Święta Bożego Narodzenia… Tak?! Czy aby na pewno..?

drukuj
s. Anna Mroczek , 24.12.2021

"Przyszła nareszcie chwila ciszy uroczystej Stało się – między ludzi wszedł Mistrz – Wiekuisty". C. K. Norwid

 

Jak to nieogarniony Bóg mógł wcielić się w postać bezbronnego dziecka?! Czy to możliwe, skoro brzmi nieprawdopodobnie! W pierwszych wiekach chrześcijaństwa liczne herezje pojawiały się niczym kłody na drodze wiary w Boga wcielonego. 

Po tylu wiekach powtarzania tej prawdy raczej przyzwyczailiśmy się do niej. Dziś może nie ma zbyt wielu szaleńców, jak w epoce komunizmu, którzy naukowo śmieliby zaprzeczać historycznemu istnieniu Jezusa. Spotykamy się jednak tylko z pozorną aprobatą, wszakże z wysokich trybun padają hasła: święta dla wszystkich! Ale bez właściwych im "gadżetów", terminologii, rytuałów, itp. O co zatem chodzi w świętowaniu Bożego Narodzenia i co wynika z faktu wcielenia Syna Bożego? 
Gdyby zapytać przypadkowego przechodnia o skojarzenia ze Świętami Bożego Narodzenia, wypaliłby bez namysłu: dni wolne od pracy! Już nie każdy odpowiedziałby: ciepłe światło choinki, kolacja w rodzinnym gronie, mikołajowe prezenty, świąteczna atmosfera. Jeszcze rzadziej usłyszelibyśmy: wigilijny opłatek, pasterka, jasełka. Czy fakt wcielenia Syna Bożego, uwieczniony w przeżywanej z różną intensywnością tradycji, stanowi wszystko, co niosą nam ze sobą Święta Narodzenia Pańskiego?
Co tak naprawdę znaczy dla każdego człowieka i chrześcijanina, że Bóg stał się człowiekiem?
Jeśli Bóg przybrał postać ludzką, to poprzez ten gest bardzo nas zaszczycił – wywyższył człowieczą naturę, solidaryzując się z każdym. Kto nie rozpoznał Go w człowieku, minął się z Nim, choćby i czekał na Jego przyjście! 
Jak to przekłada się na nasze życie społeczne, przeniknięte chrześcijaństwem? Właśnie Jezus narodzony w ludzkiej postaci generuje szacunek do człowieka! To w Bożym Narodzeniu swoje fundamentalne oparcie znajduje tzw. chrześcijański personalizm: każdy jest ważny i każdy jest niepowtarzalną osobowością! 
Boże Narodzenie nie jest czymś, co się wydarzyło, ale czymś, co nieustannie się dzieje i może przydarzyć się każdemu. W naszym podźwigniętym ku Bogu człowieczeństwie, gdy przeniknie nas Chrystusowe życie, dając impuls i siłę do czynienia dobra, stajemy się uczestnikami Jego Boskiej Natury.
Chrystus narodził się w stajni, w towarzystwie bydląt, by do nawet najbardziej upadłego człowieka doszło, że Bóg przyszedł podnieść właśnie jego i sam go zasłania przed ludzką pogardą. Tak wszechogarniająca Jego miłość skłania więc nas do bezwzględnego szacunku względem bliźniego. 
Jeśli Bóg chciał wyrazić się w materii, tzn. przybrał konkretne kształty i rysy, tym samym uczy, by nasza wiara w Niego wyrażała się w konkretnych gestach, słowach i czynach, była widoczna, a nie abstrakcyjna. Jako skłonny do przepowiadania, zwerbalizuje tę naukę: "Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie". (Mt 10,32) 
Jeśli Kościół jest mistycznym Ciałem Chrystusa, jak sam powiedział: "gdzie są dwaj albo trzej zebrani w Imię Moje, tam jestem pośród nich" (Mt 18,20) – tzn. Bóg chce wspólnoty wierzących – Kościoła; Bóg jest w Nim! 
Wydaje się, że dzisiejsze, nierzadkie najazdy na Kościół mają wywołać społeczne Nim zgorszenie, obrzydzić Go ludziom! Coraz częściej spotykamy się więc z postawami współcześnie żyjących: Bóg – tak!, Kościół – nie! Wydaje się, jakby komuś zależało w dzisiejszym społeczeństwie wywołać efekt podobny do spotykanego w pogańskiej starożytności, gdy gorszono się Bogiem-Człowiekiem? Tzn. jakby nic nowego, Kościół już tę lekcję przerabiał. Tylko czy jesteśmy świadomi obecnej walki z Mistycznym Ciałem Chrystusa? Czy jesteśmy przygotowani na Jego obronę?
Kolejne święta Bożego Narodzenia tuż-tuż. Okazuje się, że to nie tylko pełna sentymentu tradycja do rytualnego, jak to mówią "odtrąbienia", ale szkoła, w której Bóg-Niemowlę udziela nam trudnych lekcji, niosących odważne wyzwania. Czy aby jesteśmy gotowi je przyswoić, a potem praktykować w szarej codzienności? 
Z całego serca życzę wszystkim Czytelnikom "Magazynu Wileńskiego" takich Świąt Bożego Narodzenia, które pozwolą napawać dumą, że jestem człowiekiem i że Bóg przyszedł w ludzkim ciele, by właśnie mi towarzyszyć! Niech te święta pozwolą nabrać otuchy: bo jestem kochany przez samego Boga! Niech wreszcie pozwolą ucieszyć się wspólnotą wierzących, pośród której żyje i ciągle na nowo objawia się Bóg! 
Z radością pozdrawiam, smucąc się wszak, że czynię to po raz ostatni na łamach "Magazynu", będąc z nimi regularnie autorsko związana od roku 2006, czyli całych lat 15.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 12/2021

NARODZIŁ SIĘ NAM ZBAWICIEL


ŻEGNAJ, "MAGAZYNIE"!

  • Inżynier-romantyk
  • Wiersze Henryka Mażula

POLITYKA

  • Na bieżąco

2022 – ROKIEM WANDY RUTKIEWICZ

  • Życie jak wspinaczka

LITERATURA

  • Pisarstwo Alwidy A. Bajor

NA FALI WSPOMNIEŃ

  • OKOP: działalność
  • Duszpasterze ratowali Żydów

XVII TOM "KRESOWEJ ATLANTYDY"

  • Twierdze, co Polski strzegły

WŚRÓD POLONII ŚWIATA

  • 150-lecie polskiego osadnictwa w Nowej Zelandii

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O obowiązku

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Wilno po polsku

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie

Wiadomości (wp.pl)

15-latek bawił się w chowanego. Znaleziono go w innym kraju

Podczas zabawy w chowanego 15-latek z Bangladeszu ukrył się w kontenerze transportowym. Chłopiec został odnaleziony kilka dni później w Malezji - ponad 3,6 tys. kilometrów od domu.

Tajemniczy wypadek. BMW roztrzaskane, pasażer w lesie

Na drodze wojewódzkiej numer 206 w Szczeglinie doszło do groźnego wypadku. BMW dachowało i uderzyło w drzewo. Policja na miejscu znalazła jedynie pijanego pasażera.

Ile Polacy dają księdzu "do koperty"? "Niech za robotę się wezmą"

"Gość w dom, Bóg w dom" - głosi znane przysłowie. Według badania Ariadny dla Wirtualnej Polski, ponad połowa Polaków przyjmie księdza po kolędzie we własnych domach. Ile wierni dają "do koperty"? O to pytamy przechodniów podczas sondy ulicznej w Warszawie. - Jak ja mam 700 zł emerytury, to będę do koperty im wsadzała? Niech byki za robotę się wezmą - grzmi jedna z kobiet, spotkana na ulicy przez reportera Wirtualnej Polski Mateusza Dolaka. - Ja ostatnio księdza wyrzuciłam, nie przychodzi już do mnie. Jestem wierząca, ale nie znoszę księży, kościół omijam - przyznaje inna. Kolejna mówi, że przyjmie w domu każdego, kto zapuka do drzwi. - Jako gospodyni przygotowuję kropidełko, krzyżyk, święconą wodę, no i kopertę, parę groszy - tyle, ile mam. Daję 50 zł, bo nie stać mnie na więcej, a leki też kosztują - odpowiada emerytka. Inny mężczyzna przyznaje, że przygotował już dla księdza w kopercie 100 zł. - Myślę, że mają tyle pieniędzy, że nie potrzeba w ogóle dawać - stwierdza kolejny przechodzień. - Kiedyś przyszedł znajomy ksiądz, to wypiliśmy po setce - opowiada inny emeryt, zapytany o to, co przygotowuje na kolędę. Jedna z młodych kobiet przyznaje, że "absolutnie nie przyjmuje księdza". - Uważam, że instytucja Kościoła w Polsce to mafijna instytucja. Kościół należy opodatkować. Jakakolwiek kwota w kopercie dla księdza to według mnie za dużo - dodaje. Innego przechodnia pytamy o słowa duchownego z Ostrołęki, który wyznaczył parafianom, ile ma znaleźć się w kopercie. - To śmieszne. Co łaska, to łaska - podsumowuje mężczyzna.