Pamięcią krwawiąca blizna

drukuj
Henryk Mażul, 16.10.2017
Fot. Henryk Mażul

Trwały obchody Dnia Ponarskiego

Położone tuż za rogatkami Wilna Ponary, nim wybuchła II wojna światowa, były wtopioną w bór cichą mieściną, dokąd w celu zażycia relaksu chętnie ciągnęły tłumy mieszkańców grodu Giedymina. Niemiecka agresja spowodowała, że idylla ta prysła niczym bańka mydlana. Co więcej, okupant wykorzystał naszykowane tu w drugiej połowie 1940 roku przez Sowietów po zajęciu przez nich tych terenów doły, mające służyć za podziemny skład paliw dla zaopatrzenia lotniska polowego w pobliskich Chazbijewiczach, na miejsce eksterminacji tych, kto stanął z nim do walki.
Innymi słowy, Ponary stały się miejscem straszliwej hekatomby. Mrożące krew w żyłach statystyki wieszczą, że oprawcy faszystowscy wraz z ich litewskimi sługusami pomiędzy lipcem 1941 a lipcem 1944 w bestialski sposób uśmiercili tu około 100 tysięcy ludzi. Zdecydowaną większość (od 56 do 70 tysięcy) rozstrzeliwanych tu bezbronnych ofiar stanowili Żydzi – więźniowie wileńskiego getta. Ów skrawek podwileńskiej ziemi stał się też miejscem masowych grobów dla kilkunastu tysięcy patriotycznie nastawionych naszych rodaków, którzy w konspiracyjnych formacjach sprzeciwili się nieprzejednanemu wrogowi. Ich tragiczny los podzielili tam ponadto Romowie, Białorusini, Tatarzy, sowieccy jeńcy wojenni, działacze komunistyczni, a nawet nieudacznicy ze służalczej Niemcom formacji generała Povilasa Plechavičiusa "Vietinė rinktinė".
Przez pierwsze powojenne lata jedynymi niemymi świadkami tego, co się stało w Ponarach były coraz bardziej bujające w niebo dookolne sosny, szumiące w podmuchach wiatru "requiem" tysiącom bezimiennych ofiar. Do kamuflowania prawdy o tym miejscu wydatnie przyczyniała się społeczność litewska, wstydliwie przemilczająca fakty masowego kolaborowania swych współplemieńców z najeźdźcą faszystowskim podczas II wojny światowej.
Zamieszkali na Litwie Żydzi i Polacy nie ustawali jednak w wysiłku, by donieść światu całą prawdę o miejscu, gdzie ludzie ludziom zgotowali tak straszliwą gehennę. Niestrudzoną tego orędowniczką została Helena Pasierbska "Nawoja", która – jako uczestniczka Związku Walki Zbrojnej, a następnie AK – więziona była na wileńskich Łukiszkach, skąd cudem uniknęła trafienia do Ponar. Znalazłszy się po wojnie w ramach tzw. repatriacji w Gdańsku, poparte wnikliwymi badaniami dziejące się tam okropieństwa przeniosła ona na strony swych książek. To również z jej inicjatywy w roku 1994 zostało powołane do życia Stowarzyszenie "Rodzina Ponarska", mające usilnie zabiegać o wydobywanie z niebytu prawdy o tej potwornej zbrodni, o upamiętnianie pomordowanych oraz wyegzekwowanie należnych kar jej sprawcom.
Helena Pasierbska niezmiennie prezesowała rzeczonemu Stowarzyszeniu aż do odejścia na wieczną służbę, co nastąpiło 12 marca 2010 roku. Po jej zgonie kierowniczy ster przejęła Maria Wieloch, której ojciec znalazł męczeńską śmierć w tychże Ponarach. Trzeba przyznać, że przypominające nierzadko drążenie skały liczne zabiegi, by to podwileńskie miejsce "ludzkiej rzeźni" zaistniało w zbiorowej świadomości i pamięci, odnoszą skutek. Służyć temu mają m.in. spotkania i wygłaszane prelekcje zdominowanym przez młodzież słuchaczom, 28 tablic ponarskich i 5 pomników czczących ofiary zbrodni, jakie staraniem "Rodziny Ponarskiej" zlokalizowano w Polsce, jak ta długa i szeroka. Możemy tylko się cieszyć, że strażnikami tej pamięci na Litwie prócz wzorowo uporządkowanej polskiej kwatery w samych Ponarach, jest stosowna tablica w holu Domu Kultury Polskiej, jak też "imienna" stela i dąb w Alei Pamięci Narodowej w Zułowie.
Już czwarty rok z rzędu Stowarzyszenie "Rodzina Ponarska", jednoczące w swych szeregach jak krewnych bądź znajomych, bezpośrednio dotkniętych zbrodnią ponarską, tak też wszystkich, kogo w swym okropieństwie nie pozostawia ona obojętnym, organizuje połączone z przyjazdem do Wilna obchody Dnia Ponarskiego. Decyzja o jego dorocznej cykliczności zapadła w roku 2014, kiedy to rzeczone Stowarzyszenie świętowało swe 20-lecie, a obchodzony pierwotnie w maju został czasowo sprzęgnięty z ustanowionym na Litwie 23 września Dniem Zagłady Żydów.
Tegoroczne uroczystości zorganizowano w dniach 19-24 września. Wzorem lat poprzednich honorowy patronat roztoczyli nad nimi wiceprezes Rady Ministrów, minister kultury i dziedzictwa narodowego Rzeczypospolitej Polskiej prof. Piotr Gliński, p.o. szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk oraz ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Litewskiej Urszula Doroszewska. W roli partnerów wystąpiły natomiast: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ambasada RP w Wilnie, Instytut Pamięci Narodowej, Związek Polaków na Litwie, samorząd rejonu solecznickiego, Dom Kultury Polskiej w Wilnie oraz Fundacja "Samostanowienie". Swą obecnością zaszczyciła je przybyła z Macierzy około 30-osobowa grupa członków "Rodziny Ponarskiej".
W pierwszym dniu pobytu złożyli oni kwiaty przed tablicą, upamiętniającą ofiarę Ponar – światowej sławy onkologa prof. Kazimierza Pelczara, a umieszczoną na ścianie szpitala przy stołecznej ulicy Połockiej, gdzie pracował, oraz na symbolicznym grobie na Cmentarzu Bernardyńskim harcerza i żołnierza AK, takoż poległego w Ponarach, Henryka Pilścia. Podobne czynności, jak tego tak w późniejszych dniach miały też miejsce przy steli i dębie ponarskim w Alei Pamięci Narodowej w Zułowie, przy Tablicy Ponarskiej w holu stołecznego Domu Kultury Polskiej, w kwaterze żołnierzy AK na cmentarzu w Ejszyszkach, przy bramie wileńskiego więzienia na Łukiszkach, przy obelisku sąsiadującym z Muzeum Ofiar Ludobójstwa przy ulicy Ofiarnej, gdzie podczas wojny mieściła się siedziba gestapo, w polskiej kwaterze w Ponarach, przy tablicy w wileńskim kościele pw. Ducha Św., upamiętniającej ks. Romualda Świrkowskiego, proboszcza tej parafii w latach 1941-1942, którego 5 maja 1942 roku takoż dosięgła kula wyzbytych człowieczeństwa "strzelców ponarskich".
Ważnym punktem obchodów były też modlitwy za ofiary zbrodni, a te kierowano do Niebios sprzed oblicza Madonny w Ostrej Bramie, z kościoła pw. Ducha Św. oraz z kwatery polskiej w Ponarach. W tej ostatniej w celebrze uczestniczyli nasi ks. proboszczowie: Jerzy Witkowski, Henryk Naumowicz i Józef Aszkiełowicz oraz przybyły z Białegostoku ks. prof. Tadeusz Krahel. W uroczystości ponarskiej wzięli m.in. udział: ambasador RP w Republice Litewskiej Urszula Doroszewska, reprezentujący Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jan Ambroziak, dyrektor Gabinetu Szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jacek Polańczyk, prezes Stowarzyszenia "Rodzina Ponarska" Maria Wieloch, prezes Związku Polaków na Litwie Michał Mackiewicz.
Maria Wieloch akcentowała w przemówieniu wyjątkowość tegorocznego Dnia Ponarskiego, gdyż ten przypada w 75. rocznicę mordu prawie 100 młodych dziewcząt i chłopców, uczniów i absolwentów szkół wileńskich, głównie członków Związku Wolnych Polaków. To właśnie ich, nim zostali rażeni wystrzałami, znakiem krzyża, czynionym skrępowanymi drutem kolczastym rękoma, błogosławił zamordowany tegoż dnia ks. Romuald Świrkowski.
Już po raz drugi obchodowi Dnia Ponarskiego towarzyszyła zorganizowana w auli Domu Kultury Polskiej konferencja. Na jej program złożył się wykład "Zbrodnia Ponarska – tragiczna konsekwencja okupacji Wileńszczyzny", który wygłosił prof. Uniwersytetu Gdańskiego oraz pracownik miejscowego Oddziału IPN dr hab. Piotr Niwiński, jak też pokaz filmu "Ponary – nóż w serce" w reżyserii Bronisława Bubiaka, obecnego zresztą w konferencyjnym "prezydium". 
W tymże "prezydium" – jak i przed rokiem – nie zabrakło też Marka Zingerisa, dyrektora Państwowego Muzeum Żydowskiego im. Gaona w Wilnie, który zabierając głos szczegółowo opowiedział o pracach, dokonanych na terenie zbrodni w latach 2015-2017, z których notabene wynika, że miejsce mordu zajmowało powierzchnię prawie trzykrotnie większą niż ta obecna z zespołem pomnikowym. W trakcie wnikliwych penetracji odkryto m.in. sześć nowych dołów śmierci, wykopany z myślą o ucieczkach tunel. Trwające obecnie prace badawcze w archiwach litewskich, niemieckich, izraelskich i amerykańskich mają uchylać rąbka kolejnych dotąd nieznanych tajemnic, by w maksymalny sposób oddać prawdę o rozmiarach tej bezprecedensowej zbrodni.
Ponary, choć czas coraz bardziej oddala nas od wojennych okropieństw z lat 1941-1944, a wielu nadal jest skłonnych wstydliwie o nich przemilczać, nie mogą ujść zapomnieniu. Właśnie o to usilnie zabiega Stowarzyszenie "Rodzina Ponarska" z prezes Marią Wieloch na czele. Również po to, by wyczulać potomnych na "nigdy więcej!".
 

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2017

99 LAT TEMU POLSKA ODZYSKAŁA NIEPODLEGŁOŚĆ

KOLEBKA WIELKOŚCI

  • Imponująca monografia o Zułowie

MARTWYM – WIECZNOŚĆ. ŻYWYM – CODZIENNOŚĆ

  • Zaduszki – święto desperacji czy nadziei?
  • Troską powodowana powinność
  • "Serce ustało, pierś już lodowata"

POLITYKA

  • Na bieżąco

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • Katorżnik i żołnierz Chrystusa
  • "Idzie poeta – niebieski wycieruch!"

OŚWIATA

  • Laury dla najlepszych
  • Sam Konwicki nam patronuje
  • Nie zmieniły się nasze cele

VIII WILEŃSKIE SPOTKANIA SCENY POLSKIEJ

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O wolności

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

 

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie