Oddali pokłon Dzieciątku

drukuj
Opracował Jerzy Wojtkiewicz, 18.01.2021

Trzej Królowie, czyli Kacper, Melchior i Baltazar

Nie wiemy dokładnie, skąd przybyli ani też ilu ich było. Zastanawiamy się, co sprawiło, że wyruszyli do dalekiego Betlejem. Św. Mateusz Ewangelista zamieścił o nich jedynie krótką wzmiankę, nie podając nawet imion. A jednak pokłon Mędrców ze Wschodu, złożony Dzieciątku, wyraża tak wiele. W osobach Trzech Króli narody świata odpowiadają na Boże wezwanie, rozpoznają i uznają w nowonarodzonej Dziecinie z Betlejem swego Zbawiciela.

Królowie, magowie czy mędrcy?

Mateusz Ewangelista, który jako jedyny opisuje tajemniczych przybyszów ze Wschodu, dla określenia niezwykłych gości używa greckiego słowa "magoi" – magowie. W starożytności słowo "mag" nie oznaczało czarnoksiężnika, zajmującego się zakazanymi przez Kościół praktykami. Magowie byli ludźmi gruntownie wykształconymi. Posiadali rozległą wiedzę, mieli wpływ na życie polityczne, społeczne i religijne kraju jako doradcy władców. Zajmowali się wyjaśnianiem zjawisk przyrody, rozumieli powstawanie zjawisk atmosferycznych, zgłębiali astrologię. Późniejsza tradycja słusznie więc im nadaje miano Mędrców.
Pierwszy raz przybyszów ze Wschodu nazwano królami w VI wieku. Prawdopodobnie królów zaczęto w nich upatrywać pod wpływem słów z Księgi Psalmów: "Królowie Tarszisz i wysp przynoszą dary, królowie Szeby i Saby złożą daninę. I oddadzą mu pokłon wszyscy królowie (Ps 72. 10-11). Biblia nie mówi, jakie imiona nosili Królowie. Dopiero średniowieczna tradycja nazwała ich: Kacper, Melchior i Baltazar. Czy naprawdę było ich trzech?
Św. Mateusz Ewangelista nie podaje liczby Mędrców. Uważne studiowanie starożytnych malowideł również nie służy precyzyjną odpowiedzią – na obrazach pojawiają się od dwóch do dwunastu Magów (na przykład, w katakumbach rzymskich znajdują się pochodzące z II i III wieków malowidła, przedstawiające dwóch, czterech lub sześciu Królów). Ponieważ Ewangelista mówi o trzech darach przekazanych Dzieciątku przez wędrowców ze Wschodu, utrwaliło się przekonanie, że Mędrców było również trzech.

Herod spisek knuje…

Z Ewangelii wynika, że Herod, dowiedziawszy się od przybyszy ze Wschodu o narodzinach Mesjasza, kazał wymordować wszystkich żydowskich chłopców w Betlejem w wieku do dwóch lat. Zatem w momencie, kiedy Magowie przybyli do Betlejem, Dzieciątko Jezus mogło mieć kilka miesięcy lub nawet około roku. (Herod "na wszelki wypadek" zawyżył wiek skazanych na śmierć dzieci do lat dwóch). 
Ewangelista relacjonuje, że gwiazda betlejemska zatrzymała się nad domem. Znaczy to, że Święta Rodzina nie mieszkała już w grocie czy stajence. Prawdopodobnie po zakończeniu spisu ludności, zarządzonego przez cesarza Augusta (władcę Imperium Rzymskiego, w skład którego wchodziło także królestwo Heroda) Józef wynajął w Betlejem ubogie mieszkanie.
Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: "Gdzie jest nowonarodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim – cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludzi i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: "W Betlejem judzkim, bo tak zostało zapisane przez Proroka: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela". 
Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: "Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon".
Mędrcy, dotarłszy do Jerozolimy, pytali o nowonarodzonego Króla. Przybycie ich orszaku musiało wywołać poruszenie w całym mieście. Tymczasem władca Jerozolimy, Herod, w obawie o swój tron, postanowił zgładzić Dzieciątko. Poprosił gości ze Wschodu, by w drodze powrotnej złożyli mu wizytę i wskazali miejsce narodzin Jezusa. Magowie we śnie dostali jednak nakaz, by powrócić do swej ojczyzny inną drogą.
Kim był Herod, który tak niechlubnie zapisał się w pamięci potomnych? Król Judei miał szanse przejść do historii jako władca mądry – unowocześnił państwo, wybudował miasta i twierdze, w Jerozolimie wystawił nawet teatr. Swoim poddanym zapewnił względny dobrobyt. Z drugiej strony jednak nękał lud wysokimi podatkami. A gdy tylko czuł najmniejsze zagrożenie dla swej władzy, likwidował jej źródło z całą bezwzględnością. Nie zawahał się nawet zamordować swojej żony i synów.
Jego podejrzliwość i okrucieństwo budziły przerażenie nie tylko w pałacowym otoczeniu, ale też w całym społeczeństwie. Dlatego gdy Mędrcy ze Wschodu pytaniem o nowonarodzonego Króla żydowskiego zasiali w sercu Heroda niepokój, strach padł na całą Jerozolimę. Oznaczało to bowiem kolejne krwawe zbrodnie. I rzeczywiście Herod wydał rozkaz wymordowania żydowskich chłopców w Betlejem i okolicy. Kościół uznał niewinne ofiary Heroda za pierwszych męczenników za Chrystusa i ustanowił ich święto na 28 grudnia.

Podążali za gwiazdą

Skąd pochodzili Magowie? Św. Mateusz nazywa krainę Magów Wschodem. W czasach Chrystusa Wschodem określano obszar, obejmujący Persję, Arabię i Babilonię, czyli tereny położone na wschód od rzeki Jordan. Obecnie na terenie dawnej Persji istnieje państwo Iran, a ruiny cywilizacji Babilonu znajdują się w granicach Iraku. Dary, które złożyli Mędrcy, były wyrobami typowymi dla Półwyspu Arabskiego, stąd teza, że jeden z Królów przybył z Arabii.
Po przybyciu do Jerozolimy Mędrcy zapytali: "Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski. Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon" (Mt 2, 2). Co spowodowało, że Mędrcy podjęli trud tak dalekiej wędrówki? Według wierzeń z tamtego okresu, pojawienie się nowej gwiazdy na niebie było zwiastunem narodzin kogoś wielkiego. Pozostaje jednak tajemnicą, w jaki sposób gwiazda, którą Magowie ujrzeli, stała się dla nich czytelnym znakiem, że mają wyruszyć właśnie do ziemi Izraela.
A była to podróż daleka i niebezpieczna. Podążając za znakiem na niebie, Magowie musieli przebyć drogę około tysiąca kilometrów. Ich podróż trwała zapewne kilka miesięcy. Istnieje przypuszczenie, że mogli znać przepowiednię Micheasza: "A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś pośród plemion judzkich! Z ciebie wyjdzie dla mnie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności" (Mi 5, 1) lub proroctwo z Księgi Liczb: "Wschodzi gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło" (Lb 24, 17).
Do hołdu Trzech Króli tradycja kościelna odnosi proroctwo Izajasza: "I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twego wschodu. Rzuć okiem dookoła i zobacz: ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka (…), bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą z Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana (Iz 60, 3-6).

Światło z wysoka

"A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię" (Mt 2, 9). Czym była gwiazda betlejemska, która przywiodła Mędrców do Nowonarodzonego? Uczeni na różne sposoby starali się wyjaśnić to niezwykłe zjawisko astronomiczne. Najwięcej zwolenników ma obecnie teza Jana Keplera – astronoma, żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku. 
Uczony ten odkrył, że w czasie, kiedy miało miejsce narodzenie Jezusa Chrystusa, na niebie pojawiło się bardzo rzadkie zjawisko. Mianowicie: na jednej linii ustawiły się dwie wielkie planety: Jowisz i Saturn (niektórzy twierdzą, że także Mars). Planety były widoczne z ziemi jako jeden bardzo jasno świecący punkt. Słońce znajdowało się wówczas w znaku Ryb – symbolu bardzo czytelnym dla pierwszych chrześcijan.
Inni badacze przypuszczają, że mogła to być kometa Halley’a. Jednak w tamtych czasach znano już komety, więc tym bardziej Magowie, którzy zapewne posiedli tajniki astronomii, potrafiliby rozpoznać to zjawisko. Poza tym kometa była wówczas uważana za zwiastuna tragicznych wydarzeń, a Mędrcy odczytali pojawienie się proroczej gwiazdy zupełnie inaczej – jako zapowiedź wielkiej radości.

Mirra, kadzidło i złoto

"I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę" (Mt 2, 11). Mędrcy byli ludźmi zamożnymi, wykształconymi i pobożnymi. Wędrując na spotkanie nowego Króla, nieśli wyjątkowo kosztowne podarunki. Wymienione przez Ewangelistę dary, mają znaczenie symboliczne. Złoto oznacza królewską godność Dzieciątka, kadzidło – Jego boskość i najwyższe kapłaństwo, zaś mirra – Jego człowieczeństwo.
Kadzidło i mirra były w tamtych czasach cenniejsze od złota. Kadzidło – to żywica z rzadkich drzew, zmieszana z wonnymi ziołami. Dym z kadzideł palonych w świątyniach jest symbolem modlitwy wznoszonej do Boga. Mirra natomiast – to drogocenny balsam, wyrabiany w Arabii. W czasach Jezusa namaszczano nim ciała zmarłych, zaś wino zmieszane z mirrą podawano skazańcom, by złagodzić ich cierpienia. Dlatego ofiarowanie mirry jest także odczytywane jako zapowiedź męki Pana Jezusa.

Piękno i majestat

Trzej Królowie są patronami Kolonii. Ich symbol – trzy korony – umieszczono w herbie miasta. Blisko milionowy ośrodek przemysłowy, jakim jest Kolonia, to siedziba metropolitarna o długich tradycjach. Chrześcijaństwo pojawiło się tu już w II wieku, a z okresu o około 200 lat późniejszego pochodzą pierwsze wzmianki o biskupstwie. Dzisiejsze Niemcy, które niedawno w osobie Benedykta XVI miały swego włodarza na Stolicy Piotrowej, są krajem podzielonym wyznaniowo, w dużym stopniu ewangelickim. Katolikami jest zaledwie trzecia część ludności. Na tle tych faktów Kolonia – miasto Trzech Króli – jawi się jako silny ośrodek katolicyzmu.
Katedra w Kolonii stanowi wyjątkowy przykład architektury sakralnej, zarówno ze względu na formę, jak i historię powstania. Budowlę zaczęto wznosić w połowie XIII wieku jako świątynię dedykowaną relikwiom Trzech Króli. Wznoszenie tak olbrzymiego i bogatego architektonicznie gmachu trwało długie dziesięciolecia. Po 150 latach zaczęło brakować funduszy na kontynuowanie prac i budowa niemal całkiem ustała.
W takim stanie – bez nawy głównej – transeptu – kościół stał aż do XIX wieku. Wtedy to zaistniały sprzyjające okoliczności historyczne (państwo niemieckie odzyskało niezależność po upadku imperium Napoleona), które wpłynęły na powzięcie postanowienia ukończenia świątyni. 
W pracach posłużono się oryginalnym średniowiecznym planem budowy, wydobytym z archiwów. Ostateczny efekt trwających pięć wieków prac zachwyca pięknem i majestatem. Kolońska katedra pw. św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny – to perła architektury gotyckiej na światowym poziomie.
Przechowywane są tu bezcenne zabytki, jak np. średniowieczne witraże czy pochodzący z X wieku krucyfiks naturalnych rozmiarów, który należał prawdopodobnie do arcybiskupa Gerona. Jednak największym skarbem tej świątyni są relikwie Trzech Króli.
Relikwiarz, w którym przechowywane są doszczętne szczątki Kacpra, Melchiora i Baltazara, stoi pośrodku niezwykle okazałego w rozmiarach domu Bożego, zaraz za ołtarzem głównym. To największe dzieło średniowiecznej sztuki złotniczej. Ma szerokość 110 centymetrów, wysokość 153 centymetry, długość – 220 centymetrów i przypomina trzynawową bazylikę. 
W istocie są to trzy małe sarkofagi, z których dwa stoją obok siebie, a na nich umieszczony jest trzeci. Ten trójpodział symbolizuje Trójcę Świętą. Dla podkreślenia niezwykle cennej wartości relikwiarz ozdobiono ponad tysiącem kamieni szlachetnych i pereł. Dokoła umieszczono 74 figury z pozłacanego srebra, przedstawiające Jezusa, Maryję, apostołów, świętych, proroków, królów.

Pamiętnik Marco Polo i cesarzowa Helena

Legenda głosi, że Magowie, wróciwszy do swoich krajów, zrzekli się tronów. Już jako sędziwi starcy spotkali św. Tomasza Apostoła, który udzielił im sakramentów i wyświęcił na biskupów. Inna tradycja mówi, że Trzej Królowie zmarli śmiercią męczeńską, a ich doczesne szczątki spoczęły na terenie Persji, w miejscowości Savah.
Wspomina o tym Marco Polo w swoich pamiętnikach z wyprawy na Daleki Wschód. Ten słynny podróżnik, żyjący w XIII wieku, zanotował taką informację: "Jest w Persji miasto Savah, z którego wyszli Trzej Magowie, kiedy udali się, aby złożyć pokłon Jezusowi Chrystusowi. W mieście tym znajdują się trzy wspaniałe i potężne grobowce, w których zostali złożeni Trzej Magowie. Ciała ich są aż dotąd pięknie zachowane, cało tak, że nawet można oglądać ich włosy i brody". Nie wiadomo jednak, czy Marco Polo sam widział ciała Kacpra, Melchiora i Baltazara, czy tylko zanotował zasłyszane opowieści na ten temat.
Istnieje bowiem inny przekaz, który mówi, że już w IV wieku cesarzowa św. Helena sprowadziła relikwie Trzech Króli do Konstantynopola (św. Helena znana jest przede wszystkim z tego, że odnalazła drzewo Krzyża Świętego). Na relikwie Trzech Króli miała natrafić nie w Persji, lecz w Jerozolimie. 500 lat później zostały one przeniesione do Mediolanu. A po następnych trzech wiekach, gdy Mediolan został podbity przez cesarza Fryderyka Barbarossę, cesarski kanclerz w roku 1164 zabrał je do Kolonii jako cenną zdobycz. Tu zostały podarowane kolońskiemu arcybiskupowi. Złożono je w katedrze pamiętającej czasy Karola Wielkiego, by później przenieść do nowej katedry, gdzie pozostają do naszych czasów.
Ze względu na ponad dwa tysiące lat, które upłynęły od czasów, w których żyli Trzej Królowie, trudno o niezbite dowody prawdziwości historycznych faktów, dotyczących życia i śmierci. Aczkolwiek zarówno zapiski podróżnika, jak i pobożne legendy świadczą o czci i kulcie, jakimi od pierwszych wieków chrześcijaństwa otaczano Magów, którzy oddali pokłon Panu.

Czwarty Mędrzec?

Święto Objawienia Pańskiego obchodzone jest uroczyście w całym chrześcijańskim świecie.
W wielu krajach oprócz uroczystości liturgicznych odbywają się pochody folklorystyczne, świadczące o tym, że Trzej Królowie ciągle żyją w tradycji. Inaczej obchodzi ten dzień Kościół wschodni. Tu w uroczystość Objawienia Pańskiego wspomina się przede wszystkim chrzest Pana Jezusa w Jordanie.
Istnieje pewna stara rosyjska legenda o czwartym królu, który wyruszył w drogę razem z trzema innymi. Ów czwarty król zabrał ze sobą jako prezent dla królewskiego Dzieciątka trzy błyszczące, szlachetne kamienie. Był najmłodszym spośród czterech, żadnemu zaś z nich nie płonęła w sercu tak głęboka tęsknota, jak właśnie jemu. Będąc w drodze, usłyszał nagle szlochanie dziecka.
W kurzu zobaczył "leżącego chłopczyka, bezbronnego, nagiego i krwawiącego z pięciu ran. Tak niezwykłe było to dziecko, tak delikatne i bezbronne, że serce młodego króla napełniło się litością". Podniósł je i zawrócił do wioski, którą właśnie zostawili za sobą. Tam nikt nie znał dziecka. Poszukał opiekunki i przekazał jej jeden ze szlachetnych kamieni, by w ten sposób zabezpieczyć życie dziecka, a następnie udał się w dalszą, wskazywaną przez gwiazdę drogę. Bezbronne dziecko uczyniło go niezmiernie wrażliwym na nędzę świata.
Przechodził akurat przez miasto, w którym naprzeciw niego wyszedł orszak pogrzebowy. Matka i dzieci miały być sprzedane do niewoli. Król przekazał im drugi drogocenny kamień. Gdy tak wędrował, nie widział już gwiazdy. Dręczył się wątpliwościami, czy aby nie stał się niewierny wobec swojego powołania. Jednak wtedy jeszcze raz zajaśniała na niebie gwiazda. Wędrował za nią przez obcą krainę, w której szalała wojna.
W pewnej wiosce żołnierze zgromadzili razem wszystkich mężczyzn, by ich zabić. Wtedy król wykupił ich trzecim szlachetnym kamieniem. Ale teraz nie dostrzegł już więcej gwiazdy. Ogołocony ze wszystkiego, kroczył przez krainę i pomagał ubogim ludziom. Przybył do pewnego portu w chwili, kiedy ojciec rodziny, jako wioślarz na jednej z galer, miał odpokutować za swoją winę. Król zaofiarował samego siebie i przez wiele lat pracował jako wioślarz na galerze. Wtedy w jego sercu ponownie wzeszła gwiazda. "Wkrótce przeniknęło go wewnętrzne światło i ogarnęła spokojna pewność, że mimo wszystko jest na właściwej drodze". Niewolnicy i panowie odczuli to niezwykłe światło owego człowieka. Został wypuszczony na wolność.
We śnie zobaczył znowu gwiazdę i usłyszał głos: "Pośpiesz się! Pośpiesz!". Wstał w środku nocy. Wówczas zajaśniała gwiazda i doprowadziła go do bram wielkiego miasta. Z tłumem ludzi został zapędzony na wzgórze, na którym stały trzy krzyże. Ponad tym środkowym jaśniała gwiazda. "Wtedy spotkało go spojrzenie Człowieka, który wisiał na tym krzyżu. Człowiek ten musiał odczuwać wszystkie cierpienia, wszystkie utrapienia świata, tak niezwykłe było Jego spojrzenie. Ale też litość i bezgraniczna miłość. Jego ręce, przybite do krzyża gwoździami, były boleśnie wykrzywione. Z tych udręczonych rąk rozchodziły się promienie.
Jak błysk przemknęła myśl: znalazłem cel, do którego pielgrzymowałem przez całe życie. Ten Człowiek jest Królem ludzi i Zbawieniem świata, na którym oparłem swoją tęsknotę, którego spotkałem we wszystkich utrudzonych i obciążonych. Król upadł przed krzyżem na kolana. W jego otwarte ręce spadły wtenczas trzy krople krwi. Były bardziej lśniące niż szlachetne kamienie. Gdy Jezus umarł z okrzykiem na ustach, umarł też król. "Jego twarz jeszcze w śmierci była zwrócona w kierunku Pana i błyszczała jak promieniująca gwiazda".
Być może także w Tobie istnieje coś, co mówi o tajemnicy Bożego Narodzenia. Często nie widzisz w należyty sposób promieniującej gwiazdy. Jest w Tobie wtedy ciemno. Wątpisz, czy znajdujesz się na właściwej drodze. Gdy jednak ukształtujesz życie tak, jak Bóg je dla Ciebie przygotował, także ludzi, którzy znajdują się na Twojej drodze, kiedy jesteś pełen litości i współczucia, wtedy pewnego dnia zabłyśnie w Tobie gwiazda i będziesz mógł odnaleźć Boże Dzieciątko w każdym ludzkim obliczu, do którego się zwrócisz i na którego spojrzenie odpowiesz.

Na trwale – do tradycji

Trzej Magowie ze Wschodu na trwale wpisali się w bożonarodzeniową tradycję, gdyż tajemnicze postacie działają na wyobraźnię. Ludzie bowiem porównują ich wędrówkę ze swoją własną drogą do Boga. W każdej betlejemskiej szopce – obok aniołów i pasterzy – Królowie są nieodłącznymi towarzyszami małego Jezusa, Jego Matki i św. Józefa. Trudno też sobie wyobrazić bez Nich jasełkowe przedstawienie.
Od pierwszych dni stycznia (w niektórych parafiach nawet od drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia, czyli od św. Szczepana) rozpoczyna się czas wizyty duszpasterskiej w domach wiernych, zwanej popularnie kolędą. Kapłan, przekraczając progi domu, pragnie pomodlić się wraz z jego mieszkańcami o błogosławieństwo Boże dla nich na nowy rok. Po wspólnej modlitwie i poświęceniu mieszkania jest czas na rozmowę. 
6 stycznia, w uroczystość Objawienia Pańskiego, na pamiątkę przekazania darów przyniesionych małemu Jezusowi przez przybyszów ze Wschodu, w Kościele święci się kadzidło i mirrę. Poświęconą zaś kredą gospodarze kreślą nad drzwiami domu inicjały imion Kacpra, Melchiora i Baltazara, dodając do nich oznaczenie bieżącego roku. Napis ten dowodzi, że w tym domu mieszka rodzina chrześcijańska, która, jak Mędrcy ze Wschodu, uznała w Jezusie swojego Pana.
Niekiedy zamiast litery K pisze się literę C. Można to interpretować dwojako: albo jako łacińską pisownię imienia Kacper, albo jako skrót łacińskiego zdania "Christus mansionem benedicat", co można przetłumaczyć: "Niech Chrystus błogosławi temu domowi". W ten sposób wierni wyrażają pragnienie, aby nad ich domem spoczęło błogosławieństwo Boże i aby każdy, kto szuka Chrystusa, znalazł Go wśród tych, co tu mieszkają. Jest to jeden z piękniejszych zwyczajów, wzbogacających przeżywanie czasu Bożego Narodzenia.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2021

POLITYKA

  • "Jesteśmy braćmi"
  • Na bieżąco

KULTURA

  • Rodzimemu folklorowi wierni

W HOŁDZIE ZMARŁYM

  • "Ojczyzna – to ziemia i groby"
  • Śladami pamięci wileńskiej "Piątki"
  • Zaduszki poetyckie z Bolesławem Leśmianem
  • Nazwiska nieznanych ofiar Zbrodni Ponarskiej

WIARĄ SILNI

  • Błogosławiony ksiądz Henryk Hlebowicz

NA FALI WSPOMNIEŃ

  • OKOP: Geneza powstania
  • Zasłynął złowieszczą sławą

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie