Od Litwosa do Noblisty. Niektóre karty podróży życiowej Henryka Sienkiewicza

drukuj
Andrzej Baranow, Halina Turkiewicz,wykładowcy Centrum Języka Polskiego, Kultury i Dydaktyki Litewskiego Uniwersytetu Edukologicznego, 24.11.2016

Upływa nam powoli Rok Sienkiewiczowski (170. rocznica urodzin i 100. rocznica śmierci Noblisty), wróćmy więc jeszcze do osoby i dokonań jednego z najbardziej popularnych wśród czytelników pisarzy polskich, mającego też swoje, nie zawsze może zbyt dotykalne, relacje z Litwą.

Rodowód z litewskością w tle
Henryk Sienkiewicz urodził się 5 maja 1846 r. w Woli Okrzejskiej na Podlasiu, w dworku wuja Adama Cieciszowskiego. Ta miejscowość jest położona o ponad sto kilometrów na południowy wschód od Warszawy. 
Ojciec przyszłego pisarza, Józef Sienkiewicz, w owym czasie dziedzic wsi Grotki, był synem oficera napoleońskiego. Dziadek zaś Michał, też wojskowy, pochodził z rodu tatarsko-białoruskiego, zakotwiczonego na Litwie jeszcze w wieku XVI.
Matka Stefania, z domu Cieciszowska, wywodziła się z Podlasia, z dobrze usytuowanego rodu herbowego. Spośród bardziej znaczących krewnych tego rodu wymieńmy chociażby znanego historyka Joachima Lelewela czy literatkę Jadwigę Łuszczewską, bardziej znaną pod pseudonimem Deotymy. Sama zresztą matka napisała trochę wierszy i parę powiastek.
Henryk dorastał wśród licznego rodzeństwa. Urodził się jako drugie dziecko w rodzinie. Starszy od niego o dwa lata brat Kazimierz zginie w 1871 r. podczas wojny prusko-francuskiej. We wczesnym dzieciństwie śmierć zabierze siostrę Marię. Dłuższe kontakty, rozciągające się też na dorosłe życie, łączyły Sienkiewicza z jego trzema młodszymi siostrami: Anielą, Zofią i Heleną. 
Wczesne dzieciństwo przyszłego Noblisty przebiegało głównie na wsi. Przemieszczał się czasem z dworku do dworku razem ze swoim rodzeństwem, chłonął kolejne sielskie krajobrazy. Jednak już od najmłodszych lat ujawniała się jego inna pasja: pociąg do książek, jak też do pisania, co doprowadzi go w przyszłości do szczytu sławy. O tej pasji pisze m. in. Józef Szczublewski: "(...) dzieckiem będąc "prawie uczył się czytać" na pisarzach polskich XVI i XVII wieku, gdy dorwał się na strychu do kufra z książkami. Samotność, strych, stare sztychy, tajemnicze słowa sylabizowane ze starych książek pozostaną w nim mocniejszymi urokami niż późniejsze opisy przygód Robinsona Crusoe czy awantur wojennych Napoleona. Może nie wiodło mu się w zabawach chłopięcych, gdzie hersztem był starszy brat, dość że przedwcześnie polubił dźwięk staropolszczyzny i wcześnie – wzorem matki, domowej literatki – coś tam zaczął pisywać". 

Edukacja warszawska
W roku 1858, w wieku lat dwunastu, znajdzie się Sienkiewicz w Warszawie, gdzie rozpocznie naukę w gimnazjum realnym, mieszczącym się w słynnym Pałacu Kazimierzowskim. Zamieszka przy Rynku Starego Miasta. Długo będzie mu brakowało wiejskich krajobrazów. Niełatwo też będzie dostosować się do nieco innych układów w obcowaniu z ludźmi niż to było na wsi. 
W następnym roku sprowadzają się do Warszawy także matka i rodzeństwo Sienkiewicza. Wynajmują mieszkanie przy Nowym Świecie, gdzie razem z nimi zamieszka też Henryk. Parę lat później, w 1861, także ojciec rezygnuje z gospodarowania na wsi, kupuje "domek na Pradze" i też osiada w Warszawie. 
Tymczasem Henryk, nie bez kłopotów, zalicza kolejne klasy gimnazjalne. Najlepiej się wykazuje na lekcjach języka polskiego i historii. Jest też świadkiem historii, rozgrywającej się na jego oczach. Jak i większość Polaków, żyje atmosferą Powstania Styczniowego, chociaż jest za młody, by zaangażować się czynnie w wypadki dziejowe. 
W 1865, po ukończeniu klasy siódmej, przerywa naukę w gimnazjum z powodu niedostatku w rodzinie. Reperuje budżet domowy dając korepetycje w domu ziemiańskim pod Płońskiem. Wolne chwile wypełnia pisaniem powieści Ofiara, którą po ukończeniu oceni bardzo krytycznie i zniszczy. 
W 1866 r. uzyskuje maturę i niebawem zostaje studentem Szkoły Głównej (ówczesna nazwa Uniwersytetu Warszawskiego). Wybiera prawo, następnie medycynę, żeby już w lutym następnego roku wylądować na filologii. Strasznie zmartwił tym matkę, która bez względu też na swoje skłonności literackie, uważała, że dopiero ukończenie wydziału lekarskiego zapewniłoby chleb dla syna. 
Tymczasem Henryk nie myśli aż tak materialnie, woli zmagania ze słowem, na początku też poetyckim. Uświadomiwszy jednak, że nie da się pokonać Słowackiego, wybiera prozę.

Wtajemniczenia dziennikarskie
W 1869 r., jakby nieco przypadkowo, debiutuje w prasie, zamieszczając w "Przeglądzie Tygodniowym" recenzję teatralną. 
Dzieląc czas pomiędzy studia, korepetycje i kolejne "błyśnięcia" w prasie, nadal nie rezygnuje z prozy beletrystycznej. W r. 1872 jego powieść Na marne jest drukowana w odcinkach w dwutygodniku "Wieniec", stając się właściwym debiutem Sienkiewicza. Jako że nie jest pewien swoich sił pisarskich, publikuje ją pod pseudonimem Litwos.
Skąd pseudonim Litwos? To raczej nie jest spolszczone "lietuvis" (Litwin), jak mówi się czasem na lekcjach szkolnych. Ma rację Andrzej Rataj, uważający, że klucz dla poprawnej interpretacji pseudonimu można znaleźć w Kronikach... Macieja Stryjkowskiego, które były bardzo inspirującą lekturą dla Sienkiewicza.
Już niebawem, w r. 1873, objawia się także Sienkiewicz-felietonista: w "Gazecie Polskiej" ukazuje się cykl felietonów pod nazwą Bez tytułu. Polot pisarski nie przypada do gustu żądającemu faktografii redaktorowi dziennika i znakomity felietonista musi ustąpić komuś mniej błyskotliwemu.
Jest to także rok smutnych doświadczeń w życiu prywatnym. 1 września we wsi Wola Gułowska zmarła matka pisarza.
Utraciwszy pracę w "Gazecie Polskiej" w pierwszym półroczu 1874 r. współpracuje Sienkiewicz z liczącym się dwutygodnikiem "Niwa". Staje się niebawem jego współwłaścicielem. 

Z Modrzejewską "na podbój Ameryki"
Rok 1875 przynosi kolejne nowe przeżycia i doznania. Sienkiewicz staje się bywalcem "wtorków u pani Heleny", czyli trafia do kręgu przyjaciół słynnej aktorki Heleny Modrzejewskiej.
Aktorka do tego stopnia oczarowała Sienkiewicza, że zdecydował się wziąć udział w jej wyprawie "na podbój Ameryki". Dużo jednak czasu, zwłaszcza w przygotowawczej fazie zespołowej wyprawy, poświęca pisarz na poszukiwanie stosownego miejsca dla założenia farmy dla Modrzejewskiej i jej towarzyszy podróży. 
Wybór padł na Kalifornię. Zwiedzając po drodze różne osobliwości amerykańskiej natury i kultury Sienkiewicz dociera latem do Anaheim, która to miejscowość okazała się czymś pośrednim między wsią i miastem. Oczekuje tutaj na uczestników wyprawy, w której Modrzejewskiej towarzyszą: jej mąż Karol Chłapowski, karykaturzysta Paprocki i in. Obcując tymczasem głównie z osobliwościami natury (ocean, mewy i pelikany), miewa czasem napady dotkliwej samotności. Modrzejewska i jej mąż docierają do Anaheim dopiero w październiku. Poczucie samotności zastępują teraz różne zabiegi gospodarskie. Wszyscy uczestnicy wyprawy zmuszeni są szarą codzienność łączyć z ważną dla nich poezją życia, co nie jest takie proste. 
Bez względu na wiele uciążliwości i braków finansowych, na konieczność podejmowania pracy fizycznej Sienkiewicz zapewnia w listach swoich warszawskich przyjaciół, że jest mu tutaj dobrze:
(...) Piszecie mi, żeby wrócić do Warszawy. Juści wrócę, bo mi do swoich czasem tęskno, ale zresztą tak mi tu dobrze, tak zdrowo, tak kanibalsko błogo, Amerykanie są tak dzielni ludzie, tyle mający lojalności, prawości i cnót prawie niepojętych u nas, że przyzwyczaiwszy się do ich szorstkości, niepodobna się po prostu w nich nie rozkochać, a zarazem nie dojść do wcale nie egzaltowanego  przekonania, jak nasza Europa się zestarzała, spodlała, zniewieściała i wyrodziła. Tego się nie widzi na miejscu, ale widzi się to tu ze smutkiem. Rozkochałem się tu w ludziach, w naturze, w tym życiu zdrowym, potężnym, a tak wolnym, że nieraz mi się zdaje, że jestem ptakiem. Co to za skarb jest nieograniczona wolność, to znowu tylko tu można się przekonać. 
Do tematu nieograniczonej wolności, powodowanej obcowaniem z dziewiczą naturą, wróci jeszcze niejednokrotnie zarówno w swoich felietonach, jak i w obfitej korespondencji prywatnej. Wielkie wrażenie zrobi na nim wyprawa do kanionu San Jago, gdzie odnajdzie idylliczne ustronie, w którym w niedalekiej przyszłości założy sobie rezydencję Helena Modrzejewska. Oto jak opisuje to miejsce Sienkiewicz w listach do przyjaciół:
(...) Najdawniejsze marzenia moje z lat dziecinnych zmieniły się w rzeczywistość. Zawsze marzyłem o tym, abym kiedykolwiek w życiu mógł ujrzeć owe kraje bezludne jeszcze, w których potężne siły natury, niepohamowane ręką ludzką i rozbujałe, żyją, jak chcą, tworzą, co chcą, i panują absolutnie. Spojrzeć twarzą w twarz, oczyma w oczy naturze zupełnie pierwotnej, wedrzeć się w głębie dziewiczych lasów i stepów, opisywanych przez Coopera, był to ideał szczęścia, do którego wzdychałem w ukryciu od dawna. Teraz miałem to wszystko przed oczyma. Pierwotna natura otaczała mnie zewsząd, ogarnęła całego, pochłonęła moje zmysły i umysł. Mogłem się w niej rozpuścić i zginąć jak kropla marna deszczu w oceanie. 

Listy z Ameryki
Pod koniec lata 1877 r., po długiej pracy i wielu zabiegach Helena Modrzejewska zaczyna święcić triumfy na scenie amerykańskiej. Do obowiązków Sienkiewicza dodaje się teraz funkcja recenzenta teatralnego, odnotowującego te triumfy z niesamowitą pasją i egzaltacją. Kiedy natomiast Modrzejewską zainteresują się reporterzy amerykańscy, Sienkiewicz swoją misję uzna za spełnioną i zacznie odrabiać zaległości w Listach z Ameryki dla "Gazety Polskiej". Opisze m. in. swoje wcześniejsze podróże z San Francisco do Santa Monica, z Los Angeles do pustyni Mohave. Czytelników "Gazety Polskiej" urzekają zapewne nie tylko "słowem malowane" egzotyczne pejzaże, lecz także sentyment autora do rodzimych krajobrazów, zarówno tych, znanych z autopsji, jak i tych, zaszczepionych przez literaturę romantyczną, o czym świadczy chociażby poniższy fragment Listów z Ameryki:
(...) Mijamy pasmo gór leżące tuż nad brzegiem. Dalej pobrzeże rozpłaszcza się i ciągnie się ławicami piasku aż do Santa Inez. W tej części step przeważa nad górami. O ile mogę dojrzeć w nocy, kraj jest pusty i nie widać ani drzew, ani mieszkań ludzkich. Siedzę na pokładzie, bo mi się nie chce iść spać, a nie spędza mnie z tego siedliska ani wiatr, ani zimno. Noc jest cicha, ciepła, pogodna; Ocean ciągle gładki. Księżyc rzuca nań jedną smugę światła, potężna gwiazda Wenus drugą. Coraz cieplej. Powoli przychodzi mi na myśl kraj rodzinny. U nas teraz zima, rodzi się właśnie ranek, może mroźny, ale różowy ranek. Wioski zasypane śniegiem, dachy białe, sine dymy z kominów wznoszą się prosto ku górze; po ogrodach gałęzie zasnute szronem rysują się nieruchomo i milcząco; przed chałupami skrzypią zamarzłe żurawie studzienne, a stada wron łopotaniem skrzydeł zwykłym "kra! kra!" – budzą tych, co jeszcze śpią. Obraz znany wam dobrze, ale znad brzegu drugiego Oceanu patrzy się nań przez ów wiersz Mickiewiczowski: "... ty jesteś jak zdrowie!" Przesiedziałem na pokładzie całą noc.
Warto zauważyć, że Sienkiewicz miał niezwykle bujną wyobraźnię, wielki dar zmyślania, co w połączeniu z bogatymi lekturami wzmagało efekty literackie jego felietonów. Niektórzy badacze wręcz wątpią, czy niektóre opisywane wyprawy, polowania i inne przygody amerykańskie miały miejsce naprawdę, czy są tylko wytworem wybujałej fantazji pisarza.
W lutym 1878 r. Sienkiewicz opuszcza San Francisco, żegna się z kapitanem Piotrowskim, który najczęściej zapewniał mu dach nad głową. Wraca tymczasem do Europy, zahaczając o Londyn, Paryż, który jawi mu się jako "niedokończona uczta z czasów ostatniego Nerona". We Francji pozostaje do kwietnia roku następnego. W końcu tego miesiąca jest już we Lwowie.

Najukochańsza Maria życia
W sierpniu 1879 wyrusza do Wenecji. Poznaje tu jedną z Marii swojego życia, którą tak oto charakteryzuje Józef Szczublewski: "Już nie dziewczę, może dwudziestotrzyletnia, drobna, krucha, jasnowłosa emancypantka, wybiera się za granicę, ażeby studiować chemię. Bawi w Wenecji z ojcem, matką, popielatowłosą siostrą Jadwigą. Maria Szetkiewiczówna z Warszawy. Wzrastała na Litwie, gdzie ojciec miał duży majątek, stracił go w Powstaniu Styczniowym i parę lat przesiedział w Rosji na zesłaniu. Obie córki z matką były też tam jakiś czas u niego".
Wyjeżdżając z Wenecji obie Szetkiewiczówny pozwalają Sienkiewiczowi pisać do nich listy. On przed powrotem do kraju odwiedza jeszcze Rzym.
W listopadzie 1879 r. wraca nareszcie do Warszawy. "Gazeta Polska" zleca mu stałą rubrykę, w której będzie omawiał wiadomości z zakresu sztuki i literatury, "Niwa" przystaje na jego kroniki o podobnym temacie, na tzw. "mieszaniny literacko-artystyczne". W 1881 r. zostaje redaktorem nowego dziennika Słowo, którego zadaniem, jak formułuje Sienkiewicz w liście do Kraszewskiego, "będzie krzewienie zdrowego postępu na gruncie poszanowania tradycji i wiary narodu". Zajęcia dziennikarsko-redakcyjne zabierają sporo czasu, który pisarz chciałby przeznaczyć głównie na prozę artystyczno-literacką. 
Po długich staraniach o rękę 18 sierpnia 1881 r. Sienkiewicz żeni się z Marią Szetkiewiczówną. Jest naprawdę zakochany, nie przeszkadza mu nawet to, że wybranka jego serca już w okresie narzeczeńskim leczy się jako zagrożona gruźlicą. Zamieszkali w Warszawie przy ulicy Chmielnej. Pisarz i dziennikarz wciela się także w rolę "najszczęśliwszego małżonka". 
15 lipca 1882 r., akurat na swoje imieniny, zostaje ojcem. Przychodzi na świat syn Henryk Józef. 
Jest już wówczas autorem licznych nowel. Zaczyna mu coraz bardziej ciążyć praca dziennikarska, pisanie różnych drobiazgów. Postanawia to zaniechać i ożywić redagowane przez siebie "Słowo" drukowaniem odcinków jakiejś większej "powieści z lat dawnych", mającej nosić tytuł Wilcze gniazdo, zmieniony później na Ogniem i mieczem. Na początku maja 1883 r. "Słowo" rozpoczyna druk owego dzieła, zwiększając przez to znacznie poczytność pisma. 
Wzrastaniu sławy pisarskiej towarzyszą też pozytywne wydarzenia w życiu prywatnym. 13 grudnia 1883 r. rodzi się córka Jadwiga. Szczęście rodzinne zakłóca jednak niepokojący stan zdrowia żony. W marcu 1884 Sienkiewicz wyjeżdża z nią do San Remo, co przyniesie przynajmniej chwilowe polepszenie samopoczucia Marii. Odnotowują to listy pisarza z danego okresu:
Jesteśmy w San Remo wśród palm, oliwek i pomarańcz nad samym brzegiem Morza Śródziemnego, tak niebieskiego jak samo niebo. Jeszcze dość chłodno. Na słońcu w południe do 25 stopni. Marynia zdrowsza, je dobrze, śpi dobrze, sporo chodzi. W tym hotelu sami prawie Polacy. (...)
Maj spędzą małżonkowie w Arcachon we Francji. Dziećmi podczas ich zagranicznych wyjazdów kuracyjnych zajmują się rodzice żony, Szetkiewiczowie. Jako że choroba nie pozwala o sobie zapomnieć, Sienkiewiczowie przenoszą się do uzdrowiska Reichenhall w Bawarii, następnie do Meranu. Sienkiewicz pisze już wówczas Potop, często dorywczo, gdyż czas pisania znacznie mu skraca pielęgnowanie chorej żony.
Rok 1885 cały upływa na przenoszeniu się z uzdrowiska do uzdrowiska, co bardzo utrudnia pracę nad Potopem, który żonie bardziej przypada do gustu niż Ogniem i mieczem. Być może dlatego, że w danej powieści bardzo pięknie, sugestywnie przedstawiona jest Lauda, chociaż pisarz przypuszczalnie nie znał tego regionu z autopsji. Nie ma udokumentowanych świadectw, że tam bywał. 
Ani lekarze, ani troskliwa opieka, ani częste zmiany uzdrowisk nie mogą jednak odwrócić strasznego wyroku. Gruźlica czyni postępy. 19 października 1885 r. Maria Sienkiewiczowa umiera w Falkensteinie.

Dalsza praca "ku pokrzepieniu serc"
Zdruzgotany psychicznie i fizycznie Sienkiewicz nie ma czasu na rozpacz: czytelnicy prasy czekają na kolejne odcinki Potopu oraz nowej "powieści z lat dawnych", którą będzie Pan Wołodyjowski. 
Po śmierci żony główną powierniczką pisarza staje się szwagierka, Jadwiga Janczewska. To do niej kieruje teraz listy z różnych miejsc w kraju i za granicą, w których narzeka niejednokrotnie na nieustanną "orkę pisania", ale z tych samych listów wynika też często, że właśnie to pisanie stanowi terapię w najbardziej dramatycznych momentach życia. Oto fragment listu do Janczewskiej z dnia 21 sierpnia 1886 r.: 
Przed godziną skończyłem "Potop" (...). Cała kilkoletnia robota jest już za mną, a przede mną? – bo ja wiem co. Jak na teraz to pustynia, a raczej próżnia, bo w tej chwili nie ma ani jednej farby na mojej palecie. Jestem, co się nazywa, zmęczony, a jednak przez te ciężkie lata tak przywykłem do tej orki, że nie wiem, co będę robił z jutrzejszym dniem (...). "Potop" miał tę dobrą stronę, że bronił mnie całymi godzinami od nieróżowych rozmyślań. (...)
Już jesienią wyrusza do Konstantynopola, żeby lepiej poznać Turków, co jest niezbędne dla malowania bardziej wiarygodnych obrazów w Panu Wołodyjowskim. 
Następnie odwiedza Grecję (głównie Ateny) oraz Włochy (Rzym, Neapol). Sporo wrażeń z tych podróży zawierają listy do Janczewskiej. 
Na początku 1887 r. wraca do Warszawy, chociaż w tym mieście nie może zazwyczaj długo wytrwać. Nie chodzi tu tylko o uciążliwe obowiązki redaktora "Słowa", o odpieranie ataków krytyki, doszukującej się różnych nieścisłości w "powieściach z lat dawnych". Mierzi go nieraz mentalność rodaków, różnego rodzaju plotki, dotyczące też życia osobistego. Pasowany na pisarza narodowego, wielbiony przez tłumy czytelników nie może ustrzec się zazdrości kolegów po piórze i różnej maści krytykantów, co się zresztą powtarza często pod każdą niemal szerokością geograficzną. Im więcej się osiągnęło, tym więcej razów trzeba otrzymać.
Odrywa się czasem od tego wszystkiego podczas jakichś bardziej egzotycznych wypadów, jak chociażby polowanie w Dubnikach na Litwie, podczas którego zabił dwa łosie. Dubniki (obecnie na terenie Białorusi), to jedyna miejscowość na mapie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, w której pisarz realnie bywał. WKL to przestrzeń, która przez całe życie miała na niego wpływ magiczny. Znał ją jako gorliwy pochłaniacz książek historycznych i wnikliwy słuchacz opowieści rodzinnych. Po drodze do Dubnik Sienkiewicz być może zahaczał także o Wilno. W archiwach czekają zapewne na badacza jakieś ciekawe niespodzianki.
W czerwcu 1887 r. zrzuca nareszcie z siebie obowiązki redaktora "Słowa", przekazując je Godlewskiemu. Zostawi dla siebie jedynie kierowanie działem literackim i artystycznym. Chodzi o to, że na początku tego miesiąca "Słowo" zaczęło druk Pana Wołodyjowskiego. Na odcinki tejże powieści czekają także dzienniki w Krakowie i Poznaniu. Zaczyna się zatem nowa "orka", a ze zdrowiem i natchnieniem bywa przecież różnie. Kiedy pojawiają się pierwsze efekty żmudnej nieraz pracy, sam pisarz, jakby tym zdumiony, zwierza się w końcu roku w liście do Janczewskiej:
(...) aż mi dziw, że tak wynoszą te panny [chodzi o Basię Jeziorkowską i Krzysię Drohojowską – H. T.], te sceny i obrazy, które pisałem lub opisywałem pół drzemiąc, a w znerwowaniu, w niepokoju, często w chandrze okrutnej.
Dopiero w maju 1888 r. może już lżej odetchnąć, bo wszystkie powieści "ku pokrzepieniu serc", składające się na Trylogię, ma już za sobą.

Zwrot ku współczesności
Teraz marzy mu się jakaś "powieść współczesna", która, podobnie, jak jego powieści historyczne, stałaby się rewelacją, czymś nowym, niespotykanym w literaturze. Długo się do tego przymierza, pisząc jakieś rzeczy pomniejsze, przemierzając już znane i jeszcze niepoznane kraje europejskie, odbywając m. in. jesienią wycieczkę do Hiszpanii. Podczas tych podróży nasyca się europejskością. 
Nadal odbiera dowody uznania za Trylogię. Ktoś z wielbicieli przesyła mu nawet 15 tysięcy rubli z podpisem "Michał Wołodyjowski – Henrykowi Sienkiewiczowi". Zakłopotany tak nieoczekiwanym darem pisarz wpada na pomysł założenia stypendium imienia swojej zmarłej żony, Marii Sienkiewiczowej. Fundusz ten byłby wsparciem dla borykających się z chorobą artystów: pisarzy, malarzy, muzyków itp.
W 1889 r., czy to przebywając w kraju (Warszawa, Kraków, Zakopane), czy też jeżdżąc po świecie (Wiedeń, Praga, Berlin, Bruksela, Ostenda i in.), wciąż rozmyśla o nowej powieści. Przysiada do niej dopiero w październiki w Kaltenleutgeben. Tym razem będzie to współczesna powieść psychologiczna, której nada tytuł Bez dogmatu. I znowu ten sam porządek rzeczy. Już w grudniu zaczyna się ona ukazywać w odcinkach we wszystkich trzech zaborach: w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Skończy ją we wrześniu 1890 r. Rysując tym razem postać filozofującego intelektualisty, dekadenta, człowieka "bez dogmatu" będzie miał mniej wielbicieli w kraju, stworzy jednak tym samym powieść zaiste europejską. 

Listy z Afryki
Początek 1891 r. spędza w Afryce. Wyjeżdża jako korespondent "Słowa", by wzorem wcześniejszej podróży amerykańskiej, nadsyłać teraz do gazety Listy z Afryki. Będąc w Kairze, podziwia słynny Sfinks:
(...) Sfinks większe czyni od piramid wrażenie. Piramidy są to, bądź co bądź, geometryczne bryły. Nie ma w nich duszy, natomiast jest coś tak suchego jak w matematyce. Tymczasem Sfinks to olbrzymia istota. Stanąwszy przed nim, mimo woli przypuszczasz, że w tym głuchym milczeniu on coś rozważa i myśli o rzeczach wielkich i tajemniczych. Księżyc wytoczył się wreszcie zza zrębu chmur na czyste niebo i wówczas zaczęła się dla mnie jedna z najpiękniejszych nocy, jakie w życiu widziałem. Głowa Sfinksa z czarnej stała się ciemnozieloną niby stary brąz; płaszczyzna twarzy wypełniła się ludzkimi rysami, zbudziła się jakby ze snu i roześmiała do księżyca. W oczach naszych spełniają się czary; w jednej chwili tworzy się jakiś mistyczny związek między Sfinksem i księżycem. Zapominam o dzisiejszym świecie i zdaje mi się, że żyję w dawnym Egipcie. (...) 
Podczas tej podróży skarży się Godlewskiemu w listach z Suezu, Zanzibaru i innych miejsc, że nie zawsze ma warunki do pisania. Jest upalnie, gwarliwie, szwankuje zdrowie. Nie uniknie nawet ataków febry, łagodzonej przez chininę u misjonarzy w Bagamoyo. Wszystkie te przeszkody nie pozwalają tak, jak by się tego pragnęło, udzielać się w polowaniach na hipopotamy, krokodyle i inne egzotyczne stwory, chociaż jakieś tam trofea czasem się zdarzają. 
W maju już jest w Zakopanem. Po powrocie z podróży pisze wciąż jeszcze zaległe Listy z Afryki. Czasem nawet bardziej tworzy niż przypomina autentyczne przygody, bo podróż niezbyt się udała i znowu trzeba nie lada fantazji, żeby sprostać oczekiwaniom czytelnika. Dojrzewa już w umyśle nowa powieść współczesna, Rodzina Połanieckich, ale brakuje czasu, żeby się do niej zabrać. 

(...) przyszło jakby ostrzeżenie
W życiu prywatnym też nie brakuje przygód. Czasem zmyślają je plotkarze, czasem też może mniej rozważne kroki samego pisarza. Do takich należy, jak się wydaje, ślub 11 listopada 1893 r. z osiemnastoletnią Marynuszką, przybraną córką Wołodkowiczów z Odessy. Nadopiekuńczość Wołodkowiczowej przyczynia się do tego, że Marynuszka opuszcza męża parę tygodni po wejściu w związek małżeński, nie dokończywszy nawet podróży poślubnej do Włoch. Zaskoczony obrotem sprawy Sienkiewicz jedzie w końcu grudnia do Rzymu z myślą o gromadzeniu materiału do jeszcze jednej powieści, do Quo vadis. Po paru latach, z inicjatywy żony, ślub zostanie kościelnie unieważniony. 
Rok 1894 jest bardzo intensywny. Jak zawsze, przenosząc się z miejsca na miejsce (Neapol, Kaltenleutgeben, Paryż i in.), Sienkiewicz pisze Rodzinę Połanieckich, dużo czyta i gromadzi materiał do Quo vadis, a gdzieś w dalszej perspektywie zarysowują mu się Krzyżacy. W następnym roku powieść z czasów Nerona trafia już na łamy prasy. Nadal "orka" jest nieunikniona. 
Zdenerwowanie i przepracowanie robią swoje. W październiku 1895 r. doznaje bezwładu prawej ręki. 29 listopada powtarza się to w jeszcze bardziej intensywnej postaci, o czym następnego dnia donosi w liście do Janczewskiej: 
(...) dostałem zawrotu głowy, zesztywnienia i zupełnej chwilowej bezwładności rąk i nóg. W kilka minut to przeszło, ale Bóg raczy wiedzieć, czy się nie wróci. (...) Zanadto się w swoim czasie gryzłem w sobie, a jednocześnie zanadto pracowałem, bo od chwili, gdym rozpoczął "Połanieckich", naprawdę nie miałem wcale spoczynku. Wczoraj wieczór przyszło jakby ostrzeżenie. (...) 

Od uznania krajowego do światowego
Pokonując kłopoty zdrowotne, nadal intensywnie podróżując, w lutym 1896 r. kończy pracę nad powieścią Quo vadis, "jedną z największych książek naszych czasów", jak ją określił amerykański krytyk Dole. 
Obiecany sobie odpoczynek od pisania nie potrwał długo. Już na początku 1897 r. warszawski "Tygodnik Ilustrowany" zaczyna druk Krzyżaków, co znowu będzie trzymało pisarza w napięciu do wiosny 1900, kiedy to ukażą się ostatnie odcinki powieści. Jak zawsze, skupienie się nad tworzeniem przerywają inne akcje, m. in. zaangażowanie w obchody Roku Mickiewicza w 1898 (praca w komitecie budowy pomnika Wieszcza, udział w akademiach jubileuszowych w kraju i za granicą itp.). 
W końcu 1899 r. powstaje natomiast komitet jubileuszowy, mający za zadanie uczcić samego Sienkiewicza, którego sława krajowa i światowa rośnie w niesamowicie szybkim tempie. Nie panuje już nad liczbą przekładów swoich dzieł na inne języki, nuży go uściślanie swojej biografii. Swój staż pisarski proponuje liczyć od momentu wydania Starego sługi w 1875 r., nie zaś od powieści Na marne, którą uważa za zbyt młodocianą i niedopracowaną. 
Rok 1900, odmierzający zatem ćwierćwiecze pracy pisarskiej, przekształca się w nieustanne pasmo imprez jubileuszowych, co bardzo utrudnia życie pisarzowi. Od wielu z nich ratuje się ucieczką za granicę (Paryż, Karlsbad).
Wyrazem wielkiego uznania narodu dla pisarstwa Sienkiewicza stało się podarowanie mu dworu z przylegającym doń parkiem we wsi Oblęgorek, położonej około 20 km od Kielc. Piękny, okazały, bez wątpienia, dar niepokoi raczej Sienkiewicza, gdyż nie zamierza tu gospodarować, a zdaje sprawę z tego, że utrzymanie majątku będzie wymagało wysokich kosztów.
Kulminacja obchodów jubileuszowych ma miejsce 22 listopada w Warszawie. Nie znoszący oficjalnych uroczystości Sienkiewicz musiał wysłuchać mnóstwa poważnych i żartobliwych przemówień, otrzymał jeszcze większe mnóstwo prezentów. Gdyby był w stanie odpowiedzieć na nadesłane listy gratulacyjne, to chyba cały rok musiałby nic innego nie robić. Sława bywa także uciążliwa, o czym nie zawsze wiedzą ci, którzy chcą sprawić artyście przyjemność. W następnym roku dużo czasu poświęca Sienkiewicz na odpoczynek, starając się nie pisać. Mniej także jeździ po świecie, chyba wtedy, kiedy trzeba ratować zdrowie syna, któremu zagraża gruźlica. 
Dorywczo urządza mieszkanie w Oblęgorku i dłużej tutaj przebywa. Po dłuższej "niepisaniowości" w końcu 1903 r. Sienkiewicz zaczyna drukować w "Biesiadzie Literackiej" Na polu chwały, rzecz o walkach Sobieskiego z nawałą turecką.
5 maja 1904 r., trochę nieoczekiwanie dla wielu znajomych, zawiera ślub z Marytką Babską, co, bez wątpienia, ułatwia mu też znacznie zarządzanie Oblęgorkiem. 
10 grudnia 1905 r. odbiera w Sztokholmie Nagrodę Nobla za powieść Quo vadis. Można by święcić triumfy, ale czasy są niespokojne. Są to przecież lata rewolucji 1905-1906 r., co daje się we znaki także w Królestwie Polskim. 

Ostatnie arcydzieło w niełatwych czasach
W 1906 Sienkiewicz wyjeżdża na jakiś czas do Szwajcarii, żeby uciec przed niezdrowym politykierstwem. Za wielkie zdobycze walki politycznej uznaje założenie Towarzystwa Polskiej Macierzy Szkolnej, którego inauguracja odbyła się 7 lipca w Warszawie. Po wielu latach prześladowania unobilitowano nareszcie język ojczysty. Sienkiewicz jest jednym z przywódców Macierzy. Pisze w dodatku list otwarty do króla Wilhelma II, broniąc praw języka polskiego także na terenie zaboru pruskiego. 
Sprawy społeczno-polityczne, kłopoty prywatne (m. in. choroby dzieci) przekreślają, niestety, niejeden zamiar twórczy. Dopiero w roku 1909, notabene Roku Słowackiego, zaczynają ukazywać się Wiry, powieść o rewolucji 1905 r., która będzie drukowana w prasie do wiosny 1910. 
Jak zawsze, już w momencie pisania Wirów dojrzewa pomysł kolejnego dzieła. Tym razem będzie to powieść dla dzieci i młodzieży, którą z przyjemnością przeczytają też dorośli, W pustyni i w puszczy. Wróci w niej pisarz m. in. do niektórych swoich przeżyć z okresu podróży do Afryki. Powieść owa także, jak i poprzednie, powstaje zarówno w zaciszu domowym, jak i w różnych hotelach europejskich. Przywróci ona pisarzowi równowagę duchową, dowiedzie, że po latach względnego kryzysu twórczego stać go znowu na arcydzieło, które ukazuje się w odcinkach do września 1911. Wyzwoli ono całą falę listów od dzieci, zafascynowanych fabułą powieści. 
Chociaż zdrowie się pogarsza, po wydaniu przygód Stasia i Nel, pisarz czyni przygotowania do Legionów, powieści z czasów napoleońskich. Zaczną się ukazywać w "Tygodniku Ilustrowanym" w końcu 1913, który to rok, jak rzadko, spędził pisarz bez żadnych wyjazdów zagranicznych. 

(...) kiedy się skończy ta zawierucha
Wybuch pierwszej wojny światowej w 1914 r. zastał Sienkiewicza w Oblęgorku. W połowie sierpnia przenosi się z rodziną do Krakowa, następnie do Wiednia. Nazwisko Sienkiewicza, nawet bez porozumienia z nim samym, jest wykorzystywane w odezwach politycznych. Na początku października osiada więc w neutralnej Szwajcarii, zamieszkując w Vevey. Na początku 1915, razem z Paderewskim i Osuchowskim, zakłada Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Pisuje różne odezwy i apele, zbierając dary dla pokrzywdzonych przez straszny kataklizm dziejowy, poszukując, w razie potrzeby, zaginionych osób. Otrzymuje nawet miano "ojca i opiekuna wszystkich Polaków", sam, jak i każdy w takich czasach, czując się niepewnie, o czym pisze m. in. w liście do Ignacego Chrzanowskiego: 
(...) Czasy są takie, że każdy siedzi jak ptak na gałęzi i nie wie, czy na niej pozostanie, czy mu wypadnie szukać innej. Tak jest i z nami. (...) kiedy się skończy ta zawierucha, nie wiemy i nie umiemy przewidzieć. Stąd brak spokoju i skupienia, niezbędnego przy każdej robocie. (...) 
Wszystko to pogłębia chorobę sercową, na którą od dłuższego już czasu cierpi pisarz. 5 maja 1916, z dala od kraju, nieco zatem spokojniej, przeżył swoje 70. urodziny. Prawda, musiał się zmierzyć z ogromną korespondencją, jaką mu dostarczono w okolicach tej daty. Nadal pracując głównie na rzecz założonego komitetu pomocy nie miał już czasu ani sił do pisania. Jego ostatni utwór, zatytułowany Wspomnienie, miał być powrotem do czasów warszawskiej młodości. Widnieje na nim data 5 listopada. O dziesięć dni później, 15 listopada 1916 r. przestało bić serce pisarza. Niepokój, przepracowanie, przemęczenie przyśpieszyły zapewne ten nieunikniony dla każdego proces. Ostatnie zapamiętane przez żonę słowa Sienkiewicza brzmiały podobno tak: "Nie zobaczę już wolnej Polski". 
Uroczystość żałobna odbyła się w Vevey 22 listopada. Miała taką oprawę, jakby odchodził przywódca narodu, bo i zaiste w okresie niewoli był prawdziwym przywódcą duchowym Polaków i artystą uznanym przez świat. Inaczej mówiąc, będąc nasączonym polskością, dla siebie i dla innych otwierał  Europę, a mówiąc językiem współczesnym, był Europolakiem.  
Ma rację Józef Szczublewski, który poświęconą biografii Noblisty monografię zamyka słowami: "Żywot Sienkiewicza doczesny był zaledwie cząstką wobec jego żywota pośmiertnego". Oczywiście, bo żywot pośmiertny pisarza przedłużają jego książki, które przekartkujemy już innym razem.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 7/2019

KALENDARZ "M.W." NA DRUGIE PÓŁROCZE

SERCU BLISKIE ROCZNICE

  • Wolność mierzyli krzyżami
  • Orzeł Biały z Pogonią się zbratałi

POLITYKA

  • Na bieżącoi

 NASZA WIARA

  • Wakacje – czasem pielgrzymowania
  • W hołdzie Chrystusowej golgocie

POZNAJMY POLSKĘ

  • Konkurs Instytutu Polskiego w Wilnie
  • Swarzewo – "Kaszubska Częstochowa"

SPORT

  • Nigdy na deskach

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O mowie

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie

Wiadomości (wp.pl)