"Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo"

drukuj
Opracował Jerzy Wojtkiewicz, 18.12.2017

Józef Klemens Piłsudski, herbu Kościesza odmieniona, ujrzał świat 5 grudnia 1867 roku w modrzewiowym, podmurowanym i krytym gontem dworku zułowskim nad rzeką Merą na Ziemi Święciańskiej. Jak sam stwierdził kiedyś, była to ziemia zapomniana przez Boga. To na niej właśnie przyszło mu spędzić wczesne dzieciństwo, o którym zwykł mawiać, że było sielskie-anielskie. Piłsudscy żyli stosownie dostatnio i przynajmniej w tym okresie nie mieli większych materialnych trosk. Tak przynajmniej było do ósmego roku Ziuka, kiedy to straszliwy w skutkach pożar obrócił w perzynę cały posiadany majątek, zmuszając rodziców wraz z potomstwem do przeniesienia się do Wilna, co spowodowało liczne kłopoty natury finansowej.

Pogodę w domu robiła przede wszystkim matka, Maria z Billewiczów – pierwsza domowa i życiowa nauczycielka oraz wychowawczyni, wpajająca dzieciom żarliwy patriotyzm (wielki syn nazwie ją później nieprzejednaną patriotką) tudzież kult powstania 1863 roku oraz skutecznie potrafiła kształtować ich charaktery. Wpływ rodzicielki na dzieci, a zwłaszcza na małego Ziuka, był niezwykle głęboki. Jej edukacja mocno w nim zapadła, gdyż zaszczepiła kult polskiej kultury, zapoznawała z ojczystą historią, z utworami wieszczów, rozwijała wolę walki o wolność Polski, budziła dumę i poczucie godności Polaka oraz wiarę w zrzucenie przez Ojczyznę zaborczych kajdan. Wspólne modlitwy kończyła zwykle sentencją: "Będzie Polska w imię Pana".
Marszałek doceniał te zabiegi i wysiłek, czego wyraz dawał po latach: Od najwcześniejszego dzieciństwa zaznajamiano nas z utworami naszych wieszczów, ze specjalnym uwzględnieniem utworów zakazanych, uczono historii polskiej, kupowano książki wyłącznie polskie. (…) Matka z naszych wieszczów najbardziej lubiła Krasińskiego, mnie zaś od dzieciństwa zachwycał zawsze Słowacki, który był też dla mnie pierwszym nauczycielem zasad demokratycznych. Były one naturalnie u dziecka bardzo niejasne i mgliste, lecz przy moim żywym i nieco przekornym charakterze, utrwalały się przy każdym sporze, które kiedyś matka żartem prowadziła.
Przywiązanie i miłość, wiarę w intuicyjną słuszność jej przekonań i wyborów syn zachował przez całe życie, o czym świadczy ten oto poczyniony po latach zapis: Matka mnie do tej roli, jaka mnie wypadła, chowała. Gdy jestem w rozterce ze sobą, gdy wszyscy są przeciwko mnie, gdy wokoło podnosi się burza oburzenia i zarzutów, gdy okoliczności nawet są pozornie wrogie moim zamiarom, wtedy pytam się samego siebie, jakby matka kazała mi w tym wypadku postąpić i czynię to, co uważam za jej prawdopodobne znaki, za jej wolę, już nie oglądając się na nic.
Od stycznia 1875 roku Ziuk razem ze starszym Bronisławem zasiadł w ławach rosyjskiego gimnazjum mieszczącego się wówczas w gmachu dawnego Uniwersytetu Wileńskiego, ale nie mógł znieść rusyfikatorskiej atmosfery szkoły. Wołowej skóry by nie starczyło na spisanie bezustannych poniżających zaczepek ze strony nauczycieli, hańbienia wszystkiego, com się przyzwyczaił szanować i kochać. (…) W takich warunkach nienawiść moja do carskich urządzeń, do ucisku moskiewskiego wzrastała z każdym rokiem – odnotował, przywołując we wspomnieniach czasy szkolne.
Jako uczeń gimnazjum należał do grona założycieli samokształceniowego kółka "Spójnia", którego celem było poszerzenie wiedzy historycznej młodzieży i pogłębianie wiary, iż godzina niepodległości Polski niedługo wybije. Od roku 1884 zainteresował się ideałami socjalizmu niepodległościowego. "Spójnia" posiadała biblioteczkę (w domu Piłsudskich przy wileńskiej ulicy Baszty) na bazie księgozbioru Witolda Przegalińskiego, do której z Warszawy i Petersburga ściągano książki i czasopisma w duchu i treściach społecznych tudzież patriotycznych. To kółko stało się ważnym doświadczeniem w późniejszej działalności konspiracyjnej. Wileńska młodość Piłsudskiego zaowocowała przywiązaniem do grodu nad Wilią, który stał się odtąd "miastem miłym".
Po trosze, by być samodzielnym, a przy tym pragmatycznie użytecznym Józef po maturze wybrał w roku 1885 wbrew woli ojca studia medyczne na uniwersytecie w odległym Charkowie, podczas gdy bardziej spolegliwy Bronisław, zgodnie z oczekiwaniem rodzica podjął studia w Petersburgu. Józef w Charkowie zetknął się z działaczami "Narodnej Woli", na dobre angażując się w działalność, skierowaną przeciwko reżimowi carskiemu. 
Po wykonaniu przez tę organizację wyroku śmierci na cara Aleksandra II Romanowa, co skutecznie uczynił polski student Ignacy Hryniewiecki, władze wzmogły represje. Za kontakty z petersburskimi zamachowcami "Narodnej Woli" bracia Bronisław i Józef Piłsudscy trafili w ręce znienawidzonej policji carskiej – ochrany. Przyszły Marszałek za rzekome spiskowanie na życie cara Aleksandra III został skazany na 5 lat więzienia, podczas gdy dla jego starszego brata pierwotny wyrok – karę śmierci zamieniono na 15 lat odsiadki.
Na zsyłce w Syberii młody Józef pierwotnie przebywał w Kireńsku nad Leną, a następnie – w Tunce. Otoczenie wielu polskich rewolucjonistów skłaniało do licznych dyskusji na tematy narodowe i rewolucyjne. Po odbyciu kary, latem 1892 roku powrócił do rodzinnego Wilna z ukształtowaną wizją konieczności zmian socjalnych, dla których program znalazł w socjalizmie, zwłaszcza w socjalizmie polskim o mocnych korzeniach niepodległościowych. 
To doprowadziło niedawnego zesłańca do niepodległościowego odłamu socjalistów. Wydawał "Robotnika", a że ponownie wpadł w ręce ochrany, został uwięziony w Cytadeli Warszawskiej, po czym przewieziony do Petersburga. Symulowany obłęd pozwolił mu znaleźć się w szpitalu, skąd przy pomocy polskiego lekarza szczęśliwie zbiegł i udał się do Krakowa, gdzie wówczas mieścił się ośrodek kierowniczy PPS. 
W latach 1901-1904 Józef Piłsudski odbywa kilka podróży zagranicznych, przebywając w Anglii, Niemczech, we Francji i Szwajcarii, a wszędzie nawiązywał kontakty z emigracyjnymi kołami Polskiej Partii Socjalistycznej. Dotarł nawet do znajdującej się w stanie wojny z Rosją Japonii, gdzie prowadził negocjacje, zmierzające do utworzenia przy japońskiej armii legionu polskiego. Choć zamiary te wzięły w łeb, udało mu się uzyskać pomoc przy nabywaniu broni i amunicji dla PPS i utworzonej przy partii z jego inicjatywy Zbrojnej Organizacji Bojowej PPS, dokonującej zamachów na przedstawicieli władzy carskiej, napadów na urzędy rosyjskie i kasy skarbowe. Sam zresztą uczestniczy w brawurowej akcji na pociąg carski pod Bezdanami, w której łupem, po zajęciu wagonu pocztowego, padło ponad 200 tysięcy rubli, jakie zostały później użyte na cele organizacyjne oraz na wsparcie więźniów politycznych i ich rodzin. Kiedy doszło do rozłamu w PPS, grupa związana z Piłsudskim, który nie ustawał w wysiłkach tworzenia siły zbrojnej, założyła w roku 1906 planującą powstanie przeciwko caratowi PPS-Frakcję Rewolucyjną.
W tym czasie w pracach konspiracyjnych dzielnie sekundowała mu pierwsza żona Maria z Koplewskich Juszkiewiczowa, rozwódka, z którą stanął na ślubnym kobiercu w roku 1899, a dla której zmienił nawet wyznanie na ewangelickie. Nie był to wszak związek małżeński do grobowej deski. W roku 1906 Piłsudski poznał bowiem Aleksandrę Szczerbińską, działaczkę Organizacji Bojowej PPS. Zapałał do niej uczuciem miłości, początkowo umiejętnie ukrywanym przed żoną. Kiedy sytuacja rodzinna się pogorszyła, a Maria nie wyraziła zgody na rozwód, nastąpiła separacja. Z Aleksandrą – matką dwóch córek – Wandy i Jadwigi, związek małżeński zawarł dopiero po śmierci pierwszej małżonki w roku 1921.
W czerwcu 1908 roku z inicjatywy Piłsudskiego powstaje we Lwowie konspiracyjny Związek Walki Czynnej, kierowany przez Kazimierza Sosnkowskiego. Mimo iż ten związany był z PPS, miał prosty cel: stworzyć zalążek przyszłej armii polskiej. Coraz wyraźniej bowiem kształtował Piłsudski swoją strategię na wypadek konfliktu międzynarodowego: parł do odzyskania niepodległości Polski w taktycznym sojuszu z Austro-Węgrami. W przeciwieństwie do narodowców za największego wroga polskiej niepodległości uznawał Rosję, w czym nie bez znaczenia były jego doświadczenia osobiste.
By szykować grunt do zbrojnego wystąpienia, wyrusza na Galicję, gdzie udaje się mu powołać dwie legalnie działające organizacje, prowadzące ćwiczenia i wykłady teoretyczne z dziedzin wojskowości – Związek Strzelecki we Lwowie oraz Towarzystwo Strzeleckie w Krakowie. Wybuch 28 lipca 1914 roku I wojny światowej, która miała rozsadzić "więzienie narodów", jakim była Europa, stanowił sygnał do bardziej stanowczych działań, mających zapoczątkować historyczny marsz ku wolności. 
W sierpniu 1914 roku skierował Piłsudski w Kieleckie kampanię strzelców, tzw. "kadrówkę" w liczbie 150 osób w celu zorganizowania powstania w Królestwie Polskim, oderwania go od Rosji, uniezależnienia się od Austrii i utorowania mu drogi do bardziej samodzielnej roli politycznej. Akcja ta jednak poniosła fiasko. Komendant przeżył to boleśnie, twierdząc z goryczą, że Polacy okazali się kamieniem pleśnią pokrytym, a nie ładunkiem dynamitu. 
Mimo niepowodzenia zwyciężył w nim jednak duch bojownika. Podporządkowawszy się Naczelnemu Komitetowi Narodowemu w Galicji, objął stanowisko dowódcy I pułku, a potem I Brygady Legionów. Które to legiony w latach 1914-1916 toczyły ciężkie boje na terenie Małopolski, Karpat, Wołynia, odnosząc sukcesy w walkach z wojskami rosyjskimi. 
Wówczas Piłsudski na własną rękę nawiązał pertraktacje z Niemcami w celu utworzenia pod swą komendą polskich sił zbrojnych. Temu zadaniu służyła powołana do życia najpierw Polska Organizacja Narodowa, a następnie – Polska Organizacja Wojskowa, która prowadziła działalność dywersyjną i wywiadowczą na rzecz armii niemieckiej, kształcąc jednocześnie kadry dla przyszłego wojska polskiego.
Kiedy w lipcu 1917 roku podkomendni Piłsudskiego na jego rozkaz odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzom, ponad 3 tysiące żołnierzy z Kongresówki aresztowano, a drugie tyle, z Galicji, przeniesiono do armii austro-węgierskiej i wysłano na front. Sam Piłsudski został natomiast aresztowany i przewieziony do twierdzy magdeburskiej. Wydarzenia na froncie, zwiastujące rychłą przegraną Niemiec, zadecydowały o jego zwolnieniu i przewiezieniu w dniu 10 listopada 1918 roku pociągiem do Warszawy.
Jego autorytet sprawił, że otrzymał wsparcie lokalnych ośrodków odradzającej się władzy polskiej. 11 listopada Rada Regencyjna przekazał mu kontrolę nad wojskiem i obarczyła misją utworzenia rządu narodowego. 14 listopada natomiast w jego ręce przeszła też władza cywilna. 16 listopada Piłsudski notyfikował oficjalne powstanie państwa polskiego. Stał się realnym przywódcą odrodzonej Rzeczypospolitej. Nawiązując do czasów kościuszkowskich, przybrał tytuł Naczelnika Państwa. Był jego głową, organizował porządek prawny, wydając kolejne dekrety. Paryski Komitet Narodowy Polski, namiastka rządu polskiego na Zachodzie, stał się przedstawicielstwem dyplomatycznym Polski i został upoważniony do reprezentowania Polski na konferencji pokojowej w Paryżu.
W granicach odradzającego się państwa trwał pożar. Trzeba było bronić polskości Lwowa, w Wielkopolsce wybuchło powstanie. Tymczasem 26 stycznia 1919 roku odbyły się pierwsze wybory do Sejmu. Choć zwyciężyli w nich narodowcy, jednak w specjalnej uchwale sejmowej z 20 lutego 1919 roku nie zawahali się przekazać pełnię władzy byłemu socjaliście.
Największe zagrożenie dla polskiej niepodległości nadciągnęło jednak ze wschodu. Piłsudski nie czekał biernie na rozwój wypadków. Zawarł przymierze z Ukraińcami Symona Petlury. Udana ofensywa doprowadziła do zdobycia Kijowa. Kontrofensywa Michaiła Tuchaczewskiego i armii konnej Siemiona Budionnego dramatycznie odmieniły bieg wypadków. Armia bolszewicka w szybkim marszu parła na Warszawę.
Sejm powołał Radę Obrony Państwa pod przewodnictwem Piłsudskiego. 13 sierpnia rozpoczęła się Bitwa Warszawska, zakończona ostatecznie 25 sierpnia wielkim triumfem polskiej armii i jej naczelnego wodza. Pozostali przy życiu i uszli niewoli bolszewicy w popłochu wycofali się w głąb Rosji. Dzięki zwycięstwu w tej wiekopomnej bitwie, uznanej notabene za jedną z 18 przełomowych bitew w historii świata, komunistyczna zaraza nie rozprzestrzeniła się na teren Europy. Zwycięstwo osiągnięte zostało przede wszystkim dzięki strategicznemu geniuszowi jednego człowieka i dzięki przeprowadzeniu przez niego akcji tak niebezpiecznej, że wymagała ona nie tylko talentu, ale i bohaterstwa – ocenił Edgar Vincent D’Abernon, polityk brytyjski.
Józef Piłsudski funkcję Naczelnika Państwa sprawował do 9 grudnia 1922 roku, kiedy wybrany został pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – Gabriel Narutowicz, który ledwie tydzień później zginął w pamiętnym zamachu. Twórca Pierwszej Kadrowej postanowił usunąć się z polityki, uznał bowiem za niemożliwą współpracę z premierem rządu Wincentym Witosem, którego obarczał odpowiedzialnością za ten niecny czyn. Wyraz owego niezadowolenia dał w słynnym przemówieniu w hotelu "Bristol", wyrażając swój wstręt wobec partyjniactwa i zawiści, które niszczą Polskę.
Osiadł w Sulejówku pod Warszawą, gdzie w zaciszu domowym oddał się pracy literackiej. Ukończył książkę "Moje pierwsze boje", napisał rozprawy: "O wartości żołnierza Legionów", "Wspomnienia o Gabrielu Narutowiczu", "Rok 1863", "Naczelni wodzowie" i "Rok 1920". Publikował ponadto wiele artykułów w prasie, wygłaszał odczyty polityczne.
Jednak sytuacja w kraju (niepokoje społeczne, rosnąca liczba bezrobotnych i kryzys gospodarczy) zmusiła go do ponownego zaangażowania się w politykę. Ciesząc się ogromnym poparciem i poważaniem społeczeństwa, zażądał złożenia władzy przez gabinet Wincentego Witosa. Kiedy apele nie odniosły skutku, zdecydował się na zamach stanu, pewny, że otrzyma poparcie wojska. 12 maja 1926 roku na czele wiernych mu oddziałów wkroczył do Warszawy i po trzydniowych walkach zmusił do ustąpienia zarówno rząd jak też gabinet prezydenta Stanisława Wojciechowskiego.
Przejąć władzy nie udało się bez rozlewu krwi. Nie ma wątpliwości, że dla Marszałka była to klęska. Nic więc dziwnego, że w pierwszym ważnym przemówieniu po przewrocie, 22 maja, wyraził nadzieję, że Bóg nad grzechami litościwy nam odpuści i rękę karzącą odwróci, a my stańmy do naszej pracy, która ziemię naszą wzmacnia i odradza. Trzeba przypomnieć, że społeczeństwo stolicy Polski zdecydowanie popierało Marszałka, urządzając mu wielką owację na placu Zamkowym. On sam nie dążył do starcia i rozlewu krwi. Działania rozpoczęły siły rządowe. Prawie 400 osób, w tym – także cywilów, poniosło w tych dniach śmierć na ulicach Warszawy. To była wielka tragedia narodowa.
Słuszność decyzji o dokonaniu zamachu stanu do dzisiaj budzi spory: zarówno wśród narodowców, piłsudczyków oraz historyków. Oceny tego wydarzenia są skrajne. Jedni twierdzą, że oznaczało to koniec demokracji w odradzającej się Polsce, inni – przeciwnie, że dzięki przewrotowi system demokratyczny przetrwał. 
Piłsudskiemu chodziło bowiem przede wszystkim o ustabilizowanie polityki obronnej państwa, polityki zagranicznej i gospodarki. Nie był w stanie powrócić do władzy drogą legalną, a zdawał sobie sprawę, że dalsze targi polityczne, kolejne kryzysy rządowe, częste zmiany gabinetów i ciągła rotacja ministrów w połączeniu z trudną sytuacją międzynarodową, kryzysem gospodarczym i narastającymi konfliktami społecznymi mogą sprowadzić na II Rzeczpospolitą ogromne niebezpieczeństwo.
Po majowym zamachu stanu Marszałek ogłosił potrzebę uzdrowienia kraju. Sejm wzmocnił rolę prezydenta, którym został Ignacy Mościcki. Ten mógł teraz wydawać rozporządzenia z mocą ustawy oraz rozwiązywać Sejm i Senat na wniosek rządu.
2 października 1926 roku Józef Piłsudski został premierem. Wbrew przewidywaniom nie był to rząd złożony z dawnych kolegów partyjnych Marszałka. On sam podkreślał, że nie jest członkiem ani polskiej prawicy, ani polskiej lewicy. Nie chciałem nigdy należeć do żadnego stronnictwa ani też aprobować panowania stronnictw nad Polską. W ten sposób podkreślał czystość swoich intencji. Zamach majowy nie wynikał z pragnienia przejęcia władzy przez własnych stronników. Był raczej próbą ratowania Polski przed "partyjniactwem", które Piłsudski tak często potępiał.
Niezdrowy tryb życia, mało snu i wytężona praca spowodowały pogorszenie się stanu zdrowia. Już w roku 1928 miał Piłsudski lekki atak apoplektyczny, który skutkował odtąd pewnym niedowładem prawej ręki. Kłopoty zdrowotne spowodowały, że w roku 1928 podał swój rząd do dymisji. Bardzo krytycznie wypowiadał się nadal na temat Sejmu, podkreślając, że posłowie nie mają świadomości, iż poprzez wybór zostali przez naród naznaczeni, ale też mają wobec narodu obowiązki, misję do wypełnienia. Piłsudski ujmował to obrazowo: Gdy jeden mówi, piętnastu chodzi po sali, załatwiając jakieś prywatne interesiki, czterdziestu głośno między sobą rozmawia, pokazując mówcy plecy, stu opowiada sobie anegdotki. Czy ten obraz należy już na pewno tylko do historii?
W sierpniu 1930 roku Piłsudski po raz drugi sformował rząd. Kontynuował zarazem swą walkę z parlamentem, który uważał za siłę destrukcyjną w Polsce. Miał nawet powiedzieć: Konstytucja mówi tylko o nietykalności sądowej, wszystko inne, panie pośle, jest tykalne!
Jak powiedział, tak zrobił. Po rozwiązaniu przez prezydenta parlamentu, przestał działać immunitet poselski. Minister spraw wewnętrznych nakazał aresztowanie i osadzenie w Twierdzy Brzeskiej wiele znanych postaci polskiego życia politycznego, m.in.: Wincentego Witosa, Norberta Barlickiego, Wojciecha Korfantego, Karola Popiela i innych. Przeciwnicy polityczni Marszałka umieszczeni byli również w specjalnym miejscu odosobnienia w obozie w Berezie Kartuskiej. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, społeczeństwo zaakceptowało ten niewątpliwie bezprawny akt, ponieważ w wyborach parlamentarnych 1930 roku ugrupowania, związane z ruchem sanacji, otrzymały zdecydowaną większość.
Marszałek zawsze był zwolennikiem polityki równowagi między Niemcami a Sowietami. Dążył do podpisania z nimi aktów o nieagresji. Szukał aliantów w Wielkiej Brytanii, Francji i wśród sąsiadów: na Łotwie, w Rumunii, na Węgrzech. Gotów był uderzyć prewencyjnie na Niemcy, by powstrzymać ich zbrojenia, gdyby Francja na to przystała. Ponieważ zgody nie było, Marszałek podpisał z nimi deklarację o nieagresji, a ta miała obowiązywać do roku 1944…
W kwietniu 1935 roku przyjęto nową konstytucję, wzmacniającą władzę wykonawczą i rolę prezydenta w państwie, który odtąd miał być odpowiedzialny tylko przed Bogiem i historią. Pisano ją z myślą o Piłsudskim. Niestety, miesiąc później Marszałek już nie żył. Nastąpiło to 12 maja, równo 10 lat później, kiedy polała się braterska krew na ulicach Warszawy.
Choroba nowotworowa była bezlitosna. Nie pomógł nawet słynny wiedeński profesor medycyny Karl Wenckebach, który przybył do łoża Marszałka. Było już za późno.
Józef Piłsudski zmarł w Belwederze o godzinie 20.45. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją jedności narodowej Polaków. 13 maja wyjęto z ciała mózg i serce. Mózg był badany przez naukowców, serce rok później, zgodnie z wolą Zmarłego, spoczęło w grobie jego matki na cmentarzu Rossa w Wilnie. Ciało złożono w sarkofagu na Wawelu, w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów.
Na granitowej płycie nagrobnej na wileńskiej Rossie umieszczono wybrane przez Piłsudskiego cytaty z "Wacława" i "Beniowskiego" Juliusza Słowackiego, ukochanego poety Marszałka, spoczywającego z jego woli także na Wawelu: 
Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie.
Tak żyłem…
"Szatanów" i "cieniów" nie brakowało w jego wędrówce przez doczesność. Jedno jest jednak pewne. To było życie dla Ojczyzny. Bezinteresowne. Kiedyś powiedział: Choć nieraz mówię o "durnej Polsce", wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę.
Tytuły, które należały za życia i po śmierci do Józefa Piłsudskiego, można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza – to tytuły i stopnie urzędowe, formalne takie, jak: komendant, brygadier, naczelnik, marszałek, wódz naczelny, minister czy premier. Druga – to określenia honorowe, oddające cześć dla życia i dzieła Marszałka, dla jego opatrznościowej roli w szczególnie ważnym, przełomowym okresie dziejów Polski. Wśród tych określeń – na przeciwstawnych biegunach – pojawiają się swojski "Dziadek" i koturnowy "wskrzesiciel Państwa Polskiego".
O ile to drugie mogło być wytworem dobrze rozumianej propagandy państwowej i pewnej egzaltacji, tak charakterystycznej dla atmosfery życia zbiorowego w II Rzeczypospolitej, o tyle określenie "Dziadek" kryje nieporównywalny z niczym stosunek Polaków do postaci Józefa Piłsudskiego, nieograniczone zaufanie. To ktoś, kto może popełniał błędy, ale był jednym z rodaków; ktoś bardzo bliski, bezinteresowny jak członek rodziny.
Wydaje się, że ten tytuł szczególnie dobrze odzwierciedla zarówno formalne, jak i nieformalne relacje między Polakami a ich charyzmatycznym przywódcą. Józef Piłsudski był przede wszystkim naczelnikiem Państwa Polskiego – zarówno w sensie formalnym, jak też duchowym, a jego przywództwo było dla większości Polaków niekwestionowane. Tacy jak on rodzą się raz na wiele pokoleń.
Ostatnimi czasy, od śmierci Jana Pawła II, zaczyna się rodzić na naszych oczach nowy mit narodowy, który może stać się wielką ideą łączącą Polaków, budującą narodową solidarność i poczucie wartości. Chodzi o odradzającą się więź między pokoleniem JP I (Józefa Piłsudskiego) i JP II. Jakby wbrew prawidłom współczesnego tracącego oblicze świata. Ta piękna idea, warta pielęgnacji i delikatnego traktowania.
Wszelkie krytyczne oceny życia i działalności Józefa Piłsudskiego, jako człowieka i męża stanu, poniekąd rykoszetem odbijają się od tej postaci, nie dotykają jej nawet wtedy, gdy formułowane są przez ludzi kompetentnych. Słowa krytyki odchodzą do bibliotecznego lamusa, a Piłsudski żyje dalej swoim życiem, wyrysowanym w sercach rodaków, którzy z jego postacią związali najbardziej dramatyczne doświadczenia zbiorowe, jakim była wojna z bolszewikami o być albo nie być Polski w początkach ledwie odzyskanej niepodległości.
Pozwolą szanowni Czytelnicy, że "spacerek" po wyraźnie rozwichrzonym życiorysie tego, który był przekonany, że być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach – to klęska, zakończę jakże wymownymi strofami pt. "Piłsudski" autorstwa Wacława Drozdowskiego:

Jedni Mu akty słali hołdownicze,
Inni – miotali brudne oszczerstw błoto…
Lecz hołdy, czy też kalumnie zbrodnicze
Były Mu za nic – bo On nie dbał o to!

Nie na monarszym przesiadywał tronie,
Ani w szkarłatach wodził swoje hufce,
Ale miał ducha – w królewskiej koronie,
Sam – w legionowej chodząc maciejówce!

W tej maciejówce, z marmurową twarzą,
Wawel w swym łonie zamknie Jego kości…
Lecz duch – podobny skrzydlatym 
husarzom
Będzie przewodził Polsce ku wielkości!...

On ją wywalczył po wielu mozołach!
Jego wysiłek wskrzesił ją nadludzki!
I dziś – gdy w przestrzeń: 
– "Polska!" ktoś zawoła
– Echo stokrotnie odpowie – "Piłsudski!".

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2018

100 LAT TEMU POLSKA POWSTAŁA, BY ŻYĆ

  • Niczym jutrznia po nocy niewoli 
  • Niepodległa przede wszystkim wymodlona! 
  • Wspólne serc bicie nad sercem Marszałka 

ZUŁÓW – MIEJSCE URODZIN MARSZAŁKA

  • Kolebka Wielkości 

POLITYKA

  • Na bieżąco 

ŻYWI – UMARŁYM

  • Kamień do pamięci skłaniać! 
  • Koszalińskie Spotkania z Wysockim 

WILNO W CZASACH MICKIEWICZA

  • Ksawera, córka Deyblów 

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O lęku skończoności 

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku" 

SPORT

  • W duchu olimpijskiego braterstwa 

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ

  • Azerbejdżan – Kraina Ognia 

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie