Nasi z Ostojićeva

drukuj
Leszek Wątróbski, 16.05.2019
Fot. Leszek Wątróbski

Polonia serbska

Istnieją udokumentowane dane, że polscy oficerowie brali udział w I Powstaniu Serbskim (1804-1813). W drugiej połowie XIX wieku, a szczególnie po upadku Powstania Styczniowego, do Serbii przybyło także szereg lekarzy, którzy osiedlili się tam i odegrali znaczącą rolę w rozwoju kultury medycznej tego kraju. 

W okresie międzywojennym w Serbii działała Liga Jugosławia-Polska, mająca na celu organizowanie obustronnych kontaktów gospodarczych i kulturalnych. Nie była to organizacja polonijna, aczkolwiek z okazji polskich świąt państwowych i kościelnych w pomieszczeniach Ligi spotykali się również nieliczni nasi rodacy. Liga udzieliła ogromnej pomocy polskiemu wojsku i cywilom, którzy przez Jugosławię przedostawali się na Zachód.
Po II wojnie światowej w Serbii zamieszkało wiele Polek po poznaniu swoich mężów – Serbów na pracach przymusowych lub obozach w Niemczech. W okresie wojny towarzyszącej rozpadowi Jugosławii (1991-1995), sankcji gospodarczych i bombardowań Serbii w roku 1999 wiele rodzin polonijnych osiedliło się w Polsce lub na Zachodzie.
Aktualnie przedstawiciele Polonii w Serbii stanowią grupę stosunkowo nieliczną i – niestety – stale się kurczącą. Według ostatniego spisu, żyło tam łącznie 1433 Polaków – najwięcej w Serbii centralnej i Belgradzie (679) oraz w Serbii północnej i Wojwodinie (669). Głównymi ich skupiskami są: Belgrad (ok. 200), Ostojićevo (ok. 150), Niš i Novy Sad (po ok. 30), Kragujevac i Kraljevo (po ok. 20). Zdecydowaną większość stanowią kobiety, które wyszły za mąż za obywateli Jugosławii, oraz dzieci z ich mieszanych małżeństw.
W serbskim środowisku polonijnym można wyróżnić następujące grupy:
– Stowarzyszenie YU Polonia jest platformą, skupiającą Polonię (emigracja z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku).
– Klub Stypendystów (YU Polonia Junior) gromadzi kilkanaście osób polskiego pochodzenia.
I wreszcie, zupełnie odrębną grupę, stanowią rodacy zamieszkujący wieś Ostojićevo (ponad dwutysięczna miejscowość na pograniczu serbsko-węgiersko-rumuńskim) – z około 150 osobami polskiego pochodzenia. Są to potomkowie emigrantów z Wisły i okolic, którzy osiedlili się w Ostojićevie w XIX wieku. Społeczność ta kultywuje tradycje właściwe dla obszaru pogranicza kultur polskiej i słowackiej.
Kolejną, nieliczną, aczkolwiek wartą uwagi grupą są Polacy pracujący na terenie Serbii dla dużych koncernów. Zajmują oni stanowiska na szczeblu kadry zarządzającej i zaliczają się do miejscowej elity (zakłady Fiata w Kragujevacu, przemysł agrochemiczny, doradztwo inwestycyjno-finansowe).
Jadąc w marcu 2019 roku na południe kraju (do Belgradu), zatrzymałem się we wsi Ostojićevo – wielonarodowościowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym osiedlu, założonym kilkaset lat temu. Mieszkają tam dzisiaj także: Serbowie, Słowacy i Węgrzy. 
Pierwsi Polacy wyemigrowali na stałe do Ostojićeva w pierwszej połowie XIX wieku. Dzisiejsi mieszkańcy tej wsi są potomkami górników, którzy wydobywali i sprzedawali saletrę. Przyjeżdżali tam latem, a późną jesienią wracali do swoich domów w Polsce. Wielu z nich, chcąc uniknąć długich podróży wte i wewte, stopniowo osiedlało się i przyjmowało tamtejszy sposób życia, zachowując jednocześnie swoją archaiczną gwarę z naleciałościami nowych współmieszkańców: Serbów, Słowaków oraz Węgrów. Pielęgnowali też własne ewangelicko-augsburskie (luterańskie) wyznanie wiary i dawne obyczaje. Ich nazwa – Wiślanie (Vislani), stosowana przez wielu badaczy, została zaakceptowana przez Ostojićevian jako etnonim środowiskowy, pisany dużą literą.
Mieszkających tam dawniej Polaków i ich obecnych potomków uważano od początku XIX wieku za Słowaków, choć w większości byli polskiego pochodzenia, wyznania ewangelickiego i wywodzili się z zachodniej części Beskidu Śląskiego. 
Na podstawie nielicznych polskich i serbskich publikacji, dotyczących tej wyjątkowo ciekawej grupy Wiślan w Banacie (północna Wojwodina), można stwierdzić za "Słowem Polonii", iż:
– obecni słowaccy ewangelicy z Ostojićeva wywodzą się z regionu Wisły, zatem z okolic Cieszyna i Krakowa;
– w stronach ich pochodzenia, czyli na Śląsku Cieszyńskim, zajmowali się produkcją saletry, co potwierdzają dokumenty z roku 1804;
– śląscy saletrarze, warzyciele potasu, pracowali w swoim rzemiośle również poza miejscem zamieszkania (objazdowo np. na Węgrzech) i częstokroć były to liczne grupy, dochodzące do 400 robotników;
– poprzez sezonowe emigracje do Banatu powstały możliwości osiedlenia się śląskich saletrarzy na stałe, na obszarze ówczesnych południowych Węgier;
– główna fala migracyjna miała miejsce pomiędzy 1844 a 1849 rokiem i była powiązana ze słowackim ruchem osiedleńczym do tzw. dolnych krajów w kontekście rolniczego przeludnienia oraz ciężkiej ekonomicznej i socjalnej pozycji chłopów pańszczyźnianych na Słowacji z równoczesną próbą nawrotu protestantów do katolicyzmu.
I tak już, w roku 1823, w Ostojićevie mieszkał pierwszy Polak – Andrija Szalbot. Drugim rodakiem był tam Paweł Bujak – nauczyciel, który w roku 1838 wyruszył z Wisły do pracy sezonowej. Znalazł ją przy produkcji saletry, a rok później sprowadził grupę swoich krajan. Przez kilka pierwszych lat Polacy przychodzili tam sezonowo, przeważnie na piechotę, by wreszcie – w roku 1846 zamieszkać na stałe. W taki sposób kształtowała się stopniowo polska kolonia, licząca w roku 1864 piętnaście polskich domostw (łącznie 86 osób).
Później, pod naciskiem madziaryzacji (kompleks węgierski) popieranej przez Austrię, polscy osadnicy zaczęli szukać wsparcia u innych grup narodowościowych. Najbliżej im było do Słowaków i niemieckich ewangelików w Ostojićevie. A trzeba pamiętać, że chłop polski ze słowackiego pogranicza, na domiar ewangelik, sam nie był zupełnie przekonany, czy jest Polakiem. Wielu z nich uważało się za Ślązaków, mówiących "po swojemu". Proces polsko- słowackiego przemieszczania odbywał się zresztą również w regionie ich pochodzenia – na Śląsku Cieszyńskim, gdzie np. w roku 1921, w ramach polskich nabożeństw, śpiewano również po słowacku i czesku.
Z ewangelickich ksiąg metrykalnych, prowadzonych w sąsiednich miejscowościach Banatu, dowiadujemy się, że pierwsze zanotowane tam polskie nazwisko – to Pol Bujak, którego ojciec z zawodu był "soletronios". Pierwszego ślubu polskiej parze w Ostojićevie udzielono zaś w roku 1854, kiedy to pobrali się Hedwiga Coeslar (Jadwiga Cieślar) i Pal Polak (Paweł Polak), oboje urodzeni w Wiśle. Takie były początki osadnictwa polskiego w Ostojićevie… 
Sto lat później, w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku, mieszkały tam "słowackie" rodziny polskiego pochodzenia: Bujak, Czeszlar, Kamneniar, Kantor, Kendziuk, Krak, Pilch, Poliak, Poliaczek, Raszka, Samec, Tychy, Urbanek, Szalbot czy Szturc. W 85 domach liczyły one 298 osób.
Kiedy po II wojnie światowej rozpoczęła się repatriacja jugosłowiańskich Polaków do ojczyzny, wysunięto propozycję, aby wiślańską wspólnotę etniczną przesiedlić na tereny Dolnego Śląska.
* * * 
W północnej Serbii, w Wojwodinie, istnieje nadal wieś Ostojićevo, którą zamieszkują potomkowie naszych rodaków z Wisły. Działają tu dwa polskie stowarzyszenia: Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne "Wisła" (Kulturno umetničko društvo "Wisla") z przewodniczącą Renatą Pilch i Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne "Wiślanie z Ostojićeva" (Kulturno umetničko društvo "Višljani iz Ostojićeva") z przewodniczącą Anitą Šalbot Polak. 
Pierwsze z nich – Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne "Wisła" – obchodzi w tym roku jubileusz swego 10-lecia. Stowarzyszenie jest organizacją pozarządową i niekomercyjną, założoną w celu realizacji przedsięwzięć z dziedziny kultury, muzyki, historii, literatury, tańców narodowych i teatru. Do jego zadań należy praca z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym, z uczniami szkół średnich, studentami oraz osobami dorosłymi w celu zajmowania się amatorską twórczością, pielęgnowania tradycji i trwałości dziedzictwa kulturowego tamtejszych Polaków. 
Do realizacji własnych celów Stowarzyszenie, samo lub wspólnie z innymi organizacjami, organizuje imprezy kulturalne, gromadzi stroje ludowe, teksty piosenek oraz opisy zwyczajów ludowych. Współpracuje z innymi stowarzyszeniami w kraju i za granicą. Gromadzi ponadto literaturę i wykorzystuje dostępne źródła informacji z dziedziny muzyki w języku polskim. 
Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne "Wiślanie z Ostojićeva", powstało natomiast w roku 2016. Utrzymuje ono kontakt z mieszkańcami i władzami miasta Wisły.
Podczas marcowego pobytu w Ostojićevie odwiedziłem m.in. panią prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Artystycznego "Wisła" Renatę Pilch. Oto co mi powiedziała o sobie i Stowarzyszeniu:
Urodziłam się w roku 1953 we Wrocławiu, na Sępolnie. Byłam jedynaczką. Moi pochodzący z Warszawy dziadkowie, po powrocie z obozu w Lipsku, osiedli na polskich ziemiach odzyskanych. Tam też chodziłam do technikum mechanicznego. Latem 1973 roku zdecydowałam się kontynuować naukę w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Spotkałam jednak ciekawego człowieka i z planowanych studiów musiałam zrezygnować. 
Jakiś mężczyzna zaczepił mnie na ulicy. Był dobrze wyglądający i ładnie ubrany, w wieku około 35 lat. Mówił góralską polszczyzną. Zaprosił mnie na kawę. W czasie rozmowy dowiedziałam się, że Janek mieszkał w ówczesnej Jugosławii, w miejscowości Ostojićevo i miał polskie pochodzenie. Przyjechał do Polski – do Wisły, w poszukiwaniu dalekich krewnych, a we Wrocławiu znalazł się w celach turystycznych. W taki sposób zostałam jego przewodniczką na kolejne dwa dni. 
Po wyjeździe Janka rozpoczęliśmy korespondencję. Miłosne listy z Ostojićeva przychodziły co tydzień. Dostałam też oficjalne zaproszenie na Święta Bożego Narodzenia. Kiedy tam przyjechałam, przeżyłam miłe chwile. Zafascynowała mnie dobrobytem jego duża i zadbana wieś. 
Święta minęły szybko. Poznałam wtedy matkę swego przyszłego męża oraz wielu jego znajomych, bliższych i dalszych krewnych. Prawdziwe zaręczyny z pięknym pierścieniem w darze odbyły się na sylwestra. Na stałe zamieszkałam tam w roku 1974. Rok później urodziła nam się córka, która mieszka obecnie w Kanadzie. 
Takich małżeństw mieszanych jak nasze, było i nadal jest w Ostojićevie zdecydowanie więcej. Polki wychodziły za Węgrów, Serbów, Bośniaków, Słowaków. Niestety, w domach nie rozmawiano po polsku. Nic więc dziwnego, że ich dzieci nie poznały języka matek.
Naszą ostojićevicką przeszłością i związkami ze Śląskiem Cieszyńskim zainteresowała mnie pani Danuta Szczypka, urodzona w Wiśle. Jest ona inicjatorką, współautorką i współredaktorką "Rocznika Wiślańskiego", poświęconego dziejom Wisły oraz Śląska Cieszyńskiego. To ona też odnowiła kontakty z potomkami Wiślan w naszej wsi. Zadzwoniła kiedyś do mnie i zapowiedziała przyjazd. Nawiązała też wówczas stałe partnerstwo z gminą Čoka, na której terenie leży wieś Ostojićevo. 
Jesteśmy już czwartym, a może nawet piątym pokoleniem pierwszych osadników z Wisły. W miarę możliwości dbamy o zachowanie polskich tradycji. Raz w tygodniu przyjeżdża pani z Ambasady RP w Belgradzie i uczy nasze dzieci języka polskiego.
Nasze Stowarzyszenie pielęgnuje też język i tańce polskie – szczególnie z regionu cieszyńskiego: Ustronia i Wisły. W zespole dziecięcym tańczyło dawniej dużo dzieci. One jednak po skończeniu szkoły podstawowej idą uczyć się dalej. A u nas żadnej szkoły średniej nie ma. Wyjeżdżają więc do miast. Zostało mi na dziś 7 par, czyli 14 dzieci, które tańczą, śpiewają i recytują. 
Jesteśmy zapraszani na różne festiwale, manifestacje. Byliśmy też w Polsce: m.in. w Wiśle, w parafii ewangelickiej w Jaworniku. Pobyt ten był możliwy dzięki wsparciu, jakiego udzieliły ewangelickie parafie wiślańskie i Urząd Miasta Wisły. Program pobytu dzieci był bardzo urozmaicony. Zawierał m.in. takie atrakcje jak: nauka jazdy na nartach na wyciągu Siglany, wejścia na basen w hotelu "Stok" i "Gołębiewski" czy wreszcie naukę języka polskiego. Zorganizowane były ponadto wycieczki do Bielska, gdzie atrakcję stanowił "Ninja Park", i do Cieszyna ze zwiedzaniem muzeum Śląska Cieszyńskiego, muzeum narciarstwa w Wiśle oraz muzeum koronek w Koniakowie. W ostatnią niedzielę nasze dzieci wzięły udział w nabożeństwie w Jaworniku. W jego trakcie zaśpiewały jedną pieśń: "Ojcowski Dom" po polsku. 
Nasze próby odbywają się w wiejskim domu kultury. Jestem kierownikiem zespołu i jednocześnie choreografem. Korzystam z pomocy YouTube, zmieniając zazwyczaj oraz dostosowując teksty i muzykę do naszych lokalnych potrzeb. 
Zasadniczo wszystkie wydatki i koszty ponosimy sami. W roku ubiegłym dostałam niewielkie dofinansowanie w wysokości 20 tys. dinarów (około 170 euro) z gminy Čoki. Innym przydzielono więcej, nawet 175 tysięcy. Może zostałam w ten sposób ukarana za to, że nie należę do żadnej partii politycznej?
Latem we własnym domu organizuję tygodniowy biwak dla naszych zespołowych dzieci. Szykuję im jedzenie: śniadania, obiady i kolacje. Są też niespodzianki. Dzieci lubią frytki, kotlety, pizzę, hamburgery, chipsy i obowiązkowo soki. Mam też dzieci węgierskie i z małżeństw mieszanych. One szybko uczą się naszych polskich pieśni i tańców. Spotykamy się każdej środy pomiędzy 18 a 20. Nasze próby kończymy zazwyczaj piosenką "Stary niedźwiedź mocno śpi". 
Mamy tu polski kościół ewangelicki. Nabożeństwa są jednak odprawiane po słowacku, bo nie ma polskiego pastora. Wiernym służą też węgierski kościół katolicki i serbski prawosławny. Ja jestem katoliczką, choć wcześniej chodziłam do świątyni ewangelickiej...
Potem jeszcze z panią Renatą długo rozmawialiśmy. Zostaliśmy poczęstowani serbskim burkiem z serem i dobrą kawą. Gościnna gospodyni oprowadziła nas ponadto po swojej wsi, a pożegnaliśmy się przed polskim kościołem.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 6/2019

POLITYKA

  • Maraton wyborczy finiszował!
  • Na bieżąco

WIARĄ SILNI 

  • Przed 40 laty Jan Paweł II po raz pierwszy odwiedził Polskę
  • Na jubileusz 350-lecia Kalwarii Wileńskiej
  • Wyśpiewać miłość do Boga i… ludzi

OŚWIATA

  • Studia polonistyczne zapraszają
  • "Historia Polski" – uczniom rada

SKARBIEC NARODOWEJ KULTURY

  • Gdy pieśń hymnem wybrzmiewa

Z WSZECHŚWIATEM ZA PAN BRAT

  • Henryk Sielewicz odkrył nową gwiazdę!
  • Saturn mieć w zasięgu ręki

SPORT

  • "Diament" trenera Mulaka

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O mocy ducha

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie

Wiadomości (wp.pl)