Romualda Twardowskiego powroty do Wilna

drukuj
Rozmawiała Helena Ostrowska, 21.10.2016
Zdjęcia z albumu rodzinnego Państwa Twardowskich

Rozmowa z Alicją Twardowską, właścicielką Wydawnictwa Pani Twardowska, żoną wybitnego kompozytora polskiego

Pani Alicja Twardowska powiadomiła redakcję "Magazynu Wileńskiego", że w dniach 3-5 października będzie obecna, wraz z ekipą filmową, w Wilnie. Cel przyjazdu – gromadzenie materiału do filmu o Romualdzie Twardowskim. Zapytała, czy nie zechcielibyśmy się z nią spotkać i o jej mężu w naszym miesięczniku napisać. Przyjęliśmy tę wiadomość z radością, bo od poprzednich publikacji o kompozytorze w "Magazynie Wileńskim" minęło trochę lat… Jednak – niezbyt wiele, by o Wilnie znany nasz rodak zapomniał. A w toku rozmowy z Panią Alicją okazało się, że pismo nasze dla Państwa Twardowskich było częściowo tym pamięciowym pomostem…
Czy jest to pierwszy Pani przyjazd do Wilna? 
Wcale nie, byłam tu wiele razy i z miastem rodzinnym męża, Romualda Twardowskiego, wiąże się wiele wspaniałych moich wspomnień. Przyjechaliśmy razem tu po raz pierwszy w latach 80., tuż po naszym ślubie. Mąż pokazał mi wówczas wszystkie ważne i drogie dla niego miejsca: gdzie mieszkał, chodził do przedszkola i szkoły, gdzie się uczył muzyki, świątynie, w których grał… 
Muszę powiedzieć, że pokochałam Wilno od pierwszego wejrzenia. Zresztą, przedtem niż tu się znalazłam po raz pierwszy, wiele o tym mieście słyszałam. A później wielokrotnie przyjeżdżałam. Na przykład z kilkuosobową delegacją ze szkoły muzycznej, w której pracowałam – na jubileusz szkoły muzycznej w Wilnie, jak również prywatnie, z koleżanką, z siostrą. Co prawda, była też w tych przyjazdach do "miłego miasta" dłuższa przerwa: w 1990 roku urodziłam syna, oddałam się macierzyństwu, zmieniłam pracę…
Ma Pani rodzinne powiązania z byłymi Kresami?
Jak najbardziej. Ja się urodziłam w Radzyniu Podlaskim, blisko wschodniej granicy kraju, w małym miasteczku o bogatych tradycjach muzycznych. Mojej mamy chrzestna matka, która była moją nauczycielką muzyki, pochodziła ze Stanisławowa; mieszkała również we Lwowie, gdzie ukończyła Lwowski Instytut Muzyczny. Lwów – jako Kresy – bardziej w moim życiu zaistniał, ale zapewne dał początek mojemu zamiłowaniu do Wilna. To, co opowiadała moja nauczycielka muzyki – o atmosferze tego miasta, szczególnie przedwojennego, o jego kulturze, ludziach, którzy ją tworzyli, rozbudziło moje zainteresowania, szacunek do nich. Śledziłam losy tych wspaniałych, ważnych ludzi – ze Lwowa i Wilna.
Co tym razem sprowadza Panią do Wilna?
Przed kilku laty zajęłam się zbieraniem materiału do filmu o moim mężu. Właściwie już praca ta zbliża się ku końcowi. Dwaj panowie filmowcy – realizator Maciej Lewiński i operator Grzegorz Czerniak – twórcy filmu, od pewnego czasu podążają z kamerą za kompozytorem – tam, gdzie coś ważnego się dzieje – jakieś imprezy, koncerty. Do Wilna przyjeżdżaliśmy w maju tego roku i nakręciliśmy część materiału.
Czy będzie to film o całokształcie twórczości Romualda Twardowskiego?
Będzie to film biograficzno-dokumentalny. Pierwszy bowiem, zrealizowany przez Telewizję Polską, który powstał w latach 90., zbudowany był na rozmowie z kompozytorem. Tym razem chcemy pokazać szlak życiowy kompozytora, ale przede wszystkim to, co jest bardzo istotne w jego życiu, na przykład 27-letni okres wileński. Przecież wyjeżdżał z Wilna ukształtowany jako osobowość młody człowiek. Zresztą, był już po studiach w litewskim konserwatorium. 
Chcemy pokazać Wilno, które wpłynęło na jego twórczość, te miejsca, gdzie się urodził, dorastał, spędził dzieciństwo i młodość. Miasto, gdzie się stykał ze specyficzną polską kulturą wileńską, ale również żydowską, rosyjską i in. Chcemy zaprezentować twórczość Romualda Twardowskiego w kontekście Wilna, w którym – można powiedzieć – zrodził się styl jego muzyki. Jako dziecko biegał do pobliskiej Preczistienskoj cerkwi, oczarowany pięknym śpiewem pod muzykę organową.
Te wielonarodowe, tak różnorodne kręgi kulturowe miały decydujący wpływ na charakter jego wielowymiarowej i wielorodzajowej twórczości. Przykładowo w licznych jego utworach chóralnych często przewija się folklor wileński, litewski. Od roku 1983 mąż niezmiennie był przewodniczącym jury Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej w Hajnówce (później w Białymstoku). Zauroczenie w dzieciństwie muzyką cerkiewną "odżyło", znalazło ujście później w wielu jego własnych kompozycjach. Albo jego utwór na skrzypce z orkiestrą pt. "Niggunim" – powstał na motywach muzyki żydowskiej. W 2011 roku obchodzono setną rocznicę urodzin Czesława Miłosza. Na tę okazję mąż napisał utwór na orkiestrę pt. "Lithuania", czyli już sama nazwa mówi o tym, jak bardzo twórca jest duszą i sercem "stąd"…
Usłyszymy w tym filmie wypowiedzi kompozytora o muzyce, ale również o życiu, jego poglądy na wiele spraw. Mamy sporo materiału w formie wypowiedzi innych osób na temat twórczości i osobowości Romualda Twardowskiego. Jako osobny rozdział filmu będzie stanowić jego bogata i szeroko uznawana twórczość tzw. pedagogiczna. Wiele utworów pisze dla muzykujących dzieci i młodzieży, dla szkół muzycznych. I co najważniejsze, ta działka twórczości jest zauważana, ceniona i wykonywana. A w 2012 roku Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Puławach nadano imię Romualda Twardowskiego.
Akcja filmu nie będzie chyba rozgrywać się tylko w Wilnie…
Będzie to bardziej dokument biograficzny – jak już wspomniałam – niż rzecz fabularna. Przewidziane są różne miejsca akcji – zgodnie z miejscem zamieszkania, chcemy bowiem pokazać, jak zadziałały one w różnych wątkach twórczości Romualda Twardowskiego: wileńskim, warszawskim, paryskim (bo przecież studiował również w Paryżu). Cała emisja planowana jest na godzinę.
W roku bieżącym ukazała się nakładem Pani Wydawnictwa książka Romualda Twardowskiego "Wilno, moje miasto". Czy jest to praca współbrzmiąca z ubiegłym wydaniem autorstwa kompozytora – "Było, nie minęło" – nawiązująca do okresu wileńskiego?
Chcę powiedzieć, że od wielu lat wspieram mojego męża jak mogę, w wielu płaszczyznach, popularyzuję jego twórczość: organizuję koncerty, wydawnictwo, które prowadzę, wydaje jego utwory. W roku 2000 nakładem Wydawnictwa Pani Twardowska ukazała się książka Romualda Twardowskiego "Było, nie minęło". W następnych latach wydałam książkę "Kompozytor w zwierciadle krytyki", w której zebrałam wszystkie o nim recenzje. I tu powinnam zaznaczyć: rzadko który kompozytor może się pochwalić tym, że doczekał tak wielu ocen swej twórczości, iż uzbierało się tego na osobne wydanie. W roku ubiegłym wydałam płytę z twórczością mojego męża dla młodzieży, która miała dobre recenzje… 
A jeśli chodzi o tegoroczną książkę "Wilno, moje miasto", jest ona zrobiona w formie wywiadu-rzeki z Romualdem Twardowskim. W poprzedniej bowiem – "Było, nie minęło" – sporo jest o Wilnie, jednak nie wszystko zostało w niej ujęte, co – moim zdaniem i zdaniem naszych przyjaciół – zasługuje na zachowanie. Małżonek jest świetnym narratorem, potrafi ciekawie opowiadać o tym, co przeżył, co go w życiu spotkało, o ludziach z najbliższego otoczenia (na przykład z podwórka jego dzieciństwa) i o tych, z którymi los go zetknął.
To Wilno właściwie tkwi w nim przez całe życie… Zawarłam w książce cały okres wileński. Szczegółowo go o miasto rodzinne wypytałam. Myślę, że jest to bardzo ważne nie tylko dla niego samego, jako kompozytora, ale również dla młodszego pokolenia, które lepiej zrozumie jego muzykę, gdy pozna jego korzenie, miejsce, z którego się wywodzi. Jest to książka o jego życiu, o ludziach, z którymi obcował, jego wypowiedzi o sztuce, o architekturze kościołów wileńskich, którymi się zachwyca. Charakteryzuje w niej przedwojenną społeczność miasta, życie jej mieszkańców, widziane oczami człowieka bardzo wrażliwego, który wiele widzi i odczuwa, może więcej niż inni…
Można się domyślać, że Pani mąż, opowiadając o swym rodzinnym mieście, nieco je idealizował… Kiedy się Wilno poznało bliżej – jak wypadła dla Pani ta konfrontacja: wizji, powstałej z opowieści męża z rzeczywistością?  
Człowiek, wiadomo, skłonny jest do gloryfikowania swego dzieciństwa, młodości i tego, czym żył, i tych osób, z którymi obcował… Tym bardziej, jeśli to wszystko, co było mu drogie i bliskie – utracił. Dla mnie jednak to zestawienie wizji z rzeczywistością, o którą Pani pyta, wypadło nadspodziewanie korzystnie. Chodziłam ścieżkami, którymi on chodził i… coraz bardziej to miasto stawało mi się drogie. Brodziłam po uliczkach, zaułkach i wyobrażałam sobie, jak tu kiedyś być mogło… I dziś z przekonaniem mogę powiedzieć – z perspektywy mojej skromnej wiedzy o tym mieście i moich przeżyć: Wilno jest wyjątkowym miejscem na ziemi. Tak urokliwym, romantycznym, że nie chce się stąd wyjeżdżać. Przeżywam wielkie wzruszenie, gdy się zapuszczam w wąskie zaułki, stare uliczki, zaglądam do tajemniczych podwórzy… Mam wrażenie, że każdy tu kawałek bruku – to ślad polskości, przecież tu mieszkali, chodzili wielcy nasi Rodacy…
Proszę, niech Pani opowie o sobie, o swoim wydawnictwie…
Ukończyłam Akademię Muzyczną im. Fryderyka Chopina w Warszwie, w której wykładał mąż, byłam jego studentką (stąd ta różnica wieku w naszym małżeństwie). Po studiach pracowałam w szkole muzycznej, do czasu, gdy pewnego razu zaproponowano mi pracę w wydawnictwie. A ponieważ od dziecka kocham książki, a biblioteka była dla mnie zawsze świętym miejscem, z radością zmieniłam rodzaj pracy i jestem szczęśliwa. Dużo czytam i sama piszę. Kiedyś wydałam swój tomik poezji, od osiemnastego roku życia piszę pamiętniki. Nic więc nie umknie mojej uwagi i po tej – kolejnej podróży do Wilna pewne wynurzenia i wrażenia – zostaną… 
Pierwsza książka, która ukazała się nakładem kierowanego przeze mnie Wydawnictwa Pani Twardowska – to "Było, nie minęło". Ponieważ związana byłam przez pewien czas ze szkolnictwem, sporo wydaję publikacji, płyt, związanych z edukacją muzyczną. Osobom, zasłużonym w tej dziedzinie, wręczam statuetki "Bursztynowe nutki". W listopadzie roku bieżącego, podczas kolejnego podsumowania konkursu, nagrodę otrzyma osoba, zatrudniona w przedszkolu. Przygotowuje ona arcyciekawe zajęcia, pisze książki dla najmłodszych o muzyce… Wiadomo, żeby wychować melomanów, trzeba zaczynać od najmłodszych. 
Inicjuję różne konkursy, organizuję koncerty, jubileusze kompozytorów – nie tylko poświęcone twórczości mojego męża. Piszę książki dla dzieci. Lada dzień wyjdzie z druku "Fortepian babuni" – taka wspomnieniowo-sentymentalna książka z płytą, na której zapisana jest muzyka do każdego jej rozdziału. I pracuję teraz nad bardziej osobistą, którą nazwałam "W partyturze życia". Będzie niej mowa o moich korzeniach radzyńskich, trochę o tradycjach lwowskich, które w moim życiu zaistniały. A propos, w Radzyniu urodził się Karol Lipiński, światowej sławy skrzypek z XIX wieku. Chciałabym również w pracy "przemycić" moje poglądy na sztukę, na życie, na miłość… 
Planów zresztą mam "na sto lat", jak mówią moi bliscy. Przynajmniej część z nich zrealizuję, bo marzenia zawsze mieć warto… 
Prywatnie jestem matką syna Adama, z zawodu fotografika. W maju był po raz pierwszy w mieście swojego ojca… Nieco przesiąkł tą atmosferą wileńską, w czym zasługa – panów filmowców, którzy pracowali nad tym, by nieco "łyknął" tego wileńskiego powietrza… A dzisiaj powiedział mi przez telefon, że żałuje, iż nie jest tu z nami…
Jak często Pani mąż a nasz słynny Rodak, Romuald Twardowski odwiedza swe miasto rodzinne?
Po opuszczeniu Wilna w roku 1957 początkowo niezbyt często tu przyjeżdżał. Ale kontakty z Wilnem były przez cały czas utrzymywane i gdy tylko nadarzała się okazja, wynikająca ze współpracy kompozytorów polskich i litewskich, organizowanych koncertów czy też prywatnych kontaktów. Na przykład z okazji 60-lecia męża organizowano koncert jubileuszowy w filharmonii wileńskiej… 
Ostatni raz był w Wilnie w roku 2011 – na promocji swej płyty z muzyką organową i chóralną, nagraną przez Państwowy Chór "Vilnius" i organizowanym z tej okazji koncercie. Rok wcześniej, na jego 80. urodziny, litewscy koledzy organizowali mu jubileuszowy koncert w kościele Świętego Kazimierza, gdzie rozbrzmiewały pieśni i muzyka jego autorstwa…
Czy nadal dużo i owocnie tworzy?
Jest najbardziej pracowitym człowiekiem, jakiego znam. Czas wykorzystuje z sensem i mnie tego nauczył: umiejętnie dysponować czasem, jaki nam Pan Bóg dał… 
Mąż nadal dużo komponuje. W tym roku otrzymał zamówienie na napisanie utworu na okazję jubileuszu łomżyńskiej orkiestry. Ten utwór wykonany będzie i zapisany na płytę w roku przyszłym. Poza tym – jako członek komisji jurorskich – uczestniczy w różnych festiwalach, konkursach, również za granicą. A powinien już w jego wieku się oszczędzać… Dużo czyta. Lubi jeździć na działkę podwarszawską i nią się zajmować. Pozostała mu ta miłość do przyrody, zwłaszcza do kwiatów, wyniesiona z Wilna… Bardzo się ucieszył, że jadę do Wilna i prosił wszystkich Państwa serdecznie pozdrowić. Może przyjedziemy tu razem na promocję filmu…
Za pośrednictwem Pani i "Magazynu Wileńskiego" gorąco naszego drogiego Rodaka pozdrawiamy i życzymy wielu jeszcze twórczych lat!
Dziękuję za rozmowę.

* * *

Romuald Twardowski 
Wybitny polski kompozytor i pedagog. Urodził się w Wilnie w roku 1930, gdzie mieszkał w domu nr 1 przy ul. Metropolitalnej (obecnie Rusų). 
W czasie wojny uczył się gry na skrzypcach, po wojnie – na fortepianie i organach. Od 1945 roku pełnił obowiązki organisty w kościołach wileńskich: św. Krzyża (Bonifratrów), Wniebowstąpienia Pańskiego (Misjonarzy), śś. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty (Uniwersytecki), w którym przed stu laty grał Stanisław Moniuszko. 
W latach 1952-57 studiował (fortepian i kompozycja) w Państwowym Konserwatorium Litewskiej SRR w klasie Juliusa Juzeliūnasa. 
W 1957 roku wyjechał wraz z matką na stałe do Warszawy, gdzie kontynuował studia kompozytorskie w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej u prof. Bolesława Woytowicza. W 1961 roku wygrał Konkurs Młodych Związku Kompozytorów Polskich (utwór Antyfony na grupę instrumentów) i z otrzymanym od rządu francuskiego stypendium wyjechał do Paryża na studia uzupełniające u słynnej Nadii Boulanger.
Po powrocie zamieszkał początkowo na Śląsku, gdzie w Bytomiu wystawił swoją pierwszą operę Cyrano de Bergerac (1963) wg własnego libretta, opartego na komedii E. Rostanda. 
Wkrótce zamieszkał na stałe w Warszawie. W latach 1972-2010 współpracuje z Akademią Muzyczną im. Fryderyka Chopina (obecnie Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina). 
Okres wileński kompozytora (mieszkał tu do 27. roku życia) wpłynął na całokształt charakteru jego twórczości, szczególnie na tematykę religijną. Obok dzieł, związanych z tradycją Kościoła katolickiego, powstało niemało utworów, odwołujących się do muzyki prawosławnej. 
Lata 60. i 70. – to okres bogaty twórczością, szczególnie, jeśli chodzi o dzieła sceniczne, stanowiące ważny dział w całokształcie dorobku kompozytora. Tu należy wymienić takie utwory jak: opera Tragedyja, czyli rzecz o Janie i Herodzie, Lord Jim, balety Nagi Książę i Posągi Czarnoksiężnika, opera Maria Stuart, opera kameralna Historyja o św. Katarzynie. 
Romuald Twardowski jest autorem kompozycji chóralnych, stanowiących domenę w jego dorobku twórczym, jak również orkiestrowych, kameralnych, solowych, wokalno-instrumentalnych, ogółem liczonych na setki. 
Ważny rozdział w dorobku kompozytora zajmuje twórczość tzw. "pedagogiczna", muzyka dla dzieci i młodzieży – dla zespołów chóralnych i orkiestrowych, szkół muzycznych. Podczas kolejnych emisji Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Muzycznej dla Dzieci i Młodzieży DO-RE-MI w Łodzi, były wykonane prawie wszystkie utwory Romualda Twardowskiego, przeznaczone dla młodego pokolenia Polaków. 
Twórczość R. Twardowskiego jest oryginalnym zjawiskiem w powojennej muzyce polskiej. Nie ulega zbytnio modzie, awangardzie, lecz tworzy w duchu umiarkowanie nowoczesnym. Jego twórczość jest komunikatywna, strawna dla uszu słuchacza, pełna wewnętrznego dramatyzmu i najważniejsze – posiada rys indywidualny. 
Nagrodzony został licznymi wyróżnieniami, tylko wymienienie których utworzyłoby długą wyliczankę. Z okazji 80-lecia kompozytora jego dorobek twórczy odznaczono Złotym Medalem Orderu Gloria Artis; na 85. urodziny przyznano mu Nagrodę im. Jerzego Kurczewskiego – za zasługi w dziedzinie twórczości chóralnej (2015). Liczne nagrody i wyróżnienia spotkały Romualda Twardowskiego za granicą: w Paryżu, Pradze, Monako, Ameryce. Wśród nich wymienić by się chciało: nagrodę AGEC – Zachodnioeuropejskiej Federacji Towarzystw Chóralnych za Mały koncert na chór mieszany (1993);  nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Chóralnym w Tours za utwór chóralny Lamentacje (1981) i Alleluja (1999); nagrodę Amerykańskiej Fundacji im. Ignacego Jana Paderewskiego za wybitne osiągnięcia artystyczne (2006).

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 7/2019

KALENDARZ "M.W." NA DRUGIE PÓŁROCZE

SERCU BLISKIE ROCZNICE

  • Wolność mierzyli krzyżami
  • Orzeł Biały z Pogonią się zbratałi

POLITYKA

  • Na bieżącoi

 NASZA WIARA

  • Wakacje – czasem pielgrzymowania
  • W hołdzie Chrystusowej golgocie

POZNAJMY POLSKĘ

  • Konkurs Instytutu Polskiego w Wilnie
  • Swarzewo – "Kaszubska Częstochowa"

SPORT

  • Nigdy na deskach

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O mowie

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie

Wiadomości (wp.pl)