O złudzeniach filozofów

drukuj
dr Jan Ciechanowicz, 12.03.2021

Zasadniczo osoba poznająca świat jest skazana na przypuszczenia i zachowuje się według powiedzenia słyszał, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele – tak przybliżona jest nasza wiedza, w szczególności zaś wiedza filozoficzna. Filozof zajmuje się problemem jak lekarz chorobą (Ludwig Wittgenstein) i równie często jak lekarz w zmaganiach z chorobą, ponosi filozof klęskę w zmaganiach z nierozstrzygalnymi zagadnieniami egzystencjalnymi, którymi się z definicji zajmuje właśnie "królowa nauk".

Jak twierdził Epiktet, człowiek nie ma nic prócz mniemań. A i to twierdzenie jest tylko mniemaniem Epikteta. Czyli to, iż nic nie jest pewne, też nie jest pewne. Co prawda, ks. prof. Włodzimierz Sedlak pisał, że nie ma nauki wbrew faktom, ale to właśnie jest do ustalenia, co faktem jest, a co nie jest, co zaś z kolei również do pewnego stopnia stanowi kwestię konwencji. Jak np. potwierdzić czy obalić, przekonanie dawnych Chaldejczyków, ponoć najmądrzejszego ludu starożytności powszechnej, że cykl rozwoju świata, czyli jego kołobieg, odbywa się w ciągu 6000 lat, w trakcie których następuje wciąż na nowo powrót tego samego, die ewige Wiederkehr desselben? 
Trzeba przyznać, iż człowiek ma wrodzony popęd do poznania prawdy, który się manifestuje w sferze nauki, filozofii, religii, sztuki, praktyki socjalnej. Ujmowanie prawdy jest związane ze swoistym dążeniem. Prawda dla tego dążenia jest celem. Człowiek dąży do prawdy, a umysł łączy w sobie zdolność jej ujmowania (poprzez odróżnianie od nie-prawdy) oraz potrzebę jej dociekania. Już w tym zaznacza się jego dynamiczne podporządkowanie względem prawdy, która jest równocześnie jakby własnym światłem umysłu ludzkiego (Karol Wojtyła, Osoba i czyn). Osiągnięta wiedza jakby rozjaśnia mrok, panujący wokół życia ludzkiego. Kiedy ktoś zostaje oświecony wiedzą, która niszczy niewiedzę, wtedy ona – wiedza – objawia mu wszystko, tak jak słońce oświetla wszystko podczas dnia (Bhagavad-Gita, V, 16). Dawny tamilski tekst Tirukkural zawiera rozdział pt. O wartości wiedzy, w którym czytamy: 
Ten, kto mądrość chce posiąść, nie będzie z tym zwlekał.
Wiedzę trzeba układać w rozumie.
Żądne liczb oraz liter są oczy człowieka,
Jest jak ślepy, kto ich nie zrozumie.

Naucz oczy, by były narzędziem poznania,
Aż bez reszty napełnią się światłem.
Takich ludzi brak wszystkim i chwilę rozstania
Z nimi każdy odczuwa jak stratę.

Ale kiedy się uczysz, to czyń to w pokorze,
Nicponiowi nikt ręki nie poda.
A im głębiej kopałeś w piaszczystym ugorze,
Tym obfitsza i lepsza jest woda.

W obcym kraju czy mieście jest człowiek uczony
Wolny tak, jakby szedł po swej ziemi.
Trud włożony w naukę nie bywa stracony,
Bo następne wcielenie odmieni.

Mądry skrzętnie lokuje bogactwa w swej głowie,
Aby były bezkresne jak morze.
Inne skarby łapczywie zabiorą wrogowie,
Tego nikt ci odebrać nie może. 
Tak więc ze wszech miar warto dążyć do znalezienia prawdy. Jednak dążenie do czegoś a osiągnięcie tegoż to są dwie różne rzeczy. Na drodze ku zdobyciu prawdy piętrzą się liczne i różnorodne przeszkody zarówno o charakterze obiektywnym, jak też subiektywnym. Wiadomo np. że "prawda oczy kole", że niechętnie akceptujemy informacje, które odczuwamy z jakichś względów jako niemiłe, zdania zaś przyjemne uważa się za prawdziwe (Friedrich Nietzsche). 
Bywa też często, że jakieś fałszywe wyobrażenia i idee uchodzą za prawdę i na jakiś czas opanowują umysły ludzi. Idee, które opanowały umysł, są albo nabyte, albo wrodzone. Nabyte wtargnęły do umysłu z poglądów i szkół filozoficznych albo z przewrotnych prawideł dowodzenia. Wrodzone natomiast tkwią w naturze samego rozumu, który objawia o wiele większą skłonność do błędu niż zmysły. Jakkolwiek bowiem ludzie znajdują w sobie samych upodobanie i popadają w podziw i niemal w uwielbienie dla umysłu ludzkiego, to jest jednak rzeczą najzupełniej pewną, że podobnie jak nierówne zwierciadło zmienia promienie rzeczy według własnego kształtu i kroju, tak też umysł, doznając wrażeń za pośrednictwem zmysłów, przy urabianiu i wytwarzaniu swych pojęć nie wykazuje dokładnej wierności, lecz do natury rzeczy wprowadza i dołącza swą własną naturę. I otóż owe dwa pierwsze rodzaje idoli z trudem tylko dają się usunąć, dwu zaś ostatnich rodzajów w żaden sposób usunąć nie można (Francis Bacon, Przedmowa do "Wielkiej odnowy"). 
Na drodze do wiedzy staje nieraz przywiązanie do własnych złudzeń, interes grupowy lub osobisty, a także i indywidualne usposobienie czy dogmatyzm. Myśl staje się moją własną dopiero wówczas, gdy nie zawaham się narazić jej na utratę, gdy jej strata nie jest moją stratą, kiedy nie muszę się bać, że ją utracę. Myśl staje się mą własną dopiero wtedy, gdy naprawdę mogę ją ujarzmić, ona zaś nigdy nie może mnie ujarzmić, gdy nie zrobi ze mnie fanatyka i narzędzia swej realizacji. Zatem wolność myśli istnieje wówczas, gdy mogę posiąść wszelkie możliwe myśli; własnością jednak stają się dopiero przez to, że nie mogą mną zawładnąć. W epoce wolności myśli panują pojęcia (idee), lecz gdy uczynię z nich moją myślową własność, to będą się zachowywać jak moje stworzenia. Gdyby hierarchia nie zapadła tak głęboko w serca, pozbawiając człowieka wszelkiej odwagi, by podążać za wolnymi – tj. być może Bogu niemiłymi – myślami, to musiano by uznać wolność myśli za równie puste słowo jak wolność trawienia (Max Stirner, Jedyny i jego własność). 
Także to, co naoczne i na pozór ewidentne, może zasłaniać rzeczywisty stan rzeczy. Nie powinno dziwić, że coś poznanego ontologicznie wydaje się zwykłemu rozsądkowi obce w porównaniu z tym, co znane mu wyłącznie ontycznie (Martin Heidegger, Sein und Zeit). Bez filozoficznego namysłu i krytycyzmu zdobycie adekwatnej wiedzy jest niemożliwe. Krytycyzm stanowi sprawdzian i rodzaj testu dla twierdzeń dowolnego rodzaju, które przedstawiane są komuś do akceptacji, stosowanego, by ustalić, czy odpowiadają one rzeczywistości, czy też nie. Ta najistotniejsza zdolność umysłu powstaje jako produkt kształcenia i ćwiczeń. Zasadniczy warunek pomyślności ludzkiej zasadza się na tym, że wszyscy mężczyźni i kobiety muszą być w krytycyzmie wytrenowani. Stanowi on nasze jedyne zabezpieczenie przed uleganiem iluzjom, złudzeniom, przesądom i błędnemu pojmowaniu samych siebie oraz naszych ziemskich warunków bytowania. To właśnie taka zdolność chronić nas będzie przed wszystkimi szkodliwymi sugestiami... Nasza edukacja jest o tyle prawidłowa, o ile wyposaża nas w dobrze rozwiniętą zdolność do krytycznego myślenia... Ludzi wyuczonych krytycyzmu nie mogą wpędzić w popłoch mowy agitatorów i nigdy nie zwiedzie ich dytyrambiczna retoryka. Nie są oni też skorzy do dawania czemuś wiary, potrafią uważać coś za możliwe lub prawdopodobne w różnym stopniu (William Graham Sumner). 
Każda nauka startuje od jakiegoś przypuszczenia, a więc w zasadzie bazuje na nader chwiejnym fundamencie. Arthur Schopenhauer w pierwszym tomie dzieła Świat jako wola i przedstawienie zanotował: Udowodnić bez reszty nie można żadnej nauki, tak jak żaden budynek nie może unosić się w powietrzu; wszystkie jej dowody muszą sprowadzać się do jakiejś naoczności, a zatem do czegoś niemożliwego już do udowodnienia. Albowiem cały świat refleksji opiera się na świecie naocznym i tkwi w nim korzeniami. Wszelka ostateczna, tj. pierwotna, oczywistość jest naoczna; samo słowo już to zdradza. Zgodnie z tym jest to oczywistość albo empiryczna, albo oparta na oglądzie apriorycznym warunków możliwego doświadczenia; w obu wypadkach daje tylko poznanie immanentne, a nie transcendentne... W drugim zaś tomie tegoż dzieła gdański filozof wskazuje na inny jeszcze aspekt tematu: Żadna prawda nie może nigdy podważyć innej, wszystkie natomiast muszą być koniec końcem zgodne ze sobą, gdyż w naoczności, ich wspólnej podstawie, żadna sprzeczność nie jest możliwa. Dlatego żadna prawda nie lęka się innej. Natomiast każda prawda musi się obawiać złudzenia i błędu, albowiem na skutek logicznego powiązania wszystkich prawd napotkanie przez nią każdego błędu musi się kiedyś niezawodnie powtórzyć, choćby bardzo daleko... Stąd widocznie wynika postulat jakiejś społecznej opieki (bądź dobrze pojętej kontroli) nad zorganizowanym procesem poznawczym. Ale z kolei i takie rozwiązanie może być brzemienne w nader groźne konsekwencje.
* * *
Często filozofowie wskazują na rzekomo ujemną rolę Kościołów chrześcijańskich w dziele rozwoju kultury intelektualnej i poszukiwań naukowych. Na ten zarzut trafnej i klarownej odpowiedzi udzielił w swoim czasie znakomity myśliciel Friedrich Wilhelm Foerster w tekście pt. Autorytet a wolność, będąc zdania, iż Człowiek współczesny uzasadnia swą wzgardę dla prawd religijnych dumnym twierdzeniem, że woli przez całe życie szukać prawdy, niż ją posiadać, a tym samym wyrzec się dalszych badań. Otóż pominąwszy, że nawet bardzo religijny człowiek nigdy nie przestaje prawdy coraz bardziej zgłębiać, aby ją rzeczywiście posiąść, trzeba zwrócić uwagę i na to, że w zasadniczych kwestiach bytu nie można wiecznie błąkać się i dokonywać eksperymentów, już choćby dlatego, że skutkiem naszych pomyłek inni muszą cierpieć. Jakże wstrząsająca jest tragedia człowieka, który dopiero w chwili śmierci pojmuje istotę mądrości życiowej! Prawda winna przyświecać całemu naszemu życiu, a nie dopiero naszemu zgonowi, i dlatego musimy znaleźć ją na początku, a nie na końcu naszej doczesnej pielgrzymki. (...) Są zagadnienia, wymagające społecznej organizacji poznania, to jest równomiernego współudziału tradycji i indywidualnego rozumowania, psychologicznej intuicji i analizy intelektualnej, doświadczenia wewnętrznego i zewnętrznego. (...) Jest zupełnie niesłusznym sądzić, że autorytet Kościoła zasadniczo sprzeciwia się obiektywności naukowej i nie da się z nią pogodzić, a skutkiem tego uczonemu, będącemu wierzącym katolikiem, odmawiać zaszczytnej nazwy badacza naukowego. (Czyż Pasteur’owi jego prawowierne przekonania katolickie przeszkadzały być ściśle naukowym badaczem?). W zasadzie kontrolująca działalność Kościoła skierowana jest tylko przeciw roztrząsaniu przez ludzi świeckich tych problemów, których niepodobna rozwiązać za pomocą jedynie indywidualnych naukowych dociekań. Gdyby istniała jakaś naukowa instytucja, mająca za cel surowe przestrzeganie ścisłości naukowej, której zadaniem byłoby natychmiastowe zwrócenie uwagi każdemu badaczowi, chcącemu za pomocą swej metody rozstrzygać kwestie, do których rozwiązania potrzeba czegoś więcej niż samej tylko wiedzy, to możemy być przekonani, że protestowałaby ona w tych przypadkach równie gorąco, jak idealnie pomyślany autorytet kościelny. W zasadzie więc (a w danej kwestii spornej atakowano zawsze zasadę kontroli Kościoła), można autorytet Kościoła najzupełniej pogodzić z prawdziwą nauką – Kościół chce tylko czuwać nad ścisłym przestrzeganiem granicy między wiedzą a religią. (...) W zasadzie autorytet Kościoła nigdy nie może godzić się z najlżejszą bodaj wzgardą dla wiedzy i rozumu. Zadaniem jego jest rozciąganie pieczy nad wielkimi zagadnieniami życiowymi i duchowymi, które już z istoty swej nie mogą być rozwiązane za pomocą samego indywidualnego rozumu. Kościół zasadniczo protestuje przeciw dążeniu umysłu do odłączenia się od całokształtu życia duszy, przeciw rozumowaniu oderwanemu od samopoznania, miłości bliźniego i podstawowych wyobrażeń religijnych, bo uważa, że działalność umysłu wyzwolonego od wszelkiej karności jest zgubne w równej mierze dla charakteru człowieka, dla jego kultury, a nawet dla samej zdolności myślenia. 
Friedrich Wilhelm Foerster wydaje się być zdania, iż kultura religijno-etyczna nie może istnieć niezależnie od centralnej instytucji, która pewne zasadnicze pojęcia usuwa z pola jakiejkolwiek dyskusji, aby w ten sposób przeciwstawić indywidualnej wrażliwości, stronniczości i ograniczoności ludzkich pojęć Prawdę Objawioną oraz mądrość tysiącleci dziejów ludzkości. Najwyższe zagadnienia kultury religijnej nie mogą być wydane na pastwę ludzkiej samowoli, lekkomyślności, krótkowzroczności, ograniczoności, a nawet złej woli, które nieuchronnie spowodują zamęt i rozchwianie duchowych podstaw cywilizacji oraz rozproszenie odwiecznej mądrości w chaosie subiektywnych mniemań i przypuszczeń. Wszak kultura powinna sprawić, aby ludzie głęboko myślący mieli wpływ wychowawczy na powierzchownych i bezmyślnych, ludzie żyjący życiem wewnętrznym – na płytkich i wychowanych powierzchownie, aby dusza panowała nad ciałem, geniusz nad tłumami. Taki zaś wpływ wychowawczy i takie kierownictwo nie są możliwe bez zewnętrznych form autorytetu, bez nieprzerwanego zorganizowanego procesu nauczania, bez zinstytucjonalizowanej tradycji. 
Już w samym zresztą przeżywaniu wartości transcendentalnych tkwi wielki potencjał poznawczy. W przeżyciu wartości również istotny jest moment prawdy. Jest to prawda o takim lub innym przedmiocie jako o takim lub innym dobru. Jeśli np. przeżywamy wartość odżywczą pokarmu, wówczas zarazem też poznajemy, jakim dobrem jest ów przedmiot, który stanowi pokarm. Jeśli przeżywamy wartość wychowawczą takiej lub innej książki, to zarazem też poznajemy, że książka ta jako przedmiot jest określonym dobrem. (...) W przeżyciu wartości zawiera się poznanie prawdy o przedmiotach, ku jakim zwraca się wola mocą swej specyficznej intencjalności (Karol Wojtyła, Osoba i czyn). 
* * *
Większość ludzi tak naprawdę nie dąży do poznania, gdyż z natury swej nie jest do niego zdolna i zadowala się namiastką prawdy, podawaną im do wierzenia przez różnej maści fałszywe lub prawdziwe autorytety. Dążenie do prawdy jest dążeniem nazbyt wysokim i zbyt ekscentrycznym, by można było oczekiwać, że wszyscy, wielu, ba, choćby niektórzy rzetelnie wezmą w tym udział (Arthur Schopenhauer). Nie mają po temu ani dość energii witalnej, ani dość miłości Boga, ani dość rozumu. Całe życie ludzkie – pisał Fryderyk Nietzsche – zanurza się głęboko w nieprawdzie; jednostka nie może go z tej studni wydostać, nie nabierając zarazem najgłębszej odrazy do swej przeszłości, nie spostrzegając w swych motywach teraźniejszych, takich jak honor, niedorzeczności, nie przeciwstawiając namiętnościom, które prą ku przyszłości i szczęściu w niej, szyderstwa i pogardy. Jestże prawdą, że pozostaje jedynie taki sposób myślenia, który pociąga za sobą rozpacz jako wynik osobisty i filozofię zniszczenia jako rezultat teoretyczny? – Sądzę, że o skutkach poznania decyduje temperament człowieka. 
A cóż za temperament etyczny i intelektualny może mieć człowiek masowy, fizjologiczny? Jest to temperament żucia, łykania, trawienia i wydalania. Jak też kopulowania. I nic ponadto. Jakże prawdziwe i dramatyczne w tej swojej prawdziwości jest twierdzenie w Świadomości nadprzyrodzonej autorstwa Simone Weil: Społeczeństwo jest jaskinią, wyjściem z niej jest samotność. Względność jest dostępna tylko dla samotnego umysłu. Żaden tłum nie może pojąć względności. Co jest dobre albo złe pod takim a takim względem, (...) w takiej to a takiej mierze (...), to właśnie wymyka się uwadze tłumu. Tłum nie jest zdolny do takiej operacji myślowej jak dodawanie... 
Zważywszy więc wszystko, cośmy powiedzieli dotychczas, wypada uznać, że człowiek jest skazany na niepewność swej wiedzy. Nie szukajmy pewności i stałości. Rozum zawsze pada ofiarą pozorów, nic nie zdoła ustalić skończoności między dwiema nieskończonościami, które obejmują ją i umykają jej. Skoro to dobrze zrozumiemy, sądzę, iż będziemy trwali spokojnie każdy w tym stanie, w jakim natura go pomieściła – zauważał Blaise Pascal w Myślach. W klasycznym dziele kultury tamilskiej Tirukkural znajdujemy wstrząsającą w swej głębi wykładnię doktryny o złudności ludzkich usiłowań, zmierzających do poznania tego, co z istoty swej jest niepoznawalne. 
Poprzez szlaki, gdzie wiecznie panuje ułuda,
Cykle wcieleń kolejnych mijają.
Tylko temu, co przejrzał na oczy, się uda
Ujrzeć coś poza złudą i mają.

Dla mądrego niebiosa są bliższe od świata,
Ufa Bogu, nie jakiejś osobie.
Cóż za korzyść jest z serca, gdy tylko kołata,
Lecz nie świeci ni ludziom, ni sobie.

By zrozumieć zawiłe meandry istnienia,
Trza uchwycić ich głębszą istotę.
Ci, co tę tajemnicę zgłębili do rdzenia,
Już nie wrócą na ziemię z powrotem.

Nie jest klęską jednakże ponowne zrodzenie,
Jeśli człowiek do niego nie dążył.
Taki walkę ma podjąć na nowej arenie,
Nim się w Bogu na zawsze pogrąży.

Pozna wpierw wzniosłą prawdę na progu milczenia,
Mury, co mu ciążyły, sam zburzy.
Gdy spopieli gniew, żądzę i wszelkie złudzenia
W czasie swojej ostatniej podróży. 
W końcu więc się okazuje, że nie bardzo się mylił – jeśli w ogóle mijał się z prawdą – Max Stirner, gdy w dziele Jedyny i jego własność wywodził: Prawdy to frazesy, banały, słowa; połączone czy uszeregowane tworzą logikę, naukę, filozofię. By myśleć i mówić, potrzebuje prawd i słów, tak jak pokarmu, by jeść; bez nich nie ma myślenia i mowy. Prawdy są dla ludzi pojęciami wyrażonymi za pomocą słów i dlatego właśnie istnieją tak jak inne rzeczy, aczkolwiek tylko dla ducha czy też myślenia. Stanowią one ludzki twór, ludzką konwencję, i choć podaje się je za boskie objawienia, to zachowują przecież dla Mnie cechę obcości; ba, po akcie stworzenia nawet me własne twory stają się już czymś Mi obcym. Jeśli ktoś nie ma pewnej odpowiedzi na jakieś pytanie i wyznaje to otwarcie, wcale oczywiście nie znaczy, że zasłania się niewiedzą; po prostu stwierdza fakt psychologiczny, który nie wiadomo, czy jest faktem ontycznym. 
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 4/2021

NASZA WIARA

  • Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy
  • Droga krzyżowa współczesnego Kościoła

POLITYKA

  • Na bieżąco

TRADYCJĄ SILNI

  • A w Poznaniu "Kaziuk" – mimo wszystko

JUBILEUSZE, ROCZNICE

  • Poczwórne szczęście naraz
  • Ostatnia wileńska plejada
  • 110 lat Muzeum Wieszcza w Wilnie

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Mieszkałem w majątku Pokrajczyzna
  • Kanadyjskie Towarzystwo Dziedzictwa Polskiego
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O okrężnej drodze

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie