O prawdomówności

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 11.12.2019

Osobnicy podli, pokrętni, przewrotni i prymitywni uważają prawdomówność za rodzaj głupoty. A przecież Bóg brzydzi się tym, który co innego mówi, a co innego myśli (Talmud). Jednak trzeba przyznać, że w pewnym stopniu i pod pewnym względem prawdomówność nie popłaca. Szczerzy ludzie są uwielbiani, ale często oszukiwani (Baltazar Gracian).

Gdy mamy do czynienia z cwaniakami lub z osobami nam nieżyczliwymi, powinniśmy uważać i nie za bardzo przed nimi się wynurzać. Doprawdy, można także do innych społeczności odnieść słowa, z którymi Tukidydes zwrócił się ongiś do mieszkańców Aten: Jesteśmy jedynym państwem, któremu, dlatego, że jego obywatele są przemądrzali, niepodobna służyć po prostu i bez wykrętów: kto bowiem otwarcie coś dobrego doradza, popada w podejrzenie, że w skrytości powoduje się chęcią zysku. 
To brzmi paradoksalnie, ale najwięcej podejrzeń budzą ludzie uczciwi; wielkoduszność i prawdomówność popłacają wobec osób zacnych i mądrych, a przecież większość ludzi taka nie jest. Trzeba więc uważać na swą szczerość i otwartość. Żaden wartościowy człowiek jednak nie wytrwa długo w zaduchu hipokryzji, dwulicowości, banalnej gry pozorów. Właściwością cnoty jest działanie z odkrytą przyłbicą (Paul Henri Dietrich de Holbach). 
Im bardziej ktoś jest inteligentny, tym większą żywi odrazę do zdradzieckiego zakłamania. Zapewne, najbardziej uzdolnieni i wybitni ludzie, jacy byli, wszyscy odznaczali się otwartością i szczerością w postępowaniu i mieli sławę, że są prawdomówni i że można na nich polegać (Francis Bacon, Eseje). A to dlatego, że nie noszą się oni nigdy z zamiarem perfidnego szkodzenia komukolwiek, lecz zachowują niezmiennie poczucie wrodzonego dostojeństwa, nie mogącego się zniżać do poziomu nikczemników. 
Szczerość jest podstawą wszelkiego dobrego zamiaru (Immanuel Kant). Od dawna – i to we wszystkich wysoko rozwiniętych kulturach – uważa się ją za piękną zaletę. W wybitnych zaś narodach jest czymś wręcz wrodzonym. Prostota mowy polega na prawdomówności i używaniu słów, które są przyjemne i korzystne, i które nie są przyczyną niepokoju dla innych – czytamy w indyjskiej Księdze o Bogu (XVII, 15). Sokrates wszelako ostrzegał, iż zanim coś się komuś opowie, powinno się to przepuścić przez potrójne sito, mianowicie zapytać siebie samego: Czy to, co zamierzam powiedzieć, będzie dobre i pożyteczne dla tego, do kogo się zwracam? Czy jest prawdziwe? Czy jest konieczne? Jeśli nie, to po co mamy zatruwać ludzkie serca tym, co nie jest ani dobre, ani prawdziwe, ani konieczne? Lepsze byłoby milczenie niż taka zła i nieprawdziwa mowa. 
Należy jednak jednoznacznie stwierdzić, że świadome i zamierzone okłamywanie kogokolwiek, jako pozbawianie go dostępu do prawdy, jest zasadniczo sprzeczne z wymogiem sprawiedliwego postępowania. Bez bezwzględnej prawdomówności nie ma sprawiedliwości – twierdzi Alasdair MacIntyre w Dziedzictwie cnoty. 
W średniowieczu uważano plotkarstwo w krajach arabskich za cechę eunuchów, tzw. "plotkujących długonogich". Zauważono ponoć bowiem, że po kastracji zjawiały się u tych nieszczęśników wtórne cechy płciowe kobiece, takie jak zmiana głosu, wydłużanie się dolnych kończyn, skłonność do nieskończonych rozmów, lekkomyślność, głupota, kłamliwość, zaokrąglanie się kształtów, miękkość ruchów, perfidia etc. 
W cywilizacji islamu zresztą w ogóle zawiść, zakłamanie i plotkarstwo uważano raczej za cechę typową dla płci słabej. Chociaż w kulturze chrześcijańskiej też miewano podobne wyobrażenia. Tak np. Bernardino degli Albizzeschi (1380-1444), wybitny humanista włoski, pisał: Nie ma sposobu, ażeby uniknąć w życiu złych ludzkich języków… Wiedz, że człowiek, który żyjąc na tym świecie czyni dobro, ile tylko zdoła, choćby nie wiem, co uczynił, i tak o nim źle mówić będą. Jednakże, kpij sobie ze świata i nie przejmuj się nim, i nie stawaj po jego stronie, bo kto się w jakikolwiek sposób za światem opowie, zawsze traci. Świat przynosi jeno grzech i dlatego kpij sobie ze świata, i czyń zawsze dobro, i pozwól, niech mówią, źle czy dobrze mówią… 
Z reguły jednak bywa tak, że niezależnie od tego, czy się przejmujemy ludzkim obszczekiwaniem, czy nie, padamy jego ofiarą. A szczególnie mocno narażone na to niebezpieczeństwo są osoby wybitne, doskonałe w czymś dobrym. Rene Descartes rozpoczynał swą Rozprawę o metodzie ironicznym zdaniem: Rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej rozdzieloną na świecie: każdy bowiem mniema, iż jest weń tak dobrze zaopatrzony, że nawet ci, których najtrudniej zadowolić w innych sprawach, nie zwykli pożądać go więcej niż go posiadają. I bywają bardzo niemile zaskoczeni faktami, które wydają się temu przekonaniu przeczyć.
W Wykładach z etyk Romana Ingardena znajdujemy kilka wyrafinowanych spostrzeżeń w tym temacie: Mówi się o sprawiedliwości wobec innych, mówi się o sprawiedliwości także wobec siebie. (…) W języku polskim istnieje dość patetyczny zwrot pochodzący z tradycji, o pewnym szczególnym zabarwieniu, mianowicie: "oto człowiek sprawiedliwy". Tu już nie chodzi o to, że on sprawiedliwie rozsądza cudze sprawy, że rozstrzyga zgodnie z jakimś prawem jednej lub drugiej strony, lecz o to, że jest "sprawiedliwy" w tym sensie, iż jest – można to powiedzieć inaczej – jakoś "cnotliwy". (…) Wszędzie tam, gdzie chodzi o sprawiedliwość w różnych znaczeniach, chodzi o jakieś zagadnienie natury moralnej. Jeżeli człowiek jest sprawiedliwy, to stanowi to jego pewną wartość, i to wartość osobową specjalnego rodzaju, właśnie takiego, jakiego poszukujemy, gdy chodzi nam o odgraniczenie dziedziny wartości moralnych od innych wartości… Negatem sprawiedliwości jest niesprawiedliwość, która może mieć jeszcze rozmaite postacie czy objawy, czy podłoża. Powiadamy o kimś, że jest niesprawiedliwy, ponieważ jest stronniczy, ponieważ rozsądza jakieś postępowania ludzkie przyjąwszy z góry pewien układ czy system wartości, który uznaje i które są dla niego jakoś cenne i w ten sposób rozstrzyga całą sprawę, nie umiejąc się zdobyć na to, co zwykle nazywamy "obiektywnością" widzenia sytuacji. Inną już postacią niesprawiedliwości może być krzywdzenie drugiego, choćby własnym sądem. Krzywdzi się drugiego zabierając mu pewne wartości, które należą się jemu, do których on ma prawo. Krzywdzi się też drugiego, uniemożliwiając mu uzyskanie pewnych wartości, które mu się niejako z natury należą. Krzywdzi się nie dlatego, że się je sobie zabiera, tylko dlatego, że np. nie pozwala się na swobodny rozwój człowieka, stawia mu się zapory, uniemożliwiające rozpostarcie się wolności człowieka itd. Różne są więc postaci i uwarunkowania niesprawiedliwości, ale wszystkie mają charakter, po pierwsze, czegoś negatywnego, a po wtóre, czegoś z dziedziny moralności. Kontrastem do związanej ze sprawiedliwością prawości człowieka jest wewnętrzna nieprawość, która go szpeci…Formą niesprawiedliwości jest m.in. okłamywanie kogoś, komu się należy z naszej strony prawdomówność, jak np. w rodzinie. 
Nie wolno liczyć na to, że z pomocą słowa uda się wprowadzić w błąd drugiego człowieka. Bo ludzie często bywają dociekliwi i nie pozwalają sobą manipulować. Może się to udać raz czy dwa, ale jeżeli kłamstwo w słowie staje się nałogiem, wówczas autor kłamliwych zdań traci zaufanie, a wypowiadane sądy tracą wszelką wartość, słuchacze zaś odwracają się i mają dla manipulatora nader niechlubne epitety. 
Prawdomówność i sprawiedliwość powinno się łączyć z uszanowaniem zarówno godności i odmienności innego człowieka, jak i jego prawa do odrębności intelektualnej czy światopoglądowej. Friedrich Wilhelm Foerster w dziele O wychowaniu obywatelskim powiada: Każdemu poruszeniu duszy, choćby najlepszemu, towarzyszyć mogą złe i nieczyste uczucia, zamieniające się z dobrych na ujemne. Czy popęd mówienia prawdy nie łączy się aż nazbyt często ze złośliwością, mściwością, pychą, gniewem i wszelkiego rodzaju innymi antysocjalnymi namiętnościami? Przez to jednak największą szkodę ponosi sama prawdomówność. 
Czy jednak nie nadarzają się liczne okazje do połączenia prawdomówności z pełnym uszanowaniem dla godności przeciwnika, partnera lub podwładnego? A czyż takie prostackie walenie obuchem nie prowadzi najczęściej do nierzetelności, do braku subtelniejszego różnicowania i sprawiedliwej oceny tego, co po stronie przeciwnej jest dodatniego? Sztuka łączenia prawdomówności z miłością bliźniego i mądrością życiową stanowi ważny przedmiot w przygotowaniu do życia rzeczywistego. Tylko prawdomówność nie znająca wyjątków zdoła utrwalić zaufanie; tak zwane kłamstwa z konieczności okazują się zawsze przy głębszym zastanowieniu czymś, czego można i trzeba unikać.

* * *
Starożytni mędrcy uważali, iż w prawdomówności egzemplifikuje się cnota umiarkowania, zasada "złotego środka". Szczerość znajduje się pomiędzy udawaniem głupoty a chełpliwością. W istocie dotyczy słów, ale nie wszelkich. Bo człowiek chełpliwy to taki, który udaje, że ma więcej, aniżeli w rzeczywistości posiada, albo że wie, czego nie wie; a udający głupotę jest jego przeciwieństwem i przypisuje sobie mniej rzeczy, aniżeli ma w istocie, a co wie, twierdzi, że nie wie, lecz ukrywa swoją wiedzę. A człowiek szczery żadnej z tych rzeczy nie zrobi, gdyż nie utrzymuje, że posiada więcej niż ma naprawdę, ani że mniej, lecz o tym, co on naprawdę posiada, powie, że on to ma i to wie (Arystoteles, Etyka Wielka, ks. I, 1192a). 
Zaprzeczeniem tej cnoty bywa też blagierstwo. Blagier pragnie wzbudzić mniemanie, iż posiada właściwości zaszczyt mu przynoszące, chociaż ich nie posiada, lub że je posiada w większej mierze, aniżeli to rzeczywiście ma miejsce. Człowiek zaś, którego cechuje udawana skromność – przeciwnie: choć je posiada, zaprzecza temu i umniejsza je; ten wreszcie, kto jest w środku, nie udaje niczego i pozostaje w zgodzie z prawdą w życiu i w słowach, przypisując sobie te właściwości, które istotnie posiada, i ani ich nie powiększa, ani nie umniejsza. W każdym zaś ze wspomnianych wyżej sposobów można zachowywać się mając na oku jakiś określony cel lub bez względu na jakikolwiek cel. Ale każdy człowiek działa i żyje w sposób zgodny ze swym charakterem, chyba że działa ze względu na jakiś określony cel. Kłamstwo jest jednak samo w sobie czymś złym i nagany godnym, prawda zaś czymś moralnie godnym i chwalebnym. Tak więc ten, kto pozostaje w zgodzie z prawdą, będąc w pośrodku, zasługuje na pochwałę, obaj zaś ci, co kłamią, godni są nagany, zwłaszcza jednak blagier.
Owóż zajmijmy się nimi oboma, przede wszystkim jednak człowiekiem prawdomównym. Nie mamy tu na myśli tego, kto jest prawdomówny w tym znaczeniu, że dotrzymuje umowy – ani niczego, co ma związek z niesprawiedliwością lub sprawiedliwością (to bowiem już należy do innej cnoty), lecz kogoś, kto w sytuacjach, w których nic podobnego w grę nie wchodzi, jest i w słowach i w życiu w zgodzie z prawdą, ponieważ taki jest jego charakter. Tego rodzaju człowiek zdaje się być człowiekiem prawym. Bo miłośnik prawdy, który mówi prawdę tam, gdzie żaden interes nie wchodzi w grę, będzie tym bardziej mówił ją tam, gdzie interes jakiś wchodzi w grę, ponieważ kłamstwa, którego samego w sobie unikał, będzie tym bardziej się wystrzegał wówczas, kiedy jest ono rzeczą szpetną; taki więc człowiek zasługuje na pochwałę. Będzie też człowiek taki skłaniał się bardziej do umniejszania prawdy, jako że wydaje się ono raczej stosowne niż przesada, która bywa ciężka do zniesienia.
Kto nie mając żadnego celu na oku, udaje, że ma więcej cech dodatnich niż ich ma w istocie, zdaje się być lichym człowiekiem (bo w przeciwnym razie nie cieszyłoby go kłamstwo), jest jednak – jak się okazuje – raczej lekkomyślny i próżny, aniżeli zły; z tych zaś, którzy to udają w jakimś określonym celu, jeden czyni tak dla zdobycia sławy lub czci i – jak blagier – nie zasługuje na zbyt ostrą naganę; drugi zaś, czyniąc to dla pieniędzy lub dla tego wszystkiego, co do nich wiedzie, ukazuje się w dużo gorszym świetle. Owóż blagowanie ma swe źródło nie w samej skłonności do chełpienia się, lecz jest wynikiem postanowienia; blagierem bowiem jest się na skutek pewnej trwałej dyspozycji i pewnego określonego charakteru, a tak samo człowiek kłamliwy jest nim bądź dlatego, że znajduje upodobanie w samym kłamstwie, bądź dlatego, że dąży do rozgłosu lub do zysku. Ci więc, co blagują dla pozyskania rozgłosu, udają, że są obdarzeni takimi cechami, z powodu których czeka ich pochwała lub miano szczęśliwych; ci natomiast, co się dla zysku chełpią, udają, że są w posiadaniu tego, co jest cenne dla bliźnich i czego brak daje się ukryć, udają więc np., że są wróżbitami, mędrcami lub lekarzami. Dlatego to większość ludzi udaje takie właśnie rzeczy i chełpi się nimi; tkwią w nich bowiem wyżej wymienione właściwości.
Ludzie udający skromnych, którzy umniejszają swe zalety, objawiają wyższą kulturę, gdyż zdają się umniejszać je nie dla korzyści, lecz dla uniknięcia przesady; i oni również zapierają się najbardziej tego, co przynosi rozgłos, jak to było zwyczajem także Sokratesa. Ale ci, co to czynią w odniesieniu do cech błahych i oczywistych, uchodzą za obłudnych świętoszków i godni są większej pogardy; (takie postępowanie wydaje się czasem nawet chełpliwe, albowiem zarówno przesada, jak zbyt wielkie niedociągnięcia trącą fanfaronadą); ci natomiast, co udawaną skromnością posługują się z umiarem i w odniesieniu do cech nie bijących w oczy i nieoczywistych, wydają się ludźmi kulturalnymi. Przeciwstawia się zaś człowiekowi prawdomównemu, jak się zdaje, blagier; jest bowiem gorszy (Arystoteles, Etyka Nikomachejska, ks. IV, 1127a – 1127b). 
Blagierstwo, podobnie jak głupie i nie na miejscu będące żarty, jest wrogiem prawdy. Jak powiada poeta: Nie może być szczebiotliwy, by zawsze miał być prawdziwy… Nie za bardzo powinno się więc ufać zawołanym żartownisiom i wygadanym samochwałom, gdyż brak im powagi charakteru i postępowania. Kto zakosztował powagi, temu nie będzie już smakował żart, zwłaszcza nudny (Arthur Schopenhauer). Jak też żart przewrotny, który najczęściej jest bronią indywiduów najgłupszych i najnikczemniejszych. Nie ma bowiem takiej prawdy i takiej mądrości, której by nie potrafił wyśmiać łajdak i dureń.
Złośliwą drwinę warto jednak odróżniać od łagodnie dyscyplinującej ironii. Czynnikiem utrzymującym w należytych granicach nie tylko sławę i nowoczesne pragnienie rozgłosu, lecz wysoko rozwinięty indywidualizm w ogóle jest nowoczesne szyderstwo i urągania, zwłaszcza ujęte w zwycięską formę dowcipu… Jednakże samodzielnym czynnikiem w życiu dowcip mógł się stać dopiero wtedy, gdy na widownię wystąpiła naturalna jego ofiara: jednostka, mająca osobiste aspiracje (Jacob Burckhardt, Kultura Odrodzenia we Włoszech). W tradycji europejskiej dowcip zresztą od dawna stanowi odmianę werbalnej agresji, nie zawsze służącej harmonii społecznej, a nieraz nawet ją burzącej. 
W kulturach azjatyckich uwypukla się co innego. W poemacie tamilskim Tirukkural znajdujemy rozdział pt. O wadze dobrego słowa, w którym czytamy: 
Ciepłe słowa, co płyną z ust pełnych dobroci,
Oto serca jałmużna prawdziwa.
Uśmiech więcej czasami radości przysporzy
Niźli dar, choćby z serca wypływał.

Tylko ten, co potrafi radością obdarzyć,
Jest dopiero prawdziwym człowiekiem.
Ilu ludzi podtrzyma na krok od rozpaczy
Dobre słowo odziane uśmiechem.

Najwspanialszą ozdobą jest zwykła prostota, 
Pobłażliwa na cudze przewiny.
Ten, do kogo podejście ma każda istota, 
Bez goryczy wspomina swe czyny.

Dobre słowo zjednywa przychylność sąsiada
I toruje mu drogę do ciebie.
Ten, kto bólu na świecie nikomu nie zadał,
Zazna szczęścia na ziemi i w niebie.

Czemuż człowiek, co poznał łagodną moc mowy,
W gwałtowności swej szuka osłody?
Znając słodycz owoców dojrzałych i zdrowych,
Woli cierpkość zielonej jagody? 

* * *
Zakłamanie, tak jak złośliwość, stanowi oznakę pewnej moralnej i umysłowej słabości. Ludzie słabi nie mogą być szczerzy – powiada La Rochefoucauld i dodaje: Szczerość jest to otwartość serca. Spotyka się ją bardzo rzadko; a ta, którą się widuje zazwyczaj, jest jedynie zręcznym udawaniem, aby ściągnąć ufność drugich. – Często wstręt do kłamstwa jest jedynie ukrytą ambicją, aby dać wagę naszemu świadectwu i zyskać religijną cześć naszym słowom. – Prawda nie sprawia w świecie tyle dobrego, ile złego sprawiają jej pozory. – Nigdy nie jest łatwiej się oszukać niż wówczas, gdy się myśli o oszukaniu drugich… 
Z tych tedy trafnych spostrzeżeń psychologicznych wynika, że powinno się – mimo uznawania bezwzględnej wartości i dostojności prawdomówności – uważać na swą mowę, gdyż nigdy nie wiadomo, jak nasze słowa zostaną zinterpretowane przez słuchaczy. Każdy bowiem rozumie wszystko z punktu widzenia własnego zepsucia. Moc słów ściśle łączy się z wywoływanymi przez nie obrazami i nie zależy od ich rzeczywistego znaczenia. Słowa o jak najbardziej nieokreślonym znaczeniu oddziałują z o wiele większą siłą aniżeli te, których znaczenie dokładnie pojmujemy. Tak np. słowa "demokracja", "równość", "wolność" itp. oddziałują bardzo silnie, chociaż ich znaczenie jest tak niejasne i nieuchwytne, że na ich określenie potrzeba by spisywać całe tomy… Rozumowanie i najsilniejsza argumentacja tracą swą moc w walce z pewnymi słowami i hasłami. Wobec tłumu wymawia się te słowa z pewnym namaszczeniem, co tłum w mgnieniu oka podchwytuje i przybiera postawę pełną szacunku. Są i tacy, którzy słowom tym przypisują moc nadprzyrodzoną; wywołują one w duszach niejasne obrazy, która to niejasność potęguje ich tajemniczą moc. To jakby bóstwa ukryte w świątyni, do których zwykły śmiertelnik nie przystępuje bez drżenia… Nie każde słowo i nie każde hasło łączy w sobie tę moc wywoływania obrazów. Niektóre słowa z powodu zbyt częstego używania stają się zanadto powszednie i tracą swą moc. Zamieniają się w puste dźwięki, a jedynym pożytkiem z nich płynącym jest tylko uwalnianie od myślenia tego, kto ich używa. Kilka zdań, haseł i frazesów wbitych w głowę w młodości wystarczy, by przejść przez życie bez najmniejszego zastanawiania się (Gustave Le Bon, Psychologia tłumu). 
Tym większą wartość – w obliczu owych faktów psychologicznych – ma jednak prawda, na którą nigdy nie powinno się gniewać. Mądry król w wierszu Mikołaja Reja powiada: 
Ja się o to nie gniewam nic,
Kto mi będzie prawdę mówić,
Bo prawda jest miotła sroga,
A prawie dana od Boga.
Niezastąpioną wartość prawdy uznawał wielki mędrzec przełomu XX i XXI wieku Karol Wojtyła, który w dziele Osoba i czyn m.in. odnotował: Duchowe życie człowieka skupia się i pulsuje wokół prawdy, dobra i piękna… Spełniając czyn, człowiek spełnia w nim siebie, staje się bowiem jako człowiek – jako osoba – dobrym lub złym. Spełnianie to dokonuje się na podstawie samostanowienia, czyli wolności. Wolność zawiera w sobie zależność od prawdy, co z całą wyrazistością uwydatnia się w sumieniu. Funkcja sumienia polega na określeniu prawdziwego dobra w czynie i na ukształtowaniu odpowiedniej do tego dobra powinności. Powinność jest doświadczalną postacią zależności od prawdy, której podlega wolność osoby… Moc normatywna prawdy tłumaczy się przez powinność – i zarazem tłumaczy powinności na gruncie odniesienia do wartości. Fakt, że prawdziwość, stwierdzenie "x" jest prawdziwie dobre", wyzwala poprzez sumienie wewnętrzny jakby przymus czy nakaz w postaci "powinienem spełnić czyn, przez który urzeczywistnię owo "x", jest najściślej związany ze swoistym dynamizmem spełnienia siebie, spełnienia osobowego "ja" w czynie i poprzez czyn… Sądy teoretyczne są prawdziwe lub błędne, normy natomiast są słuszne lub niesłuszne. Etymologia zdaje się wskazywać na tę konsekwencję norm, jaką jest właśnie powinność. "Słuszność" bowiem ma ten sam rdzeń, co "słuchać", czyli "być posłusznym". Stąd norma słuszna to taka, której należy słuchać, zawiera bowiem w sobie podstawę po temu, jest prawdziwym źródłem posłuszeństwa sumieniu, a zatem powinności. Norma niesłuszna – wprost przeciwnie… Należy więc zarówno słuchać, mówić i czynić tylko to, co dobre, mądre, piękne, prawdziwe z punktu widzenia rozumu oraz sumienia. 
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 6/2020

MĘSTWO POLSKIEGO ŻOŁNIERZA

  • Honory dla rotmistrza Pileckiego
  • Błękitna Armia – jego tworem
  • Uskrzydlona husaria

NASZA WIARA

  • W szkole JPII – lekcja ojcostwa

POLITYKA

  • Na bieżąco

OŚWIATA

  • Matura z "koroną"

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

  • Krótkie szczęście małżeństwa Sierakowskich

LITERATURA

  • "Światowiec z Borzęcina"

MUZEALNICTWO

  • Utracona szansa

FILM – TEATR

  • Superman socjalizmu

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

SPORT

  • Siał postrach wśród rywali

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O agresywności

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie