O uczonym nieuctwie

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 26.02.2020

Erazm z Rotterdamu zalecał młodym ludziom, swym studentom: Studes notes et dies! To samo można by zalecić całej ludzkości: aby stale i nieprzerwanie zgłębiała tajemnice ducha i materii, życia i śmierci, konieczności i wolności, prawdy i błędu. Tym zaś wszystkim zajmuje się wyspecjalizowana dziedzina życia ludzkiego, której na imię: nauka. Gdy Arystotelesa zapytano, czym się różnią ludzie wykształceni od nieuków, odparł: Tym, czym żywi od umarłych.

Erazm z Rotterdamu zalecał młodym ludziom, swym studentom: Studes notes et dies! To samo można by zalecić całej ludzkości: aby stale i nieprzerwanie zgłębiała tajemnice ducha i materii, życia i śmierci, konieczności i wolności, prawdy i błędu. Tym zaś wszystkim zajmuje się wyspecjalizowana dziedzina życia ludzkiego, której na imię: nauka. Gdy Arystotelesa zapytano, czym się różnią ludzie wykształceni od nieuków, odparł: Tym, czym żywi od umarłych. 

W starożytnej księdze perskiej Zafer-Nameh (Księga Zwycięstwa) znajdujemy ocenę zbieżną: Jaki pożytek z wiedzy? – Małego czyni wielkim, biednego bogatym, nieznanego sławnym. Pierre Jean de Beranger zaś zauważał: Nieuctwo to niewola, wiedza to wolność. Z kolei Tomasso Campanella był pewny, że bez nauki nawet święty nie potrafi wydawać prawdziwych sądów. A Roger Bacon twierdził: Scientia est potentia. Tantum possumus, quantum scimus. – Wiedza jest potęgą. Tyle potrafimy, ile wiemy. 
Prócz tego badania i teorie naukowe są czymś wysoce estetycznym. Według Alberta Einsteina, w naukowym myśleniu obecny jest zawsze pierwiastek poezji; prawdziwa nauka i prawdziwa muzyka wymagają jednorodnego procesu myślowego. W podobny sposób nieco wcześniej miał się wypowiedzieć Lew Tołstoj: Nauka i sztuka tak ściśle są ze sobą powiązane, jak płuca i serce. Inny zaś klasyk literatury rosyjskiej Konstanty Paustowski stwierdzał: Prawdziwe szczęście – to przede wszystkim los tych, którzy wiedzą, a nie ignorantów. 
"Wiedzą" zaś nie tyle ci, co to obładowali swoją pamięć mnóstwem faktów, jak osła workami, lecz ci, co potrafią samodzielnie myśleć. Wielka uczoność nie daje rozumu (Heraklit z Efezu). A nawet: gdy zostanie zniesiona uczoność, wówczas nie będzie smutku (Tao De Czin). Jak to bowiem ironicznie wyraził Georg Christoph Lichtenberg, niektórym się przydarza, iż tak starannie i gorliwie ostrzą swój umysł, iż ów zupełnie tępieje. I schodzi na bezdroża głupoty. 
Dlatego Tomasz à Kempis w dziele O naśladowaniu Chrystusa wystąpił przeciwko jałowej i zadufanej uczoności: Nigdy nie czytaj po to tylko, aby się wydać uczeńszym i mądrzejszym. Staraj się wykorzeniać swoje wady, bo to więcej ci się przyda niż znajomość najtrudniejszych problemów... Jeśli coś ci się w innych ludziach nie podoba, lepiej odwracać oczy i pozwolić każdemu myśleć swoje niż wdawać się w kłótliwe rozmowy... Gdzież jest człowiek, który strzegłby się zawsze tak przezornie i tak czujnie, że nigdy nie zaplątałby się w nic złego?.. Każdy człowiek jest kłamcą, każdy jest słaby, niestały i chwiejny, a zwłaszcza w słowach, tak że nawet jeśli wydaje się, że w głosie jego brzmi prawda, nie bardzo mu wierzyć należy... Wrogami człowieka są jego bliscy... Ale przede wszystkim – on sam, a dokładniej – jego własna głupota i brak przezorności, które zresztą nie są przez uczoność znoszone. 
Karel Czapek trafnie ongiś zauważył, że jedną z największych plag cywilizacji jest uczony dureń. Rozum nie zastąpi wiedzy ani wiedza rozumu. Prawdziwe wykształcenie łączy w sobie umiejętność twórczego myślenia z rozległą znajomością tych wszystkich zdobyczy, które ludzkość osiągnęła w swym dotychczasowym rozwoju.
* * *
Nauka staje się układem nerwowym naszej epoki – zauważył na początku XX wieku pisarz rosyjski Maksym Gorki. Dziś słowa te jedynie przybrały na aktualności. We are a scientific civilization: that means, a civilization in which knowledge and its integrity are crucial. Science is only a Latin word for knowledge (Jacob Bronowski, The Ascent of Man, Boston – Toronto 1973). 
Nauka jednak nigdy nie była i nigdy nie będzie zbiorem niepodważalnych twierdzeń. Poznanie bowiem to niekończący się proces zbliżania się człowieka do prawdy. W tym procesie nie ma miejsca na pewność, a tym bardziej – na dogmatyzm i zacietrzewienie. Poszczególne nauki zbliżają się powoli do pewnych prawd cząstkowych, ale zapewne nigdy nie dotrą do jakiejś ogólniejszej prawdy ostatecznej. Nigdy nie jest absolutnie pewne, czy dana teoria jest prawdziwa, zawsze bowiem może dojść do odkrycia nowych faktów i prawidłowości, które ją obalą lub ograniczą zasięg jej stosowalności. 
Żądanie zarazem głębi i pewności jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ im głębiej przenikamy w istotę zjawisk, tym dokładniej dostrzegamy względność naszej wiedzy. Im szerszy jest jej krąg, tym więcej ma punktów stycznych z tym, co niewiadome, co leży poza nim. Można by powiedzieć: im więcej wiem, tym bardziej jestem świadom ograniczoności swej wiedzy, tym mniej jestem pewny, z tym większym zrozumieniem i wyrozumiałością traktuję cudze poszukiwania prawdy i poglądy, które przecież – dokładnie tak, jak moje – mają charakter naukowych przypuszczeń, czyli hipotez, mniej lub bardziej zbliżonych do prawdy. 
Stąd też widocznie pochodzi owa skłonność osób prawdziwie mądrych do życzliwego rozumienia cudzych racji i odmienności, a z drugiej strony – tendencja do przypisywania sobie "pełnej wiedzy" u tych "szczęśliwych" osobników, którym zaledwie kilka stereotypowych zdań bez reszty wypełnia ich malutkie kurze móżdżki, dając pyszne uczucie pewnej siebie dumy i potęgi. Człowiek naprawdę rozumiejący skazany jest na wieczne wątpliwości i rozterki, na wewnętrzne rozdwojenie. I tylko on jest zdolny do rozwoju nauki, sztuki, całokształtu życia duchowego. 
Obraz świata zawsze może się zmienić, podobnie jak zawsze może się zmienić nasze pojęcie o nas samych. Każde nowe odkrycie, każda nowa myśl może dać nowe oblicze światu. Fakt ten trzeba mieć na względzie, w przeciwnym razie bowiem nagle znajdziemy się w przestarzałym świecie jako staromodny relikt niższych stopni świadomości. Każdy z nas stanie się z czasem anachronizmem, ale w interesie zachowania żywotności leży to, aby moment ten możliwie najdłużej odsuwać, a to może się nam udać tylko wtedy, kiedy obrazowi świata nie pozwalamy skostnieć, lecz sprawdzamy, czy każda nowa myśl dodaje coś do naszego obrazu świata (Carl Gustav Jung, Rebis, czyli kamień filozofów). 
Często poszukiwania naukowe odbywają się metodą prób i błędów. Wątpliwości bywają pokonywane w procesie wymiany zdań, dyskusji, polemik. Pokonywanie sprzeczności pozwala głębiej zajrzeć w istotę rzeczy, to bowiem, co pozornie sprzeczne, wyraża nieskończoność, w której tkwi istota wszystkiego, co istnieje. Stąd dialogiczny charakter procesu poznania. Słuchać cudzych zdań jest to prawie to samo, co zwiedzać obce kraje i inne epoki (Goethe). 
Krytyka naukowa powinna wszelako opierać się na rzetelnej wiedzy i uczciwej, rzeczowej argumentacji. Zdzisław Kępiński w dziele Mickiewicz hermetyczny pisał o metodzie krytyki literackiej jak następuje: Nauka w sumie swoich analiz powinna dążyć do ogarnięcia w pełni treści tkwiących w strukturze dzieła, zawsze wieloplanowej, nawet w utworach najprostszych. Co więcej, nauka ma prawo i obowiązek brać pod uwagę z jednej strony całość struktury nie tylko tekstu, ale również umysłowości autora, z drugiej zaś – stawiać i rozpatrywać problemy, które w intencjach pisarza w ogóle się nie rysowały, jak choćby odbicie sytuacji społecznych i charakterystyka kąta, pod jakim piszący mimowolnie naświetla rzeczywistość, w jakiej żyje.
Jedną z przeszkód na drodze rozwoju procesu poznawczego stanowi konserwatyzm tradycyjnych ludzkich wyobrażeń, których gorliwi obrońcy zachowują się nieraz bardzo agresywnie. Słusznie zresztą Alfred Louis Kroeber podkreślał w Istocie kultury, że historia kultury wskazuje na przysłowiowy konserwatyzm człowieka, trudność w dokonywaniu wynalazków, niedostrzeganie nowych możliwości i uparte trzymanie się starej rutyny. 
Z drugiej strony czyha jednak inne niebezpieczeństwo, polegające na skłonności do absolutyzacji i fetyszyzacji osiągnięć naukowo-technologicznych. Żyjemy w czasach, kiedy szerokie warstwy ludności, odsunąwszy się od Kościoła, z oczekiwaniem spoglądają ku "umysłowcom", ku ludziom pracującym naukowo na wszechnicach, żądając od nich zbawczego przywództwa w zagadnieniach życia i kultury. Jeśli się jednak bliżej przyjrzymy tym umysłowcom, to się przekonamy, że uczeni dziś mniej niż kiedykolwiek są przygotowani do podobnego kierownictwa. Nigdy jeszcze nie było tak krańcowego, jednostronnego zacieśnienia się, tak zasklepionej specjalizacji. Nawet filozofii, która z tak niegdyś wysokiej instancji starała się życie ujmować i obejmować, grozi dziś rozpadnięcie się na poszczególne i całkowicie odrębne nauki (Friedrich Wilhelm Foerster, Chrześcijaństwo i walka klas). 
Wraz z postępem nauki racjonalność emancypuje się od rozumu, wręcz nawet popada z nim w sprzeczność. Nie powinno się więc ubóstwiać nauki i techniki, mogą one bowiem być wykorzystywane zarówno w dobrych, jak i w złych celach. Hiroszima i Nagasaki ukazały to w całej potworności, ale przecież i inne "wyczyny" najbardziej rozwiniętych pod względem technologicznym krajów. Wysokie technologie bez etycznej refleksji prowadzą do zbrodni i zniszczenia.
Refleksyjność nowoczesności nie jest tym samym co właściwa wszelkiej ludzkiej aktywności refleksyjna kontrola działania. Refleksyjność nowoczesności oznacza, że większa część społecznej aktywności i materialnego stosunku do przyrody jest systematycznie poddawana rewizji ze względu na nowo zdobyte wiadomości lub nabytą wiedzę. Wiedza nie jest przy tym czymś ubocznym lub przypadkowym, ale stanowi strukturalny element nowoczesnych instytucji, co daje obraz nader złożony, zważywszy na to, na ile sposobów można w warunkach nowoczesności poddawać refleksji refleksyjność. (...) Nauki społeczne nie tylko "gromadzą wiedzę", jak mogą to czynić nauki przyrodnicze, ale odgrywają kluczową rolę w procesie refleksyjności nowoczesności.
Jak się okazuje, zarówno w przypadku nauk społecznych jak i przyrodniczych, refleksyjność nowoczesności zawodzi oczekiwania myśli Oświecenia – chociaż sama jest tej myśli wytworem. Ojcowie nowoczesnej nauki i filozofii wierzyli, że tworzą bezpieczne podstawy pewnej wiedzy o świecie społecznym i naturalnym. Twierdzenia rozumu miały przezwyciężyć tradycyjne dogmaty i zastąpić zwyczajowe ustalenia gwarancją prawdy. Tymczasem refleksyjność nowoczesności praktycznie podważa te gwarancje, nawet w obrębie samego rdzenia nauk przyrodniczych. Nauka nie opiera się na indukcyjnej akumulacji dowodów, ale na metodologicznej zasadzie wątpienia. Każda doktryna naukowa, bez względu na to, jak byłaby hołubiona i zakorzeniona, jest otwarta na rewizję – i może zostać w całości odrzucona – w obliczu nowych idei i odkryć. Ten integralny związek nowoczesności z radykalnym wątpieniem jest kwestią, która, raz wypowiedziana, nie tylko burzy spokój filozofów, ale staje się źródłem niepokoju egzystencjalnego zwykłych ludzi (Anthony Giddens, Nowoczesność i tożsamość). Wypada więc unikać krańcowych ocen co do możliwości i wartości postępu naukowo-technicznego. Prawdziwa wiedza polega na tym, abyśmy wiedzieli, żeśmy wiemy to, co wiemy, i nie wiemy tego, czego nie wiemy. 
* * *
Michel de Montaigne pisał: Nie ma dążenia bardziej naturalnego niż dążenie do wiedzy. Chwytamy się każdego sposobu, aby ją osiągnąć. Niekiedy impuls do poznawania znajduje źródło teleologiczne w użyteczności i merkantylizmie, ale często też w zwykłej, szlachetnej, bezinteresownej chęci docieczenia prawdy o przyrodzie i świecie. 
Maksym Gorki nader trafnie twierdził, iż trzy osoby wznoszą gmach kultury: naukowiec, artysta i robotnik. Naukowe rozumienie przyrody nie jest cykliczne ani przypadkowe. Ludzkość nigdy nie powraca do tej samej ignorancji, podobnie też wyniki nauk przyrodniczych nie zależą od zwykłych kaprysów. Ludzie mogą uprawiać te lub inne nauki lub dowolnie wykorzystywać ich osiągnięcia, ale żadna władza dyktatorska czy parlamentarna nie zdoła zmienić praw natury, nawet gdyby miała na to wielką ochotę (Francis Fukuyama, Koniec historii). 
Władze polityczne i duchowne jednak bardzo chętnie nadużywają osiągnięć nauki i dążą do postawienia jej sobie na usługi, usiłując też narzucić jej te czy inne ograniczenia pod pretekstem takiej czy innej poprawności. Oto jeden z wielkich dyktatorów XX wieku pisał: I na naukę państwo narodowe powinno patrzeć jako na środek pomocniczy do wzmożenia dumy narodowej. Nie tylko historia powszechna, lecz cała historia kultury powinny być nauczane z tego punktu widzenia. Wynalazca musi nie tylko ukazać się wielki jako wynalazca, ale jeszcze większy jako rodak (Adolf Hitler, Mein Kampf). Ale czy takie podejście nie prowadzi do animozji, do nienawiści, do segregacji rasowej, do fragmentyzacji globalnego procesu poznawczego i do rozbicia międzynarodowej wspólnoty ludzi światłych, mądrych i kulturalnych? Że przypomnimy tu słowa Antoniego Czechowa: Narodowej nauki nie ma, tak jak nie ma narodowej tabliczki mnożenia. Praca naukowa powinna zatem przekraczać te czy inne ograniczenia etniczne, historyczne, geograficzne, ideologiczne. 
Louis Victor de Broglie, wybitny fizyk, noblista, zauważał: Historia nauki wykazuje, że postęp nauki stale był pętany przez tyraniczne wpływy określonych koncepcji, gdy je zaczynano traktować jako dogmaty. Z tego powodu konieczne jest okresowe poddawanie głębokiemu badaniu zasad, które zaczęto przyjmować bez dyskusji. Z kolei Emile Durkheim w Zasadach metody socjologicznej podkreślał: Jeżeli istnieje nauka o społeczeństwach, trzeba nastawić się na to, iż nie polega ona na parafrazie tradycyjnych przesądów, lecz ukazuje nam rzeczy inaczej niż potoczna obserwacja. Celem wszelkiej nauki są bowiem odkrycia, a każde odkrycie podważa mniej lub bardziej opinie zastane... Badacz musi bronić swego punktu widzenia, nie lękając się rezultatów swych badań. 
Jakikolwiek bowiem stan ograniczenia swobodnej wypowiedzi uczonego jest stanem konfliktowym i dyskryminacyjnym w stosunku do nauki jako takiej. Pracownik naukowy bez wolności słowa staje się albo urzędnikiem, albo graczem, albo konspiratorem (Stanisław Ossowski). Dzieje nauki wykazują zresztą, że tak też nieraz bywało, z ogromną szkodą dla ludzkości. Toteż Fryderyk Joliot-Curie zanotował: Nauki trzeba bronić. Oryginalnego odkrycia nie sposób dokonać, będąc zakutym w łańcuchy. Gdzie nie ma wolności, tam nie ma prawdy, a gdzie nie ma prawdy, tam nie ma wolności. Tam, gdzie nie ma prawdziwej nauki, niemożliwa jest prawdziwa wolność człowieka (Janagida). Dlatego naukowcy często popadają w sytuacje konfliktowe z mocarzami tego świata, z władzą polityczną, z prasą, z bogaczami, z bonzami religijnymi. Nie przypadkiem jeszcze przed 2700 laty Pitagoras zalecał: Bądź przyjacielem prawdy aż do męczeństwa, lecz nie bądź jej obrońcą aż do nietolerancji. 
Także Arthur Schopenhauer w przedmowie do rozprawy Świat jako wola i przedstawienie (1844) czuł się zmuszony do skreślenia następujących zdań: Nie współczesnym, nie rodakom – ludzkości przekazuję me ukończone dzieło w przekonaniu, że będzie dla niej nie bez wartości, nawet gdyby wartość tę późno dopiero miała poznać, a taki los spotyka zazwyczaj wszystko, co dobre. Albowiem tylko dla ludzkości, a nie dla przemijającego, zajętego swym doraźnym szaleństwem pokolenia, umysł mój mógł, niemal wbrew mojej woli, przez całe długie życie nieustannie oddawać się swojej pracy. 
Istotnie, cały nakład pierwszego wydania tego szczególnego dzieła – z wyjątkiem kilku kompletów – poszedł na przemiał jako makulatura, a genialny myśliciel nie był przez "uczone Niemcy" zatrudniany choćby na posadzie nauczyciela szkoły podstawowej, nie mówiąc o uniwersyteckiej katedrze; żył z renty pozostałej po ojcu, i dopiero niezadługo przed śmiercią, gdy miał już 69 lat, przyszło do niego jakie takie uznanie ze strony "publiczności czytającej". 
Dziś jego myśl jest studiowana na wydziałach filozofii wszystkich uniwersytetów świata. Za życia jednak był wyśmiewany i atakowany nie tylko przez tak znakomitych filozofów, jak Hegel, ale i przez ciżbę agresywnych i głupich dziennikarzy. 
Michel de Montaigne nie bez racji zauważał, iż niemożliwe jest prowadzenie uczciwego i szczerego sporu z durniem... Oto dlaczego Platon w swoim państwie pozbawiał prawa do dyskusji osobników o nierozwiniętym i zwichniętym umyśle... Głupcy są niewzruszeni w swej pewności... Dla pomyślnej egzystencji uczoność wcale nie jest potrzebna. Dlatego głupcy zawsze są szczęśliwi, uśmiechnięci, a nawet roześmiani. Oraz pewni swego wielkiego rozumu i racji. Jak napisał Menander: Kto nic nie wie, nie ma też w czym błądzić. Kto nic nie wie, o niczym nie wątpi... Jest po prostu wspaniały – we własnym mniemaniu!
* * *
Nie ma bodaj eroiki bardziej wzniosłej niż eroika twórczej, ofiarnej, prometejskiej pracy naukowej. Naukowe sumienie nie pozwala mi głosić rzeczy, których nie można dowieść lub przynajmniej uczynić prawdopodobnymi. Żadne twierdzenie nie spowodowało jeszcze, żeby zaistniało coś, czego dotyczy. "Co On mówi, to się staje" powiada Pismo Święte, ale taka zdolność jest wyłącznie prerogatywą Boga (Carl Gustav Jung). Nauka nie uznaje żadnego podziału, wymaga, aby dany człowiek poświęcił jej całe swe istnienie, całą inteligencję, całą pracę. Dopiero wówczas wychodzi się ze stanu ciemnoty i zdobywa jasność widzenia i pojmowania świata. Ale ceną, jaką się płaci w życiu za wielki sukces (za sukces nie tylko w nauce, ale we wszystkim) – jest życie. 
Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletności, w którą popadł z własnej woli. Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa. Sapere aude! – Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem – tak oto brzmi hasło Oświecenia (Immanuel Kant). Wbrew pozorom nie jest to nakaz ani łatwy do realizacji, ani bezpieczny. 
Każdy bowiem myślący i mądry człowiek jest otoczony przez mrowie durniów i zawistników. Jest to bardzo smutne, że rozum ludzki ma swe granice, lecz głupota ludzka jest bezgraniczna (Aleksander Dumas). A na jednego człowieka obdarzonego rozumem przypada rzesza debili z nieuleczalnym wodogłowiem, zresztą posiadających częstokroć tytuły doktorskie i profesorskie. Ich plebejska wyniosłość, pycha i pewność siebie są zabójcze dla procesu poznawczego. Jednak, co znamienne, to okoliczność, iż prawdziwi uczeni są, mimo wszelkie przeciwieństwa losu, szczęśliwi swą świadomością misji, przynależności do wielkiej ogólnoludzkiej wspólnoty, zajętej poszukiwaniem prawdy. 
To swych ograniczonych adwersarzy uważają oni za naprawdę nieszczęsnych. Jak powiedział Louis Pasteur, nieszczęśliwi są ci, którym wszystko jest jasne. I choć Baruch Spinoza dawno już dowiódł, iż ignorantia non est argumentum, podstawowym argumentem, którym szermują dyplomowani ignoranci, jest właśnie ich niewiedza. 
Z tymi też szkodnikami od nauki często się ścierają prawdziwi uczeni. Nieraz jednak to właśnie osamotniona mądrość przegrywa starcie ze zmasowaną głupotą. Nikogo toteż nie powinien zaskakiwać widok klepiącego biedę geniusza, żyjącego i umierającego w nędzy i zapomnieniu, jak też widok cieszącej się mirem i opływającej we wszelkie dobra materialne utytułowanej miernoty. Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że bywa i inaczej, ale to tylko rzadkie wyjątki z reguły. Choć Berthelot ongiś powiedział, że jedynym bogactwem uczonego powinno być posiadanie prawdy, to przecież np. Boyle, Laplace czy Lavoisier byli bogaczami również jeśli idzie o pieniądze. 
Z reguły pracowników nauki cechuje daleko posunięty brak praktycyzmu: ich wzrok jest skierowany ku gwiazdom, dlatego nie zauważają dołków, kopanych pod nimi przez przyjaciół i wrogów, sąsiadów i kolegów, przez krewnych i bliskich. Uczonymi są przeważnie osoby, prowadzące po większej części życie intelektualne, filozoficzne, toteż są to zwykle opanowane, wnikliwe, panujące nad ewentualnymi wielkimi sprzecznościami i namiętnościami, jakie wstrząsają życiem ludzi pospolitych. 
Choć przecież dynamika ich procesów psychicznych jest tytaniczna. Ale zbyt bliskie zetknięcie się z przyziemnym procesem życiowym przeszkadzałoby uczonemu w pracy zawodowej. Równowaga umysłu jest mu konieczna do pracy naukowej i stanowi powód, dla którego w zasadniczych kwestiach życia praktycznego nie może być uważany za kompetentnego. Można być pierwszorzędnym uczonym i filozofem, a jednak w kwestiach życia pozostawać do końca dzieckiem (Friedrich Wilhelm Foerster). 
Z drugiej strony, jak to zauważył filozof, człowiek oddany poznaniu winien nie tylko kochać swych wrogów, lecz i umieć nienawidzić swych przyjaciół. Źle się wywdzięcza mistrzowi, kto zawsze tylko jego uczniem zostaje... Powinien on iść dalej, sięgnąć wyżej, wbrew dokuczliwości wrogów i zawiści przyjaciół. Ale też zawsze zachowywać szlachetne serce i życzliwość do ludzi. Tym bardziej, że uprawianie dowolnej gałęzi wiedzy ogromnie stymuluje rozwój osobowości jako całości. Kto naprawdę opanował jakąś dziedzinę wiedzy i przeprowadził płodne naukowe badania, ten szybko ogarnia istotę dowolnej dyscypliny – zaznacza Karl Jaspers. Ten zaś uniwersalizm umysłu naukowego prawie zawsze jest nacechowany humanitaryzmem. Johann Wolfgang Goethe stwierdzał: Miłość prawdy przejawia się w tym, że wszędzie potrafimy znaleźć i docenić dobro. 
* * *
Uprawianie nauki jest dla ludzi intelektu swego rodzaju rozrywką. Fiedrich Nietzsche wyznawał: Nie znam innego sposobu obcowania z wielkimi zadaniami, jak zabawę. Stąd też skłonność wszystkich wielkich umysłów do bawienia się wieloma zabawkami, do uprawiania nie jednej tylko, lecz wielu dziedzin naukowych. Tomazzo Campanella zanotował: Kto zajmuje się tylko jedną jakąś nauką, ani jej, ani innych nie zna należycie; kto wykazuje zdolności tylko w jednej dziedzinie wiedzy, zaczerpniętej z ksiąg, pleśnieje w nieuctwie. 
W dziejach kultury powszechnej często się spotyka wielkich mężów nauki z nie lada fanatyzmem oddających się swemu przeznaczeniu. Istnieją entuzjaści nauki, lecz ma ona i swych fanatyków (Gujot). Jest to jednak bodaj jedyna odmiana fanatyzmu, która budzi szacunek i sympatię. Mimo to właściwa wiedza naukowa to wiedza krytyczna i samokrytyczna, świadoma swych granic (Karl Jaspers). I dlatego skłonna jest raczej do tolerancji i intelektualnej wyrozumiałości niż do tępego zacietrzewienia.
* * *
W sferze tak zwanej nauki zorganizowanej można zaobserwować szereg anomalii, jak np. przenikanie do jej struktur rozmaitych sprytnych miernot, które nie tylko same nie wnoszą nic do rozwoju badań, ale i uniemożliwiają, lub co najmniej utrudniają, twórczy wysiłek kolegów. Na jeszcze inne schorzenie wskazywał w XIX wieku Friedrich Nietzsche, który dość przenikliwie i okrutnie – jak zawsze – pisał: Jest dziś wiedza schówkiem dla wszelkiego rodzaju zniechęcenia, niewiary, podjadków toczących, despektu swego, nieczystego sumienia, jest niepokojem braku ideału, cierpieniem z powodu braku wielkiej miłości, niezadowoleniem z powodu niedobrowolnego poprzestania na małym. Och, czegoż nie kryje dziś pod swym płaszczem wiedza!... Dzielność naszych najlepszych uczonych, ich pilność bez opamiętania, ich dniem i nocą dymiące głowy, samo ich rzemieślnicze mistrzostwo – jakże często właściwym tego wszystkiego sensem jest, by czegoś nie wiedzieć! Nauka jako środek ogłuszenia się... 
Źle też jest, gdy uprawianie nauki staje się po prostu rzemiosłem a nie powołaniem; wszystko wówczas w jej obrębie karłowacieje: Das Schlimmste aber sind die kleinen Gedanken. Wahrlich, besser noch bös getan, als klein gedacht (Friedrich Nietzsche). – Czymś najgorszym są małe myśli. Zaiste, lepiej by było coś złego uczynić, niż coś małego pomyśleć. 
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 3/2020

PAMIĘCIĄ PRZYZYWANI

  • Honory – po latach zniewagi

POLITYKA

  • Na bieżąco

OŚWIATA

  • Deklaracja ma być realizowana

CZŁOWIEK – CZŁOWIEKOWI 

  • W Wilnie otwarto dziecięce hospicjum

NASZA WIARA

  • Jan Paweł II i krzyż

Z NAKAZU TRADYCJI

  • Kiermasz Kaziukowy w Wilnie-2020

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

  • Krótkie szczęście małżeństwa Sierakowskich

MUZYKA

  • "Sercem Polak, a talentem – świata Obywatel"
  • Nie miał w Polsce równych

POD ZNAKIEM HISTORII

  • Powtórna okupacja bolszewicka
  • Byłem tam po 53 latach
  • Polski obóz w Pahiatua

NA ZEW GÓR

  • Mount Everest zdobyty zimą!
  • Wielka przygoda i wyzwanie

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie