O tańczącej mądrości

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 17.10.2021

Rozum Hellenowie nazywali największym darem bogów dla ludzi. Lecz ten dar, w tej czy innej formie, nadany został nie tylko człowiekowi, ale też wszystkiemu, co żyje. Oto np. modrowronki kalifornijskie zwykłe są do robienia zapasów na przyszłość. Pamiętają doskonale, co i gdzie schowały, a kiedy wygłodnieją, sięgają po odnośne wcześniej zgromadzone zapasy.

Podczas chowania żywności uważają, czy czasem nie obserwuje ich jakiś ptak czy zwierzę, następnie udają, że odlatują, a po kilku minutach wracają, wyciągają ze schowka swe przysmaki, przenoszą je na inne miejsce i tam ponownie ukrywają. Sami zresztą chętnie podglądają i przy okazji podkradają innym, co się da. Zupełnie jak ludzie. Ten gatunek ma doskonałą pamięć epizodyczną, zapamiętuje nie tylko fakty, ale i ich rozmieszczenie w czasie i przestrzeni, czyli że potrafi się uczyć i dokonywać wnioskowania, jak też przewidywania (planowania) przyszłości. 

W Europie najbardziej inteligentnymi ptakami są kruki i wrony, które potrafią liczyć do kilkunastu, wyciągać wnioski logiczne, jak też stosować rozmaite fortele w stosunkach między sobą i innymi gatunkami; czyli że są rozumne, a nie żyją, kierując się wyłącznie tzw. instynktem, jak to mniemano dotychczas. Być może już nie jest więc aktualne spostrzeżenie Karola Marksa o tym, iż człowiek tylko tym się różni od barana, że świadomość zastępuje mu instynkt, czyli że jego instynkt jest uświadamiany. 
Nie zmienia to wszelako faktu, iż rozum stanowi swego rodzaju samoświadomość gatunku homo sapiens, która umożliwia mu adekwatne poznanie otoczenia i samego siebie oraz podejmowanie na podstawie tak pozyskanej wiedzy racjonalnych decyzji i działań. Blaise Pascal pisze: Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, aby cały wszechświat uzbroił się, by go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przewagę, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic o tym. (…) Cała nasza godność spoczywa tedy w myśli. Z niej trzeba nam się wywodzić, a nie z przestrzeni i czasu, których nie umielibyśmy zapełnić. Silmy się tedy dobrze myśleć: oto zasada moralna. (…) Rozum rozkazuje nam o wiele bardziej stanowczo niż wszelki pan: kto bowiem nieposłuszny jest panu, jest nieszczęśliwy, kto nieposłuszny rozumowi – jest głupcem… 
Nie przypadkiem też spostrzegła i Simone Weil: Wszędzie, gdzie rozum zajmuje pozycję niekorzystną, istnieje ucisk jednostki. A Bronisław Trentowski w Chowannie dodawał: Wiedza człowieka jest jego światłem i ciemnością, jego wszechmocą i bezsilnością, jego niebem i piekłem. Jest samowiedzą Boga i robaka, myślą wszechrzeczy i bezmyślnością pyłu ziemi, radującą się wiecznością i szepczącym mgnieniem. Człowieku, któryś jest olbrzymem i karłem ducha, wszystko i nic jest twoją istotą, wszystko i nic jest twoją mądrością!. 
Już starożytni Rzymianie twierdzili, że jak Bóg chce kogoś zgubić, to najpierw pozbawia go rozumu: Quos deus vult perdere prius dementat (Ovidius). A gdy rozumu nie ma, wszystko biegnie ku katastrofie. Ten, – powiada Dante Alighieri – kto odstępuje od rozumu, a używa jedynie sfery zmysłowej, nie żyje jak człowiek, ale jak zwierzę; jak mówi ów znakomity Boecjusz: "Żyje jak osiół". 
Rozum umożliwia racjonalne postępowanie, kiedy to człowiek nie jest niewolnikiem ani cudzej, ani własnej głupoty. Komu Pan Bóg dał rozum, zawżdy jest swobodny, czyli wolny przede wszystkim od ulegania impulsom własnego fizjologizmu i własnego szaleństwa. Zawsze mamy w sobie dostateczną władzę nad własną wolą, ale nie zawsze przychodzi nam na myśl, aby to wykorzystać – zauważał Leibniz. 
Istnieją rozmaite cechy rozumu, o których w interesujący sposób pisał m.in. w XIX wieku jeden z twórców naukowej charakterologii Michał Wiszniewski w dziele Charaktery rozumów ludzkich: Człowiek, w którym serce ulega rozumowi, którego namiętności tą siłą  umysłu się powodują, który wszystkiego skutki przewiduje i w życiu codziennym zawsze na przyszłość się ogląda, zowie się rozumnym. Człowiek rozumny niczemu się nie dziwi, jest zawsze zgodny z sobą i rzadko zdanie swe odmienia, postępki całego życia jego odpowiadają wewnętrznemu sposobowi myślenia. Nie tylko serce i namiętności, lecz i wszystkie władze umysłu w należytej u niego zostają równowadze, powodują się i usługują rozumowi; nigdy na skrzydłach imaginacji w świat zaczarowany unosić się nie dają. Działania umysłowe odbywa w porządku, bez przerw i przeskoków, pilnując między prawdami starszeństwa; myśli jego płyną ciągiem jak spokojna rzeka, w której łożysku żadne przeszkody nie sterczą. 
Ludzie rozumni miewają właściwe sobie przywary: zdaje się im, iż wszystkiego rozumem dociec, wszystko wiedzieć można; że źródło przekonania wszelkiego w rozumie znajduje się; w młodości każde nierozważne słówko, fałszywe zdanie, krzywe rozumowanie, opaczne widzenie rzeczy do żywego ich obrusza; nie mogąc pojąć nieudolności umysłowej i głupstwa, wszelkie jego przekroczenia kładą na karb złej woli lub przewrotności. Wszędzie szukają i upatrują przyczyny, celu i zamiaru, systematu, nawet w postępkach ludzi na oślep działających. 
Jedni uogólniają zbyt śpiesznie; z jednej wioski lub rodziny, z jednego miasta lub królestwa, z jednej epoki lub wieku sadzą o wszystkich ludziach, krajach i wiekach; rozumują prędko, lecą do wypadku; drudzy z wolna, lękliwie, krok za krokiem stawiając, zawsze się oglądają, czy już nie zboczyli z drogi. Jedni nie umieją przewidzieć następności i skutków, drudzy nie widzą i nie umieją ocenić względnej w rzeczach ważności.
Ludzie przenikliwego rozumu trafni bywają w ocenianiu ludzi. Subtelne odcienie myśli chwytają w locie, a ta ich rozumu bystrość pokazuje się w poprawnym wyrażaniu się i dobieraniu słów, którymi te nieobojętne dla myśli różnice są oznaczone. Ludzie z rozumem głębokim najodleglejsze odkrywają prawdy; wzrokiem bystrym szybko wypatrują zachodzące między myślami stosunki, umieją pochwycić i wysnuć wnioski ze zdarzeń jeszcze w kłąb splątanych. Rozum przenikliwy podobny jest do mikroskopu, najdrobniejsze szczegóły i różnice postrzegającego; rozum głęboki jest jak teleskop, który odległe odkrywa prawdy.
Rozum głęboki cierpliwie rozważa, z wolna postępuje i najdrobniejsze różnice roztrząsa; bystry chwyta najodleglejsze podobieństwa. Rozum głęboki rzadko kiedy łączy się z dowcipem; mało jest ludzi umiejących silnie dowodzić i wyśmiewać dowcipnie, co właśnie mówców politycznych, adwokatów i pisarzy polemicznych talent stanowi… 
* * *
Swoistą inteligencję posiadają zbrodniarze i przestępcy; Nietzsche nawet uważał, iż zbrodniczość i genialność są sobie nawzajem jakoś pokrewne (bo obie przekraczają granice tego, co zwykłe i przeciętne); Aleksander Puszkin jednak był bliższy prawdy, gdy twierdził, iż geniusz a zbrodnia są nie do pogodzenia, ponieważ popełnianie zła czyni człowieka ślepym na to, co piękne, a genialność przecież – to nadwrażliwość na to, co piękne i wzniosłe w najbardziej ogólnym tego słowa znaczeniu. Mądrość – to kategoria nie po prostu instrumentalna, lecz także – a może nawet przede wszystkim – moralna. Platon był przekonany, że rozum bez umiłowania cnoty byłby martwy i bezużyteczny. 
Choć mądrości nie można się nauczyć, to jednak przez kształcenie człowiek jakby szerzej otwiera oczy na świat, wychodzi z mroku ciemnej jaskini do kwitnącego ogrodu oświeconego słońcem, uczy się podziwiać i poznawać dzieło Stwórcy i znajdować w tym radość. Człowiek otoczony jest mrokiem, światło daje mu tylko rozum. Do godnych czynów prowadzi tylko rozum. Wiedza daje wielkość, cześć i honory… Rozum różni człeka od zwierza… Poznanie wyodrębnia ludzi spośród bydła… Uczoność doceni tylko ten, kto sam jest uczony. Przesiąknie mądrością tylko ten, kto sam jest mądry. Tylko mądry zna cenę wiedzy, szacunek do nauk daje wiedza – notował Firdousi w swej Księdze Królów (Szach – nameh). Wykształcenie we wszystkich czasach pomaga ludziom bronić swego życia i swej wolności. 
Rozum jednak nie jest identyczny z uczonością i formalnym wykształceniem. Często spotyka się dyplomowanych baranów. Wielka uczoność nie daje rozumu – mawiał Heraklit z Efezu i unikał wszelkich nauczycieli. Rozum też nie stanowi wartości absolutnej. Zdarza się czasem, że od nadmiaru rozumu gorzej jest niż gdyby go wcale nie było (Mikołaj Gogol). Dobrze w każdym razie jest, gdy oświeca go płomień prawego sumienia. 
Rozum zresztą powinno się trzymać w ryzach, dyscyplinować i porządkować go, gdyż puszczony samopas i pozbawiony samokrytycyzmu może okazać się destruktywny. Rozum ma to do siebie, że co buduje dziś, jutro wywraca, by znowu z gruzów nowe a nietrwałe wznosić gmachy (Józef Ignacy Kraszewski). Nie jest on jednak czymś niepraktycznym i bezużytecznym. Gdyby tak było, po co mielibyśmy go cenić? Tym bardziej, że gdy postępujemy nierozumnie, przysparzamy sobie i innym wiele niepotrzebnych kłopotów i cierpień. Co jest matką i korzeniem rozpaczy? – zapytuje św. Jan Złotousty i odpowiada: Brak rozwagi. Bez użycia rozumu człowiek jest skazany na nieustanne błąkanie się po manowcach. Niedole życia bezmyślnego prowadzą do uświadomienia sobie konieczności życia rozumnego (Lew Tołstoj). Aby być mądrym, trzeba robić praktyczny użytek z rozumu, którego iskierkę Bóg umieścił w każdym ludzkim umyśle. Ten tylko jest mądry, kto swą filozofię umacnia swymi czynami; ci, co są filozofami tylko w słowach, nie zasługują na żaden wzgląd (Bazyli Wielki). 
W dziełach wielu mędrców starożytności i współczesności znajduje się mnóstwo rad, dotyczących stosowania rozumu w życiu codziennym. Do gestii rozumu np. należy właściwy wybór zawodu, jak bowiem zauważył Michel de Montaigne: Niegodne jest godnego człowieka, aby miał wybitne osiągnięcia w nędznej dziedzinie. Tomasz a Kempis z kolei zalecał w życiu praktycznym daleko posuniętą ostrożność i rezerwę w stosunku do tego, co mówią ludzie. Nie trzeba – powiadał – wierzyć ślepo każdemu słowu ani wrażeniu, lecz uważnie i długo rozważać każdą sprawę… Ludzie prawdziwie doskonali nie są łatwowierni wobec każdego, bo znają słabość ludzką skłonną do złego i omylną w mowie… Wielka to mądrość nie śpieszyć się w działaniu i nie trzymać się uparcie swoich uprzedzeń. Nie należy też wierzyć słowom każdego i biec zaraz, by innym powtórzyć plotkę albo nowinę… Szukaj rady u człowieka mądrego i rzetelnego, staraj się raczej, aby ktoś lepszy cię pouczył niż miałbyś gubić się we własnych domysłach… Tylko ten nie boi się mówić, kto umie milczeć. 
W życiu społecznym nie tylko czynnik rozumowy gra istotną rolę, mają tu wiele do powiedzenia także uczucia. Dlatego Gustave Le Bon w Psychologii tłumu odnotował: Rozum pozostawmy myślicielom, a we władaniu duszami nie dawajmy mu wielkiego udziału. Nie rozum, lecz uczucie, często wbrew rozumności, wytworzyło takie pojęcia, jak honor, samozaparcie, wiara, miłość ojczyzny i sławy, które okazały się podstawowymi filarami wszystkich cywilizacji. 
I nie jest to czymś niewłaściwym. Nie każdy ma aż tak wysoko rozwinięte nawyki myślenia, by potrafił racjonalnie i adekwatnie oceniać zjawiska i procesy społeczne. Choć oczywiście powinno się ludziom umożliwiać publiczne wyrażanie swych idei, i to także tych najbardziej nowatorskich czy kontrowersyjnych. Nawet w sprawach dotyczących jego własnego ustawodawstwa nie jest rzeczą niebezpieczną pozwolić swym poddanym na robienie publicznego użytku ze swego rozumu i na jawne przedstawianie światu swych poglądów na temat lepszego sformułowania dawanych ustaw, i to nawet w połączeniu z otwartą krytyką już istniejących… Ale tylko ten panujący, który sam oświecony, nie obawia się swego własnego cienia… Uważa on za korzystne dla siebie, by człowieka, który okazuje się czymś więcej niż maszyną, traktować tak, jak tego wymaga godność ludzka (Immanuel Kant). 
Nadmierny praktycyzm i merkantylizm nie tylko nie są przejawem rozumu, lecz wręcz stanowią jego zaprzeczenie. Wszystko, nawet rzecz najwznioślejsza, zmniejsza się w rękach ludzi, gdy jej ideę obracają na swój użytek (Immanuel Kant). Bywa też tak, że to, co wydaje się racjonalne w słowach, w praktyce staje się jego przeciwieństwem, a ludzie w teorii potrafiący odróżnić dobro od zła w praktyce tego dokonać nie umieją, ponieważ nie mają dość wewnętrznej mocy i zdecydowania, by pójść za głosem rozumu. Chyba tę okoliczność miał na myśli poeta Menander (IV wiek p.n.e.), gdy notował: W twoich słowach przebija rozsądek, lecz w tym, co robisz, rozsądku nie widać… Także i La Rochefoucauld powiada: Nie mamy dość siły, aby całkowicie iść za swoim rozumem. I dodaje: Więcej jest pychy niż dobroci w upomnieniach, jakimi darzymy ludzi popełniających błędy; ganimy ich nie tyle, aby ich poprawić, ile aby ich przekonać, że sami jesteśmy od tych błędów wolni. Każdy uważa się za "mądrego" i biegnie do bliźniego z "dobrymi radami", aby swą domniemaną "mądrość" okazać. Tak bywa, ale nie zawsze tak jest, gdy ojciec podpowiada coś synowi, czyni to wyłącznie z zatroskania swego serca o los tego, za którego oddałby swe życie. 
Rozum nie jest identyczny ze zwykłym rozsądkiem, który – według Leopolda Staffa – nie jest czym innym jak tylko rozumem bez skrzydeł. Służy on wyłącznie sprawom codziennym, powszednim, przyziemnym, podczas gdy rozum prawdziwy jest wzniosły, bezinteresowny, idealistyczny. Ponad samą zwierzęcość nie podnosi człowieka to wcale, że on rozum posiada, jeżeli ten rozum ma służyć tylko do tego, co u zwierząt sprawia instynkt" (Immanuel Kant). Tak naprawdę Bóg obdarzył ludzi rozumem, by się wznosili nad własnym fizjologizmem i by szukali Jego. 
Także i to jednak nacechowane jest swoistym dramatyzmem. W Wyznaniach św. Augustyna czytamy: Dlaczego prawda rodzi nienawiść" (Terencjusz) i wrogiem stał się ludziom Człowiek, głoszący prawdę? Dlatego chyba, że prawdę tak się kocha, iż ci, którzy co innego kochają, chcieliby, aby to, co kochają, było prawdą, a ponieważ błądzić nie chcą, więc nie chcą się też dać przekonać, że są w błędzie. I w ten sposób dla tej rzeczy, którą zamiast prawdy kochają, znienawidzili prawdę. Kochają ją, gdy im przyświeca, nienawidzą jej, gdy się zwraca przeciw nim. Ponieważ bowiem nie chcą być zwodzeni, ale chcą zwodzić, przeto ją kochają, gdy się im sama objawia, nienawidzą zaś, kiedy ich samych ujawnia. A ona odpłaca im tak, że tych, którzy nie chcą, by ich ona ujawniła, ujawnia wbrew ich woli, lecz sama im się nie objawia. Tak! Tak! Tak to właśnie duch ludzki, tak to on ślepy i mdły, zhańbiony i niegodziwy, pragnie się ukryć, lecz nie chce, aby cokolwiek przed nim się ukryło. W zamian spotyka go to, że sam nie zdoła ukryć się przed prawdą, a prawda natomiast ukrywa się przed nim. Jednak nawet i wtedy, gdy tak jest nieszczęśliwy, woli cieszyć się prawdą niż fałszem. To też szczęśliwy będzie wówczas, gdy bez przeszkody i przykrości cieszyć się będzie ową jedyną prawdą, od której wszelka prawdziwość pochodzi… 
Niekiedy musi się wybierać między sukcesem życiowym a prawdą. W Wyznaniach czytamy więc dalej: Pochwały sprawiają mi przyjemność, lecz bardziej sama prawda niż pochwały. Bo gdyby mi dano do wyboru, czy wolałbym zyskać pochwałę ogółu ludzi, lecz być szaleńcem i błądzić we wszystkim, czy też niezłomnym będąc i znając niewątpliwą prawdę, być jednak przez ogół ganionym, – widzę od razu, co wybrałbym… 

* * *
Doniosłe znaczenie mają stosunki wzajemne między wiarą a rozumem. Warto podkreślić, iż między wiarą a rozumem nie ma przeciwieństwa, rozum prowadzi do wiary, a wiara jest rozumna. Georg Wilhelm Leibniz pisał: Nie musimy wyrzekać się rozumu, aby słuchać wiary, ani wyłupywać sobie oczu, by wyraźnie widzieć… Ponieważ jednak rozum równie dobrze jak wiara jest darem Boga, to jego zwalczanie stanowiłoby walkę Boga przeciwko Bogu, a jeżeli zarzuty rozumu przeciwko jakiemuś artykułowi wiary byłyby nierozstrzygalne, to należałoby powiedzieć, że ten rzekomy artykuł nie jest objawiony, lecz fałszywy, że jest to urojenie ludzkiego umysłu, zaś triumf takiej wiary można byłoby porównać do wystrzałów radości po przegranej bitwie. Tak dzieje się z nauką o potępieniu nie ochrzczonych dzieci, którą niektórzy pragną przedstawić jako następstwo grzechu pierworodnego; taki charakter może mieć również wieczne potępienie dorosłych, którym zabrakło koniecznej dla uzyskania zbawienia wiedzy.
Nie wszyscy jednak muszą zagłębiać się w teologiczne dyskusje. Zatem osoby, których stan niezbyt sprzyja dokładnym badaniom, powinny zadowolić się naukami wiary, nie troszcząc się zarzutami. Jeżeli zaś przypadkiem zaskoczyłaby je nagle jakaś bardzo wielka trudność, mogą od niej odwrócić umysł, składając Bogu ofiarę ze swej ciekawości. Gdy bowiem ktoś jest pewny prawdy, nie potrzebuje wcale wysłuchiwać zarzutów. Ale ponieważ istnieje wielu ludzi, których wiara jest dosyć niewielka i dosyć słabo zakorzeniona, aby wytrzymać tego rodzaju niebezpieczne wywody, sądzę, że nie należy im w ogóle przedstawiać tego, co mogłoby stać się dla nich trucizną, albo jeżeli nie można ukryć przed nimi tego, co jest aż nazbyt powszechne, trzeba dołączyć odtrutkę, to znaczy, trzeba postarać się o dołączenie rozstrzygnięcia zarzutów, zamiast odsuwać je na bok jako niemożliwe. (…) Niepojętość nie przeszkadza nam wierzyć nawet w prawdy naturalne. Na przykład nie pojmujemy rozumem natury zapachów i smaków, a jednak dzięki pewnego rodzaju wierze, którą zawdzięczamy świadectwom zmysłów, jesteśmy przekonani, że owe zmysłowe właściwości mają oparcie w naturze rzeczy i że nie są one złudzeniami. 
Nie każda wiara jednak zgadza się z rozumem. Bywa wiara na pokaz, ujawniająca żenującą pychę człowieka, który nie tylko mniema, że zrozumiał zamiary Boga, ale wręcz w imieniu Najwyższej Mądrości waży się zwracać do innych ludzi i wynosić się nad nich, chociaż jest dokładnie taki, jak oni. O takich zadufańcach, nie widzących przepaści między mądrością Bożą a rozumem ludzkim pisał lord George Gordon Byron w wierszu Modlitwa przyrody:
Choć nie pojmują własnej wiary,
Szafarzą przyszłym szczęściem śmiele!
Robaczek nikły, pyłek szary
Mniema, że zgłębił Stwórcy cele!

Czyż wiarą swe okupią zbrodnie
I pozyskają wieczność w niebie
Ci, co tu pośród win niegodnie
Żyją dla samych tylko siebie? 
Być może rozum człowieka jest synchroniczny w stosunku do jakiejś Kosmicznej Mądrości, do Odwiecznej Harmonii wszechświata. Choć przecież byli i są filozofowie, którzy – jak np. Jean Paul Sartre – uważali, że byt (to, co istnieje) jest pozbawiony rozumności, przyczynowości i konieczności… Jednak dla ludzi rozumnych, mających oczy, by widzieć, a umysł, by rozumieć, takie ujmowanie sprawy stanowi ewidentny dowód na brak rozumu w głowach owych nosicieli relatywizmu poznawczego i etycznego. Aby dostrzec rozum we wszechświecie, trzeba samemu rozum mieć. 
Nie obstając przy radykalnej doskonałości ludzkiej wiedzy, wypada wszelako przyznać rację Maxowi Weberowi, gdy on zaznacza: Wiedza jest władzą nie mających władzy. Nawet gdy jest względna, stanowi wiedza i mądrość najskuteczniejszą broń w walce człowieka o należyte miejsce pod słońcem. 

* * *
Bardzo ważny – i bardzo rzadki – jest rozum polityczny, polegający m.in. na przewidywaniu rozwoju wydarzeń. Jeżeli ten, który sprawuje władzę, rozpoznaje zło dopiero wtedy, gdy ono powstanie, nie jest naprawdę mądry; taka jednak mądrość jest udziałem niewielu ludzi (Niccolo Machiavelli). Dlatego tak rzadko spotyka się wśród polityków ludzi inteligentnych, a tak często cwanych głupców lub zgoła wariatów, debili i szaleńców. 
Car Iwan IV Groźny uważał się za chrześcijanina i wiele czasu spędzał na modlitwach w świątyni; jednocześnie systematycznie wyniszczał elitę swego kraju, kazał wymordować setki tysięcy ludzi, a w końcu własnoręcznie zabił swego jedynego syna, który stanął w obronie matki. Piotr I, zwany Wielkim, pierwszy cesarz Imperium Rosyjskiego, bał się panicznie otwartej przestrzeni i z reguły spał w zamkniętej szafie, a każdy dzień rozpoczynał od wypicia dużej szklanicy mocnej wódki, która stanowiła jakby jego "śniadanie". 
Tego rodzaju dziwactwa spotykamy w przypadku prawie wszystkich władców Wschodu i Zachodu. Fakty medyczne – zgromadzone na podstawie pamiętników, prasy, wywiadów – wskazują, że wydarzenia polityczne, zwłaszcza w okresie kryzysów, pozostają niejednokrotnie pod przemożnym wpływem ludzi chorych i przemęczonych, niezdolnych do jasnego myślenia i podejmowania decyzji… A przecież błędy popełniane przez polityków powodują skutki nie mniej zgubne niż błędy pilotów linii lotniczych… Istnieje zatem zagadnienie, jak uchronić kraj od decyzji ludzi, którzy wskutek pogarszającego się stanu zdrowia utracili zdolność podejmowania trafnych decyzji, zwłaszcza, że politycy najczęściej dochodzą do władzy w starszym wieku, kiedy choroby i przemęczenie, jeśli nie są regułą, to przynajmniej zjawiskiem częstym (R. Bierzanek, Współczesne stosunki międzynarodowe). Chronić naród powinno się także przed nawiedzonymi półgłówkami, wyrachowanymi zdrajcami, organicznymi głupcami. A jednak słabogłowe masy bez oporu ulegają psychicznemu terrorowi przywódców i ślepo idą za nimi na pasku. 
* * *
Niektórzy twierdzą, że do zakresu roztropności, czyli rozumu, należy m.in. także ostrożność, o której Arnold Geulincx pisał: Roztropność właściwa zwraca się ku samemu rozumowi i jego wskazanie pojmuje. Ostrożność (circumspectio) zaś zwraca się ku działaniu i je względem wszystkich jego okoliczności tak porządkuje i układa, aby wszędzie zgadzało się ze wskazaniami rozumu; (…) tak działanie ogranicza i porządkuje. (…) Ostrożność nade wszystko zajmuje się okolicznościami działań i o te ma staranie i wybiera według wskazania rozumu. Albowiem to, co w jednych okolicznościach dozwolone i zaszczytne, w innych jest niedozwolone i haniebne. Na przykład wolno władzy skazanego na karę śmierci zabić, człowiekowi prywatnemu nie wolno; wolno bogatemu człowiekowi przyjmować na uczcie wielu przyjaciół, biednemu nie; etc.
Zwykli ludzie jednak niechętnie słuchają lub nie słuchają wcale rozumu. Ponieważ go nie mają. Zwykły człowiek tkwi po uszy w nurcie i wirach życia, do którego przynależy przez swą wolę; umysł jego wypełniają rzeczy i zdarzenia życiowe, ale rzeczy tych ani życia samego w znaczeniu obiektywnym nie dostrzega w ogóle, tak jak kupiec na giełdzie w Amsterdamie doskonale chwyta, co mówi jego sąsiad, ale w ogóle nie słyszy zgiełku całej giełdy, podobnego do szumu morza, czemu dziwi się postronny obserwator. Natomiast geniuszowi, którego umysł oddziela się od woli, tj. od osoby, nie przesłania świata i samych rzeczy coś, co tamtych dotyczy – przeciwnie, uświadamia je sobie wyraźnie, uprzytamnia je sobie tak jak same przez się i dla siebie są w obiektywnym oglądzie; w tym sensie jest rozważny.
Owa rozwaga umożliwia malarzowi oddanie wiernie na płótnie przyrody, jaką ma przed oczami, a poecie pozwala przywołać dokładnie naoczną teraźniejszość za pomocą abstrakcyjnych pojęć, ujmując ją w słowa i w ten sposób wyraźnie uświadamiając, podobnie jak wyrazić słowami wszystko, co inni tylko czują.
Zwierzę żyje w ogóle bez rozwagi. Posiada świadomość, tj. rozpoznaje siebie i to, co dla niego dobre i złe, a ponadto także przedmioty, które je sprawiają. Ale jego poznanie pozostaje zawsze subiektywne, nigdy nie staje się obiektywne; wszystko, co w nim zachodzi, wydaje się mu zrozumiałe samo przez się i dlatego nie może stać się dla niego ani tematem (przedmiotem opisu), ani problemem (przedmiotem medytacji). Świadomość jego jest więc zawsze immanentna. Nie tego samego wprawdzie, ale jednak pokrewnego rodzaju świadomość mają ludzie zwykłego pokroju, albowiem ich spostrzeganie rzeczy i świata pozostaje też w przeważnej mierze subiektywne i w głównej mierze immanentne. Dostrzegają rzeczy na świecie, lecz nie dostrzegają świata; swe własne akty i doznania, lecz nie siebie samych. Kiedy teraz przechodząc przez niezliczone szczeble potęguje się wyrazistość świadomości, zdarza się, że czasem, choć rzadko i znów w bardzo rozmaitym stopniu wyraźnie, przemyka przez głowę jak błyskawica pytanie: "czym jest to wszystko?" lub "jak właściwie z tym jest?" kiedy pierwsze pytanie staje się bardzo wyraźne i stale trwa, pojawia się filozof, kiedy drugie – w podobny sposób pojawia się artysta lub poeta. Tak więc szczytne powołanie obu ma korzenie w rozwadze, którą rodzi przede wszystkim wyraźne uprzytomnienie sobie świata i siebie samego, dzięki czemu zaczynają nad nimi rozmyślać. Cały proces bierze się jednak stąd, że umysł obdarzony przewagą na jakiś czas odrywa się od woli, której pierwotnie służył (Arthur Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie, t. 2). Zasadą jednak jest, że to oderwanie się od bezpośredniego procesu życiowego zachodzi nad wyraz rzadko, a jeśli u kogoś następuje, bywa on traktowany co najmniej z podejrzeniem.  
Także w dziele Krytyka filozofii Kanta tenże autor zaznaczał: Gdy idzie o dzieło wielkiego ducha, znacznie łatwiej wykazać jego usterki i błędy, niż wyłożyć w pełni i wyraźnie jego wartość. Błędy są bowiem czymś jednostkowym i skończonym i dlatego wzrok może je w pełni ogarnąć. Natomiast piętno, jakie geniusz wyciska na swych dziełach, polega na tym właśnie, że ich znakomitości nie można zgłębić ani wyczerpać i dlatego nie starzeją się nigdy jako nauczyciele wielu następujących po sobie wieków. Skończone arcydzieło prawdziwie wielkiego ducha będzie miało zawsze głęboki i gruntowny wpływ na cały rodzaj ludzki do tego stopnia, że nie można przewidzieć, jak dalekich stuleci i krajów sięgnie jego rozjaśniający wpływ. Zawsze tak jest: nie bacząc bowiem na stopień oświecenia i bogactwo epoki, w której ono samo powstało, geniusz jak palma wzniesie się ponad grunt, w którym tkwi korzeniami.
Ale tego rodzaju głębokie, szeroko rozprzestrzenione oddziaływanie nie może nastąpić nagle, gdyż zbyt wielki jest odstęp między geniuszem i zwykłymi ludźmi. Poznanie, jakie on jedyny w ciągu całego życia bezpośrednio z życia i świata uzyskał i przedstawił innym jako już osiągnięte i gotowe, nie może mimo to stać się natychmiast własnością ludzkości, albowiem ma ona mniej siły, by je przyjąć, niż on, by je dać. Nawet po zwycięskiej walce z niegodnymi przeciwnikami, którzy nieśmiertelnemu odmawiają od narodzin prawa do życia i pragną zdusić w zarodku zbawiciela  ludzkości (jak wąż Heraklesa w kołysce), poznanie to przechodzi nieuchronnie przez manowce niezliczonych błędnych interpretacji i wadliwych zastosowań, musi przetrzymać próbę połączenia ze starymi błędami i tak toczy walkę, aż wyrośnie przed nim nowe, nieuprzedzone pokolenie, które stopniowo poznaje już w młodości częściowo treść tego źródła tysiącami bocznych kanałów, stopniowo je sobie przyswaja i w ten sposób uzyskuje udział w dobrodziejstwie, jakie ma spłynąć na ludzkość od owego wielkiego ducha. Tak powoli posuwa się wychowanie rodu ludzkiego, słabego, a zarazem opornego wychowanka geniusza… 
Za życia prawie żaden geniusz nie bywa ani doceniany, ani nawet rozumiany. Duchy naprawdę przewyższające inne i uprzywilejowane, zrodzone od  czasu do czasu dla  oświecenia pozostałych, są takimi "z łaski Bożej" i wobec tego tak się mają do akademii (w której przeważnie zajmują tylko czterdziesty pierwszy fotel  [Akademia Francuska liczy tylko 40 członków]) i do swych illustres confreres jak książęta krwi do licznych i wybranych z tłumu przedstawicieli ludu (Arthur Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie, t. 2). 
* * *
Myślenie należy do największych przyjemności rasy ludzkiej – powiadał Bertold Brecht. Jest to wszelako przyjemność dostępna dalece nie wszystkim. Większość ludzi jest niedojrzała, żyje według zmysłów, jak dzieci, a nie według rozumu. Nie poznają rzeczy inaczej jak tylko powierzchownie i nie dostrzegają dobra, które tkwi w ich przeznaczeniu do właściwego celu, gdyż mają zamknięte oczy rozumu, które zdolne są go dojrzeć. Stąd widzą od razu to, co są w stanie zobaczyć, i oceniają według swego słabego wzroku. 
A jako że wyrabiają sobie zdanie na temat czyjejś sławy poprzez to, co usłyszą, a niedoskonały ów sąd w obecności tej osoby okazuje się nieprawdziwym, ponieważ nie według rozumu, a tylko według zmysłów ocenia, za kłamstwo niemal mają to, co wcześniej słyszeli i pogardzają osobą, którą wcześniej mieli w cenie. Stąd w mniemaniu niemal wszystkich obecność pomniejsza wartość dostojnej osoby. Dlatego człowiek rozumny powinien unikać spoufalania się z prostymi ludźmi, a nawet bezpośredniego stykania się i przebywania z nimi. Jak powiada Hegel, przed lokajem nie ma bohatera.
Również i zawiść bywa przyczyną niewłaściwego osądu, ponieważ nie pozwala rozumowi na właściwy wyrok z powodu zazdroszczonej rzeczy i zmusza do słuchania tylko jednej strony. Stąd gdy zawistnicy widzą sławną osobę, natychmiast budzi się w nich owo zielonookie uczucie, ponieważ obawiają się z powodu świetności tamtego mniej być cenionymi. Owładnięci taką pasją nie tylko źle osądzają, lecz rozsiewając złą sławę skłaniają innych do złych osądów, dlatego obecność przy nich pomniejsza dobro w każdej przedstawionej im osobie. A nawet i zło pomniejsza, gdyż jest wielu takich, którzy, znajdując upodobanie w złych czynach, odczuwają zawiść w stosunku do tego, kto ich w złem przewyższa. 
Człowiek ma wiele wad i nikt nie jest bez skazy (św. Augustyn), a ludzie instynktownie, jak zwierzęta, chętnie nawzajem podpatrują się i cieszą  z dostrzeżonych słabości drugiego. Czasem ktoś jest splamiony namiętnością, której nie potrafi stawiać czoła, innym razem skazą jest zniekształcenie ciała, czasem nieszczęśliwe zrządzenie losu, czasem niesława krewnych lub kogoś bliskiego. Te skazy rzucają cień na blask dobra w człowieku i powodują, że wydaje się ono mniej jasnym i wartościowym. Dlatego właśnie każdy prorok jest mniej cenionym we własnej ojczyźnie. I dlatego też dobry człowiek powinien ukazywać się niewielu, a w zażyłości być z jeszcze mniejszą liczbą osób, aby jego imię było znane, lecz nie lekceważone (Georg Wilhelm Friedrich Hegel). 
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2021

POLITYKA

  • "Jesteśmy braćmi"
  • Na bieżąco

KULTURA

  • Rodzimemu folklorowi wierni

W HOŁDZIE ZMARŁYM

  • "Ojczyzna – to ziemia i groby"
  • Śladami pamięci wileńskiej "Piątki"
  • Zaduszki poetyckie z Bolesławem Leśmianem
  • Nazwiska nieznanych ofiar Zbrodni Ponarskiej

WIARĄ SILNI

  • Błogosławiony ksiądz Henryk Hlebowicz

NA FALI WSPOMNIEŃ

  • OKOP: Geneza powstania
  • Zasłynął złowieszczą sławą

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie