O meandrach poznania

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 15.02.2021

Chorzy na żółtaczkę spostrzegają świat w żółtawej tonacji, głusi nie słyszą, a ociemniali nie widzą. Okazuje się, że stan fizjologiczny organizmu w zdecydowany sposób wpływa na indywidualny odbiór rzeczywistości. Proces poznawczy zasadniczo warunkowany jest w każdym konkretnym przypadku także przez aktualny stan psychiki poznającego podmiotu.

Cyceron w Rozmowach tuskulańskich wywodził: Nawet obecnie to, na co patrzymy, widzimy nie dzięki oczom; ciało bowiem nie jest obdarzone żadną zdolnością postrzegania... Nieraz więc, pomimo otwartych i zdrowych oczu i uszu, nie widzimy ani nie słyszymy czy to dlatego, że jesteśmy zajęci swoimi myślami, czy też wskutek jakiejś choroby; z tego łatwo można poznać, że widzi i słyszy dusza, a nie te organy, które są jak gdyby oknami duszy, ale przy których pomocy umysł nie może postrzegać żadnej rzeczy, jeśli nie jest aktywny i nie zwraca na daną rzecz uwagi. Jak to się dzieje, że dzięki temu samemu umysłowi postrzegamy tak bardzo różne rzeczy, jak barwę, smak, ciepło, zapach i dźwięk, których dusza nie rozpoznałaby nigdy przy pomocy pięciu zmysłów, gdyby nie rejestrowała wszystkiego i nie była wszystkiego jedynym sędzią? 
Z tej złożoności i jakiejś wielowarstwowości procesu gnozeologicznego wynika okoliczność, iż nasze poznanie wciąż na nowo się myli, schodzi na manowce, poniewiera się po bezdrożach błędów, mniemań, przypuszczeń, złudzeń i halucynacji. Jean-Baptiste Chassignet napisał:

Kiedy pomyślę, jak przez fałszywe mniemania
O swej potędze ludzkość bywa w pychę wbita,
Nie wiem, czy naśladować nie mam Demokryta,
Który śmiał się, gdy patrzał na ludzkie działania.
Lecz gdy widzę, jak godna jest pożałowania
Ta powłoka cielesna marna, słabowita,
Czuję, że brać winienem przykład z Heraklita,
Co nad nędzą ludzkości płakał bez ustania.

Płakałbym więc zarazem i śmiał się dzień wszystek
Widząc, jak człowiek ceni sobie drżący listek
Gardząc skarbem, co jest mu w niebie obiecany.

Śmiejąc się tak i płacząc powtarzałbym przy tym, 
Że tych płaczu i śmiechu mistrzów znakomitych
Niesłusznie spotykały drwiny i przygany. 

* * *
Bez zdrowej fizjologii nie ma zdrowej psychiki; zdrowy duch mieszka w takimże ciele. W organizmie każdego pojedynczego człowieka duch może rozwinąć pełną działalność tylko w dobrze funkcjonującym mózgu i przy prawidłowym współdziałaniu wszystkich innych organów (Friedrich Wilhelm Foerster, Autorytet a wolność). Wskażmy też na jeszcze jeden ciekawy aspekt, mianowicie na okoliczność, że od procesów fizjologii bezpośrednio zależą emocje, które z kolei determinują świat myśli. Namiętności kryją w sobie niesprawiedliwość i samolubstwo, sprawiające, iż niebezpiecznym jest iść za nimi i że trzeba się mieć przed nimi na baczności, nawet gdy zdają się najrozsądniejsze. W sercu ludzkim odbywa się nieustannie rodzenie namiętności; tak iż zgon jednej jest prawie zawsze zaczątkiem drugiej... Namiętności płodzą niekiedy inne, wprost przeciwne; skąpstwo rodzi niekiedy rozrzutność, a rozrzutność skąpstwo; bywamy często nieugięci przez słabość, a odważni z bojaźni (La Rochefoucauld). 
W XX wieku na ten aspekt zagadnienia zwrócił uwagę genialny filozof Karol Wojtyła, który w dziele Osoba i czyn zaznaczał: Pewnego rodzaju zjawiskiem granicznym jest emocjonalizacja świadomości, gdzie nadmiar emocji jakby niszczy świadomość i związaną z nią zdolność normalnego przeżywania. Człowiek tylko wówczas żyje swoją emocją, podnieceniem czy namiętnością – żyje niewątpliwie subiektywnie, jednakże subiektywność ta przynosi z sobą ujemne skutki, gdy chodzi o sprawczość, samostanowienie i transcendencję osoby w czynie. Tak więc wypadkiem granicznym samorzutnego upodmiotowienia przez emocje jest jakby odcięcie ludzkiej podmiotowości od świadomej sprawczości. To są sytuacje, w których człowiek przestaje być zdolny do świadomego działania, a wraz z tym do odpowiedzialności. Sytuacje, w których działanie przestaje być działaniem, a pozostaje tylko swoistym "dzianiem się": coś dzieje się z człowiekiem i w człowieku, o czym on nie stanowi ani czego nie spełnia. Nie może też właściwie ponosić za to odpowiedzialności, choć zawsze trzeba pytać, o ile ponosi odpowiedzialność za samą tę sytuację, w której już nie mógł podjąć odpowiedzialności... Stopień tego ograniczenia może być różny zależnie od nasilenia emocji. (...) Emocje są same z siebie uświadamialne, owszem – wykazują też swoistą zdolność jakby wciągania świadomości... Wyrazistość ludzkich przeżyć nie tyle zdaje się być natury świadomościowej, ile właśnie emocjonalnej. Można powiedzieć, że emocji w normalnym biegu przeżyć – tj. wykluczając wypadki graniczne lub bliskie granicznym – zawdzięcza człowiek tę szczególną "wartość" swoich przeżyć, jaką jest ich podmiotowa wyrazistość, co nie pozostaje bez znaczenia, nawet gdy chodzi o aspekt poznawczy tych przeżyć. 
W tych słowach polskiego myśliciela manifestuje się podejście – nie w każdym aspekcie słuszne, lecz nie podejmiemy w tym miejscu dyskusji – charakterystyczne dla fenomenalistycznej szkoły w filozofii, której założyciel Edmund Husserl pisał zresztą w książce Idea fenomenologii co następuje: Poznanie we wszystkich swych postaciach jest przeżyciem psychicznym: jest poznaniem poznającego podmiotu. Stoi ono wobec poznawanych obiektów. Lecz w jaki sposób poznanie może zyskać pewność co do swej zgodności z poznawanym obiektem, w jaki sposób może ono wykroczyć poza siebie i niezawodnie utrafić obiekt poznania? Zrozumiałe samo przez się dla myślenia naturalnego bycie danym obiektem poznania w poznaniu staje się zagadką. W spostrzeżeniu rzecz spostrzeżona ma być dana bezpośrednio. Spostrzegając, mam tę rzecz przed oczyma, widzę ją i chwytam. Lecz spostrzeżenie jest tylko moim przeżyciem, przeżyciem spostrzegającego podmiotu. Tak samo subiektywnymi przeżyciami są przypomnienie i oczekiwanie oraz wszelkie nadbudowane nad nimi akty myślenia, dzięki którym dochodzi do pośredniego uznania realnego bytu i do stwierdzenia wszelkich prawd o tym bycie. A więc u podstaw tego, co nazywamy poznaniem, leży emocjonalna gra wyobraźni, a nie obiektywne formy bytu.

* * *
Szereg interesujących spostrzeżeń, dotyczących względności, jak też uwarunkowań procesu poznawczego można znaleźć w dwu tomach wielkiego, i jakże wymownie nazwanego, dzieła Arthura Schopenhauera Świat jako wola i przedstawienie. Autor zapytuje "Czym jest poznanie" i odpowiada – Jest ono najpierw i w istocie przedstawianiem. – Czym jest przedstawianie? Bardzo skomplikowanym procesem fizjologicznym w mózgu jakiegoś zwierzęcia, którego rezultatem jest u niego świadomość pewnego obrazu. (...)Świat jest moim przedstawieniem" – jest to prawda, która obowiązuje w odniesieniu do każdej żywej i poznającej istoty, chociaż tylko człowiek może ją przywieść do refleksyjnej, abstrakcyjnej świadomości – a jeśli faktycznie to czyni, to pojawia się u niego filozoficzna refleksja. Staje się wtedy dla niego wyraźne i pewne, że nie zna żadnego słońca ani żadnej ziemi, lecz tylko oko, które widzi słońce, rękę, która czuje ziemię; że świat, który go otacza, istnieje tylko jako przedstawienie, tj. wyłącznie w odniesieniu do czegoś innego, czegoś przedstawionego, czym jest on sam. (...) Żadna prawda nie jest więc bardziej pewna, bardziej niezależna od innych i żadna nie wymaga mniej dowodu od tej, że wszystko, co istnieje dla poznania, a więc świat cały, jest tylko przedmiotem w odniesieniu do podmiotu, naocznością tego, kto ogląda, jednym słowem, przedstawieniem. Oczywiście, dotyczy to zarówno teraźniejszości, jak wszelkiej przeszłości i wszelkiej przyszłości, tego, co najdalsze, podobnie jak tego, co bliskie; dotyczy bowiem samego czasu i samej przestrzeni, a w nich wyłącznie wszystko to się wyróżnia. Wszystko, co należy i może należeć do świata, obarczone jest w sposób nieuchronny uwarunkowaniem przez podmiot i istnieje tylko dla podmiotu. Świat jest przedstawieniem. 
Z drugiej strony poddawanie się emocjom bardzo niekorzystnie odbija się na zdolnościach umysłu. Wielkie przerażenie odbiera nam nieraz do tego stopnia świadomość, że zastygamy jak kamień albo robimy coś całkiem na opak, np. biegniemy prosto w płomienie, gdy wybuchł pożar. Gniew sprawia, że nie wiemy już, co czynimy, a tym bardziej, co mówimy. Zapalczywość, zwana dlatego ślepą, nie pozwala nam zważyć cudzych argumentów lub nawet znaleźć i uporządkować własnych. Radość powoduje brak rozwagi, bezwzględność i bezczelność; prawie tak samo działa pożądanie. Strach nie pozwala nam dostrzec ani zastosować istniejących jeszcze, nieraz łatwych, środków ratunku. Dlatego zimna krew i przytomność umysłu są właściwościami szczególnie pożądanymi, by stawić czoło nagłym niebezpieczeństwom, a także w sporach z przeciwnikami i wrogami. Pierwsza polega na tym, że wola milczy, by działać mógł umysł; druga – na niezakłóconym działaniu umysłu pod naporem okoliczności wpływających na wolę; dlatego właśnie pierwsza jest jej warunkiem, a obok są blisko spokrewnione, rzadko się pojawiają i wyłącznie razem. Mają jednak nieocenione zalety, pozwalają bowiem umysłowi działać wtedy właśnie, gdy najbardziej jest potrzebny i dlatego zapewniają zdecydowaną przewagę. Komu ich brak, ten dopiero, gdy przeminie okazja, dostrzega, co należało uczynić lub powiedzieć. Bardzo słusznie mówi się o człowieku, który popada w rozdrażnienie, że jest oburzony, gdyż zburzone zostaje właściwe poznanie okoliczności i relacji, które jest naszą obroną i orężem w walce z rzeczami i ludźmi. W tym sensie Baltazar Gracjan powiada: "Namiętność jest zdeklarowanym wrogiem roztropności... Umysł jest tylko funkcją mózgu, gdy tymczasem wola jest tym, czego funkcją jest człowiek w całości w swym bycie i w swej istocie... 
Rozmaite uczucia wstrząsają bezpośrednio wszystkimi częściami organizmu i zakłócają ich funkcje. Ale zachodzi też proces zwrotnego oddziaływania. Umysł jest funkcją systemu nerwowego w mózgu; ten jednak, podobnie jak reszta ciała, jest przedmiotowością woli. Dlatego podstawą umysłu jest somatyczny żywot organizmu; ale jego podstawą jest wola. Ciało organiczne można więc w pewnym sensie uznać za ogniwo pośrednie między wolą i umysłem, choć właściwie jest ona tylko samą wolą, która ukazuje się przestrzennie w naoczności umysłu. Śmierć i narodziny są stałym odświeżaniem świadomości, jaką posiada sama w sobie nieskończona i pozbawiona początku wola, niejako jedyna substancja istnienia (każde takie odświeżenie przynosi jednak ze sobą nową możliwość zaprzeczenia woli życia). Świadomość jest życiem podmiotu poznania, czyli mózgu, a śmierć jego końcem. Dlatego świadomość jest skończona, zawsze nowa, zaczyna za każdym razem od początku. Trwa tylko wola, ale też tylko jej na trwaniu zależy; albowiem jest wolą życia. Podmiotowi poznania jako takiemu nie zależy na niczym. Ale w Ja oboje są powiązani. (...) 
Poznanie jest funkcją wtórną i tak samo zależną od organizmu jak każda inna. Niezmordowane jest tylko serce, gdyż jego uderzenia i obieg krwi nie są spowodowane bezpośrednio przez nerwy, lecz są właśnie przejawem woli... Pojęcia czerpią swój materiał z poznania naocznego i dlatego cała budowla świata naszych myśli opiera się na świecie oglądów naocznych...Te oglądy dostarczają naszemu myśleniu wszelkiej realnej treści. O ile jednak każdy mniej lub bardziej posiada zdolność porównywania pojęć z pojęciami, o tyle porównywanie pojęć z naocznością jest darem wybranych; w zależności od stopnia swej doskonałości warunkuje on dowcip, zdolność sądu, bystrość, geniusz. (...) Poznanie najdoskonalsze, czyli czysto obiektywne, tj. genialne ujęcie świata uzależnione jest od tak głębokiego milczenia woli, że póki ono trwa, ze świadomości znika nawet indywidualność i pozostaje tylko człowiek jako czysty podmiot poznania, będący korelatem idei... Zakłócający wpływ woli na umysł oraz delikatność i kruchość umysłu, na skutek czego jest on niezdolny do prawidłowych operacji, ilekroć wola wprawiona zostanie w jakikolwiek ruch, daje nam zatem ponownie dowód, że wola jest najważniejsza w naszej istocie i działa z pierwotną mocą, podczas gdy umysł jako dodany i wielorako uwarunkowany może działać tylko wtórnie i w sposób zależny... Poznanie jest tym czystsze i doskonalsze, im bardziej oderwało się i wyodrębniło od chcenia... 
Zwierzęta mają intelekt nie mając rozumu, mają zatem poznanie naoczne, lecz nie mają abstrakcyjnego; spostrzegają prawidłowo, chwytają też bezpośredni związek przyczynowy, a wyższe zwierzęta nawet przeskakują kilka ogniw w łańcuchu, lecz właściwie nie myślą. Brak im bowiem pojęć, tj. przedstawień abstrakcyjnych. Następnym zaś tego skutkiem jest brak właściwej pamięci, której nie posiadają nawet najmądrzejsze zwierzęta i właśnie ten brak powoduje główną różnicę między świadomością zwierzęcą i ludzką. Pełna rozwaga, mianowicie, zasadza się na wyraźnym uświadamianiu sobie przeszłości oraz ewentualnie przyszłości jako takich i w powiązaniu z teraźniejszością. Potrzebna do tego prawdziwa pamięć jest zatem uporządkowanym, powiązanym przywołaniem czegoś z powrotem w myśli, to zaś możliwe jest tylko za pomocą ogólnych pojęć... Natomiast u zwierząt możliwość przypomnienia, jak cały ich intelekt, ogranicza się do naoczności i przede wszystkim polega na tym tylko, że powracające wrażenie pojawia się jako wrażenie, które już było, gdyż dzisiejszy ogląd odnawia ślad wcześniejszego... Wszystkie wspomnienia zwierzęce mają ten charakter. Dodać jeszcze tylko trzeba, że u najmądrzejszych zwierząt ta czysto naoczna pamięć rozrasta się aż w swego rodzaju wyobraźnię, która z kolei tamtą wspomaga, i dzięki temu psu np. przyświeca obraz nieobecnego pana, rodzi tęsknotę za nim i dlatego pies, gdy pana dłużej nie ma, wszędzie go szuka. Na takiej wyobraźni polegają też jego sny. (...)
A więc świadomość zwierząt jest bez porównania bardziej prymitywna i szczątkowa w porównaniu nawet z przeciętną ludzką. Ale dlatego też zwierzęta muszą nieporównanie mniej cierpieć niż my, nie znają bowiem innych cierpień prócz tych, jakie bezpośrednio przynosi teraźniejszość. Teraźniejszość jest jednak nierozciągła, natomiast przyszłość i przeszłość, w których przeważnie tkwią przyczyny naszych cierpień, rozciągają się szeroko, a do ich rzeczywistej zawartości dochodzi jeszcze zawartość możliwa, dzięki czemu otwiera się nieprzejrzane pole dla pragnień i obaw; natomiast zwierzęta, którym to nie przeszkadza, korzystają spokojnie i radośnie z każdej, byle znośnej teraźniejszości. Ludzie bardzo ograniczeni bywają pod tym względem do nich podobni. Dalej, przynależeć do teraźniejszości mogą tylko cierpienia fizyczne. Zwierzęta nie odczuwają właściwie nawet śmierci; mogą ją poznać dopiero, kiedy nastąpi, ale wtedy już ich nie ma. Tak więc życie zwierzęcia jest nieustanną teraźniejszością, żyje ono bez zastanowienia i ogranicza się całkowicie do teraźniejszości; nawet większość ludzi żyje prawie bez zastanowienia. (...) Należy w tym miejscu zaznaczyć, że filozof niemiecki głęboko się myli tak bardzo nie doceniając tzw. psychizmu zwierzęcego, któremu nieobce są bardzo "ludzkie" stany duszy i umysłu.
Całkowita pewność nauk apriorycznych, czyli logiki i matematyki, polega głównie na tym, że w nich otworem stoi droga od przyczyn do skutków, a ta jest zawsze pewna. Nadaje im to charakter nauk czysto obiektywnych, tj. takich, w których wszyscy, którzy rozumieją zawarte w nich prawdy, muszą jednomyślnie je uznać – co uderza tym bardziej, że właśnie te nauki opierają się na subiektywnych formach umysłu, podczas gdy nauki doświadczalne mają do czynienia wyłącznie z namacalną rzeczywistością obiektywną. (...) Istnieje granica, do której myślenie nasze dojść może i w tym stopniu może ono rozjaśnić mroki naszego istnienia; nawet jeśli horyzont pozostaje ciemny... Wielu prawd dlatego tylko nie odkryto, że nikt nie odważa się wziąć problem pod rozwagę i stawić mu czoła... 
Nie ze wszystkimi powyżej wyłuszczonymi tezami Arthura Schopenhauera można się zgodzić, ale ma on rację wówczas, gdy podkreśla umowność i ulotność ludzkiej wiedzy. Bywa, że coś ma pozory prawdy, choć nią nie jest. Rzecz, która przekonywa, nie jest jeszcze przez to samo prawdziwą: jest ona tylko przekonywająca (Friedrich Nietzsche). Dlatego wymiana zdań i polemika bywają wielce pomocne w procesie poszukiwania prawdy. Poznanie rozpoczyna się od rozproszenia iluzji... Poznawać oznacza przebić się przez powierzchnię po to, by dotrzeć do korzeni, a tym samym do przyczyn; poznawać równa się "widzieć" prawdę w pełni jej nagości (Erich Fromm, Mieć czy być?). Żeby wszelako w ten sposób prawdę "obnażyć", należy ją przedtem poddać zbiorowemu molestowaniu zwanemu dyskusją lub polemiką. 

* * *
Profesor John Rawls uważa, że każdy naukowiec, podobnie jak każdy rozumny polityk, powinien zachować w swych badaniach i działaniach postawę bezstronnego obserwatora. Ta zaś postawa – wiążąca bezpośrednio proces teoretycznego poznania z powszednią praktyką życia ludzkiego – sprowadza się do następujących czynności. Racjonalny i bezstronny życzliwy obserwator jest osobą, która przyjmuje ogólny punkt widzenia: zajmuje pozycję, w której nie wchodzą w grę jego własne interesy, i posiada wszelkie niezbędne informacje oraz umiejętność rozumowania. Tak usytuowany, jest równie wyczulony i życzliwie usposobiony wobec pragnień i satysfakcji każdego, kogo dotyczy system społeczny. Własne interesy nie stają na przeszkodzie jego naturalnej życzliwości dla aspiracji innych, posiada też doskonałą wiedzę o ich przedsięwzięciach i o tym, co dla nich znaczą. Reagując w ten sam sposób na interesy każdej osoby, bezstronny obserwator w pełni realizuje swą zdolność do empatycznego identyfikowania się z innymi, widząc sytuację każdego tak, jak ona na niego wpływa. Zatem wyobraża sobie siebie na miejscu każdej z kolei osoby, a gdy to w odniesieniu do wszystkich uczyni, natężenie jego aprobaty określa bilans satysfakcji, na które empatycznie reagował. Gdy obiegnie, by tak rzec, wszystkie te osoby, jego aprobata wyraża rezultat sumaryczny. Empatycznie wyobrażone cierpienia przekreślają empatycznie wyobrażone przyjemności, i ostateczna intensywność aprobaty odpowiada sumie netto odczucia pozytywnego...
Elementy definicji życzliwego obserwatora – bezstronność, dysponowanie stosowną wiedzą oraz zdolność do wyobrażeniowej identyfikacji – mają zapewnić pełną i wierną reakcję naturalnej sympatii. Bezstronność zapobiega spaczeniom powodowanym przez uprzedzenia oraz interes własny; wiedza i zdolność utożsamiania się gwarantują, że aspiracje innych zostaną dokładnie ocenione. Może nie do końca gwarantują, ale na pewno temu sprzyjają. 
Istnieją też inne uwarunkowania procesu poznania, w tym – socjalne. Vilfredo Pareto w Traktacie o socjologii ogólnej zauważał: Retoryczne i filozoficzne rozważania są w pewnej mierze wytworem luksusu, a życie praktyczne wymaga czegoś innego. Ludzie chcą przede wszystkim wiedzieć, jak mają postępować, aby zapewnić sobie szczęście w znaczeniu potocznym, czyli dobrobyt materialny. Potrzebują więc rozwiązania konkretnych problemów, które w związku z tym się pojawiają. Pospólstwo nie zwraca uwagi na to, skąd biorą się normy; wystarczy mu, że normy istnieją w społeczeństwie, że są akceptowane i przestrzegane. Sprzeciw wobec ich łamania przejawia się głównie przez uczucia przeciwstawiające się zakłóceniu równowagi społecznej. Jest to to samo uczucie, które objawia się w najstarszych tekstach biblijnych i w ogóle leży u podstaw każdej cywilizacji. Ujawnia się ono prawie wyłącznie w postaci opinii głoszącej, iż przekroczenie tabu ma z całą pewnością szkodliwe następstwa. To samo uczucie odnajdujemy w poglądzie, wedle którego słuszne jest to, co jest legalne; w formule tej w gruncie rzeczy mówi się to, że powinno się dobrowolnie przestrzegać wszystkiego tego, co jest legalne, że nie powinno się zakłócać istniejącej równowagi społecznej. Siła uczuć broniących istniejących norm, a także ich użyteczność społeczna powstrzymują inwazję rozumowania. A więc powstrzymują też postęp poznania, rozwoju sztuk i nauk; choć przecież często za rozważaniem norm idzie ich podważanie, a co za tym idzie chaotyzacja życia wewnętrznego człowieka i cywilizowanego życia społecznego jako takiego. Jest to poważna antynomia.
Kończąc nasze rozważania na ten temat, powróćmy na chwilę do już cytowanego powyżej dzieła Osoba i czyn Karola Wojtyły: Poznanie warunkuje wybór, rozstrzyganie, w ogóle samostanowienie – warunkuje transcendencję osoby w czynie. Transcendencja ta wynika z relacji do prawdy, relacja zaś do prawdy stanowi najistotniejszą właściwość poznania. Jeżeli na swój sposób stanowi ona właściwość woli uwydatniającą się w każdym wyborze czy rozstrzygnięciu, to właściwość ta w całokształcie dynamizmu osoby ludzkiej w szczególny sposób zespolona jest z relacją do prawdy jako właściwości poznania. Zachodzi więc tutaj uwarunkowanie woli przez poznanie. Równocześnie jednak wypada dostrzec inny jeszcze stosunek. Wola przez sobie właściwą relację do prawdy o tych wszystkich przedmiotach, ku którym zwraca się mocą swej własnej intencjonalności – jest to intencjonalność chcenia – wpływa na poznanie. Wpływu tego nie należy pojmować jako sui generis odwrotnej determinacji, która niosłaby z sobą jakieś zniekształcenie poznania czy myśli ludzkiej. Wola tylko przez właściwy sobie intencjonalny stosunek do przedmiotów stawia poznaniu i myśli swoiste zadania związane z prawdą o dobru. Są to zadania poznawcze, należą one do dziedziny "wiedzieć", nie zaś dziedziny "chcieć". Skoro jednakże "chcieć" jest tak istotowo – bo przez sobie właściwą relację do prawdy – uwarunkowane przez "poznać" i "wiedzieć", zatem po pierwsze – trzeba stwierdzić zasadnicze znaczenie owej prawdy o dobru, której wola "domaga się" od poznania, a wraz z tym trzeba – po drugie – przyjąć, że owo domaganie się w szczególny sposób warunkuje poznanie i wywiera na nie swoisty wpływ. (...) Przedmiotowości samostanowienia oraz chcenia może odpowiadać tylko przedmiotowość poznania. Tylko w swej funkcji obiektywizującej poznanie prowadzi wolę ("nihil volitum nisi praecognatum"). W funkcji natomiast subiektywizującej, jako świadomość, poznanie towarzyszy woli i dopełnia ją w obrębie tej specyficznej struktury, jaką przedstawia osoba, nie prowadzi jej natomiast i nie kieruje nią. Zapoznanie tej zasadniczej różnicy musi rodzić solipsyzm, subiektywizm oraz idealizm, a więc samozagubienie podmiotu w jego zupełnie swoistej rzeczywistości... Stwierdzenie niniejsze ma też zasadnicze znaczenie przy interpretowaniu czynu, czyli działania świadomego. Mówiąc o "działaniu świadomym", wskazujemy przede wszystkim i zasadniczo na kierowniczą funkcję poznania w tym działaniu, a nie tylko na samo towarzyszące mu uświadomienie czy też na aspekt świadomościowy. (...) 
Rozum oznacza nie tylko samą zdolność umysłowego poznania. Oznacza on nadrzędną w stosunku do uczuć, do emotywnej spontaniczności człowieka, moc i zdolność kierowania się samą prawdą o dobru w rozstrzyganiu i wyborze. Zdolność ta stanowi o autentycznej mocy ducha, która wyznacza jakby pion ludzkiego działania. Sama jednak właściwość tej mocy, domaga się pewnego dystansu względem wartości spontanicznie przeżytych... Okazuje się, że mieli rację starożytni Grecy, gdy twierdzili, że powinno się jak najczęściej robić użytek z rozumu, "największego daru bogów", daru, który nie koniecznie musi być niewolniczo uzależniony od procesów fizjologicznych czy uwarunkowań socjalnych.

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2021

POLITYKA

  • "Jesteśmy braćmi"
  • Na bieżąco

KULTURA

  • Rodzimemu folklorowi wierni

W HOŁDZIE ZMARŁYM

  • "Ojczyzna – to ziemia i groby"
  • Śladami pamięci wileńskiej "Piątki"
  • Zaduszki poetyckie z Bolesławem Leśmianem
  • Nazwiska nieznanych ofiar Zbrodni Ponarskiej

WIARĄ SILNI

  • Błogosławiony ksiądz Henryk Hlebowicz

NA FALI WSPOMNIEŃ

  • OKOP: Geneza powstania
  • Zasłynął złowieszczą sławą

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie