O maturze, reformie i wakacyjnych bataliach o stołeczne szkoły

drukuj
Janina Lisiewicz, 24.07.2015

Tego roku na Litwie do matury przystąpiło 37 279 maturzystów. Jak wynika ze statystyki – o tysiąc mniej niż w roku ubiegłym. W szkołach z polskim językiem wykładowym było ich 938. O aspiracjach młodzieży może świadczyć fakt, iż średnio każdy maturzysta składał 3,42 egzaminu. A jak wiadomo, do otrzymania świadectwa dojrzałości wystarczy dwóch: obowiązkowego z języka litewskiego (szkolnego bądź państwowego) oraz przedmiotu do wyboru. Maksymalnie można składać sześć egzaminów i takich też wśród tegorocznych absolwentów nie zabrakło.

Matura w statystyce

Tego roku na Litwie do matury przystąpiło 37 279 maturzystów. Jak wynika ze statystyki – o tysiąc mniej niż w roku ubiegłym. W szkołach z polskim językiem wykładowym było ich 938. O aspiracjach młodzieży może świadczyć fakt, iż średnio każdy maturzysta składał 3,42 egzaminu. A jak wiadomo, do otrzymania świadectwa dojrzałości wystarczy dwóch: obowiązkowego z języka litewskiego (szkolnego bądź państwowego) oraz przedmiotu do wyboru. Maksymalnie można składać sześć egzaminów i takich też wśród tegorocznych absolwentów nie zabrakło.

Należy odnotować, że siedmiu maturzystów z całej Litwy otrzymało "setki" z pięciu składanych egzaminów (po cztery najwyższe oceny uzyskało 27, a po trzy – 200 osób). Ogółem najwyższych ocen na Litwie było 1 678, a w Wilnie 157 młodych ludzi cieszyło się z dwóch i więcej "setek". Wśród nich jest dwójka absolwentów Gimnazjum im. Jana Pawła II. Warto przypomnieć, że absolwenci szkół z polskim językiem nauczania składają – na mocy decyzji szkolnych Rad – egzamin z języka ojczystego, na którego wliczenie w poczet obowiązkowych od lat nie zgadza się Ministerstwo Oświaty i Nauki Litwy.

Już tradycyjnie w puli najpopularniejszych egzaminów, również tego roku, znalazły się z takich przedmiotów jak: język angielski, matematyka i historia. Angielski bił rekordy: przystąpiło doń 21 892 maturzystów – aż o 12,4 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Niewątpliwie miał na to wpływ fakt, iż chętni dostania się na nieodpłatne studia uniwersyteckie musieli legitymować się tego roku zaliczonym egzaminem z angielskiego na poziomie B1. I, jak się okazało, młodzi ludzie bardzo dobrze poradzili sobie z tym wyzwaniem. Złożyli z lepszymi wynikami niż litewski. Tu warto odnotować, że najwyższe oceny – "setki", jakie zdobyli abiturienci polskich szkół na maturze, w większości są właśnie z angielskiego: gimnazjaliści z Jana Pawła II z 10 uzyskanych setek – 6 dostali właśnie z angielskiego!

Odpowiednio z matematyką mierzyło się 15 290, zaś z historią – 13 006 abiturientów. Ten ostatni przedmiot stracił na popularności aż o 4,7 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Niewątpliwie, że jest to skutek tego, iż spada zainteresowanie studiami humanistycznymi. Tegoroczni absolwenci w ubieganiu się o indeks studencki stawiają na pierwszym miejscu medycynę, odontologię. Stąd niewątpliwie wzrost popularności biologii – składało ją tego roku 8 953 maturzystów. Należy zaznaczyć, że zarówno ten egzamin, jak i z chemii, fizyki oraz technologii informacyjnych (składało je odpowiednio 3 131, 3 293 i 2 874) w zasadzie nie są praktycznie oblewane, gdyż są wybierane przez młodych ludzi, którzy uczą się ich według rozszerzonego programu, wiedząc, że z tymi dziedzinami wiedzy będą związane ich przyszłe studia i kariera zawodowa.

Egzamin z litewskiego – lepiej, ale gorzej

Obowiązkowy egzamin z języka litewskiego – zmieniony (zamiast testów i sprawdzianów znów powrócono przed trzema laty do pracy pisemnej – wypracowania, tekstu literackiego lub rozprawki) i ujednolicony dla absolwentów zarówno litewskich jak i szkół mniejszości narodowych – nie może zbytnio cieszyć. Jako państwowy składało go tego roku 20 895 uczniów klas maturalnych: 19 811 z litewskich i 1 084 ze szkół mniejszości narodowych. W litewskich szkołach poradziło sobie z nim (należało zdobyć minimalnie 30 pkt) 90,11 proc., zaś w placówkach oświatowych mniejszości narodowych – 83,95 proc. składających. W roku ubiegłym takowych było odpowiednio 88,4 i 83,7 proc. Decydenci odnotowują stopniowe polepszenie wyników. Jednak nas to niezbyt cieszy, bowiem rozpiętość pomiędzy wynikami, uzyskiwanymi przez absolwentów szkół litewskich i mniejszości narodowych, niestety, wzrasta.

Tłumaczyć to można tym, że uczniowie litewskich szkół stopniowo przyzwyczajają się do nowej formy egzaminu, zaś nasi uczniowie nadal muszą nadrabiać różnice programowe i braku 800 godzin lekcyjnych – właśnie o tyle ich mieli mniej w toku 10 lat nauki. Paradoks litewskiego modelu ujednolicenia wymagań znajomości języka litewskiego polega bowiem na tym, że rozpoczęto go od przysłowiowej "głowy" – składania matury – ujednolicając kurs klas 11-12. Pozycje startowe, niestety, nie były jednakie. W ciągu dziesięciu lat uczniów nauczano według różnych programów, podręczników, no i mieli o te sławetnych 800 lekcji mniej. Dopiero teraz rusza ujednolicenie na poziomie szkoły podstawowej, a za nim – początkowej.

Trudno uznać, rzekomo przeprowadzane na wspak ujednolicanie nauczania języka litewskiego miało na celu dobro uczniów szkół mniejszości narodowych. Jego apologeci ubolewali nad tym, że absolwenci szkół nielitewskich gorzej znają język litewski, co im szkodzi w wyborze studiów i robieniu kariery. Jak się okazało, "dobre chęci" odniosły wręcz przeciwny skutek.

Wynik z obowiązkowego egzaminu z języka litewskiego jest jednym z decydujących czynników dostania się na nieodpłatne studia, a więc udanego startu w dorosłe życie. A skoro jest gorszy, więc czy może wyrównać szanse. Wręcz przeciwnie. To absolwenci litewskich szkół uzyskali lepsze perspektywy. Dotychczas bowiem ich koledzy ze szkół mniejszości narodowych doskonale sobie z nim radzili – wyniki oscylowały nawet powyżej 90 proc. (a co za tym idzie, szanse dostania się na prestiżowe miejsca na studiach wzrastały) i, wydaje się, właśnie to zadecydowało o takim pośpiesznym "ujednoliceniu".

Obecnie, kiedy oceny żółwio pną się wzwyż, to jednak rozpiętość pomiędzy wynikami litewskich i nielitewskich szkół wzrasta. Tak w roku 2014 było to 4,7 proc. na korzyść szkół z państwowym językiem nauczania, zaś tego roku – 6,16 proc. Jeszcze bardziej dramatycznie sytuacja wygląda, jeżeli weźmiemy wyniki w przedziale najwyższych ocen – na 86-100 pkt. Tego roku w szkołach litewskich taki wynik uzyskało 1,15 proc. maturzystów, zaś w szkołach mniejszości – 0,18 proc. W ubiegłym odpowiednio: 1,3 i 0,2. Jak widzimy, wyniki w tym przedziale różnią się nie o kilka procent, lecz nawet sześć razy!

O tym, że zniesienie ulg na maturze z litewskiego dla uczniów szkół mniejszości narodowych jest przedwczesne, świadczą wyniki matury 2013 roku: wówczas minister Dainius Pavalkis zatwierdził pakiet ulg (m. in. mniejszą słowną objętość pracy pisemnej) i mieliśmy 88,83 proc. pozytywnych wyników. Jednak na mocy decyzji sądu zostały one zlikwidowane. Obecne zasady oceny, zakładające możliwość popełnienia większej liczby błędów przez uczniów szkół mniejszości narodowych, mają obowiązywać do 2020 roku, bez względu na to, jakie będą wyniki.

Wbrew obietnicom monitorowania rezultatów, ani do rzetelnego analizowania, ani podejmowania kroków skierowanych na zaradzenie wyraźnym faktom dyskryminacji ujednoliconej matury, decydentom wcale się nie śpieszy. A fakt dyskryminacji polega nawet na tym, że uczniowie szkół mniejszości narodowych muszą poświęcić o wiele więcej czasu na naukę litewskiego (nadrobić brak dostatecznej liczby lekcji), w wyniku czego mogą wygospodarować mniej czasu na zgłębianie innych przedmiotów. A co za tym idzie – wyniki z tych ostatnich mogą być też gorsze.

W obronie swoich szkół i dzieci

Tegoroczna końcówka roku szkolnego, składanie matury oraz początek wakacji dla dziesięciu szkół wileńskich były okresem bardzo napiętym i wywołującym fale emocji. Zmiana władzy w mieście po wyborach samorządowych, a w ślad za nią również polityki w sprawie reorganizacji szkół oraz poślizg w Ministerstwie Oświaty i Nauki w sprawie akredytacji szkół średnich na gimnazja stały się przyczyną dramatycznych wręcz scenariuszy, których temperaturę podsycały chaotycznie podejmowane przez decydentów decyzje.

W rezultacie zagrożenie uzyskania pozwolenia na kompletowanie klas 11-12 zawisło nad szkołami średnimi mniejszości narodowych, wśród których znalazła się również jedna szkoła litewska, co pozwoliło decydentom mówić o tym, że nie jest to wyłącznie problem szkół polskich i rosyjskich. Zaistniała jednak wyraźna różnica traktowania przez władze oświatowe litewskich szkół średnich M. Daukšos, Tuskulańskiej i A. Kulvietisa (w ekstratempie zezwolono im na akredytację na tzw. długie gimnazja, m. in. o kierunku inżynieryjnym i sztuk plastycznych) i mniejszości narodowych. Urzędnicy ministerialni oraz samorządowi potrafili zagmatwać proces akredytacji na "długie" gimnazjum Szkoły Średniej im. Wł. Syrokomli, a pozostałym dziewięciu szkołom: im. Sz. Konarskiego, w Leszczyniakach, "Ateities", "Centro", "Senamiesčio", im. A. Puszkina, im. L. Karsawina, "Fabijoniškių" (litewskiej) oraz im. J. Lelewela odmówiły prawa kompletowania klas 11-12.

W wyniku protestu społeczności szkolnych i aktywnych działań radnych samorządu stolicy z ramienia AWPL i Forum Rodziców Szkół Polskich, które zorganizowało pikiety i strajk ostrzegawczy (jednodniowy), zainteresowania sytuacją ze strony pani premier rządu RP (rozmawiała o zaistniałej sytuacji z premierem Litwy) i europosłów (liczna grupa wystosowała list w tej sprawie do władz Litwy), rząd skierował do Sejmu poprawki do Ustawy o oświacie, pozwalające przedłużyć proces akredytacji – reorganizacji szkół o dwa lata: do 1 września 2017 roku a nie początku roku szkolnego w br.

Na kilka dni przed przyjęciem tych poprawek, samorząd Wilna – na czerwcowej sesji – podjął decyzję o niekompletowaniu klas 11-12 w Szkole Średniej im. J. Lelewela. A już po przyjęciu (w ostatnim dniu pracy Sejmu – 30 czerwca) poprawek i przedłużeniu terminu reorganizacji do 1 września 2017 r., wicemer Valdas Benkunskas (konserwatysta) oznajmił, iż miasto nie musi respektować zmian i będzie się starało zakończyć proces reorganizacji do 1 września br.

Aktywne działania społeczności "Lelewela" wraz z chęcią zawładnięcia budynkiem tej placówki, zmieniły plan działania rządzącej koalicji. Poczyniła ona krok, który nie da się praktycznie ocenić inaczej, jak bezpardonową formę nacisku. Otóż "zaproponowano" szkole im. J. Lelewela, że dostanie zgodę na podjęcie starań o akredytację na tzw. długie gimnazjum o kierunku inżynieryjnym pod warunkiem, że zwolni całkowicie gmach przy ulicy Antakalnio 33 i przeniesie się do budynku obecnej swojej filii nauczania podstawowego im. A. Wiwulskiego, która się mieści przy ulicy Minties. Motywacja takiej decyzji jest prosta: sąsiad "Lelewela" – progimnazjum i gimnazjum Antokolskie, mieszczące się obecnie w byłym historycznym budynku dawnej "Piątki", dobudówce do niego oraz w części gmachu przy Antakalnio 33, odczuwają brak pomieszczeń i chcą stać się gospodarzami wszystkich trzech.

Takie postawienie sprawy wygląda na brutalny szantaż, wywołując falę oburzenia polskiej społeczności. Z kolei przedstawiciele władz samorządowych odpierają ten zarzut. Twierdzą, że zmieniły się okoliczności (o ich możliwej zmianie – wydłużeniu czasu reorganizacji – doskonale wiedzieli podejmując poprzednią decyzję) i obiecują dokonać renowacji budynku filii z przeznaczeniem na ten cel 880 tys. euro z funduszy unijnych, a nawet wyeksmitować mieszczącą się w jednym z jej skrzydeł szkołę "Gijos" (uczy się w niej kilkadziesiąt uczniów, którym "brak jest dostatecznej motywacji do nauki"). To ma być rzekome wyrównanie strat, skoro obecny gmach szkoły "Lelewela" przed kilku laty został poddany renowacji.

Co do pozostałych szkół, werdykt samorządu jest jednoznaczny: mają stać się podstawówkami lub progimnazjami. Ostatnio, 15 lipca, w dniu kolejnej sesji samorządu, na placu przy merostwie odbył się wiec około pół tysiąca przedstawicieli wyżej wspomnianych szkół oraz innych, solidaryzujących się z nimi placówek oświatowych. Jego uczestnicy żądali zmiany zamiarów rządzącej koalicji i respektowania poprawek do Ustawy o oświacie, które notabene podpisała też prezydent, i zezwolenia przedłużenia reorganizacji placówek do 1 września 2017 roku.

Trwająca w godzinach popołudniowych sesja Rady samorządu, korzystając z posiadanej większości (35 radnych), wbrew żądaniom wilnian – Polaków i Rosjan – postanowiła metodą buldożera rozwiązać proces reorganizacji szkół. W trybie przyśpieszonym udało się przegłosować decyzję o jednoczesnym zezwoleniu na kompletowanie klas 11-12 tego roku szkole "Lelewela" i podjęciu próby akredytacji na tzw. długie gimnazjum o profilu inżynieryjnym oraz zwolnieniu do 1 września 2016 r. budynku przy ul. Antakalnio 33 i przeniesieniu wszystkich klas do obecnej filii im. A. Wiwulskiego przy ul. Minties.

Protesty radnych z frakcji AWPL oraz przedstawicielki społeczności szkolnej nie zrobiły na radnych wrażenia i nie zmieniły ich decyzji w tej sprawie. Kwestię tę przegłosowano w przyśpieszonym trybie i 31 głosami "za", a 14 "przeciw" decyzję rządzącej koalicji przyjęto. Społeczności szkoły "Lelewela" nie pozostaje nic innego, jak szukać dróg odwołania decyzji samorządu, która zapadła nawet wbrew temu, że tego samego dnia mer stolicy Remigijus Šimašius otrzymał list minister oświaty, wyrażający prośbę o niepodejmowanie planowanych decyzji wobec tej placówki.

Po wysłuchaniu wystąpień przedstawicieli szkół im. Sz. Konarskiego, im. A. Puszkina, "Ateities" oraz w Leszczyniakach z prośbą o wydłużenie terminu reorganizacji do września 2017 roku i możliwości atestacji na gimnazja, radni zdecydowali jednak o rozstrzygnięciu spaw reorganizacji już teraz. Większością głosów potaknięto przedstawieniu tej kwestii. Do podjęcia ostatecznej decyzji jednak nie doszło, bowiem podczas głosowania o rozpatrywaniu tego pytania w trybie przyśpieszonym koalicji rządzącej zabrakło jednego głosu. Ma ono powrócić na kolejnej sesji już w sierpniu.

Czy na parę tygodni przed początkiem roku szkolnego, choć odpowiednie ustawy żądają terminu czterech miesięcy, radni, wśród których w koalicji rządzącej większość stanowią liberałowie, zdecydują się na podjęcie decyzji o reorganizacji wspomnianych szkół, mogącej dotyczyć 6 tys. dzieci, trudno dziś dać odpowiedź. Aczkolwiek, biorąc pod uwagę nastawienie koalicjantów, takiego scenariusza nie można odrzucać. Społeczności zagrożonych szkół nie muszą więc biernie czekać, pozostawać bezczynne. I raczej nie będą, bo są zdeterminowane bronić praw swoich dzieci. Czym się skończy batalia o losy ośmiu wileńskich szkół średnich, dziś trudno przewidzieć. Wypada żywić jednak nadzieję, że zdecydowana postawa, solidarność i zdecydowana obrona własnych praw przyniosą pożądany wynik.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 1/2019

KALENDARZ NA I PÓŁROCZE 2019 ROKU

POLSKOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

  • Białym chlebem zjednani
  • "Halka" zainaugurowała Rok Moniuszki
  • Gdy pamięć ku szkole zdąża
  • Z myślą o "małych ojczyznach"

POLITYKA

  • Na bieżąco

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • Apostoł nauki w Chile
  • Dama "uskrzydlająca" dysk

XII TOM "KRESOWEJ ATLANTYDY"

  • Szlakiem  sienkiewiczowskiej Trylogii

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O wstydzie

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

POZNAJMY POLSKĘ

  • W krainie zamków i wapiennych ostańców

ROK 2018 SIĘ PRZYPOMINA

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie