O samolubstwie

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 13.09.2020

Bardzo liczni osobnicy pieszczą siebie złudzeniem, że im się coś, wiele, a nawet "wszystko" – od losu należy. Jest to nie tylko złudzenie miłe, ale i niebezpieczne. Mimo to wielu jemu ulega. Na tym jedynie polega wartość życia dla człowieka zwyczajnego, powszedniego, że uważa siebie za ważniejszego od świata. Wielki brak wyobraźni, na który cierpi, sprawia, że nie może się wczuć w inną istotę i dlatego jak najmniej uczestniczy w jej losie i cierpieniach. Przeciwnie, kto by rzeczywiście mógł w nich uczestniczyć, musiałby zwątpić o wartości życia; niech zdoła wziąć w siebie i odczuć całą świadomość ludzkości, a padnie z przekleństwem na ustach przeciw istnieniu, – gdyż ludzkość jako całość nie ma żadnych celów, a przeto człowiek, rozważający całość przebiegu, nie może znaleźć w nim sobie ukojenia i oparcia, jeno rozpacz. I gdy we wszystkim, co czyni, baczyć będzie na ostateczną bezcelowość ludzi, własne jego działanie nabierze w jego oczach cech trwonienia i marności. Czuć się jednak jako ludzkość (a nie tylko jako indywiduum) trwonionym, jak trwonią się oddzielne kwiaty w przyrodzie, jest uczuciem nad wszystkie uczucia. – Kto jednak jest do tego zdolny? Zapewne tylko poeta… (Friedrich Nietzsche, Ludzkie, arcyludzkie). Istnieje, widocznie, coś w rodzaju naturalnego egoizmu, który zmusza ludzi odruchowo dbać o własny interes. Zawsze kusi nas, aby pominąć pewne interesy, sprzeczne z naszymi, a podkreślić te, z którymi się identyfikujemy (George H. Mead). 

Jednak nieuprawnione pragnienia egoistyczne należy uznać za wykraczające przeciw poczuciu wspólnoty. Przez pewne zwiększenie zainteresowań prospołecznych można je doprowadzić nie do zgłębienia, lecz do zaniku. I przeciwnie, postawy antyspołeczne prowadzą w kierunku anomii. Struktura zbrodniarza ukazuje wyraźnie styl życia człowieka obdarzonego aktywnością, mało skłonnego do wspólnoty, który od dzieciństwa rozwijał w sobie mniemanie o życiu, uprawniające go do wykorzystania dla siebie dorobku drugich… Typ ten napotyka się przeważnie u rozpieszczonych dzieci, rzadziej – u zaniedbanych dorosłych (Alfred Adler, Sens życia). 
* * *
Miłość własna zawsze funkcjonuje w kontekście innych uczuć i, jak uważają niektórzy uczeni, nie jest identyczna z egoizmem. Równie pierwotnie istnieje "miłość własna" i "nienawiść do siebie", jak "miłość do drugiego" i "nienawiść do drugiego". Egoizm nie jest "miłością własną". W egoizmie bowiem nie jest mi dana moja indywidualna jaźń jako przedmiot miłości, lecz jestem sobie dany w dążeniu tylko jako "jeden spośród innych", który jedynie po prostu "nie uwzględnia" wartości innych ludzi. Właśnie egoizm wymaga spojrzenia na drugiego oraz spojrzenia na jego wartości i dobra, a polega właśnie na "nieuwzględnieniu" wymagań tych wartości… Egoizm nie jest zachowaniem "jak gdyby było się samemu na świecie"; przeciwnie, zakłada on prezentowanie się jednostki jako członka społeczeństwa. Właśnie egoista jest całkowicie opanowany przez swoje "Ja społeczne" zasłaniające mu jego indywidualną, intymną jaźń!... Wszystko to jest dokładnym przeciwieństwem miłości własnej (Max Scheler, Istota i formy sympatii). Przeciwieństwa jednak się łączą.
Nadmierna miłość własna często degeneruje w złośliwą zawiść, która spoziera na ludzi jadowitym okiem i – paradoksalnie – skierowuje się przeciwko swemu nosicielowi. Profesor Jean Finot w książce Nauka szczęścia zaznaczał, iż zazdrość i zawiść czynią z ludzi zwierzęta, a z przyjaciół – wrogów: Zawiść jest uczuciem bardzo nikczemnym. Daje ona chwilowe zadowolenie, które przypomina rozkoszne wrażenie, jakie sprawiają niektóre alkohole. Zaczyna się od łechtania próżności, a kończy się rzeczywistym nieszczęściem. Niebezpiecznie jest budzić dzikie zwierzęta, napotykane na drodze życia. A jeszcze niebezpieczniej jest drażnić złe zwierzę, drzemiące w głębinach świadomości ludzkiej. 
Ludzie pożerani przez zawiść, powinniby myśleć o tych, co stoją niżej od nich. Człowiek, który ma duszę dość słabą albo dość nikczemną, aby cierpieć z powodu szczęścia (często złudnego) innych ludzi, powinien byłby znajdować pociechę w myśli o nieszczęściu tych znacznie liczniejszych, co stoją niżej niż on. 
Szczęście szlachetne i czyste nie zapożycza nic od zawiści, lecz przeciwnie: gdy ją napotyka na swej drodze, cierpi na tym. Odsuwa się od niej. Usiłuje nawet trzymać ją od siebie z dala i nigdy nie przecinać jej drogi. Złe sąsiedztwo sprawia przykrość duszom wytwornym. Należałoby wstydzić się wywoływania zawiści, tak jak wstydzimy się wydawania przykrej woni, szkodliwej dla zdrowia bliskich. Dusze marne i pospolite cieszą się na widok zawiści, rodzącej się i wzrastającej wokół nich. Nierozważni wywołują ją nie myśląc o skutkach. Umysły istotnie wyższe starają się (czy to z wyrachowania, czy z dobrego serca) zabijać zawiść w zarodku. A skoro ją spotkają wbrew swej woli, usiłują ją złagodzić, wobec niemożności jej całkowitego unicestwienia.
Żądza obudzenia zawiści jest zjawiskiem chorobliwym. Jest to rodzaj nerwicy, zawsze niespokojnej, zawsze nienasyconej. Nieliczni są ludzie, którzy potrafią się jej oprzeć. Zjawia się ona pod rozmaitymi postaciami i zwraca się do każdego usposobienia. Jak owa niepoprawna kokietka, która w końcu w szczególny sposób patrzy na swe własne palce, człowiek próżny usiłuje budzić zazdrość w istotach, które mu są najdroższe. 
Starożytni Grecy często karali śmiercią za bezbożne życzenia wyrażane w modlitwach. Pewien władca ateński kazał skazać na gardło człowieka, który sprzedawał przedmioty potrzebne do pogrzebów, a postąpił tak, ponieważ zawód tego osobnika zmuszał go, aby pragnął śmierci swych współobywateli. Gdyby dziś chciano ukarać wszystkich, których zawodem jest sianie nienawiści, trzeba by było wyludnić miasta, osady i wioski… 
* * *
Widocznie powinno się w życiu wybierać przysłowiowy "złoty środek" między miłością własną a obowiązkiem społecznym; trzeba być wiernym sobie w takim stopniu, aby się nie okazać wiarołomnym w stosunku do innych, w szczególności zaś – do narodu i do ojczyzny. Własny pożytek – to nędzny cel dla ludzkich dążeń, o ile nie wynika ze służby społecznej. Przyzwyczajenie do sprowadzania wszystkiego do swej własnej osoby stanowi cechę prymitywnego prowincjonalizmu. Jakąkolwiek sprawę powierzy się takiemu osobnikowi, podda on ją swemu prywatnemu interesowi, który, rzecz oczywista, nie zawsze jest identyczny z interesem państwowym. 
Co więcej, ludzie tacy stawiają wyżej swój prywatny zysk nad pożytek powszechny, czyli narodowy. Zatracenie miary i proporcji zawsze pociąga za sobą szkodliwe konsekwencje. Podobnież i ci, rozkochani w sobie, zdolni są, jak powiada mędrzec, do spalenia domu sąsiada, aby usmażyć sobie na tym ognisku jajecznicę. Mądrość samoluba jest odrażająca we wszystkich swych postaciach. To mądrość szczura, porzucającego mający się zawalić dom, mądrość krokodyla przelewającego łzy nad połkniętą ofiarą, mądrość świni, żrącej żołędzie z podkopanego przez siebie i obalonego dębu. 
Dopiero dbając o innych dbamy o siebie. To prawdziwe błogosławieństwo – zapomnieć o sobie dbając o innych (Hans Christian Andersen). Stanowi to w ogóle cechę człowieka kulturalnego, że patrzy na świat jakby z punktu widzenia innych ludzi i o nich przede wszystkim dba. Carl Gustav Jung słusznie stwierdzał: Im bardziej człowiek jest cywilizowany, tj. im bardziej jest świadomy i skomplikowany, tym trudniej mu iść za głosem instynktu. Skomplikowane okoliczności jego życia oraz wpływ środowiska są tak "głośne", że zagłuszają cichy głos natury. Natomiast w takim człowieku najgłośniejszy jest głos sumienia. 
* * *
Samolubstwo manifestuje się m.in. w próżnym samochwalstwie. Najwstrętniejsza to rzecz, kiedy ktoś mówi wiele o sobie – powiada Giacomo Leopardi. Plutarch uważał, że wobec pochwał drugich osób miłość własna rozwija się w samochwalstwo; przejmuje ją namiętna żądza uznania, która łaskocze i drażni jak świerzb nie do wytrzymania, zwłaszcza jeśli ktoś jest chwalony za coś, w czym nam jest równy albo i ustępuje. Jak bowiem głodnego widok jedzących drażni i wzmaga w nim apetyt, tak pochwały w stosunku do bliźniego rozpalają zazdrością tych, którzy namiętnie pożądają sławy. 
A gdy nie sposób chwalić siebie, można zastępczo ganić innych. Wytykanie błędów bliźniemu jest samo przez się przykre, niełatwe do zniesienia i wymaga wielkiej ostrożności, a cóż dopiero, kiedy ktoś do zarzutów przeciw komuś chce domieszać własną chwalbę i kosztem czyjejś niesławy ugania się za sławą dla siebie. Jest to rzecz wysoce niestosowna. Jak ironizuje Günter Grass: Opowiadać mogę tylko o kucharkach, które są wewnątrz mojej osoby i chcą się wydostać na zewnątrz. Gorzej jest ganić niż chwalić, choć ani jednego, ani drugiego nie należy czynić. Dante w Biesiadzie powiada tedy: Pogardzanie samym sobą jest samo przez się godne krytyki, dlatego własne wady powinien człowiek opowiadać w zaufaniu przyjacielowi, a nikt mu większym przyjacielem nie jest niż on sam. Stąd winien rozważać nad sobą i opłakiwać swe ułomności w komnacie swych myśli, nie zaś publicznie. Więcej jeszcze: człowieka nie potępia się zwykle za to, że nie potrafi lub nie wie, jak właściwie się zachować, lecz gdy nie chce – zawsze, ponieważ zło i dobro ocenia się naszą chęcią i jej brakiem. Dlatego jeśli kto krytykuje siebie samego, godzi się na to, że nie jest dobrym. Stąd wynika samo przez się, że należy unikać złego mówienia o sobie. 
Chwalenia zaś samego siebie należy unikać jako zła, gdyż nie ma takiej pochwały, która nie byłaby jeszcze większą naganą. Pochwała jest po wierzchu słów naganą, gdy tylko kto zajrzy do jej brzucha… Jeśli kto chwali siebie, dowodzi tym, że nie wydaje mu się, żeby był za dobrego uważanym. Nie zdarza się to, jeśli człowiek nie ma nieczystego sumienia, a chwaląc siebie odkrywa ów stan, a odkrywając go gani siebie. (…) Nie ma też człowieka, który byłby siebie samego prawdziwym i sprawiedliwym sędzią, tak zaślepieni jesteśmy miłością własną. Stąd przy ocenie siebie samego każdy stosuje miary nieuczciwego kupca, który jedną miarą odmierza, gdy kupuje, a inną, gdy sprzedaje… Dlatego mówiąc o sobie z pochwałą, myli się we własnym osądzie. Tak czy inaczej mówi fałszywie. (…) Niegodnie postępuje ten, kto chwali lub gani kogoś w jego obecności, ponieważ ani racji przyznać, ani też zaprzeczyć nie może oceniany, jeśli nie chce popełnić błędu chwalenia lub ganienia samego siebie; z wyjątkiem przypadków, gdy konieczne jest upomnienie, ponieważ nie można naprawić błędu, jeśli się go nie wypomina. [Ganić zaś kogoś, gdy jest nieobecny, to niegodziwość niejako podobna do zadźgania kogoś nożem, gdy on śpi i nie może się nawet bronić]. Podobnie wyjątkiem jest zasłużona pochwała i wywyższenie, które nie są możliwe, jeśli się nie wspomni cnotliwych uczynków lub zdobytej dzięki cnocie godności. 
A – jak uważa Dante – może być jeszcze inaczej: Człowiek wielkoduszny zawsze chwali siebie w głębi serca, małoduszny zaś, przeciwnie, zawsze za mniejszego się ma niż jest rzeczywiście. Chodzi o wewnętrzną samoakceptację, wynikającą ze świadomości, iż postępuje się dobrze i właściwie. I się nie dba o rozgłos. Elegancko jest przemknąć przez życie niezauważonym. Człowiek dobrze wychowany nie zwraca na siebie uwagi (Tadeusz Konwicki). Wielu jednak gorączkowo szuka marnego poklasku niemal przez całe życie, nie zdając sobie sprawy z tego, iż długa droga na szczyty sławy, przebywanie na nich niepewne, upadek z nich – gwałtowny (Liberiusz). A mimo to nawet mędrców żądza sławy porzuca dopiero w końcu życia (Tacyt). 
Bardzo często, gdy sobie lub komuś schlebiamy, stanowi to oznakę nie tylko marnego wychowania, ale też wewnętrznego lęku i niepewności siebie, jak również niekiedy obawy o swój los. 
* * *
Narody różnią się między sobą pod względem natężenia grupowego samolubstwa. Julian Ursyn Niemcewicz pisał m.in. o rodakach: Czytając pilnie dzieje polskie, przez długi bieg życia mego znajdując się w tylu powstaniach, radach, obozach, nauczyłem się znać naród mój. Posiada on, nie mówię równe, ale wyższe może zalety od tych, jakie zdobią inne narody. Lecz przy tych zaletach ma wady, które całość i bezpieczeństwo jego na sztych narażać będą, aż się poprawi. Wady te: porywczość w przedsięwzięciach, lekkość i niestałość w przywiedzeniu ich do końca, niezgoda, zawiść i rozkiełznana próżność. Każdy wojskowy chce być tu naczelnym wodzem, każdy poseł, czy nie poseł nawet, prawodawcą i mówcą. A nawet pospolity, prawie niepiśmienny rzemieślnik pcha się na najwyższe stanowiska, nie mając po temu ani rozumu, ani kultury, ani wykształcenia. Tak głupie i potworne bywa samolubstwo. 
Niektórzy twierdzą, że krańcową postać samolubstwa stanowi narcyzm, choć zawodowi psychoanalitycy raczej uważają takie ujęcie za uproszczone. Zjawiska, które w literaturze psychoanalitycznej określa się mianem narcyzmu, są bardzo zróżnicowane. Obejmują one próżność, zarozumiałość, pożądanie prestiżu i podziwu, dążenie do bycia kochanym (przy niezdolności do kochania innych), odsunięcie się od ludzi, normalny szacunek dla siebie, ideały, dążenia twórcze, lękowe zainteresowanie własnym zdrowiem, powierzchownością czy sprawnością intelektualną (Karen Horney, Nowe drogi w psychoanalizie). 
Narcyzm nie opiera się wyłącznie na jednej tendencji osobowościowej, lecz stanowi swoiste połączenie różnych tendencji, nadających osobowości specyficzny koloryt. Dążenia narcystyczne mogą być kojarzone z tendencją do odsuwania się od ludzi i od świata; a z drugiej strony, osoba o tendencjach narcystycznych, choć niezdolna do miłości, potrzebuje jednak ludzi jako źródła podziwu i oparcia. Narcyzm więc nie byłby wyrazem miłości do siebie, lecz manifestacją alienacji własnego "ja". 
Człowiek uczepia się kurczowo wygodnych iluzji na swój temat w takim samym stopniu, w jakim zatracił własne "ja". Jednocześnie narcyzm, jak każdy rodzaj egocentryzmu, zmniejsza prawdziwe zainteresowanie innymi ludźmi, osłabia zdolność do ich kochania. Człowiek z tendencjami narcystycznymi – pisze Karen Horney – jest wyalienowany ze swego prawdziwego "ja", podobnie jak i spośród innych ludzi. Dlatego też w stopniu, w jakim jest on opanowany przez narcyzm, nie potrafi prawdziwie kochać ani siebie, ani nikogo innego. 
Wybujałe samolubstwo prowadzi do wrogości i niesprawiedliwości w stosunku do otoczenia. Toteż żydowskie przysłowie powiada: Gdybyście wiedzieli, co inni o was myślą, pozabijalibyście ich. Wszyscy bowiem są w jakimś stopniu samolubni, choć każdy inaczej. Działa tu często zasada wzajemności, o której w Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: To, co ty myślisz o swym sąsiedzie, on najprawdopodobniej myśli też o tobie. A w Talmudzie: Ten, kto życzliwie sądzi sąsiada, będzie życzliwie sądzony przez Boga. I jeszcze inaczej: Jeśli ktoś ma wroga, powinien modlić się do Boga nie o to, aby wroga ukarać, lecz o to, by On pomógł im się pogodzić (Sefer Chasidim); nie raduj się, gdy twój wróg upadnie na ziemię, i daj mu strawy, gdy jest głodny (Eliezer ben Izaak). Trzeba nieraz zapomnieć o miłości własnej, nawet tej zranionej, w imię pokoju i sprawiedliwości na ziemi.
Ale też nie zapominajmy, że oczekiwać od innych życzliwości, wspaniałomyślności, wyrozumiałości i pomocy – to nic innego jak przejaw naiwności. Nikt przecież nie ma obowiązku wspomagania i wspierania nas, natomiast każdy ma obowiązek dobrego dbania o samego siebie, o swe zdrowie, rodzinę, majątek, opinię, wykształcenie, karierę itd. A los przecież pomaga tym, którzy sami sobie pomagają. 
 

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 9/2020

SZKOLNICTWO

  • Pierwszowrześniowe realia i nadzieje

NASZA WIARA

  • Konsekracja kościoła w Grzegorzewie
  • Jan Paweł II a świat nauki

POLITYKA

  • Na bieżąco

2020 – ROKIEM BITWY WARSZAWSKIEJ

  • Generał o pokrętnym losie

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Ponary – wileńska Golgota
  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

LITERATURA

  • Ostrzem pióra – w socjalizm

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewscy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O samolubstwie

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie