*
Więc do serca, o radę,
Dłoń poniosłem i kładę,
Alić nagle zastygnie prawica:
Głośno śmieli się oni,
Jam pozostał bez dłoni,
Dłoń mi czarna obwiła pętlica.

*
Źle, źle zawsze i wszędzie
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie.
*
Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie;
Złotostruna nie opuść mię lutni!
Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę – ta serce uleczy!
I zagrałem...
                    ...i jeszcze mi smutniéj.

ITALIAM, ITALIAM!


Pod latyńskich żagli cieniem,
Myśli moja, płyń z aniołem,
Płyń, jak kiedyś ja płynąłem:
     Za wspomnieniem – płyń spomnieniem...

2
Dookoła morze – morze –
Jak błękitu strop bez końca:
O! przejasne – pełne słońca.
     Łodzi! wioseł!... szczęść ci, Boże...

3
Płyń – a nie wróć-że mi z żalem
Od tych laurów tam różowych,
Gdzie Tass śpiewał Jeruzalem,
     I od moich dni-laurowych...

4
O! po skarby cię wysłałem:
Cóż! gdy wrócisz mi z tęsknotą –
Wiem to, ale proszę o to –
     Niech zapłaczę, że płakałem...

5
Pod latyńskich żagli cieniem,
Myśli moja, płyń z aniołem,
Płyń, jak kiedyś ja płynąłem:
---------------------------------------
     Za wspomnieniem – płyń wspomnieniem...


TRZY STROFKI

Nie bluźń, żem zranił Cię lub jeszcze ranię,
Bom Ci ustąpił na mil sześć tysięcy;
I pochowałem łzy me, w Oceanie,
     Na pereł więcéj...!

I nie myśl –  jak Cię nauczyli w świecie
Świątecznych-uczuć świąteczni-czciciele –  
I nie mów, ziemskie iż są marne cele
     Lecz żyj  raz  przecie...!
I myśl – gdy nawet o mnie mówić zaczną
Że grób to tylko, co umarłe, chowa –
A mów... że gwiazda ma była rozpaczną,
     I – bywaj zdrowa...


MOJA PIOSNKA II
 
Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba...
     Tęskno mi, Panie...

*
Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą...
     Tęskno mi, Panie...

*
Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są – jak odwieczne Chrystusa wyznanie:
"Bądź pochwalony!"
     Tęskno mi, Panie...

*
Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej...
     Tęskno mi, Panie...

*
Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak – nie za nie,
Bez światło-cienia...
     Tęskno mi, Panie...

*
Tęskno mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przyjaźni mojej...
     Tęskno mi, Panie...


[TY MNIE DO PIEŚNI POKORNEJ NIE WOŁAJ...]

Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj,
Bo ta już we mnie bez głosu,
A jeśli milczę, nie przeto mnie połaj,
Kwiatów ty nie chciej od kłosu.

Bo ja z przeklętych jestem tego świata,
Ja bywam dumny i hardy,
A miłość moja, bracie, dwuskrzydlata:
Od uwielbienia do wzgardy.
[Szkoda, mój bracie, na wiatr ducha wywiać
I krew wypluwać tęsknotą,
Żeby siedzących w cyrku uszczęśliwiać –
Więc mów, że milczę tak oto.]

Gdy w głębi serca purpurę okrutną
Wyrabia prządka cierpienia,
Smutni – lecz smutni, że aż Bogu smutno –
Królewskie mają milczenia.


[COŚ TY ATENOM ZROBIŁ, SOKRATESIE...]

I
Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
Że ci ze złota statuę1 lud niesie,
Otruwszy pierwéj?...

Coś ty Italii zrobił, Alighiery,
Że ci dwa groby2 stawi lud nieszczery,
Wygnawszy pierwéj?...

Coś ty, Kolumbie, zrobił Europie,
Że ci trzy groby we trzech miejscach3 kopie,
Okuwszy pierwéj?...

Coś ty uczynił swoim, Camoensie,
Że po raz drugi4 grób twój grabarz trzęsie,
Zgłodziwszy pierwéj?...

Coś ty, Kościuszko, zawinił na świecie,
Że dwa cię głazy we dwu stronach gniecie,5
Bez miejsca pierwéj?... 

Coś ty uczynił światu, Napolionie,
Że cię w dwa groby6 zamknięto po zgonie,
Zamknąwszy pierwéj?....

Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?...
 ------------------------------------------------

II
Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,
Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?
Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie,
Inaczej będą głosić twe zasługi
I łez wylanych dziś będą się wstydzić,
A lać ci będą łzy potęgi drugiéj
Ci, co człowiekiem nie mogli cię widziéć...

III
Każdego z takich, jak ty, świat nie może
Od razu przyjąć na spokojne łoże,
I nie przyjmował nigdy, jak wiek wiekiem,
Bo glina w glinę wtapia się bez przerwy,
Gdy sprzeczne ciała zbija się aż ćwiekiem
Później... lub pierwéj...

 

1Sokratesowi w kilka czasów po śmierci jego Ateńczycy statuę ze złota postawili. 
2Dante grzebany w Rawennie i we Florencji. 
3Krzysztof Kolumb jest grzebany w Hiszpanii, w St. Domingo i w Hawanie. 
44 lata temu szukano na cmentarzu komunalnym, gdzie był pochowany jednooki bez nogi żebrak, żeby Camoensa pochować. 
5Kościuszko leży w Solurze i w Krakowie. 
6Napoleona drugi pogrzeb niedawny.


[DAJ MI WSTĄŻKĘ BŁĘKITNĄ...]

Daj mi wstążkę błękitną – oddam Ci ją
Bez opóźnienia…
Albo daj mi cień twój z giętką twą szyją –
– Nie! nie chcę cienia.
*
Cień zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką, 
Bo on nie kłamie! 
Nic od ciebie nie chcę, śliczna panienko, 
Usuwam ramię…
*
Bywałem ja od Boga nagrodzonym
Rzeczą mniej wielką: 
Spadłym listkiem, do szyby przyklejonym, 
Deszczu kropelką…


MOJA OJCZYZNA

Kto mi powiada, że moja ojczyzna:
Pola, zieloność, okopy,
Chaty i kwiaty, i sioła – niech wyzna,
     Że – to jej stopy.

Dziecka – nikt z ramion matki nie odbiera;
Pacholę – do kolan jej sięga;
Syn – piersi dorósł i ramię podpiera:
     To – praw mych księga.

Ojczyzna moja nie stąd stawa czołem;
Ja  ciałem zza Eufratu,
A duchem sponad Chaosu się wziąłem:
     Czynsz płacę światu.

Naród mię żaden nie zbawił ni stworzył;
Wieczność pamiętam przed wiekiem;
Kluch Dawidowy usta mi otworzył,
     Rzym nazwał człekiem.

Ojczyzny mojej stopy okrwawione
Włosami otrzeć na piasku
Padam: lecz znam jej i twarz, i koronę
     Słońca słońc blasku.

Dziadowie moi nie znali też innéj;
Ja nóg jej ręką tykałem;
Sandału rzemień nieraz na nich gminny
     Ucałowałem.

Niechże nie uczą mię, gdzie ma ojczyzna,
Bo pola, sioła, okopy
I krew, i ciało, i ta jego blizna
     To ślad – lub – stopy.


W WERONIE

1
Nad Kapuletich i Montekich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu –

2
Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów,
I gwiazdę zrzuca ze szczytu –

3
Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
Że dla Romea – ta łza znad planety
Spada... i w groby przecieka;

4
A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I – że nikt na nie... nie czeka!


PO BALU

1
Na posadzkę zapustnej sceny,
Gdzie tańcowało-było wiele mask,
Patrzyłem sam, jak wśród areny,
Podziwiając raz słońca pierwo-brzask.

2
I na jasnej woskiem zwierzchni szyb
Kreślone obuwiem lekkim kręgi –
Czarodziejskich jakoby pisań tryb
Z ziemi do mnie mówił, jak z księgi.

3
Kwiatu listek, upuszczony tam,
Papierową szepnął mi coś wargą,
Wśród salonu pustego sam i sam;
Rosa jemu i świt byłyż skargą?

4
Otworzyłem okno z drżeniem szkła,
Że aż gmachem wstrzęsła moja siła:
Z kandelabrów jedna spadła łza –  –
----------------------------------------------------
Ale i ta jedna – z wosku była!


PIELGRZYM

1
Nad stanami jest i stanów-stan,
Jako wieża nad płaskie domy
Stércząca w chmury...

2
Wy myślicie, że i ja nie Pan,
Dlatego że dom mój ruchomy,
Z wielbłądziej skóry...

3
Przecież ja – aż w nieba łonie trwam,
Gdy ono duszę mą porywa
Jak piramidę!

4
Przecież i ja – ziemi tyle mam,
Ile jej stopa ma pokrywa,
Dopokąd idę!...


KRZYŻ I DZIECKO

1
– Ojcze mój! twa łódź 
Wprost na most płynie – 
Maszt uderzy!...wróć... 
Lub wszystko zginie. 


2
Patrz! Jaki tam krzyż, 
Krzyż niebezpieczny – 
Maszt się niesie w z-wyż, 
Most mu poprzeczny –

3
–- Synku! Trwogi zbądź: 
To znak-zbawienia; 
Płyńmy! bądź co bądź – 
Patrz, jak? się zmienia... 

*
Oto – wszerz i w-zwyż 
Wszystko – toż samo. 

*
– Gdzie się podział krzyż? 

*
– Stał się nam bramą. 


FATUM

I
Jak dziki źwierz przyszło Nieszczęście do człowieka
I zatopiło weń fatalne oczy...
– Czeka – –
Czy człowiek zboczy?

II
Lecz on odejrzał mu – jak gdy artysta
Mierzy swojego kształt modelu;
I spostrzegło, że on patrzy – co? skorzysta
Na swym nieprzyjacielu:
I zachwiało się całą postaci wagą
– – I nie ma go!


CZUŁOŚĆ

Czułość bywa – jak pełny wojen krzyk;
I jak szemrzących źródeł prąd,
I jako wtór pogrzebny...

*
I jak plecionka długa z włosów blond,
Na której wdowiec nosić zwykł
Zégarek srébrny – – –

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 9/2021

OŚWIATA

  • Witając 1 września

ŻOŁNIERZOM – CHWAŁA!

  • W Zułowie uczczono Dzień Wojska Polskiego
  • "Polacy bronili się naprawdę dzielnie"

NASZA WIARA

  • Stefan kardynał Wyszyński – fenomen osobowości
  • Bohaterskim kapłanom w hołdzie

POLITYKA

  • Na bieżąco

SPOŁECZEŃSTWO

  • Z dłońmi otwartymi dla Nieba

LITERATURA

  • Na 200. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida
  • Tropem bohaterów Trylogii

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię

NIESPOKOJNI DUCHEM

  • Podróże – moją terapią na życie

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O sumieniu

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie