Była o krok od monarchii

drukuj
Opracował Jerzy Wojtkiewicz, 11.11.2020
Plakat, zawierający treść proklamacji władz niemieckich i austro-węgierskich

Nim Polska wybiła się na niepodległość

Polska była o krok od monarchii. Mało brakowało, by w 1918 roku królem został Karol Stefan Habsburg. Porażka Niemiec i Austro-Węgier przekreśliła jednak te plany. Ostatecznie zamiast jaśnie panującego władzę przejął Józef Piłsudski jako Tymczasowy Naczelnik Państwa.

Akt 5 listopada 1916 roku

Wyczerpywanie się rezerw ludzkich Niemiec oraz Austro-Węgier i widmo kolejnych lat ciężkiej wojny, spowodowało zwrócenie się dowództw państw centralnych ku Polakom. Sądzili jednak, że aby zachęcić tych z Królestwa Polskiego do walki po ich stronie, trzeba pójść na ustępstwa. Te były jednak iluzoryczne, choć stanowiły pewnie przełom, bowiem wreszcie umiędzynarodowiły sprawę polską.
Odezwa cesarzy Niemiec i Austro-Węgier przeszła do historii jako Akt 5 listopada. W nim dwaj monarchowie zadeklarowali wolę utworzenia z wydartych Rosji ziem kadłubowego państwa.
"Przejęci niezłomną ufnością w ostateczne zwycięstwo ich broni i życzeniem powodowani, by ziemie polskie przez waleczne ich wojska ciężkiemi ofiarami rosyjskiemu panowaniu wydarte do szczęśliwej przywieść przyszłości, Jego Cesarska Mość Cesarz Niemiecki oraz Jego Cesarska i Królewska Mość Cesarz Austryi i Apostolski Król Węgier postanowili z ziem tych utworzyć państwo samodzielne z dziedziczną monarchią i konstytucyjnym ustrojem. Dokładniejsze oznaczenie granic Królestwa Polskiego zastrzega się...".
Tym samym na ziemiach zaboru rosyjskiego zaistniałoby Królestwo Polskie, pozostające jednak w zależności od Niemiec i Austro-Węgier. Jego ustrojem miała być monarchia konstytucyjna. W akcie jednak nie podano, kto ma objąć polski tron, co stało się w kolejnych miesiącach przyczyną wielu zakulisowych dyskusji. Znamienne jest, że autorzy odezwy posłużyli się zwrotem "państwo samodzielne", a nie "państwo niepodległe". Wśród Polaków trudno było znaleźć entuzjastów tego pomysłu, bo celem była Ojczyzna, złożona z ziem trzech zaborców.

Tymczasowa Rada Stanu

Skutkiem Aktu 5 listopada było powołanie w Warszawie Tymczasowej Rady Stanu, pierwszego polskiego organu władzy w Królestwie Polskim. Stało się to na mocy rozporządzenia generalnego gubernatora warszawskiego oraz generalnego gubernatora wojskowego z dnia 6 grudnia 1916 roku:
"Do czasu ustanowienia Rady Stanu w Królestwie Polskim na podstawie postępowania wyborczego, które będzie przedmiotem porozumienia, tworzy się Tymczasową Radę Stanu z siedzibą w Warszawie (...)".
Inauguracja Tymczasowej Rady Stanu odbyła się 14 stycznia 1917 roku na Zamku Królewskim w Warszawie, gdzie jej członkom zostały wręczone nominacje. TRS miała przede wszystkim doradzać oraz działać na rzecz przygotowania przyszłych instytucji Królestwa Polskiego. Twór nie spełnił wszak nadziei, jakie pokładali w nim cesarze. Wkrótce po kryzysie przysięgowym, w dniu 25 sierpnia 1917 roku podała się ona do dymisji.

Rada Regencyjna

Niepowodzenie Niemców i Austro-Węgier z Tymczasową Radą Stanu skłoniły ich przedstawicieli do szukania innego sposobu pozyskania Polaków. Chcieli to uczynić jak najmniejszym kosztem, nie rezygnując z ziem zabranych Polsce. Nie uległo zmianie nastawienie, iż tym wabikiem miały zostać wyłącznie polskie ziemie odbite Rosji, a powstałe w ten sposób kadłubowe państwo stanowiłoby przede wszystkim dla Niemiec bufor przeciwko ewentualnej rosyjskiej ekspansji na zachód.
Niemieccy i austro-węgierscy okupanci ponownie powrócili do koncepcji wyboru monarchy, co deklarowali Aktem 5 listopada. Do czasu wybrania króla władzę w Królestwie Polskim miała sprawować Rada Regencyjna. Stało się to na podstawie patentu w sprawie władzy państwowej w Królestwie Polskim z 12 września 1917 roku.
Zgodnie z jego art. I "Najwyższą władzę państwową w Królestwie Polskim oddaje się aż do jej objęcia przez Króla lub Regenta Radzie Regencyjnej, nie naruszając międzynarodowego stanowiska państw okupacyjnych". Wyboru trzech członków Rady mieli uzgodnić cesarze państw centralnych. Natomiast akty rządowe Rady musiał kontrasygnować odpowiedzialny Prezydent Ministrów. 
Istotny był także art. V, gdyż – jak stwierdzał – "Polska władza państwowa będzie miała prawo międzynarodowej reprezentacji Królestwa Polskiego i zawierania umów międzynarodowych wykonywać dopiero po ustaniu okupacji". Niemniej nie miano złudzeń, iż w przypadku powstania Królestwa Polskiego, będzie ono uzależnione od Niemiec oraz Austro-Węgier i raczej nie stanie się samodzielnym podmiotem międzynarodowym w pełnym tego słowa znaczeniu.
W skład Rady weszli Józef Ostrowski, abp Aleksander Kakowski oraz ks. Zdzisław Lubomirski. Niewątpliwie najenergiczniejszym i najbardziej zaangażowanym członkiem Rady był książę Zdzisław Lubomirski, o którym generał-gubernator Beseler pisał: "Ks. Lubomirski z tradycji i usposobienia stoi w obozie antyrosyjskim; jego niezdecydowane stanowisko polityczne w pierwszym okresie okupacji należy tłumaczyć osobistymi zobowiązanymi, z których go później car zwolnił. Od zupełnej lojalności [względem Niemiec] jest jednak książę równie daleki jak od szczerego uznania nie neutralistycznego jedynie, lecz także czynnego współdziałania Polski z Państwami Centralnymi. Ale i jego potęga faktu nieodparcie skieruje na tory aktywizmu".
Kim zatem był jeden z trzech panów z Rady? Książę Lubomirski urodził się 4 kwietnia 1865 roku w Niżnym Nowogrodzie, dokąd jego ojca zesłały carskie władze za udział w Powstaniu Styczniowym. Od najmłodszych lat został wychowywany w duchu polskiego patriotyzmu, otrzymał gruntowne wykształcenie w Galicji, gdzie uczęszczał do gimnazjum świętej Anny w Krakowie i na studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, po czym przeniósł się do Warszawy. Książę był typem społecznika: w 1904 roku został wiceprezesem Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, które zajmowało się budową przytułków dla ubogich, udzielał się również w innego rodzaju działalności charytatywnej, między innymi przy tworzeniu polskiego szkolnictwa.
Kiedy wybuchła I wojna światowa, książę Lubomirski wszedł w skład Centralnego Komitetu Obywatelskiego w Warszawie, który dbał z jednej strony o pomoc dla ofiar wojny, działał też jednak również na innych polach, starając się między innymi o rozbudowę polskiego samorządu i szkolnictwa. 
Wielokrotnie w bardzo przemyślny sposób "gasił" różnego rodzaju pożary – kiedy pracownicy wodociągów warszawskich ogłosili strajk, Lubomirskiemu udało się uspokoić gorące głowy, przypominając, że w razie problemów przedsiębiorstwo zostałoby przejęte przez okupantów. 27 października 1917 roku książę wszedł w skład Rady Regencyjnej i w czasie jej prac dał się poznać jako orędownik twardego stosunku wobec zaborców, który najwytrwalej walczył o spełnienie obietnic.
Drugą osobą, wchodzącą w skład Rady Regencyjnej, był ziemianin hrabia Józef August Ostrowski, ostatni z przedstawicieli tego znakomitego rodu. Urodził się w rodowym majątku swojej rodziny w miejscowości Małuszyn 21 stycznia 1850 roku. Podobnie jak książę Lubomirski, otrzymał gruntowne wykształcenie – swoje studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim zakończył pracą nt. mocy prawa dowodów świadków w postępowaniu karnym. Studiował również w Warszawskiej Szkole Głównej, w Berlinie, a także na Wydziale Rolniczym uniwersytetów w Halle i Hohenheim.
Po powrocie do kraju zajął się przemysłem, czy też, mówiąc dokładniej, zaczął prowadzić wielkie przedsiębiorstwo rolne i zakład przetwórczy. Zaangażowany był również w dwie najważniejsze gazety o profilu konserwatywnym, czyli w "Słowo" i "Kraj". Korzystając ze swoich wpływów i statusu społecznego, próbował również (przez arystokrację rosyjską), doprowadzić do złagodzenia rusyfikacji.
Największą sławę i uznanie społeczne przyniosło mu jednak założenie w 1905 roku Stronnictwa Polityki Realnej, zrzeszającego ludzi o poglądach konserwatywno-liberalnych czy też po prostu środowisko ziemian. SPR, jak sama nazwa wskazuje, chciała doprowadzić do niepodległości Polski, stosując realpolitik, a co za tym idzie – próbować uzyskiwać coraz to nowe ustępstwa od zaborców, co przede wszystkim w oczach środowisk lewicowych uznawano za zdradę.
Jednocześnie, przez większość swojego życia, Ostrowski dał się poznać jako społecznik, organizujący różnego rodzaju pomoc dla potrzebujących. Jeszcze przed pierwszą wojną światową zaczął bardziej ciążyć ku opcji austriackiej i niemieckiej. Dzisiaj przyjmuje się, że w Radzie odgrywał bardzo ważną rolę, chociaż ta nie była eksponowana, przede wszystkim dlatego, że uchodził za typ polityka gabinetowego. To przede wszystkim jego działaniom II Rzeczypospolita zawdzięczała zręby systemu prawnego, a także części służb mundurowych.
Trzecim i chyba najlepiej znanym w historii Polski członkiem Rady był arcybiskup Aleksander Kakowski. Podobnie jak jego współpracownicy wywodził się z polskiej szlachty, z tą jednak różnicą, że jego rodzina nigdy nie należała do wielkich potentatów. Urodził się w rodzinie powstańca styczniowego Franciszka Kakowskiego w 1862 roku i po odbyciu edukacji w szkole elementarnej w Przasnyszu rozpoczął naukę w gimnazjum w Pułtusku, następnie zaś wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. Kolejnymi stacjami na jego drodze edukacyjnej była Akademia Duchowna w Petersburgu, a potem, wskutek choroby płuc, Uniwersytet Gregoriański w Rzymie, gdzie ze względu na problemy, jakie sprawić mogły władze carskie, figurował pod nazwiskiem Długosz. Ostatecznie święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1886.
Jego kariera nabrała zawrotnego tempa: Kakowski najpierw uczył teologii w seminarium, jednak już pięć lat po otrzymaniu święceń został kanonikiem, a niedługo później – prałatem. Na cztery lata przed wybuchem Wielkiej Wojny był już rektorem Akademii Duchownej w Petersburgu. W trzy lata później został arcybiskupem warszawskim, a złośliwe języki mówiły, że stało się tak wskutek jego ugodowej postawy wobec caratu.
W dniu wybuchu Wielkiej Wojny przebywał poza granicami Królestwa Kongresowego, wrócił jednak rychło szlakiem przez Anglię, Skandynawię i Finlandię, aby z powrotem móc pełnić swoją posługę. Kiedy do Warszawy wkroczyli Niemcy, stanął w szeregach opozycji i zakazał duchownym angażowania się w politykę prowadzoną przez zaborcę. 
Jego poglądy zmieniły się diametralnie, kiedy Rosję ogarnęła rewolucja lutowa. Za namową biskupa Stanisława Kazimierza Zdzitowieckiego dołączył do Rady Regencyjnej jako przedstawiciel Kościoła, co było jednak podyktowane z jego strony jedynie próbą uniknięcia w Polsce wydarzeń rosyjskich, czyli zatrzymania rewolucji.

Dzieło Rady

Dzisiaj dla wielu ludzi Rada Regencyjna jest przykładem zdrady. Przed wojną jednak nie postrzegano tego w tak radykalny sposób, a spora część społeczeństwa była jej nawet wdzięczna. Chociaż formalnie Rada była jednym z organów władzy okupacyjnej, tylko w przemówieniach pragnącej niepodległej Polski, w gruncie rzeczy to dzięki jej działaniom II Rzeczypospolita miała na początku swojego istnienia pewne trwałe fundamenty. Istniały również osobne rządy powołane przez Radę, którym pozwalano na przynajmniej cząstkowe prowadzenie polityki wewnętrznej.
Powstawały wydające dekrety polskie ministerstwa, co prawda zależne od zaborcy. Formowano również służby, zaistniały zarówno zalążki policji jak też wojska, chociaż to ostatnie było powszechnie bojkotowane. Najważniejszym z osiągnięć Rady było formowanie kadry aparatu państwowego – po raz pierwszy od 1867 roku na terenie Księstwa Kongresowego Polacy mogli w ogóle współtworzyć administrację państwową i sądownictwo, organizowano także kursy dla wyższych urzędników państwowych.
Pomimo licznych ograniczeń, na przykład tego, że dekrety Rady nie miały mocy ustaw a jedynie regulacji, Radzie Regencyjnej udało się zbudować zręby polskiej państwowości. Stworzono zarówno podstawy polskiego prawodawstwa (przede wszystkim cywilnego), jak też administracji. Co niezwykle istotne, działalność Rady i rządów Królestwa Polskiego pozwoliło na złagodzenie polityki zaborców i zwiększenie wolności obywatelskiej, a sądy orzekały nie w imieniu rządu niemieckiego, ale "Korony Polskiej". Istniał również quasi-parlament w postaci Rady Stanu, który, co prawda, nie miał szerokiego pola do działania, pozwalał jednak na budowanie świadomości obywatelskich i chociaż minimalną możliwość decydowania o polityce Królestwa.
Gdyby nie Rada Regencyjna, odradzająca się w 1918 roku Polska byłaby w o wiele trudniejszej sytuacji. Dzisiaj uważa się, że to Piłsudski był wskrzesicielem Ojczyzny. Nie wolno jednak zapominać, że 10 listopada przyszły Marszałek przybył niejako na gotowe: istniało już państwo, które ogłosiło niepodległość 7 października 1918 roku. A fakt, że zamiast tej daty świętujemy 11 listopada jest w dużej mierze wynikiem działań sanacji (i jej propagandy), a nie faktycznego stanu rzeczy.
Rada Regencyjna była niemalże modelowym przykładem realizmu w polityce, jakże rzadkiego w polskiej historii. Przy pomocy małych nakładów środków udało się jej stworzyć (przy sprzyjających okolicznościach) rząd, który chociaż był marionetkowy, jednak pozwolił w kilka miesięcy później na stworzenie prawdziwie niezależnego bytu państwowego. Rada Regencyjna, chociaż powołana przez Niemców, w ostatecznym rozrachunku przysłużyła się Polsce.

Kandydaci do polskiego tronu

Wracając natomiast do niemieckich oraz austro-węgierskich monarchistycznych przymiarek, warto nadmienić, iż mniej lub bardziej prawdopodobnych kandydatów do polskiego tronu było kilkunastu. Trudno ustalić, które z tych nazwisk naprawdę brano pod uwagę, a które były jedynie wymysłem salonów. Wielkiego entuzjazmu wśród nich jednak również nie było. Musieli liczyć się z tym, że przyjdzie im rządzić państwem, które tylko w części będzie obejmowało polskie ziemie. Wreszcie taki władca byłby uzależniony od Niemiec i Austro-Węgier oraz przyszłoby mu panować w państwie zrujnowanym i biednym.
Na giełdzie kandydatów wymieniano m.in. Joachima Hohenzollerna, syna niemieckiego cesarza; Jana Henryka XV Hochberga, księcia pszczyńskiego; Ludwika III Wittelsbacha, króla saskiego; Leopolda Bawarskiego, zięcia cesarza austro-węgierskiego; Fryderyka Krystiana Wettina; Wilhelma Karola księcia Von Urach; Cyryla, syna cara Bułgarii. Były także wysnuwane lub dyskutowane polskie kandydatury, a wśród nich: Zdzisława Lubomirskiego, Janusza Radziwiłła, a nawet Józefa Piłsudskiego.

Karol Stefan Habsburg – prawie królem

Najbliżej polskiej korony był jednak Karol Stefan Habsburg, arcyksiążę z żywieckiej linii Habsburgów. Miał kilka atutów, które za nim przemawiały. Po pierwsze, znał język polski, po drugie, uważał się za Polaka, po trzecie, posiadał majątek w Żywcu, znajdujący się w dawnych granicach Polski, po czwarte, popierały go elity Galicji i Królestwa Polskiego. Wyraz tego poparcia stanowiła m.in. akcja agitacyjna na jego rzecz. Rozdawano ulotki, wieszano plakaty. Przekonywano, iż w jego żyłach płynie krew Piastów i Jagiellonów.
Mijały miesiące, a cesarze Niemiec i Austro-Węgier nie mogli dojść do porozumienia z kandydatem. Chociaż nad kandydaturą Karola Stefana Habsburga poważnie dyskutowano, brakowało cesarskiej jednomyślności. Sam kandydat był bez wątpienia zainteresowany koroną.
Niemniej Karol Stefan Habsburg stawiał warunki, które opóźniały podjęcie decyzji przez państwa centralne. Żądał przede wszystkim odwołania generała-gubernatora Hansa Hartwiga von Beeslera, jako że to właśnie on faktycznie sprawował władzę w Warszawie, zatem jego pozostanie na stanowisku czyniłoby z Karola Stefana jedynie dekorację.
Ostatecznie nie został obrany królem, z pewnością zabrakło czasu. Porażka Trójprzymierza i poparcie Stanów Zjednoczonych dla utworzenia niepodległego państwa polskiego, aż wreszcie przekazanie władzy Józefowi Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną, ostatecznie zakończyły plan uczynienia z Polski monarchii.
W dniu 14 listopada 1918 roku Józef Piłsudski wydał dekret, który mówił o Republice Polskiej oraz Sejmie jako jedynym twórcy praw narodu:
"Z natury położenia Polski jest charakter rządu aż do czasu zwołania Sejmu Ustawodawczego prowizorycznym i nie dozwala na przeprowadzenie głębokich zmian społecznych, które uchwalić może tylko Sejm Ustawodawczy. Przekonany, że twórcą praw narodu może być tylko Sejm, żądałem zwołania go w możliwie krótkim, kilkumiesięcznym terminie. Licząc się z wyjątkowem pod względem prawnym położeniem narodu, wezwałem p. Prezydenta Ministrów, aby mi przedłożył projekt utworzenia najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej, aż do czasu zwołania Sejmu Ustawodawczego, obejmującej wszystkie trzy zabory".
Prawdopodobnie, gdyby okupanci szybciej doszli do porozumienia i zaoferowaliby więcej niż iluzje, być może w okresie II Rzeczypospolitej w Polsce panowałby monarcha. Trudno wyrokować, czy ostatecznie owa forma sprawowania władzy zostałaby uznana przez społeczeństwo oraz czy rola króla nie sprowadziłaby się do notariusza republiki. Do sprawdzenia tego w praktyce zabrakło czasu i determinacji Berlina oraz Wiednia
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2020

POLITYKA

  • Centroprawica "rozdaje karty"
  • Na bieżąco
  • Była o krok od monarchii

GDY ŻYCIA DOCZESNEGO KRES

  • Czas ucieka, wieczność czeka
  • Pogrzeb Józefa Piłsudskiego
  • "Nie spłonąć na tym stosie"
  • Tu spoczywa autorka "Nad Niemnem"
  • Zaduszki poetyckie

FAKTY – MITY – POMÓWIENIA

  • Sprawa Józefa Mackiewicza

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewcy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów

DIALOG DWÓCH KULTUR

  • Na wysokim brzegu

POZNAJMY POLSKĘ

  • Tam, gdzie były tereny Prusów

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O ostrożności

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie