Generał o pokrętnym losie

drukuj
Opracował Jerzy Wojtkiewicz, 13.09.2020

Na stulecie wiekopomnej Bitwy Warszawskiej

Tadeusz Rozwadowski bez wątpienia należy do najwybitniejszych dowódców w polskich dziejach. W 1920 roku jako szef Sztabu Generalnego uratował polską armię od niechybnej klęski. To w ogromnym stopniu jego praca, optymizm i doskonała współpraca z Naczelnym Wodzem doprowadziły do wielkiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej. Stąd zasłużył na miano pierwszego hetmana odrodzonej ojczyzny.

Dzieciństwo i rodzina
Tadeusz Jordan Rozwadowski herbu Trąby urodził się 20 maja 1866 roku w Babinie nad rzeką Łomnicą. Dzisiaj ta wieś znajduje się na terytorium Ukrainy. Do ojca Tadeusza należał także majątek ziemski w Honiatynie (obecne województwo lubelskie). To tam swoje dziecięce lata spędzał przyszły generał. Urodził się w rodzinie o długich tradycjach wojskowych, w której wielu jego przodków walczyło w powstaniach narodowych, otrzymując za swoją służbę odznaczenia z Orderami Virtuti Militari włącznie. Gimnazjum ukończył we Lwowie. Następnie ojciec, zgodnie z rodzinną tradycją, acz bez sprzeciwu syna, wysłał go do szkoły wojskowej.

Kariera wojskowa w armii austriackiej
W 1880 roku Rozwadowski wstąpił do Szkoły Kadetów Kawalerii w Hranicach na Morawach. Po jej ukończeniu rozpoczął naukę w Wojskowej Akademii Technicznej w Wiedniu. Mimo faworyzowania studentów austriackich studia ukończył z wyróżnieniem, był uznawany za najlepszego absolwenta swojego rocznika. W 1886 roku otrzymał stopień podporucznika w korpusie oficerów artylerii. Następnie służył w Krakowie i Jarosławiu.
Podczas służby w Polsce przygotowywał się do egzaminu do elitarnej Wyższej Szkoły Wojennej w Wiedniu. Dostał się do niej z doskonałym wynikiem. Wówczas też został promowany na stopień porucznika. Studia ukończył również z wyróżnieniem. Po zakończonej nauce został skierowany jako adiutant sztabowy do Maribora, gdzie dowódcą był cieszący się złą opinią ze względu na trudny charakter, gen. Eisenstein. Rozwadowski potrafił jednak znaleźć wspólny język z wymagającym przełożonym, który wystawił mu wspaniałe oceny. Po trzech latach w Mariborze został skierowany w 1894 roku do Budapesztu.
Jego kolejnym przydziałem było objęcie w 1896 roku funkcji attaché wojskowego w Bukareszcie. Zyskał tam szczere uznanie elit, w tym – króla Rumunii, Karola I Hohenzollerna-Sigmaringena, który prosił o jak najdłuższe pozostawienie Polaka w Bukareszcie. Rozwadowski świetnie wywiązywał się z powierzonych mu zadań, dotyczących zacieśniania sojuszu austro-rumuńskiego.
W 1900 roku Rozwadowski postawił kolejny krok w swojej karierze wojskowej, zdając egzamin na oficera sztabowego. Mianowano go także majorem. W 1905 roku był już podpułkownikiem. Jego przełożony, szef austriackiego sztabu gen. Beck, we wniosku awansowanym nazwał Rozwadowskiego "pierwszym pośród wszystkich".
Kolejny awans, tym razem na pułkownika, otrzymał w 1908 roku. Z kolei w 1912 roku objął dowództwo nad brygadą artylerii w Krakowie, a w 1913 roku otrzymał awans na stopień generała-majora. Wtedy też, jako jedyny wysoki dowódca armii austriackiej, nawiązał kontakty z ruchem strzeleckim, którego działania popierał.

Generał Wielkiej Wojny
Gdy wybuchła I wojna światowa brygada artylerii, którą dowodził Rozwadowski, została z Krakowa wysłana na front. Wchodziła w skład 12 "Krakowskiej" Dywizji Piechoty. Pierwszym sukcesem Rozwadowskiego na froncie Wielkiej Wojny było zwycięstwo nad Rosjanami pod Annopolem. Następnie Rosjanie przeszli do kontrnatarcia, tak że armia austriacka znalazła się w defensywie.
Spowodowane koncentracją wojsk rosyjskich zagrożenie dostrzegł Rozwadowski, który zdecydował się na śmiały atak wyprzedzający. W jego wyniku udało się rozbić cztery rosyjskie bataliony i wziąć do niewoli około 1000 jeńców. Tak naprawdę akcja Rozwadowskiego uratowała cały front, bowiem dnia następnego miała ruszyć rosyjska ofensywa.
 Na froncie I wojny światowej Rozwadowski zasłynął także w 1915 roku podczas bitwy pod Gorlicami (2-5 maja). Tam w innowacyjny sposób wykorzystał artylerię. Dotąd najpierw ostrzeliwano pozycje wroga, a po ustaniu ostrzału do ataku ruszała piechota. To, po ustaniu ostrzału, pozwalało przeciwnikowi na ustawienie się w pozycjach obronnych. 
Rozwadowski postanowił zastosować nową taktykę. Otóż ogień artyleryjski nie ustawał, tylko na umówiony znak był przenoszony na kilkaset metrów przed nacierającą piechotę. W ten sposób wróg znajdował się pod ciągłym obstrzałem, torującym piechocie drogę. Taktyka okazała się być niezwykle skuteczna, umożliwiając przełamanie rosyjskiego frontu. Od razu stała się także obowiązującym elementem taktyki zarówno w armii austriackiej, jak też w niemieckiej.
Podczas walk na wschodzie Rozwadowski jako jeden z nielicznych wstawiał się za ludnością cywilną. Nie godził się m.in. na egzekucje chłopów, wykonywane jedynie na podstawie donosów, bez przeprowadzania żadnego śledztwa.
Ukoronowaniem kariery generała w wojsku austriackim było otrzymanie w 1918 roku najwyższego wojennego austriackiego odznaczenia, czyli Orderu Marii Teresy. Otrzymał go przede wszystkim za dokonania w 1915 roku.

Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego
W okresie, gdy Polska odzyskiwała niepodległość, czyli na jesieni 1918 roku, Rada Regencyjna powierzyła mu funkcję Szefa Sztabu Wojsk Polskich. Służbę objął 28 października. Już 29 października został ogłoszony dekret autorstwa Rozwadowskiego o powszechnym obowiązku służby wojskowej. W ten sposób generał rozpoczął proces organizowania polskiego wojska. Na skutek działań generała i przejęcia niemieckich i austriackich okrętów z Flotylli Wiślanej powstał zalążek Marynarki Wojennej. Z kolei 4 listopada generał wydał rozkaz o utworzeniu dywizji jazdy, co było początkiem kawalerii Wojska Polskiego.
Kilka dni później, 10 listopada, Rozwadowski lojalnie oddał się pod rozkazy przybyłego z Magdeburga Józefa Piłsudskiego. Jednakże ze względu na różnice, dotyczące sposobu organizacji armii, między Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych a Szefem Sztabu, Rozwadowski ustąpił 15 listopada ze stanowiska. Generał chciał, by polskie wojsko stanowiły regularne oddziały oparte na rekrucie, Piłsudski natomiast dążył do powszechnej armii ochotniczej.
Generał, wiedząc o fatalnym położeniu Lwowa, atakowanego przez siły ukraińskiej armii, postanowił ruszyć mu na ratunek. Dlatego jeszcze przed ustąpieniem, poprosił o skierowanie go tam.

Obrońca Lwowa
Generał został mianowany dowódcą Armii Wschód, odpowiedzialnej za działania w Galicji Wschodniej. Do Lwowa dotarł 24 listopada. Dwa dni wcześniej miasto z rąk Ukraińców odbiły wojska, dowodzone przez podpułkownika Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza. Mimo to sytuacja miasta była fatalna i istniała realna groźba jego utraty. Rozwadowski natychmiast meldował do Wodza Naczelnego i Sztabu Generalnego o potrzebie przysłania do Lwowa znacznych sił. W mieście Rozwadowski zaprowadził porządek, nie pozwalając ani prześladować tamtejszych Żydów, ani ludności i duchownych prawosławnych.
Początkowo walki o miasto miały charakter partyzancki. Jednak na przełomie 1918/1919 Naczelna Komenda Ukraińska zorganizowała szturm na miasto, dysponując kilkakrotnie liczniejszą armią. Mimo to Rozwadowskiemu udało się utrzymać Lwów w polskich rękach.
Dopiero na początku 1919 roku zdecydowano się wysłać do miasta polskie wojska. 27 stycznia w Warszawie odbyła się narada wojenna o sytuacji w Galicji Wschodniej, w której uczestniczył także Rozwadowski. W jej trakcie część wysokich dowódców chciało poddania miasta, na co nie zgadzał się Rozwadowski. Ostatecznie postanowiono bronić go dalej, obiecując jednocześnie wysłanie dodatkowych żołnierzy.
W marcu Ukraińcy przeszli do kolejnej ofensywy. Udało im się uszkodzić wodociąg oraz odciąć miasto od komunikacji kolejowej, wówczas najważniejszej. Dodatkowo zniszczyli polski magazyn amunicji. Polskie siły od 7 marca, gdy do miasta dotarł ostatni transport, zostały pozostawione same sobie. Będąc w okrążeniu, żołnierzom, jak i ludności cywilnej, zaczęło brakować jedzenia. 
Sytuacja Lwowa była tragiczna. Naczelne Dowództwo nadało telegram, w którym nakazywało Rozwadowskiemu przebicie się przez oblężenie i wycofanie w kierunku Przemyśla. Generał nie godził się na pozostawienie miasta Ukraińcom i odpowiedział: "Powziąłem niezłomną decyzję raczej zginąć z załogą niż w myśl rozkazu Naczelnego Dowództwa opuścić Lwów".
Sytuacją we Lwowie, który bronił się bez wsparcia Warszawy, zaczęło interesować się społeczeństwo. Dopiero presja opinii publicznej skłoniła Naczelne Dowództwo do udzielenia wsparcia Lwowowi. W kierunku miasta wyruszyła ekspedycja. Dowódcą sił, mających odblokować Lwów, został mianowany gen. Wacław Iwaszkiewicz-Rudoszański. Szczęśliwie 19 marca polskie natarcie przerwało oblężenie, uzyskując dostęp do miasta i zabezpieczając korytarz oraz linię kolejową Przemyśl-Lwów.
Wówczas jednak Rozwadowski, któremu tak naprawdę Polska zawdzięczała obronę miasta do czasu przybycia odsieczy, został pozbawiony dowództwa nad Armią Wschód na rzecz Wacława Iwaszkiewicza- Rudoszańskiego. Było to dla generała rozczarowaniem, gdyż planował już dalsze uderzenia na armię ukraińską. Zamiast tego został oddelegowany do Paryża, gdzie objął stanowisko szefa Polskiej Misji Wojskowej. Wyjeżdżającego z miasta generała owacyjnie żegnały tłumy lwowian.

Szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu
W Paryżu Rozwadowski zameldował się w kwietniu 1919 roku. Tam od razu przystąpił do intensywnych działań, mających zapewnić Polsce terytorium Galicji Wschodniej. W stolicy Francji trwała bowiem konferencja pokojowa, w której zwycięskie państwa decydowały o kształcie powojennej Europy, w tym – o kształcie granic odrodzonej Polski.
Podczas prac forsował korzystny dla Polski przebieg wschodniej granicy. Aktywnie wspierał Romana Dmowskiego w zabiegach o najkorzystniejsze dla Polski postanowienia traktatu wersalskiego. Działał także skutecznie na rzecz polsko-rumuńskiego sojuszu.
W maju 1920 roku ruszyło bolszewickie natarcie, w wyniku którego Polska utraciła wszystkie nabytki terytorialne, zdobyte podczas wyprawy kijowskiej, a Armia Czerwona zaczęła niebezpiecznie zbliżać się w kierunku Warszawy.
W dniach 5-16 lipca w belgijskim Spa odbywała się konferencja, dotycząca niemieckich opóźnień w wykonywaniu postanowień traktatu wersalskiego. Jednak ze względu na fatalną sytuację Polski wobec natarcia bolszewickiego, premier Władysław Grabski zabiegał o pomoc państw Ententy w rokowaniach pokojowych. 
Grabski, w zamian za skrajnie niekorzystne ustępstwa dotyczące m.in. przebiegu wschodniej granicy, uzyskał niewiele. Państwa zachodnie zaledwie zobowiązały się do wysłania misji wojskowej oraz dostaw amunicji. Przeciwko takim postanowieniom najmocniej protestował biorący udział w obradach Rozwadowski, będąc zdania, że i bez pomocy Ententy polskie wojsko jest zdolne do odparcia bolszewików.
Wobec skrajnie krytycznej sytuacji, bezpośrednio ze Spa, Rozwadowskiego ściągnięto na ratunek Warszawie. Mimo fatalnego położenia polskiej armii generał podjął się roli szefa Sztabu Generalnego i misji uratowania państwa przed katastrofą. Postęp Armii Czerwonej zagrażał już wtedy niemal stolicy. Nie pomagał nawet fakt, iż dzięki kapitanowi Janowi Kowalewskiemu i wywiadowi Polacy od jesieni 1919 roku deszyfrowali bolszewickie rozkazy. Czym innym jest jednak poznanie zamiarów wroga, a czym innym zrobienie z tej wiedzy odpowiedniego użytku.

Strateg pokonania bolszewików
W dniu 22 lipca 1920 roku w miejsce generała Stanisława Hallera Rozwadowski stanął na czele Sztabu Generalnego, by od pierwszego dnia swoim entuzjazmem i optymizmem odbudowywać morale polskiego żołnierza. Ani przez moment bowiem nie wątpił, że polska armia może wygrać wojnę z bolszewikami. Jego nominacja okaże się być momentem zwrotnym w trwającej wojnie. Jako szef Sztabu Generalnego odpowiadał za sprecyzowanie i przełożenie ogólnych planów i zamierzeń Naczelnego Wodza na konkretne rozkazy, których wykonanie następnie koordynował. Z tej niewdzięcznej roli Rozwadowski wywiązał się wspaniale.
W dniu 24 lipca został powołany Rząd Obrony Narodowej, który był wyrazem jedności społeczeństwa wobec bolszewickiej inwazji. Na jego czele stanął Wincenty Witos. Jako premier odbywał liczne i cykliczne spotkania z Naczelnym Dowództwem, był także wtajemniczany w plany operacyjne, o czym tak wspominał po latach: "W rządzie panowało ogólne przekonanie, że cały plan operacyjny, mający się przeciw bolszewikom przeprowadzić, zostanie opracowany wspólnie przez Piłsudskiego, gen. Rozwadowskiego i gen. Weyganda. Czy był on dziełem ich wspólnej pracy, czy jednego z nich, nie wiedział nikt z nas dokładnie. Wiem, że tak Piłsudski, jak i Rozwadowski przypisywali sobie jego autorstwo i o tym nieraz mówili, natomiast gen. Weygand uparcie milczał".
Po rozeznaniu się w sytuacji, skompletowaniu współpracowników i naradach z Naczelnym Wodzem, generał 27 lipca wydał rozkaz operacyjny, opatrzony numerem 7945/III, a będący pierwowzorem późniejszego rozkazu nr 8358/III. Swoje rozkazy gen. Rozwadowski podpisywał, co było nową jakością w Sztabie Generalnym. Sporządzone przezeń rozkazy, po okresie bezwładu polskiego wojska, wreszcie odpowiednio przegrupowywały i kierowały polskie siły do zorganizowania kontrnatarcia. Po początkowych sukcesach nie przyniosło ono jednak oczekiwanych rezultatów.
Wówczas zrodził się plan wydania bitwy bolszewikom w oparciu o Wisłę, która stanowiła naturalną przeszkodę. Pojawiły się jednak naraz jego dwie koncepcje. Pierwszą forsował francuski gen. Maxime Weygand. Była ona dość ostrożna i zakładała skrócenie frontu oraz ufortyfikowanie rejonu Warszawy, co miało po prostu wykrwawić atakującego wroga. Projekt drugi, autorstwa gen. Rozwadowskiego, zakładał uderzenie na lewe skrzydło i tyły wojsk bolszewików, które miały zostać związane walkami na fortyfikacjach Warszawy i Modlina.
Ostatecznie w nocy z 5 na 6 sierpnia Rozwadowski przedstawił Naczelnemu Wodzowi plan operacyjny w obu wariantach. Po wielogodzinnej dyskusji Piłsudski wybrał drugi z nich.
Po tych uzgodnieniach Rozwadowski przystąpił do opracowania rozkazu nr 8358/III, wydanego 6 sierpnia. Przelewał on ustalenia z Naczelnym Wodzem na konkretne dyspozycje dla polskiej armii. Jednakże dzięki działalności wywiadu, Polakom udało się uzyskać informację, iż treść rozkazu znalazła się w rękach wroga. Wskazywały na to także zarządzone przez głównodowodzącego armii bolszewickiej Michaiła Tuchaczewskiego przegrupowania sił, mające zapobiec planowanym akcjom polskiej armii.
Wobec tego w nocy z 8 na 9 sierpnia Rozwadowski postanowił zmodyfikować plan natarcia rozkazem operacyjnym nr 10 000. Był to ostateczny plan, jak się później okaże, zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. Novum polegało na tym, że zamiast ataku jednym skrzydłem, polska armia natarła dwoma skrzydłami. Był to zatem plan, który nawiązywał do klasycznego manewru kanneńskiego. Rozkaz nr 10 000 został w całości własnoręcznie sporządzony i podpisany przez Rozwadowskiego. 
W obawie przed przechwyceniem tych planów generał zarządził, że zostanie on tylko w tej jednej kopii rozesłany po kolei do odpowiednich dowódców. Zatem inni dowódcy, w tym Naczelny Wódz, po prostu podpisywali się na nim, kwitując tym samym, że otrzymali rozkaz. Dzięki temu przebiegłemu ruchowi Rozwadowskiemu udało się zachować w tajemnicy ostateczny plan polskiego natarcia.
Na skutek modyfikacji rozkazem nr 10 000 ostatecznego planu Bitwy Warszawskiej Rozwadowski obok Naczelnego Wodza brał na siebie współodpowiedzialność za wynik wojny.
W przededniu Bitwy Warszawskiej jako jeden z nielicznych Rozwadowski był pewny swojego, co tak relacjonował cytowany już Wincenty Witos: "Generał Rozwadowski, jakby o wszystkim zapomniał, co dopiero mówił, z zupełną pewnością siebie odpowiadał, że wykonuje swój plan sprowadzenia bolszewików pod Warszawę i rozprawienia się z nimi przy bramach stolicy".
Przed rozpoczęciem ofensywy, 12 sierpnia, odbyła się narada z udziałem Rozwadowskiego, Piłsudskiego i Weyganda. Po niej Naczelny Wódz udał się do Puław, by stamtąd dowodzić grupą uderzeniową. W efekcie w kluczowym momencie wojny i podczas pierwszych dni Bitwy Warszawskiej (od 12 do 16 sierpnia) na wszystkich rozkazach operacyjnych widnieje podpis Rozwadowskiego. 
W tym czasie to właśnie generał Rozwadowski, jako szef Sztabu Generalnego, kierował i koordynował całość walk, gdyż Piłsudski bezpośrednio dowodził jednym z odcinków frontu. Kluczem do zwycięstwa była także doskonała współpraca między Rozwadowskim a Piłsudskim, którzy w okresie najgorętszych walk umieli wznieść się ponad własne ambicje i uprzedzenia względem siebie.
Sama bitwa rozpoczęła się 14 sierpnia, a decydujące dla jej losów rozstrzygnięcia zapadły do 16 sierpnia. Zwycięstwo pod Warszawą umożliwiło przejęcie przez polskie wojsko inicjatywy. Polacy zaczęli spychać bolszewików na wschód. Jednym z kluczowych momentów bitwy była heroiczna postawa 5. armii, dowodzonej przez Władysława Sikorskiego. Udało się jej nie tylko powstrzymać impet liczniejszego wroga, ale też zmobilizować się do skutecznego kontrnatarcia. Ostatecznie sowieckie armie zaczęły w bezładzie uciekać na wschód. Koniec wojny znaczył podpisany 18 października rozejm.
W dniu rozpoczęcia Bitwy Warszawskiej Rozwadowski wydał rozkaz nr 71, nakazując przeczytanie go przed frontem wszystkich oddziałów. Brzmiał on tak: "Bitwa dziś rozpoczęta pod Warszawą i Modlinem decydować będzie o losach dalszych całej Polski. Albo rozbijemy zupełnie dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu, albo ciężka niedola i nowe jarzmo czeka nas wszystkich bez wyjątku. (...) Pomni hasła odwiecznego, Bóg i Ojczyzna, natężymy też w tych dniach najbliższych wszystkie nasze siły, by zgnieść doszczętnie przewrotnego wroga, dybiącego na naszą zagładę. (...) Ale my stolicy nie damy, Polskę od nich oswobodzimy i zgotujemy tej czerwonej hordzie takie przyjęcie, żeby nic z niej nie zostało".
Ów rozkaz swego przełożonego żołnierz polski bohatersko wykonał. Radość z wygranej, do której przylgnął z czasem przydomek "Cud nad Wisłą", zakłóciła Rozwadowskiemu wiadomość o śmierci jego ojca, z którym był bardzo zżyty.

Generalny inspektor jazdy
Mimo zwycięstwa relacje między Rozwadowskim a Piłsudskim były szorstkie. Toteż po zakończonej wojnie obaj dowódcy szukali nowej formy współpracy. Dlatego Rozwadowski, wcześniej ustępując ze stanowiska Szefa Sztabu, objął funkcję inspektora II Armii. Awansowano go także na stopień generała broni. Z tej okazji Piłsudski napisał do Rozwadowskiego list gratulacyjny, w którym znalazły się te oto superlatywy: "(...) Pańskie zdolności i żywy umysł pozwoliły Panu w najcięższych okolicznościach wynajdywać sposób wyjścia i szukać środków dla polepszenia sytuacji (...)".
Następnie od 1921 roku pełnił funkcję generalnego inspektora jazdy, gdzie z wielką gorliwością zajął się reformowaniem i szkoleniem polskiej kawalerii, przywiązując szczególną wagę do rozwoju szkół kawaleryjskich. Jednocześnie na wieść o powstaniu na zachodzie pierwszych wojsk pancernych, jako pierwszy składał wnioski do wprowadzenia tego typu sił zbrojnych w szeregi polskiej armii.
W 1921 roku otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari. Natomiast w 1922 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Wojennego Virtuti Militari, a także wszedł w skład Kapituły Orderu.

Obrońca konstytucyjnego porządku państwa
Rozwadowski był legalistą i strzegł apolityczności wojska. Dodatkowo nie był człowiekiem, zajmującym się intrygami czy budującym sobie jakiekolwiek zaplecze polityczne. Jego całym życiem była armia, a w jej upolitycznieniu widział tylko i wyłącznie drogę do osłabienia mocy oręża.
Na niespełna miesiąc przed zamachem majowym Rozwadowski dostrzegł problemy w polskim wojsku. Przygotował raport dla prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, w którym ostrzegał przed możliwym zamachem i politykierstwem wśród obrońców Ojczyzny.
Jego przestrogi zostały jednakże zignorowane. Tym samym nie udało się zapobiec zamachowi majowemu. Piłsudski pod hasłami odbudowy – sanacji, a także po uprzednio zajadłej krytyce demokracji, rozpoczął 12 maja zbrojny pucz.
Obrońcą konstytucyjnych organów państwa i stolicy przed zamachowcami został mianowany Rozwadowski. Dowództwo objął w sytuacji, gdy część oddziałów zbuntowała się, przez co generał nie miał pewności, które z nich są lojalne wobec rządu. Dodatkowo w trakcie walk o Warszawę część oddziałów po prostu przeszła na stronę zamachowców. Po czterech dniach walk, prezydent Wojciechowski postanowił ustąpić ze stanowiska. Tym samym zaprzestał przelewu krwi, oddając władzę nad krajem Piłsudskiemu. W wyniku zamachu majowego zginęło 215 żołnierzy i 164 cywilów, natomiast generał został internowany.

Więzień polityczny i ofiara nagonki
Piłsudski natychmiast zarządził aresztowanie Rozwadowskiego, a także m.in. generałów: Juliusza Tarnawę-Malczewskiego, Włodzimierza Zagórskiego i Bolesława Jadźwińskiego, posądzonych o przestępstwa kryminalne. Co prawda, Piłsudski obiecał publicznie, że po tej bratobójczej walce nie będzie prześladował przeciwników oraz nawoływał do narodowego pojednania. Danego słowa jednak nie dotrzymał i nie zwolnił z aresztu Rozwadowskiego.
Rozpoczęło się śledztwo przeciwko generałowi. Miano jednakże problemy z zebraniem obciążającego materiału dowodowego. Mimo to, tego dwukrotnie odznaczonego orderem Virtuti Militari generała 26 maja wywieziono do wojskowego więzienia śledczego na Antokolu w Wilnie. Tam 61-letni Rozwadowski był przetrzymywany w haniebnych warunkach. Szykanowano go, zabraniano kontaktów z rodziną, pozbawiono opieki zdrowotnej, a cela, w której siedział, nie była ogrzewana. Jednocześnie trwała akcja dyskredytowania jego imienia, zarzucająca m.in. kradzież publicznych pieniędzy oraz podważająca jego kompetencje i zasługi.
Dopiero po roku, w dużej mierze ze względu na naciski opinii publicznej, w dniu 18 maja 1927 roku Rozwadowski został zwolniony z aresztu. Pobyt w więzieniu negatywnie odbił się na zdrowiu generała. Powrócił do ukochanego przez siebie Lwowa. Tam otoczony rodziną i przyjaciółmi czekał na swój proces. Podejmował również leczenie w Jastrzębiej Górze, co jednak nie pomagało. Tymczasem, mimo upływu kolejnych miesięcy, nadal zwlekano z wyznaczeniem terminów rozprawy.
Stan zdrowia Rozwadowskiego szybko się pogarszał. Pobyt w surowym więzieniu na pewno przyspieszył śmierć, która nastąpiła 18 października 1928 roku. Zmarł w szpitalu przy ul. Hożej w Warszawie. Nie brakowało podejrzeń i domysłów, co do przyczyn zgonu. Sugerowano nawet otrucie, a odmowa władz przeprowadzenia sekcji zwłok podsycała jedynie spekulacje, prawdopodobne o tyle, że generał do czasu uwięzienia cieszył się doskonałym zdrowiem.
Jego zwłoki przewieziono do Lwowa. Msza pogrzebowa odbyła się 22 października w kościele bernardynów. Doczesne zwłoki Rozwadowskiego, zgodnie z jego wolą, pochowano na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Nad grobem generała ostatnie słowo wygłosił były legionista, ks. Józef Panaś, mówiąc m.in.: "Był to prawdziwie chrześcijański, wielki wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy".
Warto nadmienić, że generał obok wybitnych zdolności dowódczych był zawołanym konstruktorem i wynalazcą wojskowym, przede wszystkim w zakresie artylerii. Zaprojektował m.in. nowy rodzaj pocisku artyleryjskiego, tzw. granato-szrapnel, który eksplodował raz w powietrzu, a powtórnie – już po zetknięciu się z celem. Prace nad pociskami artyleryjskimi prowadził zresztą do końca życia.
Tuż przed śmiercią Tadeusz Jordan Rozwadowski opublikował pracę "Problem dzisiejszej obrony Państwa", zwaną jego osobistym wojskowym testamentem, w której wzywał do gruntownej reformy armii, postulował o utworzenie specjalnej formacji, tzw. wysokiego pogotowia, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w obliczu najazdu na Polskę ze strony Rosji lub Niemiec, którego termin przewidywał na rok 1936. Niestety, generała nikt nie usłuchał…
Pokrętny los, który generałowi towarzyszył za życia, nie ominął go też po śmierci. Chodzi o to, że w czasach komunistycznej Ukrainy, kiedy posunięto się do profanacji i równania z ziemią Cmentarza Obrońców Lwowa, te niecne czyny dotknęły również grobu sławnego generała. 
W 2013 roku Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oficjalnie poinformowała, że najpewniej ciało Rozwadowskiego staraniem miejscowych rodaków, ratujących szczątki polskich bohaterów, w latach 70. XX wieku zostało potajemnie przeniesione w nieznane miejsce, prawdopodobnie na Cmentarz Łyczakowski. Niestety, z wąskiego grona osób, które tego dokonały, już nie zostało nikogo przy życiu, dlatego nie sposób dociec szczegółów. By uczynić choć w pewnym stopniu zadość prawdzie dziejowej, po odbudowaniu staraniem Polski w roku 2005 doszczętnie zdewastowanej tej jakże ważnej dla Rzeczypospolitej nekropolii w grodzie Semper Fidelis, posunięto się do urządzenia tam symbolicznego grobu tego, który tak walnie się przyczynił do graniczącego z cudem zwycięstwa nad nawałą bolszewicką w Bitwie Warszawskiej.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2020

POLITYKA

  • Centroprawica "rozdaje karty"
  • Na bieżąco
  • Była o krok od monarchii

GDY ŻYCIA DOCZESNEGO KRES

  • Czas ucieka, wieczność czeka
  • Pogrzeb Józefa Piłsudskiego
  • "Nie spłonąć na tym stosie"
  • Tu spoczywa autorka "Nad Niemnem"
  • Zaduszki poetyckie

FAKTY – MITY – POMÓWIENIA

  • Sprawa Józefa Mackiewicza

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewcy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów

DIALOG DWÓCH KULTUR

  • Na wysokim brzegu

POZNAJMY POLSKĘ

  • Tam, gdzie były tereny Prusów

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O ostrożności

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie