Krótkie szczęście małżeństwa Sierakowskich

drukuj
Alwida Antonina Bajor, 15.11.2019
To ich zjednała miłość od pierwszego wejrzenia

Już niebawem, 22 listopada br., odbędzie się uroczysta ceremonia pochówku na wileńskiej Rossie dwudziestu uczestników Powstania Styczniowego, jacy zostali przez władze carskie skazani na śmierć za udział w tym niepodległościowym zrywie, a wyroki poprzez rozstrzelanie lub powieszenie w latach 1863-1864 wykonywano na wileńskim placu Łukiskim. By nie jątrzyć opinii społecznej i uniknąć pogrzebów, gdyż te mogły się przekształcić w imponujące manifestacje polskości, ciała skazanych przewożono na zbocze góry Giedymina, gdzie naonczas mieściła się carska twierdza, i potajemnie pogrzebano, a miejsce to spowiło zapomnienie.

Które zapewne trwałoby w najlepsze nadal, gdyby nie postępująca przed dwoma laty w zatrważającym tempie erozja gruntów, spowodowana wycięciem drzew, porastających zbocza góry Giedymina, która odsłoniła ludzkie kości, nakazując rozpoczęcie prac archeologicznych. To właśnie w ich wyniku odkryto szczątki dwudziestu bohaterów, a wśród nich powstańczych przywódców – Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego. 
Z ustaleniem autentyczności tego pierwszego nie było najmniejszych problemów, w czym pomocna okazała się znajdująca się na prawej ręce obrączka z wygrawerowanym napisem na wewnętrznej stronie: "Zygmunt Apolonia 11 sierpnia/30 lipca 1862". Żoną generała Sierakowskiego była bowiem Apolonia z Dalewskich, a data na obrączce wskazuje, kiedy stanęli na ślubnym kobiercu.
Niestety małżeńskim szczęściem cieszyli się bardzo krótko, gdyż Sierakowski z wyroku Murawiowa zawisł na szubienicy 27 czerwca 1863 roku. Apolonia mimo wielu nie lada prób przeżyła 81 lat, zmarła 2 stycznia 1919 roku i spoczęła na warszawskich Powązkach. 
Znana wileńska dziennikarka i pisarka Alwida Antonina Bajor w przygotowywanej do druku książce poświęca kilka rozdziałów losowi Apolonii i Zygmunta. Za zgodą autorki (za co czynimy wielce dziękczynny ukłon) polecamy je w formie odcinkowej uwadze Czytelników naszego miesięcznika. W przekonaniu, że wzbogacą wiedzę o czasach, gdy nad Polską ciążyła porozbiorowa niewola.

Miłość od pierwszego wejrzenia.Ślub (śluby) pod złą wróżbą

Przywódca Powstania Styczniowego, Zygmunt Sierakowski, starszy o jedenaście lat od Bolesława Kołyszki, zdążył jeszcze przed śmiercią złapać swego ptaka szczęścia. Żona? Apolonia z Dalewskich? Z Kunkułki? – będzie potem się dziwił zgromadzony w Wilnie na placu Łukiskim tłum, gdy Sierakowski zawiśnie na szubienicy.
Nie było jej tam wtedy, na tym placu. Przebywała w tym czasie pod aresztem domowym, zarządzonym przez Murawiowa "Wieszatiela". Dom, w którym naonczas mieszkała, stał blisko Ostrej Bramy…
W wileńskich kręgach urzędniczych, artystycznych znana była jako jedna z sióstr Dalewskich, "syberyjczyków".
Była jednym z dziesięciorga dzieci Dominika Dalewskiego herbu Krucyni i Dominiki z Narkiewiczów.
Rodzice Apolonii należeli do niezamożnej szlachty mieszkającej na Wileńszczyźnie. Ojciec Dominik pochodził z folwarku Żagarynia, matka Dominika z folwarku Taraszyszki. Ślub brali w kościele w Rudnikach 29 października 1822 roku i chyba w tym czasie, a może parę lat później kupili folwark Rudniki, w którym urodził się ich pierworodny Franciszek Salezy (ochrzczony w kościele rudnickim 26 stycznia 1825 – rodzicami chrzestnymi byli Paweł Zniszczyński i Apolonia Stypułkowska). 
Tutaj też, w Rudnikach 30 grudnia 1826 roku urodził się ich drugi syn – Aleksander (ochrzczony w rudnickim kościele 16 stycznia 1827, rodzicami chrzestnymi byli Dominik Korzeniewski – sędzia graniczny powiatu wileńskiego i Anna Brzozowska, asysta – Maciej Lenczewski, geometra połocki i Magdalena Żurawska).
W 1825 roku Dominik i Dominika zakupili zaścianek Kunkułka położony blisko Małych Solecznik i chyba tu (albo w Rudnikach) przyszły na świat ich córki: Tekla (ur. 3 stycznia 1829) i Julia (ur. 1830). Trudno natomiast dociec, dlaczego następne dzieci urodziły się w majątku Skubiaty parafii solecznickiej, a były to bliźnięta Konstanty i Zuzanna, urodzeni 18 lutego 1835 (ochrzczeni 8 kwietnia 1835 w kościele w Solecznikach).
19 stycznia 1838 w Kunkułce urodziła się córka, której na chrzcie świętym nadano dwa imiona: Apolonia Ferdynanda (chrzest 6 kwietnia 1838 w kościele w Solecznikach, rodzicami chrzestnymi byli Samuel Lacki, kapitan wojsk rosyjskich i Apolonia Ratowtówna, przełożona Sióstr Miłosierdzia w Wilnie).
Około 1838-1839 urodziła się córka Józefa (najprawdopodobniej, jak i jej nieco starsza siostra Apolonia – w tej samej Kunkułce albo w Wilnie, a może w Skubiatach…).
28 kwietnia 1840 przyjdzie na świat w Wilnie syn Tytus Jakub (ochrzczony w Wilnie, w kościele pw. śś. Janów, rodzicami chrzestnymi byli Antoni Markiewicz i Henrietta Domaniewska).
W 1824 roku urodziła się córka Ksawera Celina (przypuszczalnie w Wilnie).
W 1848 roku zmarł ojciec rodziny, Dominik Dalewski. Dominika, wdowa po nim, po "wyzbyciu się gospodarki" – jak napisze później jej córka Apolonia – przeniosła się do Wilna, by być bliżej uwięzionych najstarszych synów i dla "łatwiejszego wychowania dzieci".
Dominika Dalewska bardzo dbała o kształcenie dzieci, i synów, i córek. Z sześciu córek wszystkie uczyły się na pensji. Starsi chłopcy Franciszek i Aleksander chodzili do gimnazjum, ale porzucili je przed ukończeniem ostatniej klasy, bo zajęli się działalnością konspiracyjną. Młodsi z tych samych przyczyn przerwali studia w Moskwie i w Petersburgu. Starsi założyli w Wilnie Związek Bratni Młodzieży Polskiej na Litwie (zwany w Wilnie "spiskiem braci Dalewskich") – była to największa w latach 40. XIX wieku na Ziemiach Zachodnich Imperium organizacja konspiracyjna).
Młodsi – Konstanty i Tytus wezmą w przyszłości czynny udział w powstaniu. Starsi – Franciszek i Aleksander – zostaną zesłani na Sybir – pierwotnie skazani na śmierć. Franciszek będzie później zesłany po raz drugi. Młodszych spotka śmierć. Tytus z wyroku Murawiowa zostanie rozstrzelany na placu Łukiskim w Wilnie, Konstanty po klęsce powstania przedostanie się do Francji, gdzie w czasie komuny, w wyniku fałszywego donosu zginie od kuli tych, których wcześniej na polu walki osłaniał własną piersią.
Los sześciu córek i matki – Sybir, skąd później, w wyniku carskiego manifestu przeniosą się do Warszawy. Tu też zamieszka po długim pobycie na Syberii najstarszy z rodzeństwa – Franciszek. Zamieszka z rodziną, bo wcześniej, na zesłaniu ożeni się z Polką i doczeka się kilkoro córek. Wszyscy "ci" Dalewscy miejsce wiecznego spoczynku znajdą na warszawskich Powązkach.
…Ale na razie jest lato 1861. Apolonia z rodzeństwem i matką mieszka w Wilnie. Zygmunt Sierakowski, przejeżdżając przez Wilno, odwiedza braci Dalewskich – Franciszka i Aleksandra oraz ich siostrę Teklę, których znał już wcześniej, poznał ich w 1846 roku.
…Lato 1861 – to czas w Wilnie gorący – po dramatycznych wypadkach manifestacyjnych w Warszawie, po odśpiewaniu 8 maja 1861 w wileńskiej Katedrze "Boże coś Polskę"… Od tamtej pory wilnianie co piątek zbierają się o szóstej godzinie za Zielonym Mostem, blisko kościoła św. Rafała, na górce, pod figurą Zbawiciela z krzyżem, zwanego Czerwonym Krzyżem. Figura ta stoi od 1720 roku i uznana jest za cudowną. 
Tego piątku (a był to lipiec) w licznej gromadce wilnian stoi też Apolonia z siostrą. Pada deszcz. Siostry wchodzą do znajomych do pobliskiego domu, żeby ten deszcz przeczekać. Wracają późno. W ich domu, we wszystkich oknach jest ciemno, jedynie pokój bawialny jest oświetlony. Widocznie ktoś jest u brata Franciszka. Wchodzą. Siostra biegnie do pokoju matki, Apolonia zatrzymuje się w przedpokoju, uwagę jej zwraca jakiś wojskowy. Stoi obok Franciszka, dostrzega go przez niedomknięte drzwi pokoju. Dziwna twarz – myśli. A po wielu latach napisze:
Tę twarz wyróżniłabym wśród tysiąca najinteligentniejszych ludzi. Uderzała wyrazem rozumu, energii, stanowczości, obok dziwnej promienistości dużych, niebieskoszarych oczu odzwierciedlających każdą myśl, każde uczucie. Cała postać tego człowieka od pierwszej chwili widzenia porywała, przykuwała do siebie.
Dostrzegł ją w tym przedpokoju brat Franciszek i szybko wybiegł ku niej. Ucieszył się, że przyszła. Był umówiony z Sewerynem Romerem w ważnej sprawie, mieli na krótko się spotkać, by Franciszek mógł u Romera poznać "potrzebnych mu ludzi". Prosi więc teraz Apolonię, by przez chwilę zabawiła gościa, żeby poczekali, a on niedługo wróci.
Weszła. Brat przedstawił jej gościa: Zygmunt Sierakowski.
Franciszek odszedł. Usiadłam, wskazałam gościowi fotel. Co dalej było, nie umiałabym odpowiedzieć. Czy mówiliśmy? Czy milczeliśmy? Pamiętam tylko, że dziwiłam się sama sobie, że się nie obraziłam, kiedy się ośmielił odsunąć ręką niecierpliwą świecznik stojący na stole, który mu w części mnie zasłaniał. Wpatrzył się swymi niebieskoszarymi promienistymi oczyma, jak mi się zdawało, ze zdziwieniem.
Brat wrócił, a z nim weszło kilku panów – oddaliłam się. W gabinecie brata siedziały dwie siostry, gotowe wejść do sali w razie ukazania się policji w bramie. One mówiły, że splótłszy ręce nad głową przeszłam do swego pokoju ze słowami "stało się". A co czułam wtedy? Co myślałam? Pamiętam uczucie trwogi, przerażenia przed czymś, co się stało, czego już ani cofnąć, ani odwołać nie można, a co odtąd będzie wszystkim, na całe życie.
Dnia następnego, tj. w sobotę byłam pewna, że Zygmunt przyjdzie nie dla brata, ale wyłącznie dla mnie, jednak dzień cały upłynął, Zygmunt nie przyszedł.
Zwykle w niedzielę zbierano się u nas liczniej. Dzień cały upłynął – Zygmunt nie przychodził. Byłam zdziwiona i zawiedziona. Wieczorem około dziesiątej dzwonek. Stanęłam w drzwiach wiodących z gabinetu brata do sali – wszedł Zygmunt. Witał się z matką, z braćmi, z kolegami z Orenburga, w końcu z niepokojem obejrzał się wokoło pokoju, jakby kogoś szukał. Spostrzegł mnie, zbliżył się, ujął rękę ze słowami: Proszę mi wybaczyć, że wczoraj nie byłem, byłem z Olesiem u Karola Falewicza w Werkach, mogliśmy tylko czółnem wrócić, wioślarz się spóźnił – przybyliśmy do miasta w nocy. On się tłumaczył, a ja to tłumaczenie się przyjmowałam zupełnie naturalnie, jak gdyby się to mnie należało po wczorajszym oczekiwaniu.
Rozmawialiśmy w gabinecie, gdzie był z nami brat Aleksander.
Dnia następnego rano Zygmunt odjechał za granicę. Wracając bawił dzień jeden – był u nas. W kilka dni później (może Zygmunt mówił z bratem) Franciszek wszedł rano do naszego pokoju, rozbudził mnie, uniósł z posłania, postawił i patrząc mi wprost w oczy zapytał: "Powiedz mi szczerze, czy ci się Zygmunt więcej podoba niż wszyscy, których dotąd znałaś?". Po chwili milczenia i wahania odpowiedziałam: "Ja sama nie wiem".
Nie chcieli bracia tego związku siostry z Zygmuntem Sierakowskim. O "spisku braci Dalewskich" wiedziało niemal całe Wilno. Zygmunt Sierakowski był ich przyjacielem, zwłaszcza Franciszka. Nie chcieli go narażać na związek z ich – Dalewskich "skompromitowaną rodziną". Należało go "oszczędzać, zachować na lepsze czasy", nie wzbudzać w Petersburgu co do jego osoby nawet najmniejszych podejrzeń. 
Był kapitanem armii rosyjskiej. Miał za sobą ośmioletni pobyt w karnej jednostce wojskowej na tzw. "linii orenburskiej" (skazano go na zesłanie za to, że otwarcie mówił to, co myślał jako młody "niebłagonadiożnyj" student, Polak…). A potem wrócił do Pitra, odbył studia w Akademii Sztabu Generalnego, czekała go kariera wysokiego urzędnika wojskowego. Pracował w sztabie generalnym nad reformami prawa karnego obowiązującego w wojsku, stąd – te jego podróże zagraniczne. 
Ceniono go i ani się domyślano, że Sierakowski prowadzi jednocześnie działalność konspiracyjną. Franciszek i Aleksander Dalewscy powrócili dopiero co z zesłania. Już tylko same jego u nich odwiedziny mogły go narazić na niebezpieczeństwo, a tu – ta siostra Pola… Ten ewentualny związek mógł Zygmunta narazić na śmierć.
W Kiejdanach mieszkała ich siostra Julia, już naonczas Berkmanowa. Po upływie dwóch tygodni, gdy Zygmunt miał wracać z podróży przez Wilno do Pitra, matka i bracia uparli się, że Pola ma jechać do Kiejdan, do Berkmanów, by tam "odpocząć".
Zrozumiała co jest grane… Nie chcieli, żeby się z Sierakowskim spotkała.
Ale los był przesądzony. Pobrali się. Tajemnicę tego ślubu – gdzie? – Apolonia z Dalewskich Sierakowska zachowała do końca życia, więcej – bo zmyli – celowo – wszystkich, którzy będą o Zygmuncie Sierakowskim pisali, a w związku z nim i o niej – o ich ślubie, który rzekomo się odbył w Kiejdanach.
W swoich "Wspomnieniach", a spisywała je w latach 1913-1915, Apolonia Sierakowska napisze, podając miejsce i datę ich ślubu w starym i nowym stylu: Dnia 30 lipca / 11 sierpnia 1862 roku odbył się nasz ślub w Kiejdanach w kościółku farnym.
Wileński historyk Czesław Malewski rzetelnie przekopał archiwa. Nie ma w nich wzmianki o ich ślubie w kiejdańskich metrykach kościelnych. Jest natomiast metryka ich ślubu w kościele śś. Janów w Wilnie (naonczas – kościół parafialny Dalewskich). Ślub brali w tym kościele 11 lipca 1862 roku (wg starego stylu). Ona miała 24 lata, on – 36. Świadkami byli: Franciszek Dalewski i Aleksander Oskierka.
Wesele rzeczywiście mogło się odbyć w Kiejdanach, w domu siostry Julii Berkmanowej. Nie chcieli w Wilnie rozgłosu, bali się, że carscy urzędnicy ich wytropią? Wiedział już naonczas Zygmunt Sierakowski, że powstanie lada moment wybuchnie i że będzie musiał mu przewodzić. Pod pseudonimem – oczywiście. Może już wtenczas w myślach go sobie wybrał – Dołęga.
Nikt zatem, z wyjątkiem bliskiej rodziny, o ich ślubie w Wilnie nie wiedział. Bo i nie musiał wiedzieć.
Dlaczego jednak zataiła jeszcze jeden ślub z Zygmuntem Sierakowskim we Francji?
Po tym weselu w Kiejdanach, gdzie Sierakowski (już wtedy najprawdopodobniej pod ksywką Dołęgi) tańczył ostatniego w swym życiu mazura, państwo młodzi udali się w poślubną podróż.
Z początku była Warszawa. Zatrzymali się w Hotelu Europejskim.
Zygmunt dzień cały zajęty, żyje wśród swoich (spiskowców) i figur rządowych, wraca do hotelu smutny i zamyślony. Bywa na sądach Jaroszyńskiego i Rzońcy. (…) Egzekucja odbyła się nad obu osądzonymi. Straszne to na mnie wywarło wrażenie.
Ludwik Jaroszyński i Rzońca zostali powieszeni. Obaj należeli do tzw. "Koła sztyletników" przy partii "czerwonych". Jaroszyński dokonał zamachu na wielkiego księcia Konstantego. Strzelał do niego w teatrze 3 lipca 1862. 11 sierpnia 1862 został publicznie sądzony przez sąd wojenny, 21 sierpnia powieszony na stokach Cytadeli Warszawskiej. Był rzemieślnikiem; miał 22 lata. Jan Rzońca był także rzemieślnikiem, sprawcą zamachu na Aleksandra Wielopolskiego, dokonanym 26 sierpnia 1862; Rzońca miał 29 lat.
Następnie jechali do Krakowa. Nie była to udana podróż. Wiadomość o wyrokach na młodych zamachowcach odbiła się na stanie jej zdrowia, zaś Kraków chorobliwie ją rozczulił.
Potem udali się do Wiednia, Lipska, Wrocławia i innych miast, gdzie Zygmunt miał dużo przyjaciół i znajomych. Dłużej zatrzymali się w Poznaniu, gdzie Zygmunt miał także przyjaciół. Tu mogła się zorientować, jaka jest sytuacja Polaków pod zaborem pruskim. W Berlinie zastali wszystkich Polaków posłów z Wielkopolski i Prus Zachodnich zebranych na sejm. Zygmunt, widząc jej wielkie zainteresowanie tamtejszym życiem Polaków, dostał dwa bilety na galerię, sprawiło to jej wielką przyjemność. 
W dalszej podróży Zygmunt starał się pokazać jej jak najwięcej miejscowości i dużo o nich opowiedzieć. 
W Nancy – będzie wspominała – czy to wskutek silnych wrażeń, czy zbytecznego utrudzenia się, zaniemogłam. Strwożony Zygmunt wiózł mnie spiesznie pod opiekę doktorów paryskich (…) Cała tu polska kolonia była Zygmuntowi dobrze znaną, jak również młodzież po zakładach naukowych.
Paryż wywarł na niej wrażenie jakiegoś miasta polskiego ześrodkowującego wszystkie dzielnice nasze – najwięcej jednak było przedstawicieli z Litwy.
Spotkała tam kolegów Zygmunta – Kruniewicza, Bronisława Zaleskiego, Zygmunta Padlewskiego, Jarosława Dąbrowskiego i innych.
Dopiero teraz w podróży zaczynała poznawać męża. Do tej pory widzieli się ze sobą zaledwie trzykrotnie. Z wyjątkiem "tego" ślubu (potajemnie w kościele śś. Janów w Wilnie), no i "na tym kiejdańskim weselu" – w gronie bliskiej rodziny i przyjaciół. Teraz nie szczędził czasu i cierpliwości, by poświęcić jej jak najwięcej uwagi, wprowadzić w jego świat, doedukować ją…
Zygmunt nieraz powtarzał: "Chcę, dopokąd żyję, żebyś poznała najlepszych ludzi i doświadczyła wszystkiego, co jest najlepszym na ziemi". Widziałam, odczuwałam jego niemal bezgraniczną miłość (…), jego troskliwość o moją umysłową i moralną stronę. Przed każdym odczytem, przed każdym koncertem, przed galerią obrazów lub ciekawą sprawą sądową, na które mnie brał czasami, mianowicie we Francji, zawsze znalazł czas i cierpliwość mnie przygotować i wytłumaczyć. Nie mogłam pojąć, jak człowiek, wprost z uniwersytetu, skazany na tęskne samotne życie na bezludnym stepie w otoczeniu koszar, żołdactwa, a potem skazany na ciężką pracę w akademii, a jeszcze dalej w życiu z wielkim, trudnym zadaniem w duszy, cały nim zaprzątnięty, zapracowany zbieraniem materiałów potrzebnych do urzeczywistnienia go, zajęty szukaniem serc i umysłów wśród ludzi zdolnych go zrozumieć i poprzeć owe zadanie dla wcielenia go w życie – przebiega Europę, wszędzie śledzi, szuka prawdy, pracuje ciężko, niemal bez wytchnienia, a w obcowaniu z otaczającymi go jasny, pogodny, słoneczny, prosty i naturalny.
Zapytywałam nieraz siebie, jak to ten człowiek miał czas, siłę i zdolność podołać temu wszystkiemu, wykształcić się tak wszechstronnie, tak gruntownie i głęboko zapoznać się ze stroną estetyczną cywilizowanego świata.
Jak on znał doskonale historię muzyki, malarstwa i architektury, jak umiał odróżnić szkoły, epoki i rodzaje z całym ich pięknem niespożytym, literaturę i historię świata. Tego pojąć nie mogłam. I często zdarzało się, kiedy na koncertach muzyki klasycznej zwracał moją uwagę i objaśniał, ja – myślałam z przestrachem o jego przyśpieszonym, zdwojonym życiu, gdzie praca godzin dorównywa latom.
W Paryżu przeżyli przygodę, która dla nich omal nie skończyła się tragicznie.
Cdn.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2019

Z NAKAZU PAMIĘCI

  • Uczczono 101. rocznicę niepodległości Polski
  • Błogosławione są ziemie, które bardzo kochano

SPORT

  • Sfinalizowano Wielki Konkurs, poświęcony 100-leciu PKOl
  • Uśmiech fortuny

POLITYKA

  • Na bieżąco

SZKOLNICTWO

  • Podręczniki z Polski dotarły na Litwę
  • Sentymentalna podróż do beztroskich lat

TEATR

  • Liczyły się "tylko prawdziwe uczucia"

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

  • Krótkie szczęście małżeństwa Sierakowskich
  • Romantyczne serca na paryskim bruku

IN MEMORIAM

  • Obrzędy pogrzebowe

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku"

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O prawdzie

 

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie