Białostocki marzyciel

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 27.04.2017

Rok 2017 – Rokiem Ludwika Zamenhofa

Eliezer Lewi (onże Łazarz, onże Ludoviko Lazaro, onże Ludwik) Zamenhof vel Samenhof jest przez źródła niemieckie określany jako polnischer Augenarzt, a przez angielskie i amerykańskie jako polish oculist, który zyskał sławę powszechną tym, że wynalazł międzynarodowy "język nadziei", mający zastąpić – w jego marzeniu – języki narodowe, wejść w użycie powszechne i w ten sposób połączyć całą ludzkość we wspólnotę braterstwa, mówiącą "jednym głosem"... 
Chłopiec przyszedł na świat 15 grudnia 1859 roku w Białymstoku, zmarł w Warszawie 14 kwietnia 1917, czyli przed stu laty. Był synem Marka, Żyda ze Szczekocina, oraz Rozalii z domu Sofer. Miał dziesięcioro rodzeństwa. W domu posługiwano się językiem jidysz oraz rosyjskim i polskim; dokładnie tak, jak na ulicach prowincjonalnego Białegostoku, gdzie 70 proc. ludności stanowili Żydzi, 5 proc. – Niemcy, było trochę Polaków, Rosjan, Białorusinów, Tatarów i Cyganów. 
Rzecz tedy naturalna, że na tle różnic językowych dochodziło nieraz na targowisku, w sklepie czy na ulicy do nieporozumień i zadrażnień, a mały Eliezer był ich świadkiem i bardzo się tymi konfliktami przejmował. Jeszcze w dzieciństwie uznał, jak wyznawał później, iż różność języków jest główną przyczyną konfliktów między ludźmi. Z czego logicznie wynikało, że aby ludzi pogodzić, należy nauczyć ich jednego wspólnego języka. Początkowo chłopak myślał, że musi to być łacina, lecz gdy zrozumiał, iż nauczenie się tego, co prawda, niezwykle wzniosłego i pięknego, lecz i nie mniej trudnego języka będzie ponad siły zwykłych zjadaczy chleba, wybrał inną drogę. 
Mając lat paręnaście, napisał więc dramat Wieża Babel, czyli tragedia białostocka w pięciu aktach i nie tracąc czasu zaczął tworzyć słownictwo dla nowego języka – międzynarodowego! W latach 1869-1873 uczył się w gimnazjum m.in. rosyjskiego, niemieckiego, łacińskiego, greckiego, francuskiego. Miał doskonałą pamięć i był rozmiłowany w lekturach. Jak wielu ówczesnych młodzieńców żydowskich rychło został entuzjastą i wytrawnym znawcą wielkiej kultury niemieckiej i nieraz powoływał się na znane sentencje Johanna Wolfganga von Goethe o językach: Wer fremde Sprachen nicht kennt, weiss nichts von seiner eigenen. – Kto nie zna języków obcych, nie wie nic o własnym… Wie viele Sprachen du kennst, sooftmal bist du Mensch. – Ile języków znasz, po tylekroć jesteś człowiekiem… Z pewnością podzielał też zdanie, jakże wówczas popularnego w środowiskach żydowskich Karola Marksa, iż eine fremde Sprache ist eine Waffe im Kampfe des Lebens – język obcy jest bronią w walce życiowej…
A gdy w jednym z czasopism młody człowiek przeczytał artykuł o wcześniejszych próbach naukowców i literatów, zmierzających do stworzenia sztucznego języka, który mógłby służyć jako środek komunikacji międzynarodowej, idea ta zafascynowała go tak dogłębnie, iż cały wolny czas poświęcił próbom tworzenia nowego słownictwa i już w 1878 roku, mając lat 18, opracował pierwszą wersję swej mowy uniwersalnej. 
Sprawa jednak nie była prosta ani łatwa. Ojciec chłopca bowiem obawiał się, że pasja syna – to jakaś chorobliwa obsesja czy mania, w najlepszym razie dziwactwo. I gdy wyprawił go na studia medyczne do Uniwersytetu Moskiewskiego, podczas jego nieobecności najzwyczajniej w świecie wszystkie notatki i rękopisy Łazarza spalił w piecu. 
Może uczynił to po przeczytaniu w Próbach de Montaigne’a następującego wywodu: W żadnej rzeczy człowiek nie umie się zatrzymać w punkcie swoich potrzeb. Z rozkoszy, bogactwa, władzy chwyta więcej, niż może ogarnąć; chciwość jego niezdolna jest do miary. Uważam, iż tak samo jest w chciwości wiedzy. Zakreśla sobie w tej potrzebie o wiele więcej, niż zdoła poradzić i o wiele więcej, niż mu jest potrzebne, rozciągając pożytek wiedzy tak daleko, jak sięga jej treść. "Jak we wszystkim, tak i w nauce chorujemy na niepowściągliwość" (Seneka). Tacyt ma słuszność, gdy chwali matkę Agrykoli, iż umiała powściągnąć w synu zbyt gwałtowne łakomstwo wiedzy… Nie trzeba zgoła nauki, aby żyć wedle naszych potrzeb… Wszystka nasza uczoność, która sięga poza naturalną, jest mniej więcej próżna i zbyteczna. 
Także i ojciec Ludwika Zamenhofa uważał, iż wystarcza synowi poznać tajniki sztuki Eskulapa, aby mógł zabezpieczyć sobie godziwą egzystencję. I miał rację. Ale pasjonarna osobowość syna w swych twórczych ambicjach daleko wykraczała poza granice zwykłego rozsądku. Młodzieniec nie dał więc za wygraną. Pomyślnie ukończył studia, został lekarzem oftalmologiem, leczył chore oczy (w Grodnie, potem w Warszawie) wielu ludziom, Żydom i gojom, a w wolnym czasie ponownie poświęcał się pracom nad urzeczywistnieniem swego "dziwacznego" marzenia, które, nawiasem mówiąc, nie tylko przez jego ojca, ale i przez wiele osób obcych, było uważane za dziwaczne. 
Warto może w tym miejscu zaznaczyć, iż studia rozpoczął w Moskwie, gdzie przebywał w latach 1879-1881, lecz po zamordowaniu w 1881 przez polskich i żydowskich bojówkarzy liberalnego cesarza Aleksandra II z powodu narastania fali judofobii i polonofobii w społeczeństwie rosyjskim wrócił do Warszawy i tu kontynuował studia na uniwersytecie, odbywając praktykę okulistyczną (1886) w Wiedniu. Po studiach zatrudnił się jako okulista, lecz wciąż głowił się nad projektem swego języka międzynarodowego. 
I dzieło powoli poszło do przodu. W międzyczasie zresztą doktor Zamenhof założył rodzinę. Jego żona Klara Silbernik (Zilbernik) pochodziła z Kowna na Litwie, gdzie jej ojciec posiadał niedużą wytwórnię mydła. I to właśnie teść nie tylko ze zrozumieniem potraktował marzenia i prace męża swej córki, ale też sfinansował pierwsze edycje gramatyki tego sztucznego języka. Zresztą, także i posag panny Klary został w całości "zmarnowany" na realizację tego "fantazyjnego" projektu. W 1887 roku w Warszawie ukazała się pierwsza edycja podręcznika nowego języka, początkowo w wersji rosyjskiej, następnie – angielskiej, francuskiej, niemieckiej i polskiej: Lingvo internacia. Anauparolo kaj plena lernolibro, podpisanego przez Doctoro Esperanto. 
I stał się niemal cud. Wpływowe w zakresie dziennikarstwa, nauki, polityki, oświaty środowiska żydowskie w Europie oraz Ameryce (wciąż narażone na ekscesy antysemityzmu tudzież naciski asymilacyjne) w lot pochwyciły pomysł Ludwika Zamenhofa i nadały mu wagę powszechną. Pierwszy klub esperanto wraz z pismem La Esperantisto powstał w niemieckiej Norymberdze, następnie rozmnożyły się one jak grzyby po deszczu po całym kontynencie. A w 1905 we francuskim mieście Boulogne-sur-Mer odbył się pierwszy Światowy Kongres Esperanto, na którym przemówienie inauguracyjne wygłosił sam Zamenhof, który zresztą w drodze przez Paryż otrzymał Order Legii Honorowej. 
Później kongresy te odbywały się regularnie i to pod patronatem odnośnych rządów europejskich (z wyjątkiem Rosji) oraz amerykańskich. W 1909 powstał i nieprzerwanie do dziś działa Międzynarodowy Katolicki Związek Esperantystów – Internacia Katolika Unuigo Esperantista, a język ten jest jedynym sztucznym językiem oficjalnym Stolicy Apostolskiej, w którym można odprawiać msze w świątyniach katolickich. Także polski Kościół Starokatolicki Mariawitów oraz wyznania protestanckie chętnie używają esperanto w swej działalności duszpasterskiej. 
* * *
Aby dokładniej zrozumieć znaczenie tych spraw, warto przedsięwziąć krótką wycieczkę w dziedzinę filozofii i psychologii języka. Idzie bowiem o to, że każdy wysoko rozwinięty język etniczny nie tylko różni ludzi od zwierząt oraz od innych ludzi, ale też stanowi potężny czynnik rozwoju danej kultury i cywilizacji. Przyrodnik niemiecki Karl Vogt pisał: Nieograniczona zdolność kształcenia się rodu ludzkiego i postęp wzmagającej się cywilizacji w zasadzie zależą od możności, jaką posiadają ludzie, wyrażania swych myśli za pomocą mowy. W ten sposób myśli owe stają się własnością wszystkich, podczas gdy u zwierząt, nawet w wypadku, gdyby się wytwarzały, pozostawałyby własnością jednego osobnika, znikały wraz z jego śmiercią i skutkiem tego nie miałyby żadnego wpływu na rozwój gatunku. Komunikacja językowa i praca – to dwa czynniki postępu rodzaju ludzkiego. 
Każdy język, jego słownictwo i składnia stanowią swoiste zwierciadło, odbijające rzeczywistość w ten właśnie a nie inny sposób. Co więcej, każdy język – to niejako zamaskowana interpretacja rzeczywistości i filozofia życia. Stąd tak trudno bywa tłumaczyć dzieła literackie, teologiczne czy filozoficzne z jednego języka na drugi, a tłumaczenie np. z angielskiego czy urdu na polski z zasady musi stanowić nie tylko tłumaczenie, lecz i wykładnię, a nawet wariację na określony temat. A to tym bardziej, iż może być tak, że rzeczywistość, odbijająca się w ludzkich językach w ogóle nie ma nic wspólnego z rzeczywistością prawdziwą, której nie można odzwierciedlić w ludzkim umyśle ani opisać ludzkim językiem. Rzeczywistości zaś, tkwiące implicite w językach ludzkości, mogą okazać się po prostu rzeczywistością urojoną, wirtualną. Ale wiedzieć tego nie możemy i skazani jesteśmy na posługiwanie się językami naturalnymi, których się uczymy od społeczności, w jakich przychodzimy na świat i w jakich przebiega nasze życie. 
William Graham Sumner w dziele Naturalne sposoby postępowania w gromadzie zauważał: Język jest wytworem naturalnych sposobów postępowania w gromadzie obrazującym ich działanie w wielu istotnych szczegółach. Język jest wytworem konieczności porozumienia się niezbędnego we wszelkiej wspólnie podejmowanej pracy związanej z wszelkimi potrzebami życiowymi. Jest on zjawiskiem społecznym. Był niezbędny podczas prowadzenia wojny, polowania i wytwarzania, gdy tylko przedsięwzięcia te zaczęto podejmować wspólnie. Każda grupa wytworzyła swój własny język, który utrzymywał ją w zwartości i oddzielał od innych. (…) Każde słowo łączy się ze zdarzeniami, które je zrodziły, a jego początki giną w głębi czasu. (…) Języki izolujące, aglutynacyjne, alternacyjne i fleksyjne dają się uszeregować w ciągi wedle właściwej im i wpajanej przez nie poprawności logicznej i wygody w użyciu. Języki semickie w sposób oczywisty uczą innej logiki aniżeli języki indoeuropejskie. 
Jeśli wierzyć Biblii (Genesis, XI, 1), w zamierzchłej przeszłości ludzkość posługiwała się jednym wspólnym językiem. Erat antem terra labii unius et sermonum eorundem. – A Ziemia była jednego języka y teyże mowy, jak tłumaczy to zdanie Jakub Wujek. Dopiero później postanowił Bóg języki pomieszać, a ludzi spod nieukończonej wieży Babel rozproszył z onego miejsca po wszystkich ziemiach. Co więcej, bardzo liczne teorie lingwistyczne twierdzą, iż tym pierwotnym językiem całej ludzkości był sanskryt, sakralny język Indii, różne zaś mowy powstały wskutek rozsiedlenia się ludzi po różnych miejscach i zapomnienia o pierwotnej wersji prajęzyka.
Istotnie, dialekty niekiedy rozwijają się z pospolitych błędów, a nawet wad wymowy. William Dwiggt Whitney uważał, iż w ogóle wszelkie lokalne narzecza, będące nieraz zaczątkami nowych języków, w swoim początku są błędami mowy. Świadczą one o wpływie wywieranym przez tę ogromną liczebnie większość mówiących, która nie podejmuje wystarczających wysiłków, by mówić poprawnie i której błędy stają się ostatecznie obowiązującą w języku zasadą. Wystarczy np. spojrzeć na współczesne języki romańskie czy germańskie, by dostrzec, że są one niczym innym, jak mieszaniną zdewastowanej łaciny, greki i jakichś lokalnych narzeczy, często trudnych do zdefiniowania. 
Naród i język nie są tożsame. Obecnie jest na świecie ponad osiem tysięcy języków naturalnych, w tym – siedemset znaczących (reszta szybko zanika), lecz znacznie mniej narodów. Języki nie są "równouprawnione". Wśród 55 krajów afrykańskich 33 używają jako państwowego języka francuskiego, 19 – angielskiego, 10 – arabskiego, 5 – portugalskiego (w niektórych po dwa z nich pełnią funkcję oficjalnego). W bardzo niewielu państwach obok tych "cywilizowanych" języków ogłoszono za urzędową także jakąś lokalną gwarę. Po prostu prawie wszystkie z lokalnych dialektów afrykańskich są "nietechnologiczne", nie odpowiadają obecnemu poziomowi rozwoju światowej kultury, nauki, cywilizacji, produkcji i nie da się w nich adekwatnie opisać rzeczywistości socjalnej XXI wieku. 
Rzeczywistość ta wymaga dziś zresztą wiedzy co najmniej paru języków obcych prócz ojczystego. Nie jest to wszak sprawa prosta, ponieważ poważne uzdolnienia językowe są dość rzadkie. Za najwybitniejszego poliglotę wszech czasów uchodzi Nowozelandczyk Harold Williams (1876-1928), dziennikarz i redaktor, który samodzielnie opanował i biegle posługiwał się 58 językami. Rosjanin Jurij Sołomachin znał 38 języków. Polak Karol Wojtyła czytał i mówił w 24 językach. W 1990 roku konkurs poliglota Europy wygrał znający 22 języki Szkot Deric Harning. Są to jednak wyjątki równie rzadkie jak wybitne uzdolnienia muzyczne czy matematyczne. 
* * *
Powracając do języków sztucznych, zaznaczmy, że wynalazcami, "konstruktorami" takowych byli m.in. wybitni uczeni i filozofowie: Isaac Newton, Gottfried Wilhelm Leibniz, Rene Descartes. A jednak najsławniejszym i naprawdę żywym językiem sztucznym zostało tylko esperanto (nazwa od łacińskiego wyrazu sperare – hoffen, żywić nadzieję), wynalezione przez polsko- żydowskiego okulistę Ludwika Zamenhofa. Słownik Webstera o tym języku notuje: an artificial international language based as far as possible on words common to the chief Europeen languages albo based on the Latin roots common to the Romance languages. 
Prawda jest nieco inna. Fachowcy uważają, że esperanto jest językiem o mieszanym typie analityczno-aglutynacyjnym z nielicznymi elementami fleksji. Zamenhof oparł swój wiekopomny wynalazek na słownictwie i gramatyce języków nie tylko romańskich, jak: francuski, hiszpański, włoski, ale też germańskich, jak: niemiecki i angielski, słowiańskich: rosyjski, polski, białoruski, a również i litewski. Słownictwo liczy grubo ponad 100 000 wyrazów i nadaje się do sporządzania tekstów literackich, naukowych, filozoficznych i innych. Podstawę gramatyki stanowi 16 bezwyjątkowych reguł, co znacznie ułatwia opanowanie w dość krótkim czasie tego języka. 
Jest to język żywy, którym posługuje się w skali globalnej około 12 milionów osób w 118 krajach, zrzeszonych w Światowym Związku Esperantystów, a niektórzy entuzjaści nawet podają go w ankietach jako język ojczysty. Jest to niewątpliwie środek komunikacji elit intelektualnych: naukowców, dziennikarzy, profesorów, lekarzy, prawników, inżynierów, studentów. Nieprzypadkowo miłośnikami esperanto byli liczni laureaci Nagrody Nobla: Jaroslav Heyrovsky, Albert Einstein, Reinhard Selten. 
Funkcjonuje również esperantologia, jako dział lingwistyki poświęcony temu językowi. Istnieje rozległa literatura oryginalna i tłumaczeniowa: pełny zbiór utworów Fiodora Dostojewskiego, Lwa Tołstoja, Williama Szekspira, Emila Zoli, Szaloma Alejchema, Izaaka Babla i innych klasyków literatury europejskiej. Cała plejada pisarzy i poetów na całym świecie tworzy wyłącznie w tym języku. Ukazuje się ponad 100 periodyków, a na szeregu uniwersytetów działają jego katedry.
Esperanto było surowo zakazane w III Rzeszy Niemieckiej jako domniemany wytwór "żydowskiej rabulistyki", służący realizacji syjonistycznego panowania nad światem. Także w Związku Sowieckim w latach 1930 esperantystów albo wystrzelano, albo zagłodzono w gułagu, aczkolwiek tym razem pod zarzutem bycia agentami międzynarodowego imperializmu i kosmopolityzmu. W całym okresie istnienia ZSRR oficjalnie obowiązywała w tym kraju teza, że przyszłym językiem całej ludzkości będzie rosyjski, a to dlatego, że swe genialne dzieła tworzył w nim Włodzimierz Lenin i cała plejada znakomitych pisarzy. Dopiero od lat 60. XX wieku datuje się odrodzenie tego ongiś masowego ruchu inteligencji na tamtym terenie. Niezbyt chętnie patrzono na esperanto także w tradycyjnie imperialistycznej i wyniosłej Anglii oraz w afiliowanej przy niej Ameryce Północnej. 
Absurdalność zarówno niemieckich, jak też rosyjskich zarzutów pod adresem ruchu esperanto była ewidentna, bo przecie Ludwik Zamenhof postulował odrzucenie raz i na zawsze hegemonii jednego narodu nad innymi. Wystąpił otwarcie przeciwko imperializmowi językowemu "wielkich" narodów, potężnych pod względem gospodarczym i militarnym, licznym, narzucającym światu nie tylko swą wolę, ale i swój język. A przecie to właśnie Niemcy, Rosjanie, Anglicy i Amerykanie nie tylko poważnie uważali siebie za mających do spełnienia jakiejś szczególnej misji w dziejach ludzkości, ale naprawdę dążyli do panowania nad światem także kulturowo i językowo. Stąd ich niechęć i wrogość do liberalnego wynalazku Doktora Esperanto.
Ludwikowi Zamenhofowi przyświecała szlachetna idea stworzenia uniwersalnego języka dla całej ludzkości: neutralnego (nie budzącego nacjonalistycznych animozji), logicznego, łatwego w użyciu, pokonującego bariery między narodami. W 1906 roku ogłosił on swą doktrynę "homaranizmu", postulującą zupełne zjednoczenie wszystkich narodów na kuli ziemskiej, wprowadzenie wspólnego języka, jedynej synkretycznej religii, ustawodawstwa i systemu oświaty. Taki cel miał odtąd przyświecać całemu ruchowi esperantystów. Być może koncepcję tę traktować można jako jedną z pierwszych prób globalizacji, zjednoczenia wszystkich ludów na czele z "narodem wybranym", najbardziej predysponowanym do odegrania roli przodownika i lidera ludzkości.
W 1904 roku Zamenhof opracował i wydał dzieło Fundamenta krestomatio, esperancką antologię przetłumaczonych przez siebie tekstów literackich z języka polskiego, rosyjskiego, niemieckiego, francuskiego. Później natomiast osobiście przełożył na swój język międzynarodowy Stary Testament, Pana Tadeusza, Doktora Fausta, Wojnę i pokój, niemało innych utworów literackich. I przez wiele lat wciąż doskonalił swój wynalazek. 
Dokonał wyczynu naprawdę tytanicznego, jak zresztą przystało na geniusza z prawdziwego zdarzenia. Został laureatem szeregu nagród i wyróżnień, kawalerem m. in. hiszpańskiego Orderu Izabeli Katolickiej (paradoksalnie owa monarchini, twórczyni olbrzymiego imperium globalnego była też nieubłaganą prześladowczynią Żydów!). W 1913 roku kandydaturę Zamenhofa wysunięto nawet do literackiej Nagrody Nobla. 

* * *
Rzadkie wolne od pracy zawodowej w charakterze okulisty i od twórczej pracy nad kształtowaniem języka międzynarodowego poświęcał pan Ludwik filatelistyce, był bowiem zapalonym kolekcjonerem znaczków pocztowych – typowego hobby inteligenckiego, któremu oddawał się m.in. noblista Albert Einstein (jak zaznaczyliśmy, miłośnik i znawca języka esperanto) czy prezydent Franklin Delano Roosevelt. 
Na marginesie warto przypomnieć, iż znaczek pocztowy, podobnie jak wiele innych wytworów cywilizacji europejskiej, narodził się w Wielkiej Brytanii. W 1837 roku dość wysokiej rangi urzędnik pocztowy, a przedtem wiejski nauczyciel, Rowland Hill wpadł na pomysł, że za list powinna płacić nie osoba korespondencję otrzymująca (i nieraz z odbioru listu rezygnująca, narażająca tym pocztę na straty czasu i środków), lecz osoba przesyłkę nadająca. Znakiem zaś świadczącym, że usługa pocztowa została z góry opłacona, stał się prostokątny skrawek papieru z nadrukiem postage paid, naklejany na kopertę. 
Rowland Hill ogłosił tedy na łamach gazety Times konkurs na projekt znaczka pocztowego. W 1840 rozpoczęto natomiast druk według projektu grafika Henry Courbulda, przedstawiający portret królowej Wiktorii, skopiowany z medalu Williama Wyana. "Penny Black" – "Czarny Penny", tak nazwano ten znaczek, wykonany w tym właśnie kolorze. Odtąd opłata świadczeń pocztowych została radykalnie uproszczona i ułatwiona, a Rowlanda Hilla po pewnym czasie awansowano do stanowiska poczmistrza generalnego Korony Brytyjskiej, nadając mu Order Łaźni, nagrodę pieniężną w wysokości 20 000 szylingów oraz tytuł baroneta. 
Znakomity wynalazek nie tylko ułatwił pracę poczty i życie obywateli, ale też dał różnym państwom możliwość dyskretnego propagowania swej kultury, tradycji, historii, osiągnięć cywilizacyjnych; z czego skwapliwie skorzystały, ogólnie rzecz biorąc, wszystkie kraje świata. W 1842 sprzedano pierwsze znaczki pocztowe Stanów Zjednoczonych, w 1843 – Szwajcarii, w 1849 – Niemiec. Pierwsze znaczki różnych krajów kosztują obecnie fortunę, setki tysięcy, a nawet miliony dolarów. Bardzo drogie bywają też znaczki, wydawane w małych nakładach lub wycofane z użycia np. ze względu na jakiś błąd drukarski. 
Obecnie filatelistykę uprawia na świecie około 30 000 000 osób, przeważnie zresztą mających poważne wykształcenie i wyrobione potrzeby kulturalne, wśród których niemało wybitnych intelektualistów, pisarzy, profesorów, polityków, lekarzy, inżynierów, przemysłowców, a również osób koronowanych i noblistów. Do projektowania znaczków pocztowych bywają angażowani najzdolniejsi graficy, rytownicy i artyści malarze, toteż te małe miniaturki stanowią często prawdziwe dzieła sztuki. Są też artyści, poświęcający niemal cały swój wysiłek twórczy filatelistyce, jako swoistej dziedzinie kultury estetycznej. 
Kolekcjonowanie znaczków pocztowych – to nie tylko wspaniały sposób na spokojne i sensowne spędzanie czasu wolnego, lecz także sympatyczna, niewymuszona metoda samokształcenia. Ze znaczków bowiem można się wiele dowiedzieć o różnych krajach, ich wybitnych postaciach historycznych, tradycjach, architekturze, literaturze, malarstwie, przyrodzie. Dla dzieci i młodzieży filatelistyka stanowi fascynujący środek zdobywania wiedzy, dla osób starszych – relaks, zabieg psychoterapeutyczny, pozwalający się uspokoić, zapomnieć o zmartwieniach i troskach; dla wszystkich – źródło łagodnych, niepretensjonalnych i miłych przeżyć estetycznych. 
Nic tedy dziwnego, że Eliezer Lewi Zamenhof od dzieciństwa aż do końca życia był zapalonym filatelistą, a w ciągu XX stulecia ponad 50 krajów wydawało znaczki i bloczki pocztowe z jego podobizną. Gdyby dowiedział się o tym za życia, na pewno by się bardzo ucieszył.

* * *
Zmarł wielki humanista 14 kwietnia 1917 roku i został pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie. Pożegnalną mowę nad grobem zmarłego wygłosił kaznodzieja Wielkiej Synagogi na Tłomackiem, rabin Samuel Poznański, kończąc ją słowami: Przyjdzie chwila, że cała polska ziemia zrozumie, jaką promienną sławę dał ten wielki syn swojej ojczyźnie. I się nie pomylił. 
Mimo wielu stron tragicznych esperanto trwa. A przecie już nie istnieje w Białymstoku żydowska dzielnica Schulhof, w której Ludwik Zamenhof przyszedł na świat i spędził pierwsze lata życia. W czerwcu 1941 roku Niemcy spalili w tutejszej synagodze 2 000 Żydów. Wówczas zginął również najwybitniejszy propagator esperanto, białostoczanin Jakub Szapiro. I w ogóle – mówiąc słowami Antoniego Słonimskiego:
Już nie ma tych miasteczek, 
gdzie szewc był poetą,
Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem. 
Wszystko padło ofiarą niewyobrażalnego barbarzyństwa niemieckiego. 
A jednak to, co dobre, nie ginie. Od 1908 roku istnieje nieprzerwanie Światowy Związek Esperantystów (od 1954 – członek UNESCO) oraz Międzynarodowa Akademia Esperanto w San Marino, Międzynarodowa Liga Nauczycieli Esperantystów, takież organizacje prawników, lekarzy, inżynierów, prowadzące owocną działalność naukową, badawczą, informacyjną, kulturotwórczą. W esperanto regularnie emitują audycje radiowe rozgłośnie Chin, Watykanu, Czech, Australii, Kuby, Brazylii. Biblioteka "Internacia Esperanto-Muzeo" w Wiedniu przechowuje i udostępnia czytelnikom 36 000 książek w 500 językach sztucznych, najwięcej – w esperanto. Na cześć Zamenhofa jedną z planetoid Układu Słonecznego nazwano jego nazwiskiem, a drugą – "Esperanto". Tysiące ulic, parków i innych obiektów miejskich na całym świecie także noszą to miano. 
38. sesja Konferencji Generalnej UNESCO w listopadzie 2015 postanowiła, że rok 2017 będzie na całym świecie obchodzony jako Rok Ludwika Zamenhofa, a to z powodu setnej rocznicy śmierci słynnego intelektualisty, uczonego i marzyciela. Stało się to okazją do przypomnienia całemu światu o – jakże nadal aktualnym! – marzeniu i dorobku tego niezwykłego człowieka. 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 5/2017

5/2017

TO JUŻ 400 NUMERÓW 
"MAGAZYNU WILEŃSKIEGO"!

NASZA WIARA 

  • 100-lecie objawień fatimskich
  • "Ciebie, Boże, wysławiamy"

POLITYKA

  • Na bieżąco

LITERATURA

  • "Hymn na cześć życia, potężny i promienny"
  • Dawała sercom moc czynu, zdrój siły

TRADYCJA WCIĄŻ ŻYWA

  • Palm wileńskich czar
  • Mimo wszystko – spotykamy się na Piaskach

 OŚWIATA

  • Rozwinąć skrzydła

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Wspomnienia więzienne

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O litości

SZTUKA

  • Abakany okryły się kirem

 

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie