O podejrzliwości

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 15.10.2018

Tylko osoby krańcowo naiwne biorą wszystko za dobrą monetę i bez zastrzeżeń ufają słowom ludzi, czyli oszustów. Człowiekowi, którego Bogowie skazali na zatracenie, odbierają Oni rozum, aby nie pojmował, gdzie jest dobro, a gdzie zło, gdzie prawda, a gdzie fałsz – powiada staroindyjska księga mądrości Szukasaptati. Oczywiście, nie powinno się podejrzeniu nadawać takiej samej wagi, jak oczywistości i nie wypada podejrzewać w kimś wad, zanim się ich rzeczywiście nie odkryje. Nie wolno jednak zbyt ufnie traktować potomków bratobójcy Kaina, ponieważ, jak zauważył Machiavelli, pod wspaniałomyślnymi obietnicami kryją się nieraz niebezpieczne pułapki. 

Dobrze jest zachować w tym względzie złoty środek, i ani wszystkich nie podejrzewać, ani wszystkim lekkomyślnie nie ufać. Podejrzliwość polega na przypuszczeniu, że wszyscy są nieuczciwi. Otóż człowiek podejrzliwy, kiedy na targ pośle swego niewolnika, drugiemu każe iść za nim, aby się dowiadywał o ceny produktów. Sam niosąc pieniądze, co sto kroków przystaje, aby sprawdzić, ile ich jest. Kiedy się już ułożył wieczór do spania, pyta się żony, czy zamknęła kasę i czy szafka na srebro opieczętowana, i czy brama od dziedzińca zaryglowana. I choć go ona zapewnia, że to wszystko zrobione, sam zrywa się z łóżka, i nie ubrany, boso, z lampą w ręku chodzi dookoła, wszystko kontrolując. Dopiero wtedy z trudem niemałym dostępuje łaski snu. Od swych dłużników przy świadkach domaga się procentu, aby nie mogli zaprzeczyć, że mu są winni. Gotów jest płaszcz swój oddać do czyszczenia nie do folusznika, który to najlepiej zrobi, tylko do tego, kto mu zabezpieczy kaucję. Jeśli ktoś przyjdzie go prosić o pożyczenie kubków, najczęściej odmawia, chyba że ktoś z krewnych lub bliskich. A i wtedy mało brak, aby nie robił próby ognia i nie ważył, i nie żądał poręczenia. Niewolnikowi, który mu towarzyszy, nie pozwala pozostawać w tyle, tylko każe mu iść przed sobą, aby w drodze nie uciekł. Jeśli ktoś nabył coś u niego i pyta: "Kiedy będę ci mógł zapłacić? Bo w tej chwili nie mam czasu" – odpowiada: "Nie trudź się, będę ci towarzyszył, póki nie znajdziesz wolnej chwili"… (Teofrast, Charaktery). 

* * *
Człowiek podejrzliwy chętnie się oburza na innych, gdyż ich zachowanie zawsze się mu wydaje niewłaściwe i gorszące. O przeżywaniu tego stanu emocjonalnego pisał Arystoteles w Retoryce co następuje: Przeciwieństwem uczucia litości jest przede wszystkim uczucie nazywane oburzeniem. Cierpienie odczuwane z powodu czyjegoś niezasłużonego szczęścia jest bowiem w pewnym sensie przeciwstawne cierpieniu odczuwanemu przez tę samą osobę z powodu czyjegoś niezasłużonego nieszczęścia. Obydwa uczucia są przy tym właściwością człowieka szlachetnego. Tym, którzy niezasłużenie cierpią, powinniśmy przecież okazywać współczucie i litość, a oburzać się na tych, którym niezasłużenie wiedzie się dobrze. To bowiem, co się dzieje niezasłużenie, jest niesprawiedliwe i dlatego nawet bogom przypisujemy właściwość oburzania się. W ten sam sposób można by przeciwstawić uczuciu litości zawiść jako uczucie zbliżone do oburzenia, a nawet pod pewnym względem z nim tożsame. Jest to jednak zarazem uczucie odmienne. Niewątpliwie zawiść jest to również budząca niepokój przykrość dotycząca cudzego szczęścia; nie dotyczy ona jednak szczęścia osoby, która na to nie zasługuje, lecz osoby nam równej i do nas podobnej. Wspólną cechą, która winna charakteryzować obydwa uczucia, jest brak jakiegokolwiek zainteresowania tym, co spotyka nas samych, a zainteresowanie wyłącznie tym, co spotyka naszego bliźniego. Z jednej bowiem strony przestanie istnieć uczucie zawiści, z drugiej – uczucie oburzenia, obudzi się natomiast uczucie lęku, jeśli przykrość i niepokój zostaną wywołane grożącym naszej osobie niebezpieczeństwem, które jest następstwem czyjejś pomyślności. Jest rzeczą oczywistą, że tym uczuciom będą towarzyszyły uczucia im przeciwstawne. Ten przecież, kto cierpi z powodu niezasłużonego nieszczęścia innych, będzie odczuwał przyjemność lub przynajmniej nie będzie odczuwał przykrości, gdy zasłużenie spotka kogoś nieszczęście. Żaden człowiek uczciwy nie będzie się np. smucił, gdy zasłużoną karę poniesie ojcobójca lub morderca. Z takiego obrotu sprawy trzeba się bowiem cieszyć, podobnie zresztą, jak z pomyślności tych, którzy na nią zasłużyli. Obie rzeczy są bowiem sprawiedliwe i przynoszą radość człowiekowi szlachetnemu. Musi się on przecież spodziewać, że to samo, co spotyka człowieka doń podobnego, może przytrafić się również jemu. Wszystkie te uczucia są właściwością tego samego charakteru, a ich przeciwieństwa charakteru przeciwnego mu. Ten sam człowiek cieszy się bowiem z cudzego nieszczęścia i zazdrości innemu szczęścia. Jeśli bowiem odczuwa ktoś przykrość ze względu na dobro, jakie spotyka innego lub jakie ktoś inny posiada, to musi się oczywiście cieszyć, gdy dobro to zostanie mu odebrane lub ulegnie zniszczeniu. Dlatego wszystkie tego rodzaju uczucia, chociaż różnią się od siebie z podanych wyżej przyczyn, stanowią przeszkodę dla odczuwania litości. W równej więc mierze są one pożyteczne do przedstawienia czegoś jako nie zasługującego na litość.
(…) Z tego, co dotychczas powiedzieliśmy, wynikają już następujące wnioski: jeśli bowiem jest prawdą, że oburzenie jest równoznaczne z przykrością odczuwaną z powodu czyjegoś niezasłużonego powodzenia, to po pierwsze wynika stąd jasno, że nie mogą nas oburzać wszelkie cudze dobra. Jeśli mianowicie ktoś jest sprawiedliwy, mężny lub osiągnie doskonałość etyczną, nie będziemy na niego się oburzać, ponieważ nie litujemy się również nad ludźmi posiadającymi przeciwstawne tym zaletom wady. Oburzamy się natomiast na bogactwo, znaczenie i inne tego rodzaju dobra, na które, ogólnie mówiąc, zasługują ludzie dobrzy, jeśli nie są to dobra naturalne, takie jak szlachetne urodzenie, przyrodzone piękno i temu podobne rzeczy. Skoro poza tym to, co dawne, wydaje się bliskie temu, co naturalne, wynika stąd, że z dwu rodzajów ludzi posiadających dobra, żywsze oburzenie budzą ci, którzy je świeżo osiągnęli i zdobyli dzięki temu pomyślność. Bardziej irytują nas przecież ludzie, którzy świeżo się wzbogacili, od tych, którzy bogactwo posiadają od dawna i je dziedziczą. Podobny zresztą stosunek mamy do ludzi sprawujących władzę, posiadających znaczenie polityczne, licznych przyjaciół, piękne potomstwo i inne tego rodzaju rzeczy. Nasze oburzenie jest większe również w tym przypadku, gdy dzięki zdobytym uprzednio dobrom wchodzą oni w posiadanie nowych dóbr; bo i tu bardziej nas irytują nowobogaccy przywódcy, którzy władzę osiągnęli dzięki bogactwu, niż ci, którzy władzę tę piastują od dawna. 
(…) Przyczyny naszego oburzenia są właśnie tego rodzaju i podobne do tych rzeczy, o jakich była mowa. Co się tyczy nas samych, jesteśmy skłonni do oburzenia wówczas, gdy czujemy się godni najwyższych dóbr i gdy je posiadamy. Uważamy bowiem za rzecz niesprawiedliwą, aby ci, którzy nam nie dorównują, czuli się godnymi podobnych jak my dóbr. Po drugie, gdy jesteśmy szlachetni i nieskazitelni: wydajemy bowiem sprawiedliwe sądy i nienawidzimy przejawów nieprawości. Następnie, jeśli jesteśmy ambitni i dążymy do osiągnięcia określonych celów, a zwłaszcza gdy mamy ambicję osiągnąć takie rzeczy, które inni posiadają nie zasługując na nie. I w ogóle wówczas, gdy sądzimy, że tylko my sami zasługujemy na jakąś rzecz, a inni na nią nie zasługują: oburzamy się wówczas z powodu tej rzeczy i na te osoby. Dlatego właśnie ludzie o charakterach niewolniczych, bezwartościowi i bez ambicji nie są skłonni do oburzania się: nie czują się bowiem godnymi żadnej rzeczy.
Widzimy stąd zatem, jaki charakter posiadają ci ludzie, których nieszczęścia, niepowodzenia i niespełnione życzenia winny sprawiać nam przyjemność, a przynajmniej nie sprawiać przykrości. 
Taki stan zawistnej nieufności wobec świata i ludzi bywa trudny do zniesienia i powoduje na każdym kroku przykre nieporozumienia, zniechęcając do kontaktów z osobą wciąż niezadowoloną, narzekającą, wciąż kogoś sądzącą i potępiającą. Wieczyste niezadowolenie – powiada współczesny Arystotelesowi Teofrast – wyraża się w nieuzasadnionej krytyce darów, które nam przypadają w udziale. Oto taki malkontent, jeśli mu przyjaciel przyśle jakąś część z uczty, zwraca się do posłańca ze słowami: "Żałuje mi łyżki zupy i łyka kiepskiego wina. Dlatego nie zaprosił mnie na obiad". Wśród pocałunków kochanki: "Ciekaw jestem, powiada, czy ty mnie tak z duszy miłujesz?". Ma pretensje do Zeusa nie o to, że nie zsyła deszczu, lecz o to, że zsyła za późno… Kiedy znajdzie na drodze sakiewkę: "Ale skarbu nigdy nie znalazłem", powiada. Jeśli po długich targach kupił tanio niewolnika, stwierdza: "Byłoby dziwne, żeby za taką cenę można było nabyć coś znośnego". (…) Wygrał swój proces jednogłośnie, mimo to robi zarzuty adwokatowi, że pominął wiele argumentów za jego sprawą. Takich wciąż narzekających głupców spotyka się w nadmiarze także obecnie.

* * *
W szczególnie niemiły sposób skłonność do podejrzeń i potępiania odbija się na życiu małżeńskim i rodzinnym, gdzie się może manifestować m.in. w postaci zazdrości. Nieraz się zdarza, że pojmujemy za partnera życiowego kogoś, o kim podświadomie wiemy, że będzie dla nas źródłem niekończącej się udręki. W szukaniu udręki, w upieraniu się, by cierpieć, zazdrośnik może konkurować jedynie z męczennikiem. A mimo to drugi dostępuje kanonizacji, pierwszy zaś stanowi obiekt drwin – zauważa Emile Michel Cioran. 
Swego partnera wybieramy na ogół tak, że reprezentuje on nieświadomy aspekt naszej własnej psychiki. Trzeba o tym pamiętać i strzec się zarówno przed potencjalnym małżonkiem, jak i przed samym sobą. Lekkomyślny i pochopny wybór staje się przekleństwem na długie lata. Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców, ani złe drzewo wydać dobrych owoców – powiada Jezus w Kazaniu na Górze Oliwnej. 
Nie powinno się łudzić, że po zawarciu węzłów małżeńskich uda nam się zmienić złe usposobienie partnerki na dobre. Jest to niemożliwe. Księga kapłańska (21, 7, 13 – 15) mówi o kandydatce na żonę rabina: W małżeństwo pojmie kobietę-dziewicę. Nie pojmie wdowy ani rozwiedzionej, zniesławionej czy nierządnicy, lecz pojmie tylko dziewicę-rodaczkę, aby nie zhańbić swego potomstwa wśród rodaków. (…) Nie będą brać w małżeństwo kobiety rozwiązłej albo zniesławionej, nie będą też brać kobiety odprawionej przez męża… 
Niektórzy posuwają jednak swą ostrożność do rezygnacji z zawarcia małżeństwa, co się nie wydaje decyzją zbyt fortunną. Z faktu, że niektóre jabłka są kwaśne, nie wynika, iż nie powinno się w ogóle jeść jabłek; przecież niektóre z nich są słodkie. Francis Bacon, który sam był nieugiętym starym kawalerem, w eseju O małżeństwie i życiu bezżennym napisał: Kto ma żonę i dzieci, ten dał zakładników losowi; albowiem są one przeszkodą w podejmowaniu wielkich przedsięwzięć, zarówno dobrych, jak złych. Najlepsze dzieła, które są największą zasługą wobec społeczeństwa, stworzyli ludzie nieżonaci lub bezdzietni; ci zarówno w swych uczuciach, jak i w umieszczaniu swych środków, poślubili i wyposażyli społeczność. 
No, i cóż z tego? Niby dlaczego wybitny człowiek ma być na usługach społeczności łajdaków i głupców, jaką to jest każda ludzka "społeczność"? W eseju zaś O rodzicach i dzieciach tenże autor, który – przypomnijmy – długo siedział w więzieniu osadzony tam za branie łapówek i kradzież mienia państwowego, dodawał: To pewne, że najbardziej szlachetne dzieła i fundacje stworzyli ludzie bezdzietni, którzy szukali drogi, by zostawić obraz swej duszy, skoro nie dane im było zostawić obrazu swego ciała. 

* * *
Warto zaznaczyć, że ludzie z trudem znoszą widok cudzego szczęścia rodzinnego i zawsze usiłują je zakłócić. Harmonia i szczęście w małżeństwie czy w rodzinie wywołują zawiść – pisał John Ruskin. Dlatego powinno się szczęście i pomyślność ukrywać w domu jak najcenniejszy skarb i nigdy się nim nie chwalić – szczególnie przed bliskimi przyjaciółmi, którzy się często okazują największymi złodziejami i nigdy nie omieszkają, skoro tylko nadarzy się sposobność, zatruć szczęśliwe życie bliźniego. 
Warto pamiętać, że podejrzliwość może przekształcić miłość w nienawiść. I tak się często dzieje. Johann Gottlieb Fichte w dziele Powołanie człowieka zauważył: Źródłem nienawiści jest pragnienie miłości, a wszelka nieprzyjaźń powstaje tylko z zawiedzionej przyjaźni. 
I na zakończenie tych spostrzeżeń przytoczmy parę dających do myślenia zdań La Rochefoucaulda, znakomitego znawcy życia i człowieka: Zazdrość karmi się podejrzeniami i zmienia się we wściekłość lub ustaje z chwilą, gdy przejdzie od podejrzeń do pewności… W zazdrości jest więcej miłości własnej niż miłości… Zazdrość jest największym z cierpień, a zarazem tym, które najmniej budzi współczucia w jego sprawcy… Nie ma bowiem wśród istot ożywionych żadnej takiej, która choćby w jakimś stopniu była zdolna do takich nikczemności i draństw, jak człowiek.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Dziękuję za artykuł.Lubię czytać Pana artykuły,Czytelniczka

dodany przez czytelniczka, dnia 28.10.2018, 12:04:42

W ostatnim numerze

W numerze 11/2018

100 LAT TEMU POLSKA POWSTAŁA, BY ŻYĆ

  • Niczym jutrznia po nocy niewoli 
  • Niepodległa przede wszystkim wymodlona! 
  • Wspólne serc bicie nad sercem Marszałka 

ZUŁÓW – MIEJSCE URODZIN MARSZAŁKA

  • Kolebka Wielkości 

POLITYKA

  • Na bieżąco 

ŻYWI – UMARŁYM

  • Kamień do pamięci skłaniać! 
  • Koszalińskie Spotkania z Wysockim 

WILNO W CZASACH MICKIEWICZA

  • Ksawera, córka Deyblów 

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O lęku skończoności 

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku" 

SPORT

  • W duchu olimpijskiego braterstwa 

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ

  • Azerbejdżan – Kraina Ognia 

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie