O sumieniu

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 13.09.2021

Hezjod twierdził, że kara dosięga zbrodniarza już w samym momencie popełniania przestępstwa – w postaci wyrzutów sumienia. Fenicjanin Bessius, któremu zarzucono, że bez dania sobie powodu zburzył wróble gniazda i pozabijał te ptaki, usprawiedliwiał się, że bez przerwy ćwierkają o tym, iż zabił on swego ojca. Do tej chwili nikt nawet nie wiedział o tej zbrodni ojcobójstwa, popełnionej przez Bessiusa, lecz sumienie odkryło tajemnicę swego właściciela. Stąd też słowa Aulusa Gelliusa, iż zła rada najbardziej szkodzi samemu doradcy oraz zdanie Juwenalisa: pierwsza kara winnego polega na tym, że nie znajduje on usprawiedliwienia przed swym własnym sądem.

Okazuje się tedy, że sumienie jest jakby zapisem woli Bożej w genach człowieka, kodem umożliwiającym sprawiedliwe postępowanie, czymś podobnym do tzw. "instynktu", czyli zakodowanej w genach zwierzęcia "mądrości", umożliwiającej przeżycie indywidualne i zbiorowe. Zarówno ludzkie sumienie, jak i instynkt zwierzęcy zostały jednak nadane istotom żyjącym "z zewnątrz" – przez Stwórcę. W przypadku ludzi wrodzone sumienie zostało jeszcze – jako wyraz miłości Bożej – uzupełnione przez "dobre rady" Boga w postaci m.in. "Przykazań Bożych" w chrześcijaństwie czy innych kodeksów etycznych, ogłaszanych przez Stwórcę w różnych cywilizacjach poprzez "pośredników" – proroków, mędrców, Nauczycieli Światłości. 

Zarówno w kulturze greckiej, jak i rzymskiej, przywiązywano do sprawy sumienia ogromną wagę, nie mniejszą niż do kwestii rozumu, godności i honoru. Oto u jednego ze starożytnych olbrzymów myśli czytamy piękne słowa: Wszystkie zmysły należy doprowadzić do stanu odporności i równowagi. Z natury bowiem są odporne i wytrzymałe, jeżeli tylko nie narowi ich dusza. Jeśli zaś chodzi o duszę, to trzeba ją przyzwyczaić do codziennego rachunku sumienia… Ostygnie gniew i stanie się bardziej umiarkowany, jeżeli będzie mu towarzyszyć świadomość, że dzień w dzień stanąć musi przed sędzią dla zdania rachunku. Co jest piękniejsze niż zwyczaj przetrząsania i dokładnego badania całego dnia? Jaki sen smaczny następuje po takim zbadaniu samego siebie! Jaki spokojny, jaki głęboki, jaki niezakłócony, gdy dusza jako stróż siebie samej i tajny sędzia człowieka po wnikliwym rozpoznaniu swego postępowania albo pochwali swe obyczaje, albo je zgani. Ja również praktykuję ten zwyczaj i dzień w dzień zdaję rachunek sumienia przed sobą. Gdy już zabiorą światło sprzed oczu, kiedy umilknie moja żona, która zna dobrze moje przyzwyczajenie, przechodzę w pamięci dzień od świtu do zmierzchu, uważnie badam i wszechstronnie roztrząsam wszystkie swe słowa i czyny. Niczego przed sobą nie zatajam, niczego nie pomijam. Dlaczego miałbym się obawiać któregoś ze swych błędów, skoro mogę sobie powiedzieć: Strzeż się, abyś już tego więcej nie czynił! Tym razem jeszcze tobie przebaczam. W tej dyskusji zbyt ostro głos zabierałeś. Pamiętaj, abyś na przyszłość nie wdawał się w spory z niebiegłymi w przedmiocie! Nie chce się nauczyć niczego, kto nigdy niczego się nie uczył. Tamtego napomniałeś bardziej surowo niż trzeba. Nie poprawiłeś więc go, lecz obraziłeś. W przyszłości patrz nie tylko na to, czy prawdą jest to, co ty mówisz, lecz także czy ten, do którego mówisz, potrafi znieść prawdę. Każdy człowiek dobry raduje się z upomnienia, lecz im kto gorszy, tym trudniej może ścierpieć głos ostrzeżenia (Seneka, O gniewie, ks. III, r. XXXVI). 
Takiż "rzymski" styl rozumowania odnajdujemy w wypowiedziach myślicieli chrześcijańskiego średniowiecza. I tak u św. Bernarda czytamy: Cóż ponad czyste sumienie może bardziej ubogacić serce i wlać w nie więcej słodyczy? Człowiek z sumieniem czystym nie lęka się utraty dóbr doczesnych, nie trwożą go obelgi i katusze; przeciwnie, widok śmierci raczej pobudza jego odwagę, aniżeli gasi… Człowiek cnotliwy może się zadowolić sumieniem w braku dobrej sławy o sobie; przeciwnie, dobra sława nie wystarcza, aby usprawiedliwił się z występku, który skalał jego sumienie… Dobra czystego sumienia są jako zioła zawsze świeże, których gorące podmuchy utrapień nie mogą w żaden sposób wysuszyć; nawet pod kosą śmierci one, zamiast zwiędnąć, rozkwitają na nowo. Weselą nas w tym życiu, pocieszają w godzinie śmierci, powołują do nowego życia i trwają na wieki… 
U Tomasza a Kempis widzimy równie wzniosłe spostrzeżenia i rady: Nie przykładaj zbyt wielkiej wagi do tego, kto jest z tobą, a kto przeciw tobie, ale tak postępuj, o to się kłopocz, aby mieć czyste sumienie… Czyste sumienie to chluba dobrego człowieka. Miej czyste sumienie, a radość będzie zawsze z tobą. Czyste sumienie pomaga wiele znieść i chronić radość nawet wśród przeciwności. Nieczyste sumienie jest przyczyną lęku i niepokoju.
Słodszy będzie odpoczynek, jeśli serce nic ci wyrzucać nie będzie. Nie ma radości poza czynieniem dobra. Ludzie źli nigdy nie doznają prawdziwej radości i nie odczuwają wewnętrznego pokoju… Nie bój się sądów ludzi, jeżeli w swoim sumieniu jesteś sprawiedliwy i niewinny… Nigdy nie pozwalaj sobie na zbytnią pewność w życiu… Tylko ten nie boi się radości, kto ma w sobie pewność czystego sumienia… Człowiek dostojny ani nie dba o sądy bezecników, ani swego pod ich wpływem nie zmienia, kierując się stale głosem prawego sumienia i rzetelnego rozumu. Sumieniu trzeba ufać, ono nigdy nie zawodzi. Nie wolno jednak brać za głos sumienia podszeptów szatana, który zachwala to, co złe, a wyśmiewa to, co dobre. Szatan bowiem działa w świecie przez nienawiść do Boga i koptuje sobie zwolenników spośród tych, co są rozmiłowani w złu. Sumienie zawsze ma wolność rozstrzygania o prawdzie, a czuje się ono bardziej odpowiedzialne, gdy mu się okazuje bezwzględne zaufanie i często prosi o radę. 
Powinno się wystrzegać nie tylko zniewalania, ale i okłamywania swego sumienia. Żadna bowiem korzyść osobista nie usprawiedliwia gwałtu nad własnym sumieniem, z którym trzeba żyć w zgodzie. Zgoda z samym sobą płodzi siłę (Stefan Żeromski). Zdrowe i mocne sumienie nieraz potrafi boleśnie ugryźć, ale gryząc, jak powiadają mędrcy, całuje. A całowanie to jest dość często konieczne w obliczu faktu, że wszyscy chcą być sprawiedliwi wobec innych, lecz niewielu potrafi być sprawiedliwymi w stosunku do samych siebie. 
* * *
Amerykański filozof Henry David Thoreau zapytywał: Po co każdy człowiek ma sumienie? Myślę, że przede wszystkim powinniśmy być ludźmi, dopiero potem zaś obywatelami. Należy kultywować szacunek dla sprawiedliwości, a nie dla prawa. Jedynym obowiązkiem, jaki mam prawo wziąć na siebie, jest takie postępowanie, jakie w danej chwili uważam za stosowne. Za stosowne zaś powinno się uważać nie po prostu własną korzyść, zysk czy wygodę, lecz to, co jest zgodne z odwieczną sprawiedliwością. Ludzie bowiem często bywają skłonni nie tylko do ostrego sądzenia innych, ale i do nadmiernego pobłażania sobie. 
Jak ironicznie zauważył Marcel Pagnol: czyste sumienie wynika często ze złej pamięci. Powinno się czuwać nad sobą, aby nie zboczyć na kręte bezdroża amoralizmu. A pokusa tego bywa wielka. Fryderyk Wilhelm Foerster w książce O wychowaniu obywatelskim zauważał: Tam, gdzie nad ciałem nie czuwa sumienie, zaprzedaje się najpiękniejsze siły cielesne za miskę soczewicy… 
W przeszłości, kiedy to moc królewska nie znała granic, religię i królestwo uważano zawsze za dwie nierozerwalnie ze sobą sprzężone potęgi. Jakoż rzeczywiście religia jest, po pierwsze, najsilniejszą potęgą, oczyszczającą ducha i budzącą sumienie, a zatem i konieczną przeciwwagą wobec tych ciemnych instynktów, które budzi w duszy posiadanie władzy, a, po drugie, umacnia ona samego władcę przeciw pokusie egoistycznego nadużywania swej powagi; a to dzięki temu, że oddziela urząd od śmiertelnej osoby, wszystko zaś odnosi do Boga i Mu poddaje. 
Przypatrzmy się, jak na obrazach starych mistrzów kroczą królowie: oto nie ich śmiertelna osoba dźwiga koronę, lecz czują się oni sługami Boga i kroczą bez żadnej ziemskiej pozy i zarozumiałości, jeno w pokorze i w uświęceniu przez tę świadomość, że są tylko niegodnymi przedstawicielami i namiestnikami odpowiedzialności, z góry im powierzonej. I tylko kto w ten sposób dzierży autorytet, kto w tym duchu sam się podporządkowuje wyższej zasadzie, a zatem i w służeniu jest powagą, ten tylko zdobędzie dla siebie prawdziwe posłuszeństwo; tam natomiast, gdzie człowiek osobny sprowadza posłuszeństwo, gdzie pycha osobista nadużywa wyposażonego we władzę stanowiska, tam przykład antyspołecznego egoizmu wnosi w całe społeczeństwo pierwiastek rozkładu i autorytet z potęgi tworzącej ład staje się czynnikiem buntu. 
Co więcej, autorytet nadużywany sam w sobie jest buntem, oderwaniem się jednostki od ducha uświęconej służby. I niewątpliwie pierwszym anarchistą w Europie był Ludwik XIV, który przez swoją zasadę "państwo – to ja!" uznał osobę książęcą za bezpańską i wolną od obowiązku podporządkowania się pod pierwiastek wyższy. To trwałe połączenie religii i autorytetu dodaje też mocy, siły i precyzji rozkazom, ponieważ w duszy rozkazodawcy zakłada imperatyw kategoryczny i najwyższą instancję, tj. sumienie, wskutek czego całe życie woli wyswobadza się od dwuznaczności i ustawicznej chwiejności impulsów i chimer, a wykształca nawyk stanowczości. 
W innym godnym uwagi dziele Autorytet a wolność tenże autor zanotował: Jeżeli sumienie indywidualne nie będzie miało siły do przekroczenia nakazów państwowych, sprzecznych z jego głosem, to i samo państwo stanie się wkrótce tylko hordą dzikich ludzi! Im bardziej ukształcone i umocnione jest sumienie każdego pojedynczego człowieka, tym samodzielniej będzie ono oczywiście występowało przeciw kolektywnej manipulacji, nacjonalistycznemu egoizmowi, państwowej polityce przemocy i tym sposobem może pozornie i na czas jakiś sparaliżować akcję państwową – w istocie jednak cała siła etyczna narodu pochodzi tylko z takiej nieugiętej mocy sumienia indywidualnego. 
Człowiek, który poddał się kierownictwu prawd absolutnych i niewzruszonych, nie może już istotnie dać się zaabsorbować widokiem przemijających korzyści, jakie sprawia zaspokojenie narodowej ambicji, lub wszystkich sił swoich poświęcić rozwojowi potęgi państwa, ale właśnie dlatego, że zasady jego nie dadzą się zachwiać na skutek pierwszego lepszego interesu partykularnego i podszeptu każdej namiętności, jest on obrońcą etycznych podstaw życia społecznego. Gdyż uszlachetnienie charakteru poszczególnych obywateli jest tysiąc razy ważniejsze dla siły żywotnej państwa niż wszystkie tryumfy polityki zewnętrznej… 
Tylko bezwzględne i zupełne poświęcenie się najwyższemu ideałowi tak dalece wyzwala człowieka od jego niższego "ja", a ożywia i pobudza wyższe siły jego istoty, że wtedy dopiero przez miłość bliźniego i całkowite pokonanie samego siebie, zupełnie się może zjednoczyć duchowo ze swoim bliźnim. Tylko absolutna wierność względem postulatów sumienia chrześcijańskiego stworzyła siłę etyczną, będącą nieodzownym warunkiem siły państwowej, a bez której społeczeństwo niechybnie zostałoby wydane na pastwę zmiennych popędów i instynktów, zbiorowych kaprysów i wszelkiego rodzaju szaleństw. 
Bez wątpienia, wielkie cywilizacyjne dzieło Kościoła polega na tym, że indywidualne sumienie każdego pojedynczego człowieka umocnił tak dalece, iż ewentualnie może się ono oprzeć wpływowi środowiska i potędze państwa… Comte był nawet zdania, że swobodne i pełne krytycyzmu zachowanie się ludzi współczesnych wobec istniejącego porządku społecznego, będące podwaliną ustroju konstytucyjnego, ludzkość istotnie zawdzięcza tylko silnemu oparciu, jakie Kościół dał jednostce wobec wszechwładzy państwa… 

* * *
Sumienie (gdybyśmy określali to pojęcie bez odwoływania się do pojęć teologicznych) stanowi zdolność osoby ludzkiej do krytycznej, bezstronnej oceny własnego postępowania, swych myśli, uczuć, dążeń, przekonań, celów; zdolność do uświadamiania sobie jako niewłaściwego swego zachowania, gdy jest ono niewłaściwe. Erich Fromm uważał sumienie za kwintesencję człowieczeństwa i rozróżniał dwa jego typy: autorytarny i humanistyczny. Przy czym tylko ten drugi typ stanowi o wolności i godności jednostki ludzkiej. 
Myśl chrześcijańska wielokrotnie usiłowała zarówno podać definicję i opisać cechy podstawowe, jak też ująć samą istotę sumienia. Tak np. Antonio Rosmini (1797-1855) w Zasadach etyki  wywodził: Jeśli formułuję sąd praktyczny, opierając się na motywach eudajmonologicznych, którymi zastępuję motywy moralne, popełniam wtedy grzech, ponieważ mój niemoralny sąd jest źródłem uczuć i czynów niemoralnych. Jednocześnie gdy w ten oto sposób grzeszę, jestem świadomy tego, że grzeszę, i doświadczam z tego powodu wewnętrznej goryczy. Czym jest ta świadomość, czyli sumienie, i skąd ona pochodzi?
Jestem świadomy, że popełniam grzech, ponieważ odczuwam moc prawa manifestującą się poprzez normatywną moc mego poznania bezpośredniego. Jestem mianowicie świadomy, że zamiast uznania prawa, które jest moją powinnością ze względu na tożsamość prawa z prawdą, dokonuję jego pogwałcenia. Sądzę więc samego siebie, stwierdzając sam, że mój sąd praktyczny był niegodziwy i niemoralny. Sąd o sobie jako autorze sądu praktycznego jest właśnie aktem sumienia.
W moim języku znaczenie pojęcia sumienia nie pokrywa się z jego potocznym sensem. Sumienie nie jest bowiem sądem praktycznym, lecz sądem teoretycznym o moralności mego sądu praktycznego i jego skutków.
Potocznie mówi się, że powinienem działać zgodnie z sumieniem, ale co to właściwie znaczy? Czy dokładnie nie to, iż powinienem oceniać i sądzić rzeczy wedle ich wartości, kochać je proporcjonalnie do ich dobra i działać zgodnie z porządkiem miłości? Sumienie przeto nie jest sądem praktycznym, lecz jest ono sądem teoretycznym i moralnym, który określa, jak powinien być sformułowany sąd praktyczny. Z tego powodu sąd sumienia nie tylko towarzyszy sądowi praktycznemu, ale także go poprzedza, wskazując, w jaki sposób powinien zostać sformułowany sąd praktyczny. Poza tym sąd sumienia następuje także po wydaniu sądu praktycznego po to, aby go potwierdzić lub odrzucić. Stąd należy przyjąć jako trafne tradycyjne rozróżnienie sumienia na: przeduczynkowe, uczynkowe i pouczynkowe… 
Z kolei Nicolai Hartmann (1882-1950) wskazuje na bardzo istotne szczegóły zagadnienia, gdy odnotowuje: Czystość serca jest pierwotną cnotą chrześcijańską. Bogactwo ducha uważa ona za coś złego. Błogosławieni ci, którzy są ubodzy duchem. To błogosławieństwo jest etosem dziecka. Do niego należy Królestwo Niebieskie – tęsknota grzeszników… 
Podobnie jak dobro, szlachetność, także i czystość jest w szeregu znanych wartości moralnych wartością fundamentalną. Tę samą orientację aksjologiczną mają prawdziwość, szczerość, otwartość. Są one czymś naturalnym dla moralnie nie zepsutej wrażliwości. Człowiek czysty nie ma nic do ukrywania. Skrytość, zamknięcie się w sobie są mu obce. Pozwala innym dobrowolnie na wgląd w siebie, brak mu wstydu człowieka winnego. Nie potrzebuje okrycia, żadnej maski, jego nagość nie jest obnażeniem. 
To samo dotyczy prostolinijności w sposobie postępowania. Człowiek czysty ma nierefleksyjny sposób pojmowania, nieskomplikowane podejście do rzeczy. Do krętactw brak mu zarówno powodu, jak i znajomości świata. Nie potrzebuje zwodzić. To zaś, że mimo to jest on dla człowieka obytego w świecie w gruncie rzeczy nieprzejrzysty, nieobliczalny, a wreszcie zwodniczy, nie bierze się z niego, lecz z tego przymusu bycia prostym i jasnym. Kto po nikim nie spodziewa się prostoty, musi, gdy ją wreszcie napotka, ulec nieuchronnie złudzeniu: jego własna obciążająca refleksyjność i wewnętrzne skomplikowanie oszukają go w zrozumieniu człowieka prostolinijnego. Nie przeszkadza to jednak w niczym temu, że czysty czystego rozumie bez trudu. 
Nie ulega wątpliwości, że powyższy ciąg myślowy Nicolai’a Hartmanna nosi na sobie niezatarte piętno jego częściowo rosyjskiego i arystokratycznego pochodzenia. Rosjanie bowiem niejako we krwi mają kult szczerości i prostolinijności, a cała rosyjska literatura sprzed XX wieku – to właściwie jedno wielkie studium sumienia i jedno wielkie poszukiwanie prawdy moralnej o człowieku. Takiż nastrój (obcy katolicyzmowi, a szczególnie pospolitemu katolicyzmowi polskiemu, pełnemu umowności, pozorów, sztuczności, rytualizmu) cechuje myśl rosyjskiej filozofii prawosławnej, której jednym z reprezentantów był właśnie Nicolai Hartmann. 
Wielu filozofów uważało, że zmysł moralny, zwany sumieniem, wpisany jest do serca i do samej egzystencji człowieka jako bytu osobowego w charakterze jakby "głosu Boga". Dietrich von Hildebrand (1889-1977) pisał: Uświadomienie sobie niesprostania wartości moralnej dotyka naszego sumienia. Kiedy tylko uświadomimy sobie, że uczyniliśmy coś moralnie złego, ów tajemniczy głos w naszej duszy, który nazywamy "sumieniem", jest zaniepokojony. Głos ten, który przemawia do nas nieubłaganie, burzy spokój naszej duszy i obciąża nas nieporównywalnym z niczym innym ciężarem. Zapewne martwić nas może także nasza intelektualna niewydolność; możemy czuć, że zostaliśmy pokonani dlatego, że jesteśmy słabsi witalnie. Ale tego rodzaju depresyjne uczucia mają charakter zupełnie inny niż ów odrażający dysonans, który wywołują w nas wyrzuty sumienia. 
Dysonans ten, którego osłabić nie może żadna rozrywka, którego rozproszyć nie jest w stanie żadne użycie, który wdziera się do naszego życia z najintymniejszej głębi naszej duszy, który nadaremnie staramy się odpędzić i który w końcu usiłujemy zamaskować innymi sprawami, ma swe korzenie wyłącznie w sferze moralnej. 
Nieomylne znaki wyrzutów sumienia, które swoją genezę mają wyłącznie w sferze moralnej, szczególnie drastycznie występują w ostatniej części "Orestei". Po zamordowaniu swej matki Klitajmnestry Orestes prześladowany jest przez Erynie i nie może zaznać spokoju. Personifikacja wyrzutów sumienia w postaci Erynii pokazuje nam, że i pogańscy Grecy rozumieli unikatową rolę owego nieubłaganego głosu, który ściga winę moralną. 
Ukazując tę drugą wyróżniającą wartości moralne cechę, czyli ich stosunek do sumienia, znów natykamy się na ich specyficzne znaczenie, na ich odświętną powagę, która różni je od wszystkich innych wartości osobowych. 

* * *
Rozbudowane, głębokie i trafne rozważania znajdujemy w zbiorze tekstów kardynała Stefana Wyszyńskiego pt. Nauczanie społeczne 1946-1981, w którym czytamy: Istnieją w człowieku wartości otrzymane od Boga – inaczej nie możemy ich zrozumieć – które nieustannie niepokoją nasz rozum, kierując go ku prawdzie, i to tak wytrwale, że człowiek, który już zda się posiadł prawdę, jeszcze o nią pyta, jeszcze sprawdza wszystkie stopnie swego rozumowania, azali rzeczywiście tak jest? I na tym odcinku człowiek, choćby najbardziej sumienny i rzetelny w stosunku do swego rozumu, nigdy się nie zatrzymuje, nigdy nie przestaje szukać prawdy. Ma przedziwne prawo do prawdy, chciałby ją poznać w pełni. A zarazem pragnie i siebie widzieć w całej prawdzie.
Z tą wielką mocą rozumu łączy się moc woli, której przedmiotem jest nieustanne dążenie ku dobru. I choćby człowiek czyniąc dobrze był jak najbardziej z siebie zadowolony, ciągle się dopytuje: czy to już wszystko? 
W dalszym ciągu tych rozważań kardynał wskazuje, że zdrowa wola i zdrowy rozum, czyli sumienie, najlepiej się kształtują w rodzinie, a potem w szkole, w procesie wychowania obywatelskiego, patriotycznego i religijnego. A także w procesie świadomego samowychowania i samokształcenia, pokonywania w sobie samym tendencji złych i niesprawiedliwych. Jeżeli jednak człowiek przezwycięży w sobie wszystkie złe tendencje i oprze się na rozumie szukającym prawdy i na woli szukającej pełnego dobra, jeżeli serce swoje zaślubi rozumowi i woli w duchu miłości, wtedy osiąga prawe sumienie osoby ludzkiej. Przykład takiego zwycięstwa stanowią święci, bohaterowie, ludzie sumienni w swojej służbie rodzinnej, domowej, w życiu małżeńskim, w pracy, ludzie miłosierni, służący dobru i czyniący pokój. Ale to wymaga nieustannego wglądania w siebie i wsłuchiwania się w ten cichy głos, który budzi się w sercu człowieka. (…)
Echo sumienia osoby ludzkiej w szczególny sposób odzywa się w życiu rodzinnym. Tam właśnie kształtuje się sumienie rodzinne. Wiemy, że miłość w rodzinie jest najlepszą szkołą sumienia i sumienności wobec Boga i ludzi. Gdy rodzina znajdzie się w kryzysie na skutek demoralizacji, upadku cnoty wierności i lojalności, szerzenia się zdrad i rozwodów, rozkład dotyka całe życie narodu. A dzieje się to w pogoni za szczęściem. Ci, którzy rozbijają rodzinę i porzucają dzieci, tłumaczą się: przecież ja też mam prawo do szczęścia. Słyszałem w tych dniach o matce, która zostawiła męża i dzieci i poszła w świat… Ale czy możliwe jest szczęście, gdy na dnie tego dążenia leży pogwałcenie prawa Bożego, własnego ładu rozumu, woli, serca? Dlatego też tacy ludzie, szukający własnego szczęścia, skłóceni są z własnym sumieniem i nigdy tego szczęścia nie znajdą. 
Po sumieniu rodzinnym na drugim miejscu wymienia Stefan Wyszyński sumienie narodowe, w którym manifestuje się (przeważnie także wyniesiony z rodziny) stosunek osoby ludzkiej do ojczystej kultury, tradycji narodowej i religijnej, do języka macierzystego, literatury, historii, obyczajów. Poznanie kultury swego narodu, szanowanie jej, trzymanie się jej "sercem i pazurami", obrona w razie potrzeby nawet na polu walki, umiejętność podporządkowania swego osobistego dobra dobru społecznemu – to wszystko składa się na sumienie narodowe. 
Wielki kardynał pisze także o sumieniu zawodowym, które nakazuje dokładne i sumienne, uczciwe i rzetelne wykonywanie powierzonej nam pracy. W życiu codziennym korzystamy z owoców pracy innych ludzi, mających też prawo korzystać z naszej – dobrze wykonanej – pracy. Każda praca jest służbą społeczną i ma aspekt nie tylko indywidualny, egoistyczny, ale i zbiorowy, humanistyczny. Jest to forma współudziału i współodpowiedzialności za życie narodowe jako całość. 
Wreszcie istnieje coś takiego, jak sumienie obywatelsko-polityczne, polegające na akceptacji i dokładnym rozumieniu maksymy prawa rzymskiego: bonum republicae suprema lex esto – dobro Rzeczypospolitej jest dobrem najwyższym. Ale państwo nie może być tyraniczne, cel jego istnienia zamyka się w niesieniu dobra i służeniu każdemu obywatelowi z osobna i wspólnocie narodowej jako całości. 
Władza nie ma prawa traktować obywateli jako swych wrogów, drastycznie ograniczać ich prawa i w ten sposób zniechęcać do pełnienia obowiązków. Władza nie może być tyranem, a państwo nie może być zorganizowanym więzieniem. Zadaniem rozumnie zorganizowanego aparatu państwowego nie jest dbanie o przywileje urzędników i warstw uprzywilejowanych, lecz mądre i odpowiedzialne kierowanie całym procesem społecznym, dbanie o to, by wszyscy mieli pracę i godziwe zarobki w swej ojczyźnie. 
Także i dobry obywatel powinien sumiennie spełniać swój obowiązek wobec państwa, są to więc relacje obustronnie zobowiązujące. Niech umocni się w nas wrażliwość na sumienie człowieka, na sumienie rodzinne, narodowe, zawodowe, polityczne. A wtedy nastąpi odnowa. Zależy ona od każdego z nas. Czyli że sumienie ma charakter nakazowy, jest identyczne z cnotą, czyli z umiejętnością życia rozumnego i sprawiedliwego, stanowi podstawę losu człowieczego jako takiego we wszystkich jego aspektach. 

* * *
Na poziomie bardziej ogólnym, filozoficznym ujmował ten temat Karol Wojtyła w dziele Osoba i czyn, podkreślając szczególną więź między sumieniem, mądrością a wolnością człowieka. Sumienie, według niego, to "głos samego Boga" w sercu człowieka. I nie jest to jakaś piękna czy pretensjonalna przenośnia, lecz fundamentalny fakt egzystencjalny. Właściwa i zupełna funkcja sumienia nie jest li tylko poznawcza, nie polega tylko na wskazaniu "X jest dobre – X jest prawdziwym dobrem", "Y jest złe – Y nie jest prawdziwym dobrem". Właściwa i zupełna funkcja sumienia polega na uzależnieniu czynu od poznanej prawdy. 
W tym zaś zawiera się uzależnienie samostanowienia, czyli wolności woli od prawdziwego dobra – albo inaczej: uzależnienie jej od dobra w prawdzie. I otóż takie uzależnienie od dobra w prawdzie kształtuje wewnątrz osoby niejako nową rzeczywistość. Jest to rzeczywistość normatywna, wyraża się ona zaś przez formułowanie i oddziaływanie norm na czyny ludzkie. [Wartości są normotwórcze]. Normy owe biorą swoisty udział w spełnianiu czynów, które jest zarazem spełnianiem siebie – czyli osoby – przez czyn… 
Sumienie ujawnia też tkwiącą w wolności człowieka zależność od prawdy. Zależność ta jest podstawą samo-zależności osoby, czyli wolności w jej zasadniczym znaczeniu – wolności jako autodeterminacji. Wraz z tym jest ona także podstawą transcendencji osoby w czynie. Transcendencja osoby w czynie to nie tylko samo-zależność, zależność od własnego "ja". Wchodzi w nią równocześnie moment zależności od prawdy i moment ten ostatecznie kształtuje wolność. Nie realizuje się ona bowiem przez podporządkowanie sobie prawdy, ale przez podporządkowanie się prawdzie. Zależność od prawdy określa granice właściwej osobie ludzkiej autonomii. Osobie ludzkiej przysługuje wolność nie jako czysta niezależność, ale jako samo-zależność, w której zawiera się zależność od prawdy. Ona to stanowi nade wszystko o duchowym dynamizmie osoby.
Ona też równocześnie wskazuje na dynamikę spełniania się osoby, jak i jej nie-spełniania się w znaczeniu etycznym. Kryterium podziału i przeciwstawienia sprowadza się do prawdy: osoba – jako "ktoś" obdarzony dynamizmem duchowym – spełnia się poprzez dobro prawdziwe, nie spełnia się natomiast poprzez nie-prawdziwe dobro. Linia podziału, rozszczepienia i przeciwstawienia między dobrem a złem jako wartością i przeciw-wartością moralną sprowadza się do prawdy. Chodzi tutaj właśnie o przeżywaną w sumieniu prawdę o dobru. Zależność od tej prawdy konstytuuje osobę w jej transcendencji; transcendencja wolności przechodzi w transcendencję moralności. 
Sam wysiłek sumienia jako zadanie umysłu, zmierzającego do prawdy w dziedzinie wartości, nie ma charakteru dociekania teoretycznego. Związany jest on natomiast najściślej ze szczególną strukturą woli jako samostanowienia, a zarazem strukturą osoby. Z niej wynika i do niej też w swoisty sposób zmierza. Wola, jak wiadomo, odznacza się nastawieniem intencjonalnym, jest zawsze chceniem czegoś pod kątem wartości. Chcenie to nie pozostaje wszelako abstrakcyjnym aktem intencjonalnym, lecz ma znaczenie nieprzechodnie w osobie. 
Chcąc czegoś poza sobą, w jakiś sposób przez to samo człowiek jako czynna wola odnosi się do siebie samego. Żadne chcenie jako akt intencjonalny nie może ominąć własnego "ja", które jest poniekąd pierwszym przedmiotem woli. Wolność jako niezależność w stosunku do możliwych przedmiotów chcenia zakłada wolność jako zależność od samego siebie, od hierarchii wyznawanych wartości. Chodzi tu zasadniczo o normy moralności, one bowiem służą spełnianiu czynów, czyli samospełnianiu się, samorealizacji osoby poprzez własne świadome czyny. 
Według Wojtyły, to, że czyn pozostaje w osobie przez swą moralną wartość, ma swą podstawę w sumieniu. Sumienie zaś wiąże się w człowieku z umysłem nie poprzez samą tylko świadomość, ale poprzez prawdziwość… Sumienie jest sądem, który określa wartość moralną czynu, dobro lub zło w nim zawarte. Jest to ujęcie słuszne, choć chyba częściowe. Zdaje się, że nie sposób uchwycić całościowej specyfiki sumienia bez uprzedniego zarysowania struktury osoby, struktury samo-posiadania oraz samo-panowania. Na gruncie tych struktur ujawnia się i tłumaczy dynamizm samostanowienia oraz równoległy do niego dynamizm spełnienia, a sumienie jest w nim zakorzenione. Jest ono nieodzownym warunkiem spełnienia siebie w czynie. (…) Do sumienia należy nie tylko przeżycie prawdziwości, ale także powinności… Sumienie pojmowane całościowo jest zupełnie swoistym wysiłkiem osoby, zmierzającym do ujęcia prawdy w dziedzinie wartości – przede wszystkim wartości moralnych. Jest ono naprzód szukaniem tej prawdy i jej dociekaniem, zanim stanie się pewnością i sądem. Wiadomo zresztą, że nie zawsze sumienie jest pewne i nie zawsze też jest prawdziwe, czyli zgodne z rzeczywistością dobra. Ale właśnie to również potwierdza, że należy je związać z porządkiem prawdziwości, a nie tylko samej świadomości, chociaż świadomość zapewnia sądom sumienia podmiotowe przeżycie prawdziwości.
Przeżycie zaś słuszności jest wyprzedzone i zintegrowane przeżyciem prawdziwości, które swoją koleją zawiera się w uznaniu normy w akcie siły podmiotowego przekonania. W tym wszystkim sumienie jest twórcze w zakresie prawdziwości normy. Twórczość ta pokrywa się z wymiarem osoby – jest całkiem wewnętrzna i przyporządkowana do działania, które jest czynem tejże osoby, a zarazem momentem spełnienia przez nią siebie samej. Sumienie nadaje normom tę jedyną i niepowtarzalną postać, jaką mają one właśnie w osobie, w jej przeżyciu i w jej spełnieniu. W ślad za urobieniem przekonania i pewności, za takim ukształtowaniem prawdziwości normy wedle wymiaru osoby – idzie powinność. Powinność, czyli moc normatywna prawdy w osobie, związana najściślej z sumieniem, świadczy o tym, że osoba w działaniu jest wolna. Prawda bowiem nie niweczy wolności, lecz ją wyzwala… Ale wyzwala wyłącznie ku sprawiedliwości i dobru. W takim jednak razie wszystko zależy od tego, co kto uzna za prawdę. Sytuacja zatem jest niebezpieczna. 

* * *
Nowoczesną filozofię świecką cechuje nieraz nie tylko tendencja do bagatelizowania, pomniejszania, lecz wręcz do deprecjonowania i negowania sumienia jako zjawiska moralnego. Zachodzi to wówczas najczęściej, gdy trzeba post factum lub ante factum usprawiedliwić te czy inne mało chwalebne zachowania. 
Martin Heidegger w dziele Sein und Zeit zanotował: Sumienie należy do kręgu fenomenów egzystencjalnych, które konstytuują bycie tu oto. Ale udaje mu się to nie bez trudności, gdyż zew sumienia zagłuszany bywa przez zgiełk motłochu ulicznego, przemawiającego nieraz ze szpalt dzienników, ekranów telewizorów, a nawet katedr uniwersyteckich. Milcząca mowa sumienia daje "trzymającej się ściśle faktów" rozsądkowej wykładni sumienia okazję do podawania sumienia za coś w ogóle nie do uchwycenia i nieistniejącego. Słysząc i rozumiejąc tylko głośną gadaninę, nie umie się "konstatować" zewu, co kładzie się na karb sumienia, głosząc, że jest "nieme" i że w widoczny sposób nie istnieje. Poprzez taką wykładnię się zakrywa tylko swą własną niezdolność do usłyszenia zewu i krótki zasięg swego słyszenia. Cóż, bardzo słuszne to rozumowanie!
Jednym z pierwszych, kto usiłował relatywizować i negować działalność sumienia był Fryderyk Nietzsche. Gewissensbisse erziehen zum Beissen – napisał w jednym z aforyzmów. – Wyrzuty sumienia wychowują ku gryzieniu się. W zbiorze zaś Wędrowiec i jego cień wywodził: Treść naszego sumienia stanowi wszystko, czego regularnie i bez powodu żądały od nas w latach dzieciństwa osoby, które szanowaliśmy, lub których się obawialiśmy. Sumienie budzi więc owo poczucie musu ("to zrobić muszę, tego zaniechać"), które nie pyta: dlaczego muszę? – We wszystkich wypadkach, w których rzecz robi się z "ponieważ" i "dlaczego", postępuje człowiek bez sumienia; przeto jednak jeszcze nie wbrew niemu. – Wiara w powagi jest źródłem sumienia: nie jest więc ono głosem Boga w piersi człowieka, lecz głosem kilku ludzi w człowieku… 
W tegoż autora Jutrzence możemy przeczytać następujące ironiczne zdania: "Sumienni"... – Czyście zwrócili uwagę, wśród jakiego rodzaju ludzi nieugięta sumienność jest w najwyższej cenie? Oto wśród takich, którzy poczuwają się do wielu nikczemnych skłonności, którzy trwożnie myślą o sobie i w sobie tudzież lękają się innych, którzy radzi by byli – o ile możności – ukryć swą wewnętrzną istotę, – ci starają się imponować sobie samym ową nieugiętą sumiennością i obowiązkowością z pomocą nieugiętego i surowego wrażenia, wywieranego przez to na innych (mianowicie na podwładnych)… 
Nie warto więc tedy w ogóle mieć sumienia i nie powinno się żałować swych czynów, jakiekolwiek by one były. Wyrzut sumienia zda się mi swego rodzaju "złym okiem"… 

* * *
I wreszcie warto zaznaczyć, że wpływowa myśl żydowska XX wieku w postaci Szkoły Frankfurckiej, fenomenologii, freudyzmu zmierzała ku temu, aby myślenie w kategoriach sumienia i prawości traktować jako myślenie represyjne. Stanowiło to oczywiste nawiązanie do jednego z chybionych pomysłów nietzscheanizmu. Gdy np. Sigmund Freud twierdzi, że sumienie (czyli tzw. superego) stanowi irracjonalną część naszej jaźni, od której nakazów musimy się jak najrychlej uwolnić, aby zachować swe zdrowie psychiczne, jest nie naukowcem, lecz manipulatorem i fałszerzem. 
Także Erich Fromm w książce  Wojna w człowieku określa wyrzuty sumienia tylko jako niepotrzebne przejawy samoograniczenia się i smutku, a w skądinąd pod pewnymi względami znakomitej Ucieczce od wolności notuje: Analiza wykazuje, że sumienie sprawuje władzę z równą surowością jak autorytety zewnętrzne, a ponadto, że treść rozkazów wydawanych za pośrednictwem ludzkiego sumienia często nie wyrasta w ostatniej instancji z potrzeby indywidualnego "ja", lecz z zamówienia społecznego.
I cóż z tego? Dokładnie przecież tak, jak nie wszystko, co pochodzi z "zamówienia społecznego", jest złe, nie wszystko, co wyrasta z potrzeby indywidualnego "ja", jest dobre, co trąci manipulacją.
Wypada po prostu w każdym konkretnym przypadku zbadać: czy ten lub inny nakaz lub styl postępowania jest dobry z etycznego punktu widzenia, czy zły. Niemieccy oprawcy podczas II wojny światowej mogli w obozach koncentracyjnych mordować Żydów i Cyganów zarówno na zamówienie społeczne, jak i z nakazu ich indywidualnego "ja". Niezależnie jednak od pierwotnego impulsu ich działania powinno się jednoznacznie oceniać jako bestialstwo polarnie sprzeczne z nakazami prawego sumienia. Chodzi bowiem o treść, a nie o formy, źródła czy pozory tego lub innego postępowania.

* * *
I, kończąc ten temat, wypada powiedzieć jednoznacznie: sumienie, jako głos Boga w duszy ludzkiej, nie zależy ani od wyznawania, ani od niewyznawania jakiejkolwiek religii. Swój głos Bóg wkłada do każdego ludzkiego serca bez wyjątku i niezależnie od tego, jakiemu światopoglądowi hołduje ta bądź inna osoba ludzka, poszukująca prawdy i sensu życia. 
Może ona szukać i błądzić przez cały czas swej ziemskiej wędrówki, ale sumienie jest zawsze w jej serce wpisane i tylko od człowieka zależy: czy będzie go słuchał, czy nie. Można być wierzącym kłamcą, oszustem, złodziejem, mordercą (zabijającym "w imię Boga" niewinnych ludzi), a także ateistą, obdarzonym przez Boga czystym i nieprzekupnym sumieniem. Bez czystego, odpowiedzialnego sumienia nie ma godności człowieka, a też pewnych praw ludzkich należy odmawiać tym, którzy sumienia nie mają i w swym postępowaniu jego nakazów nie przestrzegają. 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 9/2021

OŚWIATA

  • Witając 1 września

ŻOŁNIERZOM – CHWAŁA!

  • W Zułowie uczczono Dzień Wojska Polskiego
  • "Polacy bronili się naprawdę dzielnie"

NASZA WIARA

  • Stefan kardynał Wyszyński – fenomen osobowości
  • Bohaterskim kapłanom w hołdzie

POLITYKA

  • Na bieżąco

SPOŁECZEŃSTWO

  • Z dłońmi otwartymi dla Nieba

LITERATURA

  • Na 200. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida
  • Tropem bohaterów Trylogii

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię

NIESPOKOJNI DUCHEM

  • Podróże – moją terapią na życie

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O sumieniu

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie