Kto jest Polakiem w południowej Brazylii?

drukuj
Rozmawiał Leszek Wątróbski, 16.12.2020
Fot. Fot. Helena Pater. Dr hab. Karolina Bielenin-Lenczowska

Rozmowa z dr hab. Karoliną Bielenin-Lenczowską, etnograf z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego

Mieszka Pani aktualnie w Brazylii i bada tamtejszą Polonię…
Swoje badania rozpoczęłam w roku 2015 roku, kiedy przyjechałam tu na stypendium podoktorskie do Florianopolis. Miejscowa Polonia, mimo że opisywana wcześniej przez historyków, etnografów czy lingwistów, jest grupą, którą warto nadal badać i obserwować.

Skupiła się Pani na badaniach w stanie Paraná...
Tu bowiem nadal mieszka największa grupa potomków polskich emigrantów. 
Po raz drugi przyjechała Pani do Brazylii w listopadzie 2019 roku...
I zajęłam się kontynuacją badań największej, jednej z pierwszych fal emigracyjnych – emigracji chłopskiej z końca XIX wieku, zwanej "gorączką brazylijską".
Dziś wielu potomków tamtej emigracji, nawet czwarte czy piąte już pokolenie, nie wie, z której części Polski (będącej wówczas pod zaborami) przyjechali ich przodkowie. Prowadzone są różne badania językoznawcze, stwierdzające na podstawie gwary lub akcentu, skąd naprawdę pochodzili. Badania te nie zawsze są łatwe. Bywało bowiem i tak, że do tejże miejscowości trafiali ludzie z kilku regionów. Polszczyzna różnych odmian mieszała się zatem ze sobą, z dialektami ukraińskimi oraz językiem portugalskim.
Badania Pani koncentrują się w Rio Claro do Sul…
To rozległa wieś z przysiółkami i tzw. koloniami, w której w większości mieszkają potomkowie emigrantów z Królestwa Polskiego, docierający tu w latach 1890-1891 – głównie z Lubelszczyzny oraz północnego Mazowsza oraz przybyli nieco później osadnicy z Galicji. W Rio Claro, obok centralnej wsi, którą miejscowi Polacy nazywają "Klara", znajduje się także pięć kolonii, ponumerowanych od 1 do 5, w większości zamieszkałych przez potomków Polaków. Na kolonii nr 5 mieszkają, co prawda, w większości potomkowie Ukraińców. 
Co Panią najbardziej interesuje?
Prowadzę tu badania etnograficzne i etnolingwistyczne, czyli wywiady, obserwacje, a w obecnej chwili – w czasie pandemii – obserwuję aktywność mieszkańców w Internecie. Ciekawi mnie, jak ci ludzie, którzy de facto są już Brazylijczykami, posiadającymi brazylijski paszport, praktykują jednak swoją polskość. Otrzymanie polskiego obywatelstwa jest dla nich praktycznie niemożliwe. Mało kto ma bowiem oficjalne dokumenty, potwierdzające ich polskie pochodzenie. Mogą natomiast liczyć na Kartę Polaka.
Zdają sobie jednocześnie sprawę, że ich archaiczny język mocno różni się od języka rodaków przyjeżdżających z Polski. O ile nie dziwi mnie gwara słyszana u ludzi starszych, o tyle używana wśród dzieci czy młodych i wykształconych brzmi dosyć zaskakująco. Mieszkańcy Rio Claro mazurzą, czyli mówią np. "wiecór" zamiast "wieczór". Dzieci do swoich rodziców, czyli "łojców", zwracają się per "wy", a tego zwrotu doświadczyliśmy również. 
Do ich archaicznego języka polskiego przeszło wiele zapożyczeń z portugalskiego. Są to np. nazwy roślin uprawnych, które w Polsce nie były jeszcze znane w XIX wieku, np. mileja – kukurydza czy fuma – tytoń.
A co z innymi elementami polskiego dziedzictwa?
Za polskie dziedzictwo uważają wiele innych zwyczajów, m.in. tradycje skupione wokół jedzenia, wywodzącego się z kraju ich przodków. To zresztą leży w obszarze mojego głównego zainteresowania – jak poprzez język oraz jedzenie wyraża się ich polskie dziedzictwo. Innymi słowy, co to znaczy być Polakiem w południowej Brazylii.
Jak się Pani z nimi porozumiewa?
W dużej mierze po polsku. Większość tutejszych ludzi w wieku średnim oraz starszym posługuje się polszczyzną płynnie, młodsi – już różnie. Jedni rozmawiają lepiej, inni nieco gorzej. Prawie nikt nie pisze po polsku. Mamy tu do czynienia przede wszystkim z językiem mówionym. Wynika to z faktu, że polscy osadnicy pochodzili ze wsi – była to, w zdecydowanej większości, emigracja chłopska, zatem ludzie niewykształceni i niepiśmienni.
Dopiero po kilku latach od przybycia pierwszych polskich osadników zaczęły tu powstawać i szybko się rozwijać szkoły. Mimo odpłatnej nauki osadnicy, uznając, że wykształcenie dzieci jest bardzo ważne, ponosili wszelkie koszty związane z utrzymaniem placówek oświatowych. Po pewnym czasie zaczęto wydawać polskie podręczniki szkolne, a niedługo potem zaczęły powstawać wydawnictwa i tworzone przez nie czasopisma.
Tak było do roku 1938…
... czyli do rozpoczęcia procesu nacjonalizacji przez ówczesnego prezydenta Getúlio Vargasa, polegającego na zamykaniu szkół, w których językiem wykładowym nie był portugalski. Zakazywano w ten sposób używania języków imigrantów w przestrzeni publicznej. W wyniku tych działań likwidowano małe wiejskie szkółki – nie tylko zwalniano polskiego nauczyciela, lecz w zamian nie zatrudniano żadnego brazylijskiego. W polskich środowiskach powstała spora luka oświatowa, trwająca nawet kilka lat. Bywało i tak, że jedno pokolenie wychowywało się bez szkoły. Dlatego też obecnie większość nie pisze dziś i nie czyta płynnie po polsku.
Są jednak wyjątki – a to samouki, uczące się z dostępnych im w domu podręczników lub książeczek do nabożeństwa. W nauce tej pomagali również duchowni – siostry i księża, przyjeżdżający do Brazylii z kraju. Jeden z moich rozmówców jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku uczył się od zakonnic po polsku religii.
Obecnie obserwujemy odrodzenie języka polskiego – w wielu miastach prowadzone są jego kursy, a lektorami są Polacy z kraju lub osoby polskiego pochodzenia.
Kto dziś naucza w Paranie języka polskiego?
W Rio Claro, gdzie prowadzę badania, aktualnie nie ma takowego kursu. Zajęcia odbywają się jednak w pobliskim São Mateus do Sul i to tam dojeżdżają też ludzie z Rio Claro. Lektorat prowadzi Polka z kraju. Lekcje odbywają się również w Mallecie (mieście gminnym), gdzie uczy pani Guizelia – bardzo aktywna potomkini Polaków. Nauka oparta jest na współczesnych podręcznikach, zatem potomkowie dawnych osadników mają do czynienia ze współczesnym polskim językiem literackim.
W ramach swoich badań dowiaduję się ponadto, co tutejsi myślą i mówią o języku polskim. Ważne jest dla nich, aby posługiwać się mową przodków. Szczególnie wtedy, kiedy ich rozmówcy są Polakami. Przykro im jest, że rozmawiają "brzydko" po polsku, że "mieszają" i że to jest inny język niż rodaków z dzisiejszej Polski. 
Zdają sobie jednocześnie sprawę, że język, jakim mówią, warto pielęgnować i trzeba zachować, gdyż jest sprzęgnięty z religijnością. Moi rozmówcy podkreślają, że wprawdzie dobrze po polsku nie mówią, ale spowiadają się wyłącznie w tym języku. Często spotykam osoby, które po polsku już nie mówią, ale poprawnie odmawiają różne modlitwy – takie jak np. "Ojcze Nasz".
Czy możemy mówić o polskim szkolnictwie w Brazylii?
W tym kraju nie ma sieci polskich szkół, a jedynym miejscem, gdzie naucza się polskiego – to polonistyka na Uniwersytecie Federalnym Parany w Kurytybie, która w roku 2019 obchodziła swoje 10-lecie. Kierunek ten powstał po wieloletnich staraniach Polonii z Paraná. Jest pierwszym w Ameryce Południowej, umożliwiającym naukę w języku polskim, jako obcym, w ramach którego studenci zdobywają wiedzę o polskiej literaturze i kulturze. Przysparza ona też krajowi dyplomowanych nauczycieli, badaczy oraz tłumaczy. 
Polonistyka w Kurytybie może się również pochwalić wieloma projektami, skierowanymi do społeczności pozauniwersyteckiej oraz dotyczącymi m.in. kształcenia nauczycieli, tłumaczenia literackiego i wielojęzyczności, a jej pracownicy oraz studenci uczestniczą w krajowych i międzynarodowych programach, których celem jest wymiana doświadczeń w zakresie prowadzonych badań oraz procesów nauczania i uczenia się. 
Szefem tej katedry jest prof. Alicja Goczyła Ferreira, od roku 2015 wykładowczyni języka i literatury polskiej, a w latach 2006-2014 – nauczycielka języka polskiego w Centrum Języków i Międzykulturowości przy tym uniwersytecie. Do kręgu jej zainteresowań naukowych należą: obecność języka polskiego w Brazylii, jego historia i współczesność w kontekście kontaktu językowego oraz jego nauczanie. Obecnie prowadzi badania socjolingwistyczne w wiejskich społecznościach polonijnych w południowej Brazylii.
Na uniwersytecie w Irati, w stanie Paraná, około 200 kilometrów na zachód od Kurytyby, znajduje się centrum studiów słowiańskich. Z racji korzeni narodowościowych swoich mieszkańców, zajmuje się ono głównie sprawami polskimi i ukraińskimi. Tam również pracuje lektorka języka polskiego, Brazylijka polskiego pochodzenia – Sonia Niewiadomski. 
O ile wiem, są także lektorzy języka polskiego, delegowani przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych…
Jest ich zazwyczaj kilkoro. Wśród nowych kandydatów nie ma jednak zbyt wielkiego zainteresowania pracą w brazylijskim interiorze – najczęściej w małej osadzie z trudnym dojazdem. Proszę pamiętać, że Brazylia jest jeszcze takim krajem, w którym znajomość języków obcych, poza dużymi miastami, ciągle kuleje – szkółek języka polskiego tu ciągle więc jeszcze nie ma. W tej sytuacji musi na razie wystarczyć pojedynczych kursów przy grupach folklorystycznych, finansowanych zazwyczaj z różnego rodzaju projektów.
Czy aby dobrze zrozumiałem: kursy językowe są prowadzone przy zespołach folklorystycznych?
Tak, a jest ich tu coraz więcej. W regionie moich zainteresowań – w gminie Mallet, na której terenie położona jest Rio Claro, bazują dwa zespoły folklorystyczne: "Mazury" i "Kraków" oraz – w mieście sąsiednim São Mateus do Sul – "Karolinka". Wszystkie są bardzo aktywne. Szczególnie "Karolinka", biorąca wielokrotnie udział w różnych imprezach międzynarodowych. Zespół zatrudnia profesjonalnych choreografów, organizuje lekcje polskiego. Mają też piękne stroje z Polski oraz wyjeżdżają do ojczyzny przodków na festiwale, co sprawia, że grupy te przyciągają do siebie młodych ludzi.
Zachowanie polskiej tradycji i zwyczajów widoczne jest także podczas obchodów świąt kościelnych…
Najbardziej uroczysty charakter, który kojarzy się tu z zachowaniem polskich tradycji, widoczny jest w obchodach Świąt Wielkanocnych. Zachował się zwyczaj malowania jajek oraz przygotowanie święconki. Pisanki – to, oczywiście, nie tylko tradycja polska, ale też ukraińska. Ukraińcy organizują tu nawet warsztaty malowania jaj. Natomiast zwyczaj przynoszenia do kościoła przed Wielkanocą i święcenia pokarmów przejęli od Polaków Brazylijczycy. Warto również dodać, że w drugi dzień Świąt Wielkanocnych lub Bożonarodzeniowych, wszędzie tam, gdzie nadarza się taka możliwość, odprawiane są nabożeństwa po polsku. 
Porozmawiajmy nieco o jedzeniu, stanowiącym kolejny obszar Pani zainteresowań...
Kiedy w trakcie mojego pierwszego pobytu w roku 2015 uczestniczyłam w kolacji wigilijnej, bardzo się zdziwiłam, że była zupełnie zwyczajna, bo nikt nie pościł. Być może wynika to z faktu, że w tym regionie Brazylii jada się zawsze dużo mięsa i raczej trudno bez niego zasiąść do stołu.
Poza okresem świąt kościelnych, ciekawy jest zwyczaj organizowania na południu kraju tzw. fest, czyli świąt związanych z lokalnymi produktami, podobnych do naszych dożynek. I tak np. w miejscowości Aurea, w stanie Rio Grande do Sul (ok. 50 km na wschód od Erechim), która uważa się za polską stolicę w Brazylii (bo rzeczywiście mieszka tu nadal wielu ludzi z polskimi korzeniami, mówiących stosunkowo dobrze po polsku) bardzo widoczne jest pielęgnowanie kultury polskiej. 
Mieszkańców w tych działaniach wspierają pracujące tam od dawna polskie siostry zakonne, które pielęgnują ojczyste zwyczaje oraz troszczą się o znajomość języka polskiego. To właśnie tam odbywa się co roku święto czarniny, czyli czarnej polewki. To czarna zupa, a jej podstawowymi składnikami są: rosół i krew kaczki, gęsi lub królika, rzadziej – prosięcia. Dawniej podawano ją kawalerowi, który starając się o rękę panny, otrzymywał, niestety, odmowną odpowiedź (nawet Adam Mickiewicz w "Panu Tadeuszu" wspomina o czarnej polewce, podanej Jackowi Soplicy). 
Chociaż w Polsce zupa ta nie jest już tak popularna, tutejsi Brazylijczycy polskiego pochodzenia nadal ją spożywają, uważając za ważny element własnej kulinarnej tożsamości. Innym tradycyjnym daniem, wokół którego organizowane są imprezy, są pierogi. Ale, co ciekawe, są to głównie te ruskie, czemu najczęściej towarzyszy sos pomidorowy bądź mięsny.
Jak długo pozostanie Pani w największym kraju południowoamerykańskiego kontynentu?
W Brazylii będę najprawdopodobniej do grudnia 2021 roku. Mam zamiar dotąd skończyć prowadzone badania, a po powrocie do Warszawy opublikować ich wyniki.
Tego też Pani życzę, dziękując za podzielenie się ciekawymi spostrzeżeniami.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 1/2021

KALENDARZ "MAGAZYNU WILEŃSKIEGO" NA I PÓŁROCZE 2021 ROKU

NASZA WIARA

  • Patronem – "Prymas Tysiąclecia"
  • Rok św. Józefa
  • Oddali pokłon Dzieciątku

POLITYKA

  • Na bieżąco
  • Koalicyjny centroprawicowy rząd
  • Zadbajmy o wpis narodowości!

SZTUKA

  • W służbie pięknu i Ojczyźnie

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Był w Wilnie taki jeden dom
  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewscy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O wyśmiewaniu

BILANS ROKU 2020

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie