O demagogii

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 15.10.2020

W Kazaniu na Górze Oliwnej Nazarejczyk powiada: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały. Gdyby iść za tą radą, nikt by nigdy nie wygłosił żadnego przemówienia w wielkiej sprawie. Prorocy nie są realistami. Dlatego się ich krzyżuje. Nie wiadomo, czy warto wprowadzać ludzi w zakłopotanie, mówiąc im prawdę. A jednak sztuka demagogii istnieje, rozwija się i zaniknie chyba dopiero razem z ludzkością.

Demagog, czyli ten, kto prowadzi lud, prowadzi ten lud wyłącznie na postronku słów. Najczęściej kłamliwych. Dlatego wypada mu umieć mówić. Opowiadać kawały i pożyczać pieniądze trzeba znienacka (Aleksandr Kuprin). Powinno się uwzględniać imponderabilia, szczegóły miejsca i czasu. Co we dnie jest małe, w nocy jest duże, i odwrotnie...
Polityk powinien umieć i potrafić mówić emocjonalnie i długo. Lider socjalistycznej Kuby, Fidel Castro, potrafił przemawiać po 6-8 godzin bez przerwy – i to bez żadnych notatek! – a przychodziło go posłuchać i obejrzeć (to był zawsze "teatr jednego aktora") około miliona rodaków, dla których była to świetna rozrywka. 
W napięciu i fascynacji przez długi czas potrafili utrzymywać swe audytorium także inni wybitni demagodzy XX wieku, że wymienimy tu tak znane nazwiska, jak Włodzimierz Lenin, Lew Trocki, Adolf Hitler, Benito Mussolini. Takie urodzone talenty są jednak bardzo rzadkie. Zwykle potrafimy interesować swych słuchaczy przez kilka minut, potem zaczynają się ewidentnie nudzić i trzeba sobie tej przyjemności odmawiać, gdy widzimy, że wzrok rozmówcy bądź jego ruchy robią się nieco roztargnione, a potem – niecierpliwe. 
Można sobie niekiedy pomodulować głosem. Szczególnie czuli na niuanse brzmieniowe są ludzie ociemniali. Brak pewnego organu kompensowany jest przez szczególną wrażliwość innych. A przecież oni też mają prawo wyborcze. 
Polityk nie powinien jednak specjalnie się przejmować brakiem daru elokwencji, przecież osobnicy równie wybitni, jak on – taki np. Wergiliusz, Jean de La Fontaine, Isaac Newton, Pierre Corneille, Rene Descartes, Thomas Alva Edison – zupełnie nie potrafili publicznie przemawiać. Do pewnych granic nie warto też specjalnie się przejmować ujemną reakcją słuchaczy. 
Tym bardziej, że dobre wrażenie może wywierać mówienie powolne, gdyż tworzy ono iluzję, że się ma do czynienia z człowiekiem rozsądnym, który "myśli na głos", który, zanim odetnie, to siedem razy odmierzy, a więc z takim, co to nie strzela na oślep i nie chodzi po omacku, najpierw powie, a potem pomyśli. Wyborca jest raczej ostrożny i lubi przywódców przewidywalnych, roztropnych, wnikliwych, a nie narwanych szaleńców. Trudno jest zachować umiar w takim przedmiocie, gdzie z trudem tylko można przekonać słuchaczy o prawdzie swoich słów. Słuchacz bowiem życzliwy i znający wypadki łatwo może uważać, że w stosunku do tego, co wie i czego sobie życzy, przemówienie jest zbyt skromne; natomiast nieznający sprawy słysząc o czymś przerastającym jego własne możliwości skłonny jest z zawiści uważać, że pochwały są przesadzone. Tak dalece bowiem tylko może słuchacz znieść pochwały cudzych czynów, jak dalece sam uważa się za zdolnego do czynów, o których słyszy; jeśli zaś coś wyrasta ponad jego możliwości, zawiść budzi niewiarę (Tukidydes).
Każdy szanujący się oszust polityczny ma w swoim parabellum cały komplet naboi o nazwie "prawo", "sprawiedliwość", "demokracja", "uczciwość", "wolność", "równouprawnienie", "dobrobyt", "troska o rodzinę", "zdrowie narodu", "prawa człowieka", "suwerenność", "wierność zasadom" – jeśli nie ma, jest głupcem, i nie ma szans na zwycięstwo nad bardziej zręcznymi rywalami – i strzela z nich na oślep we wszystkich możliwych do pomyślenia kierunkach. Zawsze też jakąś gęś trafi... 
Kłamać trzeba albo chłodno i w sposób spokojny, tak jakby się głosiło niezbite prawdy, albo w sposób wielce emocjonalny i "szczery", tak aby zasugerować swój stan uczuciowy słuchaczom. Kto kłamie nieszczerze, nie znajduje posłuchu. Najlepiej przemawiając wprowadzić się w stan histerii czy ekstazy, zacząć krzyczeć, splunąć w twarz adwersarzowi lub co najmniej gruntownie mu nawymyślać, machając pięścią przed nosem. Bardzo pomocne w zdobyciu podziwu i popularności bywa urządzenie skandalu, rozróby, improwizowanej lub starannie przygotowanej. (Powiada się, że tylko dobrze przemyślana i przećwiczona "improwizacja" bywa udana i osiąga zamierzony cel).
Polemikę, która mogłaby być dla nas niewygodna, wypada puścić na boczne tory m.in. przez żart. Złośnika łatwo udobruchać, gdy go się zmusi do uśmiechu (Goethe). Dlatego dobry żart jest niezłym rozpoczęciem poważnej rozmowy.
Żartować wszelako trzeba bardzo zręcznie i przewidująco, według zasady: "najlepszą jest improwizacja starannie przygotowana". Gdy się zaś polega jedynie na swej błyskotliwości, można wpaść w tarapaty. Pewien niezbyt zdolny premier Wielkiej Brytanii, chcąc przypodobać się wyborcom, pochwalił się, że sam sobie czyści buty. Natychmiast odpowiedziano mu z tłumu: "Nie za to panu rząd płaci wysoką pensję!". Tania demagogia i "demokratyczne" mizdrzenie się do "ludu" mogą odnieść sukces tylko wśród niewyrobionej publiczki. 
Podobnie ma się rzecz z mistyfikacjami. A jednak raz po raz stykamy się z sytuacjami, gdy np. dziennikarz ma referat na temat: "Moje spotkania z papieżem i dlaczego one się nie odbyły". Co dziwniejsze, znajdują się barany, które w tego rodzaju imprezach biorą udział. 
Rzekoma przystępność i prostota, gdy apeluje się do wyborczych prostaków, również muszą być ostentacyjnie okazywane. Mogą je symbolizować jakieś szczegóły ubioru (niechlujny sweter, brak krawatu itp.) lub zachowań (niejeden wygrywał wybory dopiero, gdy media doniosły, że widziano go tam a tam, wtedy a wtedy w stanie takim a takim...). Okazywane nieokrzesanie powinno jednak być starannie wyreżyserowane i nie przekraczać dopuszczalnych granic, aby nie odnieść skutku przeciwnego do zamierzonego. 
Skandale obyczajowe są raczej przeciwwskazane, gdyż masy są w jakiś sposób pruderyjne i zazdrosne. Bardziej do nich przemawia obraz "wzorowego męża i ojca" niż wyuzdanego kobieciarza. Ale pod tym względem coś się wydaje ostatnio zmieniać, publiczność wyborcza staje się coraz bardziej "tolerancyjna" w miarę, jak postępuje jej własny rozkład moralny. Trzeba więc ją uważnie obserwować i "być jak wszyscy", gdyż takich właśnie – a nie najlepszych – wybiera się na przywódców. 
Trzeba umieć robić perskie oko do publiczności, dając jej do zrozumienia, że wszystko jest pod kontrolą, że się ma odnośne informacje, że nic nas nie zaskoczy itp. To działa jak czary. Paraliżuje i pociąga. Spokój i oko Argusowe – to fascynuje, podobnie, jak gładkie mówienie. Wymowa jest to zdolność przekazania innym naszego poglądu w jakiejś sprawie i naszego do niej nastawienia, wywołania u nich naszych uczuć w tej sprawie i spowodowania przez to sympatii dla nas, wszystko zaś dzięki przekazaniu im toku naszych myśli za pomocą słów z taką mocą, że zmienia się kierunek, jaki przybrał tok ich własnych myśli, i wciąga je w nasze koryto (Arthur Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie, t. 2).

* * *
Pewnego razu w pewnym prowincjonalnym mieście zorganizowano w tym samym dniu i godzinie dwa spotkania z dwiema słynnymi osobami. Jedną z tych osób był znakomity uczony, autor szeregu poważnych dzieł naukowych, a inną – równie znakomity komik cyrkowy, autor i wykonawca wielu żartów i facecji. Ponieważ obaj znakomici mężowie przyjechali z metropolii tym samym pociągiem, doszło do nieporozumienia: uczonego odwieziono do audytorium, które czekało na aktora cyrkowego, a tego ostatniego – do publiczności, oczekującej w innej sali na wielki autorytet naukowy.
I cóż się stało? Gdy zaczął przemawiać poważny naukowiec, sala po każdym jego zdaniu wybuchała niepohamowanym śmiechem – ku zdumieniu i rozpaczy prelegenta. Gdy zaś sławny clown usiłował, z całym nakładem talentu, rozśmieszyć swą publiczność, nikt się ani uśmiechnął, a niektórzy usiłowali nawet czynić jakieś notatki – ku zaskoczeniu i przerażeniu cyrkowca. Taka jest siła z góry powziętego założenia czy sugestii wmówionej np. przez media. 
Długość przemówienia, podobnie jak jego koloryt, ukierunkowane są wcale nie na to, by o czymś słuchaczy gruntownie poinformować, lecz na to, by zmienić stan ich świadomości, która – w miarę zmęczenia – staje się coraz mniej krytyczna, coraz bardziej miękka i podatna na sugestie. Treść przemówienia nie ma większego znaczenia i może być zupełnie banalna, innej zresztą większość zebranych i tak by nie pojęła. Ważne, żeby w trakcie oracji często padały słowa, mające moc magnetycznego oddziaływania na przeciętnego słuchacza, a więc: "wolność", "demokracja", "solidarność", "sprawiedliwość", "wartości ogólnoludzkie", "zjednoczona Europa", "Bóg", "szczęście" itd. według potrzeb. 
Te wyrazy magiczne hipnotyzują umysły zebranych (o ile wypada przypuścić, że oni coś takiego jak umysł w ogóle posiadają), choć przecież treść tych kategorii jest niejasna i każdy wkładać w nie może dowolny sens. Nieraz dobry skutek pociąga użycie mocniejszego wyrażenia albo jakiejś prymitywnej mądrości ludowej w postaci przysłowia, lub powołanie się na "nasze narodowe tradycje"... Wówczas lud czuje "swego", podobnie jak wtenczas, gdy usłyszy jakiś żart czy kawał. Zbliżają psychologicznie kierowane do audytorium także hasła solidarnościowe: "Pomożecie?" – "Pomożemy!" itp. 
Wypada zwrócić uwagę swych słuchaczy na fakt, że są wspaniali i – psia krew! – niedocenieni. Bo to przecież: 
Gdyby była natura świni rogi dała,
Jeszcze by się jej krzywda bez skrzydeł widziała.
(Adam Korczyński, zm. 1699).
Aby skutecznie manipulować ludźmi, należy odwołać się do ich archetypów, nie zaszkodzi np. niekiedy dodać do demagogii odrobinę (zależnie od potrzeby) patosu, np. patriotycznego czy wyznaniowego.
Dobre są przemówienia niezbyt długie, kończące się zdecydowaną kropką. Antoni Czechow powiadał, że postawienie kropki we właściwym momencie niewątpliwie świadczy o talencie. 
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Dziękuję za mądrość przekazaną jak zawsze po prostu po mistrzowsku.

dodany przez czytelniczka, dnia 18.11.2020, 13:30:24

W ostatnim numerze

W numerze 11/2020

POLITYKA

  • Centroprawica "rozdaje karty"
  • Na bieżąco
  • Była o krok od monarchii

GDY ŻYCIA DOCZESNEGO KRES

  • Czas ucieka, wieczność czeka
  • Pogrzeb Józefa Piłsudskiego
  • "Nie spłonąć na tym stosie"
  • Tu spoczywa autorka "Nad Niemnem"
  • Zaduszki poetyckie

FAKTY – MITY – POMÓWIENIA

  • Sprawa Józefa Mackiewicza

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewcy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów

DIALOG DWÓCH KULTUR

  • Na wysokim brzegu

POZNAJMY POLSKĘ

  • Tam, gdzie były tereny Prusów

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O ostrożności

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie