Idzie poeta – niebieski wycieruch! (Bolesław Leśmian)

drukuj
Halina Turkiewicz , 16.11.2017

Przypominam – wszystkiego przypomnieć nie zdołam:
Trawa... Za trawą – wszechświat... A ja – kogoś wołam.
Podoba mi się własne w powietrzu wołanie –
I pachnie macierzanka – i słońce śpi – w sianie.

A jeszcze? Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy?
Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy –
Same liście i twarze!... Liściasto i ludno!
Śmiech mój – w końcu alei. Śmiech stłumić tak trudno!
Biegnę, głowę gmatwając w szumach, w podobłoczach!
Oddech nieba mam – w piersi! – Drzew wierzchołki w oczach! (...)

Kontekst biograficzny
Chociaż Bolesław Leśmian urodził się 22 stycznia 1877 roku w Warszawie, w przestrzeni miejskiej, pierwsze jego zapamiętane doznania nieprzypadkowo się kojarzą przede wszystkim z pejzażem rustykalnym, z umiłowaną przez poetę naturą, której oddawał hołd niemal w każdym ze swoich utworów.
W starszych kompendiach jako rok urodzin poety bywa też podawany 1878 albo nawet 1879. Najbardziej wiarygodna jest chyba wersja pierwsza (1877), potwierdzona przez Piotra Łopuszańskiego w monografii Leśmian, wydanej w 2000 roku w serii "A to Polska właśnie". Jej autor sprawdził księgi parafialne katedry św. Jana w Warszawie, w których figuruje właśnie rok 1877. Jest tam odnotowane także drugie imię poety – Stanisław.
Leśmian (właściwe nazwisko – Lesman) pochodził ze spolonizowanej rodziny pochodzenia żydowskiego. Ojciec Józef prowadził księgarnię w Warszawie. Matka, Emma z Sunderlandów, rodziny znanej z produkcji fajansu w Iłży, opiekowała się dziećmi, bo oprócz Bolesława dorastało w rodzinie jego młodsze rodzeństwo: brat Kazimierz i siostra Aleksandra.
Napomknijmy, że bratem stryjecznym poety był Jan Lesman, bardziej znany pod pseudonimem Brzechwa, świetny twórca poezji dla dzieci. Do krewnych należał także jeden z poetów młodopolskich, Antoni Lange. 
W związku z objęciem przez ojca stanowiska dyrektora kolejowej kasy emerytalnej w Kijowie Bolesław miał w swoim życiu epizod ukraiński. W latach 1886-1896 pobierał naukę w II Gimnazjum Klasycznym w Kijowie. Na lata gimnazjalne przypada też debiut prasowy początkującego poety. W 1895 roku dwa jego wiersze trafiły na łamy "Wędrowca".
W 1896 roku rozpoczyna studia prawnicze na Uniwersytecie św. Włodzimierza i chociaż wybrany kierunek był daleki od jego zainteresowań, w 1901 uzyskuje dyplom i w tym samym roku podejmuje pracę w charakterze pomocnika radcy prawnego na Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. 
Rzetelnie spełnia urzędnicze obowiązki, wszystkie zaś wolne chwile poświęca na obcowanie z warszawską bohemą artystyczną, zwłaszcza ze środowiskiem redagowanej przez Zenona Przesmyckiego (Miriama) "Chimery". Kogo tylko nie było w ówczesnych warszawskich kawiarniach! Można tam było spotkać Stanisława Przybyszewskiego, Marię Komornicką, Artura Oppmana (pseudonim Or-Ot), Wacława Berenta, czasem Władysława Reymonta czy Stefana Żeromskiego, co nie wyczerpuje, oczywiście, listy znakomitości, z którymi przyszło obcować, dyskutować o sztuce, literaturze, filozofii. To już dawało przedsmak prawdziwego życia, budziło nieraz natchnienie poetyckie. Poszczególne wiersze Leśmiana zaczęły się ukazywać w bardzo wyrafinowanej, nastawionej na wysoką sztukę "Chimerze".
Będąc w Warszawie, poznaje też Leśmian jedną ze swoich kuzynek, Celinę Sunderland. Znajomość przerasta szybko w przyjaźń i nawet więcej. Wśród wierszy pojawiają się erotyki, których nienazwaną adresatką jest właśnie Celina. Kiedy kuzynka wyjeżdża na studia malarskie do Paryża, Leśmian także niebawem wszystko stawia na jedną kartę. Rezygnuje z nielubianej pracy i w maju 1903 roku również wyrusza za granicę. Zwiedza Monachium, dociera do Paryża, traktując tę podróż edukacyjnie, poznając najnowsze trendy w sztuce, fascynując się secesją, impresjonizmem oraz innymi "-izmami", jakie kwitną w stolicy sztuki światowej. 
Pobyt w Paryżu dokonuje też zwrotu w życiu prywatnym. Odnajduje, oczywiście, Celinę, oświadcza się jej nawet, ale "dostaje kosza". Kuzynka nie wycofuje się jednak zupełnie z jego życia. Zapoznaje go z koleżanką ze studiów, malarką Zofią Chylińską, która od razu przypadła poecie do gustu. Bez względu na trudną sytuację materialną poeta i malarka zdecydowali się pobrać. 
W roku 1906 Leśmian wraca do Warszawy z żoną i córeczką Marią Ludwiką. Tutaj jest nieco łatwiej o wsparcie finansowe ze strony rodziny. 
Dzięki zagranicznym znajomościom, m. in. poznaniu w Paryżu rosyjskiego poety Konstantego Balmonta, w latach 1906-1907 Leśmian publikuje parę rzeczy w pismach rosyjskich. Nęci go melodyjność języka rosyjskiego, która się pięknie sprzęga z motywami ludowymi. 
W roku 1907 ze względów finansowych upada "Chimera", więc Leśmian publikuje sporadycznie w innych czasopismach i gazetach, ciągle brakuje stabilizacji. Dopiero stała współpraca z "Nową Gazetą" i "Prawdą" nieco poprawi sytuację. Pisze recenzje, artykuły, wykłada swoje poglądy na temat poezji, która ma być melodyjna, rytmiczna, odkrywcza, bogata w świeże metafory, neologizmy i archaizmy. Bliski jest mu intuicjonizm Henryka Bergsona, który przejawia się w poezji jako możliwość docierania do najbardziej ukrytych sfer bytu czy nawet niebytu.

"Sad rozstajny"
Powoli dojrzewa poeta do wydania debiutanckiego zbiorku. Zanim to nastąpi, odbywa jeszcze z rodziną podróż do Paryża, w którą wyrusza w grudniu 1911 roku. Właśnie tutaj kończy Leśmian pracę nad przygotowywanym do druku Sadem rozstajnym, który ujrzy światło dzienne w roku 1912. 
Ukazanie się zbiorku nie przyniosło poecie większej satysfakcji. Recenzji nie było zbyt wiele, a i wśród tych przeważały raczej niepochlebne. Tomik ten jest w dużym stopniu młodopolski. Ponadto krytycy dostrzegli w nim wpływy to Słowackiego, to Staffa, to poezji francuskiej przełomu XIX-XX w. Już w tym pierwszym tomiku są jednak wyraźne zapowiedzi pewnych stałych, rozpoznawalnych motywów poezji Leśmiana, ale będą one bardziej widoczne dopiero w kontekście dalszego dorobku poety, którego ówczesna krytyka przecież nie znała.
Już w Sadzie rozstajnym zderzamy się przecież z wielką pasją Leśmiana, jaką było umiłowanie natury, w dodatku natury, przenoszonej do poezji niekoniecznie w charakterystycznej dla epoki konwencji symbolistycznej. Zapragnąłem wejść w świat – zwierzał się poeta – w naturę – w kwiaty – w jeziora – w słońce – w gwiazdy, wejść tak nieodparcie, abym miał prawo wymawiać słowa powyższe bez uzasadnień ideowych (...) 
I rzeczywiście, tak głęboko wchodzi w świat natury, jak to się dokonuje w Zielonej Godzinie, w której podmiotowi nie wystarcza już samo tylko przyglądanie się urokom lasu, podziwianie go z zachowaniem dystansu. Obcowanie z przyrodą to wejście z nią w ścisły kontakt, to miłosny z nią uścisk, akceptowany przez obie strony, to "unia z naturą" (według określenia Jacka Trznadla): 
(...) Na rękach niosę strumień, potrząsany płaczem,
I uśmiechem go koję i do snu kołyszę,
By go złożyć pod skałą – na trawie – na mchu.

Brzozy, nagle od ziemi oderwane łona,
Idą za mną, by drogę śpiewaniem mi skrócić
I – marzeń dźwigaczowi – leśnych przydać sił...

Wiedzą, że blady strumień na ręku mym kona,
Że go trzeba zdać kwiatom i ziemi przywrócić,
Że go trzeba pogrzebać, by dzwonił i żył.

I grzebiemy go wspólnie – i żyje, i dzwoni,
Za kres boru wybiega, w nieskończoność polną,
By się sycić odbiciem najzieleńszych niw.
A brzozy z trwogą na mnie patrzą z swej ustroni,
Bo wiedzą, że mnie w ziemi pogrzebać nie wolno,
Żem inny, niepodobny – odmieniec i dziw! 
W Zielonej Godzinie mamy też bardzo wyraźne samookreślenie się podmiotu, które wyodrębnia go spośród ludzi zwykłych, przeciętnych, pozbawionych wyższych potrzeb duchowych. 
Stąd już niedaleko do cyklu Oddaleńcy, który także się znalazł w debiutanckim zbiorku i jest poświęcony właśnie różnego rodzaju odmieńcom, dziwakom, marzycielom, podróżnym zaświatów w pozytywnym znaczeniu tych słów. Pokrewnych im bohaterów spotkamy też w kolejnych zbiorkach poety. 
Zaznaczmy, że już debiutancki tomik zawiera subtelne i zarazem zmysłowe erotyki Leśmiana, jak chociażby Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz czy Usta i oczy. Nie było zatem tak źle, jak próbowali dowodzić niektórzy krytycy.
Lata poprzedzające I wojnę światową znowu upływają Leśmianowi w Paryżu bądź na Lazurowym Wybrzeżu. Będąc w Cannes, ciesząc się tamtejszym słońcem i ciepłem, korzystając z rodzimego folkloru, pisze m. in. Klechdy polskie, które zostaną wydane dopiero w 1956 roku. Zajmuje się tłumaczeniami poezji francuskiej, sięgając po bliskich dla niego Baudelaire`a, Verlaine`a i in.
W czasie I wojny światowej mieszka początkowo w Warszawie, później – w Łodzi, gdzie jest kierownikiem literackim Teatru Polskiego. 
Wyjeżdżając na wakacje do mieszkających w Iłży swoich krewnych Sunderlandów, w roku 1917 poznaje Leśmian Dorę Lebenthal, lekarkę z zawodu, która tak go zauroczy, że już do końca życia będzie się musiał miotać między dwiema kobietami, żoną Zofią i kochanką Dorą, co przysporzy mu szczęścia, ale też wielu kłopotów, zmusi do wyrzutów sumienia, naruszy tak przecież niezbędny spokój. W latach 1918-1922 prowadzi notariat w Hrubieszowie, a więc znowu zderza się z niepowabną dla niego pracą urzędniczą. Okres ten jest jednakże owocny pod względem artystycznym. Powstaje wówczas ostateczna wersja wydanego w roku 1920 zbiorku poetyckiego Łąka. 

"Łąka"
Nawet ten zbiorek, o wiele przecież dojrzalszy, szczytowy w dorobku poetyckim Leśmiana, nie doczeka od razu należytej oceny. Zostanie doceniony, prawda, przez Karola Irzykowskiego, przez Ostapa Ortwina, ale to nie zrobi pogody w popularyzacji oryginalnej twórczości autora Łąki. 
Chodziło głównie o to, że dla należytej oceny poezji Leśmiana zabrakło wówczas odpowiedniego kontekstu. Początek lat 20. to przecież okres zachłyśnięcia się nowymi prądami w literaturze, to ekspansja "-izmów", wśród których najkrzykliwsze są: awangardyzm, futuryzm, pragnące dokonać rewolucji artystycznej. Awangarda sławi "miasto – masę – maszynę", futuryści odrzucają nawet poprawność ortograficzną. 
Na takim tle wręcz archaicznie brzmi tytuł Łąka, wertowanie zaś zbiorku, przesuwanie się wzrokiem po tytułach wierszy Gwiazdy, Wieczór, W polu, Tęcza, Pierwszy deszcz, Wiosna, Pogoda i in. jakby utwierdza w przekonaniu, że mamy do czynienia z poezją tradycyjną, że to kolejny powrót do natury, który już niczym nie może zaskoczyć. Nic bardziej mylącego. I poszczególne wiersze, i tytułowy poemat Łąka wprowadzają nową perspektywę przyglądania się przyrodzie. Poeta nie potrafi zachować wobec niej dystansu, podziwiać ją tak, jak czyni to Leopold Staff w znanym wierszu Wysokie drzewa. Podmiot czy skonkretyzowany bohater w wierszach Leśmiana jest dosłownie zakochany w przyrodzie i, jak każdy zakochany, pragnie jej bliskości, dąży do miłosnego uścisku. W tytułowym poemacie następuje jakby odrealnienie świata przedstawionego. Nie człowiek idzie na łąkę, lecz ona przybywa do jego chaty i dochodzi do zmysłowo opisanego aktu miłosnego człowieka i łąki. Potwierdzają to również wpisani do tekstu świadkowie:
Byłoż owo, nie było? Opowiedz nam, bracie,
Co się nocy dzisiejszej działo w twojej chacie?
Widzieliśmy, ludzie prości,
Niepojętość Zieloności
Za oknami – na ścianach i na twojej szacie. (...)
Omawiany zbiorek wzbogacają ponadto erotyki Leśmiana, składające się na cykl W malinowym chruśniaku. Ich adresatką była wspomniana już Dora Lebenthal, największa miłość poety. Malinowy chruśniak nie jest wytworem wyobraźni poety. Rzeczywiście rozciągał się takowy za domem Sunderlandów w Iłży, stanowiąc często schronienie dla szukających ustronia zakochanych. Dzięki pomysłowości Leśmiana stał się jednym z najbardziej rozpoznawczych obrazów w literaturze polskiej, zwielokrotnił jednocześnie opis przeżyć miłosnych, gdyż obiektem zauroczenia jest w danym cyklu nie tylko kochanka, lecz w równym stopniu przyroda. Uczucia do jednej i drugiej nakładają się na siebie, wywołując jeszcze większą intensyfikację zmysłową: 
(...) Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie – oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
Uczuciami miłosnymi obdarza Leśmian także wielu bohaterów, występujących w jego słynnych balladach. Już w Łące gatunek ballady zajmuje sporo miejsca. 
To tutaj w Balladzie dziadowskiej "rusałczana dziewczyca" skusiła pieszczotami kulawego "dziadygę" aż do zatracenia: 
(...) Nim się zdążył obejrzeć – już miał falę na grzbiecie –
Nim się zdołał przeżegnać – już nie było go w świecie! (...) 
To tutaj bohaterowie ballady Świdryga i Midryga, wszcząwszy obłędny pląs z Południcą, zatańczyli się na śmierć:
(...) Aż wwichrzeni w mrok dwóch trumien, jak dwa błędne wióry,
Powpadali w otchłań śmierci nogami do góry.
To tutaj możliwe są nawet takie "duety", jak dziewczyny i gada (ballada Gad) czy parobczaka i piły (ballada Piła). Opisy pieszczot, występujące w tych balladach, mają już w sobie coś z makabry, ale pod piórem Leśmiana nawet makabra nie jest tak straszna, jak być powinno, wdzięk jego arcypoetyckiego języka potrafi oswajać także realia turpistyczne.
Niemało wspólnego z balladami mają też Pieśni kalekujące, cykl wierszy, poświęconych ludzkiej "inności". Jego bohaterami są ludzie skrzywdzeni przez los, "gorsi" z punktu widzenia zadufanego w sobie "lepszego" świata. Może to być "nędzarz bez nóg", adorujący "dziewkę z podwórza" (Zaloty), może to być ktoś, co "nic nie robił w tym życiu, / Jeno garb dźwigał i dźwigał" (Garbus), może to być odrzucony przez wszystkich "niemrawy i bardzo koślawy" żołnierz. Jednakże właśnie oni zyskują sympatię poety i głównie tacy bohaterowie zyskują łaskę u Boga. Szewczyk potrafi uszyć "buty na miarę stopy Boga" (Szewczyk), żołnierz i wędrujący z nim Chrystus "doskoczyli do samego nieba" itp. 
Temat tej dobrotliwej, godnej współczucia "inności" będzie kontynuowany także w dalszej twórczości poety. Godna uwagi jest także "inność" języka, bogactwo inwencji w tworzeniu neologizmów: "roztopolić", "stodolić", "przedświat", "praczerwcowy", "zanieszumieć", "bezhałaśny", "pozadrzewnie", "po chabrowemu" i mnóstwo innych.
Tymczasem, znany już jako autor Łąki, przenosi się Leśmian do Zamościa, gdzie także dla celów zarobkowych kieruje niepowabną dla niego pracą notariatu. Tutaj powstają powoli wiersze, które złożą się na kolejny tomik. Poezja Leśmiana nie ma wciąż jeszcze wówczas dobrej passy. Wiersze, propagujące powrót do natury, do źródeł skarbnicy ludowej, ujęte w dodatku w tradycyjne, melodyjne rymy nie są wówczas "na topie". 
Względne ustabilizowanie się sytuacji materialnej pozwala mu częściej bywać w Zakopanem, w 1925 roku odwiedza Monte Carlo, Rivierę. Jednakże, zgodnie ze stwierdzeniem innego poety, "radość z troską się plecie". W roku 1926 lekarze wykrywają u niego gruźlicę płuc, co zobowiązuje do większej dbałości o swoje zdrowie. 
Po niedługim czasie dochodzą też kłopoty w pracy. Zakochany w poezji i Dorze Leśmian nie bardzo się przykładał do swoich obowiązków notariusza, często bywał nieobecny, zbytnio ufał pracownikom. W 1929 roku podczas kontroli notariatu okazało się, że jego zastępca zdefraudował około 20 tys. złotych. Odpowiedzialność, oczywiście, musiał ponosić Leśmian. Dzięki pomocy i życzliwości wielu bliskich ludzi, w tym Dory i niektórych kolegów po piórze, po jakimś czasie udało się dług zlikwidować, ale odbiło się to na (bez tego już nadszarpniętym) zdrowiu poety. W 1932 roku przeniósł dwa zawały.
W roku 1933 powstaje Polska Akademia Literatury, do której, wśród wielu innych, zaproszony jest także Leśmian. W 1935 roku przenosi się poeta do Warszawy. Nie czuje się zbyt dobrze: ani fizycznie, ani psychicznie. Dają się we znaki szerzące się nastroje antysemickie, które nie oszczędzają nawet głęboko zakotwiczonego w kulturze polskiej i pomnażającego jej skarbnicę Leśmiana.

"Napój cienisty"
W 1936 roku ukazuje się zbiorek Napój cienisty. Jako że od wydania Łąki minęło kilkanaście lat, zawiera on utwory zarówno zbliżone tematycznie do poprzedniego, jak i nieco odmienne, zwłaszcza jeżeli chodzi o tonację nastrojową. 
Znajdujemy tutaj kolejne ballady, z najbardziej znaną Dziewczyną na czele. Zwraca na siebie uwagę cykl Postacie, w którym Leśmianowską galerię uzupełniają tacy ziemscy-nieziemscy bohaterowie, jacy występują w wierszach Kocmołuch, Znikomek, Srebroń, Kopciuszek, Poeta, Śnigrobek i in., wysnuci częściowo z obcowania z folklorem, a najbardziej chyba z bujnej wyobraźni samego artysty.
Odmienność Napoju cienistego w porównaniu z wcześniejszymi zbiorkami polega jednak głównie na zmianie tonacji. W większości wierszy występuje smutny, elegijny nastrój. Częstym motywem staje się myśl o śmierci. Ciąży ona nawet nad tekstami, w których rozpamiętywane są wcześniejsze uczucia miłosne. Poeta zwraca się czasem bezpośrednio do ukochanej:
Śniło mi się, że konasz samotnie,
Mnie nie było, ale jestem już!...
Biegłem do cię powrotnie, powrotnie
Poprzez gęstwę błyskawic i burz. (...) 
Chociaż największa miłość poety była jeszcze osiągalna tu, na ziemi, w wierszu Pierwsza schadzka występuje już wizja pierwszego spotkania kochanków w zaświatach:
Pierwsza schadzka za grobem! Rozwalona brama.
Stąpaj pilnie!... Ucałuj ten po drodze krzak.
Czy to – ty? – Już zmieniona, a jeszcze – ta sama?
Upewnij!... Wzrok mi słabnie... Podaj dłonią znak! (...)  
W ogóle Leśmian jako poeta, który już znacznie wcześniej nie stronił od metafizyki, który dość często odsyłał swoich bohaterów w zaświaty, czyni to nadal. Z tą jednak różnicą, że jeżeli wcześniej to przekraczanie rubieży świata było raczej bezbolesne, było traktowane jako przygoda, to w Napoju cienistym motywom śmierci towarzyszy lęk, niepokój, obawa, że za grobem jest ciemno, nieciekawie, monotonnie, jak można wywnioskować z wiersza Zaklęcie:
Ptaku nocny, coś bywał za świata rubieżą
I widziałeś umarłych – mów, co czynią? – Leżą.
A co jeszcze? Wciąż leżą bez przerw, bez wytchnienia,
Nie ma dla nich ni słońca, ni wiatru, ni cienia!
Nie modlą się, nie płaczą, nie śnią i nie wierzą –
I nic – tylko tak leżą! Nic – tylko tak leżą! (...)
Innym znów razem poeta przedstawia zmarłych jako tęskniących do swojego ziemskiego życia, nawet wtedy, jeżeli nie upływało ono w nadzwyczajnych rozkoszach. Zebrani W zakątku cmentarza zmarli oddają się wspomnieniom swoich ziemskich ścieżek:
(...) Maria z Bzówka – wygody wspomina izdebne,
Słońce – w łóżku, wiatr – w sieni 
A i ogród macierzyn,
Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,
A wszystkie takie – trafne i drzewom – potrzebne! (...)
Natomiast będąca w niebie Urszula Kochanowska, jak być może pamiętamy, prosi Boga: "by w nieb Twoich krasie / Wszystko było tak samo, jak tam – w Czarnolasie!".
To nasilenie się myśli o śmierci miało niejedną przyczynę. W latach 30., pod wpływem niepokojących wydarzeń politycznych, w całej literaturze polskiej szerzy się nastrój katastroficzny. poeta jest w dodatku chory, powinien się liczyć z możliwością swojej śmierci. Uświadamia, że jest dość samotny, że nie tylko rodzice, ale także brat i siostra są już w zaświatach. Chociaż bliscy odeszli wcześniej, właśnie w obliczu własnej choroby myśli o nich intensywniej, rozpamiętuje ich życie i odejście, odczuwa mocno samotność i opuszczenie, przenosząc te doznania nawet do sfery pozaziemskiej:
Bóg mnie opuścił – nie wiem czemu...
Źle Mu w niebiosach! Wiem, że źle Mu...

Ojciec mój tak swą śmierć przeoczył,
Że idąc do dom – w grób się stoczył.

Siostra umarła z łez i głodu,
A wszyscy mówią: "Bez powodu!".

A brat mój tak się z bólem ścierał,
Żem nasłuchiwał, gdy umierał...

Kochanka moja teraz ginie,
Żem ją pokochał w złej godzinie. (...)
Obrazy bliskich zmarłych wracają w wierszach Do siostry (zmarła na gruźlicę w 1921 r.), Za grobem, Ubóstwo i in. Tytułowy wiersz cyklu W nicość śniąca się droga już nie po raz pierwszy uświadamia przemijanie ziemskiej miłości. Powyższe motywy harmonizują właśnie z listopadowym nastrojem, z czasem, kiedy intensyfikuje się właśnie pamięć o Zmarłych, kiedy nasze modlitwy i refleksje często krążą wokół Bliskich, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności.
Leśmian odchodzi w stale przeczuwane przez niego zaświaty właśnie w tym czasie głębszej zadumy i refleksji. Umiera na serce 5 listopada 1937 roku w Warszawie. Po kilku dniach, 9 listopada, ostatnią ziemską przystań znajduje na Powązkach. 
Właśnie w Napoju cienistym znalazł się wiersz, przewidujący tę smutną i zarazem uroczystą chwilę, w którym poeta zdumiewał się i retorycznie zapytywał:
Po co tyle świec nade mną, tyle twarzy?
Ciału memu nic już złego się nie zdarzy.
Wszyscy stoją, a ja jeden tylko leżę –
Żal nieszczery, a umierać trzeba szczerze.

Leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
Uroczyście – wiekuiście osobiście.

Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,
Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć...

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,
Tak się nie chce być czymś innym, niż się było! 
Najważniejsze kobiety jego życia ("dwie naraz kocha dziewczyny" pisał o Znikomku) odchodzą później. Dora Lebenthal, która podobno do końca życia nie rozstawała się z poezją Leśmiana, zwłaszcza z cyklem wierszy W malinowym chruśniaku, umiera w styczniu 1942 roku w Iłży. Żona Zofia opuści świat 6 czerwca 1964 roku. 

"Dziejba leśna"
Dzięki staraniom żony i przyjaciół poety, w 1938 roku, już pośmiertnie, ukaże się przygotowywany przez Leśmiana, niedokończony zbiorek poetycki Dziejba leśna. Znalazły się w nim wiersze ogłaszane w ostatnich latach życia poety w prasie bądź zupełnie nie publikowane. Ich tonacja nie odbiega zasadniczo od tej, którą znamy już z Napoju cienistego. Poeta, jak niegdyś jego Topielec, chodzi "obrzeżami coraz innych światów", przeżywa swego rodzaju rozdwojenie, widząc siebie "między niebem a ziemią":
Tu jestem – w mrokach ziemi i jestem – tam jeszcze
W szumie gwiazd, gdzie niecały w mgle bożej się mieszczę,
Gdzie powietrze, drżąc ustnie, sny mówi i gra mi,
I jestem jeszcze dalej poza tymi snami. (...)
W wierszu Pogrzeb poeta patrzy na siebie już z perspektywy bycia po tamtej stronie i nadal, jak zdarzało się we wcześniejszych wierszach, nie może się pogodzić z niedoskonałością świata, z kruchością żywota ludzkiego:
Słyszę, jak deszcz po liściach coraz gęściej pluska.
Tak mnie nuży zwłok moich w zaświaty wywózka
Na kołach, co się kręcą, choć nie wiedzą drogi!...
Dla mnie już tylko – mroki i mroków rozłogi!
Boże, czemuś dał duszę, co snu musi żebrać –
I życie, które można tak łatwo odebrać?
I czemuś mnie z takiego utworzył marliwa,
Że mnie w tę obcą ciemność byle noc porywa? (...)
Pytania natury egzystencjalnej i zarazem uniwersalnej zawsze nurtowały Leśmiana. I zawsze potrafił na nie patrzeć z przymrużeniem oka, jak jest nawet w tych elegijnych wierszach. Poeta, nawet będący w zaświatach, zawsze ma przecież przewagę nad nie-poetami. Kontynuuje swój ziemski żywot za pośrednictwem twórczości, w tym zaś wypadku na tyle oryginalnej, że – parafrazując autora Topielca – "przewędruje świat cały z obłoków w obłoki".

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2017

99 LAT TEMU POLSKA ODZYSKAŁA NIEPODLEGŁOŚĆ

KOLEBKA WIELKOŚCI

  • Imponująca monografia o Zułowie

MARTWYM – WIECZNOŚĆ. ŻYWYM – CODZIENNOŚĆ

  • Zaduszki – święto desperacji czy nadziei?
  • Troską powodowana powinność
  • "Serce ustało, pierś już lodowata"

POLITYKA

  • Na bieżąco

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • Katorżnik i żołnierz Chrystusa
  • "Idzie poeta – niebieski wycieruch!"

OŚWIATA

  • Laury dla najlepszych
  • Sam Konwicki nam patronuje
  • Nie zmieniły się nasze cele

VIII WILEŃSKIE SPOTKANIA SCENY POLSKIEJ

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O wolności

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

 

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie