Pocztylionom w hołdzie

drukuj
Henryk Mażul, 16.09.2018
Fot. Monika Nowacka-Kądziołka. W Gdańsku przy pomniku króla Jana III Sobieskiego

Jak się ma polski rodowód i mieszka w stolicy Austrii, trudno nie wybiegać myślami ku wzgórzu na Kahlenbergu, skąd 12 września 1683 roku król polski Jan III Sobieski dowodził zwycięską nad Turkami Odsieczą Wiedeńską, która położyła kres zagrożeniu chrześcijańskiej Europie przez Imperium Osmańskie. Dzisiaj więc miejsce to nie bez powodu uchodzi za Polskie Sanktuarium Narodowe, uwiecznione okazyjną tablicą pamiątkową na ścianie mieszczącego się tu kościoła pw. św. Józefa, prowadzonego przez polskich księży zmartwychwstańców.

Gdy się natomiast przywoła monarszą postać Jana III Sobieskiego, trudno nie skojarzyć jej z Marią Kazimierą d’Arquien – pierwotnie kochanką, a później żoną, z którą przez długie lata łączyła ich korespondencja, potocznie zwana "listami do Marysieńki", w których dawali wyraz do bólu szczerym miłosnym uczuciom. Powodowani nadmiernymi rozłąkami pisali do siebie często-gęsto, stąd w takim trybie również między królewskim Krakowem a Wiedniem musieli co koń wyskoczy podążać pocztylioni, by maksymalnie przyśpieszyć dostarczanie owej korespondencji.
Szlak, jaki przemierzali, posłużył przed trzema laty pomysłem Emilowi Dyrczowi – prezesowi zlokalizowanego w Wiedniu Polonijnego Klubu Aktywności Sportowej – Strzelectwo Sportowe PAKA-s – dla pokonania o własnych nogach odtworzonej na podstawie historycznych danych trasy, co mieli uczynić amatorscy lekkoatleci, specjalizujący się w biegach długodystansowych. Ponieważ zwykł kuć, póki gorące, realizacja zamiaru nastąpiła już niebawem ze startem w Krakowie a finiszem na wiedeńskim Kahlenbergu, na co zeszły trzy doby (właśnie doby, gdyż startujący biegli też porą nocną).
Udany początek wyraźnie rozochocił pomysłodawcę do powtórzenia w roku ubiegłym zamysłu. Co więcej, zdecydowano wydłużyć dystans, gdyż linię startu wyznaczono we Lwowie, by stamtąd przez Kraków dotrzeć po pięciu dobach na miejsce, skąd król Sobieski wydawał rozkazy, mające pogrążyć w klęsce jakże bitne oddziały wezyra Kary Mustafy. Dodatkowym smaczkiem poczynania stał się list jednego z burmistrzów na polskim Podkarpaciu skierowany do burmistrza Wiednia, jaki przy okazji dostarczono, budząc wyraźne zainteresowanie adresata, a wyrazem szacunku i podziwu stał się dedykowany dostawcom odcisk najstarszej pieczęci Wiednia sprzed ponad ośmiu wieków.
Tegoroczna znamienna w swej treści 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości oraz 460. rocznica powstania Poczty Polskiej posłużyły asumptem do jeszcze bardziej wymownego czynu. W nawiązaniu do 79. rocznicy obrony Poczty Polskiej przed hitlerowską nawałą na rozpoczęcie trzeciego z kolei biegu obrano Gdańsk. Tu 1 września, w dniu wybuchu II wojny światowej, jego uczestnicy złożyli kwiaty na grobach poległych pocztowców na cmentarzu na Zaspie, a po czym udali się przed pomnik Obrońców Poczty Polskiej, gdzie nastąpiło symboliczne otwarcie biegu. 
Zgodnie z pierwotnymi założeniami członkowie sztafety, korzystając z pomocy czterech kółek, podążyli z tego portowego miasta do Wilna. Nim tu dotarli, zatrzymali się w Trokach. A to wcale nieprzypadkowo, gdyż niedawno w mieście tym odbyła się uroczysta prezentacja unikatowej w zamyśle inicjatywy – wspólnego wydania przez Pocztę Polską i Pocztę Litewską znaczków pocztowych w dwóch wersjach językowych z wizerunkiem Matki Bożej Trockiej z okazji 300-lecia koronacji tego słynącego cudami obrazu. Oprócz okazyjnej Mszy świętej w tutejszej świątyni, przybysze mieli też czas na drobny relaks w niepowtarzalnej scenerii miejscowych jezior przed czekającym ich nie lada wysiłkiem: pokonaniem w dniach 2-12 września trasy wiodącej z Wilna do Wiednia.
Wybranie grodu Giedymina za miejsce startu wcale nie jest dziełem przypadku. Skoro III Bieg Pocztyliona w sposób szczególny ma uhonorować królewską pocztę polową, niepamięci ujść nie mógł funkcjonujący za panowania królów Władysława Jagiełły, Kazimierza Jagiellończyka, Zygmunta II Augusta oraz Stefana Batorego jakże ważny również dla dostarczania poczty tzw. Szlak Jagielloński, wiodący właśnie z nieobcego dla wymienionych kolejno władców Wilna ku grodowi legendarnego Kraka. 
Korzystając ze sposobności znalezienia się w mieście, które w swej troskliwej pieczy ma Ta, co w Ostrej świeci Bramie, uczestnicy sztafety i towarzyszące im osoby nie zaprzepaścili sposobności, by zwiedzić najbardziej znaczące wileńskie zabytki, jak też schylić czoła przed grobem Matki i Serca Syna na Rossie, co nabiera wymowy szczególnej, zważywszy zbliżającą się milowym krokiem setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
Natomiast w godzinach wieczornych 2 września po starcie sprzed Domu Kultury Polskiej, jaki przed rodakami z Polski i Austrii gościnnie rozwarł podwoje, uczestnicy sztafety na rowerach albo o własnych nogach wyruszyli na liczącą ponad 1400 kilometrów trasę. Jej pierwszym docelowym punktem będzie Grodno, a dalej kolejno – Białystok, Lublin, Kraków i Wiedeń. Zgodnie z założeniami na trasie będą non stop znajdowały się cztery osoby, z których minimum jedna – pod postacią biegacza, a trzy bądź ewentualnie mniej popedałują na siodełkach z wymiennością co jakiś czas jak całego sztafetowego składu tak też wewnątrz samej sztafety, by biegnący mogli nieco odsapnąć, przesiadając się na rowerowe wehikuły.
Wszystkich, kto przy uświadomieniu łącznej długości dystansu, liczonego na bez mała 1500 kilometrów, popadł w litościwe: "toż to prawdziwa golgota!", pragnę uspokoić, że uczestnicy sztafety w zamiarze bynajmniej nie porywają się z przysłowiową motyką na słońce. Choć nie są wyczynowymi sportowcami, mają w nogach i płucach krocie pokonanych kilometrów tudzież potrafią się mierzyć jak z własnymi ewentualnymi słabościami organizmu, tak też ze spartańskimi warunkami, zważywszy spanie na siedząco w towarzyszącym busie, co nieuchronnie czeka ich podczas "bycia w drodze". Są zaprawieni na tyle, że nie zmoże ich ani nadmierny skwar, ani uciążliwe deszcze bądź inne pogodowe psikusy. 
Gwoli statystyki dodam, że tegoroczny sztafetowy Bieg Pocztyliona tworzą łącznie 22-25 osób: cztery sztafety po kwartecie każda, dwóch jego dyrektorów, koordynator całości przedsięwzięcia, dwóch koordynatorów medialnych oraz tyluż technicznych. A wszyscy mają czuwać, by zamysł nie spalił na panewce. Również w realizacji ustaleń pozabiegowych, gdyż – warto dodać – "łykaniu" coraz to nowych kilometrów mają takoż towarzyszyć spotkania np. z grupami etnicznymi zamieszkującymi Podlasie (Tatarami, Litwinami, Ukraińcami, Ormianami, wyznawcami różnych religii), odwiedzanie miejsc, związanych z historią walk o niepodległość albo tych, gdzie miały postoje zdążające Szlakiem Jagiellońskim karawany kupieckie bądź dyliżanse pocztowe.
Z powyższego bardziej niż wymownie wynika więc, że realizatorzy po raz trzeci z kolei zamysłu rodaka z Austrii, do czego tego roku niezwykle aktywnie w roli współorganizatora włączyła się Poczta Polska, noszą znamiona zdecydowanie bardziej logistycznie rozbudowanego przedsięwzięcia, wymagające dodatkowego zachodu. Również w pozyskaniu potrzebnych na to funduszy pieniężnych, o co w pierwszą kolej zatroszczyły się Poczta Polska i będący jej częścią kapitałową Bank Pocztowy.
Towarzyszący niezwykłej wyprawie Adam Bernatowicz, piastujący tekę zastępcy przewodniczącego komitetu ds. sportu i turystyki Poczty Polskiej, jest bardziej niż pewien, że sztafetowi uczestnicy dotrą do Wiednia o wyznaczonej porze, by 12 września dołączyć do licznych zapewne uczestników dorocznych obchodów na Kahlenbergu wiekopomnego zwycięstwa, znamiennych w roku bieżącym o tyle, że być może te po zgodzie magistratu stolicy Austrii okrasi wreszcie odsłonięcie tu pomnika jego głównego stratega – króla Jana III Sobieskiego. A będąc przy głosie, żałuje nieco, że Poczta Litewska, mimo serdecznych zaprosin, nie zechciała czemuś dołączyć się do inicjatywy gorąco aprobowanej przez polską "kuzynkę". W odróżnieniu od sąsiadów Litwinów zza południowej granicznej miedzy, gdyż Poczta Białoruska mocno zaznaczyła swój udział w sztafecie, póki ta podążała terenem ich kraju.
Komentując ze swej strony ten zgrzyt, co niczym łyżka dziegciu w beczce miodu, wyrażę przekonanie, iż bardzo źle by było, by solennie zapowiadane po niedawnym wydaniu wspólnych znaczków pocztowych z wizerunkiem Madonny trockiej braterstwo pocztowców obu krajów ulotniło się niczym lipcowa mgiełka poranna.
 

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2018

100 LAT TEMU POLSKA POWSTAŁA, BY ŻYĆ

  • Niczym jutrznia po nocy niewoli 
  • Niepodległa przede wszystkim wymodlona! 
  • Wspólne serc bicie nad sercem Marszałka 

ZUŁÓW – MIEJSCE URODZIN MARSZAŁKA

  • Kolebka Wielkości 

POLITYKA

  • Na bieżąco 

ŻYWI – UMARŁYM

  • Kamień do pamięci skłaniać! 
  • Koszalińskie Spotkania z Wysockim 

WILNO W CZASACH MICKIEWICZA

  • Ksawera, córka Deyblów 

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O lęku skończoności 

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku" 

SPORT

  • W duchu olimpijskiego braterstwa 

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ

  • Azerbejdżan – Kraina Ognia 

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie