O wytrwałości

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 15.08.2018

Jest to ważna umiejętność etyczna w obliczu okoliczności, że każde życie człowieka – to nic innego jak jego walka o godne miejsce pod słońcem, którego nie zdoła się zdobyć bez żelaznej konsekwencji, upartej nieustępliwości i właśnie nieugiętej wytrwałości.

Powiada tedy słusznie Tomasz z Akwinu w Sumie teologicznej (t. 21): Wytrwałość ma sławę stąd, że daje człowiekowi trwanie w dobru, pomimo długotrwałego znoszenia tego, co trudne i uciążliwe. Przeciwstawieniem zaś tego wydaje się być to, że ktoś z łatwością odstępuje od dobra z powodu trudności, których nie jest w stanie znieść; i to właśnie stanowi o istocie miękkości, gdyż miękkim nazywamy coś dlatego, że łatwo ugina się pod naciskiem. Jednakże nie uważa się za miękkie czegoś, co ugina się pod silnym naporem, bo i mury ustępują pod uderzeniami taranu. Dlatego nie podpada pod zarzut miękkości, kto uległ pod naciskiem bardzo silnym. "Nie trzeba się dziwić – mówi filozof – widząc człowieka zwyciężonego zbyt mocną radością lub zbyt gwałtownym bólem; przeciwnie, trzeba mu wybaczyć, jeśli stawił opór". Tu trzeba zauważyć, że jest oczywiste, iż siła nacisku ze strony bojaźni przed złem jest o wiele większa niż siła pociągająca ze strony przyjemności. "Jest mało prawdopodobne", pisze Cycero, "by chciwość opanowała człowieka, który opanował bojaźń, i by zwycięzca nad bólem dał się zwyciężyć rozkoszy". Jednakże siła pociągu samej rozkoszy bardziej pobudza niż odciągająca siła smutku z jej utraty, gdyż utrata rozkoszy jest czystą negacją. Dlatego, według Filozofa, miękkim jest ściśle biorąc ten, kto odstępuje od tego, co dobre, pod naciskiem smutku spowodowanego pozbawieniem przyjemności, – jest to bowiem uległość przed słabym naciskiem… 
To, co trudne, ludzie często mienią niemożliwym, choć przecież wystarczy nieco konsekwencji i wytrwałości, a wszystko staje się nie tylko możliwe, ale i realne. Powinno się więc przezwyciężać własne niezdecydowanie, a kto zwycięża siebie, wygrywa najczęściej. Wytrwałość – powiada Tomasz z Akwinu – nie miarkuje namiętności, lecz polega wyłącznie na pewnej stałości rozumu i woli. Natomiast wytrwałość, jako cnota, miarkuje niektóre namiętności, mianowicie obawę przed znużeniem lub ustaniem, spowodowanym długotrwałością. 
Nie powinno się zrażać trudnościami i przeszkodami piętrzącymi się na drodze życia. Wręcz przeciwnie, wypada je traktować radośnie i być wdzięcznym za nie losowi. Kogo bowiem miłuje Bóg, – powiada dość dziwnie św. Paweł – tego karze. A każdy sprzeciw czy przeszkoda pobudzają nas do wysiłków. Jeśli ktoś cieszy się opinią człowieka zdecydowanego i niezachwianego, z tego wcale nie wynika, że nie wolno mu w miarę możności unikać grożących mu nieszczęść i niebezpieczeństw… Co do wytrwałości, to potrzebujemy jej, żeby cierpliwie znosić przeciwieństwa losu, z którymi nie możemy sobie poradzić – powiada Michel de Montaigne. 
Gdy poniesiemy w czymś porażkę, wytrwałość nakazuje nie zamartwiać się tym. Jak pisał Szota Rustaweli, lepiej czas poświęcić sprawom niż zmartwieniom; łzy pożytku nie przynoszą – po cóż tonąć w próżnych płaczach?… 
Warto odróżniać wytrwałość od ślepego uporu czy lekkomyślnego trwania w tym, co złe. Jak wiadomo bowiem, prowadząca do piekła droga jest bardzo łatwa, idzie się bowiem w dół i z zamkniętymi oczyma. Wytrwałość natomiast nakazuje ciągłe podnoszenie się coraz wyżej. 
Niektórzy filozofowie dokonują rozróżnienia między wytrwałością a stałością. Tak Tomasz z Akwinu w Sumie teologicznej wywodził: Wytrwałość i stałość mają ten sam cel: trwać niewzruszenie w dobru; różnią się zaś co do przyczyn trudności w wytrzymaniu. Bowiem rzeczą cnoty wytrwałości jest sprawić, by człowiek niewzruszenie trwał w dobru wbrew trudności pochodzącej z długotrwałości aktu, natomiast stałość sprawia niewzruszoność trwania w dobru wbrew trudności pochodzącej z jakichkolwiek innych przeszkód zewnętrznych. Wytrwałość jest ważniejszą niż stałość częścią męstwa dlatego, że trudność wynikająca z długotrwałości aktu jest bardziej istotnie złączona z aktem cnoty niż trudność wynikająca z przeszkód zewnętrznych… 
Roztropność nakazuje być wytrwałym: zarówno w sprawach wielkich, jak i w pomniejszych, gdyż te ostatnie w pewnych okolicznościach także nabierają istotnego znaczenia. (Tym bardziej, iż wiadomo, że kto jest wierny w tym, co małe, ten też jest wierny w tym, co wielkie). Wytrwanie w dziełach wielkich jest trudniejsze, choć wytrwanie w małych lub średnich dziełach przez dłuższy czas również jest trudne, jeśli nie z powodu wielkości aktu, to przynajmniej z powodu samej długotrwałości, do której odnosi się wytrwałość (Tomasz z Akwinu). 
* * *
Wytrwałość jest cnotą szczególnie potrzebną na wojnie. To cnota żołnierska, bez której niepodobna odnieść zwycięstwo nad wrogiem. Wojny, co prawda, nie są czymś godnym zachwytu, lecz stanowią stałą, odwieczną rzeczywistość nie tylko ludzkiego świata. Są faktem, a z faktami trzeba się liczyć, nie zaś na nie się obrażać, jak to w Pochwale głupoty czyni zjadliwie Erazm z Rotterdamu: Czyż nie wojna jest źródłem i najobszerniejszym polem wszystkich tak uwielbianych czynów bohaterskich? A czyż jest coś głupszego, jak nie wiem dla jakich tam wymarzonych przyczyn i pozorów, toczyć bój morderczy?... Skoro z obu stron zbrojne wystąpią szeregi i ozwie się straszne hasło do boju, jakaż tam korzyść z tych mędrców, co to zwiędnęli nad księgą, snują się jak cienie i ledwie dają oznaki życia? Nie, do tej sprawy trzeba sążnistych jak dęby, grubych i wytuczonych ludzi, którzy by zuchwalstwa mieli jak najwięcej, rozumu jak najmniej… Lecz może ktoś powie, że rozum rozstrzyga los wojny. Nie przeczę, że dla wodza jest on potrzebny, wszakże i to nie filozoficzny, lecz tylko rozum żołnierski, bo gdy rzecz przyjdzie do boju, któż go poprowadzi? Czy zawołani mędrcy? Bynajmniej! Owszem, hultaje, pijacy, wszetecznicy, zbójcy, złodzieje, łajdacy, kanalie, chamy, bydlaki, głupcy, bankruci, słowem, wyrzutki rodzaju ludzkiego. Biją się więc, kaleczą i zarzynają nawzajem, już to otwarcie, już to częściej podstępem, a im nikczemniejszym, tym lepszym. Oszukaństwa, szpiegostwo, zdrady, wszystko im na rękę, wszystko dla nich godziwe. Słowem, bohaterskich dokonują czynów, które uroczystym obchodzą tryumfem, po całym rozrabiają świecie, wspaniałymi, ze spiżu lanymi pomnikami uwieczniają ich pamięć i przekazują potomności… Sprawia to wszystko nienasycona żądza panowania, rozboju i grabieży, tygrysie pragnienie krwi przelewu i pastwienia się nad ujętymi ofiarami; często owo urojone widmo honoru, a najwięcej próżnej sławy, czasem tylko zachcianka pozyskać nowy dla siebie tytuł, lub zmienić na inny, księcia na króla, króla na cesarza, oraz próżność upstrzenia się i świecenia dziecinnymi cackami. Bo za te krwawe mordy i rzezie, za te pożogi i zniszczenia obwieszają się wzdłuż i w poprzek, na szyi, na piersiach, ramionach i brzuchu, z tyłu i z przodu, w prostych i krzyżowych liniach, różnobarwnymi, mozaikowymi, że tak powiemy, szmatami z uczepionymi do nich różnokształtnymi wyobrażeniami, zacząwszy od Św. Trójcy, Chrystusa, św. Ducha i wszystkich świętych, aż do barana i całego zwierząt orszaku, a nawet gwiazd niebieskich, owszem podwiązek, a niemal pantofli i szlafmyc. Dźwigając więc słonie i barany, jednego tylko brakuje, a którego nie powinni byli przede wszystkim pominąć – osła. (…) Nic nie ma okropniejszego nad wojnę, tak dalece, że prowadzić ją przystało bardziej drapieżnym zwierzętom niż ludziom; nic głupszego, gdyż ją i sami poeci przypisują natchnieniom jędz piekielnych; nic zgubniejszego, bo pociąga za sobą powszechne skażenie obyczajów; nic bardziej niesprawiedliwego, bo najdzielniejszymi żołnierzami są najwięksi zbójcy; nic bardziej bezbożnego i obmierzłego w oczach Chrystusa, bo się wręcz sprzeciwiającego się Jego duchowi. 
Zupełnie to słuszne i nie mijające się z prawdą słowa, aczkolwiek prawdy nie wyczerpują do końca. Odwieczne bowiem moralne oburzanie się na wojnę nie spowodowało jej zaniku. Była ona, jest i będzie odwiecznym i jedynie rozstrzygającym środkiem prowadzącym albo do życia i wolności, albo do zagłady i zniewolenia. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, trąci naiwnym idealistą. Tak więc warto być wytrwałym na wojnie choćby po to, by nie przegrać, nie stracić wolności, godności, a wręcz i swego życia.
* * *
Niektórzy są tak słabi, że załamują się na sam widok trudności, które na nich czekają, i rzekomego bezsensu życia. A przerażają się do tego stopnia, że porywają się wręcz na swoje życie, usiłując popełnić samobójstwo. Życie jest tym, czego być nie powinno – złem, a przejście w nicość jest jedynym szczęściem życia – głosił stary kawaler i samotnik Arthur Schopenhauer, który nie zaznał radości ani w dzieciństwie, kiedy to jego hulaszcza matka doprowadzała do samobójstwa jego ojca, ani w młodości, wyzbyty szczęścia życia rodzinnego i ojcostwa, ani w wieku podeszłym, gdy ani on komukolwiek, ani ktokolwiek jemu był potrzebny. 
Nie warto iść tą drogą. Amerykański filozof katolicki tak to uzasadnia: Przede wszystkim dlatego, że nie tędy droga. Bóg, który objawił Niebo, równocześnie zakazał samobójstwa i wszyscy klinicznie zmarli i przywróceni do życia pacjenci, którzy popełnili samobójstwo i uszczknęli cokolwiek z drugiego życia, relacjonowali piekielne, a nie niebiańskie doświadczenia. Przekonali się, że samobójstwo było kolosalnym błędem, że wszystkie kłopoty, przed jakimi próbowali uciec, ciągnęły się dalej za nimi, ale po śmierci już nic nie mogli na nie poradzić…
Bóg zakazał samobójstwa z niebagatelnej przyczyny: ma ono charakter dezercji z naszej placówki, jak ujął to Sokrates. Albo modyfikując tę przenośnię, byłoby to jak usiłowanie dostania się na studia wprost po szkole podstawowej, spaliwszy po drodze szkołę średnią. Argument przeciw samobójstwu jest taki sam jak przeciw przeskakiwaniu klas w szkole. Nie chodzi tu o zewnętrzny, arbitralny nakaz Boga, ale o wewnętrzne, konieczne prawo naszej natury. Dlatego Bóg dał nam mocny "pierwszy instynkt natury" – instynkt samozachowawczy – żeby zatrzymać nas w szkole, żebyśmy jej nie porzucili. Tego, czego możemy się tu nauczyć, musimy się tutaj nauczyć. 
To, czego się tu uczymy, co tu robimy, ma prowadzić do swobodnego stworzenia w czasie zarysu naszych wiecznych osobowości. Kształtujemy nasze dusze tutaj, a wymiar wieczny do tego kształtu dodany jest w Niebie… Kształt, jaki sobie nadajemy teraz, jest naszym wiecznym kształtem, zmienia się tylko jego wymiar przestrzenny… 
Powinniśmy więc posiąść moc trwania w tym tajemniczym, chimerycznym, niepojętym świecie, o którym Henryk Mażul w wierszu Co jawa, co sen tak napisał: 
Znowuż ten sen o życiu poczęty naprędce
Przy wezgłowiu mym staje i wyciąga ręce
Niczym matka do syna, gdy z tułaczki śpieszy
Do domowych, przetkanych tęsknotą pieleszy.

A tu dnieje akurat. Wnet słońce się wtoczy
Z horyzontu pagóra ludziom prosto w oczy
I codzienność miast raczyć filiżanką kawy
Tę jak zawsze prawdziwie wygarnie na ławy.

Trzeba wstać, żeby iść, kędy drogi zygzaki,
Pokornie się zgodziwszy na cel byle jaki 
Z miną mędrca, który udaje, że wie prawie, 
Co we śnie jawą bywa, a co snem na jawie.
Zważywszy, że wszystko, co się dzieje, dzieje się z woli Boga, nie powinniśmy nigdy wpadać w rozpacz; On wie, dlaczego musi być tak a nie inaczej. Nie narzekajmy, ufajmy Bogu i trwajmy. Czytamy bowiem w Talmudzie: Lewi ben Sisi pościł i modlił się do Boga o deszcz. Mówił: "Panie Świata! Jesteś na niebie i nie myślisz o naszych dzieciach!". Deszcz spadł, a Lewi ochromiał. Rabin Elazar wtedy rzekł: "Nigdy nie wolno czynić zarzuty Bogu! A w innym miejscu: Nie jest tak ważne, czy dokonałeś wiele czy mało, ważne, aby twoja dusza była ukierunkowana na Niebo… I aby trwała wiernie do końca na posterunku, który powierzył ci Bóg. I aby cieszyła się darem życia mimo niemożliwości zrozumienia jego istoty i celu.
Czytamy oto u Koheleta (1, 2 – 18; 2, 1 – 24; 8, 15; 9, 2 – 5, 7 – 10): Marność nad marnościami, marność nad marnościami – wszystko marność. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy… To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie. Więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: "Patrz, to coś nowego" – to już to było w czasach, które były przed nami. Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli, ani też o tych, co będą kiedyś żyć, nie będzie wspomnienia o tych, co będą potem. (…) Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem… 
Bez trudu można zadać kłam tym pięknym, poetyckim i słusznym do pewnego stopnia słowom. Nie jest tak, że to, co było, znów będzie i że nic nowego pod słońcem się nie dzieje. Takie twierdzenie byłoby po części słuszne, gdyby chodziło o życie moralne ludzi i o fakt przemijania, lecz zupełnie chybione, gdybyśmy chcieli je zastosować do sfery nauki, techniki, sztuki, technologii, literatury, medycyny itd. 
Nie jest też do końca prawdą, że ludzkość nie pamięta "o tych, co byli". Narody bowiem czczą swych mędrców, bohaterów, nauczycieli, pracowników, wodzów przez całe stulecia i tysiąclecia, rozpamiętując nauki płynące z ich ksiąg i czynów. Nie wszystko trąci marnością, a już szczególnie nie jest nią rzetelne spełnianie swego obowiązku wobec Boga, ojczyzny, rodziny, ludzkości, wobec samego siebie wreszcie, bo to i o siebie człowiek ma obowiązek dbać, a to zarówno o swe zdrowie, sprawność i czystość ciała, jak też swej duszy. Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona niż ujmuje ją Kohelet, dlatego nie da się jej wtłoczyć tylko w pojęcie "marność". 
Lecz powróćmy do czarujących wywodów domniemanego "króla Salomona", który rzecze: Tak powiedziałem sobie w sercu: "Oto nagromadziłem i przysporzyłem mądrości więcej niż wszyscy, co władali przede mną w Jeruzalem", a serce moje doświadczyło wiele mądrości i wiedzy. I postanowiłem sobie poznać mądrość i wiedzę, szaleństwo i głupotę. Poznałem, że również i to jest pogonią za wiatrem, bo w wielkiej mądrości – wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy – przysparza i cierpień. (Można pomyśleć, że w głupocie nie ma utrapienia, a ciemnota jest czymś przynoszącym zaszczyt i szczęście! – J.C.). 
Powiedziałem sobie: "Nuże! Doświadczę radości  i zażyję szczęścia!". Lecz i to jest marność. O śmiechu powiedziałem: "Szaleństwo!", a o radości: "Cóż to ona daje?". Postanowiłem w sercu swoim krzepić ciało winem – choć rozum miał zostać moim mądrym przewodnikiem – i oddać się głupocie, aż zobaczę, co dla ludzi jest szczęściem, które gotują sobie pod niebem, dopóki trwają dni ich życia. Dokonałem wielkich dzieł: zbudowałem sobie domy, zasadziłem sobie winnice, założyłem ogrody i parki i nasadziłem w nich wszelkich drzew owocowych. Urządziłem sobie zbiorniki na wodę, by nią nawadniać gaj bogaty w drzewa. Nabyłem niewolników i niewolnice… Nagromadziłem też sobie srebra i złota… Nabyłem śpiewaków i śpiewaczki oraz rozkosze synów ludzkich: kobiet wiele. I stałem się większym i możniejszym niż wszyscy, co byli przede mną w Jeruzalem; w dodatku mądrość moja mi została. Niczego też, czego oczy moje pragnęły, nie odmawiałem im. Nie wzbraniałem sercu memu żadnej radości – bo serce moje miało radość z wszelkiego mego trudu; a to mi było zapłatą za wszelki mój trud. I przyjrzałem się wszystkim dziełom, jakich dokonały moje ręce, i trudowi, jaki sobie przy tym zadałem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem! Z niczego nie ma pożytku pod słońcem. Postanowiłem przyjrzeć się mądrości, a także szaleństwu i głupocie… I zobaczyłem, że mądrość tak przewyższa głupotę, jak światło przewyższa ciemności. Mędrzec ma w głowie oczy, a głupiec chodzi w ciemności. Ale poznałem tak samo, że ten sam los spotyka wszystkich. Więc powiedziałem sobie: "Jaki los głupca, taki i mój będzie. I po cóż więc nabyłem tyle mądrości?". Rzekłem przeto w sercu, że i to jest marność. Bo nie ma wiecznej pamięci po mędrcu tak samo, jak i po głupcu, gdyż już w najbliższych dniach w niepamięć idzie wszystko; czyż nie umiera mędrzec tak samo jak głupiec? Toteż znienawidziłem życie, gdyż przykre mi były wszystkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem, bo wszystko marność i pogoń za wiatrem. Znienawidziłem też wszelki mój dorobek, jaki nabyłem z trudem pod słońcem, a który zostawię komuś, kto przyjdzie po mnie. A któż to wie, czy mądry on będzie, czy głupi? A władać on będzie całym mym dorobkiem, w który włożyłem trud swój i mądrość swoją pod słońcem. I to jest marność. Zacząłem więc ulegać zwątpieniu z powodu wszystkich trudów, jakie podjąłem pod słońcem. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? – Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność. (…)
Wszystko jednakie dla wszystkich: Ten sam los spotyka sprawiedliwego i złoczyńcę, tak czystego, jak i nieczystego, zarówno składającego ofiary w świątyni, jak i tego, który nie składa ofiar… Tak samo jest z dobrym, jak i z grzesznikiem… To złem jest wśród wszystkiego, co dzieje się pod słońcem, że jeden dla wszystkich jest los. A przy tym serce synów ludzkich pełne jest zła i głupota w ich sercu, dopóki żyją. A potem – do zmarłych! Bo któż stanowi wyjątek? … A zmarli niczego zgoła nie wiedzą, zapłaty też więcej już żadnej nie mają, bo pamięć o nich idzie w zapomnienie. (…) Wszystko na świecie – i głupota, i mądrość, i bogactwo, i nędza, i wesele, i smutek – wszystko marność i głupstwo. Człowiek umrze i nic nie pozostanie. I to też jest głupie… Czyżby? Skąd wiemy, że za tym, co się nam wydaje marne i głupie, nie kryje się coś bardzo mądrego i doniosłego? 
Na ową rozpaczliwą sytuację Kohelet proponuje tylko jedno remedium: Nic lepszego dla człowieka niż żeby jadł i pił, i duszy swej pozwalał zażywać szczęścia przy swojej pracy. I pamiętał, że to jeszcze nie wszystko, że choć człowiek nie wie, dlaczego i po co wszystko – i on sam – istnieje, to już sam fakt tego istnienia dowodzi, że istnienie to powinno mieć jakiś sens i cel, być może przekraczający ludzkie pojęcie i możliwości ludzkiego rozumu. Warto więc trwać na posterunku – posterunku człowieka – skoro zostaliśmy na nim postawieni.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2018

100 LAT TEMU POLSKA POWSTAŁA, BY ŻYĆ

  • Niczym jutrznia po nocy niewoli 
  • Niepodległa przede wszystkim wymodlona! 
  • Wspólne serc bicie nad sercem Marszałka 

ZUŁÓW – MIEJSCE URODZIN MARSZAŁKA

  • Kolebka Wielkości 

POLITYKA

  • Na bieżąco 

ŻYWI – UMARŁYM

  • Kamień do pamięci skłaniać! 
  • Koszalińskie Spotkania z Wysockim 

WILNO W CZASACH MICKIEWICZA

  • Ksawera, córka Deyblów 

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O lęku skończoności 

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku" 

SPORT

  • W duchu olimpijskiego braterstwa 

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ

  • Azerbejdżan – Kraina Ognia 

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie