O wyśmiewaniu

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 18.01.2021

Czymś nagminnym w świecie ludzi jest mówienie źle o sobie nawzajem. Jak zauważył Stanisław Jerzy Lec: I świnie chrząkają czasem urągliwie pod adresem pasterza: "świniopas!". Chęć dopieczenia innemu jest przy tym tak przemożna, iż ludzkie świnie postępują tak nawet wiedząc, że niebawem każda obmowa zostanie doniesiona osobie oczernianej i będzie się miało o jednego wroga więcej.

Co prawda, osobnicy cwani i perfidni nieraz postępują inaczej – tak, aby uchodzić za prawych i rozumnych. Według bowiem słów Jeane’a de La Bruyere’a: Mówi się o kimś dobrze z dwóch powodów: po pierwsze, by to do niego doszło, po drugie, by tak samo mówił o nas. A jednak. Gdy osobie przewrotnej wydaje się, że jest bezpieczna, bez zastanowienia pokazuje swą prawdziwą twarz i oczernia wszystkich i wszystko na prawo i na lewo. Człowiek lubi się śmiać. Z innych (S. J. Lec). 

Jest jakaś potworność w tym zamiłowaniu i łatwości, z jaką drwimy, potępiamy lub pogardzamy innymi, gdy zważymy, jak równocześnie nienawidzimy tych, którzy drwią, potępiają lub gardzą nami (La Bruyere, Charaktery). Jest to powszechna i od tysięcy lat znana prawidłowość psychologiczna. Swego worka nie widzimy, a podpatrujemy cudzy węzełek – powiadał Persjusz. 
Właśnie ze względu na swą powszechność, jak też toksyczność, obmowy i wyśmiewania nie powinno się bagatelizować i udawać, że nic się nie dzieje. Oszczercę wypada traktować z otwartą, a nawet ostentacyjną pogardą, skoro już na pewno wiemy, że nim jest. Także ustawodawca nie powinien pomijać uwagą tego schorzenia społecznego. 
Nie wolno – pisał w Rozważaniach Niccolo Machiavelli – zaniedbać żadnego środka, który pozwala na skuteczną z oszczerstwem walkę. Najlepszym środkiem jest tu ułatwienie wnoszenia oskarżeń, bo o ile oskarżenia przynoszą korzyść republikanom, o tyle oszczerstwa im szkodzą. Różnica pomiędzy pierwszymi a drugimi polega zaś na tym, że do oszczerstwa nie są potrzebni ani świadkowie, ani żadne namacalne dowody, tak iż każdy może szkalować każdego; nie każdego natomiast można oskarżyć, bo oskarżenie opierać się musi na prawdopodobnych i udokumentowanych przesłankach. Oskarżenia dokonuje się wobec sędziów, wobec ludu, wobec zgromadzeń; oszczerstwa szerzy się na placach i pod portykami. Im mniej w państwie oskarżeń i im trudniej ich dokonywać, tym bujniej kwitnie tam oszczerstwo.
Dlatego też prawodawcy winni zapewnić każdemu obywatelowi możność oskarżania innych bez żadnej dla siebie obawy. Bacząc na ścisłe przestrzeganie tej zasady, winni ponadto prawodawcy surowo karać oszczerców; ci ostatni nie będą wtedy mieli powodów do żalu, bo mogli przecież publicznie oskarżyć tych, których woleli po kryjomu oczernić. Zaniedbania w tej dziedzinie pociągają za sobą zawsze wielkie nieporządki w państwie, oszczerstwa bowiem drażnią tylko ludzi i nie mają żadnego dodatniego wpływu na ich postępowanie, zaś rozjątrzeni ludzie myślą o zemście, a wymierzone przeciwko nim potwarze napawają ich nie tyle obawą, co nienawiścią... Rzymianie dowiedli, jak należy traktować oszczerców. Trzeba najpierw zamienić ich w oskarżycieli, a jeśli oskarżenia okażą się prawdziwe, należy ich nagrodzić lub przynajmniej nie karać; jeśli jednak okażą się fałszywe, należy ich ukarać... 
Sprawa znana, że oszczerstwa najczęściej są przybierane w szaty drwin i wyśmiewania. A skłonność do tego zła mają przeważnie indywidua karzełkowate, mało wartościowe, usiłujące się wywyższyć przez perfidne poniżanie innych. W molierowskim Tartufe czytamy:
Zwykle, kto sam jest w świecie celem pośmiewiska,
Ten na dobrą cześć drugich najłatwiej się ciska;
Tacy wszędzie wglądają i póty się biedzą,
Aż pozór złudny jakiejś skłonności wyśledzą,
Wydmuchają ją w bajkę i z całą rozkoszą
Ubrawszy po swojemu po świecie obnoszą.
Szerząc o czynach drugich zmyślone gawędy
W oczach świata złagodzić pragną swoje błędy
I zręcznie je przybrawszy kształtem podobieństwa,
Niewinnością zabarwić własne bezeceństwa
Lub na innych przerzucić obłudnym zapałem
Część hańby, która dotąd była ich udziałem. 
Słusznie tedy i Vilfredo Pareto zauważał, iż ośmieszanie jest bronią, która często, choć nie zawsze, okazuje się skuteczna, jeśli chodzi o osłabienie rezydiów trwałości agregatów. Jeśli śmiać się z rzeczy najbardziej mądrych i dobrych, a nawet świętych, ludziom o słabym rozumie i charakterze będzie się natychmiast wydawało, że muszą się tych rzeczy wstydzić i jak najrychlej wyzbywać. Może tu chodzić zarówno o części ubioru, fryzurę, jak też o przekonania religijne czy filozoficzne, o stereotypy zachowań, a nawet o instytucje państwowe czy społeczne. 
Dlatego poważna polityka socjalna może polegać także na tym, by wymuszać należny szacunek w stosunku do określonych wartości duchowych, etycznych, politycznych, konfesjonalnych. Na ogół użycie siły po to, by zabronić wyśmiewania pewnych przejawów, jest znacznie skuteczniejsze niż zastosowanie siły, aby je narzucić. Istnieje tu jednak niebezpieczeństwo tego, że uczucia tłumione publicznie mogą – właśnie dlatego, że są tłumione – się wzmacniać i przemieszczać do sfery prywatnej, stając się częścią świata wewnętrznego obywateli. 
*  *  *
Szkodliwość oszczerczego wyśmiewania wynika nie z jego prawdziwości, lecz z okoliczności, iż przeważnie bierzemy je zbyt blisko do serca, przejmujemy się nim, ponieważ zależy nam na dobrej opinii. Emil Cioran w dziele Historia i utopia snuje na ten temat wielce interesujące rozważania: W naszych działaniach uzależnieni jesteśmy od opinii bliźnich; prosimy, żebrzemy o ich hołdy, bez litości tępimy tych spośród nich, którzy wydają o nas sąd niejednoznaczny czy nawet sprawiedliwy, i gdybyśmy tylko mieli odpowiednie środki, zmuszalibyśmy ich do sądów przesadnych, śmiesznych, niewspółmiernych do naszych osiągnięć czy zdolności. Skoro pochwała wyrażona sprowadza się do krzywdy, obiektywizm do rzuconego nam wyzwania, zastrzeżenie do zniewagi, na co czeka wszechświat, nie wijąc się u naszych stóp? Tym, czego poszukujemy, o co żebrzemy w spojrzeniu innych, jest służalcza mina, nie skrywane upodobanie do naszych gestów i elukubracji, wyznanie żarliwości bez skrytych myśli, ekstaza wobec naszej nicości. Pochlebca, ten paskarski moralista, ten psycholog podszyty pasożytem, zna naszą słabość i bezwstydnie ją wykorzystuje. Nasz upadek jest tak wielki, że bez rumieńców na twarzy przyjmujemy wyrachowane i – o czym wiemy – fałszywe okrzyki podziwu, bowiem nad oskarżające milczenie przedkładamy skwapliwie kłamstwo. Wmieszane w naszą fizjologię, w nasze trzewia, pochlebstwo wpływa na nasze gruczoły, łączy się z naszymi wydzielinami i je pobudza, dotyka też naszych najpodlejszych, zatem najgłębszych i najbardziej naturalnych uczuć, budzi w nas euforię niskiego rzędu, którą obserwujemy w oszołomieniu; równie oszołomieni wpatrujemy się w skutki naszego potępienia, jeszcze bardziej dojmujące, gdyż sięgające samych podstaw naszego istnienia i nimi wstrząsające. Zważywszy, że nikt nie targa się na nie bezkarnie, odgryzamy się, uderzając bezzwłocznie bądź wytwarzając żółć, co równa się ripoście dojrzałej. Aby w ogóle nie reagować, należałoby przeżyć metamorfozę, całkowitą przemianę nie tylko naszych skłonności, lecz wręcz naszych narządów. A że do operacji takiej jeszcze daleko, poddajemy się łaskawie pochlebczym zabiegom i bezwzględnym rządom urazy... Umiejętność wyrzeczenia tworzy jedyne kryterium postępu duchowego: nie wtedy, gdy rzeczy nas opuszczają, lecz wtedy, gdy my je opuszczamy, osiągamy wewnętrzne obnażenie, stan skrajny, w którym nie łączymy się już ze światem ani sami z sobą, w którym zwycięstwem jest dymisja, pogodne wyznanie niekompetencji, bez żalu i zwłaszcza bez melancholii; albowiem melancholia, jakkolwiek dyskretne i ulotne jest jej oblicze, wywodzi się wciąż z resentymentu: jest rozmarzeniem przyprawionym cierpkością, jest zazdrością w przebraniu tęsknoty, zwiewną urazą. Tak długo, jak w niej tkwimy, nie wyrzekamy się niczego, grzęźniemy w "ja" i nie wyzwalamy się od innych, o których myślimy tym usilniej, że nie umieliśmy wywłaszczyć się z siebie. W tej samej chwili, w której przyrzekamy sobie poskromić zemstę, czujemy mocniej niż zwykle, jak niecierpliwi się i szykuje do ataku. Obelgi "odpuszczone" domagają się nagle zadośćuczynienia, wkradają się w nasze bezsenne noce i jeszcze bardziej w nasze sny, zamieniają się w koszmary, osuwają się tak głęboko w nasze otchłanie, że ścielą ich dno. Jeśli tak jest, po cóż odgrywać farsę szlachetnych uczuć, stawiać na metafizyczną przygodę lub liczyć na odkupienie? Mścić się, choćby w myślach, to stawać nieuchronnie po tej stronie absolutu. Bo też chodzi o absolut! Nie tylko wyzwiska "zapomniane" lub znoszone w milczeniu, lecz te także, którym stawiliśmy czoła, trawią nas, nagabują, prześladują aż po kres naszych dni, i ta obsesja, która w naszych własnych oczach powinna odsądzić nas od czci, schlebia nam i wzmaga naszą wojowniczość. Nigdy nie wybaczymy żywym najmniejszej nawet zniewagi, słowa czy spojrzenia zabarwionego jakąś rezerwą. I nieprawdą jest, że wybaczymy im po śmierci. Widok trupów uspokaja nas niewątpliwie i zmusza do wyrozumiałości; gdy jednak obraz ten się zaciera, a w naszej pamięci żywa twarz zwycięża twarz zmarłego i ją zastępuje, nasze dawne urazy powracają i panoszą się w najlepsze wraz z całą zgrają wstydów i poniżeń, które przetrwają tak długo, jak trwać będziemy my, i których wspomnienie byłoby wieczne, gdyby pisana nam była nieśmiertelność...
Im bardziej rozwodzimy się nad naszymi ranami, tym bardziej zdają się nam związane z naszą niewolniczą kondycją. Maksimum obojętności, które możemy osiągnąć, byłaby postawa w równej mierze odległa od zemsty co od wybaczenia, pośrednia między gniewem a szlachetnością w równym stopniu bezwolnymi i pustymi, gdyż znoszącymi siebie nawzajem. Ale nigdy nie uda nam się oczyścić człowieka, nawet gdybyśmy mieli ze wstrętu do siebie samych zrezygnować na zawsze z zajmowania jakiegokolwiek miejsca w hierarchii bytów... 
*  *  *
Bijatyki i okrucieństwa, oszustwa i oszczerstwa, agresja i morderstwa są często reakcjami na poniżenie cechujące ludzi, którzy stracili wiarę, iż potrafią w danym społeczeństwie na drodze przyzwoitego postępowania zdobyć znaczenie i osiągnąć sukces. Żadne karanie nie da w tej sytuacji dobrych owoców. Nie kary, lecz naturalne przykre skutki złych uczynków najskuteczniej odstraszają od wykroczeń. Kara zaś nie wywiera często dodatniego wpływu, lecz przeciwnie, działa ujemnie, ponieważ poniża, przygniata, onieśmiela, zniechęca do podejmowania prób poprawy, nastraja wrogo w stosunku do osób wymierzających sprawiedliwość, budzi pragnienie zemsty, jak każda obraza godności. 
Kara – jeśli nawet jest to "tylko" wyśmiewanie – pozbawia np. dziecko wiary we własne siły i wartość, spycha je na poziom apatycznej przeciętności. Ludzie wstydzą się nie tych obelg, których są sprawcami, lecz tych, których doznają. Przeto, żeby doprowadzić obrażających do wstydu, nie ma innej drogi, jak odpłacać im pięknym za nadobne... Bojaźliwi nie mają mniej miłości własnej od bezczelnych, raczej więcej, albo powiedzmy: wrażliwszą. Toteż boją się i wystrzegają, żeby nie obrazić innych, nie z powodu szacunku, który by dla nich odczuwali w większym stopniu, lecz pragnąc uniknąć obrazy, pomni dotkliwej boleści, którą im sprawia każda obraza (Giacomo Leopardi). 
Nie ignorując przeto lekkomyślnie oszczerstw kierowanych przeciwko nam, powinniśmy jednak spostrzegać je we właściwej perspektywie i spokojnie gardzić zarówno nimi, jak i ich nosicielami. Nic nie jest u swych źródeł żałośniejsze i w następstwach wstrętniejsze niż lęk przed ośmieszeniem się (Friedrich Schlegel). Kleant w komedii Moliera Tartufe powiada:
Tak jak nie znam na świecie podnioślejszej rzeczy
Od cnoty, wyższe cele mającej na pieczy,
Tak znów nic mnie nie mierzi bardziej na tej ziemi
Niż fałsz, co się pozory barwi nabożnemi,
Niż owi obłudnicy, nędzne szarlatany,
Którzy podłych grymasów dewocji udanej
Używają bezkarnie, by ciągnąc korzyści 
Z tego, co ludzie w sercu swym wielbią najczyściej.
To, co dla wszystkich świętym być winno i wzniosłem,
Oni czynią niegodnie towarem, rzemiosłem
I losu pragną zyskać korzystną odmianę
Przez obłudne wzdychanie i posty udane;
Ci ludzie, mówię, którzy w tym niecnym igrzysku
Dążą przez drogę niebios do własnego zysku,
Co wśród modłów o pensje umią żebrać dzielnie,
Wisząc przy dworze sławią odludną pustelnię,
Co pod nabożnym płaszczem kryją zwykłe wady,
Swą zawiść, niedowiarstwo, swoje fałsze, zdrady
I gdy chcą kogoś zgubić, osłonią, gdy trzeba,
Swoją własną nienawiść interesem nieba;
Tym groźniejsi w mściwości swej nieubłaganej,
Że tak szacowną bronią zadają swe rany,
I każda zbrodnia snadnie może ujść im płazem,
Gdy bliźnich poświęconym mordują żelazem.
(...)
Przeciw potwarzy nie masz na świecie obrony,
Pozwólmy więc rozprawiać ludziom na wsze strony
I bez względu, jak życie nasze sądzą inni,
Nam niech starczy, że w sercu jesteśmy niewinni. 
Istotnie, najpodlejsze są oszczerstwa i pomówienia miotane w imieniu Boga przez kanalie udające świętych. To oni obok starzejących się rozpustnic są bardzo ostrymi krytykami cudzych wad i słabości. Na to także zwrócił uwagę Molier:
Lecz wszak to wiek w tej damie zbudził tchnienie boże
I żyje cnotą, odkąd już grzeszyć nie może.
Dopóki mogła w sercach rozniecać płomienie,
Korzystała z swych wdzięków dość nieustraszenie;
Dziś widząc, że jej pokus daremna jest praca,
Gardzi światem, co sam się już od niej odwraca,
I płaszczem cnoty, wszelkim uciechom okrutnej,
Osłania zwiędłych wdzięków upadek zbyt smutny.
To u naszych zalotniś jest koniec nierzadki;
W miarę jak wielbiciele pakują manatki,
Aby nie nazwać rzeczy swym właściwym mianem,
Chronią się za surowych zasad parawanem;
Stąd też sąd każdej takiej zawziętej dewotki
Skwapliwie chwyta wszystkie najniecniejsze plotki.
I wkoło siebie z grzechów świat skwapliwie czyści,
Nie z miłości bliźniego, lecz z prostej zawiści,
Co nie zniesie, by innych nęciła zabawa,
Do której same z wiekiem straciły już prawa. 

*  *  *
Nie tylko w życiu prywatnym, ale też w stosunkach makrospołecznych krzewienie złośliwych i ośmieszających dezinformacji odgrywa znaczącą rolę. Skłonność do plotkarstwa i intryg jest np. plagą wielu zespołów pracy. Plotkarz z satysfakcją podaje w obieg zasłyszane lub zmyślone przez siebie wiadomości; szczególnie wtedy, gdy przedstawiają one innych w ujemnym, poniżającym lub ośmieszającym świetle. Nie obchodzi go prawda, nie ma czasu na jej szukanie. Cieszą go sensacyjne informacje o kolegach, sąsiadach, przełożonych – godzinami nimi się delektuje, oblizuje cmokając z zadowolenia. 
Plotkarz nie uznaje dyskrecji ani służbowej, ani towarzyskiej, ani nawet rodzinnej. Cham z satysfakcją wdziera się do najbardziej intymnych sfer życia innych ludzi, nie wie, co to jest poszanowanie ludzkiej prywatności i prawa do jej posiadania. Jest wręcz spalany przez bezinteresowną zawiść i żądzę szkodzenia innym przez ich ośmieszanie. 
Jeżeli ktoś zostanie awansowany, kupi komfortowy lokal mieszkalny lub elegancki garnitur, albo – co nie daj Boże! – waży się na własne poglądy i niezależny styl bycia, takiemu plotkarz nie popuści. Spazmatycznie będzie się skręcał nie tylko z zawiści, ale i z wysiłku, aby komuś takiemu jak najbardziej przez jakieś perfidne świństwo dopiec i zatruć życie. Oczywiście, czynić to będzie "w dobrej intencji", zapominając, iż ulepszanie świata powinno się zaczynać od samego siebie. Ludzie z natury są bardziej skorzy do ganienia niż do chwalenia postępowania innych. 
*  *  *
A więc jedną z form agresji werbalnej stanowi drwina, wyszydzanie i wyśmiewanie, na które są narażeni ludzie dobrzy i wartościowi ze strony podłej miernoty. (Osoby wartościowe, o nieprzeciętnym formacie i wrodzonym poczuciu taktu w ogóle tego nie czynią). W świecie ludzi żadna zaleta i żaden dobry czyn nie pozostają nieukarane. Dzieci i ludzie prymitywni śmieją się nieraz z najmniejszego, często nieprzyjemnego powodu, jeśli był dla nich nieoczekiwany, a więc kiedy przekonują się o błędności przyjętego z góry pojęcia (Arthur Schopenhauer). Widok człowieka rozumnego jest dla głupca czymś zaskakującym, niemiłym, a nawet szokującym i niewłaściwym – stąd jego niechęć, nerwowy śmiech i agresja w obliczu talentu. 
Wydrwiwanie jest jedną z najostrzejszych negatywnych sankcji społecznych, służących sprowadzaniu do poziomu przeciętności każdego, kto w jakiś sposób należy do gatunku "człowieka wyższego". Nikt nie chce być przedmiotem drwin, raczej już jakiejś kary sądowej, która rzadziej ogołaca nas z godności, w przeciwieństwie do śmiechu, który zawsze jest niszczący. 
Giacomo Leopardi zauważył: Dwie lub więcej osób, które w jakimś miejscu publicznym lub na jakimkolwiek zebraniu śmieją się ustawicznie między sobą w sposób rzucający się w oczy, podczas gdy inni nie wiedzą, z czego, rozbudzają we wszystkich obecnych taki lęk, że każda rozmowa poważnieje, wielu milknie, niektórzy odchodzą, a odważniejsi podchodzą do śmiejących się i starają się o dopuszczenie do śmiechu w ich towarzystwie. Podobnie, gdyby usłyszano strzały artyleryjskie w pobliżu, tam, gdzie by ludzie byli zgromadzeni w ciemności, to wszyscy by się rozproszyli, nie wiedząc, gdzie mogą paść pociski... Śmiech jedna szacunek i poważanie także w nieznajomych, zwraca uwagę wszystkich otaczających i użycza wśród nich pewnego rodzaju wyższości (...). Wielka jest pośród ludzi i wielki budzi strach potęga śmiechu, przeciw któremu nikt w swoim sumieniu nie czuje się ze wszech stron obwarowany. Kto ma odwagę śmiać się, jest panem świata, jak ten, co jest zawsze gotów na śmierć. 
Dawno to pojęli ci, których celem jest rozkładanie i niszczenie zdrowych społeczeństw: zagarniają środki masowej komunikacji, a potem stosują w nich terror propagandowy polegający na szydzeniu i chichotaniu z powodu czyichś fundamentalnych wartości. W ten sposób znikają wszelkie prawdziwe autorytety, a ich miejsce zajmują głupcy, błazny, kanalie, łajdacy, fałszerze i półgłówki. 
Niekiedy się powiada, że śmiech to "rozbłysk duszy"; aczkolwiek bywa on bardzo różny w zależności od tego, jaka to dusza właśnie "rozbłysła". Jak ongiś powiedział Heraklit z Efezu, złymi świadkami są oczy i uszy dla tych ludzi, którzy mają dusze barbarzyńców. 
Nieraz jednak śmiech stanowi jakby wentyl bezpieczeństwa dla psychiki człowieka, zaplątanego w trudnych okolicznościach losowych, wydobywa nas z nas i pozwala naszej ludzkości przetrwać niezależnie od bolesnych zmian naszej powłoki (Witold Gombrowicz). 
*  *  *
Śmiech, jako specyficzny paradygmat behawioralny, istniał zawsze, i to nie tylko w świecie ludzi. Śmieją się przecież także zwierzęta, jak np. konie czy szczury, które posiadają rozwinięte poczucie humoru. Śmieją się też wszyscy ludzie, ale w różny sposób i z różną częstotliwością. Najczęściej i najgłośniej śmieją się głupcy, wciąż przebywający w stanie niezmiennej radości dzięki swemu wrodzonemu szczęśliwemu usposobieniu. 
Wybuchy niekontrolowanego śmiechu, nie pozostającego w żadnym widocznym związku z rzeczywistością, występują także w przypadku różnych schorzeń centralnego układu nerwowego lub u osób z uszkodzeniem pnia mózgu i podwzgórza. Niemotywowany śmiech występuje także u osób z połowicznym porażeniem, cierpiących na stwardnienie rozsiane lub padaczkę, mających uszkodzoną korę mózgową, u kretynów, imbecyli, półgłówków i debili. 
Interesujące rozróżnienia między rozmaitymi odmianami śmiechu poczynił Arystoteles w Etyce Wielkiej, pisząc: Błazen to taki, który uważa, że wolno mu wyśmiewać każdego i wszystko, a człowiek nieokrzesany to taki, co to ani sam nie chce drwić, ani nie pozwala, aby z niego żartowano, lecz gniewa się. A prawdziwie dowcipny to taki, który ani nie drwi ze wszystkich i na wszystkie sposoby, ani nie jest nieokrzesany. Szczególną odmianę śmiechu stanowi więc drwina czyli złośliwe naśmiewanie się z kogoś lub z czegoś. W jednym z kawałów niemieckich czytamy: 
W chwili, gdy Fryderyk Wielki przejeżdżał mimo jednej ze szkół berlińskich, wysypało się na ulicę ze zwykłą wrzawą szubrawstwo i przerwało myśli monarchy.
– Do szkoły, próżniaki! – rzekł król niecierpliwie.
– Patrzajcie tylko, panowie! – zawołał jeden berbeć za odjeżdżającym. – A też on nie wie, że skończyły się lekcje! A zdaje się król!
Bardzo często wyśmiewamy czyjeś poglądy jako tzw. "przesądy", choć przecież nie ma dokładnej miary oddzielenia tego, co przesądem jest, a co nie jest. Jak twierdzi socjolog Gustaw Jahoda, termin ten to po prostu swoisty kij do tłuczenia przeciwników ideologicznych. Każdy pogląd sprzeczny z naszym nazywamy "przesądem" i uważamy, że sprawę definitywnie rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść. Szybko i bezboleśnie. 
Warto w tym kontekście przypomnieć kilka obserwacji Jeane’a de La Bruyere’a. Zdawałoby się, że niepodobna śmiać się, jak tylko z rzeczy śmiesznych; tymczasem widywano ludzi śmiejących się jednako z rzeczy śmiesznych czy poważnych. Śmieją się więc, gdyś głupi i niedowarzony; gdyś mądry i wypowiadasz tylko to co trzeba i tak jak trzeba – śmieją się również. (...) Złośliwych mamy wszędzie, gdzie się obrócim; w każdym kraju roi się od tego owada. Żart niezłośliwy jest rzadkością i ludziom, którzy się z tą zdolnością rodzą, trudno wytrwać w roli. (...) Dużo mamy dowcipów sprośnych, jeszcze więcej złośliwych i ironicznych, jakże mało wytwornych. By żartować z wdziękiem i umieć igrać drobiazgami – zbyt dużo trzeba wytworności, ogłady, a nawet siły twórczej. Bo tak żartować – to tworzyć prawdziwie, z niczego czyniąc coś. (...) Ci, którzy nam mienie wydzierają przemocą lub bezprawiem, a cześć szkalowaniem, jawnie swoją złość ku nam tym samym stwierdzają, lecz nie świadczy to jeszcze, by tym samym utracili dla nas i wszelką cześć. Jakoż nie jest całkiem niemożliwem, że pewnego dnia potrafimy im to przebaczyć i powrócić naszą przyjaźń. Przeciwnie zaś, ośmieszanie jest ze wszystkich zniewag najpamiętniejszą, będąc niejako najwymowniejszym wyrazem pogardy. Ściga bowiem człowieka w ostatnim szańcu, którym jest dlań własne mniemanie o sobie, chcąc go uczynić śmiechu wartym nawet w oczach własnych. Tu nie ma on już cienia wątpliwości o najgorszych względem siebie zamiarach wroga, więc i sam się staje nieprzejednany. (...) Drwiny są często wyrazem ubóstwa dowcipu...
Co więcej, wydaje się, że w ogóle nadmierna "śmieszliwość" może być oznaką daleko posuniętego ubóstwa ducha, jego płytkości i prymitywizmu. To przecież właśnie zdeklarowane półgłówki są zawsze roześmiani, ze wszystkiego czynią sobie pretekst do głupiuteńkiego chichotania, a nawet na pogrzebie bliźniego znajdą powód do żartu i uśmiechu. Cóż, poznać głupiego po śmiechu jego.
Platon (Państwo, t. I, ks. 3, III) wskazywał na szkodliwy intelektualny i moralny wpływ nadmiernego śmiechu: Bo jeżeli się ktoś zanosi gwałtownym śmiechem, to prowadzi do gwałtownych przemian wewnętrznych... Zatem także, jeśliby ktoś w poezji dawał ludzi wybitnych a zanoszących się śmiechem, nie trzeba tego przyjmować...
 Czyli że śmiech, także pod względem fizjologicznym, nie mówiąc o umysłowym i etycznym, nie zawsze jest przysłowiowym "zdrowiem". Ludzie wyżsi nigdy nie zaśmiewają się do nieprzytomności, choć ich śmiech bywa szczery, bezpośredni, a nawet głośny. Wiarołomnych nikczemników łatwo rozpoznać z babskiego chichotania, przypominającego raczej sapanie, podobnie jak ze słabego uścisku dłoni (lub jego braku) przy powitaniu i pożegnaniu. 
Im bardziej człowiek zdolny jest w pełni do powagi, tym serdeczniej będzie się zaśmiewał. Ludzie, których śmiech brzmi zawsze w sposób afektowany i wymuszony, są intelektualnie i moralnie lekkiego kalibru, a w ogóle rodzaj śmiechu i powody po temu są bardzo charakterystyczne dla danej osoby. Stosunki płciowe dostarczałyby zawsze najporęczniejszego materiału do dowcipu, dostępnego w każdej chwili nawet dla człowieka o najsłabszym poczuciu humoru, a sprośne dowcipy nie występowałyby tak nagminnie, gdyby u podstaw ich nie leżała właśnie głęboka powaga.
Cudzy śmiech z powodu tego, cośmy uczynili lub powiedzieli z powagą, nie obrażałby nas tak dotkliwie, gdyby nie mówił, że między naszymi pojęciami i obiektywną rzeczywistością zachodzi ogromna rozbieżność. Z tego też powodu obraźliwy jest predykat "śmieszny". – Prawdziwie szyderczy śmiech zwiastuje tryumfalnie pokonanemu przeciwnikowi, do jakiego stopnia rozbieżne były jego pojęcia z rzeczywistością, która teraz mu się objawia (Arthur Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie). 
Jest faktem psychologicznym, że ludzie posiadający wysoką kulturę ogólną i moralną w ogóle unikają – w przeciwieństwie do prostaków – wyśmiewania kogokolwiek i czegokolwiek. Z Ewangelii wiemy, że Chrystus ani razu nikogo nie wyśmiał. Im wyższa jest kultura pewnego człowieka, tym więcej dziedzin usuwa się przed jego żartem, ośmieszaniem (Fryderyk Nietzsche). 
I odwrotnie, nie ma takiej świętości czy mądrości, której nie potrafiłby ośmieszyć cham i głupiec. Jeśli więc staliśmy się przedmiotem drwin, pamiętajmy, że prawie ze stuprocentową pewnością pochodzą one od osobnika małej wartości, któremu nie warto podawać ręki na powitanie. Niech po prostu przestanie dla nas istnieć. 
Bardzo dobrym środkiem przeciw obmowie, zupełnie jak przeciw zmartwieniom ducha, jest czas. Jeśli świat gani jakiś nasz zamysł lub krok dobry czy zły, nam trzeba trwać przy swoim. Po krótkim czasie, kiedy przedmiot będzie zużyty, obmówcy porzucą go, szukając świeższych. I im silniejszymi i mniej zakłopotanymi okażemy się w dalszym swym pochodzie, gardząc ich słowami, tym prędzej to, co było potępione z początku lub co wydawało się dziwne, będzie uważane za rozsądne i naturalne. Albowiem świat, który nigdy nie wierzy, żeby ten, co nie ustępuje, nie miał słuszności, potępia w końcu siebie, a nas rozgrzesza. Stąd wynika rzecz powszechnie znana, że słabi żyją wedle woli świata, a silni wedle swojej (Giacomo Leopardi). 
Każdy złośliwy śmiech jest przemocą psychologiczną, przejawem negatywnej energii i agresji. A jako taki jest niszczący przede wszystkim dla swego nosiciela, dla duszy, która znalazła się w jarzmie własnej złośliwości i nikczemności. Nie wolno więc na przemoc odpowiadać przemocą. Nie wolno bez namysłu wypowiadać jakiegokolwiek kategorycznego zdania. 
W Biblii tak wiele mówi się o pokorze, ponieważ pozwala ona opanować moce witalne, ujarzmić potoki ujemnej energii, które – w razie poddania się im – powracają w postaci programów samodestrukcji, zwracają się przeciwko swemu nosicielowi. Powrót programów negatywnych przebiega niekiedy powoli i nie zawsze powraca do ich autora, lecz nieraz kieruje się na jego dzieci i wnuków, na innych krewnych lub na osoby, które złośliwiec szczególnie kocha. 
To one mogą zapłacić najwyższą cenę za jego złość i nienawiść. Prócz tego każda negatywna wypowiedź o kimkolwiek obniża drastycznie ogólny poziom energetyczności danej "sądzącej" osoby. Jeśli ktoś mówi złośliwie o kimś, szkodzi temu, o kim mówi, szkodzi jednak też samemu sobie, ponieważ w tym czasie odbywa się proces deformacji i destrukcji jego własnych struktur polowych i potencjału energetycznego. Niedobra myśl o kimś, złe słowo pod jego adresem stanowi atak na poziomie energetycznym, a płata za to jest znana: Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; jakim sądem wy sądzicie, takim was będą sądzić; jaką miarą mierzycie, taką i was będą mierzyć. 
Szkody zadane przez zły język mogą nie manifestować się koniecznie i natychmiast na poziomie fizycznym w postaci niedomagań i chorób. Może się rozpocząć powolny i ukryty rozpad struktur cienkich osobowości w człowieku, który będzie się na pozór świetnie czuł; zacznie się deformacja struktur duchowych, które mają kolosalną pojemność i nie od razu mogą być wykryte. Potem, gdy zacznie się pasmo nieszczęść, choroby dzieci i krewnych, raczej się nie domyślamy, że przyczyną tych klęsk są nasze obmowy. Zabijamy siebie i innych nie dostrzegając tego. Obmowa skraca nasze życie, niszczy fizycznie i duchowo 
Nieraz zadajemy sobie pytanie: jaka główna cecha łączy osoby żyjące długo? Ich żywienie, styl życia, postępowanie, miejsce zamieszkania są różne, ale jest jedna rzecz, która je łączy, a jest nią – dobroduszność. Dobroduszność zaś to nic innego jak brak ataku energetycznego na innych ludzi i wynikająca stąd własna odporność. Umieramy przedwcześnie, ponieważ bezustannie i zawzięcie niszczymy swe ciało i duszę. Japończycy, najbardziej uprzejmy i wyrozumiały naród świata, żyją najdłużej. 
We wszystkim warto koncentrować się na tym, co dobre. Baltazar Gracian trafnie tedy wywodził: Niektórzy ludzie mają tak niefortunny temperament, że wśród tysiąca doskonałych elementów odnajdują jeden defekt, skrytykują całość i osądzą ją jako niedoskonałą. Są oni zbieraczami nieczystych pragnień i myśli, przygniecionymi przez wady i ułomności: to staje się bardziej karą dla ich ułomnej bystrości niż świadectwem przenikliwości. Są nieszczęśliwi, ponieważ ich pożywieniem jest gorycz i źdźbła niedoskonałości. Inni mają bardziej szczęśliwe usposobienie: pośród tysiąca wad odnajdują jeden doskonały element, który znalazł się tam przypadkiem... Człowiek niezdolny do tego, by spostrzec wielką wartość innych ludzi, cieszy się własną pospolitą miernością... Język jest zwierzęciem dzikim i gdy się zerwie z uwięzi, trudno go zapędzić do klatki. To puls duszy. Mądrzy ludzie dzięki niemu oceniają nasze zdrowie; uważni słuchają serc. Problem polega na tym, że osoba, która powinna być najbardziej ostrożna, często najmniej uważa. Mędrcy unikają kłopotliwych sytuacji i okazują panowanie nad sobą. Mądra osoba jest ostrożna... Nie bądź tedy sławny z atakowania innych. Nie bądź dowcipny cudzym kosztem: to jest łatwe, lecz obrzydliwe. Wszyscy będą się na tobie mścić i cię obmawiać, a ponieważ ty jesteś jeden, a innych jest wielu, zostaniesz z łatwością pokonany. Nie szukaj zadowolenia z nieszczęść innych i nie komentuj ich. Plotkarz zawsze jest wstrętny. Choć niektórzy chętnie bawią się jego bajkami, to rzadko go lubią.
Prócz tego, kto ciągle zajmuje się cudzymi sprawami, nie ma czasu na porządkowanie własnych, a kto obmawia innych, nie słyszy, kto i z jakiego powodu obmawia jego samego. Nie warto krytykować cudzych myśli, w przeciwnym razie ludzie będą unikać konwersacji z nami i trzymać się od nas z daleka. Nie twórz indeksu błędów innych ludzi – radzi powyżej zacytowany filozof hiszpański. – Zwracanie uwagi na hańbę innych to rujnowanie własnej sławy. Niektórzy chcieliby ukryć lub zmazać własne uchybienia poprzez wykorzystywanie potknięć cudzych lub czerpanie z nich pociechy. Ale to jest pocieszenie głupców. Ich oddech cuchnie; przypominają szambo. W tym aspekcie ten, kto kopie najgłębiej, staje się najbardziej nieczysty... Rozważna osoba nie rejestruje wad innych, w przeciwnym razie sama staje się nikczemnym, żywym ich rejestrem... 
Najbardziej wszelako niebezpieczna jest obmowa skierowana pod adresem osoby ukochanej. Stopień jedności na poziomie polowym może być różny, między ludźmi zaś kochającymi siebie nawzajem jest on bardzo wysoki. Uczucie miłości wywyższa osobę, poziom energetyki człowieka kochającego jest bardzo wysoki, dlatego też oddziaływanie negatywne z jego strony może być krańcowo niebezpieczne. I tu docieramy do najważniejszej idei moralnej Jezusa z Nazaretu: 
Każdy człowiek jest bliźnim każdego innego człowieka, nawet tego, który uchodzi w jego oczach za nieprzyjaciela. Stąd nakaz miłowania nieprzyjaciół. Wszyscy bowiem stanowimy Jedność, a nienawiść skierowana na kogokolwiek jest zawsze także aktem wrogości w stosunku do samego siebie, który może powodować najstraszliwsze schorzenia, kalectwa i nieszczęścia w życiu zarówno naszym, jak i tych, których kochamy najbardziej. Zło wraca w postaci spotęgowanej do tego, kto je wygenerował. 
Dlatego, wyśmiewając kogokolwiek, śmiejemy się przede wszystkim z własnej głupoty. O braku rozsądku świadczyłoby również gniewanie się na ewentualną krytykę ludzi pozbawionych rozumu i wstydu, czyli takich, którzy mówią źle o dobrych. Taka krytyka to komplement i zaszczyt, obrazą byłaby pochwała z ich ust, która niezbicie by świadczyła, że coś z nami jest nie w porządku, skoro ludzie źli nas chwalą. 
I na zakończenie tego wątku przypomnijmy parę zdań z Mahabharaty: 
Grotem zadana, zagoi się rana.
Odrosną bory, ścięte przez topory.
Ale złośliwe słówko – niby jad – kaleczy.
Rany zadanej słowem nic już nie uleczy. 

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 2/2021

POD ZNAKIEM SPISÓW LUDNOŚCI

  • Rodaku, daj się policzyć!
  • Wileńszczyzna polskością stoi

WIARĄ SILNI

  • Lutowe wspomnienie fatimskich dzieci
  • 2021 – Rokiem kardynała Stefana Wyszyńskiego

POLITYKA

  • Na bieżąco

110 LAT MUZEUM WIESZCZA W WILNIE

  • Dom przy zaułku Bernardyńskim

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewscy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy
  • Dzieło jezuitów i króla Jana Kazimierza

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O meandrach poznania

POZNAJMY POLSKĘ

  • Krzyż na Giewoncie – symbolem Tatr

ŚWIATOWY HIMALAIZM TRIUMFUJE

  • K2 – zdobyty zimą!

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie