Dożynki-2016 w rejonie wileńskim

drukuj
Henryk Mażul, 21.10.2016
Fot. Henryk Mażul

Chlebem powodowane dziękczynienie

Gospodarz – jeden z bohaterów "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego – był zdania, że "chłop potęgą jest i basta". Z czym trudno się nie zgodzić, zważywszy jego wielowiekowe łapanie się za bary z ziemią- żywicielką. A choć forma tego uległa jakże radykalnym przemianom, gdyż woły albo konie, a wraz z nimi sochy, sierpy i kosy ustąpiły miejsca ciągnikom, kombajnom oraz innym superwydajnym maszynom rolniczym, mającym ulżyć wieśniaczemu kieratowi, treść zakłada niezmienną troskę: by nie brakło chleba i do chleba, koniecznego w zaspokajaniu tak nieobcego człowiekowi poczucia głodu.
Ponieważ lwia część owego kieratu zlokalizowana jest pod gołym niebem, łaska Tego, który tam władzę sprawuje, wręcz nieodzowna. Wystarczy przecież nadmiar słońca albo deszczu, niszczycielskie w skutkach gradobicie, a mimo posiadania sprzętu na miarę XXI wieku, wypadnie czynić w urodzaju zdecydowane korekty in minus. Oto dlaczego ludzie wsi od zamierzchłych czasów kierują za kolejne dary ziemi w stronę Boga dziękczynny ukłon, w szczególnie wymowny sposób streszczający się w dorocznych dożynkach.
Opatrzone hasłem "Dzielimy się chlebem, kulturą, tradycją", a organizowane przez samorząd rejonu wileńskiego tegoroczne Święto Plonu miało już 21. numer porządkowy. O ile w początkach przenosiło się ono z gminy do gminy, jakie właśnie uchodziły kolejno za ich gospodarza, o tyle już od lat 15 adres świętowania jest stały – odnowiony dworek Marszałka Józefa Piłsudskiego w położonych na terenie gminy rzeszańskiej Pikieliszkach. 
To właśnie tu zgodnie z tradycją sprzęgniętą z ostatnią sobotą września (w roku bieżącym ta przypadała w jego dniu 24) powiodły wszystkie drogi. Którymi w pierwszą kolej podążyli ludzie wsi, wioząc na radosny pokaz to, czym zostali obdarowani przez Matkę Naturę. By następnie, puściwszy wodze wyobraźni, z tego multum darów wyczarować stoiska, mające ukazać w pełnej krasie każdą z 23 gmin rejonu. Nic więc dziwnego, że już od wczesnego poranka "u Marszałka" trwała gorączkowa krzątanina. Winna koniecznie dobiec końca przed godziną 11, kiedy to dożynkowa "kurtyna" miała pójść w górę.
Zwyczajem lat poprzednich do Pikieliszek tego dnia pociągnęli też nie mający na co dzień do czynienia z oraniem, sianiem bądź doglądaniem tego, co hodowane jest w oborach czy chlewniach. Wiedzeni ciekawością, co spracowane rolnicze ręce potrafią. A choć z rana zanosiło się na typowo jesienną szarugę, frekwencja okazała się tłumna na tyle, że zaistniał duży problem z zaparkowaniem aut osobowych, a nawet mniejszych lub większych busów nie tylko w okolicy samego dworku, ale też na poboczach drogi doń wiodącej. Ba, szpalery samochodów uszeregowały się nawet wzdłuż asfaltowej wstęgi zmierzającej do Podbrzezia.
Jak ukształtowana tradycja każe, dożynkowe święto zainaugurował tematyczny obrazek folklorystyczny ze żniwami w tle (tym razem z udziałem zespołów "Barwy Podwileńskie", "Mościszczanka" oraz "Iskry"), a słowo powitalne do zgromadzonych, w szczególności – do rolników, skierowała gospodyni największego na Litwie rejonu – mer Maria Rekść. Na jej ręce zaraz potem podążające w barwnym korowodzie poszczególne gminy składały najprzeróżniejsze dary w postaci tego, czego ostatnio nie poskąpiły zbożowe łany, ogrody, sady czy nawet pasieki. Nie brakło też, rzecz jasna, wyrobów masarskich i mleczarskich, kojarzonych z rolniczym sektorem hodowlą zwanym. A wszystko to było jakże wymyślnie ozdobione, co prócz pieszczenia oka podnosiło walory smakowe tych darów, mimowolnie łechcząc podniebienia. 
W samo południe nastała natomiast pora Mszy św. pod otwartym niebem, które zresztą niczym za skinięciem różdżki czarodziejskiej wyraźnie się przetarło i jęło nie skąpić nawet promieni słonecznych. Nabożeństwu "Za dar chleba Bogu dziękujemy" w asyście kilkunastu księży z parafii podwileńskich bądź przybyłych nawet z Białorusi przewodził sam nuncjusz apostolski na Litwie, arcybiskup Pedro Lopez Quintana, a śpiewem okrasił je młodzieżowy zespół "Randeo Anima" z parafii podbrzeskiej, w której obrębie znajdują się Pikieliszki. Po modłach każde z gminnych stoisk zostało przez duszpasterzy poświęcone, natomiast takoż skropionym wodą święconą chlebem z tegorocznych zbiorów mer Maria Rekść podzieliła się z gośćmi święta.
A – przyznać trzeba – tych stawiła się cała plejada, gdyż obok naszych – europosła i przewodniczącego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin Waldemara Tomaszewskiego, kilku posłów na Sejm RL z ramienia tej partii w rzędach pierwszych na widowni zasiedli też: ambasador RP na Litwie Jarosław Czubiński, konsul generalny Stanisław Cygnarowski, dyrektor Biura ds. Kontaktu z Polakami za Granicą Kancelarii Prezydenta RP Kazimierz Kuberski, przewodnicząca Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą Senatu RP Janina Sagatowska, senator RP Waldemar Bonkowski, posłowie na Sejm RP – Iwona Arent, Tadeusz Aziewicz, Grzegorz Janik, Mieczysław Baszko, przewodniczący Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" Longin Komołowski, były ambasador RP na Litwie Janusz Skolimowski.
Kto z nich zechciał zabrać głos, mnożył dziękczynną nutę wszystkim, kto z dnia na dzień nie ustaje w rolniczym trudzie o chleb powszedni, z życzeniami wszelkiej pomyślności na przyszłość. Zbieżne z tym w treści były też nagłośnione listy gratulacyjne, nadesłane pod adresem mer Marii Rekść przez prezydenta RP Andrzeja Dudę, premier Beatę Szydło, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, marszałka Sejmu RP Marka Kuchcińskiego, marszałka Senatu RP Stanisława Karczewskiego oraz szefa MSZ-u Witolda Waszczykowskiego. 
Innymi słowy, Polska podała jakże wymowny znak pamięci o swych rodakach Wileńszczyźnie przypisanych, zapewniając o zrozumieniu problemów, z jakimi się borykamy, i dalszym wsparciu naszych poczynań. Trudno odmówić racji Longinowi Komołowskiemu, będącemu zdania, że "dożynkowy klimat, wspólna modlitwa, nurzanie się w tradycje – to wszystko buduje wspólnotę Polaków w Polsce i Polaków tutaj".
Dalszemu przebiegowi święta towarzyszyła wyraźnie piknikowa atmosfera. Część zgromadzonych pozostała przed sceną, gdzie zaczęły się popisy artystyczne, a część wybrała się na zwiedzanie stoisk, których gospodarze każdemu przybyszowi byli naprawdę czym bogaci, tym radzi. Nie brakło też chętnych nabycia tego, co będąc żywnością pieści podniebienia. Wprost z rąk producentów, a więc po kosztach mniej kąśliwych niż obowiązujące w sieciach handlowych. Duży asortyment wyrobów zaprezentowali też na swych straganach rzemieślnicy, korzystający z możliwości sprzedania tego i owego. 
Kto w kieszeni nie miał większego pieniądza, mógł za 1,5 euro spróbować szczęścia w loterii na rzecz szkół polskich ma Litwie, zorganizowanej przez Fundację "Na obcej ziemi". Skoro ślepy los nie mógł się przytrafić, cieszyła się ona sporym wzięciem. Podobnie jak nie brakło chętnych sprawdzenia celności oka i pewności ręki w strzelaniu z karabinka pneumatycznego. Na najmłodszych uczestników dożynek czekały natomiast przejażdżki wierzchem na kucyku albo wozem.
Kto jest pasjonatem historii, zyskał świetną okazję, by się zanurzyć hen w średniowiecze – w czasy, jakie w "Krzyżakach" przywołał tegoroczny podwójny jubilat – Henryk Sienkiewicz. A to za sprawą przypisanego Mazurom Stowarzyszenia "Przyjazne Spychowo", skąd – wedle naszego noblisty – pochodził Jurand, jakże boleśnie doświadczony w walce z krzyżacką nawałą. Z tym Jurandem, w którego po mistrzowsku od lat 10 wciela się Adam Mierzejewski, można było uciąć nawet pogawędkę, podziwiając przy okazji jego słynny miecz, replikę średniowiecznej armaty oraz przywdziewane stroje z tamtej epoki. "Przyjazne Spychowo" uatrakcyjniało już swą obecnością plenerowe imprezy w różnych zakątkach Wileńszczyzny, choć do dożynkowych Pikieliszek zawitało po raz pierwszy. "Ale na pewno nie ostatni" – jak zapewniał Jurand, czyli Adam Mierzejewski, poprawiając opaskę na niby wypalonym oku.
Święto Plonu straciłoby wiele na kolorycie, jakby nie towarzyszył mu skrojony z rozmachem program artystyczny. Tego roku o takowy zatroszczyły się nasze rodzime zespoły: "Mościszczanka", "Barwy Podwileńskie", "Iskry", "Mejszagolanki", "Kapela Świętojańska" oraz "Gastinec" i "Lalki Corporation" z Białorusi. A – przyznać trzeba – powodowane przez nich rytmy były żwawe na tyle, że niejednemu z widzów nogi same ruszały do tańca, czemu zresztą wprost przy scenie dawano upust.
Toczące się niczym w kalejdoskopie śpiewaczo-taneczne popisy zostały w pewnym momencie przez prowadzących całość Monikę Jodko, Jolantę Gulbinowicz oraz dobrze nam wszystkim znanego gawędziarza Wincuka – Dominika Kuziniewicza nieco przyhamowane. Po to, by w należny sposób uhonorować tych, kogo w roku bieżącym uznano za najlepszych wśród rolniczej braci rejonu wileńskiego. W gronie 26 konkursowych uczestników najokazalsze laury w kolejności lokat przypadły: Andrejowi Zajcewowi ze starostwa rudomińskiego, Jonasowi Bernotasowi ze starostwa duksztańskiego oraz Mirosławowi Burzyńskiemu ze starostwa mariampolskiego, a ufundowane przez samorząd nagrody wręczyła mer Maria Rekść.
By być w zgodzie z prawdą, przywołany na wstępie niniejszej relacji Gospodarz z "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego musiałby ugryźć się nieco w język przy wskazaniu, kto jest dziś potęgą w skłanianiu ziemi do rodzenia. Pojęcie, że to chłop, trąci reliktem. W wieku XXI ten ktoś utożsamia się bowiem z rolnikiem albo (by jeszcze bardziej modern brzmiało) – z farmerem. A choć jak zwał, tak zwał, sedno jego wysiłku pozostaje niezmienne. Podobnie jak niewzruszona z dawien dawna jest istota dożynek. Podczas których ci, co żywią, składają szczere dziękczynienie za doznawane łaski Bogu, a prozaiczni zjadacze chleba – tym, kto dwoi się i troi, by powszedni bochen wciąż gościł na stołach.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 7/2019

KALENDARZ "M.W." NA DRUGIE PÓŁROCZE

SERCU BLISKIE ROCZNICE

  • Wolność mierzyli krzyżami
  • Orzeł Biały z Pogonią się zbratałi

POLITYKA

  • Na bieżącoi

 NASZA WIARA

  • Wakacje – czasem pielgrzymowania
  • W hołdzie Chrystusowej golgocie

POZNAJMY POLSKĘ

  • Konkurs Instytutu Polskiego w Wilnie
  • Swarzewo – "Kaszubska Częstochowa"

SPORT

  • Nigdy na deskach

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O mowie

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie

Wiadomości (wp.pl)